W 25. rocznicę pierwszego amerykańskiego wydania
Ścieżki Prostej Obfitości
365 dni do życia w harmonii i radości
Przedmowa
Przez całe wieki kobiety mówiły o wielu sprawach, o których my teraz
mówimy, a które często uważamy za coś nowego.
Dale Spender,
australijska naukowczyni
Droga Czytelniczko,
Witaj. Jeśli jesteś nową znajomą, to mam nadzieję, że pod koniec
wspólnie spędzonego roku będziesz myśleć o mnie jak o przyjaciółce.
Jeśli jesteś drogą towarzyszką, witaj ponownie. Jak wspaniale być znowu
z tobą! Bez względu jednak na głębię naszej znajomości, myślę, że
oczekujesz, iż lektura tej książki będzie dla ciebie taką samą
przyjemnością, jaką dla mnie było jej przeżywanie i pisanie. To nowe,
uaktualnione wydanie Ścieżki Prostej Obfitości jest dziełem, którego
pisanie dało mi jak do tej pory najwięcej szczęścia.
Trudno sobie wyobrazić, że minęło już dwadzieścia pięć lat od pierwszego
wydania tej książki w 1995 roku. W codziennych notatkach dzieliłam się
objawieniami, które mnie spotykały, gdy starałam się pogodzić swoje
najgłębsze duchowe i twórcze tęsknoty z często przytłaczającymi
obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi. Od dawna podejrzewałam, że nie
jestem osamotniona w swoich frustracjach i pragnieniach, ale nic nie
mogło mnie przygotować na reakcję kobiet - milionów kobiet - na całym
świecie. Zaczynamy wspólnie ekscytującą przygodę, która jest dla mnie
nieustającym źródłem wdzięczności, łaski i spełnienia. Mam nadzieję, że
dla was będzie ona tym samym.
Najpierw trochę historii
Opowieść jest świętą wizualizacją. Sposobem na powtarzanie
doświadczenia.
Terry Tempest Williams,
amerykańska pisarka, działaczka na rzecz ochrony
przyrody
Jak dotąd najczęściej zadawane mi pytania
na spotkaniach autorskich i wykładach dotyczą genezy powstania Ścieżki
Prostej Obfitości. Jak i dlaczego napisałam tę książkę? Jak udało mi
się przelać na papier to, o czym myśli tak wiele kobiet? No i pytanie,
na które wszyscy chcą znać odpowiedź: Jak dostałam się do programu Oprah
Winfrey?
Przez lata nauczyłam się, że najbardziej fascynującą częścią każdej
książki, filmu czy osoby jest jej historia, opowieść ukryta między
wersami. Kiedy patrzę wstecz, najbardziej zdumiewa mnie to, że mistyczne
ogniwa w łańcuchu możliwości, które sprowadziły tę książkę na świat, do
mojego serca, do twoich rąk, były rezultatem wszystkich moich
"niewysłuchanych modlitw". Ta tajemnica każe mi się uśmiechać z pełnym
wdzięczności zdumieniem, ponieważ nie potrafię wyjaśnić, dlaczego łzy,
które wylewamy nad naszymi klęskami, przygotowują duszę na wzrost
potrzebny do przyszłych sukcesów.
Ścieżka Prostej Obfitości była moją trzecią książką. Dwie poprzednie
dotyczyły życia wiktoriańskiej rodziny i miałam właśnie pisać trzecią na
temat wiktoriańskich dekoracyjnych drobiazgów. Jednakże perspektywa
myślenia przez rok o koronkach i ozdóbkach wzbudziła w moim sercu lęk.
Chciałam przeczytać książkę, która by mi pokazała, jak pogodzić moje
najgłębsze duchowe, autentyczne i twórcze tęsknoty z często
przytłaczającymi i sprzecznymi obowiązkami - wobec mojej córki, mojego
małżeństwa, niepełnosprawnej matki, pracy w domu, pracy zawodowej,
rodzeństwa, przyjaciół i społeczności. Wiedziałam, że nie jestem jedyną
kobietą pędzącą przez to życie, jakby było ono doświadczeniem
eksterioryzacji. Wiedziałam, że nie jestem jedyną kobietą przemęczoną,
przygnębioną, u kresu sił. Wiedziałam jednak także, że z pewnością nie
jestem kobietą, która ma gotowe odpowiedzi. Nie znałam nawet pytań.
Nie mogłam znaleźć takiej książki. Toni Morrison, która zdobyła Nagrodę
Nobla w dziedzinie literatury w 1993 roku, zauważyła: "Jeśli jest taka
książka, którą bardzo chciałabyś przeczytać, ale nie została jeszcze
napisana, to ty musisz ją napisać". Wzięłam sobie jej radę do serca.
Pragnęłam tylu rzeczy - pieniędzy, sukcesu, uznania, autentycznego
twórczego wyrazu - ale nie miałam zupełnie pojęcia, czego tak naprawdę
potrzebuję. Niekiedy moje apetyty były tak wielkie, że mogłam się z nimi
uporać jedynie poprzez wyparcie. Byłam pracoholiczką, osobą
nadopiekuńczą i perfekcjonistką. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam
dla siebie miła. Czy w ogóle kiedyś byłam? Częściej, niż chciałabym
przyznać, byłam rozgniewaną, zawistną kobietą, ciągle porównującą się z innymi i pełną urazy z powodu tego, czego - jak mi się zdawało - brakuje
mi w życiu, chociaż nie potrafiłabym ci powiedzieć, co to takiego.
Pieniądze były olbrzymią, emocjonalnie obciążającą kwestią, która
sprawowała kontrolę nad moją zdolnością do odczuwania szczęścia,
ponieważ na to pozwalałam. Pieniądze były dla mnie jedyną miarą sukcesu
i poczucia własnej wartości. Jeśli nie otrzymywałam czeku za swoje
dokonania, one się nie liczyły. Sfrustrowana i niezdolna pojąć, dlaczego
niektóre kobiety prowadzą - jak się wydaje - bardziej spełnione życie,
mimo że sumiennie łączyłam wszystkie kropki na rysunku, oscylowałam
między poczuciem, że marnuję życie, a poczuciem, że składam je na
ołtarzu własnych ambicji.
Byłam kobietą, która rozpaczliwie potrzebowała Prostej Obfitości.
A dlaczego moje życie musiało się zmienić? Jak dla pięćdziesięciu
milionów innych amerykańskich pracujących matek moja codzienna harówka
stała się przeciąganiem liny między żądaniami i oczekiwaniami innych
ludzi a moimi sprzecznymi pragnieniami i zawiedzionymi nadziejami.
Szaleńczo wykonywałam wiele zadań naraz, przechodząc od jednego
obowiązku do drugiego tak szybko, że mój duch ciągle pędził, by mnie
dogonić. I w końcu mu się udawało, gdy lądowałam w łóżku. Największym
źródłem lęku były poranki; mój pierwszy świadomy oddech był
westchnieniem; budziłam się z myślą, jak przebrnąć przez dzień.
Oczywiście nigdy się nikomu nie żaliłam, ale jęczałam przed sobą i przed
Bogiem, aż w końcu dźwięk mojego własnego narzekania doprowadził mnie
prawie do szaleństwa.
Pewnego ranka obudziłam się fizycznie wyczerpana i zrujnowana duchowo.
Pieniędzy też brakowało. Straciłam dwie lukratywne posady konsultantki,
a rynek wolnych strzelców szybko się kurczył, ponieważ jedyne czasopismo
w mieście redukowało zatrudnienie. Miałam dość skupiania się na tym,
czego brakuje w moim życiu, Niebiosa wiedzą, że nie miałam zamiaru o tym
pisać. Czułam się znużona, wyczerpana, zniechęcona. Zamartwianie się o pieniądze zużywało moje najcenniejsze zasoby - czas, twórczą energię i emocje. Poczułam więc pilną potrzebę, aby natychmiast, w tej chwili,
usiąść przy kuchennym stole i zacząć spisywać to, co w moim życiu było
dobre. Wyobraźcie sobie Pollyannę na Prozacu. Kiedy skończyłam po
sześciu godzinach, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu stworzyłam mistrzowską
listę wielu błogosławieństw, które spotkały mnie w życiu, a które
przeoczyłam. Było ich ponad sto pięćdziesiąt i żadne nie miało nic
wspólnego z pieniędzmi! I wtedy pojawiło się coś, co nazywam codzienną
epifanią: uświadomiłam sobie, że nie potrzeba mi niczego z wyjątkiem
świadomości, jak bardzo jestem pobłogosławiona. Wtedy po raz pierwszy
skinęła na mnie Wdzięczność - zachęcała mnie, abym wykorzystała jej
przemieniającą moc, nie po to, by zmienić swe życie, lecz by zacząć się
nim cieszyć. Niemiecki mistyk z przełomu XIII i XIV wieku Mistrz Eckhart
stwierdził: "Jeśli jedynym słowem, jakim modlisz się przez całe życie,
jest "dziękuję", to wystarczy". Odkryłam, że miał absolutną rację, i tak
się tym przejęłam, że zaczęłam codziennie dopisywać do mojej listy pięć
nowych rzeczy, za które mogłam być wdzięczna.
Zanim jednak ta książka mogła powstać, musiałam zrobić szczegółowy
bilans mocnych i słabych stron swojego życia. Być może po raz pierwszy
musiałam być bezwzględnie szczera zarówno w swym wnętrzu, jak i na
zewnątrz. W czasie tej głębokiej introspekcji znalazłam sześć
praktycznych, twórczych i duchowych Łask - Wdzięczność, Prostotę,
Porządek, Harmonię, Piękno i Radość - które stały się katalizatorami
pomocnymi w określeniu sensu życia. Pewnego ranka obudziłam się ze
świadomością, że niemal niepostrzeżenie stałam się kobietą szczęśliwą,
doświadczającą więcej chwil zadowolenia niż cierpienia. Z tą nową
pewnością siebie zaproponowałam napisanie książki o tym, jak spowolnić
tempo życia, dla kobiet, które tak jak ja chcą się kierować własnym
światłem.
Książka, którą macie przed sobą, w niczym jednak nie przypomina tej,
którą wtedy zaczęłam pisać. Ścieżka Prostej Obfitości powstawała przez
pięć lat i - podobnie jak ja - przeszła w tym czasie nadzwyczajną
metamorfozę. Każdego ranka duchowość, autentyczność i kreatywność
łączyły się na tych stronicach w osobiste poszukiwanie Pełni. Zaczęłam
pisać na temat eliminowania bałaganu, a skończyłam na safari własnego ja
i Ducha. Nikt nie jest tym bardziej zdumiony niż ja sama.
Gdy Ścieżka Prostej Obfitości ewoluowała od stworzenia znośnego stylu
życia do życia w stanie łaski, ja z ledwością rozpoznawałam kobietę,
którą kiedyś byłam. Prosta Obfitość umożliwiła mi doświadczanie
codziennych epifanii, znajdowanie Sacrum w zwyczajności, mistycyzmu w sprawach przyziemnych i wkroczenie w sakrament chwili obecnej. Nawet
śmiałam się częściej niż dotąd, zwłaszcza z samej siebie.
Dokonałam nieoczekiwanego, lecz ekscytującego odkrycia, że wszystko w moim życiu jest wystarczająco ważne i warte tego, aby stać się
niewyczerpanym źródłem refleksji, objawienia, zespolenia: zła fryzura,
zmienne nastroje, podwożenie dziecka do szkoły, napięte terminy, debet
na koncie bankowym, brudna podłoga, zakupy w sklepie spożywczym,
zmęczenie, choroba, braki w garderobie, niespodziewani goście, nawet
zgubienie ostatnich dwudziestu pięciu funtów. Prosta Obfitość dawała mi
transcendentną świadomość, że autentyczne życie jest najbardziej
osobistą formą kultu. Codzienne życie stało się moją modlitwą.
Jednakże sprowadzenie Ścieżki Prostej Obfitości na świat było
największym wyzwaniem w moim życiu. Mimo że od dwudziestu lat byłam
publikowaną dziennikarką, znaną w całym kraju, autorką dwóch książek, to
znalezienie wydawcy, który chciałby mnie wesprzeć, było zniechęcającą i trudną walką. Przez ponad dwa lata prawie trzydzieści razy odrzucano
moją propozycję. I w końcu, aby łagodzić ciosy, moja agentka Chris
Tomasino, przekazywała mi nowe wiadomości w kilku bolesnych listach
naraz. Powód odmowy? Prostota jest niekomercyjna, a książka o życiu
opartym na wdzięczności? Zapomnij.
Dwadzieścia pięć lat, siedem milionów egzemplarzy i trzydzieści języków
później okazało się, że jest inaczej.
Przygotowując tę nową przedmowę, zajrzałam do zachowanych dokumentów,
aby prześledzić, jak doszło do tego cudu. Czytanie niektórych listów z odmową nadal jest tak przykre, że aż się krzywię z bólu. Nic dziwnego,
że płakałam w poduszkę więcej razy, niż można sobie wyobrazić.
Następnego ranka mówiłam sobie jednak: "Spróbujemy jeszcze raz", i zaczynałam kolejną medytację. Z czasem myśli, zdań, akapitów i stron
było coraz więcej, zaczęły nabierać twórczej prędkości. Od początku
zawsze czułam, że Ścieżka Prostej Obfitości jest wspólnym projektem
Wielkiego Stwórcy i moim, ponieważ tytuł objawił mi się w błysku
jaskrawoneonowego światła. Byłam uważna, kiedy to się stało. Moja praca,
tak jak ją postrzegałam, polegała na codziennym stawianiu się i pisaniu.
Szczegóły znalezienia odpowiedniego wydawcy należały do nieba i do
Chris.
Nie chcę jednak cię oszukiwać, bardzo trudno zachować optymizm, kiedy
świat ciągle cię odrzuca, zatem dla podtrzymania na duchu stworzyłam
tablicę wydawniczych nastrojów i umieściłam ją nad biurkiem. Pewnego
popołudnia w 1993 roku, na dwa lata przed ukazaniem się Ścieżki Prostej
Obfitości, wzięłam listę bestsellerów "New York Timesa", zamalowałam
jeden tytuł korektorem, a w jego miejsce wpisałam Ścieżkę Prostej
Obfitości, zmieniając datę na czerwiec 1996 roku. Zawiesiłam ją nad
ekranem komputera. Obok umieściłam piękną widokówkę z obrazem Roberta
Speara Dunninga Zbieranie czereśni namalowanym w 1866 roku, który
przedstawia męski słomkowy kapelusz obok damskiego słomkowego
kapelusika, leżące na trawie obok koszyka pełnego czereśni. Była to
doskonała ilustracja prawdy, że "wszystko, co masz, to wszystko, czego
potrzebujesz". I tak pracowałam każdego dnia, a moja przyszłość
wpatrywała się we mnie intensywnie. Musiałam nauczyć się wierzyć, że
Niebo i "Książka" wiedzą więcej ode mnie.
Początkowo wyobrażałam sobie Ścieżkę Prostej Obfitości jako jedną z pięknych kolorowych książek na temat stylu życia, które były modne na
początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, ale na próżno. Kiedy po dwóch
latach i trzydziestu odrzuceniach minęliśmy apogeum, Liv Blumer z Warner
Books zapytała Chris, czy byłabym gotowa zmienić Ścieżkę Prostej
Obfitości w inspirujący dziennik. Uznałam to za absurdalne. Jak mogę
być dla kobiet źródłem inspiracji, skoro sama tak rozpaczliwie poszukuję
siebie? Chris poprosiła, abym się z tym pomysłem przespała.
Następnego dnia rano wzięłam rękopis i przerobiłam tekst na eseje na
każdy dzień. Byłam zdumiona tym, jaka siła tkwi w niewielkiej, dającej
otuchę opowieści, którą mamy przeczytać i rozważyć jednego dnia. Potem
usłyszałam, jak ten cichy, współczujący Głos, który zaczęłam nazywać
Duchem, pyta: "Czy możemy teraz wziąć się do pracy?". I wzięliśmy się.
Potrzeba było jednak kolejnych dwóch lat, aby tę pracę ukończyć.
Oczywiście miałam wiele tematów, które chciałam z tobą omówić.
Kiedy Ścieżka Prostej Obfitości ukazała się w końcu w listopadzie 1995
roku, wydawca powiedział mi, że to jest "kobieca książka", że będzie się
"powoli wypalać" i zależeć od przekazu "z ust do ust" między kobietami.
Wyrażenia "kobieca książka", "powolne wypalanie" i rekomendacja "z ust
do ust" były eufemizmami wydawcy oznaczającymi "brak reklamy". I oczywiście przez pierwsze miesiące nie było żadnej innej reklamy oprócz
plakatów w lokalnych księgarniach.
Jakież to było przygnębiające i rozdzierające serce - pięć lat pracy,
zmagań, potu i łez i żadnej reklamy? Ścieżka Prostej Obfitości miała
się tylko prześlizgnąć przez szczeliny i zniknąć? Nie mogłam na to
pozwolić. Nie miałam dokąd zwrócić się o pomoc, mogłam tylko paść na
kolana. Następnego dnia Niebo szepnęło mi do ucha: "Wyślij trzydzieści
egzemplarzy do programu Oprah Winfrey Show, po jednym dla każdej
kobiety z jej personelu. Zobaczymy, czy uda się skłonić kobiety, by
przemówiły".
Był to bardzo niezwykły sposób zareklamowania książki i nastąpił,
jeszcze zanim Oprah założyła swój słynny klub czytelniczy, który
zachęcał kobiety do czytania i rozmów na temat książek w nowy,
ekscytujący sposób. Pracownicy działu reklamy mojego wydawcy dostarczyli
już jeden egzemplarz książki producentom programu Oprah, tak więc, co
zrozumiałe, moja sugestia została uznana za grubą przesadę i tylko ich
zdenerwowała.
Tymczasem był okres wakacji i moi przyjaciele wspaniałomyślnie wydawali
prywatne przyjęcia promujące moją książkę, zapraszając swoich przyjaciół
i przyjaciół ich przyjaciół. Odzew był entuzjastyczny.
Wynajęłam stoisko na wakacyjnym bazarze Washington Waldorf School, który
zawsze jest zatłoczony. Ludzie zaznaczają go w kalendarzu na rok
wcześniej, ponieważ jest to najlepszy wakacyjny bazar, na jaki można
pójść. Sprzedałam sto egzemplarzy w kilka godzin, wszystkie z autografem. Zauważyłam też coś niezwykłego. Kobiety kupowały po kilka
książek. Kupowały je dla swoich sióstr, przyjaciółek, córek, synowych,
matek, teściowych, siostrzenic, kuzynek, szefowych i sekretarek.
Kobiety, które nabyły książki na przyjęciach, później ścigały mnie, aby
kupić ich więcej! Było to cudowne zaskoczenie, które wywołało
oszołomienie.
Ciągle jednak nie mogłam wybić sobie z głowy myśli o Oprah. Ponownie
zwróciłam się do działu reklamy i zaproponowałam, że zapłacę za książki,
lecz poprosiłam, aby to redakcja je wysłała, gdyż nie chciałam wyglądać
na zdesperowaną autorkę, którą w istocie byłam. Przypuszczam, że
dosłyszeli żarliwość w moim głosie, bo w końcu się zgodzili i wysłali
trzydzieści egzemplarzy jako wakacyjne prezenty dla personelu programu.
(I nawet nie musiałam za nie płacić!)
Mniej więcej po tygodniu otrzymałam wiadomość, że choć wszystkim
kobietom książka się podobała, to zespół redakcyjny stwierdził, że nie
nadaje się ona na podstawę programu. Aby zachować twarz, odparłam:
"Któregoś dnia Oprah chwyci książkę i przeczyta coś, co do niej
przemówi, a wtedy powstanie program".
Nadszedł styczeń 1996 roku, przynosząc światu wietrzną pogodę, a mnie
palący temat: "Kiedy wreszcie dostanę prawdziwą pracę?". Gdy po
tygodniowej przerwie odwiozłam córkę do szkoły, jakaś kobieta pomachała
do mnie w podnieceniu i ruszyła w moim kierunku przez parking. Miała mi
tyle do powiedzenia, że aż brakowało jej tchu. Położyła mi ręce na
ramionach i patrząc prosto w oczy, zaczęła mi gorąco dziękować za
Ścieżkę Prostej Obfitości. Powiedziała, że jej teściowa jest
kardiochirurgiem dziecięcym, ale zrezygnowała z pracy, gdyż nie mogła
pogodzić się z tym, że jej mali pacjenci umierają, mimo że tak bardzo
się starała im pomagać.
"Daliśmy jej Ścieżkę Prostej Obfitości na Gwiazdkę i wie pani co? Ma
zamiar wrócić do pracy, ponieważ teraz rozpoznaje swój autentyczny dar i czuje, że ta praca jest jej przeznaczeniem". Obie miałyśmy w oczach
szczęście i wdzięczność.
Wtedy, w tamtym miejscu, całkowicie oddałam Duchowi swoje obawy o los
Ścieżki Prostej Obfitości. Uznałam i zaakceptowałam fakt, że ta
książka zawsze należała do Nieba. To, że ją napisałam, samo w sobie było
błogosławieństwem, i ta możliwość wzbudziła we mnie ogromną wdzięczność.
Modliłam się tylko, żebym mogła znaleźć pracę, która pozwoli mi
wykorzystać moje talenty.
Zaczęły do mnie przychodzić listy od czytelniczek z całego kraju, w których dziękowały mi za Ścieżkę Prostej Obfitości i pisały, że nie
czują się już tak samotne.
W pierwszym tygodniu LUTEGO dostałam telefon od Oprah Winfrey Show.
Oprah weszła do swojej garderoby i zobaczyła moją książkę na blacie. "Co
to za różowa książka, którą wszędzie widzę?" - zaciekawiła się.
Otworzyła ją i przeczytała coś, co do niej przemówiło, a po tygodniu
zaproszono mnie do Chicago. Zapytałam, czy mogę wziąć z sobą
trzynastoletnią córkę. Było to najlepsze doświadczenie typu: "zabierz
dziecko do pracy", jakie kiedykolwiek przeżyłam!
Przyjechałyśmy do Chicago dzień przed nagrywaniem programu. Wyszłyśmy z hotelu na krótki spacer, aby rozejrzeć się po Michigan Avenue i okolicy.
Znalazłyśmy Terra Museum of American Art. Zbliżała się godzina jego
zamknięcia, a więc szybko przechodziłyśmy przez sale. Na drugim piętrze
skręciłam w pustą galerię. I jak myślicie, co znalazłam? Zbieranie
czereśni Roberta Speara Dunninga. Obraz z kartki pocztowej, na którą
codziennie patrzyłam z miłością, pisząc Ścieżkę Prostej Obfitości.
Ciągle czuję dreszcz zachwytu, wspominając tę chwilę, gdy czas zatoczył
pełne koło i otrzymałam duchowe potwierdzenie, że nigdy nie byłam sama w tej wędrówce niewysłuchanych modlitw. Podobnie jak ty nie jesteś.
Łaska Wdzięczności
Nie ma na świecie nic równie potężnego jak pomysł, którego czas właśnie
nadszedł.
Victor Hugo (1802-1885),
francuski poeta, powieściopisarz i dramaturg
Nie wiem, który fragment Ścieżki Prostej
Obfitości przemówił do Oprah, ale wyczuwam, że miał coś wspólnego z Wdzięcznością, a nikt nie szerzy ewangelii lepiej od Oprah. Wiele mówi
na temat przemieniającego wpływu prowadzenia Dziennika Wdzięczności i poświęciła wiele programów Ścieżce Prostej Obfitości. Zanim się
zorientowałam, "gorączka wdzięczności" opanowała kraj.
Pięć lat wcześniej, w 1991 roku, kiedy zaczęłam eksperymentować z Wdzięcznością jako duchowym katalizatorem przemiany życia, byłam
rozczarowana tym, że tak niewiele napisano na ten temat. Jedynym
wyjątkiem była skromna medytacja benedyktyńskiego mnicha Davida
Steindla-Rasta Gartefulness. The Heart of Prayer ("Wdzięczność. Serce
modlitwy"). Z pewnością nie było czegoś takiego jak Dziennik
Wdzięczności. Musiałam go stworzyć, ponieważ codzienna wdzięczność była
dla mnie tak cudowną nową praktyką.
Dzisiaj, gdy wpisuję słowo "wdzięczność" w wyszukiwarkę, znajduję 154
miliony linków do książek, stron internetowych, artykułów, newsletterów
i projektów badawczych, a liczba ta z każdym dniem rośnie. Jednym z moich ulubionych jest opasły tom The Psychology of Gratitude
("Psychologia wdzięczności"), wydany pod redakcją Roberta A. Emmonsa i Michaela E. McCullougha. Jest to pierwszy zbiór empirycznych, badań
naukowych nad wdzięcznością przeprowadzonych przez wybitnych naukowców
dokumentujących pozytywny wpływ wdzięczności na nasz umysł, ciało i ducha.
Dzielę się tym z tobą, ponieważ jeśli Prosta Obfitość jest dla ciebie
czymś nowym, to - czy jesteś tego świadoma czy nie - słuchałaś o niej
przez lata, ilekroć słyszałaś rozmowy na temat wdzięczności lub miałaś
do czynienia z Dziennikami Wdzięczności. W istocie temat ten tak często
gościł w rozmowach Amerykanów, że stał się niemal popkulturowym,
psychologiczno-bełkotliwym odpowiednikiem muzaka.
Chciałam się do tego bezpośrednio odnieść i przyznać, zanim wyruszysz
ścieżką Prostej Obfitości prowadzącą do znalezienia swojego
Autentycznego Ja. Być może sądzisz, że znasz moc Wdzięczności, lecz
dopóki osobiście nie doświadczysz jej cudu, tak nie jest. W tej
poprawionej wersji książki świadomie zostawiłam sekwencję medytacji,
abyś sama odkryła moc Wdzięczności, jak to było w pierwotnej wersji
Ścieżki Prostej Obfitości. Dotrzesz do tych stron, tak jak wcześniej
zrobiły to inne kobiety. Pragnę cię zapewnić, że uznasz swoje
poszukiwanie autentyczności za uświęcone zadanie.
To prowadzi nas do Autentycznego Ja, kolejnego syna marnotrawnego, który
przez minione dwadzieścia lat był wykorzystywany na wiele sposobów i który również stał się banałem. Obiecuję jednak, że jeśli potrafisz
usunąć z umysłu wszystko, co jest związane z czyjąś inną wersją
Autentycznego Ja, odkrywanie samej siebie dostarczy ci wiele radości.
Prawda czy wyzwanie
Co by się stało, gdyby jedna kobieta powiedziała prawdę o swoim życiu?
Świat by się rozpadł.
Muriel Rukeyser (1913-1980),
amerykańska poetka i działaczka polityczna
Kiedy pisałam Ścieżkę Prostej Obfitości,
pisałam ją tylko dla jednej czytelniczki: dla ciebie. Codziennie przez
pięć lat tworzyłam prywatną chwilę wytchnienia dla nas obu od stresu
tego świata i naszej pogoni za doskonałością. Mówiłam prawdę o swoim
życiu i być może także o twoim. Jesteśmy pokrewnymi duszami.
Pod wieloma względami Ścieżka Prostej Obfitości była pierwowzorem
kobiecego bloga, ponieważ jej forma dziennika traktowała o wszystkim, co
należy do naszych codziennych zajęć.
Szybko się też rozprzestrzeniała. Kobiety kupowały Ścieżkę Prostej
Obfitości, aby ją podarować innym na wakacje, z okazji urodzin, rocznic
i ukończenia nauki; otrzymywały ją na Dzień Matki lub od przyjaciółek na
pocieszenie po rozwodzie, utracie pracy bądź otrzymaniu druzgocącej
diagnozy. Kiedy jeden telefon sprawiał, że kobieta doznawała wstrząsu,
rozpadały się jej marzenia i życie, które dotąd znała, "różowa książka"
pojawiała się równie często jak garnki z zapiekanką. Psychoterapeuci
mówili mi, że przepisywali ją jak lekarstwo, przekazywały ją sobie
uczestniczki programu "dwunastu kroków"; kobiety maltretowane znajdowały
ją na bibliotecznych półkach. Czytały ją kobiety czekające na
chemioterapię, a potem zostawiały pielęgniarkom, które tak czule się
nimi opiekowały. Aby świętować, współczuć, pocieszać, rozweselać, ale
przede wszystkim aby się porozumiewać, kobiety na całym świecie - od
Connecticut, przez Chorwację, po Chiny - dzieliły się Ścieżką Prostej
Obfitości i błogosławiły życie, które odnalazły między jej wersami:
swoje życie.
Dlaczego ta książka, dlaczego teraz?
Ludzie muszą się czasami dowiedzieć nie tylko, jak wiele musi przyjąć
serce, ale także jak wiele może znieść głowa.
Maria Mitchell (1818-1889),
pierwsza kobieta astronom w USA,
w 1847 roku
odkryła kometę panny Mitchell
Jako kobiety od urodzenia zostałyśmy
przypisane do grup wiekowych, które już nam nie pasują ani nie służą.
Jak w tej chwili opisałybyśmy siebie? Kobieta z pokolenia milenialsów, z pokolenia X, urodzona w wyżu demograficznym? Czytelniczki Ścieżki
Prostej Obfitości przeciwstawiają się tym ograniczającym kategoriom.
Nie pisałabym dzisiaj tej uaktualnionej wersji, gdyby nie było nowych
milenialsowych czytelniczek, które pisały mi, jak bardzo podoba im się
Ścieżka Prostej Obfitości, ale czy nie mogłabym jej dla nich
uaktualnić? Michelle Obama, która jest dla mnie sztandarowym przykładem
Autentycznego Ja, mówi: "Jeśli nie zdefiniujecie siebie, bardzo szybko
zostaniecie zdefiniowane przez innych".
Zabierzmy się więc do tego, spotykając pośrodku. Jesteśmy wspaniałymi i zachwycającymi "antykami z połowy wieku XX". Bez względu na to jednak, w jakim jesteśmy wieku i jakie jest nasze nastawienie, nasze serca i głowy
potrzebują odrobiny pocieszenia, równowagi, radości i uśmierzenia bólu.
I sądzę, że znajdziecie je na tych stronicach. A co powiecie na trochę
pogody ducha w odmierzonych dawkach? Dzisiejsza kultura szybko
zmieniających się, skomplikowanych i zwykle niepokojących, nieustannie
napływających wiadomości "z ostatniej chwili" atakuje nas na każdym
kroku, pozbawiając poczucia bezpieczeństwa. Zmniejsza naszą zdolność do
odczuwania szczęścia, wyczerpuje nas i odbiera siły. Sprawia, że
jesteśmy napięte, kruche i przerażone.
Większość z nas każdego dnia przyznałaby, że nie wie, skąd przychodzi i dokąd zmierza. Ciągle czujemy się rozkojarzone - nawet w towarzystwie
osób, które kochamy. Często jesteśmy bliskie łez "bez żadnego powodu" i czujemy, że nie mamy nikogo, z kim mogłybyśmy porozmawiać i kto by nas
zrozumiał. Co jeszcze bardziej zdumiewające, to ciągłe poczucie
niepokoju, przytłoczenia i emocjonalnego wyczerpania w jakiś sposób
stało się akceptowaną w naszej kulturze "nową normą". Niemal każda
kobieta, którą znam, przyznaje, że budzi się zmęczona, wręcz wyczerpana,
i częściej niż kiedyś myśli o czekających ją trudnościach. To jednak nie
jest ani normalne, ani zdrowe. I ktoś musi to wreszcie powiedzieć.
Ja będę pierwsza.
To nie jest normalne.
Żyjemy w niezwykłych czasach, ale one nie są nową normalnością. Ponieważ
nie ma nic normalnego w tym, co dzieje się każdego dnia. I jedynym
sposobem, aby ochronić siebie i naszych bliskich, jest uświadomienie
sobie i przyznanie, że technologia musi mieć swoje granice. Jak to
zrobić? W taki sam sposób, w jaki kobiety zawsze się chroniły: poprzez
stworzenie bezpiecznej emocjonalnej i psychicznej przystani, która
ochroni to, co dla nas święte. Dlatego wróciłam.
Poprzednia edycja Ścieżki Prostej Obfitości ukazała się w 2005 roku, w dziesiątą rocznicę pierwszego wydania. Czternaście lat temu jednak
technologia nie dominowała w naszym życiu w takim stopniu jak dzisiaj. A kiedy technologia raz zawładnęła naszym życiem, staliśmy się jej
zakładnikami. Film science fiction Stanleya Kubricka z 1968 roku 2001:
Odyseja kosmiczna stał się żywą historią. Zamiast superinteligentnego
komputera HAL płynącego w przestworzach mamy teraz Alexę wykonującą
nasze polecenia w domu i Siri wskazującą nam kierunek jazdy samochodem.
I my się zastanawiamy, dlaczego nie mamy cierpliwości, aby wysłuchać do
końca nawet jednej myśli?
Postanowiłam dogłębnie zrewidować tekst, mając na uwadze czytelniczkę
nie sprzed dwudziestu pięciu lat, lecz współczesną. Niektóre medytacje
odświeżyłam, inne przerobiłam, a wiele zastąpiłam nowymi. Dusza Ścieżki
Prostej Obfitości pozostaje jednak nietknięta: wszystko, co mamy, to
wszystko, czego nam trzeba. Musimy tylko mieć świadomość tego, jakim
błogosławieństwem jest dla nas każdy dzień. Te z was, które już są
drogimi przyjaciółkami, znajdą wiele nowych spraw do rozważenia. Dla
waszych córek jest trochę lekkich kuksańców, których potrzebuje się w młodości, i wiele zachęt, aby wyruszyły na safari własnego ja. Jest w tym magia: kiedy pisałam tę wersję, zjednoczyłam się na nowo z dziewczyną, którą zostawiłam za sobą, i teraz jestem na własnym nowym safari. Mam nadzieję, że dla każdego,
kto przeczyta Ścieżkę Prostej Obfitości, będzie ona tak samo
inspirująca.
Pod koniec każdego miesiąca, oprócz zaktualizowanych Prostych Radości,
jest część zatytułowana "Wypróbuj to w domu". Znajdziesz tam propozycje,
jak przygotować Szafę Przezorności. Ta awaryjna szafa będzie zawierać
wszystko, czego możemy potrzebować, gdybyśmy musiały szybko opuścić dom.
Przynajmniej będziesz miała dość zapasów, by przetrwać kolejny śniegowy
"armagedon", który - jak się wydaje - zdarza się coraz częściej w naszych czasach.
Boska sztuka
Boską sztuką jest opowiadanie.
Isak Dinesen (1885-1962),
pseudonim literacki duńskiej pisarki
Karen
Blixen-Finecke
Będąc pisarką irlandzką, bardziej wierzę w to, co niewidzialne, niż w to, co widoczne. Zgadzam się z Franzem Kafką,
że pisanie jest najbardziej osobistą formą modlitwy. Na każdej stronie
między wersami są moje dziękczynne wpisy dla Wielkiego Stwórcy - w którym się poruszam, piszę, żyję, kocham, znajduję swoją istotę i sens.
Emily Dickinson uważała, że Dom jest inną nazwą Boga. Helen Keller
opisała Boga jako "Światło w moich ciemnościach, Głos w moim milczeniu".
Czternastowieczna mistyczka Juliana z Norwich mówiła swoim nowicjuszkom:
"Bóg jest odzieniem, które nas otula, obejmuje i otacza". Za każdym
razem, gdy pod koniec długiego, męczącego dnia wślizguję się w mój
wygodny szlafrok, wiem, że miała rację.
W tradycji żydowskiej tożsamość Wszechmocnego jest tak święta i ukryta,
że właściwego imienia Boga nie można wypowiadać. My zapisujemy je jako
YHWH - cztery święte litery przedstawiające czas przeszły, teraźniejszy
i przyszły słowa "być". Bóg powiedział Mojżeszowi, żeby zwracał się do
niego "Jestem, który jestem", i kiedy Mojżesz to robił, morze się
rozstępowało i jego lud był karmiony codziennie w czasie
czterdziestoletniej wędrówki przez pustynię. Wielu z nich prawdopodobnie
patrzyło w niebo, nazywając Boga Manna - imieniem niebieskiego pokarmu,
który trzymał ich przy życiu.
Każda kobieta, która wierzy w Boga, nazywa go jakimś konkretnym
imieniem. A te, które nie wierzą albo przeżywają wiarę inaczej niż ty
czy ja, wybiorą inne słowo na opisanie Boga, może Kosmos albo Jedyny,
albo Dobry Porządek. W moich książkach często nazywam Boga Duchem,
ponieważ nie chcę narzucać własnych poglądów na temat Boskości
czytelniczkom, z których każda czci sacrum w zwyczajności: Źródło
Wszelkiej Tajemnicy, Tego, Który Rozwiewa Wątpliwości, Rozpalającego
Nadzieję, Zawsze Obecnego Żywiciela, Współczującego Słuchacza, Strażnika
Ognia, Święte Źródło czy Matczyną Obfitość, która jest dla mnie
nieustannym źródłem kierownictwa.
Oto wskazówka: Jeśli natkniesz się na słowo pisane wielką literą, to
wiedz, że staram się nim nazwać, jakkolwiek nieudolnie, aspekt Boskości,
który był dla mnie pocieszeniem, wsparciem i radością.
Niechaj lektura Ścieżki Prostej Obfitości będzie dodającą otuchy
rozmową z przyjaciółką, która jest wdzięczna za to, że nasze drogi się
spotkały. Kiedy przyglądam się rozpościerającej się przed nami ścieżce
codziennej łaski, widzę czekające nas wspaniałe dni. Błogosławione
jesteśmy między kobietami i jakie to cudowne, że obie o tym wiemy.
Mnóstwo miłości, podziękowań i błogosławieństw dla twojej odwagi,
Sarah Ban Breathnach
maj 2019