p

Route 66 - Martyna Chlebda

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (16,76 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

[teksas, oklahoma, kansas]

Rankiem powietrze było czyste i rześkie. Nie pamiętam też, żeby doskwierał mi wtedy upał, przez co było zupełnie inaczej niż w Arizonie.

Myślałem o niej, myślałem o mamie, o rodzeństwie, o tym, co tak bezmyślnie pozostawiłem, choć planowałem to miesiącami.

Zaczynałem dochodzić do wniosku, że moje czyny niosły za sobą jeszcze większe konsekwencje, niż do tej pory przypuszczałem. Ale nie chciałem o nich myśleć, nie po wczorajszym deszczu i długiej burzy, podczas której miałem zbyt wiele czasu na przemyślenia. One zaczęły prowadzić donikąd, aż w końcu stały się niebezpieczne.

Dlatego starałem się myśleć o wszystkim innym; o tym, że niebieskie kwiaty na polanie za oknem wyglądały jak ocean, w którym chciałbym się wykąpać lub o tym, że najnowsza płyta Madonny była nie w moim stylu, ale dziwnie mi się podobała.

Byłem masochistą i w pewnym sensie tego nienawidziłem, ale równie mocno uwielbiałem.

Najwięcej jednak myślałem o Kurcie.

O jego oczach, uśmiechu, głębokim głosie i gitarze, której ubiegłego wieczoru nawet nie ruszył. Myślałem też o jego ustach i noc nagle stała się bezsenna.

- Jak się czujesz?

Podniosłem wzrok na Kurta, który właśnie usiadł po drugiej stronie drewnianego, okrągłego stolika.

Siedzieliśmy na werandzie, z której widok wychodził na polanę i las, w którym mógłbym się zgubić. Oprócz nas nie było nikogo, choć przez otwarte drzwi tarasowe dobiegał nas donośny głos Terry'ego, który zawzięcie tłumaczył coś Lydii.

Nie wsłuchałem się, bardziej obchodził mnie w tamtym momencie Kurt.

- Już dobrze - odpowiedziałem, wyciągając ręce po herbatę, którą mi przyniósł. - Miałem chwilowe załamanie, wszystko to, co czułem... Przepraszam.

- Nigdy nie przepraszaj za swoje uczucia, Will - powiedział, odwracając głowę tak, że patrzył prosto na mnie. - Przepraszaj za słowa, za swoje myśli. Przepraszaj za marzenia i czyny, ale nigdy za uczucia.

Zacisnąłem usta, kiwnąwszy głową.

Tak bardzo chciałem spełnić jego słowa, ale moje uczucia tak samo jak myśli były toksyczne.

- Po prostu tak jest czasami łatwiej.

Kurt wzruszył ramionami.

- I jak? Tym razem też tak jest?

Nie odpowiadałem przez chwilę.

Zastanawiałem się, czy naprawdę pomogło, ale nie. Wciąż byłem tak samo rozbity i martwy w środku jak wcześniej. Już żadne słowa nie mogły pomóc, chyba że może prawda, której nie byłem w stanie wyjawić.