"Dlaczego ty? Jakie masz kompetencje do napisania książki o męskości?"
Pewnie zadacie takie pytanie.
I słusznie.
Od dwudziestu lat pracuję z pacjentami psychoterapeutycznie i seksuologicznie. W moim Instytucie Psychoterapii i Seksuologii Arte Vita przyjąłem ich ponad cztery tysiące i kolejne cztery tysiące pacjentek. Prawie dziewięć tysięcy osób to spora populacja. Mężczyzn w różnym wieku, różnych zawodów, ze wszystkich opcji politycznych, wyznaniowych, o różnym statusie materialnym, ciut ładniejszych od diabła i takich, na których widok "robi się gorąco i nawilża się broszka", jak zwykła mawiać pewna moja pacjentka, która na Tinderze poluje skuteczniej niż niejeden mężczyzna. Tak, tak, panowie. To kolejna zmora wielu mężczyzn - bardziej doświadczona seksualnie partnerka, ale o tym później.
Część moich pacjentów znacie ze srebrnego ekranu, z ulubionego programu w telewizji, z zespołu, za którego muzyką przepadacie. Część z nich jest waszymi sąsiadami, znajomymi, współpracownikami, braćmi, synami. Oni wszyscy przyszli do mnie na etapie życia, w którym było im zbyt ciężko, by wytrwać w trudzie i cierpieniu. Często tkwili w samotności, do której trudno było im się przyznać nawet przed samym sobą. Rozumiem to doskonale. Wielu z tych sytuacji doświadczyłem na własnej skórze.
Czuję i wiem, że obecnie nie jest łatwo być mężczyzną. Niektórzy mówią, że my, mężczyźni, jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji; że czerpaliśmy z patriarchatu pełnymi garściami. To prawda. To oczywista oczywistość. Ale to tylko jedna strona medalu. Ten patriarchat i na nas mścił się okrutnie. Zawsze wtedy, gdy pokazywaliśmy słabość, cierpienie, smutek czy lęk. Ten patriarchat był i jest dla nas bezwzględny, gdy nie emanujemy siłą, nie dowozimy finansów i satysfakcji w łóżku.
Patriarchat sprawia, że jesteśmy jednowymiarowi, płytcy, bo wymusza sztywną, niezłomną i bezkompromisową postawę. "Trzeba być twardym, a nie miękkim", jak mówił Czarek Pazura w Kilerze. Minęło ćwierćwiecze, a dokładnie te same słowa słyszymy z ust prezydenta Polski pod koniec 2024 roku, gdy opowiada, jakie jest credo jego życia i jak ma współcześnie zachowywać się mężczyzna. Patriarchat okrada nas z autentyczności, bezpieczeństwa, spokoju i satysfakcji.
I to było moją silną motywacją do napisania tej książki. Jej lektura zachęci do tego, by się sobie przyjrzeć. By poznać, kto w tobie mieszka i czego ten facet chce: od ciebie, od życia, od bliskich i od obcych. Ta książka zawiera wiele patentów na życie, męskość, seks i relacje. Jedne będą ci leżały bardziej, drugie mniej, a inne w ogóle. To normalne. Inni są podobni do ciebie, ale nikt nie jest taki sam jak ty. Spośród moich czterech tysięcy pacjentów każdy był inny. I to jest piękne.
Dla mnie, specjalisty, prawdziwe piękno tkwi w tym, że jesteśmy tacy różni. Właśnie ta różnorodność sprawia, że nigdy nie czuję nudy, pracując z pacjentami. Nigdy. To jedyne "nigdy", które wypowiadam z pełnym przekonaniem. Pamiętacie te wypieki na policzkach, gdy siedzieliście w kinie i zaczynał się długo wyczekiwany przez was film? W gabinecie czuję się tak codziennie. Nie przesadzam.
Mężczyźni lubią konkretną pomoc. Jeśli czytałeś/aś moje poprzednie książki (Sztukę obsługi penisa 1 i 2, Sztukę obsługi waginy), to wiesz, że nie leję wody. Znam mężczyzn doskonale i wiem, że od razu wyczuwają, gdy ktoś im nawija makaron na uszy, jak polityk, który chce zyskać poparcie. Tu jest wektor odwrotny. Ta książka nie chce od ciebie brać. Ta książka chce ci dać coś wartościowego. Ja chcę cię nią wzmocnić, zapraszając do wspólnej podróży przez śmiech, łzy i refleksję. Razem dowiemy się, jak obsługiwać męskość, z korzyścią dla ciebie i dla świata. Będzie się działo. Gwarantuję.
Moja historia
Wychowałem się w dwóch zupełnie różnych światach, chociaż w jednym mieście. Urodziłem się w Syrenim Grodzie, zwanym potocznie Warszawą.
Połowę czasu spędzałem u rodziców na Pradze. To był ciężki czas. Wzdrygam się, gdy sobie o nim przypominam. Wychowując się na praskim blokowisku, obserwowałem, jak patriarchat zbiera swoje żniwa. Lata dziewięćdziesiąte, a w nich: wysokie bloki z wielkiej płyty, w których awantury furczały na pół osiedla; zawody, kto więcej wypije; narkotyki; samobójstwa; prawo silnej ręki; muzyka na cały regulator, u jednych disco polo, u innych hip-hop i techno. Częstym widokiem były auta tuningowane u szwagra, z tylnym spojlerem wielkim jak płetwa wieloryba. Miałem usilne wrażenie, że gdy takie niebezpiecznie pędzące auto wypadnie przez barierki mostu Poniatowskiego do Wisły, to z dziką rozkoszą popłynie wprost do Bałtyku.
Nierzadko na ulicy było się świadkiem dziesiony, czyli drobnych kradzieży torebek, rowerów, portfeli, kurtek, a nawet butów. Tak, tak - na własne oczy widziałem, jak kumpel z klasy wracał na osiedle z parku w białych skarpetkach i ze świeżą śliwą pod okiem. To były te czasy, gdy na porządku dziennym ktoś obrywał z dyńki (mocne uderzenie głową, najczęściej wymierzone w nos, by zamroczyć przeciwnika). Grzesiuk byłby dumny z tej techniki, ale nie z moralności, która panowała wśród najtisowej (nineties - ludzie wychowani w latach dziewięćdziesiątych) polskiej młodzieży. Do Grzesiuka jeszcze wrócimy. Ja zaś, chociaż byłem rosłym chłopakiem (a może właśnie dlatego), to co i rusz uczestniczyłem biernie lub aktywnie w rożnych bójkach.
Ponadto praskie życie społeczne nie dawało dobrych wzorców budowania relacji damsko-męskich. Wśród kolegów i znajomych toczyły się ciągle rozmowy o tym, kto kogo "obraca", która jest jaka w łóżku, kto z nas ma większe doświadczenie. Czujecie pismo nosem?
Metaforycznie to było nieustanne mierzenie sobie penisa - kto ma dłuższego. Domyślacie się, że nie były to głębokie rozmowy. Na każdym kroku ocierały się o prymitywizm i konfabulowanie. Dziewczyny były redukowane do syndromu madonny i ladacznicy. Jak na osławionej rampie opisanej przez Borowskiego. Ta do seksu, tamta do życia. Te dwie różne role najczęściej nie spotykały się w jednej osobie. Przy madonnach graliśmy ułożonych chłopaków, ale nie byliśmy sobą, nie czuliśmy się prawdziwie męscy. Przy ladacznicach graliśmy zimnych drani, kipiał z nas testosteron, ale również nie byliśmy sobą. Nie takich nas znały nasze siostry i matki. Był w tym potężny rozdźwięk.
Drugą połowę czasu spędzałem na Żoliborzu u dziadków. To były te lata, kiedy dziadkowie pełnili bardzo ważną funkcję w wychowywaniu dzieci i nastolatków. Żoliborska niska zabudowa, dużo zieleni, śpiew ptaków, nisko krążące nad głową awionetki, które startowały z pobliskiego lotniska na Bemowie. Zakochane pary, popijając oranżadę, piknikowały na kocykach wśród owocowych drzew Sadów Żoliborskich. "Piknie!" - zawołałby Kwiczoł z Janosika. Tu kwitło życie społeczne.
Do mieszkania dziadków często przychodzili na biesiady znajomi z sąsiednich bloków, by porozmawiać, pośpiewać i zagrać na gitarze albo strzelić partię tysiąca. Mężczyźni wręczali kobietom kwiaty przy różnych okazjach w roku. Na Pradze typ niósł różę tylko wtedy, gdy zdradził lub wracał z kilkudniowego pijackiego cugu, licząc, że żona nie wyrzuci go z domu. Nie wyrzucała. Były słabe warunki lokalowe, a patriarchat wciskał kobiety na siłę w rolę umęczonych matek Polek.
Kochałem tę żoliborską bohemę. Ludzi, którzy przeżyli ciekawe czasy, z otwartością dzielili się ze mną doświadczeniem życiowym, ale też opowiadali sporo o trudnych sytuacjach i niuansach życia. Być może już wtedy pojawiały się zręby bycia psychoterapeutą, bo pełnymi garściami czerpałem z tych rozmów emocje i wiedzę, a oni otwierali się przede mną naturalnie i z wielką łatwością.
Oczywiście znajdzie się pewnie ktoś, kto miał odwrotnie. Na Pradze pisał wiersze i delektował się subtelnym zapachem kwitnącego jaśminu, a na Żoliborzu dostał za darmo wpiernicz i wracał oskubany do domu. Bywa i tak. Ja doświadczyłem tych dwóch różnych światów, które stymulowały mnie do zastanawiania się nad zagadką godną Sfinksa: jaki jest prawdziwy mężczyzna? Czym jest męskość? Kto ją definiuje? W tym wszystkim były spory chaos, bałagan i degrengolada społeczna. Któregoś dnia pomyślałem, że warto do tego podejść twórczo i skoro żywcem przyjmowane normy męskości mnie uwierają i wywołują cierpienie, to na własny użytek je przeanalizuję, wyciągnę wnioski i wprowadzę je do pracy w gabinecie.
Zacznijmy od początku.
(Byłbym zapomniał - do książki Sztuka obsługi mężczyzny zdecydowałem się dodać dwa podrozdziały zatytułowane Laboratorium męskości i Męskość od kuchni. Męskość - choć bywa dramatyczna i pełna sprzeczności - równie często okazuje się absurdalna, komiczna i niepokojąco szczera. Humor to tu nie ozdobnik, ale narzędzie: rozbraja napięcie, przebija balon społecznych iluzji i wydobywa prawdy, których mężczyźni nie wyrażą wprost - chyba że w formie dowcipu.
Te podrozdziały będą działać jak małe "wentyle bezpieczeństwa" - pozwolą czytelnikowi odetchnąć od poważnych analiz, a jednocześnie pokażą to, co w męskości najprawdziwsze: groteskę, absurd i śmiech przez łzy.
W kilkudziesięciu krótkich fragmentach zebrałem autentyczne cytaty z gabinetu, anegdoty i męskie powiedzonka. To historie, które więcej mówią o kondycji faceta niż niejedna rozprawa akademicka. Bo codzienność mężczyzn rozgrywa się właśnie tu: między wzwodem a wypłatą, między fantazją a frustracją, między ego a emocjami.
Laboratorium męskości - to cykl krótkich historii z gabinetu. Prawdziwych, ale zmienionych: imiona, miejsca i szczegóły zostały edytowane tak, by nie dało się rozpoznać konkretnych osób. Sedno - emocje, schematy, problemy i rozwiązania - pozostaje takie jak w realnej terapii. To taka część, gdzie zamiast teorii dostajesz żywe przykłady - mężczyzn "na kozetce", w całej ich szczerości i bezbronności.
Z kolei Męskość od kuchni to forma terapeutycznego uśmiechu - czasem gorzkiego, czasem sprośnego, ale zawsze bliskiego życiu. Uwaga, zaczynamy ode mnie, jako seksuologa i psychoterapeuty.
W niektórych rozdziałach znajdziesz również testy, które pokażą ci czarno na białym, gdzie jesteś. Czy twoje korzystanie z porno, chemseksu albo innych rzeczy to jeszcze zabawa i luz, czy już problem, który rozwala ci życie. Wielu facetów w gabinecie pyta dokładnie o to samo: "Czy to, co robię, jest normalne, czy już przegiąłem?".
Mam nadzieję, że twoje odpowiedzi w tych testach dadzą ci trochę klarowności - czy idziesz dobrą drogą, czy już warto się zatrzymać i coś zmienić).
.
MĘSKOŚĆ OD KUCHNIPACJENCI O GRYŻEWSKIM
# 1
Gdy Gryżewski mówi: "Proszę opowiedzieć o swoim seksie", faceci nagle przypominają sobie, że mają nie tylko ręce i penisa, lecz także serce.
# 2
Gryżewski pisze książki o penisach, waginy zna od podszewki, a i tak najbardziej kręci go to, co siedzi między uszami.
# 3
Gryżewski to ten typ terapeuty, który potrafi zacząć rozmowę o erekcji szybciej, niż partnerka pacjenta zdąży pomyśleć o orgazmie.
# 4
Gryżewski nie uczy facetów, jak dłużej wytrzymać w łóżku. On uczy ich, żeby w ogóle wytrzymali ze sobą.
# 5
Facet pyta Gryżewskiego, jak odzyskać żonę. A Gryżewski: "Najpierw odzyskaj kontakt z własnymi emocjami, potem pogadamy o niej".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki