p

Skumulowana przewaga - Mark W. Schaefer

Kup ebooka

39.90 zł
33.12 zł (33,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

Tim Fer­riss zna Oprah Win­frey.

Ja nie.

Pod­sta­wo­wym celem tej książki jest odpo­wiedź na pyta­nie: "Dla­czego?".

Zro­zu­mie­nie, w jaki spo­sób Tim wpro­wa­dził swoją karierę na orbitę Oprah - i dla­czego mnie się to nie udało - pomoże nabrać roz­pędu TWOIM pomy­słom, inte­re­som i karie­rze.

Dodam, że będzie to ogromna pomoc.

Nie wiesz, kim jest Tim Fer­riss? To jeden z naj­bar­dziej uzna­nych na świe­cie auto­rów ksią­żek i guru w dzie­dzi­nie samo­po­mocy.

Jego pierw­sza publi­ka­cja, pt. 4-godzinny tydzień pracy1, wywo­łała sen­sa­cję i przez cztery lata utrzy­my­wała się na liście best­sel­le­rów "New York Timesa". Na całym świe­cie sprze­dała się w prze­szło 2 milio­nach egzem­pla­rzy.

Suk­ces tej książki spra­wił, że Tim zabły­snął w pan­te­onie gwiazd i dziś wszystko, czego się dotknie, zamie­nia się w złoto.

- Jego pod­cast ma 500 milio­nów pobrań i 9 tysięcy pię­cio­gwiazd­ko­wych recen­zji.

- Tim został jed­nym z naj­le­piej opła­ca­nych mów­ców na świe­cie - jego zarobki się­gają 75 tysięcy dola­rów za wystą­pie­nie.

- CNN okrzyk­nęła go "jed­nym z czo­ło­wych anio­łów biz­nesu na świe­cie".

- Napi­sał cztery kolejne książki, które natych­miast stały się best­sel­le­rami.

Tim Fer­riss to czło­wiek suk­cesu, boha­ter poko­le­nia poszu­ku­ją­cego life­hac­ków, dzięki któ­rym będzie można mniej pra­co­wać i wię­cej czer­pać z życia.

Tak... dobrze być Timem Fer­ris­sem.

Byłem cie­kaw, co dało mu kopa do tego, żeby zostać gwiazdą, dla­tego tro­chę poszpe­ra­łem. Tim opo­wiada o sobie szcze­rze - trans­pa­rent­ność to część jego uroku. Pry­watne śledz­two dopro­wa­dziło mnie do kilku naj­istot­niej­szych fak­tów:

- Fer­riss uro­dził się w Long Island w sta­nie Nowy Jork i był wcze­śnia­kiem. Miał drobną budowę jak na swój wiek, co stało się powo­dem nęka­nia go przez rówie­śni­ków.

- W jed­nym z wywia­dów przy­znał, że jako dziecko był nad­po­bu­dli­wym ner­dem i zma­gał się z poważ­nymi pro­ble­mami zdro­wot­nymi2.

- Jego rodzice nale­żeli do klasy śred­niej, ale kupo­wali mu tyle ksią­żek, ile tylko zechciał, chcąc pie­lę­gno­wać jego zami­ło­wa­nie do czy­ta­nia.

- Ukoń­czył col­lege na kie­runku stu­dia wschod­nio­azja­tyc­kie. Jego praca dyplo­mowa nosiła tytuł Przy­swa­ja­nie japoń­skich zna­ków kanji - nauka kon­wen­cjo­nalna a suple­men­ta­cja mne­mo­niczna (nie mam poję­cia, co to zna­czy).

- Po stu­diach pra­co­wał w dziale sprze­daży firmy zaj­mu­ją­cej się gro­ma­dze­niem danych.

- W słyn­nym wykła­dzie dla TED talk (8 milio­nów wyświe­tleń) szcze­rze opo­wie­dział o pró­bie samo­bój­czej, którą pod­jął w cza­sie stu­diów, a także o zma­ga­niach z cho­robą dwu­bie­gu­nową i doświad­cze­niu para­liżu, który hamo­wał wszel­kie jego dzia­ła­nia.

- W 2004 roku zali­czył kolejny dołek. Wraz ze śmier­cią przy­ja­ciela zakoń­czyła się ich wie­lo­let­nia rela­cja, a star­tup Tima nie ruszał z miej­sca mimo wielu godzin, które mu on poświę­cał. Tim wziął roczny urlop, w ciągu któ­rego zwie­dził Europę i zgro­ma­dził pomy­sły na książkę.

- Szkic książki 4-godzinny tydzień pracy (pier­wotny tytuł brzmiał Han­del nar­ko­ty­kami dla przy­jem­no­ści i pie­nię­dzy) został odrzu­cony przez 26 wydaw­ców.

Dowie­dziaw­szy się tego wszyst­kiego, byłem roz­cza­ro­wany. Nie ma tu zbyt wielu infor­ma­cji, które wyja­śnia­łyby, skąd się wziął jego astro­no­miczny suk­ces.

Nawet po tym, jak książka Fer­rissa roz­świe­tliła niebo niczym kometa, poja­wiało się wiele uszczy­pli­wych recen­zji. Nie­któ­rzy wyty­kali mu, że odgrze­buje od dawna znane tech­niki samo­po­mo­cowe, wyko­rzy­stu­jąc je w spo­sób nie­etyczny i haniebny (trzeba przy­znać, że nie brzy­dzi się oszu­stwem), a jego suk­ces to w dużej mie­rze kwe­stia dobrze pro­wa­dzo­nej auto­pro­mo­cji.

Fakt, że Tim Fer­riss jest oso­bi­sto­ścią wybitną, wydaje się tak bar­dzo nie­by­wały... i wła­śnie dla­tego jego przy­pa­dek wzbu­dza nie­kła­mane zain­te­re­so­wa­nie. Na pod­sta­wie tego, jak wyglą­dało jego życie, zanim skoń­czył 29 lat (wtedy napi­sał książkę), nikt by się nie spo­dzie­wał, że wkrótce będzie się obra­cał w kręgu takich gwiazd, jak Hugh Jack­man czy LeBron James. Nawet naj­bar­dziej agre­sywni gra­cze w Las Vegas poczu­liby się zdez­o­rien­to­wani.

Naj­wy­raź­niej coś tu sta­nęło na gło­wie.

- Nikt nie sądził, że książka odnie­sie suk­ces - mówił w wywia­dzie Tim. - Począt­kowo wydru­ko­wano tylko 10 tysięcy egzem­pla­rzy, co nawet nie zbli­żało się do dys­try­bu­cji kra­jo­wej. Myślę jed­nak, że tra­fi­łem na dobry moment, i ku zdzi­wie­niu wszyst­kich, w tym mojemu, książka wsko­czyła na pierw­sze miej­sce listy best­sel­le­rów "New York Timesa".

I wtedy machina ruszyła.

- Suk­ces książki umoż­li­wił mu nawią­za­nie kon­tak­tów z czo­ło­wymi inwe­sto­rami, któ­rzy wpro­wa­dzili go w arkana sztuki zara­bia­nia.

- Idąc za ich radą, zbu­do­wał mul­ti­mi­lio­nowe port­fo­lio inwe­sty­cyjne, w któ­rym zna­la­zły się udziały prze­szło 50 firm, takich jak Sho­pify, Ever­note czy Uber.

- Bogac­two i sława wystrze­liły go na orbitę suk­cesu, gdzie dołą­czył do lide­rów biz­nesu, sportu i roz­rywki.

- Wyko­rzy­stał nowe, impo­nu­jące zna­jo­mo­ści, by wraz z zapa­lo­nymi spon­so­rami stwo­rzyć pod­cast z iście gwiaz­dor­ską obsadą.

- Zebrał wywiady udzie­lone w pod­ca­ście i wydał je w for­mie książki pt. Ple­mię men­to­rów3, która stała się kolej­nym best­sel­le­rem. Zawarł w niej histo­rie takich gwiazd, jak Arianna Huf­fing­ton, Made­le­ine Albri­ght czy Neil deGrasse Tyson.

Muszę na chwilkę przy­sto­po­wać z opi­sy­wa­niem festi­walu suk­ce­sów Tima Fer­rissa, aby porów­nać i skon­tra­sto­wać jego ścieżkę kariery z moją. Zapew­niam, że ma to sens. Wła­ści­wie o tym jest ta książka.

Tim i ja opu­bli­ko­wa­li­śmy swoje pierw­sze książki mniej wię­cej w tym samym cza­sie. "Na star­cie" mia­łem prze­szło dwa razy dłuż­sze doświad­cze­nie w biz­ne­sie, lep­sze wykształ­ce­nie (w tym trzy lata nauki pod auspi­cjami słyn­nego kon­sul­tanta ds. zarzą­dza­nia Petera Druc­kera) i więk­szą publikę (o 500% wię­cej obser­wa­to­rów na Twit­te­rze). Nie jestem tego pewien, ale praw­do­po­dob­nie mia­łem też wię­cej pie­nię­dzy na kon­cie.

A jed­nak nasze kariery w krót­kim cza­sie nabrały zupeł­nie innego tempa.

Moja książka rów­nież wpro­wa­dzała coś zupeł­nie nowego - Return On Influ­ence jako pierw­sza roz­wi­nęła temat influ­en­cer mar­ke­tingu (reklamy za pośred­nic­twem osób wpły­wo­wych w sieci). Jej publi­ka­cją i pro­mo­cją zajęło się potężne nowo­jor­skie wydaw­nic­two McGraw-Hill.

ROI wpraw­dzie nie pod­biła listy best­sel­le­rów "New York Timesa", ale odnio­sła suk­ces wśród lite­ra­tury biz­ne­so­wej i przez kilka tygo­dni pla­so­wała się na pierw­szym miej­scu w kilku kate­go­riach na Ama­zo­nie. Po jej publi­ka­cji udzie­la­łem wywia­dów i wypo­wia­da­łem się m.in. w CBS News, a także na łamach Blo­om­berga i "The Wall Street Jour­nal".

Przez lata odno­si­łem też nie­by­wałe suk­cesy jako mówca i kon­sul­tant. W tej chwili wraz z Timem znaj­duję się w ści­słej czo­łówce auto­rów na Ama­zo­nie.

Ale na tym koń­czą się porów­na­nia.

Nie jestem Timem Fer­ris­sem.

Nie roz­ma­wiam z Oprah przez tele­fon. Nawet hydrau­lik do mnie nie oddzwa­nia.

Ta książka odpo­wiada na pyta­nie: "Dla­czego nie?".

Na czym polega róż­nica? Co spra­wiło, że kariera Tima Fer­rissa nabrała takiego roz­pędu wbrew wszel­kim prze­ciw­no­ściom, a on sam stał się świa­to­wym feno­me­nem? Czy to tylko kwe­stia szczę­ścia? A może da się z tego wycią­gnąć jakąś lek­cję i dosto­so­wać tę wie­dzę do swo­ich pomy­słów i inte­re­sów?

Uwaga, spo­iler: Oczy­wi­ście, że to może być dla nas lek­cja. Odpo­wie­dzi na nasze pyta­nia kryją się w nieco męt­nej kon­cep­cji sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi.

Zasada ta głosi, że jeśli w danej dzie­dzi­nie zdo­bę­dziemy nie­wielką prze­wagę nad innymi, z cza­sem będzie ona rosnąć i przy­no­sić coraz więk­sze korzy­ści.

Ale nie zawsze tak się dzieje.

W tej książce odkry­wam, co zasila machinę suk­cesu. Na czym polega ta róż­nica, która nadaje nie­po­ha­mo­wany roz­pęd ideom, oso­bom i biz­ne­som.

Nawet jeśli nie dostrze­ga­cie tego, byście mieli nad kim­kol­wiek prze­wagę, jestem prze­ko­nany, że zro­zu­miaw­szy, jak inni prze­ku­wają drobne idee w wiel­kie suk­cesy, będzie­cie w sta­nie odmie­nić swoje życie.

Istota współ­cze­snego mar­ke­tingu tkwi w odpo­wie­dzi na jedno pyta­nie: "Co zro­bić, żeby nas usły­szeli?". W jaki spo­sób prze­krzy­czeć tłum nie­koń­czą­cych się opcji i nawią­zać nie­ga­snącą rela­cję z publiką lub grupą klien­tów?

Według mnie prze­strze­ga­nie sta­rych zasad zaan­ga­żo­wa­nia cyfro­wego z pew­no­ścią nie wystar­czy. Stra­te­gia tre­ści to też za mało. Podob­nie jak social media i SEO. Bycie dobrym w tym, co się robi, praw­do­po­dob­nie rów­nież nie okaże się wystar­cza­jące.

Ta książka poka­zuje, jakie więk­sze i mniej­sze prze­szkody sta­wia przed nami świat i w jaki spo­sób nowe idee mogą nam pomóc je prze­zwy­cię­żyć.

Nie obie­cuję, że zosta­nie­cie super­gwiaz­dami - praw­do­po­dob­nie nawet nie o to wam cho­dzi - ale pokażę wam, jak nadać swoim pomy­słom, inte­re­som i karie­rze nie­po­ha­mo­wany roz­pęd wbrew wszel­kim prze­ciw­no­ściom.

Naszą podróż zaczniemy od nieco męt­nej, ale fascy­nu­ją­cej kon­cep­cji sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi... a w nie­któ­rych przy­pad­kach sku­mu­lo­wa­nej nie­ko­rzy­ści.

Rozdział 1. The Porcellian Club

Roz­dział 1

The Por­cel­lian Club

Oglą­da­li­ście The Social Network?

Uwa­żam, że naj­bar­dziej fascy­nu­ją­cymi boha­te­rami tego filmu są bliź­niacy Win­kle­vos­so­wie - piękni i bogaci wysocy blon­dyni i wio­śla­rze olim­pij­scy, któ­rych Mark Zuc­ker­berg wysiu­dał z Face­bo­oka.

Spodo­bali mi się nie ze względu na to, co przed­sta­wiono w fil­mie. Szcze­rze mówiąc, wyszli w nim na upier­dli­wych bub­ków. Zain­try­go­wały mnie praw­dziwe wyda­rze­nia z ich życia, które nastą­piły przed fil­mem i po nim.

Tyler i Came­ron Win­kle­vos­so­wie pocho­dzą z Southamp­ton w sta­nie Nowy Jork. Tam­tej­sze oko­lice, zwane "The Hamp­tons", to jedna z naj­bar­dziej zamoż­nych i eks­klu­zyw­nych enklaw w Ame­ryce. Ich ojciec, nauczy­ciel aka­de­micki i przed­się­biorca, wycho­wy­wał się w rodzi­nie nie­miec­kich imi­gran­tów, któ­rzy pra­co­wali w kopalni. Udało mu się jed­nak wybić. Zało­żył dwie firmy: kon­sul­tin­gową, a także jedną z pierw­szych zaj­mu­ją­cych się nowymi tech­no­lo­giami - dzięki któ­rym został milio­ne­rem.

Pie­nią­dze i wysoki sta­tus pomo­gły bra­ciom dostać się do Brun­swick School w Gre­en­wich w sta­nie Con­nec­ti­cut - eli­tar­nej szkoły przy­go­to­wu­ją­cej do stu­diów wyż­szych. Tam też roz­po­częli pełną suk­ce­sów karierę w wio­ślar­stwie.

Siłą roz­pędu zdali na Harvard i zawarli brze­mienną w skut­kach zna­jo­mość z Mar­kiem Zuc­ker­ber­giem. Ta część histo­rii poja­wiła się w fil­mie. Mniej znany jest nato­miast fakt, że pocho­dze­nie uto­ro­wało bra­ciom drogę do jed­nego z naj­bar­dziej tajem­ni­czych i eli­tar­nych bractw na Harvar­dzie - The Por­cel­lian Club4.

Być może z nostal­gią wspo­mi­na­cie sto­wa­rzy­sze­nie lub klub, do któ­rego nale­że­li­ście w col­lege'u. Podej­rze­wam jed­nak, że nikt z was nie dzia­łał w orga­ni­za­cji tego typu.

The Por­cel­lian Club powstał w 1791 roku i przyj­muje wyłącz­nie męż­czyzn. To naj­star­szy nie­ustan­nie dzia­ła­jący klub towa­rzy­ski w Ame­ryce. Jego człon­kami zostają prze­waż­nie osoby, w któ­rych żyłach pły­nie błę­kitna krew (choć w ostat­nich latach to się zmie­nia). Wia­ry­godne źró­dła podają, że pre­zy­dent Fran­klin D. Roose­velt prze­żył naj­więk­sze roz­cza­ro­wa­nie w swoim życiu, kiedy nie został do niego przy­jęty5.

Czło­nek Porc, podob­nie jak kapłan czy mafioso, podej­muje zobo­wią­za­nia, które w znacz­nym stop­niu wykra­czają poza sprawy docze­sne. Jeden z nich przy­znał kie­dyś, że jego więź ze sto­wa­rzy­sze­niem była zbyt wznio­sła, by się nad nią zasta­na­wiać - to się po pro­stu czuło. Bra­tem jest się do końca życia... albo nawet dłu­żej. Nie­je­den z nich po śmierci spo­czął na tere­nach nale­żą­cych do klubu.

Pod­czas gdy inne sto­wa­rzy­sze­nia Ligi Blusz­czo­wej przyj­mują kan­dy­da­tów na pod­sta­wie ich osią­gnięć, Por­cel­lian Club poszu­kuje osób o bar­dziej nie­uchwyt­nych cechach - szla­chet­nych, męskich, cza­ru­ją­cych. To nie tyle miej­sce, w któ­rym mło­dzi pry­musi po pro­stu razem piją. To krąg wpły­wo­wych i wier­nych przy­ja­ciół na całe życie.

Przy­na­leż­ność do brac­twa przy­nosi cał­kiem wymierne korzy­ści. Jego byli człon­ko­wie to na przy­kład pre­zy­dent The­odore Roose­velt, kilku sędziów Sądu Naj­wyż­szego USA, wielu dowód­ców woj­sko­wych, wybitni giganci prze­my­słu i paru har­wardz­kich rek­to­rów.

Innymi słowy: to "grono przy­ja­ciół" zapew­nia doży­wotni, natych­mia­stowy dostęp do wyż­szych sfer biz­ne­so­wych, poli­tycz­nych i towa­rzy­skich.

Oso­bli­wo­ści, tajem­nice, pie­śni i zaprzy­się­że­nia w Por­cel­lian Club mają swoje cele: cemen­to­wa­nie doży­wot­nich więzi mię­dzy wpły­wo­wymi ludźmi i prze­ka­zy­wa­nie ich z poko­le­nia na poko­le­nie. Motto brac­twa brzmi: "Ci sami wczo­raj, dziś i zawsze". To wła­ści­wie mówi wszystko.

Dla­czego poświę­cam tej orga­ni­za­cji tyle uwagi?

Oto słowa histo­ryka bostoń­skiego kościoła Świę­tej Trójcy - arcy­dzieła archi­tekta H.H. Richard­sona: "Można snuć domy­sły, że 34-letni Richard­son został archi­tek­tem świą­tyni, ponie­waż miał jedną istotną prze­wagę nad innymi kan­dy­da­tami - był popu­lar­nym stu­den­tem Harvardu i człon­kiem pre­sti­żo­wego The Por­cel­lian Club, w związku z czym nie trzeba go było przed­sta­wiać rek­to­rowi ani pię­ciu człon­kom jede­na­sto­oso­bo­wej komi­sji budow­la­nej - wszy­scy bowiem nale­żeli do tego samego brac­twa"6.

Win­kle­vos­so­wie zyskali zatem doży­wot­nią prze­wagę nad innymi... która była wisienką na tor­cie już i tak impo­nu­ją­cych przy­wi­le­jów.

Życie po Facebooku

W 2004 roku bra­cia pozwali Marka Zuc­ker­berga, twier­dząc, że pod­kradł im pomysł na sieć spo­łecz­no­ściową i wyko­rzy­stał pierw­sze frag­menty kodu, na któ­rym póź­niej oparł się Face­book. Pro­ces sądowy cią­gnął się przez cztery lata.

W tym cza­sie bliź­niacy nie pra­co­wali i sku­pili się na wio­ślar­stwie. Podró­żo­wali po świe­cie, tre­no­wali i star­to­wali w zawo­dach kwa­li­fi­ka­cyj­nych do Let­nich Igrzysk Olim­pij­skich w Peki­nie w 2008 roku (zajęli szó­ste miej­sce). Nawet jako spor­towcy ama­to­rzy mieli skądś pie­nią­dze na czte­ro­letni pro­ces prze­ciwko Face­bo­okowi - obec­nie jed­nej z naj­po­tęż­niej­szych firm w Ame­ryce.

Osta­tecz­nie Zuc­ker­berg zgo­dził się wypła­cić im 65 milio­nów dola­rów odszko­do­wa­nia. Bra­cia nie poszli za radą praw­ni­ków i wybrali 45 milio­nów w for­mie udzia­łów. Oka­zało się, że to była naj­lep­sza decy­zja w ich życiu. Sześć lat po wej­ściu spółki na giełdę war­tość akcji wzro­sła czte­ro­krot­nie, w związku z czym war­tość udzia­łów Win­kle­vos­sów sza­cuje się na pół miliarda dola­rów.

Po zakoń­cze­niu kariery spor­to­wej bliź­niacy zamie­rzali wśli­zgnąć się z powro­tem do świata tech­no­lo­gii i zain­we­sto­wać wyne­go­cjo­waną kwotę w star­tupy w Doli­nie Krze­mo­wej. Szybko jed­nak odkryli, że prze­szłość cią­gnie się za nimi jak cień. Wszy­scy koń­czyli roz­grywkę tak samo - sprze­da­wali swoje firmy Face­bo­okowi. Nikt nie chciał, żeby w jego papie­rach figu­ro­wało nazwi­sko braci, któ­rych Zuc­ker­berg nie­na­wi­dził naj­bar­dziej na świe­cie.

Przy­gnę­bieni Win­kle­vos­so­wie posta­no­wili wyle­czyć swoje rany na Ibi­zie.

Ibiza to tro­pi­kalna wyspa nale­żąca do hisz­pań­skiego archi­pe­lagu poło­żo­nego na Morzu Śród­ziem­nym, która sły­nie z dzie­wi­czych plaż i mod­nej sceny muzyki klu­bo­wej.

Kiedy mam doła, wybie­ram się na rower. Win­kle­vos­so­wie jadą na Ibizę. Odno­to­wać.

Wła­śnie tam, na Blue Mar­lin - sła­wet­nej impre­zie - pośród pla­żo­wi­czów o pięk­nych, opa­lo­nych cia­łach doszło do przy­pad­ko­wego spo­tka­nia, które zmie­niło wszystko. Bliź­niacy poznali Davida Azara, który opo­wie­dział im o kryp­to­wa­lu­cie zwa­nej Bit­coin.

Począt­kowo myśleli, że to jakiś szwin­del. Ale im bar­dziej zagłę­biali się w teo­rię, tym moc­niej się prze­ko­ny­wali, że nie tylko coś w tym jest, lecz także jest to coś wiel­kiego.

Zro­zu­miaw­szy, że Bit­coin naprawdę działa, pod­jęli nie­sa­mo­wite ryzyko. Za część pie­nię­dzy z odszko­do­wa­nia wyku­pili 120 tysięcy monet, czyli jeden pro­cent ówcze­snej podaży waluty.

W kolej­nej odsło­nie tej histo­rii Tyler i Came­ron Win­kle­vos­so­wie nie­spo­dzie­wa­nie zostali bit­co­ino­wymi miliar­de­rami.

Wów­czas doko­nała się chyba naj­słod­sza zemsta w świe­cie biz­nesu. Mark Zuc­ker­berg popro­sił swo­ich śmier­tel­nych wro­gów o radę, kiedy Face­book uru­cha­miał wła­sną plat­formę wymiany kryp­to­wa­lut7.

Jak widzi­cie, for­tuna Win­kle­vos­sów wzięła się z prze­wagi budo­wa­nej na prze­wa­dze. Szkoła przy­go­to­waw­cza. Harvard. Por­cel­lian Club. Odszko­do­wa­nie. Ibiza. Bit­coin. Miliard dola­rów. To była nie­mal natu­ralna kolej rze­czy.

Ten przy­kład sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi jest wpraw­dzie skrajny, ale uży­teczny, ponie­waż ist­nieje świat, w któ­rym tak wła­śnie wygląda codzien­ność. Ja w takim świe­cie nie dora­sta­łem, wy pew­nie też nie. Trzeba więc wypra­co­wać inny sys­tem.

Skromne początki

Bada­nia nad mecha­ni­zmami sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi zaini­cjo­wał w 1968 roku pro­fe­sor Uni­wer­sy­tetu Colum­bia Meyer Robert Schkol­nick.

Meyer uro­dził się w bied­nej rodzi­nie rosyj­skich Żydów, któ­rzy w 1904 roku wyemi­gro­wali do USA i zamiesz­kali w slum­sach w połu­dnio­wej Fila­del­fii. "Żyli­śmy w czymś, co można by było nazwać zasłu­żo­nym ubó­stwem - napi­sał póź­niej. - Sił doda­wało nam nie­kwe­stio­no­wane prze­ko­na­nie, że wszystko się jakoś ułoży, a na pewno dzieci będą miały lepiej".

Już w ojczyź­nie ledwo wią­zali koniec z koń­cem, a trudna sytu­acja prze­ro­dziła się w kata­strofę, gdy nie­ubez­pie­czony skle­pik spo­żyw­czy ojca doszczęt­nie spło­nął. Meyer w mło­dym wieku musiał pra­co­wać doryw­czo, by pomóc zma­ga­ją­cej się z pro­ble­mami rodzi­nie.

Mimo przerw w edu­ka­cji Schkol­nick został wybit­nym uczo­nym. Już jako pię­cio­la­tek sam cha­dzał do pobli­skiej biblio­teki Car­ne­giego i zata­piał się w książ­kach nauko­wych, histo­rycz­nych, a zwłasz­cza bio­gra­ficz­nych. Bywał tam tak czę­sto, że pra­cow­nicy uwa­żali go za członka rodziny.

Już jako doro­sły wspo­mi­nał, że dzięki biblio­tece "pozor­nie ubo­gie slumsy w połu­dnio­wej Fila­del­fii zaopa­try­wały mło­dych w każdy rodzaj kapi­tału - spo­łeczny, kul­tu­rowy, ludzki [...], każdy poza finan­so­wym".

Pod wpły­wem chło­paka z sąsiedz­twa młody Meyer wyma­rzył sobie karierę magika i począt­kowo przy­brał pseu­do­nim arty­styczny "Mer­lin". Póź­niej zmie­nił go na mniej oczy­wi­stego "Mer­tona", chcąc w ten spo­sób "zame­ry­ka­ni­zo­wać" swoje obco brzmiące nazwi­sko. Osta­tecz­nie zaczął się przed­sta­wiać jako Robert King Mer­ton. Nowe imię i nazwi­sko zatwier­dził w urzę­dzie po otrzy­ma­niu sty­pen­dium na Tem­ple Uni­ver­sity, a póź­niej na Harvar­dzie.

Robert K. Mer­ton jest uwa­żany za ojca współ­cze­snej socjo­lo­gii. Ukuł takie poję­cia, jak "wzo­rzec oso­bowy", "samo­speł­nia­jąca się prze­po­wied­nia" czy "nie­za­mie­rzone kon­se­kwen­cje". Należy do naj­zna­mie­nit­szych socjo­lo­gów wszech cza­sów, ale praw­do­po­dob­nie ni­gdy o nim nie sły­sze­li­ście, ponie­waż - powiedzmy sobie szcze­rze - mało kto potrafi wymie­nić choćby jed­nego słyn­nego socjo­loga.

Mer­ton ni­gdy nie zapo­mniał o swo­ich korze­niach i wie­lo­let­niej walce o akcep­ta­cję, co dopro­wa­dziło go do roz­wi­nię­cia kon­cep­cji zwa­nej efek­tem św. Mate­usza.

Bogaci się bogacą

Jako badacz i pro­fe­sor uni­wer­sy­tecki Mer­ton był żywo zain­te­re­so­wany fascy­nu­ją­cymi kon­cep­cjami, które docie­rały do niego ze wszyst­kich stron. Już w latach 40. opu­bli­ko­wał arty­kuł o "stra­ty­fi­ka­cji spo­łecz­nej w nauce"8. Nie­któ­rzy spo­śród jego stu­den­tów pro­wa­dzili bowiem swoje bada­nia i narze­kali, że star­szym, bar­dziej uzna­nym naukow­com przy­pi­sy­wano nie­pro­por­cjo­nalne zasługi za ich ciężką pracę.

Mer­ton był docie­kliwy. Przez całe życie spo­ty­kał się z podob­nymi zja­wi­skami. Ludzie o naj­wyż­szej pozy­cji spo­łecz­nej wyda­wali się mieć taką wro­dzoną prze­wagę, że przed­sta­wi­ciele klasy robot­ni­czej nie byli w sta­nie za nimi nadą­żyć. Bogaci po pro­stu się boga­cili. Prze­waga rodziła prze­wagę.

Pro­fe­sor doszedł do wnio­sku, że w świe­cie aka­de­mic­kim panują chro­niczne i nie­spra­wie­dliwe nie­rów­no­ści.

Ale czy są na to dowody?

Efekt św. Mateusza

Pro­fe­sor zabrał się za pogłę­bioną ana­lizę zasług naukow­ców, któ­rzy zdo­byli naj­wyż­sze uzna­nie - otrzy­mali Nagrodę Nobla.

Jego asy­stentka Har­riet Zuc­ker­man (z którą póź­niej się oże­nił) pro­wa­dziła dłu­gie roz­mowy z lau­re­atami9.

Nagroda Nobla powinna być wyróż­nie­niem dla naj­wy­bit­niej­szych umy­słów, ale bada­nia Har­riet Zuc­ker­man wyka­zały, że to nie do końca prawda. Więk­szość lau­re­atów wnio­sła jedy­nie prze­ciętny wkład w swoją dzie­dzinę, pod­czas gdy cała rze­sza uczo­nych, któ­rzy ni­gdy nie otrzy­mają nagrody, o wiele bar­dziej przy­czy­niła się do postępu w nauce10.

Każdy lau­reat Nagrody Nobla zyskuje doży­wotni dostęp do naj­lep­szego sprzętu, naj­zdol­niej­szych asy­sten­tów i każdą moż­liwą prze­wagę, która pozwala mu umac­niać swoją war­tość na jesz­cze więk­szą skalę. Naukowy esta­bli­sh­ment nie­za­mie­rze­nie buduje struk­turę kla­sową, ofe­ru­jąc naj­sław­niej­szym "gwiaz­dom" więk­sze szanse na suk­ces i dal­sze pod­no­sze­nie ich sta­tusu.

Mer­ton udo­ku­men­to­wał odkry­cia swo­jej asy­stentki w słyn­nym arty­kule pt. The Mat­thew Effect in Science: The Reward and Com­mu­ni­ca­tion Sys­tems of Science are Con­si­de­red11.

Nazwa zja­wi­ska nawią­zuje do zna­nego frag­mentu Ewan­ge­lii św. Mate­usza (Mt 13,12): "Bo kto ma, temu będzie dodane, i nad­miar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą rów­nież to, co ma"12.

Mówiąc mniej pod­nio­śle: bogaci się bogacą, a biedni bied­nieją.

I nie jest to jedy­nie czczy lament rodem z zamierz­chłych cza­sów. Mer­ton i Zuc­ker­man wyka­zali, że św. Mate­usz miał słusz­ność.

Przez lata spe­cja­li­ści z dzie­dziny nauk spo­łecz­nych dowie­dli, że efekt św. Mate­usza nie ogra­ni­cza się do świata aka­de­mic­kiego. Pogłę­bia­nie się nie­rów­no­ści doty­czy też eko­no­mii, poli­tyki, edu­ka­cji, kul­tury czy sta­tusu spo­łecz­nego13.

Arty­kuł Mer­tona uka­zał się prze­szło pół wieku temu. Dziś efekt św. Mate­usza czę­ściej funk­cjo­nuje pod nazwą sku­mu­lo­wana prze­waga14.

Według naj­bar­dziej uzna­nej defi­ni­cji kon­cep­cja ta głosi, że prze­waga jed­nostki lub grupy nad inną z cza­sem rośnie, co ozna­cza, że rosną rów­nież nie­rów­no­ści.

Sku­mu­lo­wana prze­waga polega na tym, że z cza­sem nie­wiel­kie róż­nice się potę­gują, przez co tym, któ­rzy zostali w tyle, trud­niej jest nadą­żyć za resztą.

- Bada­nia wyka­zują, że osoby, które miały prze­wagę już na star­cie, zyskują lep­sze sta­no­wi­ska, więk­sze pie­nią­dze, wyż­szy sta­tus spo­łeczny15, mają lep­szy dostęp do edu­ka­cji, a nawet są zdrow­sze16.

- Efekt św. Mate­usza zacho­dzi w przy­padku osób nomi­no­wa­nych do Oscara17.

- Bada­nia prze­pro­wa­dzone na 20 tysią­cach spor­tow­ców czte­rech lig wyka­zały, że ci, któ­rzy mieli począt­kową prze­wagę, ponie­waż tre­no­wali już w dzie­ciń­stwie, póź­niej koń­czą karierę i wię­cej zara­biają18.

Prosty przykład

Oto czę­sto przy­wo­ły­wany przy­kład sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi: przy­pu­śćmy, że dwie osoby mają takie same atuty, ale jedna z nich ma na kon­cie tysiąc dola­rów, a druga dzie­sięć razy wię­cej. Przy zało­że­niu, że opro­cen­to­wa­nie wynosi 5% z roczną kapi­ta­li­za­cją odse­tek, jedna osoba po pierw­szym roku zarobi 50 dola­rów, a druga 500.

Po pierw­szym roku róż­nica wynosi 9450 dola­rów, ale po dzie­się­ciu się­gnie pra­wie 15 tysięcy. Po 20 latach luka zwięk­szy się do pra­wie 24 tysięcy... i tak dalej, bez końca. Prze­ry­wana linia na wykre­sie doty­czy niż­szej kwoty. Nawet trudno zauwa­żyć ten­den­cję rosnącą!

Teraz wyobraźmy sobie, że bar­dziej majętna osoba wpła­ciła 100 tysięcy albo nawet milion dola­rów. Nie­rów­no­ści będą się pogłę­biać jesz­cze bar­dziej gwał­tow­nie.

Osoba o prze­wa­dze finan­so­wej raczej może sobie pozwo­lić na pry­watną szkołę w Con­nec­ti­cut, stu­dia na Harvar­dzie, wpłaty na rzecz sekret­nego sto­wa­rzy­sze­nia, naj­lep­szych praw­ni­ków i wycieczki na Ibizę, pod­czas któ­rych nawiąże kon­takty z wpły­wo­wymi inwe­sto­rami.

Jak widać, osoba, która tej prze­wagi nie ma, zawsze pozo­sta­nie na sza­rym końcu, chyba że gdzieś po dro­dze dosta­nie moc­nego kopa.

Prze­wagą począt­kową, która zasili tur­binę, nie muszą być pie­nią­dze. Mogą to być ponad­prze­ciętny dostęp do zaso­bów, wspar­cie wpły­wo­wych zna­jo­mych czy też dosta­nie się na zaawan­so­wany kurs aka­de­micki w szkole.

Zało­ży­ciel Micro­so­ftu Bill Gates zyskał sku­mu­lo­waną prze­wagę tylko dla­tego, że jako jeden z nie­wielu nasto­lat­ków w kraju miał dostęp do pierw­szych pro­to­ty­pów kom­pu­te­rów. Dzięki temu opa­no­wał pro­gra­mo­wa­nie wcze­śniej niż inni przed­sta­wi­ciele jego poko­le­nia.

Dr Ben Car­son, uznany neu­ro­chi­rurg i były kan­dy­dat na pre­zy­denta USA, dora­stał pośród strasz­li­wej prze­stęp­czo­ści i biedy. Jego matka była anal­fa­betką, dla­tego kazała Benowi i jego bratu zda­wać coty­go­dniowy raport z prze­czy­ta­nych ksią­żek. Ten nawyk roz­bu­dził w nim nie­na­sy­cony głód czy­ta­nia. Bada­nia wyka­zują, że osoby, które wcze­śnie nauczyły się czy­tać, mają zna­czącą i dłu­go­fa­lową prze­wagę na polu aka­de­mic­kim. Nie­opa­no­wa­nie tej umie­jęt­no­ści przed pój­ściem do trze­ciej/czwar­tej klasy skut­kuje dal­szymi pro­ble­mami w nauce, które mogą się utrzy­my­wać nawet przez całe życie19.

Gdyby przed­sta­wić "prze­wagę kom­pu­te­rową" Gatesa i "prze­wagę czy­tel­ni­czą" Car­sona na wykre­sie, podob­nie jak w przy­kła­dzie z kon­tem ban­ko­wym można by zauwa­żyć tę samą powięk­sza­jącą się lukę mię­dzy lide­rami a ich rówie­śni­kami.

Socjo­lo­go­wie wie­lo­krot­nie doko­ny­wali wia­ry­god­nych pomia­rów podob­nych nie­rów­no­ści - do tego stop­nia, że opra­co­wali modele mate­ma­tyczne, za pomocą któ­rych można obli­czyć, w jaki spo­sób nie­wielka prze­waga z cza­sem rośnie. Jedno z rów­nań wygląda nastę­pu­jąco:

Zapewne ucie­szy was infor­ma­cja, że zamie­ści­łem ten model tylko po to, żeby dodać sobie geeko­wego sznytu. Nie­stety, nie zna­la­złem dowo­dów na to, bym w ten spo­sób osią­gał jaką­kol­wiek prze­wagę.

Mal­colm Gla­dwell spo­pu­la­ry­zo­wał kon­cep­cję efektu św. Mate­usza w swo­jej książce Poza sche­ma­tem20, którą gorąco pole­cam. Gla­dwell roz­pra­wia się w niej z bała­mut­nymi histo­ryj­kami w rodzaju "od zera do milio­nera": "Suk­ces nie bie­rze się z niczego. Z pew­no­ścią zawdzię­czamy go po czę­ści rodzi­com i pro­tek­to­rom. Ludzie roz­ma­wia­jący z monar­chami jak równy z rów­nym rze­czy­wi­ście mogą spra­wiać wra­że­nie, że do wszyst­kiego doszli samo­dziel­nie. W rze­czy­wi­sto­ści posia­dają jed­nak atuty, wyko­rzy­stują nad­zwy­czajne oka­zje i kul­tu­rowe dzie­dzic­two, które pozwa­lają im uczyć się, ciężko pra­co­wać i postrze­gać świat w spo­sób nie­do­stępny dla innych. Miej­sce i czas, w któ­rym przy­szli­śmy na świat, wywie­rają ogromny wpływ na nasze życie. Nie uświa­da­miamy sobie, jak dalece kul­tura, z jakiej się wywo­dzimy, oraz dzie­dzic­two prze­ka­zane nam przez przod­ków kształ­tują nasz model życio­wych osią­gnięć. Nie wystar­czy więc pytać, jacy są ludzie suk­cesu. Dopiero gdy zapy­tamy, skąd pocho­dzą, możemy wyja­śnić przy­czyny, które zło­żyły się na ten suk­ces".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. MT Biz­nes, War­szawa 2011. [wróć]

2. Busi­ness Insi­der, pod­cast Suc­cess! How I Did It, odci­nek pt. "The 4-Hour Wor­kweek" author Tim Fer­riss reve­als what he's lear­ned after a dif­fi­cult year of intro­spec­tion and how he built a pas­sio­nate fan­base of mil­lions. [wróć]

3. MT Biz­nes, War­szawa 2018. [wróć]

4. Co cie­kawe, nazwa pocho­dzi od łaciń­skiego słowa por­cel­lus ozna­cza­ją­cego... pro­się. Pie­czone mięso tego zwie­rzę­cia było nie­gdyś sta­łym ele­men­tem uro­czy­stych posił­ków w brac­twie - stąd też wize­runki świń w jego emble­ma­cie (przyp. tłum.). [wróć]

5. Więk­szość zamiesz­czo­nych infor­ma­cji na temat tajem­nego Por­cel­lian Club pocho­dzi z nie­zwy­kłego arty­kułu Johna Sed­gwicka pt. Bro­ther­hood of the Pig opu­bli­ko­wa­nego w "Gen­tle­men's Quar­terly" (listo­pad 1988, nr 58). [wróć]

6. J.F. O'Gor­man, The Makers of Tri­nity Church in the City of Boston, Uni­ver­sity of Mas­sa­chu­setts Press 2004. [wróć]

7. M. Fit­zge­rald, Zuc­ker­berg repor­te­dly held talks with Win­kle­voss twins about Face­book's cryp­to­cur­rency plans, CNBC website, 24 maja 2019. [wróć]

8. W roku 1942 Mer­ton pisał, że stra­ty­fi­ka­cja spo­łeczna w świe­cie aka­de­mic­kim polega na "aku­mu­la­cji róż­nego rodzaju korzy­ści w pew­nych czę­ściach popu­la­cji". R.K. Mer­ton, The Nor­ma­tive Struc­ture of Science, [w:] The Socio­logy of Science: The­ore­ti­cal and Empi­ri­cal Inve­sti­ga­tions, red. N. Sto­rer, Uni­ver­sity of Chi­cago Press 1973. [wróć]

9. Przy oka­zji publi­ka­cji póź­niej­szej anto­lo­gii swo­ich prac Robert Mer­ton przy­znał, że dr Zuc­ker­man powinna zostać wymie­niona jako współ­au­torka słyn­nego arty­kułu o efek­cie św. Mate­usza. Chcę w tym miej­scu wyra­zić należne uzna­nie dr Zuc­ker­man, która wciąż wykłada na Uni­wer­sy­te­cie Colum­bia i ogrom­nie mi pomo­gła w zbie­ra­niu mate­ria­łów do tej książki. Jak na iro­nię, Robert Mer­ton dopu­ścił się poważ­nego nie­do­pa­trze­nia, co zain­spi­ro­wało Mar­ga­ret Ros­si­ter, histo­ryczkę zaj­mu­jącą się tema­tem kobiet w nauce, do uku­cia poję­cia efekt Matyldy, opi­su­ją­cego zja­wi­sko wszech­obec­nego umniej­sza­nia lub pomi­ja­nia wkładu kobiet w roz­wój nauki. [wróć]

10. H. Zuc­ker­man, Nobel Lau­re­ate: Socio­lo­gi­cal Stu­dies of Scien­ti­fic Col­la­bo­ra­tion, Colum­bia Uni­ver­sity 1965. [wróć]

11. "Science" 1968, t. 159, nr 3810, s. 56-63. [wróć]

12. Cytat za IV wyda­niem Biblii Tysiąc­le­cia (przyp. tłum.). Ten wer­set biblijny tak naprawdę nie odnosi się do dóbr mate­rial­nych. Więk­szość bada­czy uważa, że Jezus mówi tutaj o dzie­ciach Bożych, które poznały prawdę i rozu­mieją słowo Boże. Dzie­ląc się tą prawdą z innymi, otrzy­mają jej jesz­cze wię­cej. Ci, któ­rzy mają w sobie tej prawdy nie­wiele i nie dzielą się nią z innymi, stracą ją i nie będą rozu­mieli słowa Bożego. [wróć]

13. T.A. DiPrete, G.M. Eirich, Cumu­la­tive Advan­tage as a Mecha­nism for Ine­qu­ality: A Review of The­ore­ti­cal and Empi­ri­cal Deve­lop­ments, "Annual Review of Socio­logy" 2006, t. 32. [wróć]

14. W książce uży­wam ter­mi­nów efekt św. Mate­usza i sku­mu­lo­wana prze­waga zamien­nie, podob­nie jak wielu innych auto­rów. Dr Har­riet Zuc­ker­man, asy­stentka dra Mer­tona, a póź­niej jego żona, prze­słała mi nie­pu­bli­ko­wany arty­kuł, który napi­sała, by pomóc mi w zbie­ra­niu mate­ria­łów do książki. Zauwa­żyła w nim, że choć poję­cia te z cza­sem zaczęto ze sobą utoż­sa­miać, to jed­nak zna­czą co innego: "Według Mer­tona kon­cep­cja efektu św. Mate­usza kon­cen­truje się wokół ten­den­cji do świa­do­mego lub nieświa­do­mego hono­ro­wa­nia uzna­nych bada­czy i nie­do­ce­nia­nia rów­nie waż­nych osią­gnięć osób mniej roz­po­zna­wal­nych. Nato­miast poję­cie sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi odnosi się do powta­rzal­nego sche­matu zwięk­sza­nia się prze­wagi u tych, któ­rzy już ją mają, a zatem do pogłę­bia­nia nie­rów­no­ści w zakre­sie moż­li­wo­ści, wyni­ków i nagród. Kon­cep­cja ta nie mówi o tym, czy prze­wagę nie­pro­por­cjo­nal­nie czę­ściej zyskują ci, któ­rzy na nią zasłu­żyli". [wróć]

15. T.A. DiPrete, G.M. Eirich, dz. cyt., s. 271. [wróć]

16. Tamże. [wróć]

17. Tzw. efekt best­sel­lera zacho­dzący na galach wrę­cze­nia Osca­rów polega na wpły­wie widocz­nego zbio­ro­wego popar­cia na wyniki rywa­li­za­cji. W książce Ryn­kowy umysł Michael Sher­mer zrów­nuje efekt best­sel­lera z efek­tem św. Mate­usza i dodaje, że mar­ke­te­rzy znają to zja­wi­sko pod poję­ciem sku­mu­lo­wa­nej prze­wagi. [wróć]

18. A.M. Peter­sen, W. Jung, J. Yang, H.E. Stan­ley, Quan­ti­ta­tive and empi­ri­cal demon­stra­tion of the Mat­thew Effect in a study of career lon­ge­vity, "Pro­ce­edings of the Natio­nal Aca­demy of Scien­ces of the USA" z 4 stycz­nia 2011. [wróć]

19. D. Bouton, wywiad z drem K. Sta­no­vi­chem, Mat­thew Effects - Does Reading Make You Smar­ter?, Chil­dren of the Code.org. [wróć]

20. Przeł. R. Śmie­tana, Znak Lite­ra­nova, Kra­ków 2019. [wróć]