p

Sztuka uważnego słuchania. Zbuduj fundamenty autentycznych relacji - Patrick King

Kup książkę

44.90 zł
26.94 zł (26,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1 Jedne usta, dwoje uszu

W yobraź sobie, że ktoś pierwszy raz pojawia się u nowego terapeuty czy psychologa. Oto dialog podczas tej pierwszej wizyty. Klient, co naturalne, jest nieco zdenerwowany i czuje się obnażony, próbuje złapać grunt pod nogami. To jego pierwszy raz i nie jest pewny, jak to wszystko wygląda. Czy ma rozłożyć się na kozetce i odpowiadać na pytania dotyczące zażyłości z matką albo ojcem? Czy odkryje jakąś traumę z przeszłości, od której był odcięty?

Wchodzi do pomieszczenia, a terapeuta prosi, żeby usiadł. Kiedy siada, tamten zaprasza go do rozmowy, mówiąc:

- Więc co pana dziś do mnie sprowadza?

- Cóż, tak właściwie to trudno powiedzieć - odpowiada klient i zaczyna opisywać, w jaki sposób chciałby skorzystać z terapii jako miejsca, w którym dowie się, jak lepiej się poczuć, a niekoniecznie jak naprawić to, co źle działa.

- A więc wygląda na to, że nie jest pan do końca pewien, czego oczekuje - mówi terapeuta.

Klient zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie marnuje czyjegoś czasu.

- Nie, nie do końca. Po prostu... Przepraszam, nie wiem, jak to się robi. Pewnie codziennie spotyka pan wiele osób z prawdziwymi problemami...

- Myśli pan zatem, że jego problemy nie są prawdziwe?

- Hmm... ekhem... Nie o to mi chodziło. Ja nie mam... problemów, a raczej chodzi o to, że chciałbym być najlepszą wersją siebie, wie pan?

- W porządku. Nie ma się czego wstydzić. Poszukiwanie pomocy nie oznacza, że jest pan słaby, wie pan...

Wizyta toczy się dalej, ale klient już zdecydował, w ciągu tych pierwszych dwóch minut, że nigdy nie wróci na terapię. Dlaczego? Wytrawni słuchacze prawdopodobnie wyłapali powód: ten terapeuta naprawdę źle słuchał. Zauważyłeś to? Sprawdźmy.

Po pierwsze: terapeuta powiedział klientowi, co czuje, i nie sprawdził, czy jego interpretacja jest właściwa ani czy on w ogóle jej oczekuje. Zamiast akceptacji zaserwował serię twierdzeń i założeń. Miał własną wersję wydarzeń i wniosków, pewnie zanim jeszcze pacjent w ogóle usiadł.

Frustrujące. Zamiast zastanawiać się, czego klient tak właściwie doświadcza, terapeuta ma pewną z góry ustaloną formę, którą narzuca rozmowie, całkowicie ignorując przy tym to, czego klient naprawdę od niego oczekuje.

Niestety, takie błędy w komunikacji i brak umiejętności słuchania zdarzają się znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać, a wiele osób - jak być może nasz terapeuta - nigdy się nie dowie, jak bardzo jego technika słuchania nie służy zarówno jemu, jak i osobom, z którymi rozmawia. Ta książka dotyczy umiejętności, która może i jest prosta , ale na pewno nie jest łatwa . W słuchaniu tkwi sedno właściwej komunikacji, która z kolei stanowi sedno każdej znaczącej relacji, jaką możesz nawiązać z drugim człowiekiem. Innymi słowy: warto nauczyć się słuchać! Jeśli nawet przeszkoleni terapeuci (którzy powinni skupiać się na słuchaniu i chłonięciu treści, a następnie udzielać informacji zwrotnej) nie zawsze potrafią sprostać zadaniu, jaką szansę mają inni? Cóż, jak zawsze, uczenie się i zdobywanie niezbędnych umiejętności to pierwszy krok, a w tym właśnie pomoże Ci ta książka.

To, że nie jesteś dobrym słuchaczem, nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem. Budowanie samoświadomości i rozumienie "metarozmowy" to umiejętności jak wszystkie inne - można się ich nauczyć i je doskonalić, kimkolwiek jesteś. Tak naprawdę to, że ich nie posiadasz, świadczy o tym, że jesteś całkiem normalny, bo wszyscy rodzimy się z instynktem, którzy każe nam skupiać się na sobie. S ą wśród nas takie osoby, które z natury potrafią słuchać, od większości jednak wymaga to świadomego wysiłku. Niektórzy z nas są świetni w słuchaniu , ale beznadziejni w opowiadaniu historii czy wręcz wyrażaniu emocji. Jednak w przeciwieństwie do tego, że rodzimy się wysocy albo niscy, jako bruneci albo blondyni, umiejętność słuchania to cecha, nad którą mamy całkowitą kontrolę - począwszy od teraz.

Bycie dobrym słuchaczem nie jest jakim ś aktem dobroczynnym, czymś, co robi się wyłącznie z myślą o innych. Kiedy z uwagą i życzliwością faktycznie wchodzimy w kontakt ze światem drugiej osoby, zyskują wszyscy , a my tylko wzbogacamy własną perspektywę. To kwintesencja obopólnej korzyści - większej, niż można sobie wyobrazić. To pierwsza ważna zmiana sposobu myślenia, której musisz dokonać, żeby stać się lepszym słuchaczem.

To naprawdę obopólna korzyść

Dużym elementem w tej układance, tworzącej obecność zoptymalizowaną pod kątem słuchania, jest stara dobra rada, którą rozpowszechnił Dale Carnegie w swojej słynnej książce Jak zyskać przyjaciół i zjednać sobie ludzi .

Dziś drwi się z wielu z jego rad i traktuje je raczej jako kwestię zdrowego rozsądku, chociaż stały się tak oczywiste właśnie dzięki jego książce. Chyba jego najlepszą radą jest zachęcanie innych do mówienia, a wręcz przechwalania się na swój temat. "Można zdobyć więcej przyjaciół w ciągu dwóch miesięcy, po prostu interesując się innymi ludźmi, niż w ciągu dwóch lat, próbując zainteresować innych ludzi sobą" - twierdził.

Okazuje się, że Carnegie miał rację, i to na poziomie biologicznym. W roku 2012 badanie przeprowadzone przez neurobiologów Dianę Tamir i Jasona Mitchella na Uniwersytecie Harvarda, zatytułowane Disclosing Information About the Self Is Intrinsically Rewarding ("Ujawnianie informacji o sobie jest z natury satysfakcjonujące"), wykazało, że potrzeba dzielenia się z innymi osobistymi informacjami jest jedną z fundamentalnych i potężnych stron bycia człowiekiem.

Skany mózgu ujawniły, że dzielenie się informacjami na swój temat wywołuje te same odczucia, jakich doświadczamy podczas jedzenia i uprawiania seksu - czyli dwóch czynności, do których jesteśmy biologicznie zaprogramowani. Tym samym, jak się zdaje, jesteśmy również zaprogramowani do dzielenia się swoimi myślami i komunikowania ich.

Inną metodą, z której badacze skorzystali, aby określić, jak bardzo uczestnicy cenili możliwość mówienia o sobie, było zaproponowanie skromnej gratyfikacji finansowej każdemu, kto zamiast tego odpowie na pytania dotyczące innych osób. Niektóre pytania dotyczyły swobodnych tematów, takich jak hobby czy upodobania, inne cech osobowości, takich jak inteligencja, ciekawość czy skłonność do agresji.

Naukowcy odkryli, że wielu uczestników było skłonnych zrezygnować z pieniędzy, ponad korzyść finansową przedkładając satysfakcjonujące uczucie płynące z otwierania się przed innymi. Uczestnicy faktycznie rezygnowali przeciętnie z 17% do 25% możliwych zysków, aby móc ujawnić informacje o sobie.

Badacze użyli następnie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), aby zobaczyć, które części mózgu były najbardziej pobudzone, kiedy badani mówili na swój temat. Ponownie odkryto zależność pomiędzy dzieleniem się informacjami na swój temat i zwiększoną aktywnością obszarów mózgu należących do mezolimbicznego szlaku dopaminergicznego - tego samego, który jest związany z uczuciem satysfakcji, jakie zawdzięczamy jedzeniu, pieniądzom i seksowi. Ta zwiększona aktywność mózgu pojawia się nawet wtedy, gdy mówimy o sobie i nikt nas nie słucha. Efekt jest oczywiście znacznie bardziej spektakularny, kiedy do akcji wkracza nasza umiejętność słuchania.

Nieświadome przeszkody

Jeśli bycie dobrym słuchaczem jest tak wartościowe, dlaczego tak niewiele osób jest w tym naprawdę dobrych? Zamiast myśleć o tym w kategoriach umiejętności i cech, których nie posiadasz, zastanów się, co powstrzymuje cię przed autentycznym słuchaniem drugiej osoby. Jeśli będziemy tkwić w fałszywych przekonaniach i złych nawykach, ignorować martwe punkty, które stoją na drodze autentycznej więzi i empatii, nie pomogą nam żadne umiejętności i techniki. To tak, jakbyśmy byli posiadaczami jachtu i ekspertami w dziedzinie żeglarstwa, ale śmiertelnie bali się wody. Niektóre rzeczy kładą się cieniem na innych.

Przyjrzyjmy się, co może być taką barierą.

Pomyśl o kiepskich słuchaczach, z którymi mogłeś zetknąć się w swoim życiu. Co sprawiało, że czułeś, że cię nie słuchają? Największym problemem mogła być ich niezdolność do spojrzenia poza siebie i własne potrzeby . Nie chodzi o to, że mają rzeczywiste czy konkretne potrzeby, a zwyczajnie o to, że są skupieni wyłącznie na sobie i swojej rzeczywistości.

Udana rozmowa jest jak mecz tenisowy, w którym uwaga przesuwa się po równo pomiędzy dwiema stronami niczym piłeczka tenisowa. Jeśli ktoś nigdy nie jest w stanie tak naprawdę skupić swojej uwagi na niczym poza sobą, to tak, jakby grać w tenisa z kimś, kto nigdy odpowiednio nie serwuje albo nigdy nie odbija piłki z powrotem, kiedy ta znajdzie się po jego stronie siatki. Rozmowa zmienia się nagle w monolog, przemowę czy zwykły wykład skierowany do ucznia mimo woli.

Tak zwany narcyzm konwersacyjny może na pierwszy rzut oka wyglądać jak zwykła rozmowa, ale po bliższym przyjrzeniu się przypomina raczej dwie osoby wygłaszające monologi tuż obok siebie! W pewnym sensie umiejętność prowadzenia udanej rozmowy to sztuka wymierająca właśnie dlatego, że ludzie czują się bardziej odizolowani niż kiedykolwiek wcześniej.

Wielu osobom brakuje poczucia bycia naprawdę wysłuchanym, zabiegają więc o atencję i pragną być w centrum, by inni uważnie ich słuchali. Jak na ironię, niestety, taka osoba może wnieść samolubne, a wręcz rywalizacyjne nastawienie do czynności, która z założenia ma przynosić obopólną korzyść. Tak oto ten cykl trwa, a wręcz pogarsza się z czasem, napędzany poczuciem, że nie jest się słyszanym i branym pod uwagę. Wykorzystywanie rozmowy jako platformy do zwrócenia na siebie uwagi i podbudowania ego jest bez wątpienia strategią prowadzącą do porażki.

Czy zdarzyło ci się czekać po cichu na to, aż ktoś skończy mówić, myśląc cały czas o tym, co powiesz, kiedy tylko się zamknie? Jeśli tak, sam masz prawdopodobnie na sumieniu konwersacyjny narcyzm! To wciąż niezdolność do tego, by całkowicie odłożyć na bok własny monolog wewnętrzny i skupić się na tym, co myśli lub mówi ta druga osoba. Ten sam efekt końcowy: pojedynek monologów.

Na początek popraw swoją umiejętność słuchania dzięki byciu czujnym na to, jak twoja potrzeba atencji może sprawić, że staniesz się gorszym rozmówcą. Chodzi o to, żeby nie starać się ciągle przekierowywać uwagi na siebie. Powinniśmy traktować rozmowy nie jako sposób na zyskanie atencji, ale przyjemne dzielenie się nią z kimś innym. Celem nie jest rywalizacja o głos, a współpraca z sojusznikiem. Sensem jest współdziałanie, nie wyłącznie ekspresja. Chodzi o to, żeby się uczyć, a nie nauczać. I tak dalej. Dla części z nas może to oznaczać konieczność całkowitej redefinicji tego, co oznacza bycie towarzyskim.

Po nieudanej wymianie zdań można poczuć się wyczerpanym, znudzonym, a nawet bardziej samotnym. Udane rozmowy tymczasem mogą być czymś pięknym, co umożliwia obu stronom stworzenie pomiędzy sobą czegoś większego niż suma ich części. Pamiętasz, ile ludzie skłonni byli zapłacić, aby ktoś ich wysłuchał i by mogli wyrazić siebie w badaniu wspomnianym wcześniej w tym rozdziale?

Aby być dobrym słuchaczem, musisz wstrzymać się z własnymi korzyściami i swoim ego i elegancko pozwolić błyszczeć komuś innemu.

Teraz przyszła pora na samoświadomość i introspekcję. Socjolog Charles Derber zbadał to zjawisko dokładnie i jego zdaniem ta forma narcyzmu konwersacyjnego może się pojawiać nawet wtedy, kiedy ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Łatwo można wyobrazić sobie narcyza konwersacyjnego jako stereotypowego krzykacza, który dominuje w rozmowie. To bywa jednak o wiele bardziej subtelne. Okazuje się, że sytuacja może zależeć od jednego słowa. Derber wyszczególnia coś, co nazywa reakcjami wspierającymi oraz reakcjami zmiany , i wyjaśnia, jak delikatnie przenikają one nasz codzienny język.