Wstęp
Chciałbym wiedzieć, czy jesteś zadowolony
z rzeczy materialnych, czy też wolisz rozwijać swoją świadomość. Ten,
kto jest zadowolony ze świata zewnętrznego, w zasadzie zawsze będzie
nieszczęśliwy. Taki sposób życia jest po prostu wygodny. Wygoda to
zaledwie brak problemów, podczas gdy prawdziwe poczucie spełnienia to
rezultat osiągnięcia szczęścia.
Co podpowiada ci serce? Jakie jest największe pragnienie twojego życia?
Czy kiedykolwiek zadałeś sobie te pytania? Jeśli nie, pozwól, że zapytam
cię o to teraz. Gdybyś ty zapytał mnie, odpowiedziałbym, że pragnę
osiągnąć stan, w którym już nic więcej nie musi być osiągnięte. Czyż nie
jest to odpowiedź, która pulsuje także w głębi twojej duszy? Nie zadaję
tego pytania tylko tobie; pytałem o to tysiące innych osób.
Zwróciłem uwagę na to, że wszystkie ludzkie serca są takie same oraz że
ich największe pragnienia są takie same. Dusza pragnie szczęścia,
doskonałego i czystego piękna, ponieważ tylko wtedy zaspokoi wszystkie
pragnienia. Dopóki pragnienia istnieją, istnieje nędza, ponieważ ciągle
czegoś pragnąc, nie można osiągnąć spokoju.
Szczęście daje tylko całkowity brak pragnień. Daje on także wolność i wyzwolenie, jeśli bowiem czegoś brakuje, zawsze mamy do czynienia z ograniczeniami i zależnością. Dopiero wtedy, gdy niczego nie brakuje,
pojawia się możliwość osiągnięcia pełnej wolności. Wolność daje
szczęście. A szczęście jest zbawieniem.
W każdym z nas drzemie ukryte pragnienie pełni szczęścia i nieograniczonej wolności. Ma ono formę nasionka. Jest nasieniem, które
zawiera w sobie drzewo. W analogiczny sposób w naturze każdego człowieka
leży spełnienie najwyższego pragnienia. W stanie pełnego rozwoju nasza
natura to bycie szczęśliwym, bycie wolnym. Nasza rzeczywista natura jest
jedynym, co jest prawdziwe, toteż tylko doskonalenie jej może przynieść
pełne zadowolenie.
Ten, kto nie zgłębia swojej własnej natury, błędnie zakłada, że dobrobyt
będzie w stanie zaspokoić jego nędzę. Jednak dobra materialne nigdy nie
wypełnią jego wewnętrznej pustki. Jeśli nawet osiągnie wszystko, co jest
możliwe na tym świecie, nadal czuje, że czegoś mu brak. Jego wewnętrzna
istota pozostaje pusta. Jak to kiedyś powiedział Budda: "Pragnienie
trudno jest spełnić".
Dziwne jest to, że człowiek nigdy nie jest zadowolony z tego, co zdobył.
Nawet jeśli osiągnął swój cel, sięga po jeszcze więcej. I dlatego bieda
żebraka i bieda imperatora są takie same. Na tym poziomie nie ma między
nimi różnicy. Bez względu na to, jakie skarby otaczającego nas świata
posiądą tacy ludzie, pozostają oni chwiejni. W każdej chwili mogą się
zagubić, zostać zniszczeni, a w końcu nadchodzi śmierć. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że ich serca nie czują się zaspokojone takimi rzeczami
-?tym wszystkim, co z łatwością może zostać odebrane. Taki rodzaj
dostatku nigdy nie daje człowiekowi poczucia bezpieczeństwa, choćby
starał się z całych sił. W rezultacie to on teraz musi zapewniać
bezpieczeństwo wszystkiemu temu, co zdobył.
Trzeba jasno powiedzieć, że zewnętrzna władza i dostatek nigdy nie będą
w stanie zastąpić czyjejś potrzeby posiadania, braku pewności siebie czy
też strachu. Jedynym sposobem, aby przykryć te uczucia, jest
samooszukiwanie się. Dobrobyt jest trucizną; pozwala ukryć rzeczywiste
życie. Ten rodzaj zapominania jest o wiele gorszy niż sama bieda,
ponieważ powstrzymuje cię od zrobienia czegoś, co pozwoliłoby pozbyć się
prawdziwej biedy. Rzeczywista bieda nie jest wynikiem braku jakichś
przedmiotów materialnych albo braku władzy czy dobrobytu, ponieważ nawet
jeśli staniesz się bogaty i będziesz miał władzę, ta bieda nadal będzie
ci towarzyszyć. Czyżbyś nie dostrzegał biedy tych, którzy -?jak mogłoby
się wydawać -?posiadają wszystko? Czy twój ciężar kiedykolwiek stał się
lżejszy dzięki posiadaniu rzeczy materialnych?
Moi drodzy, istnieje ogromna różnica pomiędzy dobrobytem a iluzją
dobrobytu. Wszystkie ziemskie bogactwa, władza i bezpieczeństwo są
jedynie cieniami prawdziwych bogactw, które istnieją w was. Głównym
powodem odczuwania biedy nie jest brak jakichś dóbr zewnętrznych, lecz
odrzucenie własnej jaźni. To odczucie nie może zostać zwalczone niczym,
co pochodzi z zewnątrz; można je zwalczyć jedynie od wewnątrz.
W naturze jaźni leży błogość. Nie jest ona cechą jaźni, ale jej esencją.
Szczęście nie jest relacją z własną jaźnią; jaźń jest błogością. Są to
dwa imiona tej samej prawdy. To, co nazywamy jaźnią, z empirycznego
punktu widzenia jest błogością. Toteż staraj się nie mylić tego, co
nazywasz szczęściem, ze szczęściem rzeczywistym.
Prawdziwym szczęściem jest twoja jaźń. Kiedy dotrzesz do tego punktu,
wszelkie dalsze poszukiwania ustają. Natomiast osiągnięcie fałszywego
szczęścia jedynie pogłębia poszukiwania, a strach przed utratą tej tak
zwanej szczęśliwości mąci twój spokój ducha. Woda, która potęguje
pragnienie, nie jest przecież wodą. Chrystus powiedział: "Chodź. Daj się
poprowadzić ku studni, której woda na zawsze ugasi twoje pragnienie".
Ciągle mylimy przyjemność ze szczęściem. Przyjemność jest tylko cieniem,
tylko odbiciem szczęścia. Jednak większość ludzi tkwi w przekonaniu, że
ten duch szczęścia jest treścią ich życia. I oczywiście doznają
najwyższego rozczarowania. To jest tak, jakby wziąwszy odbicie księżyca
za sam księżyc, próbowali go uchwycić. Im głębiej wchodzą do jeziora,
aby znaleźć księżyc, tym bardziej oddalają się od prawdziwego księżyca.
Analogicznie w swoim poszukiwaniu przyjemności ludzie oddalają się coraz
bardziej od szczęścia. Ta ścieżka prowadzi jedynie do biedy. Czy
dostrzegasz prawdę w moich słowach? Na pewno w swoim życiu byłeś
świadkiem tego, że wyścig po szczęście prowadzi jedynie do nieszczęścia.
Jest to naturalne. Odbicie wydaje się identyczne z oryginałem, ale w żadnym wypadku nim nie jest.
Wszystkie przyjemności mają w sobie obietnice szczęścia i przekonują, że
to one tym szczęściem są. Jednak przyjemność jest jedynie cieniem
szczęścia. Wziąwszy przyjemność za szczęście, w rezultacie doznasz
porażki i będziesz tego żałował. Jak miałbym cię uchwycić, łapiąc twój
cień? A nawet jeśli złapię twój cień, to co będę trzymał w dłoniach?
Przypomnę wam jeszcze i to, że odbicie jest zawsze przeciwieństwem tego,
co odbija. Jeśli stoję przed lustrem, mój odzwierciedlony obraz jest
dokładnie odwrotny od tego, jak w rzeczywistości wyglądam. To samo
dotyczy przyjemności. Jest ona odbiciem szczęścia. Szczęście to wartość
wewnętrzna. Przyjemność jest jej zewnętrzną manifestacją, która istnieje
tylko w świecie materialnym.
Jedynie szczęście może dać ci błogość. Kontynuuj swoją pogoń za
przyjemnościami, a sam odkryjesz, że to, co mówię, jest prawdą.
Wszystkie przyjemności kończą się biedą.
To, co dobiega końca, było tym samym na początku. Ponieważ nie masz
wystarczająco głębokiego wglądu, coś, co powinieneś był dostrzec na
początku, jest dla ciebie widoczne dopiero pod koniec. Nie ma jednak
takiej możliwości, żeby coś, co odkryłeś pod koniec zdarzenia, nie było
obecne od początku. Koniec jest tylko efektem kontynuacji początku. To,
co nie było jasne początkowo, objawia się na koniec.
Jeżeli cokolwiek widzisz, są to rzeczy w odwróconym porządku. Ciągle na
nowo podążasz drogami prowadzącymi do biedy, bólu i żalu. Dlaczego
człowiek robi ciągle to samo, widząc, że za każdym razem kończy się to
biedą? Dlaczego? Może dlatego, że nie widzi przed sobą innej drogi.
Dlatego twierdzę, że twój wzrok jest przytępiony i wykrzywiony. Dlatego
także zastanawiam się, czy w ogóle coś widzisz.
Istnieje niewielu ludzi, którzy rzeczywiście używają swoich oczu. Każdy
ma dwoje oczu, ale pomimo to większość ludzi jest ślepa. Człowiek, który
nie patrzy w głąb siebie, jeszcze nie używał swoich oczu. Powiedzieć, że
używał swoich oczu, może tylko ten, kto widział swoją jaźń. Jeśli ktoś
nie widzi samego siebie, to czy będzie w stanie zobaczyć cokolwiek?
Moi przyjaciele, wasza zdolność widzenia zaczyna się dopiero wtedy, gdy
widzicie swoją jaźń. Kiedy człowiek zajrzy w samego siebie, zaczyna
poruszać się w kierunku szczęścia. Już nie szuka przyjemności. Tę
zmianę, która w nim nastąpiła, odczuwają także inni. Kierunek ku
przyjemności to wyjście z siebie do świata. Kierunek ku szczęściu
prowadzi ze świata do siebie samego.
Zapomniany język zachwytu
Odczuwanie zachwytu zostało całkowicie
zapomniane przez człowieka. Człowiek został zmuszony do zapomnienia go;
został zaklęty, aby je zapomnieć. Społeczeństwo jest mu przeciwne,
cywilizacja również. Społeczeństwo dużo zainwestowało w cierpienie.
Społeczeństwo bazuje na cierpieniu, karmi się cierpieniem, jest w stanie
przetrwać właśnie dzięki cierpieniu. Społeczeństwo nie służy ludziom.
Ono wykorzystuje ludzi do własnych celów. Społeczeństwo stało się
ważniejsze od człowieczeństwa. Kultura, cywilizacja, Kościół -?one
wszystkie stały się ważniejsze. Pierwotnie miały służyć człowiekowi, ale
teraz już tak nie jest. Proces się odwrócił i teraz to człowiek istnieje
dla nich.
Każde dziecko rodzi się pełne zachwytu. Odczuwanie zachwytu jest czymś
naturalnym. Nie jest zarezerwowane jedynie dla wielkich mędrców. Każda
jednostka, kiedy przychodzi na świat, zostaje w niego wyposażona; każdy
człowiek ma do niego dostęp. Zachwyt stanowi główny rdzeń życia. To
nieodłączna część życia. Życie to zachwyt. Każde dziecko przychodzi z nim na świat, lecz społeczeństwo to niszczy, unieszczęśliwia dziecko,
zaczyna je warunkować.
Społeczeństwo jest neurotyczne, nie może pozwolić na istnienie
szczęśliwych ludzi. Są oni dla niego zbyt niebezpieczni. Postaraj się
zrozumieć mechanizm, wtedy wszystko stanie się prostsze.
Człowieka, którego przepełnia zachwyt, nie da się kontrolować, to
niemożliwe. Kontrolować można jedynie kogoś, kto jest nieszczęśliwy.
Zachwycony człowiek musi być wolny. Odczuwanie zachwytu to wolność.
Osoby szczęśliwej nie zredukujesz do pozycji niewolnika. Tak łatwo jej
nie zniszczysz, nie przekonasz, aby dała się zamknąć w więzieniu. Ona
pragnie tańczyć pod rozgwieżdżonym niebem, spacerować ramię w ramię z wiatrem, rozmawiać ze słońcem i księżycem. Potrzebna jej przestrzeń,
nieskończoność, ogrom. Nie przekonasz jej do życia w ciemnej celi. Nie
uczynisz z niej niewolnika. Ona będzie żyła po swojemu i będzie robiła
to, co chce. Dla społeczeństwa to niezwykle trudne. Jeśli pojawi się
zbyt wielu szczęśliwych ludzi, społeczeństwo zacznie się rozpadać, nie
wytrzyma takiego naporu.
Ludzie, których wypełnia zachwyt, są buntownikami. Zapamiętaj, że nie
nazywam ich "rewolucjonistami"; mówię o nich "buntownicy".
Rewolucjonista to ktoś, kto chce zmian w społeczeństwie, chce zamienić
jedno społeczeństwo na inne. Buntownik chce być jednostką, chce, aby
sztywna struktura społeczna w ogóle nie istniała. Buntownik nie chce
zamienić jednego społeczeństwa na inne, ponieważ wszystkie społeczeństwa
udowodniły, że niczym się nie różnią. Kapitalizm, komunizm, faszyzm,
socjalizm -?wszystko to krewniacy; nie różnią się aż tak bardzo od
siebie. Społeczeństwo to społeczeństwo. Wszystkie Kościoły także
niewiele się od siebie różnią -?hinduiści, chrześcijanie, muzułmanie.
Kiedy dowolna struktura obejmie władzę, nie pozwala na odczuwanie
zachwytu, ponieważ zachwyt jest przeciwnikiem każdej struktury. Wsłuchaj
się w ten przekaz, pomedytuj nad nim: zachwyt to przeciwnik struktury.
Zachwyt jest buntowniczy. Nie ma nic wspólnego z rewolucją.
Zachwyt jest buntowniczy. Nie ma nic wspólnego z rewolucją.
Rewolucjonista to człowiek polityczny; buntownik to człowiek religijny.
Rewolucjonista pragnie zmiany struktury, chce wprowadzić swoje zmiany,
swoją wersję utopii, swoją strukturę. On chce władzy dla siebie. Chce
uciskać, a nie być uciskanym; chce wykorzystywać, a nie być
wykorzystywanym. Pragnie rządzić, a nie być rządzonym. Buntownik
natomiast nie chce ani rządzić, ani być rządzony. On nie chce żadnych
rządów. Buntownik jest anarchiczny. Zamiast strukturom stworzonym przez
człowieka ufa on naturze; wierzy, że jeśli pozostawimy naturę w spokoju,
to świat stanie się piękny. Tak jest!
Wszechświat istnieje bez żadnych rządzących. Zwierzęta, ptaki, drzewa
nie mają parlamentów. Po co więc człowiekowi władcy? Coś musiało pójść
nie tak. Dlaczego człowiek stał się tak neurotyczny, że nie potrafi
istnieć bez zarządców?
To błędne koło. Człowiek potrafi istnieć bez rządzących, ale nigdy nie
dostał takiej szansy -?rządzący na to nie pozwolą. Gdybyś dowiedział
się, że ich nie potrzebujesz, po co by ci oni byli? Kto by ich poparł? W tej chwili wspierasz własnych wrogów. Głosujesz na swoich wrogów. Dwóch
wrogów startuje na stanowisko prezydenta, a ty dokonujesz wyboru. Oni
się niczym nie różnią. Wybierasz jedynie więzienie, w jakim będziesz
żył. Głosujesz z radością -?wolę więzienie A od więzienia B, wolę
republikańskie więzienie, wolę demokratyczne więzienie. To wybór między
dwoma więzieniami. Kiedy już wybierzesz, twoje więzienie zacznie robić
swoje inwestycje. Nie pozwoli ci już zaznać wolności.
Człowiek potrafi istnieć bez rządzących, ale nigdy nie dostał takiej
szansy -?rządzący na to nie pozwolą.
Od dzieciństwa człowiekowi nie pozwala się zaznać wolności, bo gdyby
poznał jej smak, już nigdy by jej nie oddał, nie poszedłby na kompromis
-?nie zamieniłby życia na ciemną celę. Wolałby umrzeć, niż dać z siebie
zrobić niewolnika. Stałby się asertywny. Nie pragnąłby władzy nad
innymi. Nadmierne zainteresowanie władzą nad innymi to neurotyczne
zachowanie. Świadczy o twoim poczuciu bezsilności, o tym, że obawiasz
się, że jeśli nie umocnisz swojej władzy, to inni cię zdominują.
Machiavelli mówi, że najlepszą obroną jest atak. Najlepszy sposób na
obronę samego siebie to zaatakować jako pierwszy. Politycy z całego
świata -?nieważne, czy ze Wschodu, czy Zachodu -?to tak naprawdę ludzie
słabi, z kompleksem niższości, obawiający się, że jeśli nie zdobędą
politycznej władzy, to zostaną wykorzystani przez kogoś innego. Ich
zdaniem lepiej jest wykorzystywać, niż być wykorzystywanym. Tymczasem
wykorzystywany i wykorzystujący płyną na tej samej łodzi -?obaj
wspierają jej istnienie, chronią ją.
Kiedy dziecko raz zasmakuje wolności, już nigdy nie wstąpi do żadnego
stowarzyszenia, Kościoła, klubu, żadnej partii politycznej. Wybierze
bycie jednostką, pozostanie wolne i stworzy wokół siebie pulsującą aurę
wolności. Stanie się wrotami do wyzwolenia.
Kiedy dziecko raz zasmakuje wolności, już nigdy nie wstąpi do żadnego
stowarzyszenia, Kościoła, klubu, żadnej partii politycznej.
Dziecku zabrania się posmakować wolności. Jeżeli dziecko zapyta matkę:
"Mamo, czy mogę wyjść na dwór? Świeci cudowne słońce, powietrze jest
rześkie, chciałbym wyjść i pobiegać", matka natychmiast, wręcz
kompulsywnie odpowie: "Nie". Dziecko nie prosi o wiele. Pragnie jedynie
spędzić czas na słońcu, na powietrzu, korzystać z promieni, wiatru i obecności drzew -?ono naprawdę nie prosi o wiele -?lecz matka niemal
nawykowo odmawia. Rzadko słyszy się matkę czy ojca zgadzających się na
coś. Nawet jeśli to zrobią, to z ogromną niechęcią. Nawet gdy się
zgadzają, narzucają na dziecko poczucie winy, jak gdyby to ono zrobiło
coś złego, prosząc.
Zawsze gdy dziecko odczuwa radość, ktoś musi się zjawić i mu przerwać:
"Nie rób tego!". W końcu dziecko zaczyna rozumieć: "Nie wolno mi
odczuwać radości, bo radość jest zła". Oczywiście nakazy innych nie
czynią dziecka szczęśliwym, ponieważ nie wypływają z wewnętrznej
potrzeby. Dziecko uczy się, że cierpienie jest czymś właściwym, a szczęście jest złe. To skojarzenie głęboko się w nim zakorzenia.
Jeżeli dziecko pragnie rozkręcić zegar i zobaczyć, co jest w środku,
cała rodzina na nie naskoczy i powie: "Przestań! Zniszczysz zegar. Tak
nie wolno". Ono chciało jedynie zajrzeć do zegara; powodowała nim
naukowa ciekawość. Chciało sprawdzić, dlaczego zegar tyka. Nie ma w tym
nic złego. Zegar nie jest wart więcej niż ciekawość i dociekliwość
dziecka. Zegar jest bezwartościowy -?nawet jeśli się zniszczy, nie jest
to istotne -?lecz gdy dociekliwy umysł zostanie zniszczony, wtedy
wszystko stracone; wtedy dziecko na zawsze przestanie szukać prawdy.
W piękną gwieździstą noc dziecko pragnie posiedzieć na zewnątrz, ale
musi iść spać. Wcale nie chce mu się spać, jest całkowicie rozbudzone.
Dla dziecka to prawdziwa zagadka. Rano, kiedy jest śpiące, wszyscy
krzyczą: "Wstawaj!". Kiedy wylegiwanie się w łóżku było przyjemne, kiedy
dziecko chciało jeszcze chwilę pospać, wszyscy krzyczeli: "Pobudka! Czas
wstawać". Teraz, gdy dziecko jest rozbudzone, pragnie podziwiać gwiazdy...
To bardzo poetycki i romantyczny moment. Pełen ekscytacji. Jak można
spać, czując się w ten sposób? Dziecko jest zachwycone, chce śpiewać i tańczyć, a wszyscy zmuszają je, aby poszło do łóżka: "Jest już dziewiąta
wieczorem. Czas na spanie".
Dziecko jest szczęśliwe w tym stanie rozbudzenia, a zmusza się je do
pójścia spać. Kiedy dziecko pochłonięte jest zabawą, zmusza się je do
przyjścia na obiad. Ono wcale nie jest głodne. A gdy dziecko odczuwa
głód, matka mówi: "To nie czas na jedzenie". W taki sposób unicestwiamy
wszelkie możliwości odczuwania zachwytu, odczuwania radości, szczęścia,
przyjemności. Wszystko, co daje dziecku radość, naznaczane jest jako
złe, a wszystko, co go nie interesuje, jako dobre.
Podczas lekcji na zewnątrz zaczyna śpiewać ptak, a uwaga dziecka kieruje
się w jego stronę, to oczywiste. Nauczyciel matematyki stojący pod
tablicą z kawałkiem paskudnie wyglądającej kredy jest raczej w tej
sytuacji mało interesujący. Nauczyciel ma jednak większą władzę -
polityczną władzę -?niż ptak. Ptak oczywiście nie posiada władzy, ale
posiada piękno. Przyciąga uwagę dziecka bez konieczności wbijania mu do
głowy słów: "Uważaj! Skup się na mnie!". W prosty, spontaniczny,
naturalny sposób świadomość dziecka zaczyna kierować się na zewnątrz, na
ptaka. Serce dziecka jest z ptakiem, ale jego uwaga musi być skupiona na
tablicy. Na tablicy nie ma nic ciekawego, ale dziecko musi udawać, że
jest inaczej.
Szczęście uznawane jest za coś złego. Kiedy pojawia się przebłysk
radości, dziecko zaczyna obawiać się, że zaraz wydarzy się coś złego.
Kiedy dziecko bawi się swoim ciałem, jest to uznawane za złe. Kiedy
dziecko dotyka własnych narządów intymnych, jest to uznawane za złe. A to przecież jeden z najprzyjemniejszych momentów, jakich doświadczy
dziecko. Dziecko celebruje swoje ciało; to zachwycające. Zachwyt trzeba
jednak wykarczować, cała radość musi zostać zniszczona. To neurotyczne
zachowanie, ale społeczeństwo jest przecież neurotyczne.
To samo rodzicom zrobili ich rodzice, a teraz oni robią to swoim
dzieciom. W taki właśnie sposób pokolenia niszczą się nawzajem. Tak
przenosimy swoje neurotyczne zachowania na kolejne pokolenia. Ziemia
stała się zakładem dla obłąkanych. Nikt już nie wie, czym jest
przyjemność. Została ona utracona. Zbudowano zbyt wiele barier.
Widuję to codziennie. Kiedy tylko ludzie zaczną medytować i odczuwać
przypływ energii czy też radość, natychmiast do mnie przychodzą i mówią:
"Dzieje się coś dziwnego. Odczuwam szczęście, ale w tym samym czasie
męczy mnie poczucie winy". Poczucie winy? Są zaskoczeni. Dlaczego to
odczuwają? Wiedzą, że nie zrobili nic złego; wiedzą, że nie mają ku temu
powodu. Skąd się więc bierze to poczucie winy? Pochodzi ono właśnie z tego głęboko zakorzenionego uwarunkowania, mówiącego, że odczuwanie
radości jest czymś złym. Bycie smutnym jest w porządku, ale szczęście
jest zabronione.
Mieszkałem kiedyś w pewnym miasteczku. Komendant tamtejszej policji był
moim przyjacielem; znaliśmy się z czasów studiów. Zwykł on do mnie
przychodzić i mówić:
-?Jestem taki nieszczęśliwy. Pomóż mi coś z tym zrobić.
-?Mówisz o chęci poradzenia sobie z tym, ale ja jej w tobie nie widzę.
Przede wszystkim dlaczego wybrałeś pracę w tej komendzie policji? Musisz
być bardzo nieszczęśliwy i chcesz, żeby inni cierpieli razem z tobą -
odpowiadałem.
Któregoś dnia poprosiłem trójkę moich uczniów, żeby poszli na miasto i zaczęli radośnie tańczyć w trzech różnych miejscach. Zapytali: "Po co?".
Odpowiedziałem: "Po prostu to zróbcie". Po godzinie zostali oczywiście
zatrzymani przez policję. Zadzwoniłem do komendanta i zapytałem go:
-?Dlaczego zatrzymałeś moich uczniów?
-?Ci ludzie powariowali -?odpowiedział.
Zapytałem go:
-?Czy zrobili coś złego? Czy kogoś skrzywdzili?
Odparł:
-?Nic z tych rzeczy. Nie zrobili nic złego.
Zapytałem:
-?To w takim razie dlaczego ich zatrzymałeś?
Odpowiedział:
-?No bo tańczyli na środku ulicy! Śmiali się.
Zapytałem:
-?Skoro nikogo nie skrzywdzili swoim zachowaniem, to dlaczego
interweniowałeś? Po co się wtrącałeś? Nikogo nie zaatakowali, nie
wkroczyli na cudzy teren. Po prostu tańczyli. Niewinni ludzie, śmiali
się.
Odparł:
-?Masz rację, ale to jest niebezpieczne zachowanie.
Zapytałem:
-?Co w nim niebezpiecznego? Bycie szczęśliwym jest niebezpieczne?
Odczuwanie zachwytu jest niebezpieczne?
Zrozumiał to, po czym natychmiast ich wypuścił. Przybiegł do mnie i powiedział: "Ty to chyba masz rację. Nie potrafię pozwolić sobie na
szczęście, więc i innym go zabraniam".
Tacy właśnie są twoi politycy, tacy są komendanci policji, tacy są
sędziowie. Ławnicy, przywódcy, rzekomi święci, kapłani, papieże -?to
wszystko tacy ludzie. Dużo zainwestowali w twoje cierpienie. Ich
istnienie zależy od tego, czy ty cierpisz. Gdy ty cierpisz, oni są
szczęśliwi.
Jedynie nieszczęśliwa osoba będzie modlić się w świątyni.
Jedynie nieszczęśliwa osoba będzie modlić się w świątyni. Czy
człowiek szczęśliwy pójdzie do kościoła? Po co? Człowiek szczęśliwy
wszędzie odczuwa obecność Boga! Dokładnie na tym polega szczęście. Kiedy
jesteś zakochany w egzystencji, Bóg znajduje się we wszystkim, na co
spojrzysz. Wszystko jest świątynią. Wszystko, czemu składasz pokłon,
jest Bogiem. Zachwyt i szacunek nie ograniczają się tylko do wybranej
świątyni. To byłoby głupie, pozbawione sensu. Jedynie ludzie
nieszczęśliwi, ludzie, którzy nie widzą obecności Boga w każdym kwiecie,
w każdym ptaku, w jaskrawej tęczy, w chmurach, w rzekach i oceanach, w oczach dziecka -?chodzą do kościołów, meczetów i świątyń i proszą
duchownego: "Prosimy, pokaż nam, gdzie jest Bóg".
Tylko ludzie cierpiący otwierają się na religie. Bertrand Russell prawie
dobrze to zinterpretował, gdy powiedział, że religia zniknie, gdy świat
zacznie być szczęśliwy. Mówię, że "prawie dobrze", tak na
dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Nie daję mu stu procent, ponieważ
Bertrand Russell nie był świadomy istnienia pewnej konkretnej religii.
Owszem, te, które miał na myśli, znikną. Ma rację co do: hinduizmu,
chrześcijaństwa, islamu, dżinizmu, buddyzmu -?te religie z pewnością
znikną. Jeżeli świat wypełni szczęście, to one muszą zniknąć, bo kto
będzie się wtedy nimi przejmował? Russell ma rację w dziewięćdziesięciu
dziewięciu procentach, jednak myli się w jednym procencie. I ten jeden
procent jest ważniejszy niż pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć, bo
dotyczy innego rodzaju religii, religii PRAWDZIWEJ -?pełnej zachwytu,
nieposiadającej nazwy, bez regulaminu, niemającej Biblii, Koranu, Wed,
bez świętych pism, bez zbędnych epitetów, religii pełnej tańca, miłości,
szacunku, błogosławieństwa, czystej religii -?to ona zatriumfuje na
świecie, gdy ludzie będą szczęśliwi.
To, co nazywamy religiami, wcale nimi nie jest. To tylko środki
odurzające, środki nasenne. Marks również miał rację -?w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach -?mówiąc, że religia to opium
dla mas. To prawda. Religie pomagają ci tolerować cierpienie. Wspierają
cię, niosą pocieszenie, dają nadzieję, że "owszem, dzisiaj cierpisz, ale
jutro będziesz szczęśliwy". Tylko że jutro nigdy nie nadchodzi. Mówią
one: "W tym życiu jesteś nieszczęśliwy, ale poczekaj na to, co będzie w przyszłym życiu... Bądź dobry, postępuj moralnie, przestrzegaj zasad życia
w społeczeństwie -?bądź niewolnikiem, bądź posłuszny -?a wtedy w przyszłym życiu spotka cię szczęście". Nikt nie wie, co będzie w przyszłym życiu. Nie ma nikogo, kto mógłby o nim opowiedzieć. Jeżeli
ktoś nie wierzy w koncept przyszłego życia, mówi: "Kiedy dotrzesz na
drugi brzeg, do nieba, będzie tam czekać twoja nagroda". Musisz tylko
słuchać kapłanów i polityków.
Pomiędzy kapłanami i politykami panuje pewien układ. Stanowią oni
różne strony tej samej monety. Umacniają się nawzajem. Obu grupom zależy
na tym, abyś pozostał nieszczęśliwy. Kapłani chcą mieć swoje kongregacje
i dzięki nim cię wyzyskiwać, a politycy chcą wysyłać cię na wojny w imię
twojego narodu, twojego państwa, w imię czegokolwiek -?powody są
absurdalne, ale dają pretekst. Jedynie nieszczęśliwy człowiek przyjmie
wezwanie na wojnę; tylko ludzie cierpiący gotowi będą walczyć, zabijać i ginąć. Są tak nieszczęśliwi, że nawet śmierć wydaje się lepszą opcją niż
ich obecne życie.
Pomiędzy kapłanami i politykami panuje pewien układ.
Słyszałem o rozmowie Adolfa Hitlera z brytyjskim dyplomatą. Spotkanie
odbywało się na trzynastym piętrze wieżowca. Aby zaimponować dyplomacie,
Hitler rozkazał niemieckiemu żołnierzowi wyskoczyć. Żołnierz zrobił to
bez wahania i oczywiście zginął. Brytyjski dyplomata nie mógł w to
uwierzyć; to niewiarygodne. Był zaszokowany. Takie marnotrawstwo?
Zupełnie bez powodu. Hitler rozkazał więc wyskoczyć kolejnemu
żołnierzowi, a później następnemu.
Dyplomata się otrząsnął, podbiegł do żołnierza i zapytał: "Co ty robisz,
dlaczego niszczysz sobie życie bez powodu?". Żołnierz odpowiedział: "Kto
chciałby żyć w tym kraju pod rządami tego szaleńca, sir? Kto chciałby
żyć pod rządami Adolfa Hitlera? Śmierć jest lepsza. Śmierć to
wyzwolenie".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki