p

Terapia bez tajemnic. Jak wybrać dla siebie najlepszą pomoc - Marta Sak

Kup ebooka

44.99 zł
20.25 zł (20,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Wstęp Terminologia Czym jest, a czym nie jest terapia? O psychoterapii z różnych perspektyw Co musi się wydarzyć, aby terapia była terapią? A czym terapia nie jest? Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta - kto, kiedy i jak pomaga? Kilka słów o "profesjonalnych siostrach" psychoterapii Psycholog a psychiatra Kim jest psychoterapeut(k)a? Według zasad prawa versus według zasad przyzwoitości Checklista: czy wybrany przez ciebie specjalista to ten odpowiedni? Kiedy potrzebna jest terapia? Czym jest zdrowie psychiczne i po czym poznać, że szwankuje? Zaburzenia afektywne - związane z nastrojem Zaburzenia adaptacyjne Zaburzenia osobowości PTSD oraz c-PTSD Zaburzenia odżywiania Zaburzenia snu Zaburzenia seksualne ADHD i spektrum autyzmu (ASD)[2] Zaburzenia psychotyczne - nie tylko schizofrenia Uzależnienia Psychoterapia niejedno ma imię - nurty i ich charakterystyka Terapia psychodynamiczna Terapia poznawczo-behawioralna Terapia schematów Terapia humanistyczna / Gestalt Terapia systemowa Terapia integracyjna Terapia par Terapia grupowa Terapia uzależnień Słowo końcowe: o czynnikach efektywności terapii Najczęstsze pytania, obawy i dylematy osób korzystających z terapii Terapia w ramach NFZ Terapia w prywatnym ośrodku Najtrudniejszy pierwszy raz Leki psychiatryczne W trakcie terapii Na zakończenie terapii Alternatywy dla terapii w gabinecie Telefony zaufania Ośrodki interwencji kryzysowej Całodobowe oddziały psychiatryczne Dzienne oddziały psychiatryczne Na koniec Gdzie szukać pomocy? Bibliografia, polecana literatura

Wstęp

Je­żeli od dłuż­szego czasu my­ślisz o te­ra­pii - a nie je­steś psy­cho­lo­giem, psy­cho­te­ra­peutą lub psy­chia­trą - to za­pewne za­da­jesz so­bie wiele py­tań na­tury me­ry­to­rycz­nej i or­ga­ni­za­cyj­nej. Czy te­ra­pia to bar­dziej ta­kie bra­nie za frak i sta­wia­nie na nogi, czy ra­czej po­cie­sza­jące kle­pa­nie po gło­wie? O co cho­dzi z tymi nur­tami w psy­cho­te­ra­pii i czy one rze­czy­wi­ście mają wpływ na jej prze­bieg? Czy mogę li­czyć na ja­ką­kol­wiek po­moc w za­kre­sie mo­jego zdro­wia psy­chicz­nego od pań­stwa, czy jest ona tylko dla tych, z któ­rymi już bar­dzo źle?

Ta książka po­wstała po to, by uwol­nić cię od prze­ko­py­wa­nia in­ter­netu w po­szu­ki­wa­niu tych in­for­ma­cji i za­sta­na­wia­nia się, czy to, co czy­tasz, to prawda, czy nie. Sta­ra­łam się na­pi­sać ją tak, by roz­wie­wała naj­częst­sze (i naj­bar­dziej szko­dliwe) mity, wy­czer­pu­jąco od­po­wia­dała na po­wszech­nie za­da­wane py­ta­nia, po­ja­wia­jące się wąt­pli­wo­ści i re­du­ko­wała lęk, do­star­cza­jąc choćby czę­ścio­wej od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czego się spo­dzie­wać. Chcę także po­móc ci w pod­ję­ciu de­cy­zji, czy i ja­kiemu spe­cja­li­ście zgło­sić swój pro­blem - a więc zmi­ni­ma­li­zo­wać ry­zyko roz­cza­ro­wa­nia i nie­po­trzeb­nie wy­da­nych pie­nię­dzy. Nie ogra­ni­czy­łam się do opi­sy­wa­nia sa­mej psy­cho­te­ra­pii, bo ma ona swoje "pro­fe­sjo­nalne sio­stry", ja­kimi są te­ra­pia far­ma­ko­lo­giczna, psy­cho­lo­giczna i - bar­dzo bli­ska mo­jemu sercu - te­ra­pia in­ter­wen­cyjna. Z tej książki do­wiesz się, mam na­dzieję, sporo nie tylko o psy­cho­te­ra­pii, ale też o ku­ra­cji le­kami psy­chia­trycz­nymi i o do­stęp­nych for­mach po­mocy w przej­ścio­wych kry­zy­sach ży­cio­wych. Znaj­dziesz w niej rów­nież więk­szość in­for­ma­cji, ja­kich po­trze­bu­jesz, aby na­brać od­wagi do za­pi­sa­nia się na pierw­szą wi­zytę u spe­cja­li­sty zdro­wia psy­chicz­nego. Wiem, jak bar­dzo jest to cza­sem trudne.

War­to­ści, które kie­ro­wały mną w trak­cie pi­sa­nia tej książki, to au­ten­tycz­ność i rze­tel­ność. Au­ten­tycz­ność - bo sta­ra­łam się opo­wie­dzieć ci o te­ra­pii bez stra­sze­nia i przy­pu­dro­wy­wa­nia jej nie­do­sko­na­ło­ści i trud­niej­szych mo­men­tów. Rze­tel­ność - po­nie­waż do­ło­ży­łam wszel­kich sta­rań, aby prze­ka­zane w niej in­for­ma­cje były zgodne z ak­tu­al­nym sta­nem wie­dzy i wy­ni­kami ba­dań na­uko­wych. Zdaję so­bie sprawę z od­po­wie­dzial­no­ści, jaką obar­czone jest pi­sa­nie o zdro­wiu psy­chicz­nym w do­bie tylu ma­te­ria­łów (czę­sto prze­czą­cych so­bie) i prze­ina­czeń na jego te­mat. A to, że twój wy­bór padł wła­śnie na tę książkę jako prze­wod­nik po świe­cie te­ra­pii, jest dla mnie za­szczy­tem.

Jej lek­tura może oka­zać się przy­datna także dla tych, któ­rzy wpraw­dzie sami nie za­uwa­żają u sie­bie trud­no­ści ze zdro­wiem psy­chicz­nym, ale mają w swoim oto­cze­niu osoby bę­dące w trak­cie te­ra­pii lub prze­cho­dzące wła­śnie kry­zys psy­chiczny - i chcą le­piej je zro­zu­mieć, coś im do­ra­dzić. A je­śli znasz ko­goś, kto po­trze­buje po­mocy, ale uważa, że to wstyd jej szu­kać, albo po­wstrzy­muje go lęk lub nie­praw­dziwe wy­obra­że­nia o te­ra­pii - szep­nij mu, pro­szę, o tej po­zy­cji, bo chcę nią czy­nić do­bro. Po pre­mie­rze mo­jej pierw­szej książki prze­ko­na­łam się, że to wła­śnie czy­tel­nicy są nie­oce­nieni w prze­ka­zy­wa­niu so­bie cen­nych in­for­ma­cji i wspie­ra­niu sie­bie na­wza­jem.

Na ko­niec do­dam, że choć ty­tuł tej książki brzmi Te­ra­pia bez ta­jem­nic, to w pew­nym wy­mia­rze za­wsze jest ona ta­jem­nicą. Bar­dzo czę­sto od­wo­łuję się do tego, że pod­sta­wo­wym czyn­ni­kiem le­czą­cym w każ­dej for­mie te­ra­pii mó­wio­nej jest re­la­cja mię­dzy te­ra­peut(k)ą a pa­cjen­tem(-ką) - ale to, co do­kład­nie się w jej trak­cie le­czy i w jaki spo­sób, jest za każ­dym ra­zem czymś wy­jąt­ko­wym dla tej kon­kret­nej re­la­cji, ta­jem­nicą jed­nego kon­kret­nego ga­bi­netu. Nie jest to jed­nak coś, czego na­leży się oba­wiać - to piękna nie­wia­doma, która spra­wia, że dla wielu pa­cjen­tów te­ra­pia oka­zuje się fa­scy­nu­jącą po­dróżą, a jej pro­wa­dze­nie jest dla mnie nie tylko za­wo­dem, ale i nie­usta­jącą pa­sją.

Do zo­ba­cze­nia na dal­szych stro­nach!

Marta Sak

Roz­dział 1

Czym jest, a czym nie jest terapia?

O psychoterapii z różnych perspektyw

Po­dob­nie jak wielu au­to­rów przede mną, za­cznę od ety­mo­lo­gii słowa okre­śla­ją­cego nasz te­mat prze­wodni. Słowo "psy­cho­te­ra­pia" wy­wo­dzi się z greki i sta­nowi po­łą­cze­nie słów psy­che (du­sza) i the­ra­pein (le­czyć). My­ślę, że "le­cze­nie du­szy" mimo upływu tylu de­kad wciąż sta­nowi do­bry - choć bar­dzo po­etycki - opis tego, na czym po­lega za­równo psy­cho­te­ra­pia, jak i inne formy po­mocy psy­cho­lo­gicz­nej, któ­rymi jesz­cze tu­taj się zajmę.

Psy­cho­te­ra­pia jest ro­dza­jem usługi me­dycz­nej - i w ta­kim ro­zu­mie­niu jest ona le­cze­niem za­bu­rzeń psy­chicz­nych za po­mocą me­tod psy­cho­lo­gicz­nych. Psy­cho­te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) znać ak­tu­alny wy­kaz jed­no­stek cho­ro­bo­wych sto­so­wa­nych w psy­chia­trii. Po­wi­nien(-na) także mieć przy­naj­mniej ogólne po­ję­cie na te­mat in­nych, czę­sto wy­stę­pu­ją­cych cho­rób. Na po­czątku psy­cho­te­ra­pii bar­dzo ważne jest bo­wiem okre­śle­nie, czy osoba, która szuka u nas po­mocy, speł­nia kry­te­ria do dia­gnozy kon­kret­nego pro­blemu zdro­wot­nego.

Przy­kła­dowo: je­śli do te­ra­peuty(-ki) zgła­sza się osoba, która skarży się na upo­rczywy smu­tek i brak sił do dzia­ła­nia, spe­cja­list(k)a po­wi­nien(-na) do­py­tać ją o kilka kwe­stii: czy ostat­nio w jej ży­ciu nie wy­da­rzyło się nic trud­nego albo prze­ło­mo­wego? Czy nie ma ostat­nio kło­po­tów z ape­ty­tem, nie na­rzeka na ja­kość snu? Czy nie do­świad­cza nie­po­ko­ją­cych ob­ja­wów ze strony ciała? Czy zda­rzają jej się my­śli sa­mo­bój­cze lub re­zy­gna­cyjne? Uzy­skane dane wraz z ob­ser­wa­cją za­cho­wa­nia po­zwolą wstęp­nie okre­ślić, czy źró­dłem jej pro­ble­mów jest de­pre­sja, czy inne za­bu­rze­nie na­stroju. Prze­pro­wa­dze­nie ta­kiego wy­wiadu to wręcz obo­wią­zek te­ra­peuty(-ki). Taka roz­mowa nie tylko po­zwala na po­twier­dze­nie lub wy­klu­cze­nie de­pre­sji, ale rów­nież na zwe­ry­fi­ko­wa­nie, czy ob­jawy nie są re­ak­cją na kry­zys (np. śmierć bli­skiej osoby) i czy nie wy­ni­kają z nie­zdia­gno­zo­wa­nej do­tąd cho­roby so­ma­tycz­nej (np. nie­do­czyn­no­ści lub nad­czyn­no­ści tar­czycy).

Je­śli ist­nieje praw­do­po­do­bień­stwo, że pa­cjent(-ka) cho­ruje fi­zycz­nie lub psy­chicz­nie, te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) skie­ro­wać go/ją na kon­sul­ta­cję do le­ka­rza wła­ści­wej spe­cja­li­za­cji, który po­twier­dzi te przy­pusz­cze­nia lub po­głębi dia­gno­stykę. Rów­no­le­gle z pro­ce­sem dia­gno­zo­wa­nia pa­cjent(ka) po­wi­nien(-na) na­dal brać udział w se­sjach te­ra­peu­tycz­nych.

W przy­padku zdia­gno­zo­wa­nia u pa­cjenta(-ki) za­bu­rzeń zdro­wia psy­chicz­nego, uczest­ni­cze­nie w te­ra­pii jest rów­nie ważne, jak przyj­mo­wa­nie le­ków psy­chia­trycz­nych. Na­to­miast je­żeli źró­dłem ob­ja­wów psy­chicz­nych jest cho­roba so­ma­tyczna, po­moc psy­cho­lo­giczna także jest za­le­cana - wów­czas jako ele­ment wspie­ra­jący w walce o zdro­wie. Po­maga rów­nież wy­pra­co­wać lep­sze stra­te­gie ra­dze­nia so­bie ze stre­sem, co nie­jed­no­krot­nie prze­kłada się na zmniej­sze­nie in­ten­syw­no­ści ob­ja­wów ze strony ciała. Wtedy psy­cho­te­ra­pię rze­czy­wi­ście mo­żemy okre­ślić jako le­cze­nie lub przy­naj­mniej ak­tywne wspo­ma­ga­nie le­cze­nia ja­kiejś cho­roby, za­bu­rze­nia. Ale...

...co, je­śli oka­zuje się, że pa­cjent(-ka) nie ma de­pre­sji ani nie cho­ruje na nic in­nego, a po­głę­bione roz­mowy z te­ra­peut(k)ą ujaw­nią, że źró­dłem prze­ży­wa­nego wła­śnie smutku są bo­le­sne do­świad­cze­nia z prze­szło­ści (mniej lub bar­dziej za­mierz­chłej), trud­ność w od­na­le­zie­niu się w no­wej roli ży­cio­wej, ża­łoba czy nie­ra­dze­nie so­bie z pre­sją na­rzu­caną w pracy? Od­po­wie­dzi próżno szu­kać w kla­sy­fi­ka­cjach cho­rób, mimo że nie­za­prze­czal­nie pro­blemy te są źró­dłem cier­pie­nia i mogą pro­wa­dzić do po­waż­nych trud­no­ści w funk­cjo­no­wa­niu. Wszyst­kie one, a także wiele in­nych, mogą też przy­czy­niać się do po­wsta­wa­nia i utrzy­my­wa­nia się za­bu­rzeń psy­chicz­nych. To ozna­cza, że aby sku­tecz­nie po­móc, te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) nie tylko wspie­rać osobę w kry­zy­sie i na­uczyć ją ra­dze­nia so­bie z kon­kret­nymi ob­ja­wami, lecz także po­móc jej w do­tar­ciu do pier­wot­nych źró­deł pro­blemu, w zro­zu­mie­niu ich i zła­go­dze­niu ich wpływu na psy­chikę w szer­szej per­spek­ty­wie. W prze­ciw­nym ra­zie u ta­kiej osoby za ja­kiś czas doj­dzie praw­do­po­dob­nie do po­now­nego kry­zysu psy­chicz­nego lub na­wet do epi­zodu kon­kret­nego za­bu­rze­nia zdro­wia psy­chicz­nego.

Z tego po­wodu psy­cho­te­ra­pii nie da się spro­wa­dzić do le­cze­nia jed­no­stek cho­ro­bo­wych uję­tych w spi­sie. Na­to­miast można i trzeba po­ma­gać po­trze­bu­ją­cym oso­bom w do­strze­ga­niu tego, co dzieje się w ich ży­ciu, co utrud­nia im wyj­ście z tok­sycz­nego śro­do­wi­ska albo uwol­nie­nie się z błęd­nych mnie­mań o so­bie. Można i trzeba po­ma­gać im w do­strze­ga­niu wła­snego po­ten­cjału i siły wpływu na wła­sne ży­cie. To dzieje się nie dzięki za­sto­so­wa­niu kon­kret­nych tech­nik te­ra­peu­tycz­nych, lecz w kon­tak­cie z życz­li­wym(-ą) i uważ­nym(-ą) te­ra­peut(k)ą.

Do­bra psy­cho­te­ra­pia nie za­ist­nieje bez do­brej re­la­cji z pa­cjen­tem(-ką) i bez na­ucze­nia tej osoby ra­dze­nia so­bie sa­mo­dziel­nie z tymi kry­zy­sami, które po­ja­wią się w przy­szło­ści po za­koń­cze­niu pro­cesu te­ra­peu­tycz­nego. Wła­śnie dla­tego nie można me­dy­ka­li­zo­wać te­ra­pii i trak­to­wać jej wy­łącz­nie jako formy le­cze­nia. Bo ona nie jest le­kiem, który działa tak długo, jak długo go za­ży­wamy, tylko formą roz­woju, pro­ce­sem dą­żą­cym do trwa­łej zmiany tego, co nam nie służy, me­todą za­po­bie­ga­nia na­wro­tom za­bu­rzeń i kry­zy­sów psy­chicz­nych.

Każda te­ra­pia jest formą roz­woju przez roz­mowę, ale nie każda te­ra­pia jest le­cze­niem (bo czę­sto nie ma czego le­czyć). Za­ra­zem każde le­cze­nie me­to­dami psy­cho­te­ra­peu­tycz­nymi ba­zuje na od­po­wied­nio ukie­run­ko­wa­nej roz­mo­wie.

Ta roz­mowa w za­leż­no­ści od etapu te­ra­pii, oko­licz­no­ści zgło­sze­nia, a także od po­dej­ścia te­ra­peuty(-ki) (o tym prze­czy­tasz wię­cej w roz­dziale Psy­cho­te­ra­pia nie­jedno ma imię...) może po­le­gać na:

swo­bod­nej ana­li­zie ostat­nich prze­my­śleń pa­cjenta(-ki), jego/jej sko­ja­rzeń, fan­ta­zji, a na­wet snów - tak aby le­piej ro­zu­miał(a) sie­bie i mo­tywy swo­jego po­stę­po­wa­nia; ana­li­zie prze­ko­nań pa­cjenta(-ki) na wła­sny te­mat lub in­ter­pre­ta­cji róż­nych jego/jej wy­bo­rów - w po­szu­ki­wa­niu do­wo­dów po­twier­dza­ją­cych lub pod­wa­ża­ją­cych ich praw­dzi­wość - i wspól­nym kon­stru­owa­niu al­ter­na­tyw­nych są­dów, które będą bliż­sze rze­czy­wi­sto­ści i po­służą po­pra­wie sa­mo­po­czu­cia pa­cjenta(-ki); wspól­nym two­rze­niu stra­te­gii za­cho­wań pa­cjenta(-ki) w sy­tu­acjach, gdy ktoś bę­dzie prze­kra­czał jego/jej gra­nice: co może ro­bić, do kogo za­dzwo­nić, gdy po­czuje się go­rzej; jak chce wy­ko­rzy­stać naj­bliż­szy czas (w ga­bi­ne­cie lub poza nim), aby osią­gać za­mie­rzone cele te­ra­peu­tyczne; od­re­ago­wy­wa­niu trud­nych emo­cji, cza­sem gro­ma­dzo­nych przez lata: płacz lub krzyk nie są ni­czym dziw­nym w ga­bi­ne­cie - psy­cho­te­ra­peut(k)a po­maga za­opie­ko­wać się tymi uczu­ciami, wy­ra­zić je, a przez to uwol­nić się od nich; wspól­nej em­pa­tycz­nej eks­plo­ra­cji obec­nych i prze­szłych do­świad­czeń pa­cjenta(-ki) - w dą­że­niu do zro­zu­mie­nia trud­no­ści do­świad­cza­nych przez niego/nią te­raz, szcze­gól­nie w re­la­cjach z róż­nymi oso­bami; sze­roko po­ję­tej pracy wy­obra­że­nio­wej: nie­któ­rzy te­ra­peuci pro­po­nują pa­cjen­tom, by wy­po­wie­dzieli w ga­bi­ne­cie to, co chcie­liby prze­ka­zać bli­skiej oso­bie, która już nie żyje lub z którą kon­takt jest utrud­niony; by zwró­cili się ze współ­czu­ciem do sie­bie z prze­szło­ści; by spró­bo­wali prze­pro­wa­dzić dia­log mię­dzy dwiema czę­ściami sie­bie (np. tą, która boi się du­żej ży­cio­wej zmiany, i tą, która zmiany pra­gnie) - ta­kie tech­niki czę­sto pro­wa­dzą do po­zy­tyw­nego prze­łomu w te­ra­pii i dają lep­sze efekty niż zwy­kły dia­log z te­ra­peutą(-ką), ale oczy­wi­ście mogą być je­dy­nie za­su­ge­ro­wane i pa­cjent(ka) za­wsze może zre­zy­gno­wać z ich wy­ko­na­nia; po­sze­rza­niu świa­do­mo­ści ciała: w trak­cie se­sji pa­cjent(-ka) może ba­dać swoje ciało, spraw­dzać, które jego czę­ści są na­pięte i jak ob­jawy fi­zyczne mogą świad­czyć o jego/jej kon­dy­cji emo­cjo­nal­nej; nie­któ­rzy te­ra­peuci pro­po­nują też pa­cjen­tom kon­kretne ćwi­cze­nia ru­chowe (cza­sem po­łą­czone z wy­po­wia­da­niem kon­kret­nych słów), co ma po­móc po­głę­bić kon­takt ze swoim smut­kiem, zło­ścią itp. - cho­dzi o to, aby głowa na­uczyła się prze­twa­rzać to, co trudne, tak by ciało nie mu­siało tego dźwi­gać i re­ago­wać np. za­bu­rze­niami psy­cho­so­ma­tycz­nymi.

Nie­za­leż­nie od tego, ja­kimi me­to­dami pra­cuje psy­cho­te­ra­peut(k)a w ga­bi­ne­cie, pro­ces te­ra­peu­tyczny za­wsze po­wi­nien speł­niać kilka wa­run­ków.

Ja­sna struk­tura. Psy­cho­te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) pra­co­wać wy­łącz­nie me­to­dami, któ­rych na­uczył(a) się lub uczy się w pro­fe­sjo­nal­nym ośrodku szko­lą­cym. Naj­le­piej, je­śli jest ab­sol­wen­tem lub słu­cha­czem czte­ro­let­niej szkoły psy­cho­te­ra­pii w okre­ślo­nym nur­cie, akre­dy­to­wa­nej przez Pol­skie To­wa­rzy­stwo Psy­cho­lo­giczne, Pol­skie To­wa­rzy­stwo Psy­chia­tryczne, Pol­ską Radę Psy­cho­te­ra­pii, Pol­skie To­wa­rzy­stwo Te­ra­pii Po­znaw­czej i Be­ha­wio­ral­nej, Pol­skie To­wa­rzy­stwo Psy­cho­te­ra­pii Psy­cho­ana­li­tycz­nej lub inne z du­żych pol­skich bądź mię­dzy­na­ro­do­wych to­wa­rzystw czu­wa­ją­cych nad ja­ko­ścią kształ­ce­nia i pracy psy­cho­te­ra­peu­tów. Moim zda­niem warto za­po­znać się z nur­tami w psy­cho­te­ra­pii i za­sta­no­wić się, które me­tody naj­bar­dziej do nas prze­ma­wiają, a w wy­bo­rze spe­cja­li­sty (nie­za­leż­nie od nurtu, w ja­kim prak­ty­kuje) kie­ro­wać się jego wy­kształ­ce­niem. To za­pew­nia bez­pie­czeń­stwo pro­cesu le­cze­nia: że bę­dzie się on od­by­wał w kon­kret­nej struk­tu­rze, przy za­sto­so­wa­niu zwe­ry­fi­ko­wa­nych na­ukowo tech­nik, pro­ce­dur. Od­gór­nie okre­ślona po­winna być rów­nież czę­sto­tli­wość spo­tkań te­ra­peu­tycz­nych. Za­zwy­czaj za­leca się, aby od­by­wały się one raz w ty­go­dniu o tej sa­mej po­rze i trwały 50-60 mi­nut.

Za­cho­wa­nie ta­jem­nicy za­wo­do­wej i neu­tral­no­ści. Te­ra­peut(k)a ma bez­względny obo­wią­zek za­cho­wa­nia w ta­jem­nicy wszyst­kiego, co usły­szy od pa­cjenta(-ki) w ga­bi­ne­cie. Wy­jąt­kiem są sy­tu­acje, w któ­rych pod­czas wy­ko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków za­wo­do­wych wej­dzie w po­sia­da­nie in­for­ma­cji, że czy­jeś zdro­wie lub ży­cie znaj­duje się w po­waż­nym nie­bez­pie­czeń­stwie lub że pa­cjent(ka) bądź osoba trze­cia do­pu­ściła się prze­stęp­stwa ści­ga­nego z urzędu (wię­cej w roz­dziale Naj­częst­sze py­ta­nia, obawy i dy­le­maty osób ko­rzy­sta­ją­cych z te­ra­pii). Te­ra­peut(k)a nie ma prawa ni­komu ujaw­nić, iż jego pa­cjent­(-ka) zdra­dził(a) współ­mał­żonka, oszu­kał(a) ko­goś czy nie­na­wi­dzi swo­ich ro­dzi­ców. Etyka za­wo­dowa za­bra­nia też te­ra­peu­cie(-tce) pracy z oso­bami, z któ­rymi coś go/ją łą­czy. Nie po­wi­nien(-na) przyj­mo­wać na se­sje ani swo­ich krew­nych czy zna­jo­mych, ani osób, które są bar­dzo bli­skie jego/jej bli­skim (np. męża do­brej ko­le­żanki) lub które są zwią­zane emo­cjo­nal­nie z in­nymi jego pa­cjen­tami. To ogra­ni­cza po­kusę zła­ma­nia ta­jem­nicy za­wo­do­wej i po­zwala na obiek­tywne spoj­rze­nie na to, co dzieje się w ga­bi­ne­cie z pa­cjen­tem(-ką). Życz­liwa, sto­no­wana i po­zba­wiona emo­cjo­nal­nego sto­sunku do pa­cjenta(-ki) po­stawa te­ra­peuty(-ki) jest nie­zbęd­nym ele­men­tem po­wo­dze­nia te­ra­pii.

Au­ten­tyczna go­to­wość obu stron do współ­pracy. Za­równo te­ra­peuci, jak i pa­cjenci są ludźmi: mają okre­ślony tem­pe­ra­ment, ce­chy cha­rak­teru, pre­fe­ren­cje, ży­ciową hi­sto­rię. Zda­rza się, że na pierw­szej se­sji w ga­bi­ne­cie spo­ty­kają się do­świad­czony(-a), do­brze wy­kształ­cony(-a), em­pa­tyczny(-a) te­ra­peut(k)a, prze­strze­ga­jący(-a) wszyst­kich za­sad etyki za­wo­do­wej oraz zmo­ty­wo­wany(-a) do pracy nad sobą, świa­domy(-a) sie­bie pa­cjent(ka) - i mimo naj­lep­szych chęci oby­dwu stron bę­dzie to ich pierw­sze i ostat­nie spo­tka­nie. Może się bo­wiem oka­zać, że pa­cjen­towi(-ce) nie od­po­wiada np. styl by­cia, spo­sób pracy lub choćby spe­cy­ficzny ton głosu te­ra­peuty(-ki). Na­to­miast te­ra­peut(k)a może do­strze­gać trud­no­ści pracy z sy­gna­li­zo­wa­nymi ob­sza­rami, w któ­rych nie czuje się spe­cja­list(k)ą, może też czuć się przy pa­cjen­cie nie­swojo, bo np. przy­po­mina mu/jej ko­goś zna­czą­cego wiele w jego/jej ży­ciu. Wów­czas wła­ściwe i pro­fe­sjo­nalne jest ze­rwa­nie kon­traktu, nie­podej­mo­wa­nie te­ra­pii i za­su­ge­ro­wa­nie pa­cjen­towi(-ce) wy­boru in­nego spe­cja­li­sty. Pa­cjent(-ka) musi bo­wiem czuć się przy te­ra­peu­cie(-tce) do­brze, aby za­ufać mu/jej i z za­an­ga­żo­wa­niem pra­co­wać nad zmo­dy­fi­ko­wa­niem tego, co mu/jej nie służy. Je­śli jako pa­cjent(ka) czu­jesz, że nie ma mię­dzy wami che­mii, warto wprost za­ko­mu­ni­ko­wać to spe­cja­li­ście i po­szu­kać in­nego. Do­bry(-a) te­ra­peut(k)a z pew­no­ścią się nie ob­razi!

Psy­cho­te­ra­pię ro­zu­mie się też jako dzie­dzinę fi­lo­zo­fii i kul­tury. Psy­cho­te­ra­peuci w pierw­szych dzie­się­cio­le­ciach ist­nie­nia tej dzie­dziny wni­kli­wie ana­li­zo­wali hi­sto­rie swo­ich pa­cjen­tów i po­szu­ki­wali w nich od­po­wie­dzi na za­sad­ni­cze py­ta­nia. Jak do­brze żyć? Co zwięk­sza szanse na osią­gnię­cie suk­cesu i sa­tys­fak­cji z ży­cia, a co pro­wa­dzi czło­wieka na ma­nowce? Co cha­rak­te­ry­zuje związki, które utrzy­mują się przez dzie­siątki lat, a co te, które się roz­pa­dają? Współ­cze­śni te­ra­peuci rów­nież po­dej­mują te za­gad­nie­nia, ba­zu­jąc jed­nak nie tyle na do­wo­dach aneg­do­tycz­nych z wła­snej prak­tyki, ile na ana­li­zie ustruk­tu­ry­zo­wa­nych kwe­stio­na­riu­szy i wy­wia­dów z oso­bami z róż­nych czę­ści świata i warstw spo­łecz­nych. W tym sen­sie można po­wie­dzieć, że kon­ty­nu­ujemy dzieło fi­lo­zo­fów, ale ko­rzy­stamy z na­rzę­dzi, które w mi­nio­nych dzie­się­cio­le­ciach stwo­rzyli na­ukowcy, i sta­ramy się, aby na­sze po­szu­ki­wa­nia były pro­wa­dzone zgod­nie z me­to­do­lo­gią ba­dań. Nie po­le­gamy już wy­łącz­nie na wła­snych do­świad­cze­niach czy roz­my­śla­niach.

W ostat­nich la­tach ob­ser­wuje się także zja­wi­sko okreś­lane jako "kul­tura te­ra­pii" lub "kul­tura wiecz­nej te­ra­pii". W du­żym uprosz­cze­niu zde­fi­nio­wać je można jako pro­mo­wa­nie w środ­kach ma­so­wego prze­kazu (zwłasz­cza w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych ta­kich jak Tik­Tok czy In­sta­gram) pew­nych wzo­rów za­cho­wa­nia czy my­śle­nia, któ­rych (w po­wszech­nym wy­obra­że­niu) do nie­dawna można było na­uczyć się tylko na se­sjach te­ra­peu­tycz­nych, a które te­raz po­zna­wać można rów­nież dzięki krót­kim fil­mi­kom, po­stom czy ar­ty­ku­łom z po­ra­dami. Na kul­turę te­ra­pii skła­dają się w za­sa­dzie wszyst­kie ogól­no­do­stępne ma­te­riały, które niosą z sobą prze­kazy typu:

"Naj­waż­niej­sze jest to, czego ty chcesz". "Twoje emo­cje są ważne, masz prawo je prze­ży­wać i po­stę­po­wać zgod­nie z nimi". "Je­śli twój part­ner pod­waża to, co mó­wisz, to sto­suje prze­moc". "Je­śli twoi ro­dzice ro­bili to i to, to naj­praw­do­po­dob­niej masz traumę, idź na te­ra­pię". "Te­ra­pia jest su­per i każdy po­wi­nien z niej sko­rzy­stać". "Masz prawo ro­bić to i to, to nic złego - nor­ma­li­zujmy!"

Można po­wie­dzieć, że kul­tura te­ra­pii pro­muje styl ży­cia (znowu: w po­wszech­nym wy­obra­że­niu) te­ra­peu­tów i ich pa­cjen­tów. Stwier­dze­nia, które wy­mie­ni­łam, nie są nie­praw­dziwe, sta­no­wią jed­nak duże uprosz­cze­nie. Sto­so­wa­nie się do nich w nie­któ­rych oko­licz­no­ściach może wy­rzą­dzić wielką krzywdę - za­równo jed­no­stce, jak i jej oto­cze­niu. Nie są też w pełni zgodne z tym, co my­ślimy o ży­ciu my, spe­cja­li­ści zdro­wia psy­chicz­nego. Ci, któ­rzy mają ob­szerną wie­dzę i pra­cują pro­fe­sjo­nal­nie, są da­lecy od ta­kich uogól­nień.

Je­śli roz­wa­żasz pod­ję­cie te­ra­pii, to warto po­znać mity i za­gro­że­nia nie­sione przez kul­turę te­ra­pii. To po­zwoli ci unik­nąć roz­cza­ro­wa­nia i sy­tu­acji, w któ­rej za­in­te­re­so­wa­nie roz­wo­jem oso­bi­stym nie po­prawi two­jego ży­cia, a jesz­cze bar­dziej je po­kom­pli­kuje. Wrócę do tego wątku jesz­cze w tym pod­roz­dziale.

W tej książce mó­wię o te­ra­pii jako o ca­ło­ścio­wym pro­ce­sie roz­woju lub le­cze­nia za­bu­rzeń zdro­wia psy­chicz­nego. Me­tody psy­cho­te­ra­peu­tyczne mogą być jed­nak wy­ko­rzy­sty­wane rów­nież poza ga­bi­ne­tem te­ra­peu­tycz­nym: przez szko­le­niow­ców i tre­ne­rów, le­ka­rzy, pe­da­go­gów i na­uczy­cieli, a na­wet... me­ne­dże­rów w kor­po­ra­cjach. Można po­wie­dzieć, że roz­mowa te­ra­peu­tyczna za­czyna się za­wsze wtedy, gdy jedna osoba in­ten­cjo­nal­nie wy­ko­rzy­stuje tech­niki te­ra­peu­tyczne do tego, aby kon­takt z nią był dla dru­giej osoby po­mocny, np. po­pra­wił jej sa­mo­po­czu­cie lub wpły­nął na lep­sze ro­zu­mie­nie sie­bie. Współ­cze­śni pro­pa­ga­to­rzy nie­któ­rych nur­tów psy­cho­te­ra­peu­tycz­nych, np. Ge­stalt lub te­ra­pii skon­cen­tro­wa­nej na roz­wią­za­niach, otwar­cie za­chę­cają do sto­so­wa­nia pro­po­no­wa­nych przez nich me­tod w do­radz­twie, po­mocy psy­cholo­gicz­nej, co­achingu, edu­ka­cji itp. Wa­lory te­ra­peu­tyczne może mieć więc nie tylko cykl spo­tkań pa­cjenta(-ki) z psy­cho­tera­peut(k)ą, ale także:

em­pa­tyczna roz­mowa psy­chia­try z pa­cjen­tem(-ką), który/która wła­śnie prze­cho­dzi kry­zys w le­cze­niu; roz­mowa na­uczy­cielki ze spra­wia­ją­cym kło­poty ucz­niem, któ­rej ce­lem jest nie tylko zdy­scy­pli­no­wa­nie go, ale i zro­zu­mie­nie, co dziecko pró­buje za­ko­mu­ni­ko­wać swoim za­cho­wa­niem; ewa­lu­acyjna roz­mowa me­ne­dżera z pra­cow­ni­kiem, przy czym ele­men­tem jest udzie­le­nie temu dru­giemu wspar­cia emo­cjo­nal­nego w związku z pro­ble­mami oso­bi­stymi, które obec­nie prze­żywa i które mają wpływ na jego wy­niki w pracy.

Psy­cho­te­ra­pia prze­nika więc różne dzie­dziny na­szego ży­cia; praw­do­po­dob­nie do tej pory od­dzia­ły­wa­niom te­ra­peu­tycz­nym uległ każdy co naj­mniej kilka razy, na­wet o tym nie wie­dząc. Do­świad­cze­nie te­ra­pii nie musi ba­zo­wać na po­waż­nej roz­mo­wie o dzie­ciń­stwie.

Nie da się więc jed­nym sło­wem od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czym de facto jest psy­cho­te­ra­pia. Gdy­bym jed­nak mu­siała, to na­zwa­ła­bym ją kon­tak­tem. Kon­tak­tem dwojga lu­dzi, te­ra­peuty(-ki) i pa­cjenta(-ki), w któ­rym oby­dwie strony dążą do tego sa­mego celu: zni­we­lo­wa­nia cier­pie­nia osoby pod­da­ją­cej się psy­cho­te­ra­pii. Pod­stawą do­brej psy­cho­te­ra­pii jest bli­ska, nie­ustan­nie roz­wi­ja­jąca się re­la­cja, która wy­wiera po­zy­tywny wpływ na cały układ ner­wowy pa­cjenta(-ki).

Co musi się wydarzyć, aby terapia była terapią?

Co do tego, że mię­dzy pa­cjen­tem(-ką) i te­ra­peut(k)ą musi za­ist­nieć więź (okre­ślana rów­nież jako "przy­mie­rze te­ra­peu­tyczne"), nikt nie ma wąt­pli­wo­ści. Pewne spory bu­dzi tylko to, co musi za­dziać się w tej re­la­cji, aby udział w niej wy­mier­nie i trwale po­pra­wił ja­kość ży­cia pa­cjenta(-ki). Dla­tego też nie­które ze sto­so­wa­nych me­tod psy­cho­te­ra­peu­tycz­nych sta­no­wią nie­od­łączny ele­ment każ­dej te­ra­pii, inne po­ja­wiają się w pro­ce­sach te­ra­peu­tycz­nych z różną czę­sto­ścią (w za­leż­no­ści od nurtu, spe­cy­fiki pro­ble­mów pa­cjenta(-ki) itp.). Są też me­tody cha­rak­te­ry­styczne dla kon­kret­nych nur­tów te­ra­peu­tycz­nych, które prak­tycz­nie nie po­ja­wiają się w in­nych. Po dłuż­szym na­my­śle opra­co­wa­łam po­niż­szą li­stę nie tyle tech­nik, ile zja­wisk, które wy­stę­pują w nie­mal każ­dej efek­tyw­nej te­ra­pii.

Wgląd, czyli uświa­do­mie­nie so­bie tego, co do­tąd nie było w pełni uświa­do­mione. Z mo­ich ob­ser­wa­cji wy­nika, że słowo "wgląd" jest jed­nym z tych, które lu­dzie szcze­gól­nie czę­sto ko­ja­rzą z psy­cho­te­ra­pią. Jed­no­cze­śnie w spo­łe­czeń­stwie wciąż zdaje się funk­cjo­no­wać mit, że wgląd jest rów­no­znaczny z uświa­do­mie­niem so­bie, "przy­po­mnie­niem" wy­par­tych wy­da­rzeń. I rze­czy­wi­ście, tak po­cząt­kowo po­strze­gał go Zyg­munt Freud. Jego pierwsi pa­cjenci mieli w pro­ce­sie psy­cho­ana­lizy od­kryć, że przy­tra­fiło im się coś, o czym na lata jakby za­po­mnieli, a co było przy­czyną więk­szo­ści ich pro­ble­mów. Teza, że źró­dłem za­bu­rzeń naj­czę­ściej są wy­parte do­świad­cze­nia, zo­stała jed­nak szybko oba­lona (po czę­ści przez sa­mego Freuda). Dziś wgląd ro­zu­mie się jako lep­sze zro­zu­mie­nie sie­bie. Jaki je­stem i dla­czego? Jak to się dzieje, że wciąż nie do­ko­na­łem w swoim ży­ciu zmiany, o któ­rej ma­rzę od lat? Dla­czego jedno kon­kretne za­cho­wa­nie part­nera bądź bli­skiej mi osoby za każ­dym ra­zem do­pro­wa­dza mnie do bia­łej go­rączki? Dla­czego czuję lęk, cho­ciaż nie mam ku temu żad­nych obiek­tyw­nych po­wo­dów?

Wgląd wciąż bywa de­fi­nio­wany jako zja­wi­sko za­cho­dzące w umy­śle na­gle i dość nie­spo­dzie­wa­nie, w trak­cie se­sji te­ra­peu­tycz­nej lub poza nią (coś jak "eu­reka!"). Nie­rzadko jed­nak jest osią­gany stop­niowo; naj­czę­ściej jest też efek­tem nie jed­nej se­sji te­ra­peu­tycz­nej, a cy­klu spo­tkań, na któ­rych eks­plo­ru­jemy we­wnętrzne i ze­wnętrzne ży­cie pa­cjenta(-ki).

Wgląd może spra­wić, że tym­cza­sowo po­czu­jesz się go­rzej - może sta­no­wić trudną in­for­ma­cję o nas sa­mych, na­szej ro­dzi­nie lub kon­dy­cji na­szych re­la­cji. Mimo to jego osią­gnię­cie za­wsze sta­nowi szansę na po­zy­tywne zmiany. Cza­sem po­zwala po­zbyć się ir­ra­cjo­nal­nego po­czu­cia winy; cza­sem jest drogo­wska­zem, ukie­run­ko­wuje za­ję­cia te­ra­pii; cza­sem umoż­li­wia usu­nię­cie z ży­cia czyn­nika, który blo­kuje nasz roz­wój. Nie­rzadko też uru­cha­mia ogromną mo­ty­wa­cję do dal­szego le­cze­nia. Uświa­do­mie­nie so­bie me­cha­ni­zmu po­wsta­wa­nia ob­ja­wów po­maga bo­wiem w bu­do­wa­niu kry­tycz­nego na­sta­wie­nia do wła­snych ne­ga­tyw­nych my­śli i pod­trzy­my­wa­niu na­dziei na po­prawę.

Wgląd może na­wet przy­czy­nić się do lep­szego sa­mo­po­czu­cia fi­zycz­nego. Zy­ska­nie lep­szego do­stępu do sie­bie, do swo­ich emo­cji lub do­świad­czeń, spra­wia, że prze­sta­jemy "od­kła­dać" w na­szym ciele to, co trudne (co może po­wo­do­wać np. bóle nie­wia­do­mego po­cho­dze­nia).

Kon­fron­ta­cja i em­pa­tia, ist­nie­jące w pro­ce­sie terapeu­tycz­nym w rów­no­wa­dze i (wbrew po­zo­rom) w peł­nej zgo­dzie. W me­diach zdo­mi­no­wa­nych przez kul­turę te­ra­pii rzadko mówi się o zna­cze­niu kon­fron­ta­cji. Tym­cza­sem jest to czyn­nik nie­zbędny do za­ist­nie­nia re­al­nej zmiany - i na­prawdę trudno mi wy­obra­zić so­bie do­bry pro­ces te­ra­peu­tyczny, w któ­rym te­ra­peut(k)a nie kon­fron­tuje pa­cjenta(-ki).

Na czym po­lega kon­fron­ta­cja w te­ra­pii? Wbrew po­tocz­nym sko­ja­rze­niom nie cho­dzi tu o pro­wo­ko­wa­nie kłótni czy wpra­wia­nie pa­cjenta(-ki) w dys­kom­fort. Te­ra­peu­tyczna kon­fron­ta­cja może po­le­gać na:

uka­za­niu pa­cjen­towi(-ce), jak jego/jej za­cho­wa­nie - to, co robi, ale też to, czego nie robi - może wpły­wać na jego/jej sa­mo­po­czu­cie, re­la­cje lub na­si­la­nie ob­ja­wów za­bu­rzeń; zwra­ca­niu uwagi pa­cjenta(-ki) na sprzecz­no­ści, które po­ja­wiają się w jego/jej wy­po­wie­dziach - nie by ła­pać go/ją za słówka, ale by wspól­nie za­sta­no­wić się nad ich przy­czyną, prze­ana­li­zo­wać prze­ja­wia­jące się po­stawy i dą­że­nia; bez­po­śred­niej in­for­ma­cji zwrot­nej na te­mat szko­dli­wo­ści za­cho­wa­nia pa­cjenta(-ki) - np. je­śli na se­sji te­ra­peut(k)a usły­szy od pa­cjenta(-ki), że bije swoje dziecko, to ma obo­wią­zek po­in­for­mo­wać go/ją, że do­pusz­cza się prze­mocy i je­żeli nie prze­sta­nie tego ro­bić, to on/ona bę­dzie zmu­szony(a) za­wia­do­mić służby. Taka kon­fron­ta­cja nie jest oceną pa­cjenta(-ki) jako czło­wieka, sta­nowi je­dy­nie in­for­ma­cję, że kon­kretne za­cho­wa­nie jest nie­do­pusz­czalne. W ta­kich sy­tu­acjach te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) udzie­lić pa­cjen­towi(-ce) in­for­ma­cji zwrot­nej, ale przede wszyst­kim po­móc mu/jej w ra­dze­niu so­bie z im­pul­sami (lub wska­zać miej­sce, gdzie uzy­ska sto­sowną po­moc).

Kon­fron­ta­cja za­wsze ma na celu po­prawę funk­cjo­no­wa­nia pa­cjenta(-ki); nie­mal za­wsze przy­bliża go/ją też do re­ali­za­cji usta­lo­nych ce­lów te­ra­pii. Za­wsze też po­winna do­ty­czyć ta­kich aspek­tów, które pa­cjent(ka) w opi­nii spe­cja­li­sty po­trafi zmie­nić. Po­dob­nie jak osią­gnię­cie wglądu, kon­fron­ta­cja przy­czy­nia się cza­sem do tym­cza­so­wego po­gor­sze­nia sa­mo­po­czu­cia. Jest ni­czym ope­ra­cja, po któ­rej je­ste­śmy obo­lali, ale która była nie­zbędna do od­zy­ska­nia zdro­wia. Pa­mię­taj też, że pa­cjent(-ka) nie zo­staje sam(a) z tym, co dzieje się z nim po usły­sze­niu kon­fron­tu­ją­cych słów - te­ra­peut(k)a wspiera go/ją w po­ra­dze­niu so­bie z uzy­ska­nymi in­for­ma­cjami i prze­ło­że­niu ich na po­zy­tywną zmianę w ży­ciu. Co rów­nie ważne, te­ra­peut(k)a nie jest wy­rocz­nią i wcale nie musi mieć ra­cji. To pa­cjent(-ka) de­cy­duje, które z jego/jej słów uzna za prawdę na swój te­mat, a które nie są zgodne z jego/jej od­czu­ciami. I koń­cowa uwaga: za­sto­so­wa­nie przez te­ra­peutę(-kę) kon­fron­ta­cji wcale nie musi być dla pa­cjenta(-ki) trud­nym prze­ży­ciem. Do­bry(-a) te­ra­peut(k)a stara się z jed­nej strony uka­zać pa­cjen­towi(-ce), ja­kie koszty mogą wią­zać się z da­nym po­stę­po­wa­niem, ale z dru­giej - po­ka­zać, że ro­zu­mie przy­czyny jego/jej za­cho­wań i ak­cep­tuje go/ją nie­za­leż­nie od do­świad­cza­nych trud­no­ści.

Em­pa­tia w te­ra­pii jest tak samo ważna. Jej de­fi­ni­cja i prze­jawy w trak­cie se­sji te­ra­peu­tycz­nych są jed­nak dla la­ika bar­dziej zro­zu­miałe, dla­tego oma­wiam ją mniej ob­szer­nie. Naj­waż­niej­sze, co, jak są­dzę, warto wie­dzieć o te­ra­peu­tycz­nej em­pa­tii, to że różni się ona od współ­czu­cia, ja­kie dwie osoby mogą oka­zy­wać so­bie w co­dzien­nych sy­tu­acjach. Od te­ra­peuty(-ki) ra­czej nie usły­szysz "co za du­pek z tego two­jego chło­paka" albo "nie martw się, bę­dzie do­brze". Spe­cja­li­sta stara się wy­obra­zić so­bie, co czuje i my­śli pa­cjent(-ka), i ko­mu­ni­kuje mu to. Na­to­miast w nor­mal­nym ży­ciu czę­ściej mó­wimy dru­giej oso­bie to, co my chcie­li­by­śmy usły­szeć w po­dob­nej sy­tu­acji. Ta róż­nica wy­nika z tego, że do­świad­cze­nie em­pa­tii w ga­bi­ne­cie ma po­móc pa­cjen­towi(-ce) przede wszyst­kim w lep­szym ro­zu­mie­niu sie­bie, ak­cep­to­wa­niu sie­bie i roz­wi­ja­niu po­stawy współ­czu­cia wo­bec sie­bie. Cho­dzi o trwałą zmianę, nie o chwi­lową ulgę pły­nącą z wy­ga­da­nia się.

Od­re­ago­wa­nie lub po­nowne prze­ży­wa­nie. W nie­któ­rych nur­tach to umysł jest pod­sta­wową ma­te­rią do pracy, a cele te­ra­pii osiąga się po­przez pracę nad mo­dy­fi­ka­cją pod­sta­wo­wych prze­ko­nań oraz spo­sobu my­śle­nia. W in­nych naj­waż­niej­sze jest to, czego pa­cjent(-ka) do­świad­cza w trak­cie te­ra­pii na płasz­czyź­nie emo­cjo­nal­nej. Tak czy owak, nie ulega wąt­pli­wo­ści, że do­brą te­ra­pię cha­rak­te­ry­zuje po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa - a po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa wiąże się z po­czu­ciem, że mogę wy­ra­żać to, co w da­nym mo­men­cie czuję, bez obawy, że zo­stanę oce­niony czy za­wsty­dzony. W tym sen­sie te­ra­pia jest prze­strze­nią do od­re­ago­wy­wa­nia tego, co jest dla nas trudne. Od­re­ago­wa­nie nie tylko przy­nosi ulgę, ale też po­zwala na oswa­ja­nie się z tym, że pła­czemy czy zło­ścimy się przy dru­giej oso­bie. Roz­wi­jamy po­stawę otwar­to­ści, uczymy się za­ufa­nia do in­nych oraz wy­ra­ża­nia swo­ich emo­cji w bez­pieczny dla sie­bie i nie­ra­niący oto­cze­nia spo­sób.

Okre­śle­nie "po­nowne prze­ży­wa­nie" od­nosi się z ko­lei do prze­ży­wa­nia w te­ra­pii emo­cji, które wiążą się z do­świad­cze­niami z prze­szło­ści, ale z ja­kie­goś po­wodu nie zo­stały wy­ra­żone do końca, były wcze­śniej nie­ak­cep­to­wane przez nas sa­mych lub przez na­sze oto­cze­nie, nie były w pełni uświa­do­mione czy nie mie­li­śmy wcze­śniej wa­run­ków do ich czu­cia i wy­ra­ża­nia. Nie cho­dzi tu o to, żeby prze­ży­wać dawne cier­pie­nie na nowo i tak samo in­ten­syw­nie, lecz przede wszyst­kim żeby zro­zu­mieć zna­cze­nie i wpływ nie­któ­rych na­szych do­świad­czeń na te­raź­niej­szość. A emo­cje są tu bar­dzo cenną in­for­ma­cją. Jed­no­cze­śnie "prze­ro­bie­nie" w te­ra­pii pew­nych uczuć od­biera trau­ma­tycz­nym wy­da­rze­niom kon­trolę nad na­szym ży­ciem. Na­zwa­nie i wy­ra­że­nie emo­cji w te­ra­pii po­zwala do­mknąć pewne wątki z na­szej ży­cio­wej hi­sto­rii i prze­nieść je do prze­szło­ści. Sta­nię­cie z emo­cjami twa­rzą w twarz spra­wia, że prze­stają nam grać z tyłu głowy i przy­po­mi­nać o so­bie w naj­mniej po­żą­da­nych mo­men­tach.

W tym miej­scu chcia­ła­bym pod­kre­ślić, że od­re­agowa­nie czy po­nowne prze­ży­wa­nie nie wy­maga opo­wia­da­nia o trau­ma­tycz­nych wy­da­rze­niach z naj­drob­niej­szymi szcze­gó­łami; w za­sa­dzie nie o to tu w ogóle cho­dzi. Wy­jąt­kiem jest te­ra­pia traumy me­todą eks­po­zy­cji, wy­ko­rzy­sty­waną głów­nie przez te­ra­peu­tów po­znaw­czo-be­ha­wio­ral­nych. Wów­czas pa­cjent(ka) jest za­chę­cany(-a) do szcze­gó­ło­wego opo­wia­da­nia o trau­ma­tycz­nym zda­rze­niu tak długo i tak czę­sto (po uprzed­nim przy­go­to­wa­niu ze strony te­ra­peuty), aż - dzięki uru­cho­mio­nym w ten spo­sób pro­ce­som prze­twa­rza­nia emo­cjo­nal­nego - ob­niży się jego/jej lęk zwią­zany z da­nym wspo­mnie­niem. To forma le­cze­nia tzw. ob­jawu uni­ka­nia, cha­rak­te­ry­stycz­nego dla osób z ze­spo­łem stresu po­ura­zo­wego (PTSD). Po­winni po­słu­gi­wać się nią wy­łącz­nie spe­cja­li­ści grun­tow­nie prze­szko­leni i tylko za świa­domą zgodą pa­cjenta(-ki). W prze­ciw­nym ra­zie oma­wia­nie na te­ra­pii traum klatka po klatce może przy­czy­nić się do po­głę­bie­nia pro­ble­mów i po­now­nej trau­ma­ty­za­cji. Cho­dzi o skon­tak­to­wa­nie się z emo­cjami, które coś w nas wy­wo­łały, a nie o przy­wo­ły­wa­nie wszyst­kich prze­ra­ża­ją­cych dla nas ob­ra­zów. Obec­nie nie za­leca się rów­nież ru­ty­no­wego obej­mo­wa­nia po­mocą psy­cho­lo­giczną osób bez­po­śred­nio po eks­tre­mal­nych prze­ży­ciach, ta­kich jak ma­sowe wy­padki. Więk­szość lu­dzi po ta­kich zda­rze­niach po­trze­buje przede wszyst­kim spo­koju, moż­li­wo­ści za­spo­ko­je­nia pod­sta­wo­wych po­trzeb, bli­sko­ści za­ufa­nych osób. Re­kon­stru­owa­nie fak­tów bez­po­śred­nio po trud­nej sy­tu­acji jest po­ten­cjal­nie szko­dliwe i zwięk­sza ry­zyko roz­wi­nię­cia się ze­społu stresu po­ura­zo­wego.

Ko­rek­tywne do­świad­cze­nie emo­cjo­nalne. To zja­wi­sko znane nie­mal od po­czątku ist­nie­nia psy­cho­te­ra­pii. Mó­wiąc naj­pro­ściej: dzięki te­ra­pii pa­cjent(-ka) może do­świad­czyć ta­kich rze­czy, któ­rych nie miał(a) szans do­świad­czyć w prze­szło­ści (choć po­wi­nien(-na) był(a)) w prze­szło­ści, w szcze­gól­no­ści w ro­dzi­nie po­cho­dze­nia, a to spra­wia, że skutki tych bra­ków prze­stają wy­wie­rać tak duży i ne­ga­tywny wpływ na jego/jej ży­cie.

Ko­rek­tywne do­świad­cze­nie emo­cjo­nalne może wy­da­rzyć się w ja­kimś wy­mia­rze na każ­dej se­sji, ale jego pełne efekty wi­dać do­piero po dłuż­szym pro­ce­sie te­ra­peu­tycz­nym (trwa­ją­cym za­zwy­czaj nie mniej niż kilka mie­sięcy). To, co do­kład­nie w te­ra­pii jest "ko­rek­tywne", jest kwe­stią bar­dzo in­dy­wi­du­alną. Dla jed­nych bę­dzie to do­świad­cze­nie cie­pła i au­ten­tycz­nego za­in­te­re­so­wa­nia ze strony te­ra­peuty(-ki); dla in­nych - do­świad­cze­nie bez­wa­run­ko­wej ak­cep­ta­cji, na­wet w sy­tu­acji, gdy dzieli się "mniej re­pre­zen­ta­tyw­nymi" ka­wał­kami sie­bie; dla jesz­cze in­nych ko­rek­tywne bę­dzie przede wszyst­kim do­świad­cze­nie struk­tury i sta­wia­nie przez te­ra­peutę(-kę) ja­snych, z góry okre­ślo­nych gra­nic. Ko­rek­tywne w ro­zu­mie­niu te­ra­peuty(-ki) jest rów­nież nada­nie wagi i uwagi prze­ży­ciom pa­cjenta(-ki) - ko­mu­ni­ko­wa­nie mu sło­wami i po­stawą, że jego/jej trud­no­ści są nor­malną re­ak­cją na nie­nor­malne rze­czy, które mu/jej się przy­tra­fiały, że nie­które zda­rze­nia w jego/jej ży­ciu nie po­winny były mieć miej­sca.

Wresz­cie ko­rek­tywna może być sama współ­czu­jąca obec­ność te­ra­peuty(-ki). Gdy pa­cjent(-ka) wraca w ga­bi­ne­cie do sy­tu­acji, które wy­wo­łały jego/jej cier­pie­nie, w pew­nym sen­sie je od­twa­rza. Róż­nica wzglę­dem ory­gi­nału jest jed­nak taka, że tym ra­zem jest przy nim/niej ktoś, kto wi­dzi go/ją w bólu i po­maga mu/jej udźwi­gnąć wszel­kie emo­cje z tym zwią­zane.

Za­an­ga­żo­wa­nie. Do­bry(-a) te­ra­peut(k)a stara się, aby pod­czas se­sji kon­cen­tro­wać na pa­cjen­cie całą swoją uwagę i ener­gię, a w po­ma­ga­nie mu/jej wło­żyć całą swoją wie­dzę, umie­jęt­no­ści, do­świad­cze­nie. Za­an­ga­żo­wa­nie te­ra­peuty(-ki) po­winno rów­nież prze­ja­wiać się w tym, że po­sze­rza swoją wie­dzę, ile­kroć wy­maga tego spe­cy­fika pro­blemu pa­cjenta(-ki), oraz sys­te­ma­tycz­nie pod­daje swoją pracę su­per­wi­zji.

Pro­fe­sjo­na­lizm i za­an­ga­żo­wa­nie te­ra­peuty(-ki) sta­no­wią jed­nak co naj­wy­żej po­łowę suk­cesu, a co naj­mniej dru­gie tyle za­leży od pa­cjenta(-ki). Psy­cho­te­ra­pia czę­sto ko­ja­rzy się lu­dziom z po­radą le­kar­ską, w przy­padku któ­rej wy­star­czy opi­sać, z czym mamy pro­blem, a po­tem przy­jąć prze­pi­sane leki lub uf­nie pod­dać się za­bie­gom zle­co­nym przez spe­cja­li­stę. Nie­stety, te­ra­peuci nie mają uni­wer­sal­nych spo­so­bów na ule­cza­nie psy­chiki swo­ich pa­cjen­tów, a do tego, żeby coś się zmie­niło, nie wy­star­czy samo przy­cho­dze­nie na te­ra­pię. To pa­cjent(-ka) de­cy­duje, czym chce za­jąć się na da­nym spo­tka­niu, i po­żą­dane jest, aby po­świę­cił(a) choć kilka mi­nut na przy­go­to­wa­nie się do każ­dej wi­zyty. To, czy spo­tka­nia będą owocne, za­leży rów­nież od tego, czy ana­li­zuje po­mię­dzy se­sjami tre­ści wy­no­szone z te­ra­pii i czy stara się krok po kroku prze­kła­dać je na zmiany w swoim ży­ciu.

Więk­szość z tych zja­wisk nie jest zwią­zana z kon­kret­nymi me­to­dami czy pro­ce­du­rami. Spro­wa­dzają się one do tego, jak te­ra­peut(k)a trak­tuje pa­cjenta(-kę): czy jest spójny(-a) i sta­bilny(-a) w po­sta­wach wo­bec niego/niej, na co ukie­run­ko­wuje jego/jej uwagę, czy ko­mu­ni­kuje mu/jej to, co my­śli, w spo­sób szczery i od­po­wiedni do sy­tu­acji.

Nie cho­dzi o to, co te­ra­peut(k)a robi - cho­dzi o to, ja­ki(-a) jest. Carl Ro­gers, twórca te­ra­pii hu­ma­ni­stycz­nej i sprawca re­wo­lu­cji w ro­zu­mie­niu re­la­cji mię­dzy tera­peut(k)ą a pa­cjen­tem(-ką), na­zy­wał psy­cho­te­ra­pię "le­cze­niem przez mi­łość". Miał tu na my­śli mi­łość w for­mie agape, czyli tę bez­wa­run­kową, oka­zy­waną przez au­ten­tyczną życz­li­wość i sza­cu­nek. Trak­tuje się to oczy­wi­ście jako pewną me­ta­forę: te­ra­peuci nie ko­chają swo­ich pa­cjen­tów w ta­kim sen­sie, w ja­kim za­zwy­czaj my­ślimy o mi­ło­ści. Mimo to szcze­rze za­leży im na oso­bach, z któ­rymi pra­cują, nie wy­ko­rzy­stują ich do po­prawy wła­snej sa­mo­oceny czy sa­mo­po­czu­cia, przy­znają ich do­bru prio­ry­tet nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści. To umoż­li­wia im pro­wa­dze­nie ta­kich te­ra­pii, w któ­rych moż­liwe: są zro­zu­mie­nie sie­bie, uzy­ska­nie ko­rek­tyw­nych do­świad­czeń oraz zmiana spo­sobu my­śle­nia o so­bie i świe­cie na bar­dziej ade­kwatny i kon­struk­tywny.

A czym terapia nie jest?

Prze­kra­cza­niem gra­nic w spo­sób po­ten­cjal­nie nie­bez­pieczny dla pa­cjenta(-ki)

Wspo­mnia­łam już, że trudno o do­brą te­ra­pię bez kon­fron­ta­cji z tym, co ro­bimy (lub czego nie ro­bimy), a co nam nie służy. W re­zul­ta­cie w te­ra­pii nie­zbędne jest za­zwy­czaj zmie­rze­nie się z ja­kąś trudną prawdą na te­mat sie­bie lub swo­jego oto­cze­nia, wyj­ście z utar­tych sche­ma­tów my­śle­nia i po­stę­po­wa­nia. Tego ro­dzaju prze­kro­cze­nie wła­snych gra­nic - to, co czę­sto na­zy­wamy ład­nie "wy­cho­dze­niem ze strefy kom­fortu" - jest po­trzeb­nym i ade­kwat­nym ele­men­tem te­ra­pii. Nie ma w niej jed­nak miej­sca na wy­cho­dze­nie ze strefy pod­sta­wo­wego po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. To ozna­cza, że do­bry(-a) te­ra­peut(k)a nie bę­dzie zmu­szał(a) pa­cjenta(-ki) np. do po­wra­ca­nia pa­mię­cią do trau­ma­tycz­nych do­świad­czeń z ży­cia, je­żeli ten/ta nie jest jesz­cze na to go­towy. Prze­czy­ta­łam ostat­nio piękne zda­nie, że za­nim tera­peut(k)a traumy za­cznie z pa­cjen­tem(-ką) in­ten­sywną pracę nad tym, co bu­dzi jego/jej prze­ra­że­nie, naj­pierw po­wi­nien(-na) na­uczyć go/ją "trzy­ma­nia nogi na ha­mulcu", czyli wy­ko­rzys­ty­wa­nia tech­nik re­gu­lu­ją­cych układ ner­wowy, wy­ci­sza­ją­cych nad­mierne po­bu­dze­nie spo­wo­do­wane po­wro­tem do trau­ma­tycz­nych wspo­mnień. Jest to za­sada, którą teo­re­tycz­nie można za­sto­so­wać do każ­dej te­ra­pii, nie tylko tej po trau­mie. Wy­two­rze­nie po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa jest nie­zbędną pierw­szą fazą te­ra­pii, która po­prze­dza fazę kon­struk­tyw­nej współ­pracy.

Te­ra­peut(k)a po­wi­nien(-na) być też bar­dzo uważ­ny(-a) w kwe­stii tech­nik, które pro­po­nuje pa­cjen­towi(-ce). Na przy­kład me­tody psy­cho­dramy, ta­kie jak roz­mowa z pu­stym krze­słem, to tech­niki bar­dzo sku­teczne, ale też mocne i nie dla każ­dego. Do­bry spe­cja­li­sta zdro­wia psy­chicz­nego za­pro­po­nuje je tylko pa­cjen­towi(-ce), który(-a) jest we względ­nie sta­bil­nym sta­nie psy­chicz­nym i bę­dzie umiał(a) po­ra­dzić so­bie z in­ten­syw­nymi emo­cjami wy­wo­ła­nymi przez ta­kie ćwi­cze­nie. Nie­mniej jed­nak na­wet je­śli te­ra­peut(k)a uważa, że ta­kie me­tody będą do­bre na da­nym eta­pie pro­cesu te­ra­peu­tycz­nego, za­wsze po­wi­nien(-na) po­zo­sta­wić wy­raźną prze­strzeń do od­mowy.

Spe­cja­li­sta nie po­wi­nien także na­kła­niać, a tym bar­dziej zmu­szać pa­cjenta(-ki) do po­dej­mo­wa­nia kon­kret­nych de­cy­zji i dzia­łań poza ga­bi­ne­tem. W każ­dym nur­cie przyj­muje się, że to osoba ko­rzy­sta­jąca z te­ra­pii jest naj­lep­szym eks­per­tem od swo­jego ży­cia i po­winna brać za nie pełną od­po­wie­dzial­ność. Dla­tego poza po­je­dyn­czymi sy­tu­acjami, w któ­rych nie­pod­ję­cie ja­kie­goś dzia­ła­nia, przy­kła­dowo odej­ścia od prze­mo­co­wego part­nera, wiąże się z bez­po­śred­nim nie­bez­pie­czeń­stwem, te­ra­peut(k)a nie do­ra­dza. Po­wi­nien ogra­ni­czyć się do po­mocy pa­cjen­towi(-ce) w od­kry­ciu tego, co on/ona sam(a) chce zro­bić i ja­kie mogą być dla niego/niej kon­se­kwen­cje każ­dego z wy­bo­rów.

Ciągłą frustracją

"Mam po­czu­cie, że te­ra­pia w ogóle mi nie po­maga!" "Te­ra­pia wcale nie po­maga mi po­czuć się le­piej, wręcz prze­ciw­nie - co­raz wy­raź­niej wi­dzę, że moje ży­cie to je­den wielki ba­ła­gan!" "Te­ra­peut(k)a ni­gdy nie od­po­wiada bez­po­śred­nio na żadne z mo­ich py­tań, można się z nim/nią wy­koń­czyć". "Te­ra­pia nie po­maga mi zro­zu­mieć, co mam ro­bić. Czuję więk­sze za­gu­bie­nie niż przed jej roz­po­czę­ciem".

Przy­pusz­czam, że nie­mal każdy ko­rzy­sta­jący z te­ra­pii na któ­rymś jej eta­pie wy­po­wie­dział przy­naj­mniej jedno z tych zdań. Tak, to na­tu­ralne, że w te­ra­pii zda­rza się im­pas trwa­jący kilka, a na­wet kil­ka­na­ście spo­tkań. Zda­rza się, że za­miast ro­sną­cej sa­tys­fak­cji z ży­cia przez ja­kiś czas pa­cjent(-ka) od­czuwa przy­gnę­bie­nie, bo oto na­gle staje oko w oko z prawdą o swoim związku, czego wcze­śniej uni­kał(a). Albo od­krywa, że nie tylko nie wie, czy zo­stać, czy roz­stać się z part­ne­rem, ale też czy ob­rana ścieżka ka­riery jest tą wła­ściwą. Czy na­prawdę chce te­raz zo­stać matką, czy też woli dać so­bie jesz­cze kilka lat bez­tro­skiego ży­cia?

Jed­nym z uni­wer­sal­nych ce­lów te­ra­pii jest wła­śnie na­uka to­le­ro­wa­nia nie­pew­no­ści i tym­cza­so­wego dys­kom­fortu psy­chicz­nego. Okresy gor­szego sa­mo­po­czu­cia bar­dzo czę­sto oka­zują się nie­od­łącz­nym ele­men­tem drogi ku praw­dzi­wej zmia­nie.

Je­żeli jed­nak taki stan trwa mie­sią­cami, jest to praw­do­po­dob­nie sy­gnał, że coś w te­ra­pii nie działa i pora skie­ro­wać ją na wła­ściwe tory. Naj­lep­szym spo­so­bem na wdro­że­nie dzia­łań na­praw­czych jest szczera roz­mowa z te­ra­peut(k)ą i wspólne za­sta­no­wie­nie się, co pod­trzy­muje ten im­pas i co mo­głoby go prze­ła­mać. Bę­dzie to nie tylko oka­zja do zwięk­sze­nia sa­tys­fak­cji z pro­cesu te­ra­peu­tycz­nego, ale i do na­uki szcze­rego ko­mu­ni­ko­wa­nia swo­ich od­czuć dru­giej oso­bie czy usu­wa­nia za­kłó­ceń ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Bywa jed­nak i tak, że po­mimo naj­lep­szych chęci obu stron wspólne wy­siłki nie przy­no­szą re­zul­tatu. To mo­ment, w któ­rym warto za­sta­no­wić się, czy te­ra­pia, w któ­rej je­steś, jest do­pa­so­wana do cie­bie i two­ich po­trzeb na tym eta­pie ży­cia. Pro­blem może tkwić w tym, że nie ma che­mii mię­dzy tobą a osobą te­ra­peuty(-ki) lub jego/jej sty­lem pracy wy­ni­ka­ją­cym z nurtu te­ra­peu­tycz­nego. Tak jak już wspo­mi­na­łam, zda­rzają się sy­tu­acje, gdy świetny spe­cja­li­sta i zmo­ty­wo­wany pa­cjent(-ka) nie będą po­tra­fili na­wią­zać z sobą do­brej współ­pracy na rzecz tego dru­giego. Może też się zda­rzyć, że naj­bar­dziej le­czące w pro­ce­sie te­ra­peu­tycz­nym bę­dzie otwarte po­wie­dze­nie spe­cja­li­ście o swo­ich za­strze­że­niach i wspólne doj­ście do wnio­sku, że warto po­szu­kać in­nego po­dej­ścia.

Utwier­dza­niem w po­czu­ciu krzywdy i wy­cią­ga­niem z po­czu­cia winy

Sy­tu­acja, w któ­rej pa­cjent(-ka) dzięki te­ra­pii do­ciera do cał­ko­wi­cie wy­par­tych wspo­mnień, nie jest czę­stym zja­wi­skiem. Zda­rza się jed­nak, że dzięki se­sjom za­czy­namy ina­czej pa­trzeć na to, co działo się w na­szej ro­dzi­nie po­cho­dze­nia: do­strze­gamy, że to, co na­uczy­li­śmy się okre­ślać jako dys­cy­plinę, w isto­cie było prze­mocą, a brak cie­pła ze strony ro­dzi­ców nie za­har­to­wał nas, lecz spra­wił, że trudno jest nam oka­zy­wać uczu­cia naj­bliż­szym. Co wtedy? Czy mam za­dzwo­nić do mamy i wszystko jej wy­gar­nąć? Czy to po­wód, aby wy­ba­czyć so­bie wszyst­kie błędy po­peł­nione w do­ro­słym ży­ciu i po­in­for­mo­wać męża, że nie ma prawa ocze­ki­wać ode mnie, że się zmie­nię?

Otóż nie. Na przy­kład kon­fron­to­wa­nie się z krzyw­dzą­cym ro­dzi­cem bar­dzo czę­sto oka­zuje się, nie­stety, je­dy­nie oka­zją do po­głę­bie­nia wła­snych ran - bo je­śli ten ro­dzic nie prze­szedł przez wła­sną te­ra­pię lub nie wy­ko­nał na­prawdę po­rząd­nej pracy nad sobą w in­nej for­mie, to bar­dzo moż­liwe, że nie bę­dzie go­towy wziąć od­po­wie­dzial­no­ści za wła­sne czyny, prze­pro­sić i za­dość­uczy­nić. Na­to­miast ocze­ku­jąc od wła­snych dzieci, part­ne­rów ży­cio­wych czy przy­ja­ciół, że trwale ob­niżą swoje ocze­ki­wa­nia wo­bec nas, bo mie­li­śmy kie­dyś ciężko, ra­nimy ich, a w naj­lep­szym ra­zie sta­wiamy w bar­dzo trud­nej sy­tu­acji. Po­stę­pu­jąc tak, je­ste­śmy ni­czym za­trute owoce, które nie mają szans stać się na po­wrót zdrowe i smaczne. Co gor­sza, kar­mimy tą tru­ci­zną owoce, które ro­sną na tej sa­mej ga­łęzi. Tak wła­śnie dzieje się, gdy tkwimy w po­czu­ciu krzywdy. Szu­kamy spra­wie­dli­wo­ści i ra­tunku tam, gdzie do­stać ich nie mo­żemy, a przez nie­chęć do wzię­cia za sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści prze­ka­zu­jemy na­szą traumę na­stęp­nym po­ko­le­niom.

Być może za­brzmiało to te­raz tak, jakby do­bra te­ra­pia była przede wszyst­kim sta­wia­niem do pionu i bar­dzo dy­rek­tyw­nym mo­ty­wo­wa­niem do wzię­cia się w garść. Zde­cy­do­wa­nie tak być nie po­winno, bo to sta­no­wi­łoby opi­sane przeze mnie już prze­kra­cza­nie gra­nic pa­cjenta(-ki). W do­brej te­ra­pii po­wi­nien się zna­leźć czas (a nie­kiedy na­wet bar­dzo dużo czasu) na to, aby pa­cjent(-ka) w swoim tem­pie do­strzegł(a), opła­kał(a) i osta­tecz­nie za­ak­cep­to­wał(a) fakt, że kie­dyś w prze­szło­ści wy­da­rzyła mu/jej się krzywda. Na­tu­ralną re­ak­cją na ta­kie od­kry­cie może być złość na cały świat, wy­co­fa­nie się z ży­cia spo­łecz­nego, ob­ni­żony na­strój. Ce­lem tej trud­nej po­dróży nie po­winno być jed­nak uzna­nie się za osobę, która na nic nie ma wpływu, któ­rej nie­od­łączną ce­chę toż­sa­mo­ści okre­śla przy­miot­nik "skrzyw­dzona". Cho­dzi o to, aby do­strzec w so­bie osobę, która prze­trwała kie­dyś, a te­raz ma wpływ na swoje ży­cie - i za­cząć po­stę­po­wać w ży­ciu jak wła­śnie ktoś taki. Kiedy pi­szę te słowa, mam przed oczyma ob­raz żoł­nie­rza, który tuż po zra­nie­niu w nogę był cał­ko­wi­cie bez­bronny i wy­ma­gał po­mocy in­nych (nie­stety, nie każdy żoł­nierz w ta­kiej sy­tu­acji otrzyma po­moc), ale kiedy już wy­do­stał się z pola walki, zo­stał bo­ha­te­rem, da­jąc in­nym przy­kład pa­trio­tycz­nej po­stawy, zaś jego rana się za­go­iła i stała przy­no­szącą chwałę "bli­zną bo­jową".

W te­ra­pii po­wi­nien być czas za­równo na do­mknię­cie swo­ich trud­nych do­świad­czeń (np. przez wspo­mniane już tech­niki wy­obra­że­niowe), jak i na zwró­ce­nie się ku no­wemu, zdrow­szemu ży­ciu (np. przez zmianę na­wy­ków, na­ukę opie­ko­wa­nia się sobą, ale i na­ukę ad­ap­ta­cyj­nego stylu funk­cjo­no­wa­nia w re­la­cjach). To, że twoi ro­dzice re­ago­wali prze­mocą na twoje nie­grzeczne za­cho­wa­nia, nie ozna­cza, że to­bie te­raz też tak wolno. Ozna­cza za to, że je­śli jest to dla cie­bie pro­blem, to warto po­ru­szyć ten wą­tek na te­ra­pii, na­uczyć się opie­ko­wać sobą w trud­nych mo­men­tach ro­dzi­ciel­stwa i ukształ­to­wać w so­bie nowe, zdrowe wzorce za­cho­wa­nia.

Po­dob­nie jest z po­czu­ciem winy. W swo­jej pierw­szej książce Jak żyć do­brze, bę­dąc DDA wiele uwagi po­świę­ci­łam roz­róż­nie­niu zdro­wego po­czu­cia winy od tok­sycz­nego wstydu. Ten pierw­szy stan de­fi­niu­jemy jako na­tu­ralną re­ak­cję na skrzyw­dze­nie ko­goś lub prze­kro­cze­nie gra­nic norm spo­łecz­nych. To re­ak­cja po­trzebna, bo kie­ru­jąca na­szą uwagę na dru­giego czło­wieka i na­kła­nia­jąca do na­pra­wia­nia swo­ich błę­dów. Na­to­miast tok­syczny wstyd ro­dzi się w nas wtedy, gdy nie po­tra­fimy od­se­pa­ro­wać oceny swo­jego nie­wła­ści­wego, ale po­je­dyn­czego za­cho­wa­nia od glo­bal­nej oceny wła­snej osoby. Taki wstyd wzbu­dza nie­na­wiść do sa­mego sie­bie i przede wszyst­kim kie­ruje nas do we­wnątrz - w prze­ci­wień­stwie do po­czu­cia winy nie zmie­nia nas na lep­sze i nie mo­ty­wuje do za­dość­uczy­nie­nia tym, któ­rych zra­ni­li­śmy. Żadna te­ra­pia nie ma uczyć wsty­dze­nia się sie­bie - każdy jest war­to­ścią samą w so­bie i po­wi­nien umieć bez­wa­run­kowo sie­bie ak­cep­to­wać. Po­zby­cie się nie­adap­ta­cyj­nego, za­tru­wa­ją­cego wstydu jest ważną czę­ścią bar­dzo wielu pro­ce­sów te­ra­peu­tycz­nych, po­dob­nie jak po­zby­cie się po­czu­cia winy wzbu­dzo­nego przez coś, na co w rze­czy­wi­sto­ści nie mie­li­śmy naj­mniej­szego wpływu. Bywa jed­nak, że na te­ra­pię zgła­szamy się w po­czu­ciu winy za coś, co fak­tycz­nie za­le­żało od nas. Na przy­kład po wy­padku, który spo­wo­do­wa­li­śmy przez wła­sną nie­uwagę lub pod wpły­wem al­ko­holu, a w któ­rym ktoś po­waż­nie ucier­piał. Wów­czas ce­lem te­ra­pii nie bę­dzie po­zby­cie się tego po­czu­cia winy, ale spra­wie­nie, żeby nie miało ono na nas de­struk­cyj­nego, cał­ko­wi­cie obez­wład­nia­ją­cego wpływu, i prze­kształ­ce­nie go w mo­tor na­pę­dowy do czy­nie­nia do­bra. Cza­sem wręcz po­żą­dane jest, aby pa­cjent(-ka) za­czął(-ęła) prze­ży­wać po­czu­cie winy pod wpły­wem te­ra­pii. "Nie będę pani wy­cią­gał z po­czu­cia winy, bo to coś, co w pani naj­zdrow­sze" - to słowa, które do jed­nej ze swo­ich pa­cjen­tek wy­po­wie­dział Jon Fre­de­rick­son, au­tor m.in. zna­nej na ca­łym świe­cie książki Kłam­stwa, któ­rymi ży­jemy.

Bez­wa­run­ko­wym wspar­ciem (ale ak­cep­ta­cją - już tak)

Te­ra­pia ma za za­da­nie przede wszyst­kim wzmac­niać i wspie­rać w nas to, co ade­kwatne. Gdy po­stę­pu­jemy w spo­sób od­kle­jony od rze­czy­wi­sto­ści, gdy krzyw­dzimy sa­mych sie­bie lub in­nych, te­ra­peut(k)a nie może nam przy­klas­ki­wać, bo tym sa­mym tylko zwięk­szy wy­so­kość, z któ­rej nie­uchron­nie przyj­dzie nam kie­dyś spaść. To ozna­cza np., że:

je­śli zdo­by­łeś(-aś) naj­wyż­szą pre­mię roczną z ca­łego ze­społu, ale przy­pła­ci­łeś to roz­pa­dem więzi z na­sto­let­nim sy­nem i dwoma omdle­niami z prze­mę­cze­nia w ubie­głym mie­siącu, te­ra­peut(k)a ra­czej nie po­wi­nien(-na) świę­to­wać ra­zem z tobą - ale zwró­cić ci uwagę na koszty tego "osiąg­nię­cia"; je­śli na­wrzesz­cza­łaś na chło­paka, że po­święca ci za mało czasu, i z za­do­wo­le­niem opo­wia­dasz o tym na te­ra­pii, bo ostat­nio wiele se­sji po­świę­ci­li­ście two­jemu pro­ble­mowi ze sta­wia­niem gra­nic, te­ra­peut(k)a nie po­wi­nien(-na) ci gra­tu­lo­wać - ale po­móc ci tak przy­go­to­wać się do na­stęp­nej trud­nej sy­tu­acji, że­byś nie za­re­ago­wała w niej krzy­kiem i wy­mu­sza­niem, ale spo­koj­nym przed­sta­wie­niem swo­ich emo­cji i ra­cji; je­śli wpa­dasz do ga­bi­netu wzbu­rzony, że ko­lega z pracy knuje prze­ciwko to­bie, ale z tego, co mó­wisz, nie wy­nika jed­no­cze­śnie żadna ra­cjo­nalna i obiek­tywna prze­słanka, żeby tak my­śleć - te­ra­peut(k)a nie po­wi­nien(-na) ra­zem z tobą obu­rzać się, "co to za drań", lecz ra­czej wspól­nie z tobą stwo­rzyć li­stę ar­gu­men­tów za i prze­ciw w spra­wie tego, co ci się wy­daje, i sfor­mu­ło­wać al­ter­na­tywny spo­sób my­śle­nia.

Te­ra­peut(k)a nie po­wi­nien(-na) więc wspie­rać cię we wszyst­kim, co ro­bisz, ale za­wsze po­wi­nien(-na) da­wać ci do zro­zu­mie­nia, że ak­cep­tuje cię jako czło­wieka. Jed­nym z uni­wer­sal­nych za­ło­żeń te­ra­pii jest to, aby czło­wiek pod jej wpły­wem uczył się od­waż­nie kon­fron­to­wać ze swo­imi błę­dami i mniej re­pre­zen­ta­tyw­nymi ka­wał­kami sie­bie, a jed­no­cze­śnie da­rzył sie­bie sza­cun­kiem nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści. Te­ra­pia jest także oka­zją do na­ucze­nia się, że re­la­cja z dru­gim czło­wie­kiem może po­zo­stać do­bra i war­to­ściowa na­wet wtedy, gdy po­ja­wiają się mię­dzy nami róż­nice zdań.

Pod­su­mo­wa­nie: mity i pół­prawdy nie­sione przez kul­turę te­ra­pii

Mam na­dzieję, że udało mi się choć tro­chę przy­bli­żyć ci, czym te­ra­pia po­winna być za­wsze, a czym ni­gdy stać się nie może. Aby pod­su­mo­wać ze­brane w tym roz­dziale fakty, od­niosę je do wy­mie­nio­nych już, ty­po­wych ha­seł roz­pro­pa­go­wy­wa­nych przez kul­turę te­ra­pii.

"Naj­waż­niej­sze jest to, czego ty chcesz" - w te­ra­pii ważne jest też to, aby na­uczyć się przyj­mo­wać per­spek­tywę dru­giej strony i kiedy to uza­sad­nione, iść na kom­pro­mis. Bywa na­wet i tak, że po­trzeby ko­goś in­nego mu­simy przed­ło­żyć po­nad wła­sne. Na pewno zgo­dzi się z tym każdy ro­dzic ma­łego dziecka. "Twoje emo­cje są ważne, masz prawo je prze­ży­wać i po­stę­po­wać zgod­nie z nimi" - choć w psy­cho­lo­gii nie ma mowy o tym, że ktoś nie ma prawa czuć się tak, jak się czuje, to nie wszyst­kie emo­cje na­leży upra­wo­moc­niać i wzmac­niać. Istot­nym ele­men­tem te­ra­pii jest ucze­nie się, jak zro­bić "krok w tył": spraw­dzić, w jaki spo­sób na­sza in­ter­pre­ta­cja da­nej sy­tu­acji do­pro­wa­dziła do po­ja­wie­nia się okre­ślo­nej emo­cji i czy z per­spek­tywy czasu ta in­ter­pre­ta­cja wciąż wy­daje nam się ade­kwatna. "Je­śli twój part­ner pod­waża to, co mó­wisz [lub wstaw co­kol­wiek in­nego], to sto­suje prze­moc". W in­ter­ne­cie roi się dzi­siaj od ar­ty­ku­łów na te­mat nar­cy­stycz­nej prze­mocy, ga­sli­gh­tingu (pod­wa­ża­nia słów i emo­cji in­nej osoby) i wielu in­nych za­cho­wań, któ­rymi osoby - naj­czę­ściej z okreś­lo­nymi za­bu­rze­niami oso­bo­wo­ści - ma­ni­pu­lują in­nymi. My­ślę, że wzrost świa­do­mo­ści o na­tu­rze prze­mocy, o jej mniej i bar­dziej oczy­wi­stych prze­ja­wach, jest bar­dzo po­zy­tyw­nym zja­wi­skiem i ocali wiele osób przed utratą zdro­wia i ży­cia. Jed­no­cze­śnie jed­nak trudno oprzeć się wra­że­niu, że okre­śle­nia ta­kie jak "nar­cyz", "prze­mo­co­wiec" czy "tok­syk" by­wają nad­uży­wane. A każ­demu z nas, zwłasz­cza w ro­man­tycz­nym związku, zda­rzy się cza­sem za­cho­wa­nie, które z boku można uznać wła­śnie za prze­jaw ma­ni­pu­la­cji, ga­sli­gh­tingu, wy­ży­wa­nia się czy in­nego prze­kro­cze­nia gra­nic. I na­prawdę nie­ko­niecz­nie ozna­cza to, że je­ste­śmy prze­mo­cow­cami, choć oczy­wi­ście nie zwal­nia nas to z obo­wiązku na­pra­wia­nia swo­ich błę­dów. Je­śli zgła­szasz się na in­dy­wi­du­alną te­ra­pię lub na te­ra­pię z part­ne­rem, aby ra­to­wać zwią­zek, do­szu­ki­wa­nie się ety­kiet na za­cho­wa­nie dru­giej strony śred­nio po­może. W pracy nad od­bu­do­wa­niem więzi cho­dzi bo­wiem przede wszyst­kim o to, aby zro­zu­mieć, co dzieje się w re­la­cji mię­dzy wami, co oby­dwoje do niej wno­si­cie, jak wzmac­niać to, co bu­duje więź, a jak osła­biać to, co ją nisz­czy. Na­to­miast je­żeli wiesz już, że zwią­zek nie ma przy­szło­ści, i nie chcesz go ra­to­wać - ce­lem staje się wyj­ście z niego, za­pew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa so­bie i dzie­ciom, o ile je masz. Stwier­dze­nie "OK, sto­suje wo­bec mnie prze­moc, nie mogę na to po­zwa­lać" może być przy­datne, ale tylko pod wa­run­kiem, że sta­nie się wstę­pem do dzia­ła­nia. "Je­śli twoi ro­dzice ro­bili to i to [wstaw do­wolne], naj­praw­do­po­dob­niej masz traumę, idź na te­ra­pię". Tego typu stwier­dze­nia mają jesz­cze inne od­słony: "Je­żeli czę­sto się spóź­niasz, cza­sem nie chce ci się od ni­kogo od­bie­rać te­le­fo­nów itd., itp., to jest to praw­do­po­dob­nie oznaka wcze­sno­dzie­cię­cej traumy". I znowu, po­dob­nie jak z prze­mocą w związku - su­per, że w prze­strzeni pu­blicz­nej co­raz wię­cej mówi się o tym, co może mieć ne­ga­tywny wpływ na psy­chikę ma­łego dziecka. Su­per, że mówi się wię­cej też o tym, jak - nie za­wsze w oczy­wi­sty spo­sób - ta­kie do­świad­cze­nia mogą od­bi­jać się na do­ro­słym ży­ciu. Ma­te­riały na ten te­mat czę­sto jed­nak po­mi­jają jedną, nie­zwy­kle ważną kwe­stię: otóż na pod­sta­wie na­wet ewi­dent­nych ak­tów krzyw­dze­nia czy prze­mocy wo­bec dziecka nie można w spo­sób jed­no­znaczny wnio­sko­wać, że w przy­szło­ści wy­stą­pią u niego pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym. W psy­cho­lo­gii o dra­ma­tycz­nych sy­tu­acjach nie mówi się jako o "trau­mach", tylko o "wy­da­rze­niach po­ten­cjal­nie trau­ma­tycz­nych". To, czy u krzyw­dzo­nego dziecka roz­winą się np. ob­jawy PTSD, za­leży m.in. od jego wro­dzo­nego po­ziomu od­por­no­ści psy­chicz­nej, nie­któ­rych cech tem­pe­ra­men­tal­nych, a także tego, czy oprócz nie­wy­dol­nych wy­cho­waw­czo ro­dzi­ców w oto­cze­niu dziecka byli do­ro­śli, któ­rzy ota­czali je ade­kwatną opieką i wspar­ciem. Sam fakt, że w ro­dzi­nie po­cho­dze­nia żyło się bar­dzo ciężko, nie jest rów­no­znaczny z tym, że wy­ma­gasz te­ra­pii - o ile za­do­wo­le­nie i sa­tys­fak­cję przy­nosi ci obecna ja­kość funk­cjo­no­wa­nia. Po­dob­nie jest z róż­nymi ob­ja­wami i trud­no­ściami, które mogą, ale nie mu­szą być prze­ja­wem traumy. Je­żeli do­strze­gasz w swoim funk­cjo­no­wa­niu ja­kieś nie­pra­wi­dło­wo­ści - nie dia­gno­zuj się w in­ter­ne­cie i nie za­kła­daj naj­gor­szego. Skie­ruj swoje kroki do psy­chia­try lub psy­cho­loga-dia­gno­sty (o tym, kiedy i do kogo - już za chwilę), któ­rzy udzielą ci rze­tel­nej in­for­ma­cji, czy dany ob­jaw w twoim kon­kret­nym przy­padku rze­czy­wi­ście jest ob­ja­wem traumy. Rów­nie do­brze może być to symp­tom wy­pa­le­nia za­wo­do­wego, ADHD lub po pro­stu prze­mę­cze­nia i po­trzeby wy­po­czynku. "Te­ra­pia jest su­per i każdy po­wi­nien z niej sko­rzy­stać". Być może nie­pra­wi­dło­wość ta­kiego my­śle­nia jest dla cie­bie oczy­wi­sta. Zde­cy­do­wa­łam się jed­nak o tym na­pi­sać, bo w ga­bi­ne­tach te­ra­peu­tów co­raz czę­ściej po­ja­wiają się osoby, które chcą pod­jąć pracę nad sobą, dla­tego że ro­bią to już pra­wie wszy­scy ich krewni i zna­jomi, a one nie chcą wy­cho­dzić na igno­ran­tów. Ja sama jesz­cze parę lat temu po­wta­rza­łam, że na te­ra­pię po­wi­nien iść każdy, a zwłasz­cza ktoś, kto za­mie­rza mieć dzieci! Te­raz uwa­żam, że te­ra­pia służy przede wszyst­kim uzu­peł­nia­niu bra­ków. Jest po­trzebna ko­muś, je­śli cze­goś mu brak - czy to sta­bil­nej sa­mo­oceny, spo­koju du­cha itp., czy cze­goś w co­dzien­nym ży­ciu (i nie wie, co z tym zro­bić). Lub je­śli cze­goś jest w jego gło­wie nad­miar: na­tręt­nych wspo­mnień wy­da­rzeń z prze­szło­ści, my­śli na różne te­maty, które trudno mu sa­mo­dziel­nie uło­żyć. Ja­kiś ro­dzaj dys­kom­fortu jest naj­czę­ściej nie­zbędny, aby utrzy­mać mo­ty­wa­cję do te­ra­pii. Kiedy ten nie wy­stę­puje, cho­dze­nie na te­ra­pię nie­ko­niecz­nie uczyni ko­goś lep­szym czło­wie­kiem. Czas, który by po­chło­nęła, le­piej spo­żyt­ko­wać na prze­by­wa­nie z bli­skimi czy na inne dzia­ła­nia, które spra­wiają przy­jem­ność i które tym sa­mym po­ma­gają za­po­biec wy­stą­pie­niu kry­zy­sów psy­chicz­nych w przy­szło­ści. "Masz prawo ro­bić to i to [wstaw do­wol­nie], to nic złego - nor­ma­li­zujmy!". Ha­sło "nor­ma­li­zo­wa­nie" w ostat­nich la­tach zy­skało na po­pu­lar­no­ści. "Nor­ma­li­zo­wać" zna­czy po pro­stu prze­stać my­śleć o nie­któ­rych czyn­no­ściach czy ludz­kich wła­ści­wo­ściach jako o czymś pa­to­lo­gicz­nym, nie­zdro­wym lub nie­smacz­nym. Bo choć przy­wy­kli­śmy do tego, aby o tym nie mó­wić, w rze­czy­wi­sto­ści ma tak pra­wie każdy z nas. W sieci nor­ma­li­zuje się wy­stę­po­wa­nie cel­lu­litu u ko­biet (su­per), róż­nice w po­trze­bach sek­su­al­nych po­mię­dzy part­ne­rami (jak wy­żej), ale też to, że każdy cza­sem ma w domu chlew czy za­le­gło­ści w pracy (i to prawda!). Ale czy­ta­jąc co­raz dłuż­szą li­stę tego, co po­win­ni­śmy nor­ma­li­zo­wać można nie­kiedy od­nieść wra­że­nie, że nie ma co się przej­mo­wać tym, że czuję się nie do końca szczę­śli­wie czy fru­struje mnie praca, którą wy­ko­nuję. Bo prze­cież każdy tak ma i to jest nor­malne. I choć nie­któ­rym może wy­da­wać się to oczy­wi­ste, i tak chcę umie­ścić w książce ten prze­kaz i upew­nić się, że otrzyma go każdy, kto tego po­trze­buje. Warto się­gać po po­moc spe­cja­li­stów zdro­wia psy­chicz­nego za­wsze wtedy, gdy czu­jemy, że coś w na­szym ży­ciu lub w na­szej gło­wie nam do­skwiera, jest źró­dłem cier­pie­nia i od­biega od tego, czego dla sie­bie by­śmy chcieli.

Dzię­kuję ci, że je­ste­śmy aż do­tąd ra­zem. Wy­obra­żam so­bie, że ten roz­dział dla nie­któ­rych był za­le­wem no­wych in­for­ma­cji, dla in­nych oka­zał się przy­po­mnie­niem od dawna zna­nych już fak­tów i przy­niósł za­le­d­wie odro­binę no­wej wie­dzy. Tak czy owak - jest fun­da­men­tem tej książki i pewną pod­sta­wową wie­dzą na te­mat te­ra­pii, do któ­rej w na­stęp­nych roz­dzia­łach będę do­da­wać ko­lejne ce­giełki.

Na na­stęp­nych stro­nach znaj­dziesz ko­lejne in­for­ma­cje. Spró­buję ci opo­wie­dzieć m.in. o tym, kiedy i jak mo­żesz so­bie po­móc, jak i na jaką te­ra­pię się zgło­sić i co - już bar­dziej kon­kret­nie - może dziać się za drzwiami ga­bi­netu.

Bibliografia, polecana literatura

Źró­dła da­nych me­ry­to­rycz­nych i wy­ni­ków ba­dań - ko­lej­ność zgodna z od­nie­sie­niami w tek­ście

Źró­dła na­ukowe

Psy­cho­te­ra­pia. Teo­ria. Pod­ręcz­nik Aka­de­micki, red. Li­dia Grze­siuk, Wy­daw­nic­two Ene­teia, War­szawa 2005.

Psy­chia­tria. Pod­ręcz­nik dla stu­den­tów me­dy­cyny, red. Ma­rek Ja­rema, Wy­daw­nic­two PZWL, Kra­ków 2016.

Psy­cho­te­ra­pia. Pro­blemy pa­cjen­tów. Pod­ręcz­nik Aka­de­micki, red. Li­dia Grze­siuk, Hu­bert Su­szek, Wy­daw­nic­two Ene­teia, War­szawa 2001.

Ja­dwiga Fu­dała, Bez­pieczne pi­cie al­ko­holu, https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/uzaleznienia/69551,bezpieczne-picie-alkoholu (do­stęp 22.09.2024).

Nancy McWil­liams, Dia­gnoza psy­cho­ana­li­tyczna. Nowe, zak­tu­ali­zo­wane wy­da­nie, Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­giczne, Gdańsk 2021.

Agnieszka Po­piel, Ewa Pra­głow­ska, Psy­cho­te­ra­pia po­znaw­czo-be­ha­wio­ralna. Teo­ria i prak­tyka, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 2022.

Jef­frey E. Young, Ja­net S. Klo­sko, Mar­jo­rie E. We­ishaar, Tera­pia sche­ma­tów: prze­wod­nik prak­tyka, przeł. Olena Waś­kie­wicz, Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­giczne, Gdańsk, 2014.

Dave Me­arns, Brian Thorne, Te­ra­pia skon­cen­tro­wana na oso­bie, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Ja­giel­loń­skiego, Kra­ków 2010.

Gro Skot­tun, Ashild Krüger, Prak­tyka Te­ra­pii Ge­stalt. Teo­ria i do­świad­cza­nie, Ofi­cyna Zwią­zek Otwarty, War­szawa 2023.

Je­rzy Mel­li­bruda, Sie­dem ście­żek in­te­gra­cji psy­cho­te­ra­pii. Ślady dzie­cię­cych traum i tok­sycz­nych re­la­cji jako wy­zwa­nie, Wy­daw­nic­two Zie­lone Drzewo, War­szawa 2011.

Irvin Yalom, Mo­lyn Leszcz, Psy­cho­te­ra­pia gru­powa: teo­ria i prak­tyka, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Ja­giel­loń­skiego, Kra­ków 2006.

Mi­chael J. Lam­bert, Psy­cho­the­rapy out­come re­se­arch: im­pli­ca­tions for in­te­gra­tive and ec­lec­tic the­ra­pi­sts. Hand­book of psy­cho­the­rapy in­te­gra­tions, Wy­daw­nic­two Ba­sic Bo­oks, Łódź 1992, s. 94-129.

Mar­tin E. Se­lig­man, The ef­fec­ti­ve­ness of psy­cho­the­rapy: The Con­su­mer Re­ports study, "Ame­ri­can psy­cho­lo­gist", 1995, 50 (12), s. 965.

Wie­sław Si­kor­ski, Me­cha­nizm neu­ro­pla­stycz­no­ści i jego zna­cze­nie dla psy­cho­te­ra­pii oraz oceny jej sku­tecz­no­ści, "Psy­cho­te­ra­pia", 2016, 2 (177), s. 43-56.

Źró­dła po­pu­lar­no­nau­kowe

Marta Sak, Czy psy­cho­te­ra­pia on­line jest sku­teczna? Od­po­wia­damy na to i inne py­ta­nia na te­mat zdal­nych spo­tkań z psy­cho­lo­giem, https://psychomedic.pl/psychoterapia-online-wszystko-co-chcesz-wiedziec/ (do­stęp 22.09.2024).

Alek­san­dra Pięta, Zdro­wie psy­chiczne. In­struk­cja ob­sługi, Wy­daw­nic­two W.A.B., War­szawa 2024.

Po­le­cana li­te­ra­tura sa­mo­po­mo­cowa, po­sze­rza­jąca per­spek­tywę

O za­bu­rze­niach na­stroju

Anna Du­man, De­pre­sja. Jak po­ko­nać śmier­telny smu­tek, Wy­daw­nic­two RM, War­szawa, 2023.

Mo­nika Ko­tla­rek, De­pre­sja, czyli gdy każdy od­dech boli, Wy­daw­nic­two Sen­sus, Gli­wice 2021.

Mo­nika Ko­tla­rek, Cho­roba afek­tywna dwu­bie­gu­nowa, czyli ze skraj­no­ści w skraj­ność, Wy­daw­nic­two Sen­sus, Gli­wice 2022.

Chri­stine A. Pa­de­sky, Den­nis Gre­en­ber­ger, Umysł po­nad na­stro­jem. Pod­ręcz­nik dla pa­cjenta, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Ja­giel­loń­skiego, Kra­ków 2004.

O za­bu­rze­niach lę­ko­wych

Ed­mund J. Bo­urne, Lęk i fo­bia. Prak­tyczny po­rad­nik dla osób z za­bu­rze­niami lę­ko­wymi, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Ja­giel­loń­skiego, Kra­ków 2023.

Ar­lin Cun­cic, Pod­ręcz­nik pracy nad lę­kiem, Wy­daw­nic­two Zie­lone Drzewo, War­szawa 2021.

Ste­fan G. Hof­mann, Po­nad lę­kiem. Stra­te­gie te­ra­pii po­znaw­czo-be­ha­wio­ral­nej i uważ­no­ści po­zwa­la­jące prze­zwy­cię­żyć lęk, strach i za­mar­twia­nie się, Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cholo­giczne, Gdańsk 2024.

O trau­mie

Marta Sak, Jak żyć do­brze, bę­dąc DDA, Wy­daw­nic­two RM, War­szawa 2024.

Arielle Schwartz, Zło­żony ze­spół stresu po­ura­zo­wego. Jak od­zy­skać in­te­gral­ność psy­chiczną i kon­trolę nad emo­cjami. Ze­szyt ćwi­czeń, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Ja­giel­loń­skiego, Kra­ków 2020.

Lind­say C. Gib­son, Do­ro­słe dzieci nie­doj­rza­łych emo­cjo­nal­nie ro­dzi­ców. Jak uwol­nić się od prze­szło­ści i za­cząć nowe ży­cie, Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­giczne, Gdańsk 2018.

O sek­su­al­no­ści

Mi­cha­lina Wi­słocka, Sztuka ko­cha­nia, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2016.

Ro­bert Ko­wal­czyk, Da­wid Kraw­czyk i in., Sztuka by­cia ra­zem, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2023.

An­drzej Gry­żew­ski, Sztuka ob­sługi wa­giny, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2022.

Aneta Bo­ro­wiec, Be­ata Wró­bel, Sztuka ko­bie­co­ści, Wy­daw­nict­wo Agora, War­szawa 2020.

An­drzej Gry­żew­ski, Prze­my­sław Pi­lar­ski, Sztuka ob­sługi pe­nisa, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2018.

An­drzej Gry­żew­ski, Prze­my­sław Pi­lar­ski, Sztuka ob­sługi pe­nisa 2. Nowe wy­zwa­nia, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2024.

Mag­da­lena Fritz, Bli­żej. Ży­cie in­tymne bez pre­sji i w zgo­dzie ze sobą, Wy­daw­nic­two Znak, Kra­ków 2024.

O tym, jak za­dbać o sen

Da­ria Łu­kow­ska, Jak spać, żeby się wy­spać?, Wy­daw­nic­two Znak, Kra­ków 2022.

O za­bu­rze­niach neu­ro­ro­zwo­jo­wych

Anita Wojt­kie­wicz, Cy­kle. O ży­ciu w spek­trum au­ty­zmu i z ADHD, Wy­daw­nic­two Li­nia, Oża­rów Ma­zo­wiecki 2024.

Ro­xanne Emery, Ri­chard Pink, Brudne pra­nie. ADHD u do­ro­słych i jak so­bie z nim ra­dzić, Wy­daw­nic­two In­si­gnis, Kra­ków 2023.

O tym, jak ca­ło­ściowo za­dbać o swoje zdro­wie psy­chiczne

Alek­san­dra Pięta, Zdro­wie psy­chiczne. In­struk­cja ob­sługi, Wy­daw­nic­two W.A.B., War­szawa 2024.

Książki o re­gu­la­cji emo­cji

Anna Cy­kliń­ska, Prze­wod­nik po emo­cjach. Jak le­piej ro­zu­mieć wła­sne uczu­cia, Wy­daw­nic­two W.A.B., War­szawa 2022.

Ni­ko­dem Ryś, Po­rad­nik ob­sługi umy­słu. Jak so­bie ra­dzić z trud­nymi emo­cjami, Wy­daw­nic­two RM, War­szawa 2022.