O Stowarzyszeniu "Przebudzeni"
Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, która poprzez medytację zen wspiera osoby poszukujące równowagi wewnętrznej. Stosujemy medytację jako narzędzie resocjalizacji i samorozwoju. Działamy na rzecz osób przebywających w zakładach karnych oraz wszystkich, którzy dążą do wewnętrznej harmonii, wyciszenia i podniesienia efektywności swojego umysłu.
Pracujemy z ludźmi z różnych środowisk społecznych i zawodowych. W miarę możliwości angażujemy się w wymierne formy pomocy służące lepszemu funkcjonowaniu i zrozumieniu społeczeństwa ("Wsparcie na starcie").
Podstawą naszych działań jest silny przekaz etyczny i wartości wywodzące się z buddyzmu, które w swej uniwersalności są bliskie każdemu, bez względu na pochodzenie, wiarę, płeć i przekonania.
Podstawową działalnością, która dała początek Stowarzyszeniu Przebudzeni, jest niesienie pomocy i wsparcia osobom osadzonym w zakładach karnych. Nasi podopieczni odbywają karę za złamanie prawa, jednak czas spędzony w więzieniu jest dla nich ogromną szansą na dokonanie transformacji, zmianę postawy życiowej i wartości, którymi się dotychczas kierowali. Wielu osadzonych pragnie takiej zmiany, lecz potrzebuje mądrego przewodnictwa. Naszym celem jest pomóc im wykorzystać ten czas jak najlepiej, aby przebudzili się i po wyjściu na wolność mogli zacząć nowe, lepsze życie.
Nasze cele:
- Kształtowanie prospołecznych postaw wśród skazanych;
- Inicjowanie i wspieranie kontaktu z dorobkiem kultury w zakładach karnych, wspieranie działalności twórczej skazanych;
- Wspieranie edukacji publicznej skazanych i zapewnienie im podręczników oraz innych materiałów edukacyjnych;
- Organizowanie edukacji prawnej;
- Zapobieganie powrotowi do środowiska przestępczego skazanych.
Medytacja w więzieniach
Współpracujemy z zakładami karnymi na Dolnym Śląsku, gdzie prowadzimy spotkania medytacyjne dla osób odbywających karę. Spotkania mają charakter grupowy oraz indywidualny, prowadzone są przez członków Stowarzyszenia. W każdej jednostce, w której działamy, znajduje się kilkoro osadzonych praktykują medytację zen. Efekty spotkań oraz osobistej praktyki więźniów doceniane są przez zakłady karne, których pracownicy dostrzegają zmiany zachodzące w postawie osób praktykujących - spadek agresji, zwiększenie samokontroli oraz wyciszenie się.
Kontakt listowny
Wielu naszych podopiecznych to osoby, które nie mają rodziny lub z różnych przyczyn nie utrzymują kontaktu z bliskimi. Dla tych osób bardzo ważnym aspektem utrzymania kontaktu ze światem "zza muru" jest możliwość korespondencji, którą im oferujemy. Dzięki temu osoby osadzone mogą zbudować relację z kimś z zewnątrz i uczą się ją pielęgnować. Listowna wymiana myśli ma bardzo pozytywny wpływ na proces resocjalizacji, pomaga w budowaniu umiejętności wyrażania swoich myśli i poglądów, dzielenia się ważnymi sprawami oraz wpływa dodatnio na rozwój osobisty, zarówno intelektualnie jak i emocjonalnie.
Dary, które rozwijają
Za równie ważny element wsparcia dla osób odbywających karę, uważamy literaturę. Zbieramy książki o tematyce ogólnej i buddyjskiej, magazyny i prasę oraz płyty z muzyką i filmami. Materiały te przesyłamy naszym podopiecznym, by pobudzić ich w kreatywnym i rozwijającym spędzaniu czasu, którego mają nadto. Dbamy by merytoryczna jakość oraz wartości przekazywane w udostępnianych przez nas materiałach wspierały proces resocjalizacji i samorozwoju osób osadzonych.
Wsparcie w organizacji życia na wolności
Po odbyciu kary większość osób odzyskujących wolność musi zmierzyć się z koniecznością zbudowania swojego życia od nowa. W wymiarze emocjonalnym są to najczęściej: potrzeba wyjścia z kręgu wykluczenia społecznego, odzyskania zaufania najbliższych, poczucia własnej wartości oraz utrzymania wiary we własne siły i kręgosłup moralny. W wymiarze materialnym osoby te mierzą się z realiami życia codziennego - zapewnienia sobie mieszkania oraz pracy i środków do życia, co często po wielu latach spędzonych w więzieniu jest bardzo trudne.
Pragniemy aby osoby, które odbyły karę, mogły stanąć na własne nogi. W miarę możliwości pomagamy w znalezieniu mieszkania i pracy oraz zapewniamy drobne wsparcie materialne w postaci darów. Kontynuujemy również spotkania medytacyjne, które odbywają się już na wolności i dajemy przewodnictwo w osobistej praktyce każdemu z naszych podopiecznych.
Czego potrzebują więźniowie?
Mając na uwadze powyższe potrzeby osób osadzonych oraz wychodzących na wolność, zbieramy dla nich artykuły i produkty, do których należą m.in.:
- Artykuły piśmiennicze: notesy, długopisy, znaczki pocztowe, koperty;
- Literatura i prasa o tematyce ogólnej, samorozwoju lub buddyjskiej oraz słowniki i literatura szkolna;
- Płyty CD i DVD z muzyką lub filmami;
- Karty telefoniczne;
- Odzież;
- Artykuły higieniczne;
- Produkty spożywcze.
Chcesz nam pomóc? Zostań wolontariuszem!
Wolontariuszem może zostać każdy, kto podziela misję i wartości Stowarzyszenia Przebudzeni. Jako wolontariusz możesz działać na kilka sposobów:
- Prowadząc korespondencję listowną z więźniami w duchu uniwersalnych wartości, które buddyści nazywają Dharmą;
- Pomagając osobom, które po dobyciu kary opuszczają zakład karny w organizacji nowego życia;
- Pomagając w zbieraniu i dostarczaniu do zakładów karnych paczek z artykułami przeznaczonymi dla więźniów.
Masz inny pomysł? Przedstaw go nam, a być może wspólnie zrobimy coś dobrego dla innych!
Grzegorz Grejdus, "Po trzęsieniu ziemi w Nepalu"
Wsparcie - Dana Paramita
Działalność pożytku publicznego jaką prowadzimy opiera na pracy charytatywnej i darowiznach[1]. Tylko dzięki wam to może trwać dalej. Jeśli popierasz działania Stowarzyszenia "Przebudzeni" i chciałbyś nas wesprzeć możesz przekazać darowiznę na poniższe konto.
Datki proszę wpłacać na konto[2]:
Stowarzyszenie "Przebudzeni"
ul. Jelenia 38/29, 54-242 Wrocław
tel. +48 886 655 229
KRS 0000332605
Nr konta: 44 2490 0005 0000 4530 6011 8823
Tytuł: Darowizna na cele statutowe
Regon: 021023105 NIP: 8942978342
http://przebudzeni.org
Listy z 2018 r.
autor: Grzegorz Grejdus
Witam serdecznie!
Pozwoliłem sobie napisać do Państwa Stowarzyszenia, ponieważ z czystego przypadku miałem możliwość zapoznania się z ulotką odnośnie działalności Stowarzyszenia, jak i wytłumaczenia podstaw buddyzmu, która mnie zaintrygowała zawartą w niej treścią. Jeśli chodzi o moją osobę, to odbywam kilkuletni wyrok pozbawienia wolności i nie będę pisał inaczej niż jest - jest on adekwatny do mojego sposobu bycia na wolności. Niestety przykre jest to, iż człowiek musi doświadczyć więzienia, aby zweryfikować swoje dotychczasowe życie, a co więcej umieć je ocenić i powiedzieć sobie, jak jest naprawdę - lecz to wydaje mi się z perspektywy czasu zaletą. Jestem osobą stosunkowo młodą, mam 29 lat, jestem wychowany w rodzinie katolickiej, lecz w moim przypadku wydaje mi się, iż moja wiara jest bardziej z tradycji niż z przekonania, ponieważ jestem osobą patrzącą realistycznie. Jeżeli chodzi o sprawy wiary, religii czy duchowieństwa, to na pewno jestem sceptykiem, bo za dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi. Jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to nie umiem odnaleźć zaspokojenia duchowego, w tym co głosi i reprezentuje sobą Kościół Katolicki, a jest on przedstawicielem Boga na ziemi, lecz wszystko, czego jestem nauczony, czego słucham, widzę i doświadczam poprzez Kościół, Pismo Święte i ogół wiary nasuwa mi tylko sceptyczne myśli, a co więcej wiara chrześcijańska jest w dużym stopniu "zmodyfikowana" przez człowieka na własne potrzeby. Wedle mojego rozumienia, nie na tym polega połączenie duchowe między Bogiem a człowiekiem, lecz to tylko moje subiektywne zdanie, którym chciałem podzielić się z Państwem. Jednak inne spojrzenie pojawiło się u mnie po przeczytaniu i dokładnej analizie broszury Stowarzyszenia "Przebudzeni". Pierwszą rzeczą, która mnie zaintrygowała to tłumaczenie słowa "Budda" i to, iż Budda nie uważał się za Boga, a co więcej buddyści nie postrzegali go w ten sposób. Był zwykłym człowiekiem, który zrozumiał całkowicie sens, jakie jest znaczenie życia, czyli rozumiem przez to, iż każdy z nas może osiągnąć Oświecenie, a nie jest uzależnione od bóstw, tylko od wnętrza samego siebie i kanonu wartości, jakie przekazuje Ośmioraka Ścieżka. Zapoznałem się też z Czterema Szlachetnymi Prawdami, i jak dla mnie oddają życie człowieka powiązane z bólem, jak i cierpieniem, częściowo widzę z autopsji swoją osobę, i znajduję w nich porównanie do siebie i swojego życia.
W moim krótkim liście chcę podzielić się moimi spostrzeżeniami i odczuciami z Państwem, i co więcej chciałbym zacząć od podstaw zgłębiać nauki Buddy. Przeczytałem, że można rozpocząć dobrowolne praktyki i o takie proszę, jednocześnie uprzedzam, że niekiedy odpis korespondencyjny może trochę potrwać, ponieważ przysługują nam dwa listy "skarbowe" miesięcznie, a ze znaczkami pocztowymi prywatnymi różnie bywa i ogółem jest ich brak, lecz będę starał się w miarę możliwości organizować sobie znaczki, aby móc utrzymać stały kontakt ze stowarzyszeniem i poznawać naszą naturę dzięki buddyzmowi. Serdecznie pozdrawiam i ze zniecierpliwieniem czekam na odpowiedź.
Marcin
Dziękuję bardzo za przesłane mi książki
Dziękuję bardzo za przesłane mi książki, które zgodnie z umową odsyłam. Bardzo dużo dobrego tchnęły w moje życie, za co jestem Wam bardzo wdzięczny. Zupełnie z innej strony spojrzałem na moją wiedzę odnośnie buddyzmu jako religii czy też filozofii życiowej. Zen jest dla mnie czymś zupełnie nowym i różni się trochę od kierunku, w którym szedłem, choć muszę przyznać, że właśnie to jest najciekawsze. Nie jestem pewien, czego tak dokładnie szukam, wiary czy Boga, jakim by on nie był, a może jakiegoś sposobu na siebie i życie. Tak czy inaczej jeszcze raz dziękuję za Wasz wkład w moją drogę i jeśli mogę prosić o inne materiały, będę bardzo zadowolony. Zastanawiam się, czy może to być coś o buddyzmie tantrycznym lub taoizmie, czy też tai-chi, ale zdaję się na Wasze doświadczenie i kierunek, który mi wskażecie. Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam.
Sebastian
P.S. Dziękuję też za kartkę świąteczną, było mi bardzo miło.
Wiara czyni cuda???
Czym jest wiara w naszym przepełnionym pośpiechem i stresem życiu? Czy przedstawia jeszcze wartości takie, jakie wpajali nam dziadkowie i (chyba już z mniejszym zaangażowaniem) rodzice? Czy jesteśmy jeszcze w stanie przekonać nasze dzieci do krzewienia takich ideałów? Do wielbienia Boga czy innych Allahów. Obawiam się, że w świecie zagraconym smartfonami, tabletami i, ogólnie mówiąc, całą tą wirtualną rzeczywistością, jest to już raczej niemożliwe. Poza tym, to co dzieje się ostatnio na świecie, jakoś niespecjalnie pozwala nam wierzyć, że "jakiś" Bóg istnieje. Czy to "nasz", czy też może Allah. No bo i gdzie oni byli, gdy pod zwałami tsunami ginęły setki tysięcy ludzi? Gdzie oni byli, gdy pod wieżami WTC ginęły tysiące niewinnych ludzi? Gdzie oni byli, gdy pan Breivik z zimną krwią zabił prawie 80 osób, a teraz narzeka na warunki odbywania kary? I gdzie wreszcie Ci nasi Bogowie są teraz? Jak mocno muszą mieć przyciemnione okulary, żeby nie widzieć Syrii i ponad miliona ludzi, którzy w ostatnich latach tam zginęli? Czy my naprawdę takich Bogów i Allahów chcemy? I w co im mamy wierzyć? Mamy ich wielbić za to, że gdzieś mają nasze modlitwy i prośby o miłość i pokój? Nie tego chyba powinniśmy oczekiwać w zamian za nasze oddanie i poświęcenie dla wiary. Może już nie nasze, gdyż widzimy globalnie, jak nasza wiara podupada. Jak traci na wartości. Ale czy nasze babcie modliły się gorliwie całymi dniami o taki świat, jaki mamy dziś? Czy tyle przelanej krwi i nienawiści pragnęły, wierząc w lepsze jutro dla nas czy naszych dzieci? Jestem przekonany, że nie. Od kilku miesięcy uczestniczę w spotkaniach i medytacjach związanych z buddyzmem. Co one mi dają? I czy są w stanie zakorzenić we mnie wiarę i przekonanie w nauki Buddy? Być może nie. Jednak widzę po tych kilku spotkaniach, że nie do tego (w moim przypadku) to zmierza. Nikt nie zmusza mnie do wiary w Buddę, do jakiegoś ortodoksyjnego, jego nauk i zaleceń. Pewnie i tak nie przekonałbym się do tego w stu procentach. Jednak medytacja i poznawanie nauk oraz mądrości Buddy coś mi dają. Pozwalają inaczej poznawać siebie. Zagłębiać się w swoje wnętrze. I (na co mam największą nadzieję) pozwalają mi w dużej mierze uwierzyć w siebie. Przekonany jestem bowiem, że jedynie takiej wiary mi jeszcze brakuje. I taka jedynie wiara może mnie jeszcze poprowadzić ku lepszemu życiu. Wiara w siebie.
Mariusz M.
Zgodnie z obietnicą piszę do pani parę słów
Pani Magdo.
Zgodnie z obietnicą piszę do pani parę słów. Od naszego ostatniego spotkania minęło 8 miesięcy, przez ten okres wiele się we mnie zmieniło. Zmiany następują powoli, a czasem wydaje mi się, że stoję w miejscu. Przez całe swoje życie szukałem samego siebie. Nigdy nie miałem długotrwałej alternatywy, nie otrzymałem od rodziców silnych podstaw duchowych, moralnych, pozostawiony sam sobie nie ufałem rodzinie, religii, społeczeństwu. Cały czas szukałem osób i ludzi, z którymi mógłbym się porozumieć. Na krótki okres udawało się nawet to realizować, efekty były różne, ale cały czas byłem niezadowolony. Spotykałem wielu ludzi, ale z nikim na dłużej się nie zaprzyjaźniałem. Ogólnie moje relacje z ludźmi były dobre i są do tej pory, ale mam bardzo duży dystans wynikający z braku zaufania. Ostatnie 20 lat mojego życia to nieustanne pasmo złych uczynków, nie rozważam tego w kategorii lepsze, gorsze, po prostu to co robiłem, było złe i przyniosło cierpienie mi, moim bliskim, znajomym i tym, którym dokuczyłem i sprawiłem przykrość, tym wszystkim, których okradałem. Przebywając w tym miejscu zrozumiałem, że pobyt tutaj to nie tylko zwykłe odbywanie zasądzonej kary, to raczej kara mojego całokształtu, a ludzie, z którymi przebywam, to odzwierciedlenie moich złych uczynków. Patrząc na nich i widząc jak rozmawiają, jak się zachowują, widzę bardzo dużo podobieństwa w swoim postępowaniu. Chodzi mi o to, że są oni zwierciadłem moich złych postępków i mojego egoizmu, ograniczenia, moich instynktownych zachowań i dbania tylko o swoje niezdrowe potrzeby. Nie wystarczy o tym wiedzieć, trzeba wyjść poza siebie i zobaczyć siebie, jak te uczynki wpłynęły na moje życie i życie innych. Przede wszystkim branie odpowiedzialności za swoje czyny, stawanie twarzą w twarz z zaistniałym problemem, nie salwując się ucieczką. Ciężko być szczerym z samym sobą, gdy odkrywa się w sobie coraz głębiej schowane uczucia. W moim przypadku to brak reakcji lub bardziej bardzo ograniczona reakcja na uczucia do najbliższych, chodzi mi o moje dzieci syna i córkę, o moją byłą żonę, moją mamę, mojego ojca, którego nie widziałem 20 lat i nie wiem czy w ogóle jeszcze żyje. Ostatnio bardzo często staram się obserwować swoje uczucia, ale niewiele z tego wynika. Gdy czytam książkę lub oglądam dobry film, bardzo się wzruszam, czuję w sobie napływ tak dużego uczucia, że trudno mi się opanować, łzy cisną mi się do oczu, oczywiście poddaję się temu. Z drugiej strony to zupełny brak przywiązania uczuciowego do najbliższych, tak jakbym był całkiem pusty w środku. Nie jest to chyba normalne, gdy nie czuje się tęsknoty, gdy człowiek nie martwi się o swoich bliskich, ja nawet nie czuję takiej potrzeby. Raz w tygodniu dzwonię do mamy i nawet nie wiem, o czym mam z nią rozmawiać. O dzieciach czasem myślę, ale nie wywołuje to żadnej tęsknoty. Podobnie jest z moim ojcem. Dość często myślę, że ze mną jest coś nie w porządku, że mam popsutą głowę. Podobnie jest z ludźmi, mogą być, ale nie muszą, do niedawna byli mi w ogóle niepotrzebni i czułem się dobrze bez ich towarzystwa. Przebywanie z ludźmi na dłuższy czas mnie męczyło, bardzo mnie męczyło siedzenie w więzieniu. Przerażające jest to, jak mogłem sobie wyrządzić taką krzywdę. Dostrzegłem to dopiero, gdy zrobiłem wgląd w siebie, przypuszczam, że to co zrobiłem i czego się dowiedziałem to tylko część tego, co we mnie tkwi, na tę chwilę brak mi większej wiedzy, odpowiednich ludzi, którzy mogliby mi wskazać moje błędy i pokierować dalej i odpowiedniego środowiska. Jest bardzo trudno praktykować samemu, jest więcej niewiadomych, zamków, których nie mogę otworzyć, bo nie mam odpowiednich kluczy, a nawet gdyby te klucze były, to trzeba wybrać i dopasować ten, który będzie pasował, częściej mi się wydaje, że wiem niż faktycznie wiem. A nawet jak wiem, to okazuje się, że to co wiem, ma się nijak do rzeczywistości. I tak sobie praktykuję z tym swoim mózgiem, czasem bardziej z uporem desperata niż zrozumieniem. Nie mam innej alternatywy, po drugie to źle się czuje, gdy nie usiądę sobie i nie pomedytuję. Jest to jeden pozytywny, widoczny nawyk, ale jest też wiele pomniejszych pozytywów mojej praktyki. Dowiedziałem się, że otwartość jest podstawą rozwoju, tylko że zaczyna to u mnie kuleć w praktyce, wszystkiemu jest winne niedowierzanie. Poznaję osobę na początku, obwąchuję ją jak pies z dystansu, potem zaczynam rozmawiać też z dystansem, później ją poznaję też z dystansem, w jakiś sposób ją zaczynam akceptować z dystansem, znam ją, ale też z dystansem. Pomimo że się staram to i tak nie wierzę, jestem jak pies którego, bito. Wyszedłem z mroków swojej jaskini, bo tak mi podpowiada zdrowy rozsądek podpierany praktyką i wiedzą. To przynosi efekty, z dzikusa na dwóch nogach stałem się człowiekiem na dwóch nogach, czyli znacznie lepszą i nowoczesną wersją, bo na człowieczeństwo trzeba sobie zapracować, bycie osobą oświeconą jest wyczynem. Jako człowiek na dwóch nogach zmieniam swoje spostrzeganie świata, ludzie mnie już tak nie męczą, zmniejszyło się moje poczucie strachu, przestałem kontrolować wszystko i wszystkich, co przyniosło mi wielką ulgę. Daję ludziom dużo więcej wolności, staram się nie oceniać, nie obgadywać, nie robię tego, co by było niemiłe dla mnie, rozmawiam spokojnie, staram się rozwiązywać rzeczy na bieżąco. Staram się żyć moralnie, wykonywać pracę starannie. Poprawiło się życie codzienne, lepsze relacje z ludźmi, pomimo tego że brak zaufania pozostał. Strach powodował, że zamykałem się na wszystkich i wszystko, miałem masę warstw, skorup, części się pozbyłem i moje życie stało się lepsze. Mam niekiedy napady lęków, złych emocji, zdarzają się takie stany i trwają po parę dni, jestem przerażony tym, co widzę w swoich myślach, do czego jest zdolny człowiek, ile jest nienawiści, sadystycznej uciechy z dręczenia ofiar. Dlaczego człowiek jest zdolny do tego i co by mógł zrobić drugiemu człowiekowi, gdyby nie pracował nad swoim umysłem. Co by mógł zrobić, gdyby miał tylko instynktowne zachowania i nimi się kierował. Oczywiście sama wiedza i moralność nie wystarczą, jeżeli nie będą podparte praktyką. Tak że widzę w sobie więcej negatywów niż pozytywów. Ale jestem zadowolony z tego, że to widzę i wiem i mam bardzo dużą ochotę na dalszy ciąg mojego rozwoju. Dowiadywanie się o sobie i badanie siebie nie jest ani łatwe, ani przyjemne, tym bardziej że przez tyle lat pielęgnowało się i podlewało raczej te złe nawyki niż te dobre. Łatwiej jest poddać się złu i w nim tkwić niż się przebudzić i zacząć pielęgnować i podlewać te dobre nawyki, wymaga to dużo więcej pracy, pokory, zrozumienia, współczucia. Dlatego ktoś napisał, że człowieczeństwo jest wyczynem. Czasami w tygodniu, gdy jeżdżę do pracy i z niej wracam, nasuwa mi się pewna myśl na bezmyślnym przeżywaniu tego życia, jaką pustkę człowiek wytwarza w swoim życiu. Bo na przykład jeżdżę do tej pracy i wracam, to jest w porządku, ja tu nie mam nic do pracy, od dziecka lubię pracować. Ale bardziej chodzi tutaj o sprawę duchową, z punktu mojej obserwacji to wygląda to tak, chodzę do pracy, praca mi odpowiada, mam z tego pieniążki, które są złem koniecznym i bez nich nie da się funkcjonować, nie da się przeżyć. Mogę zaspokoić swoje potrzeby i to jest oczywiste. Tylko przeraża mnie skupienie się na pracy jako dochodzenia do materialnego dobrostanu. Ludzie coraz więcej pracują, by zaspokoić swoje potrzeby materialne, jedyne co ich cieszy, odrywa od cierpienia, jest nowy zakup jakiegoś sprzętu lub produktu. Tylko że cieszy ich to tylko na chwilę, cały czas brną w tym, bo nie widzą innej alternatywy. Nie twierdzę, że nie należy mieć rzeczy, niektóre są przydatne i ułatwiają życie, ale żeby podporządkowywać własne życie dla tego co się świeci. Pod tym względem mam chyba popsutą głowę. Jeżeli chodzi o kobiety to się ich boję, bo mają bardzo dziwne pomysły, nie mówię, że są złe, po prostu ja takim pomysłom nie umiem sprostać. Większość kobiet jest tak ukształtowana, że chce mieć rodzinę, dzieci, męża, który by o nią dbał, o dom, dzieci, ażeby był dobry w łóżku, najlepiej jak by był abstynentem. No i nie ma w tym nic dziwnego, że każda kobieta chce mieć dom, samochód, rodzinę, psa. No to dlaczego to, co jest tak oczywiste dla większości ludzi, dla mnie jest bardzo dziwne. Ktoś kiedyś powiedział, że gdy wszyscy się zgadzają, to zazwyczaj się mylą. To czyżby jedna osoba miała rację, tu nawet nie chodzi o rację, czy nie chodzi tu o zrozumienie samego siebie, gdzie tkwi przyczyna takiego myślenia, czy wynika z obawy, braku zaufania, wiary, no bo skoro większości się udaje, to znaczy że to działa, tylko czemu nie zadziałało u mnie. Niektórym nie wychodzi za pierwszym razem i próbują ponownie. Ale ja już ponownie nie czułem i nie czuję takiej potrzeby i kto kogo tu oszukuje, społeczeństwo mnie czy ja społeczeństwo i samego siebie, ale jak mogę oszukiwać siebie, skoro tego nie czuję. Więc jak się zachowuje człowiek, który nie jest ze sobą szczery, cały czas się boi, próbuje kontrolować sytuację, ażeby nic mu nie umknęło, ażeby nic nie wyszło, reaguje na każdą zaistniałą sytuację. Jest cały czas zestresowany. Mówi i zachowuje się nad wyraz poprawnie, jest spięty, ale stara się tego nie okazywać, ale to nie trwa długo i w końcu popełnia błąd. Ja po prostu tego nie czuję, czyli krótko mówiąc, jestem odpadem społecznym, gdyż nie spełniam tych wszystkich oczekiwań. Więc skoro nie rodzina, kościół, społeczeństwo, alkohol, narkotyki, to jak żyć. Muszę tu jeszcze nadmienić, że zakład psychiatryczny też nie, bo jestem za normalny i tu pojawia się paradoks, nienormalny, by żyć w społeczeństwie, za bardzo normalny, aby resztę życia spędzić w psychiatryku. I tu pojawia się alternatywa buddyzm. Nauki Buddy są lekarstwem dla mojego wnętrza, dla rozwoju mojego schorowanego mózgu. To dziwne, bo skoro w nic nie wierzę, to czemu uwierzyłem w te nauki, czemu je chłonę, czemu wstaję w nocy i medytuję, czemu jest mi bez tego źle. Skoro uwierzyłem w te nauki i praktyki i widzę, że to działa, to czemu, to czemu nie działa tamto, jest mi obojętne, nie ludzie, ale ich podejście do życia, Może to nie obojętność, bo na co dzień z nimi przebywam, rozmawiam, słucham, ale nie podzielam ich entuzjazmu, ja tego nie czuję. Bardzo pasuje mi porównanie do głodnego ducha z wąskim gardłem i z dużym brzuchem, ale wierzę w to, że gardło stanie się szersze na tyle, ażeby móc napełnić duży pusty brzuch.
Pani Magdo dziękuję za wszystko, życzę dużo zdrowia i pogody ducha.
Przemek