Prolog
Relacje się zrywają, czasem naprawiają, a często utykają.
z zasobów Psicoadvisor.com1
Cześć, czy możesz mnie wysłuchać? - w telefonie Giorgii drżącym głosem
odzywa się Ilaria.
- Pewnie, mów.
- Stefano mnie zostawił! Zniknął. Nie odbiera telefonu.
Przez głowę Giorgii przemyka cyniczna myśl: "Dobrze by było, gdyby
naprawdę zniknął". Wie, że Stefano wróci, tak jak poprzednim razem i wielokrotnie wcześniej. A przecież, mimo powtarzającego się scenariusza,
Ilaria jest całkowicie rozbita.
- Ale czy coś się stało? - Giorgia ogranicza się do prostego pytania.
- Nie. Wszystko między nami dobrze się układało. Nie wiem, dlaczego to
zrobił!
W rzeczywistości Stefano nie zniknął bez powodu, powód jak najbardziej
istnieje. Tyle że Ilaria, zaślepiona pożądaniem i głodem miłości, nie
jest w stanie go dostrzec. Stefano "już taki jest", znika za każdym
razem, gdy w związku pojawia się jakiś palący problem, a potem wraca
skruszony, z podwiniętym ogonem, błagając o wybaczenie. Przysięga, że
się zmieni i że sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy. Ilaria bierze
jego słowa za dobrą monetę i dalej się łudzi, że potrafi zbudować z nim
jakąś magiczną relację. Jest inteligentną kobietą, ale nie widzi, że ma
przed sobą mężczyznę uczuciowo niedojrzałego, który nigdy nie będzie w stanie dać jej tego, czego ona szuka.
- Bądź pewna, że wróci - mówi Giorgia - tak jak wcześniej. Musisz jednak
wiedzieć, że jeśli tym razem pragniesz innego finału swojej historii, ty
też będziesz musiała postąpić inaczej.
Ilaria przytakuje. Dobrze wie, że nie da rady znieść kolejnych porzuceń
i powrotów, fanaberii i scen zazdrości. Stefano operuje szerokim
repertuarem podobnych zachowań, a ona zna go już na pamięć, tyle że nie
jest w stanie przestać pragnąć miłości i bliskości tego mężczyzny.
Najtrudniejsze są pierwsze dni, gdy popada w stan głębokiej udręki,
całkowicie przytłoczona samotnością.
Giorgia próbuje ją uspokoić, tak jak uspokaja się wystraszone dzieci
oczekujące na powrót mamy:
- Zobaczysz, szybko wróci i będziesz mogła go przytulić.
Kiedy Ilaria nieco odzyskuje spokój, wydaje się zdeterminowana, by tym
razem postarać się o inne zakończenie swojej opowieści, tyle że nie wie,
jak to zrobić. Jeśli prześledzić jej życie, widać, że w rzeczywistości
zawsze czuła potrzebę posiadania jakiegoś zewnętrznego punktu
odniesienia. Ma zainteresowania, ale prawie niczego nie robi sama.
Większość czasu spędza w domu i potrzebuje towarzystwa, by się czymś
zająć, bo w przeciwnym wypadku rozpamiętuje swoją historię miłosną,
zanurzając się w myślach o Stefanie.
Po kolejnym porzuceniu postanawia działać i znajduje stowarzyszenie
organizujące krótkie wycieczki. W pierwszy weekend po rozstaniu jedzie
zwiedzać jaskinie z dziesiątką zupełnie nieznanych jej osób. Jest
zdezorientowana i zagubiona, ale czuje, że nie chce już być zależna,
zdana na czyjeś działania.
Dotychczas Ilaria zawsze szukała wsparcia u swoich partnerów, żeby nie
musieć samodzielnie mierzyć się ze światem. Teraz jest zdeterminowana,
by nauczyć się iść dalej bez żadnego oparcia, pragnie sama stawić czoła
wyzwaniom. Musi "tylko" zacząć wierzyć w siebie, uświadomić sobie, że
może dać sobie radę. W gruncie rzeczy partnera nie należy szukać po to,
by nie musieć samodzielnie radzić sobie z życiem, ale żeby dzielić się z nim / z nią własnym światem, a przynajmniej znaczną jego częścią.
?????
Minęło już dziesięć dni, odkąd Ilaria pracuje nad swoją autonomią.
Bardzo brakuje jej Stefana, to prawda, ale coś się w niej zmienia.
Piętnastego dnia dzwoni telefon; zgodnie ze scenariuszem to Stefano.
- Stefano, dlaczego do mnie dzwonisz? Przecież odszedłeś - stwierdza
stanowczo Ilaria.
- Brakowało mi ciebie - mówi mężczyzna posępnym głosem.
- Mnie też ciebie brakowało, ale teraz to nie ma już znaczenia!
- Kochanie, proszę, przecież wiesz, co do ciebie czuję.
Serce Ilarii wali jak młotem. Łzy jakby skrystalizowały się na wysokości
oczu i nie chcą popłynąć. Kobieta nie jest nawet w stanie się rozpłakać.
Zbierając się jeszcze raz na odwagę, odpowiada:
- Jeśli ci to odpowiada, możemy porozmawiać w niedzielę przy obiedzie.
Tą propozycją kobieta chce podnieść swoją wartość i zmienić bieg
wydarzeń: w istocie bowiem tych dwoje nie widywało się nigdy w weekendy.
Dni wolne od pracy Stefano przeznaczał na piłkę nożną, oglądanie meczów
z przyjaciółmi i wizyty u rodziców. Nigdy nie zrobił ustępstwa na rzecz
Ilarii. Tak więc, zanim poznała ludzi ze stowarzyszenia, większość
weekendów spędzała sama w domu. Tym razem Stefano zgadza się na
spotkanie w niedzielę.
- Dobrze. Pod warunkiem że ja stawiam. Zabiorę cię do Benny'ego -
odpowiada, mając na myśli swojego przyjaciela rybaka, który przerobił
swój trabucco2 na znaną restaurację, gdzie prezentuje
gościom świeży, jeszcze żywy połów.
W dni poprzedzające spotkanie Ilaria wiele myśli o swoich uczuciach i zastanawia się, co pchnęło ją w ramiona Stefana. Uwielbiała w nim
wolnego ducha, radość, niezależność, sposób, w jaki zgrywał pozbawionego
ograniczeń cynika. Właśnie to spowodowało, że się w nim zakochała.
Jednak same cechy skazują na absolutną niestałość każdą relację, jaką
nawiązuje Stefano. Ilaria nie była oczywiście pierwsza - mężczyzna wręcz
chlubi się tym, że wywrócił do góry nogami życie swoich byłych
partnerek. W ogóle nie przejmuje się cudzymi uczuciami; jest tak bardzo
skupiony na sobie, że potrafił spotykać się z Ilarią wieczorami tylko po
to, żeby pójść z nią do łóżka, nie licząc się z ewentualnymi potrzebami
partnerki. Choć pozory wskazywały na coś innego, ona tak naprawdę nie
kochała jego, lecz bijącą od niego niezależność, której tak gorąco
pragnęła dla siebie.
Zdaje się, że umówiona niedziela nigdy nie nadejdzie. Kiedy w końcu
wybija godzina obiadu, Ilaria przychodzi do restauracji, zajmuje miejsce
i widzi z daleka Benny'ego, który rzuca na ladę świeżo złowioną, jeszcze
żywą ośmiornicę. Zmiękcza jej mięso, przygotowując je do przyrządzenia.
Zaraz potem nadchodzi Stefano, przygarbiony i jakby zaniedbany, siada
naprzeciw Ilarii i patrząc jej w oczy, mówi:
- Wiem, że zachowałem się jak głupiec, ale to mnie przerosło. Tak wiele
dla mnie znaczysz, że mi odbija i potrzebuję przestrzeni. Ale przecież
wiesz, jak bardzo cię kocham. Wróćmy do siebie.
Ilaria i tym razem jest bliska wpadnięcia w pułapkę. Kiedy Stefano mówi,
jedyne co czuje kobieta, to impuls, by go pocałować. Cała drży - aż do
chwili, gdy na stole pojawia się przekąska. On zaczyna powoli jeść i w pewnym momencie wykrzykuje:
- Kocham to danie prawie tak jak ciebie!
- Ty je kochasz? - pyta Ilaria.
- Tak, no wiesz, kocham ośmiornicę - odpowiada Stefano.
- Kochasz ją? I dlatego pozwoliłeś, żeby wyciągnięto ją z wody,
utłuczono, zabito i ugotowano?
On nie rozumie. Ona kontynuuje:
- Proszę cię. Nie mów, że kochasz tę ośmiornicę tak jak mnie. Ty jej nie
kochasz! Lubisz jej smak, lubisz to, co ci daje. Prawda jest taka, że
kochasz tylko siebie i żeby sobie dogodzić, wyciągnąłeś ją z wody i ugotowałeś.
- Ilario, daj spokój! To tylko danie! Jeśli chcesz, zamówię coś innego.
Ilaria wie, że zareagowała przesadnie, ale nie potrafi się opanować.
Chęć, by go pocałować, całkowicie pierzchła. Nagle zaczyna się czuć jak
ta ośmiornica: bezbronna, ciśnięta o ziemię i całkowicie zdana na cudze
zachcianki. Czuje mnóstwo różnych emocji, ale na pewno nie czuje się
kochana.
Widząc, że Ilaria się wzdryga, on naciska:
- Już dobrze, nie myślisz trzeźwo, tyle wycierpiałaś. Zabiorę cię do
domu i nadrobimy stracony czas.
Chce ją pogładzić po twarzy, ale ona odpycha jego rękę.
- Nigdy nie myślałam bardziej trzeźwo. Teraz widzę wszystko jasno.
- Wiedz, że zrezygnowałem dziś z planów z przyjaciółmi, żeby się tu z tobą spotkać, i jeśli zechcesz, zrobię to jeszcze tysiąc razy, ale teraz
uspokój się i chodźmy! Co cię naszło?
Ona nie odpowiada: po prostu unosi dłoń w geście pożegnania i odchodzi.
?????
Ilaria zrozumiała, że miłość Stefana nie była prawdziwą miłością, ale
przypominała raczej miłość do ośmiornicy. Co to w istocie znaczy
zakochać się w kimś? W najbardziej niedojrzałym rozumieniu oczekuje się,
że druga osoba będzie mogła spełnić wszystkie nasze potrzeby fizyczne i emocjonalne, jak na przykład ta, by nie mierzyć się ze światem w pojedynkę, czy jak przymus demonstracji siły, kontroli albo zadawania
ran. W związkach kieruje nami bardzo wiele nieuświadomionych potrzeb,
ale musimy dobrze zapamiętać: to nie jest prawdziwe uczucie, tylko
miłość do ośmiornicy.
Kochać znaczy wybrać kogoś świadomie, nie wymagać od danej osoby
wypełniania naszych najbardziej podświadomych, rozpaczliwych braków. W prawdziwej miłości to ty wybierasz "właściwą osobę" - twoje
niezaspokojone potrzeby nie wybierają za ciebie, nie przejmują nad tobą
władzy i nie wtłaczają cię w dysfunkcyjne relacje.
Poeci, powieściopisarze, filozofowie, psycholodzy, neurolodzy,
piosenkarze... wszyscy zdają się mieć jasne wyobrażenie na temat tego,
czym jest miłość, ale wielu z nich jest w błędzie: miłość nie zniewala
ani nie bierze jeńców, nie wywołuje cierpień ani udręki. Powoduje je
brak miłości do samego siebie, rodząc podświadome, niezaspokojone
potrzeby i otwiera na oścież drzwi dysfunkcyjnym relacjom. Właśnie
dlatego tak wiele par opiera swoje związki na miłości do ośmiornicy, a nie na prawdziwym uczuciu: żadne z partnerów nie zrozumiało jeszcze, jak
pokochać głęboko samego siebie i w efekcie buduje imponujące, murowane
zamki na fundamentach z piasku.
W tej książce wytłumaczymy ci, jak stworzyć stabilne i solidne
bezpieczne podstawy, na których będziesz mógł zbudować siebie i zaprosić do swojego życia drugą osobę w nowy, satysfakcjonujący sposób.
?????
W historii Ilarii i Stefana zobaczyliśmy dwie przeciwstawne i często
uzupełniające się formy miłości: z jednej strony egotyczną miłość
mężczyzny, z drugiej - uczucie zależnej kobiety. Obydwoje szukają
potwierdzenia w drugiej osobie, bo nie są zdolni sami go zbudować;
wyborami i zachowaniem takiej pary kieruje poczucie wewnętrznego
niedostatku.
Co dzieje się w takich przypadkach? Jaki mógłby być epilog ich historii?
Nie trzeba się koniecznie rozstawać, należy jednak znaleźć drogę, która
doprowadzi do zyskania nowej świadomości. W gruncie rzeczy wszystko, co
wiesz dziś o miłości, zawdzięczasz swoim wcześniejszym doświadczeniom,
które, powiedzmy sobie otwarcie, nie zawsze były idylliczne. Nigdy nie
miałeś w ręku instrukcji obsługi miłości lub raczej nie miałeś jej aż do
dziś.
?????
O ile w naszej pierwszej książce, Riscrivi le pagine della tua vita
(Przepisz na nowo stronice swojego życia), towarzyszyłyśmy ci w odkrywaniu, kim jesteś oraz jakie są twoje wewnętrzne światy, tym razem
skoncentrujemy się na związkach uczuciowych i na tym, w jaki sposób
kierować miłosnym rozkładem jazdy w naszym życiu. Związki zajmują ważne
miejsce w życiu każdego z nas, warto więc poświęcić troskę i uwagę
zarówno ich budowaniu, jak i chwili, gdy dochodzi do bolesnego
rozstania. Niech nie będzie ci przykro z powodu osób, które się od
ciebie oddalają - pozwól im odejść. Krewnym, przyjaciołom, kolegom,
dalszym i bliższym znajomym, każdemu! Pozwól im odejść. Stwórz dla
siebie wolną przestrzeń, domagaj się jej. Pozwól, by powstał nowy
wymiar, tylko dla ciebie. Nie żyjesz po to, by komuś dogodzić. Nie
żyjesz po to, by zadowalać innych. Nie żyjesz po to, by szukać
akceptacji. Daj sobie spokój z paranoją, lękiem, przejmowaniem się
błędami. Żyjesz po to, by czuć się dobrze. Z samym sobą, z innymi.
Samotność i cierpienie rzucają na kolana? Więc wstań, oddal się, idź,
biegnij; idź tam, gdzie chcesz, a nie tam, gdzie ci każą.
Być może wyda ci się, że tracisz jakąś część siebie, ale w rzeczywistości będziesz zdrowieć. Wyda ci się, że toniesz, tymczasem
będziesz się rozwijać. Kiedy zaś to wszystko się wydarzy, poczujesz się
jak mityczny feniks, gotowy do kolejnego lotu. A my tam będziemy, by
cieszyć się twoim odrodzeniem.
?????
Książka, po którą sięgasz, podzielona została na trzy części.
W pierwszej zobaczymy, w jaki sposób tworzą się związki - począwszy od
zainteresowania się kimś po wybór partnera - a przede wszystkim, jak
nasza przeszłość wpływa na pojawienie się "chemii", którą błędnie
nazywamy miłością. Naszym zamiarem jest dać ci podstawy pozwalające
zamienić nieświadome i pozornie przypadkowe wybory w przemyślane
decyzje.
W drugiej części zrozumiemy, jaka dynamika napędza związki, odróżniając
funkcjonalne wzorce zachowania (które są pozytywne) od dysfunkcjonalnych
(które prowadzą do poczucia niezrozumienia, niezadowolenia, a czasem
wręcz osamotnienia). Dostarczymy ci wskazówek pozwalających lepiej
zrozumieć nawiązywane przez ciebie relacje interpersonalne i zaproponujemy ci praktyczne ćwiczenia stosowane w psychoterapii
(indywidualnej i par) dla poprawienia relacji z sobą samym oraz
współdziałania z drugą osobą. Ta sekcja ma ci pomóc opanować nowe wzorce
potrzebne do wyeliminowania dysfunkcjonalnych automatycznych zachowań,
jakie ciągną się za tobą od dzieciństwa.
W trzeciej części zajmiemy się afirmacją siebie i dowiemy się, jak
przeobrazić poczucie osamotnienia w dbałość o siebie. Zobaczysz, że
tylko miłość, którą dziś postanowisz ofiarować sobie, może konkretnie
odmienić twoje życie, niezależnie od tego, czy żyjesz w pojedynkę, czy
też masz kogoś u swego boku. Przeanalizujemy najbardziej
rozpowszechnione techniki manipulacji uczuciowej - nie tylko w związkach
sentymentalnych, ale też w rodzinie - i odkryjemy, w jaki sposób się
przed nimi chronić. Ta część ma na celu nauczyć cię postrzegać siebie
jako osobę kompletną i godną miłości w taki sposób, by każdej twojej
relacji uczuciowej towarzyszył zasłużony szacunek.
?????
Eksplorowanie świata miłości oznacza konfrontację z własną
emocjonalnością, wydobycie na światło dzienne wewnętrznych ran,
wsłuchanie się w siebie, rozpoznanie własnej wartości, aż sami dla
siebie staniemy się mocną liną, której możemy się uchwycić, i bezpiecznym portem, w którym znajdziemy schronienie. W gruncie rzeczy
towarzyszem, który najwierniej ze wszystkich będzie stał u naszego boku,
w radości i cierpieniu, zawsze i mimo wszystko, będziemy my sami.
Właśnie dlatego tak fundamentalna jest autoafirmacja: wszelkie
doświadczenia, w tym związki uczuciowe, przeżywamy za jego
pośrednictwem.
Rozdział I. Każdy kocha, jak umie, wraz ze swoimi ranami
Rozdział I
Każdy kocha, jak umie, wraz ze swoimi ranami
Kiedy kochasz, nie zapominaj o sobie.
z zasobów Psicoadvisor.com
Mapy uczuć
Jeśli zastanowisz się, kiedy po raz pierwszy ktoś złamał ci serce, być
może pamięć przenosi cię do miłości ze szkolnych ławek, do pierwszego
narzeczonego z młodzieńczych lat, ale na pewno nigdy nie przyszliby ci
do głowy rodzice. Tymczasem wszystkiego, co wiesz dziś o miłości,
dowiedziałeś się nieświadomie w dzieciństwie, w pierwszych latach życia.
Ta wiedza docierała do ciebie poprzez matkę i ojca, albo raczej przez
sposób, w jaki wchodzili z tobą w relacje i reagowali na twoje potrzeby.
Tak więc twoje małe serduszko, zanim jeszcze poznało miłość namiętną,
zostało złamane milion razy! Działo się tak, kiedy rosłeś, uczyłeś się
chodzić, czytać i pisać, ale w tamtym czasie byłeś zbyt mały, by to
zrozumieć. A przecież to właśnie wtedy wszystko miało swój początek,
łącznie z dzisiejszym cierpieniem i typami relacji, jakie wciąż
pojawiają się w twoich historiach miłosnych.
?????
Mapy uczuć, jakie dziedziczymy po naszych rodzicach, prowadzą nas nie
tylko w relacjach, ale też w życiu. Na przykład dziecko wychowywane w sposób skrajnie permisywny - pozwala mu się na wszystko bez żadnych
ograniczeń - zapewne nieświadomie przyswaja sobie schemat, który wkrótce
stanie się motywem przewodnim jego życia, a który brzmi mniej więcej
tak: "Zasady istnieją dla innych, ale nie dla mnie". Takie dziecko
wyrośnie na dorosłego, który czuje, że ma więcej praw od innych zarówno
w pracy, jak i w relacjach uczuciowych. Będzie myślał, że może sobie
pozwolić na wszelką swobodę, nawet na wolność ranienia osoby, która go
kocha. Życie takiego dorosłego wcale nie będzie łatwe; prędzej czy
później zderzy się on z rzeczywistością społeczną i szybko dostrzeże, że
jednak nie wszystko można i że wśród ludzi jak najbardziej obowiązują
pewne zasady - nawet jego, który nigdy ich nie poznał! Stanie się
nietolerancyjnym dorosłym; będzie cierpiał, nawet stojąc w zwykłej
kolejce w supermarkecie, bo w swoim wyobrażeniu, w wyuczonym schemacie,
jest kimś "bardzo szczególnym" i na pewno nie musi tracić czasu jak
wszyscy inni.
W swojej historii rozwoju, w przeszłej relacji z rodzicami, taki
dorosły nauczył się, że ma prawo robić wszystko, więc każdego dnia w zderzeniu z normami społecznymi czuje się coraz bardziej sfrustrowany.
Ponadto relacje uczuciowe, jakie udaje mu się nawiązać, są
powierzchowne, pozbawione równowagi i wzajemności; ma skłonność, by brać
więcej, niż jest w stanie dać. Ale na tym nie koniec. Czując się
bezsilnym wobec nieakceptowanej przez siebie rzeczywistości,
wykorzystuje partnera jako środek egzekwowania tego, co uważa za swoje
"prawo", chwytając się przy tym, jak zobaczymy dalej, manipulacji.
Zaznaczyłyśmy, że może się tak zdarzyć, gdy dziecko wychowują rodzice
permisywni, ustępliwi i zachwyceni dzieckiem, które sami umieścili na
piedestale. Podobna sytuacja może dotyczyć rodziców nadmiernie
wyluzowanych, najczęściej nieobecnych, niczym się nieprzejmujących,
którzy pozwalają robić dziecku, co mu się podoba, nie dlatego, że je
wielbią, ale dlatego, że się nim nie interesują. Takie dziecko, choć
uważa, że ma prawo do wszystkiego - podobnie jak osoba wychowywana przez
rodziców permisywnych i nieznająca żadnych zasad - nie czuło się też
nigdy kochane. Brak punktów odniesienia, uwagi i troski doprowadzi do
przedwczesnego usamodzielnienia i ktoś taki szybko odłączy się od
rodziców, których zawsze uważał za oddalonych. Jego los nie będzie
jednak daleki od wspomnianego wcześniej schematu; nie braknie mu
frustracji, odrzucania zasad i roszczeniowości. Złamane już w dzieciństwie serce nie będzie zdolne do miłości, a przynajmniej nie bez
dogłębnej pracy nad sobą.
Na przeciwnym biegunie mamy dziecko wychowane przez rodziców
nadopiekuńczych, nadmiernie krytycznych lub skrajnie surowych, które
nauczyło się, że jemu pewne prawa po prostu się nie należą. Ktoś taki
przyswoił sobie w dzieciństwie, że aby coś zrobić, czy nawet choćby
zaistnieć, potrzebuje czyjejś zgody lub aprobaty. Dlatego jako dorosły
nigdy nie będzie pewny siebie albo co najmniej nie doświadczy poczucia
autonomii; jego poczucie bezpieczeństwa będzie zawsze zależne od drugiej
osoby. Dlatego będzie wchodził w związki z oczekiwaniem, że partner w magiczny sposób stanie się źródłem jego stabilności. Wiodący schemat
jego mapy uczuć będzie wyglądał mniej więcej tak: "Sam jestem bez
wartości i nie dam sobie rady".
?????
Oczywiście opisane powyżej przypadki to tylko uproszczenia - w relacji
rodzic-dziecko występuje o wiele więcej czynników, często bardziej
złożonych - ich zadaniem jest jednak wskazać związek
przyczynowo-skutkowy pomiędzy wzorcami rodzicielskimi a mapami uczuć,
którymi kierujemy się w dorosłym życiu.
W dorosłym, który nie potrafi kochać, kryje się złamane serce dziecka.
Jeśli spotykasz na swojej drodze kogoś takiego, twoja mapa uczuć
krzyżuje się z jego mapą, tworząc węzeł trudny do rozplątania. Nie jest
twoim zadaniem leczyć cudze złamane serce, masz natomiast obowiązek
zaopiekować się własnym. Miłością, którą najczęściej dusimy w sobie,
jest miłość do samych siebie, a tylko ona nas leczy. Pamiętaj, masz w sobie bezpieczne miejsce, w którym możesz poczuć się kochany i chroniony, gdzie możesz znaleźć odwagę i ufność. Ukryte miejsce, w którym nic i nikt nie będzie mogło ci zaszkodzić, bo w nim to ty
będziesz bohaterem swojego dobrostanu. Historia miłosna, której szukasz
na zewnątrz, stanie się naturalnym przedłużeniem twojej wewnętrznej
drogi. Zacznijmy więc wspólnie budować nową świadomość, która pokieruje
twoim postępowaniem.
?????
Na przestrzeni lat mapami uczuć zajmowało się kilkoro badaczy: Mary
Ainsworth, John Bowlby, Mary Main i Judith Solomon, by następnie
wypracować teorie o stylach przywiązania. Nie mogłybyśmy o nich nie
wspomnieć w książce dotyczącej miłości. Dlatego przedstawimy je tutaj,
choć dla naszych potrzeb uzupełniłyśmy je o szczególny rys praktyczny
odnoszący się do życia dorosłego (według pierwotnych założeń style
przywiązania opisują model emocjonalnego funkcjonowania dziecka).
Styl przywiązania jest to rodzaj wyuczonego schematu przedstawiającego
sposób, w jaki przygotowujemy się do przeżywania relacji na poziomie
emocjonalnym, kognitywnym (poznawczym) i zachowania.
Czytając cztery poniższe opisy, pomyśl o wszystkich swoich związkach,
uczuciowych i nie tylko, od tych miłosnych po relacje z przyjaciółmi,
trenerem na siłowni czy sąsiadem. Przypomnij też sobie ludzi, którzy
cieszyli się u ciebie największym autorytetem: jaką postawę przyjmowałeś
wobec nauczycieli w szkole albo wykładowców na uniwersytecie? W swej
istocie bowiem związki nie dotyczą wyłącznie miłości i w konsekwencji
mapy uczuć pojawiają się w wielu kontekstach. Złamane serce znajduje
sposób, by dać o sobie znać wszędzie; w sferze emocji jest to po prostu
bardziej widoczne, ale towarzyszy ci i warunkuje cię w każdej sytuacji.
Przyjrzyjmy się zatem wspólnie czterem stylom przywiązania.
Unikający (unikowy)
Partner unikający ma pozytywne wyobrażenie na swój temat i negatywne o drugiej osobie. jest skłonny widzieć ją jako zagrożenie, przed którym
należy się chronić, i właśnie dlatego ma trudności z docenianiem
poglądów, zachowań i uczuć innych, więc inwestuje mało energii w związki. Poświęca dużą część swoich zasobów pracy, hobby, uprawianiu
sportu albo aktywnościom takim jak kolekcjonerstwo i opieka nad
zwierzętami. Wszystkie emocje przeżywa w sposób powściągliwy, nie
potrafi dać się im ponieść, nie wie, co to bliskość, zaufanie i poleganie na drugiej osobie. Niestety nigdy ich nie doświadczył, więc
często przyjmuje postawę sarkastyczną i pogardliwą, przekonany, że
nikogo nie potrzebuje.
Osoba o takim stylu przywiązania potrafi zbudować jedynie relację
naznaczoną nieobecnością, dystansem i brakiem uwagi; relację, w której
nie sposób zaznać głębszej intymności.
Na zewnątrz partner unikający wydaje się osobą spełnioną i opanowaną.
Dlatego na początku miłosnych spotkań trudno zauważyć wyraźne sygnały
ostrzegawcze, poza pewną powściągliwością w fazie zalotów - brakuje mu
entuzjazmu typowego dla pierwszych spotkań. Bardziej konkretne
ostrzeżenie nadchodzi później, kiedy związek powinien stawać się
poważniejszy i rozwijać w oczekiwanym kierunku. Tymczasem następuje
regres: partner unikający zaczyna się oddalać, szukać wymówek albo
zajmować czymś innym. Relacja nigdy nie osiąga upragnionego stopnia
intymności, emocjonalnie niedostępny unikający partner nie jest bowiem w stanie stworzyć głębokich więzi.
Lękowy (lękowo-ambiwalentny)
Partner lękowy postrzega siebie negatywnie, a drugą osobę pozytywnie, a wręcz traktuje ją jako jedyne źródło bezpieczeństwa. O ile typ unikający
nauczył się, że nie można ufać nikomu poza samym sobą, lękowy uważa, że
lepiej zdać się całkowicie na innych. Osoba o lękowym stylu przywiązania
ma w istocie zaniżoną samoocenę, nie potrafi rozpoznać swoich zalet,
jest samokrytyczna i całkowicie pozbawiona autonomii. W swojej historii
rozwoju nauczyła się bowiem, że musi troszczyć się o cudze uczucia,
nawet kosztem własnych; właśnie dlatego ma skłonność do wiązania się z osobami problematycznymi. Nieświadomie przejawia nieustanną potrzebę
aprobaty i nie jest w stanie stworzyć równorzędnej relacji. Uważając się
za niegodną miłości, szuka partnera lub partnerki, którzy będą ją w taki
sposób traktowali. Osoba lękowa jest bardzo wrażliwa na odmowę, przeżywa
emocje w sposób intensywny i daje się przytłoczyć wydarzeniom.
Typ reprezentujący taki styl przywiązania tworzy miłość symbiotyczną,
obfitującą w skrajne emocje i przez to wyczerpującą. Relacja oparta na
lęku wymaga stałej pielęgnacji, dusi i żąda nieustającej uwagi i troski.
Jak w przypadku Ilarii, bohaterki naszego wstępu, która szuka w drugiej
osobie niezależności, jakiej nie potrafiła zbudować u siebie.
Zdezorganizowany
Styl zdezorganizowany charakteryzuje się połączeniem pewnych aspektów
stylu unikowego i ambiwalentnego. Jest on typowy dla kogoś, kto doznał w dzieciństwie prawdziwej traumy rozwojowej, co rozbiło jego osobowość na
więcej części. Tylko pozornie pozostają one ze sobą w sprzeczności, bo
zasadniczo wszystkie pragną tego samego: czuć się bezpieczne, kochane i chronione3.
Osoba reprezentująca styl zdezorganizowany ma negatywny obraz zarówno
siebie, jak i partnera, a jej pofragmentowane wnętrze znajduje
odzwierciedlenie we wszystkich aspektach życia; samoocena waha się
między okresami zwyżek i zniżek, niektóre emocje bywają zbyt intensywne,
gdy tymczasem inne zdają się nie istnieć, do tego stopnia, że pojawia
się poczucie pustki. Chcąc obronić się przed tym doznaniem, taka osoba
ucieka się do doświadczeń niosących ze sobą skrajne emocje: dociskanie
pedału gazu, nadużywanie alkoholu, uprawianie sportów ekstremalnych,
angażowanie się w konflikty i bijatyki albo dążenie do zlania się w jedno czy okazjonalnego seksu. Takie próby kompensacji wywołują
prawdziwy chaos; uciekanie się do silnych emocji stwarza warunki do
powstania nowej pustki emocjonalnej i wywołuje jeszcze większe
zamieszanie.
Partnera zdezorganizowanego charakteryzuje miłość burzliwa, pozbawiona
stabilności; jednocześnie przyciąga on i odpycha drugą osobę, która z kolei czuje, że jej schlebia, a jednocześnie nią pogardza; że jej
pragnie, ale jednocześnie zawsze o coś obwinia! Ambiwalencja osób
reprezentujących styl zdezorganizowany objawia się w każdej dziedzinie
życia. Podobnie jak w przypadku uczuć - czasem postrzeganych jako
dobroczynne i dające poczucie bezpieczeństwa, innym razem przeżywanych
jako zagrożenie, przed którym trzeba się bronić - również praca wydaje
im się czasem idealna, a czasem najgorsza na świecie.
Bezpieczny
Bezpieczny styl przywiązania charakteryzuje osobę rezolutną,
dostrzegającą w drugim człowieku zasoby, z których można czerpać, kogoś,
komu można zaufać. Ma ona w istocie pozytywny obraz siebie oraz innych.
Opanowała znakomicie strategie copingowe (radzenia sobie z przeciwnościami), więc stawia czoła wszelkim nieprzewidzianym
wydarzeniom życiowym, poczynając od rozstań po trudności w pracy.
Nauczyła się nawiązywać zrównoważone relacje; wie, że jej myśli, emocje
i pomysły liczą się tak samo jak innych osób, dlatego nigdy nie czuje
potrzeby, żeby je komuś narzucać. W rozmowie respektuje cudzy punkt
widzenia, nawet jeśli go nie podziela, i dlatego nie pozwala, aby
rozbieżność ideologiczna przerodziła się w kłótnię, co najwyżej nabiera
dystansu wobec oponenta.
Partner bezpieczny potrafi stworzyć relację miłosną, o jakiej marzy
każdy z nas, a jaką dałoby się spuentować idyllicznym "... i żyli długo i szczęśliwie". Owszem, miłość jak z bajki istnieje i wszyscy powinniśmy
dążyć do zbudowania takiego związku - opartego na partnerstwie,
wzajemności, podziwie i szacunku.
Ktoś, kto reprezentuje bezpieczny styl przywiązania, znakomicie zarządza
przestrzenią między sobą i partnerem4. O ile osoba lękowa
pozwala się zdominować, byle nie stracić partnera, a unikająca oddziela
się od niego przepaścią, osoba o bezpiecznym stylu przywiązania na
swojej mapie uczuć jest w stanie zbudować silne poczucie przynależności,
zawsze zachowując przy tym własną indywidualność. Jest ufna, bo przede
wszystkim nauczyła się wierzyć w samą siebie, a czując się godną
miłości, nie potrzebuje nieustannych zapewnień z zewnątrz, więc skłonna
jest związać się z kimś, kto uważa ją za równą sobie.
Właściwą osobą jesteś ty
Cztery mapy uczuć sugerują nam, że tylko osoba czująca się bezpiecznie
może znaleźć prawdziwą miłość. Z powyższych opisów płynie następujący
wniosek: osobom zdezorganizowanym, lękowym i unikającym brak jest
jednego - miłości własnej. Kochać siebie znaczy pokładać ufność w sobie samym w takim stopniu, by afirmować własną autonomię oraz by
poddawać się emocjom i związkom, bo nawet jeśli inni nas ranią, wiemy,
że możemy sobie z tym poradzić.
?????
Ten, kto kocha siebie, nie ma potrzeby stwarzać nadmiernego dystansu lub
przeciwnie, przyklejać się do drugiej osoby po to, żeby potwierdzić
własną tożsamość i poczuć się w świecie pewniej.
Jeśli nie nauczyłeś się jeszcze kochać siebie i nie czujesz się
bezpieczny, pragniemy cię uspokoić: nigdy nie jest za późno. Jednak
zwróć uwagę na jedno: musisz nauczyć się kochać siebie zarówno umysłem,
jak i sercem, albo raczej obydwiema półkulami mózgowymi!
Dlaczego powinieneś przejść tę drogę samodzielnie? Ponieważ trudno jest
znaleźć kogoś gotowego udzielić ci tej lekcji miłości. Nie chodzi wcale
o to, że świat jest złym miejscem: wokół nie brakuje wspaniałych osób
gotowych cię pokochać! Ale jeśli nie kochasz sam siebie, zbliżysz się w końcu do kogoś, kto podzieli to uczucie niemiłości, którym siebie
darzysz; postawisz u swojego boku kogoś, kto nie potrafi cię zrozumieć,
pokochać albo, co gorsza, kto wykorzystuje to, co masz do zaoferowania.
A taki partner na pewno nie udzieli ci lekcji miłości! Jedyną właściwą
osobą, która może to zrobić, jesteś ty.
Kiedy nauczysz się kochać siebie i poczujesz się bezpiecznie i pewnie,
wówczas zdołasz zaakceptować w roli partnera tylko kogoś, kto będzie
umiał cię kochać i dawać siebie w sposób autentyczny; kto będzie dzielił
z tobą uczucie miłości zarówno do siebie samego, jak i do ciebie. Takie
rozumowanie może wydawać się dziwne, bo kulturowo nie jesteśmy
przyzwyczajeni, by wyobrażać sobie miłosną relację w ten sposób.
Zazwyczaj zatrzymujemy się na tym jakże upragnionym "kocham cię" i postrzegamy związek jedynie w dwóch wymiarach, które, jeśli mamy
szczęście, spotykają się: ja kocham ciebie i ty kochasz mnie.
Jednak w zdrowych relacjach miłość podąża w czterech różnych kierunkach
i zdanie "kochamy się", wypowiadane przez tak wiele par, można rozłożyć
na następujące elementy:
ja kocham siebie
ja kocham ciebie
ty kochasz siebie
ty kochasz mnie
Każda inna forma miłości, pozbawiona prawidłowej struktury, jest
niekompletna. W zdrowej miłości nie ma podziału ról na tego, kto poddaje
się drugiej osobie, i tego, kto rządzi; na tego, kto odbiera ciosy i kto
je zadaje - bo jeśli jedno z dwojga jest ranione albo deprecjonowane,
obydwoje ponoszą porażkę: jedyny dobrostan to ten, który współdzielimy.
?????
Nawet jeśli uważasz, że na ten moment nie reprezentujesz bezpiecznego
stylu przywiązania, to jak już mówiłyśmy, nigdy nie jest za późno, by go
wypracować; w psychologii ukuto wyrażenie nabyty styl bezpieczny
właśnie dla opisania przypadków wspaniałej odnowy. Zmiana jest możliwa,
a żeby jej dokonać, przydatne może się okazać wsparcie
psychoterapeutyczne.
Jeśli tak jak wielu innych, również i ty przeżywasz miłosne katusze,
wiedz, że cierpisz, bo szukasz właściwej osoby w niewłaściwy sposób.
Tylko ty sam możesz poprowadzić się ku odkryciu prawdziwej miłości do
siebie, która z kolei pomoże ci mądrzej wybrać partnera.
Poznanie partnera
Wyjaśniwszy to istotne pojęcie, proponujemy ci teraz ćwiczenie
introspekcyjne. Zastanów się przez chwilę nad swoimi zachowaniami w związku; w jaki sposób do tej pory "wybierałeś" partnera?
Zadaj też sobie drugie pytanie, nieco dziwne, ale zasadne: czy mógłbyś
zakochać się w kimś, kogo nie znasz? Na pewno odpowiesz negatywnie, a jednak bardzo wiele osób (prawdopodobnie również ty) właśnie to robi
albo wręcz zakochuje się w swoim wyobrażeniu danej osoby. Tak się
dzieje, gdy relacja rodzi się na bazie niezaspokojonych potrzeb (jak
brak autonomii i miłości własnej), a nie "świadomego wyboru". Z pewnością skrzywi się na to wielu romantyków. A jednak tak jest! Poza
tym nie ma nic bardziej romantycznego niż głębokie przekonanie o dokonaniu właściwego wyboru, odczuwane dzień po dniu. Jak już zapewne
zrozumiałeś, czym innym jest miłość, a czym innym jedynie zespolenie
emocjonalne. Wiele piosenek opisuje w rzeczywistości to drugie, zwykłą
"miłość do ośmiornicy", która, a jakże, jest intensywna, wywołuje
cierpienie, niszczy, wyczerpuje, angażuje, ale... nie jest miłością.
Kochać to wybierać się nawzajem każdego dnia, poznawać się i akceptować,
lubić i szanować, a ostatecznie stworzyć cztery wymiary, o których
mówiliśmy. Tego wszystkiego brak zespoleniu emocjonalnemu.
Według teorii atrakcyjności jest bardziej prawdopodobne, że poczujemy
pociąg do osób, które już w jakiś sposób znamy, które wydają nam się
znajome, i to z nimi zbudujemy długoterminową relację. Otóż jeśli w swoim życiu kultywujesz zdrowe poczucie tożsamości, a więc wyrosłeś,
mając za punkt odniesienia osoby okazujące sobie nawzajem szacunek, ufne
i kochające, pozwolisz się uwodzić partnerom o bezpiecznym stylu
przywiązania. Podobieństwo, które działa jak "przyciągacz", będzie
związane z pokrewieństwem charakterów, wspólnymi upodobaniami,
współdzielonymi wzorcami zachowania i wartościami; z tym wszystkim, co
jest potrzebne dla dobrego porozumienia w parze. Jednak nie wszyscy
doświadczyli takiej idylli.
Cechy, na których opiera się atrakcyjność prowadząca do powstawania
toksycznego zespolenia emocjonalnego, obejmują czynniki oczywiste (na
przykład naśladowanie postaw rodziców), jak i mniej ewidentne (na
przykład rysy charakteru czy uzupełniające się potrzeby partnerów). Na
przykład osobę uległą, która pragnie się podporządkować, będzie pociągał
krętacz wykazujący potrzebę dominacji. Źródeł potrzeb, wskutek których
dążymy do zespolenia emocjonalnego, należałoby szukać w dzieciństwie;
tym najbardziej powszechnym przyjrzymy się w kolejnym rozdziale. W przytoczonym przykładzie potrzeba podporządkowania się powstaje, bo dla
danej osoby cierpienie i ustępliwość są paradoksalnie jedynym sposobem
na osiągnięcie poczucia bliskości i jedności - przykra przeszłość
zapisała się w pamięci wspomnianej osoby uległej jako jedyny możliwy
model relacji. Będzie ona zatem szukać partnera, który w jakiś sposób
pasuje do figury swojego opiekuna: dominującej i manipulującej.
W przypadku partnera manipulującego on też wyrósł obok dominującej i manipulującej figury opiekuna, jednak nie pozostał w tej relacji
pasywny, a utożsamił się w końcu z rodzicem, przejmując jego cechy. W dorosłości będą go pociągać osoby, które są przeciwieństwem rodzica, ale
których potrzeby są komplementarne z jego własnymi.
Właśnie dlatego poprosimy cię wkrótce, byś przemyślał swoje relacje
uczuciowe pod kątem podobieństw i różnic w stosunku do wzorców
rodzicielskich.
?????
Prawdopodobnie w twojej osobistej opowieści znajdą się również przypadki
zespolenia emocjonalnego będące historiami miłosnymi. Kto od dzieciństwa
wlecze za sobą niezaspokojone potrzeby, przyciąga niczym magnes osoby o określonych cechach i bum, nieuchronnie pojawia się zauroczenie
prowadzące do zespolenia.
Jak się przed tym chronić? Z jednej strony pracując na miłością własną
(a zatem nad poczuciem tożsamości i autonomii), a z drugiej -
przyglądając się uważnie osobie, którą mamy przed sobą, by zobaczyć, kim
jest, a nie co w nas budzi. Chodzi o wcale nieoczywistą umiejętność;
jesteśmy tak nastawieni na budowanie naszych zamków na piasku, że
zapominamy sprawdzić, z czego zrobione są cegły.
Pewna włoska powieść nosi tytuł Idź za głosem serca5. I owszem,
idź, ale nie zapomnij zabrać ze sobą mózgu z jego wszystkim cudownymi
funkcjami poznawczymi. Kiedy masz przed sobą osobę, która cię pociąga,
zastanów się, co w tobie budzi, i skup się na tym, żeby naprawdę ją
poznać. Zwróć szczególną uwagę na następujące aspekty:
Poprzednie związki
Powszechna podczas pierwszych spotkań jest rozmowa o poprzednich
doświadczeniach miłosnych. By zainicjować ten temat, wystarczy proste
pytanie: "Jak długo jesteś singlem?" albo: "Ile naprawdę ważnych
związków masz za sobą?". Są to kwestie, które dość naturalnie pojawiają
się w początkach znajomości i które mogą dostarczyć ci wiele pożytecznej
wiedzy. Osoby o bezpiecznym stylu przywiązania z reguły mają za sobą
relacje bardziej zaangażowane i nie mówią źle o swoich byłych
partnerach. Jeśli widzisz, że u rozmówcy pojawia się rozdrażnienie albo
złość, albo jeśli twierdzi on, że nie przywiązuje wagi do przeszłości i usiłuje całkowicie zmienić temat, już masz materiał do refleksji.
Pamiętaj jednak, że żadna pozyskana informacja sama w sobie nic nie
wnosi; dopiero większa liczba reakcji i zachowań może ci pomóc
wypracować bardziej trafną ocenę osoby, którą masz przed sobą. Uwaga!
Nie oznacza to, że "kalkulujesz" - chcesz po prostu dobrze poznać
rozmówcę, by skonfrontować rzeczywistość z wyobrażeniem, jakie
stworzyłeś o nim w swojej głowie, i stopniowo uzupełniać swoją wiedzę o nowe elementy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki