10: Billie
W chwili gdy oddaliliśmy się od domu, unikając ochroniarzy, ponieważ ten dzień miał należeć tylko do nas, zniknął ucisk, jaki czułam w piersiach, więc nagle byłam w stanie oddychać. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo stresowało mnie otoczenie wszystkich tych facetów i tych wszystkich sekretów, dopóki się od nich nie oderwałam.
- Dziękuję - powiedziałam cicho i posłałam Graysonowi uśmiech.
Wygiął brew.
- Tak czułem, że przyda ci się zmiana otoczenia.
- I słusznie. Ale czy nie powinieneś pracować z chłopakami nad muzyką? Teraz, gdy jesteście razem? - Nie miałam wątpliwości, że wczoraj brzmieli świetnie, i byłam na dziewięćdziesiąt procent pewna, że alkohol nie wpływał na mój osąd.
Gray wzruszył ramionami.
- Jace i Rhett kłócą się o akordy w przejściach w trzeciej zwrotce i wygląda na to, że w tej kwestii Angelo też ma coś do zaoferowania. A mnie to nie obchodzi, bo obie wersje brzmią dobrze.
- Tak więc wolisz, żeby pozabijali się z tego powodu, ale bez twojego udziału? - Zaśmiałam się. - Co za akt odwagi. Chyba przyda się nam ekipa sprzątająca, gdy wrócimy. A skoro o tym mowa, to dokąd mnie zabierasz?
Uśmiechnął się przebiegle.
- Przekonasz się, Prickles. Dojedziemy tam w jakieś pół godziny, więc się odpręż i zdrzemnij. Wyglądasz koszmarnie.
Prychnęłam oburzona.
- To było wredne. Wyglądam ... - Zerknęłam w lusterko w osłonie przeciwsłonecznej i skrzywiłam się na widok własnego odbicia. - Okej. Masz rację. Ale to wina Rhetta.
Grayson jęknął.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Jesteś bardzo głośna, Prickles. Nigdy wcześniej we własnym łóżku nie byłem jednocześnie tak podniecony i sfrustrowany.
Twarz mi płonęła, podobnie jak inne części ciała, ale nie mogłam z siebie wydobyć ani słowa. Łatwo stwierdzić, że zupełnie nie zastanawiałam się nad tym, kto mógł nas słyszeć zeszłej nocy, a teraz czułam się cholernie zawstydzona.
Ale też byłam z siebie zadowolona, ponieważ uświadomiłam sobie, dlaczego rano Jace zdawał się taki wkurwiony. Pieprz się, dupku.
Posłuchałam rady Graya i zwinęłam się na siedzeniu na małą drzemkę, zamiast dłużej zatracać się w swoim zażenowaniu. Zasnęłam błyskawicznie i obudziłam się dopiero, gdy Gray otworzył mi drzwi, kiedy dojechaliśmy na miejsce.
- Co? - wymamrotałam, zamrugałam zaspanymi oczami i wtuliłam się mocniej w skórzaną kurtkę, która służyła mi za koc. - Gdzie jesteśmy?
Gray błysnął zębami w uśmiechu i odgarnął mi włosy z twarzy.
- Jeśli wysiądziesz z samochodu, to ci pokażę.
Ciekawość jednak wygrała i niezgrabnie wydostałam się z samochodu. Byliśmy... na jakimś pustkowiu.
- Hmm... Gray? Zgubiliśmy się? Czy wolno nam być tu bez ochrony? - Zauważyłam, że zaparkował na poboczu drogi, w przyprószonym śniegiem lesie, a nigdzie nie było widać innych samochodów ani domów.
Rzucił mi spojrzenie z ukosa, czym bez słów przypomniał, że on sam wystarczy nam za ochronę, po czym owinął mnie ciepłym płaszczem, chwyconym, kiedy wychodziliśmy z domu. Później podał mi jeszcze miękki, kaszmirowy szalik, który dobył z tylnego siedzenia. Pachniał jak Gray i aż pociekła mi ślinika, gdy wdychałam ten zapach.
- Ciepło ci? - spytał, by sprawdzić, jak się czuję.
Potwierdziłam skinieniem głowy, a on odwrócił się w stronę bagażnika. Podniósł panel podłogowy i wyjął czarny, sztywny futerał.
- Co do... - wypaliłam, gdy go otworzył i wyjął pistolet, który wsunął za pasek spodni. - Hmm...
- Tak? - zagadnął i posłał mi fałszywie niewinny uśmieszek. Zamknął samochód przyciskiem na pilocie.
Rozglądnęłam się po okolicy, zmarszczyłam brwi i ze zmrużeniem spojrzałam na Graya.
- Zamierzasz mnie zastrzelić i porzucić ciało w lesie? Bo jeżeli tak, to mam jedno ostatnie życzenie.
Grayson chwycił mnie za rękę i wsunął ją razem ze swoją do kieszeni, gdy zaczęliśmy iść.
- Ach tak? A jakie? Może będę mógł je spełnić.
Już chciałam mu powiedzieć, ale byłam ciekawa, dokąd mnie prowadził i po co była mu broń. Więc tylko posłałam mu flirciarski uśmiech.
- Powiem ci, gdy zobaczę, gdzie wylądujemy. Może.
Gray się zaśmiał.
- To niedaleko. Mam nadzieję, że pomoże ci to uporać się z całym tym napięciem, które odczuwasz.
Zaskoczona, uniosłam brwi, a moje usta przybrały kształt litery O. Czyżby prowadził mnie w ustronne miejsce, w którym mógłby wstrząsnąć moim światem, bez obawy, że ktoś nam przeszkodzi? Bo jeśli tak, to wchodzę w to. Nie miałam jednak pojęcia, jaką rolę w tym wszystkim miałby odgrywać pistolet. Ale Gray miał swoje perwersje. Może to tylko zabawka, którą zamierzał mnie pieprz...
- To tutaj - powiedział, czym wyrywał mnie z erotycznych myśli.
Zatrzymaliśmy się przy dużej polanie otoczonej drzewami i niczym więcej. Gdzie ten domek do pieprzenia?
- Hmmm... - Rozejrzałam się dookoła, zmrużyłam oczy i przeniosłam spojrzenia na Graya. - Mam mętlik w głowie.
Gray należał do osób, które raczej więcej mówią, niż robią, więc puścił moją dłoń i wyjął pistolet zza paska. Część mnie była pewna, że mój wcześniejszy żart o postrzeleniu był właśnie tylko żartem, ale mimo to przez moment poczułam strach. Niepokój jednak zniknął w chwili, gdy Gray wycelował i oddał strzał w kierunku polany, a nie we mnie, a w miejscu, gdzie wbiła się kula, dostrzegłam obłoczek kolorowego prochu.
Dotarło do mnie, co się działo, i wybuchłam śmiechem.
- Masz tu strzelnicę? Przywiozłeś mnie tutaj, żebym sobie postrzelała do celu i odreagowała. No jasne.
Gray wygiął brew i poprowadził mnie w głąb polany.
- Tak, a myślałaś, że co miałem na myśli?
Policzki mi zapłonęły, gdy Gray wsunął mi w dłoń pistolet, odpowiednio ustawił mój uchwyt i otoczył mnie ramionami.
- Uch... Na pewno nie to. - Postanowiłam nie wchodzić w szczegóły.
Gray mruknął coś za moimi plecami, delikatnie zmienił naszą pozycję, jakbym była lalką, i poczułam jego oddech na policzku. Byłam pewna, że na tym koniec, że nie będzie naciskał, bym powiedziała to na głos, ale wtedy mocniej objął mnie za biodro i przycisnął do swojego ciała. Jego twardy kutas wbijał się teraz w moje plecy.
- Myślałaś, że cię tu przywiozłem, żeby się z tobą pieprzyć? Tutaj, gdzie nikt nie usłyszy twoich krzyków, a Rhett nie będzie odwracał twojej uwagi? - warknął przy moim uchu, a ja nie powstrzymałam jęku, który nagle wyrwał się z mojego gardła.
Kurwa, zalała mnie fala podniecenia, choć trzymałam broń Graya, jakby była jakimś klejnotem koronnym.
Przełknęłam głośno ślinę, starałam się odnaleźć głos.
- Może - pisnęłam, a chichot Graya sprawił, nie niemal doszłam.
- Może? - odparł, pieścił przy tym skórę powyżej pasa, gdzie jego dłoń wsunęła się pod moją koszulkę. - Hmm, nie miałem takiego zamiaru, ale nie mógłbym zostawić cię w potrzebie, Prickles.
Och, cholernie podobał mi się kierunek, w którym to wszystko zmierzało.
- Słuchaj. Oddaj trzy celne strzały, a zajmę się twoją cipką, nim wrócimy do domu. - Zaakcentował swoją propozycję lekkim ugryzieniem mnie w szyję, przez co ześlizgnął mi się palec.
Usłyszałam dźwięk wystrzału i krzyknęłam wystraszona. Nie musiałam dodawać, że w nic nie trafiłam.
- Ostrożnie, dziecinko - ostrzegł mnie z rozbawieniem Grayson. - Żadne z nas nie potrzebuje wycieczki do szpitala.
Wydałam z siebie jęk i zaczęły mi się trząść dłonie.
- Może jakaś łatwiejsza propozycja? Jeden celny strzał?
Znów pocałował mnie w kark, tym razem delikatniej, po czym uniósł ręce, by przytrzymać moją dłoń, w której ściskałam pistolet.
- Nie lekceważ moich umiejętności jako nauczyciela, Prickles. Albo mojej motywacji, by pomóc ci wygrać. - Kolejny raz otarłam się tyłkiem o jego kutasa. - Teraz skup się na celu. Poprowadzę cię i zrobimy to razem.
Razem. To mi odpowiadało. Z Graysonem nigdy nie czułam się samotna, zawsze mnie wspierał, nieważne, co by się działo. I udowodniał to przez kolejną godzinę, gdy cierpliwie uczył mnie, jak poprawnie strzelać. Albo przynajmniej celniej, niż umiałam, zanim zaczęliśmy. Zdecydowanie nie byłam strzelcem wyborowym. Ale Gray wydawał się zdeterminowany, by sprawić, żebym z bronią w ręku poczuła się komfortowo. To znaczy, z jego pistoletem. W ciągu tej godziny jego druga broń wcale nie opadła, a mnie zadziwiała jego samokontrola, by nie zrobić tego, na co oboje mieliśmy ochotę.
- Popatrz no. Trzy razy z rzędu. - Usłyszałam komentarz Graysona, gdy na dalekim końcu polany uniosły się w powietrze obłoczki kolorowego prochu.
Pomimo piankowych zatyczek, które dostałam od Graya, dzwoniło mi w uszkach, ale byłam z siebie cholernie dumna.
Tak szybko, jak to możliwe, ale równocześnie zachowując środki ostrożności, oddałam mu broń i odwróciłam się z szerokim uśmiechem, by na niego spojrzeć.
- No więc... czekam na nagrodę.
Gdy rozładował pistolet i schował go do kabury na plecach, w jego wzroku dostrzegłam sprośność w czystej postaci. Uff. Już mi pokazał, jak bardzo może się rozgrzać broń, więc nie chciałam, by sparzył sobie tyłek tylko po to, żeby wyglądać na twardziela.
- Widzę, że jest ci tak zimno, że zaraz odpadnie ci ten twój rozkoszny nosek - poinformował mnie i zachichotał. - Ale dobrze się spisałaś. Chodź.
Kiedy jednak zaczął prowadzić nas do samochodu, prychnęłam z rozdrażnienia. Cholera, nawet lekko tupnęłam zmarzniętą nogą.
- Gray, mieliśmy umowę!
Wśród drzew rozległ się jego gardłowy śmiech.
- I zamierzam się z niej wywiązać. Chodź, Prickles. Przez ostatnią godzinę sześć razy niemal doszedłem w spodnie, eksploduję, jeżeli w ciągu pięciu kolejnych minut nie opleciesz mojej głowy nogami.
No cóż, kiedy tak to ujmował... Prawie pobiegłam z powrotem do SUV-a, a po drodze towarzyszył mi kolejny gromki śmiech Graya. Zamiast otworzyć mi drzwi od strony pasażera, uchylił bagażnik i nacisnął przycisk, by złożyć tylne siedzenia.
- Yyy, co...? - Zdezorientowana i napalona patrzyłam, jak Grayson wyciąga skądś koc.
W ciągu minuty na tyłach samochodu udało mu się stworzyć idealne, przytulne podwójne łóżko.
- Wskakuj - powiedział i puścił do mnie oczko. Zrobiłam to, co kazał, po czym on również wsiadł i zamknął bagażnik. - A teraz połóż się i spójrz w górę - wyszeptał.
Posłuchałam go i głęboko westchnęłam. Przez panoramiczny szyberdach mieliśmy doskonały widok na szare chmury, z których w każdej chwili mógł spaść śnieg.
- Gray... - Westchnęłam i podziwiałam niespokojne piękno tych mroźnych chmur, kłębiących się na niebie. - To jest idealne.
Położył się na boku, wsparł na łokciu i badawczo mi się przyglądał.
- Oryginalny plan zakładał nocny wypad, żebyśmy mogli podziwiać gwiazdy.
Potrząsnęłam głową.
- Nie, tak jest lepiej. - Wyciągnęłam dłoń i przeczesałam nią jego włosy, po czym przyciągnęłam go bliżej siebie, żeby pocałować. - Dziękuję. Jesteś dla mnie zbyt dobry.
Odwzajemnił mój pocałunek, po czym zamruczał w zamyśleniu:
- A co do naszej umowy...
Krzyknęłam, zaskoczona tym, jak szybko się poruszył, by zmienić naszą pozycję, po czym zwinnym ruchem ściągnął mi jeansy.
- Gray! - Gdy palcami chwycił za gumkę moich majtek, wzięłam gwałtowny oddech.
- Za szybko? - spytał, przerwał, by spojrzeć na mnie z wygłodzonym wyrazem twarzy.
Potrząsnęłam głową.
- Boże, nie. Właśnie miałam powiedzieć, że nie da się zerwać tych majtek ot tak, jak to się dzieje na filmach. Prawdziwe majtki nie...
Szarpnął mocno, a materiał na ułamek sekundy brutalnie wbił mi się w ciało, zanim Gray zdarł go ze mnie całkowicie.
- Jesteś pewna? - Szczerzył się, unosząc w górę postrzępiony fragment mojej garderoby. - Chyba jednak się da.
- Auć - jęknęłam z uśmiechem.
Skrzywił się, po czym zszedł niżej, by pocałować miejsca na moim ciele, które najbardziej ucierpiały na skutek jego obcesowego zachowania.
- Przepraszam, moja piękna, tak cholernie długo marzyłem, żeby to zrobić. Wynagrodzę ci to.
Jego usta zeszły niżej, a gdy językiem odnalazł moją łechtaczkę, wzięłam gwałtowny oddech.
- O... okej - zgodziłam się drżącym głosem. - Pozwalam ci spróbować.
W odpowiedzi zaczął ssać łechtaczkę, jednocześnie włożył dwa palce prosto w moją pulsującą cipkę. Cholera jasna, to sprawiło, że o mało co nie doszłam. Przygryzłam wnętrze policzka aż do krwi, żeby powstrzymać orgazm.
- Jesteś mokra, Prickles - mruknął, a jego głos rozpalał moje ciało.
Jęknęłam w odpowiedzi i wsunęłam palce między jego włosy, by przyciągnąć go jeszcze bliżej.
Język Graya bez wątpienia czynił cuda, ale gdy strzelaliśmy, potężnym wzwodem ocierał się o moje plecy, drażnił się ze mną, więc teraz już nie wystarczały mi jego palce i usta. Pragnęłam czegoś więcej.
- Gray - wysapałam, wiłam się pod jego dotykiem. - Pragnę... - Boże, już raz odrzucił moją propozycję seksu, co, jeżeli znów to zrobi? Nie byłam pewna, czy moje ego pozbiera się po drugim odrzuceniu.
- Czego pragniesz? - naciskał. - Czego ci potrzeba, moja piękna?
Oblizałam usta i starałam się wydobyć z siebie głos.
Grayson usiadł, cierpliwy niczym pieprzony mnich, i po prostu mnie obserwował, gdy ja zbierałam się na odwagę, by poprosić o to, czego naprawdę pragnęłam.
Zacisnęłam zęby i chwyciłam za jego pasek, by przyciągnąć go do siebie.
- Tego - powiedziałam i pogładziłam przez spodnie jego twardą długość. - Pragnę tego. Całego. W sobie. Teraz.
Po twarzy Graysona przemknęły zdziwienie i rozbawienie, które szybko zastąpiła czysta, podniecająca żądza.
- Ale masz wymagania. Sądziłem, że nasza umowa obejmowała lizanie ci cipki tak długo, aż twój krzyk wypłoszy ptaki z drzew.
- Gray... - zaskomlałam i już rozpinałam mu pasek, majstrując przy guziku u jego spodni. Napięty przez jego wzwód materiał wcale mi tego nie ułatwiał. - Nie każ mi błagać.
- No nie wiem. Może chcę, żebyś błagała. - Wygiął usta w szelmowskim uśmieszku.
Cholera, Billie. Po co to powiedziałaś?
Byłam jednak tak podjarana, że zrobiłabym niemalże wszystko.
- Błagam, Gray - zajęczałam, kiedy wreszcie udało mi się rozpiąć ten nieznośny guzik i uwolnić jego kutasa z dżinsowego więzienia. - Proszę, pieprz mnie. Nie mogę przestać myśleć o tym, jakie to będzie uczucie, gdy wsuniesz swojego wielkiego kutasa w moją ciasną cipkę i sprawisz, że będę krzyczeć z rozkoszy. Pragnę poczuć cię całego, a potem chcę, żebyś mnie obrócił i pieprzył od tyłu, klepiąc po tyłku, jakbyś uderzał w bębny.
Po raz pierwszy, odkąd się poznaliśmy, Gray autentycznie nie wiedział, co powiedzieć, nie tylko dlatego, że zdecydował się milczeć, co mu się często zdarzało, ale tym razem naprawdę wprawiłam go w osłupienie.
Potem powtórzyłam w myślach to, co przed chwilą powiedziałam, a opóźnione poczucie wstydu o mało co nie zabiło mnie na miejscu.
- Cholera jasna - wyszeptał Gray. - Oznajmiam wszem wobec, że sprośna gadka Billie Bellerose oficjalnie stała się moją ulubioną rzeczą na świecie. Powtórz to.
Zasłoniłam twarz dłońmi i wydałam z siebie żałosny jęk udręki.
- Nie! Nawet nie wiem, skąd to się wzięło!
Gray zachichotał, a był to niezwykle seksowny dźwięk. On sam całował już mój brzuch i podnosił mi koszulkę, by uwolnić spod niej cycki, przyodziane w cienki koronkowy biustonosz.
- A ja tak. I bardzo mi się to podoba.
- Serio? - zapiszczałam, po czym rozwarłam lekko palce, żeby na niego spojrzeć. Byłam pewna, że żartował, ale gdy rozpiął mi biustonosz, z wyrazu jego twarzy odczytałam jedynie pełne entuzjazmu podniecenie.
- Naprawdę, naprawdę mi się to podoba - potwierdził i wziął w usta mój sutek, zassał go tak mocno, że aż wygięłam plecy w łuk i zaczęłam szybciej oddychać. - Spójrz na mnie Billie. Chcę, żebyś na mnie patrzyła.
Tym razem nie zrobiłam od razu tego, co mi kazał. Ale też nie musiał dwa razy powtarzać. Chwilę później wielką dłonią już przytrzymywał moje nadgarstki, po czym przygwoździł je do obicia nad moją głową.
- Prickles - powiedział cicho. - Powiedziałem ci, co masz zrobić. Rób, co każę, i mów: tak, proszę pana. - Puścił do mnie oczko na znak, że żartuje, niemniej jednak wstrząsnęła mną odurzająca fizyczna reakcja ciała.
Najwidoczniej lubię być dominowana w łóżku. W każdym razie lubię, gdy robi to Grayson. Gdyby Jace czegoś takiego spróbował, to udławiłby się własnymi jajami.
Być może.
Wydaje mi się, że tak.
- Tak, proszę pana - wysapałam, posłuszna jak nigdy wcześniej w całym swoim cholernym życiu.
W jego oczach dostrzegłam żar, gdy wolną ręką rozsunął mi nogi.
- Grzeczna dziewczynka - powiedział, a ja o mało co nie eksplodowałam. Długimi palcami głaskał moją wilgotną cipkę i zajęczał, kiedy szarpnęło mną pod dotykiem jego dłoni. - Powoli, dziecinko. Nie spiesz się.
Nadal przytrzymywał mnie za nadgarstki, ale zmienił pozycję tak, by szeroki czubek jego penisa znalazł się tuż przy mojej cipce. A później we mnie wszedł, a ja westchnęłam głośno. Wiedziałam, że jest duży, przecież przed chwilą trzymałam go w dłoni, ale słodki Jezu, był na tyle gruby, że mógłby rozpłatać mnie na pół. Prawda?
- Billie - jęknął, po czym zacisnął mocno szczęki i było jasne, że się powstrzymywał. - Kurwa, to takie cudowne. - Kolejne pchnięcie, mój kolejny zasapany krzyk. Nie potrafiłam się opanować. - Kurwa - przeklął. - Nie chcę zrobić ci krzywdy...
- Proszę - wydyszałam, żeby mnie dobrze zrozumiał. - Proszę, Gray, przestań się ze mną drażnić. Weź mnie mocno, nie zrobisz mi krzywdy. - Byłam już tak mokra i gotowa, by mnie pieprzył.
Jęknął i pokręcił głową.
- Billie, nie kuś mnie. Próbuję...
- Sprawić, żebym z frustracji wydrapała ci oczy? No to jesteś na dobrej drodze. Jeśli nie przestaniesz mnie wkurzać tą niby penetracją w ciągu najbliższych trzech sekund, będę zmuszona...
- Do czego? - przekomarzał się ze złośliwym uśmieszkiem. Ten skurczybyk miał czelność powoli się ze mnie wysuwać. - Co wtedy zrobisz, świntuszko?
Porzuciłam wszystkie zahamowania i zaczęłam szeptać mu do ucha najbardziej sprośne i mroczne słowa, które tylko wpadły mi do głowy, a które mogłyby mu się spodobać. Czy byłabym w stanie zrobić to, o czym mówiłam? Pewnie nie. Okej, może dałabym się przekonać. Ale te sprośne słowa chyba na niego działały, ponieważ wydał najbardziej seksowny jęk, jaki kiedykolwiek usłyszałam od Graysona Taylora, po czym wszedł we mnie tak mocno, że naprawdę krzyknęłam.
- Nie przestawaj - zajęczałam, zanim zdążyłby wpaść w panikę. - Proszę, Gray, proszę, nie przestawaj. Kurwa... tak!
- Cholera jasna - jęknął, mocniej chwycił mnie za nadgarstki i zrobił dokładnie to, o co prosiłam.
Nie kochał się ze mną tak, jak to zasugerował kilka nocy wcześniej. Nie, pieprzył mnie mocno, co było po prostu doskonałe. Objęłam go nogami, dzięki czemu jeszcze mocniej się we mnie wbijał i wywoływał mój głośny krzyk. W normalnych okolicznościach zdusiłabym w sobie ten odgłos, ale znajdowaliśmy się dosłownie pośrodku lasu. Nie było tu nikogo poza Grayem, kto by mnie usłyszał, a on zdecydowanie udowadniał, jak mu się to podobało.
- Gray - wysapałam w pewnym momencie. - Jestem tak blisko. Już tak cholernie blisko. Proszę... nie przestawaj. Proszę, pozwól mi dojść... - Tak jakbym w ogóle dała radę to powstrzymać, nawet gdybym chciała. Dobry żart.
Eksplodowałam. Moja cipka się zacisnęła, a wszystkie zmysły w tym samym czasie się zresetowały. Pociemniało mi przed oczami, nic nie słyszałam, na skórze poczułam dreszcze. A później to wszystko powróciło, kiedy moim ciałem wstrząsnęła kolejna fala przyjemności.
Gray był nadal głęboko we mnie, podczas gdy ja jechałam na tej fali przyjemności, ciągle obejmując go nogami. Wnioskując po jego chrapliwym oddechu, z trudem nad sobą panował, więc teraz nadeszła pora na moją misję, by doprowadzić go do orgazmu.
- Tak kurewsko dobrze - zajęczałam i polizałam jego szyję w miejscu, do którego zdołałam sięgnąć. Moje nadgarstki ciągle były unieruchomione, ale nie miałam nic przeciwko. Może Gray nie okazał się jedyną perwersyjną osobą w tym samochodzie.
Uniósł głowę na tyle, by móc na mnie spojrzeć, jego włosy opadały wokół nas niczym zasłona.
- O co wcześniej prosiłaś?
Otworzyłam szeroko oczy, bo doskonale pamiętałam moje wcześniejsze błagania.
- Hmm... już nie kojarzę...
- Dobrze, że ja kojarzę. - Jego uśmiech był złem w czystej postaci.
Szybko się ze mnie wysunął i obrócił mnie na brzuch. Miałam tylko sekundę, by wydusić szybkie: "O kurwa", zanim uniósł mi biodra i wszedł we mnie od tyłu. Ten nowy kąt, pod którym jego duży kutas się we mnie wbijał, sprawiał, że doznałam jakiegoś totalnie zaskakującego mikroorgazmu.
- Tego się nie spodziewałem - skomentował Gray, gdy doszłam. - I ani trochę nie jestem na to zły. Ale chyba prosiłaś o coś innego.
Oczywiście, że prosiłam. Cholera... Czy mi się to spodoba? Pewnie tak. W końcu to Gray. Wątpiłam, czy było coś, czego bym nie polubiła z nim w sypialni. Albo w samochodzie, jakby co.
Ponownie uniósł mi biodra i próbował postawić mnie na kolanach, ale w takiej pozycji zabrakło miejsca dla jego głowy. To było zabawne, w frustrująco seksowny sposób, aż wreszcie wymamrotał jakieś przekleństwo i przyciskiem otworzył szyberdach. Chwilę później szyba się rozsunęła i wpuściła do środka powiew mroźnego powietrza.
- Tak lepiej - mruknął Gray, z głową wystającą ponad szyberdach.
Ustawił mnie dokładnie w takiej pozycji, w jakiej chciał: z tyłkiem w górę, twarzą w dół, cipką wypełnioną jego kutasem. W pewnym sensie miałam ochotę zobaczyć, jak to wygląda z jego perspektywy, ale zanotowałam to sobie w głowie na inny dzień.
- Dojdziesz dla mnie jeszcze raz, Prickles? - Wielką dłonią pieścił mój pośladek. Jakby chciał go zagruntować.
- N... nie? - jęknęłam. Gówno prawda. Oczywiście, że dojdę.
Klaps. Poczułam, jak z powodu ostrego ukłucia bólu napina się całe moje ciało, a Gray syknął przez zęby.
- Tak, dojdziesz.
Klaps. Tym razem w drugi pośladek. Ciepło krwi, które natychmiast rozlało się po mojej skórze, wygrało z mroźnym powietrzem wirującym w dusznym samochodzie, a moje napięte ciało zadrżało.
Tak. Dojdę.
Szybko odnalazł rytm i pieprzył mnie głębokimi, szybkimi pchnięciami, dorzucając klapsy w moje wrażliwe pośladki, przez co szybko znalazłam się na granicy. I jeszcze raz. A potem...
- Gray - jęknęłam. - Nie dam rady...
- Dasz radę. Tak pięknie rozpadasz się na kawałki, Billie. Jak cholerna bogini. Jeszcze raz, dla mnie, dziecinko. Jeszcze raz, a ja się do ciebie przyłączę. Mogę dojść w tobie?
O rany, nie tylko jemu służyła sprośna gadka. Wystarczyło, by spytał, a ja po raz czwarty... lub piąty znalazłam się na krawędzi. A może szósty? Kurwa. Nie miałam pojęcia.
- Tak! - krzyknęłam w chwili, gdy moją cipką wstrząsnął spazm, i zacisnęłam się wokół niego. - Tak, Gray, kurwa, zrób to!
Ponownie we mnie wszedł, nadal się ze mną droczył.
- Co mam zrobić, Billie? Wyrzuć to z siebie.
Jęknęłam, czułam drżenie całego ciała.
- Dojdź we mnie, Gray. Wypełnij mnie swoją spermą. Chcę poczuć, jak eksplodujesz.
Tyle mu wystarczyło, a gdy kolejny raz wszedł we mnie ostro, chrząknął i przeklął w najbardziej seksowny sposób, i szczytował we mnie od tyłu. Potem osunął się na bok, by mnie nie zmiażdżyć, ale nawet nie zadał sobie trudu, by wyjąć ze mnie swojego kutasa. To było... seksowne. Podobało mi się to, że cały czas czułam go w sobie, gdy jego penis powoli wiotczał, a ja mimowolnie ścisnęłam go od środka.
- Prickles - warknął ostrzegawczo. - Nie zaczynaj czegoś, czego nie dokończysz.
- A kto mówi, że nie dam rady? - odparłam w wyuzdany sposób, pomimo tego że moje ciało w większości przypominało już rozgotowaną kluseczkę. Gray uchylił jedno oko i bacznie mi się przyglądał, a ja się wyszczerzyłam. - Okej. W porządku. Celna uwaga. Ale w takim razie naprawdę powinieneś schować swoją broń. Jesteś zbyt kuszący Graysonie Taylor.
- I wzajemnie, Billie Bellerose. - Z jękiem wyszedł ze mnie i naciągnął spodnie.
Szyberdach nadal był otwarty, bez ciepła jego ciała zadrżałam. Ubrania. Potrzebowałam ubrań. Nawet nie mogłam przypomnieć sobie chwili, w której ściągnął ze mnie koszulkę.
Gramoląc się, wciągałam na siebie ciuchy, oprócz majtek, po czym Grayson ponownie otulił mnie skórzanym płaszczem.
- Wyglądasz w nim kurewsko dobrze - powiedział cicho i uniósł mój podbródek, by mnie pocałować.
Był to taki pocałunek, który na zawsze zapamiętam. Absolutnie doskonały, totalnie słodki i towarzyszyły mu miękkie płatki śniegu, które opadały nam na twarze, gdy pogłębiliśmy pieszczotę.
- Powinniśmy wracać, nim przyjdą mi do głowy kolejne wyuzdane pomysły - mruknął niechętnie Gray. - Rhett już pewnie wyrwał sobie wszystkie włosy z głowy. Odstawienie Billie tak działa.
Uśmiechnęłam się, ale prawdopodobnie miał rację. Otworzył mi drzwi i pomógł usiąść na siedzeniu dla pasażera, a gdy puściłam do niego oczko, zachichotał chrypliwie. Tak, z pewnością paliły mnie pośladki, a on był zbyt z siebie zadowolony.
- Dziś chcę cię widzieć w moim łóżku - oznajmił i włączył silnik, po czym zamknął szyberdach. - Pieprzyć koszmary Rhetta, może zostać z Jace'em i spróbować tego, co mi zafundował.
To nie powinno mnie aż tak bardzo podniecić, a jednak...
Najlepsze święta w całym moim życiu. Bez dwóch zdań. Traciłam głowę dla chłopców z Bellerose. I niech tak zostanie.