p

Przytul dziewczynkę, którą byłaś. Wylecz swoje rany z przeszłości i zaopiekuj się sobą - Marta Segrelles

Kup ebooka

45.99 zł
30.81 zł (30,81 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

PORA OD­NO­WIĆ WIĘŹ

Bywa tak, że złe sa­mo­po­czu­cie po­ja­wia się, gdy naj­mniej się tego spo­dzie­wamy. Na­gle opusz­czają nas siły, bez wi­docz­nego po­wodu sta­jemy się za­gu­bione lub za­nie­po­ko­jone wła­śnie wtedy, gdy po trud­nych do­świad­cze­niach wszystko za­częło się do­brze ukła­dać i po­wró­cił spo­kój. Ja­sne, nie­kiedy nie czu­jemy się naj­le­piej, jed­nak w na­szej co­dzien­no­ści nie wi­dać ni­czego, co by mo­gło wy­wo­łać ten stan.

Zda­rzyło ci się za­cho­ro­wać tuż przed week­en­dem lub wy­jaz­dem na wa­ka­cje, choć przez cały ty­dzień prze­peł­niała cię ener­gia? Jakby or­ga­nizm od­kła­dał nie­moc na ko­niec ty­go­dnia, kiedy mo­żesz od­po­cząć i spada po­ziom stresu. Pod­daje się cho­ro­bie, za­wczasu się upew­niw­szy, że bę­dziesz miała siły, by so­bie z nią po­ra­dzić.

Z nie­do­brymi do­świad­cze­niami z dzie­ciń­stwa dzieje się coś po­dob­nego. Jak­byś cze­kała, aż po­czu­jesz się na tyle pew­nie, by mó­wić o wszyst­kim, co cię bo­lało, a ciało wie­działo, kiedy bę­dziesz w sta­nie sta­wić czoło trud­no­ściom. Cho­ciaż od tych wy­da­rzeń upły­nął szmat czasu, ich na­stęp­stwa uwi­dacz­niają się znacz­nie póź­niej, praw­do­po­dob­nie do­piero wów­czas, gdy je­steś go­towa, by się nimi za­jąć.

Za­kła­dam, że skoro się­gnę­łaś po tę książkę, po prze­czy­ta­niu tych słów bę­dziesz wie­działa, o co mi cho­dzi. Ze mną wła­śnie tak było. Skoń­czy­łam 21 lat i czu­łam, że wszystko w moim ży­ciu się układa. Miesz­ka­łam z ro­dzi­cami, łą­czyły nas do­bre re­la­cje. Spo­ty­ka­łam się z przy­ja­ciółmi, jesz­cze nie mia­łam za dużo obo­wiąz­ków, zo­sta­wało mi dużo czasu na przy­jem­no­ści i ko­rzy­sta­nie z ży­cia. A mimo to czu­łam, że cze­goś mi bra­kuje, za­uwa­ża­łam ja­kąś we­wnętrzną pustkę.

Pra­co­wa­łam wów­czas jako psy­cho­lożka, zaj­mo­wa­łam się dziećmi i mło­dzieżą - od nie­mow­la­ków po osiem­na­sto­lat­ków - lecz sama czu­łam się jak dziecko, gdy mu­sia­łam ra­dzić so­bie z emo­cjami mło­dych lu­dzi, któ­rzy zgła­szali się na te­ra­pię. Uwa­ża­łam, że nie je­stem przy­go­to­wana, by mie­rzyć się z in­ten­syw­no­ścią ich przy­gnę­bie­nia - głów­nie dla­tego, że przez długi czas igno­ro­wa­łam wła­sne złe sa­mo­po­czu­cie.

Cho­ciaż wy­ko­nu­jąc tę pracę, by­łam już do­ro­sła, we­wnątrz czu­łam się ma­łym, bez­bron­nym i prze­ra­żo­nym dziec­kiem, a kiedy mimo upływu czasu nie uda­wało mi się okre­ślić przy­czyn wła­snego doła, po­ja­wił się nie­po­kój... Pa­trząc z ze­wnątrz, ro­bi­łam wszystko, "co na­leży" czy też czego - moim zda­niem - ocze­ki­wano ode mnie w róż­nych ob­sza­rach ży­cia. Nie ro­zu­mia­łam więc, skąd ten podły na­strój. Nic nie wska­zy­wało na to, by miał zwią­zek z bie­żą­cymi wy­da­rze­niami.

Pew­nego dnia po­czu­łam się bar­dzo źle, mia­łam wra­że­nie braku po­wie­trza i po­wie­dzia­łam o tym jed­nej z sze­fo­wych ośrodka, w któ­rym pra­co­wa­łam. Kiedy po­dzie­li­łam się z nią wła­snymi od­czu­ciami i oświad­czy­łam, że moim zda­niem nie za do­brze mi idzie, nie­kiedy z tru­dem się zbie­ram, by wyjść do pracy, i pew­nie przez to za­wo­dzę, od­parła, że jest wprost prze­ciw­nie. Na­prawdę od­mien­nie po­strze­ga­ły­śmy rze­czy­wi­stość: po­gra­tu­lo­wała mi świet­nych wy­ni­ków pracy. I wtedy nie­spo­dzie­wa­nie za­dała to ważne py­ta­nie, które zmie­niło dla mnie wszystko: "Marto, my­śla­łaś o tym, by pójść na te­ra­pię?".

Od tam­tej chwili za­czę­łam za­da­wać so­bie py­ta­nia, ale nie mia­łam za­miaru na­pra­wiać swo­jego dzie­ciń­stwa, a wręcz prze­ciw­nie - chcia­łam je­dy­nie jak naj­szyb­ciej po­zbyć się złego na­stroju, zrzu­cić z sie­bie cię­żar, i to jak naj­mniej­szym wy­sił­kiem. Zna­la­złam po­dej­ście, które umoż­li­wiło mi osią­gnię­cie tego, co so­bie za­ło­ży­łam, gdyż ba­zo­wało na mo­delu bio­me­dycz­nym, sku­pio­nym wy­łącz­nie na czyn­ni­kach bio­lo­gicz­nych i nie­uwzględ­nia­ją­cym czyn­ni­ków psy­cho­lo­gicz­nych i spo­łecz­nych. Roz­wią­za­nie to oka­zało się dla mnie jed­nak tylko tym­cza­sowe.

Po pew­nym cza­sie mu­sia­łam wró­cić do po­my­słu te­ra­pii, po­nie­waż wy­raź­nie czu­łam, że nie zna­la­złam od­po­wie­dzi, któ­rych szu­ka­łam. Bez­u­stan­nie po­wta­rza­łam: "Na pewno cho­dzi o coś wię­cej". We wspo­mnie­niach z da­le­kiej prze­szło­ści mu­siało się kryć coś, co by wy­ja­śniło, czemu tak podle się czuję. W my­ślach wciąż sta­wia­łam so­bie ta­kie same py­ta­nia, ja­kie dziś za­dają osoby, które przy­cho­dzą do mnie na te­ra­pię: "Czy za­pa­nuję nad oko­licz­no­ściami, z ja­kimi się spo­ty­kam? Czy już za­wsze będę od­czu­wać ten nie­po­kój? Czy to, co mnie boli, kie­dyś prze­sta­nie mi do­ku­czać? Czy wra­że­nie pustki mi­nie, czy też za­wsze będę czuć, że cze­goś mi bra­kuje?".

I w taki spo­sób, mię­dzy jedną próbą roz­wią­za­nia pro­blemu a ko­lejną, na­tknę­łam się na po­ję­cie "we­wnętrz­nego dziecka". Naj­pierw opa­no­wa­łam teo­rię, a póź­niej za­sto­so­wa­łam ją we wła­snym ży­ciu. By prze­stać od­czu­wać ból - a tego chcia­łam - mu­sia­łam przy­znać, że ten ból ist­nieje. Nie ma drogi na skróty ani żad­nych sztu­czek, trzeba z peł­nym za­ufa­niem pod­dać się ca­łemu pro­ce­sowi. Po­czu­cie, że z każ­dym dniem co­raz wy­raź­niej wi­dzę od­po­wie­dzi na py­ta­nia, które za­da­wa­łam so­bie tyle czasu, było ob­ja­wie­niem - bo­le­snym, a za­ra­zem ko­ją­cym.

Za­nim za­czę­łam te­ra­pię i pracę z moją we­wnętrzną dziew­czynką, by­łam smutna i zła na sie­bie. Nie uwa­ża­łam się za "do­brą osobę do­ro­słą", gdyż dla mnie ozna­czało to ko­goś, kto ze wszyst­kiego wy­wią­zuje się na­le­ży­cie, nie ma wąt­pli­wo­ści, nie przy­tła­czają go żadne oko­licz­no­ści, do­sko­nale po­trafi pa­no­wać nad emo­cjami... i ni­gdy nie czuje się nie­swojo. To da­le­kie od rze­czy­wi­sto­ści wy­obra­że­nie tak na­prawdę two­rzymy na pod­sta­wie do­świad­czeń zbie­ra­nych w kon­tak­tach z do­ro­słymi, któ­rych spo­ty­ka­li­śmy w dzie­ciń­stwie, z oso­bami, które rzadko po­świę­cały nam uwagę czy oka­zy­wały emo­cje, obawy, strach, a jed­no­cze­śnie nie świę­to­wały wła­snych osią­gnięć ani nie wy­bu­chały nie­po­wstrzy­ma­nym śmie­chem. I w taki wła­śnie spo­sób na­uczy­ły­śmy się ne­go­wać, tłu­mić lub za­nie­dby­wać swoje uczu­cia, a w ze­tknię­ciu z nimi czuć się osa­mot­nione.

Pod­czas pro­cesu le­cze­nia wła­snych ran na­uczy­łam się iden­ty­fi­ko­wać swoje uczu­cia i le­piej nad tym pa­no­wać, by za­spo­ka­jać wła­sne po­trzeby, być bar­dziej otwarta i nie tak sztywna, ko­mu­ni­ko­wać się, za­miast milk­nąć, ro­zu­mieć sie­bie bez osą­dza­nia, to­wa­rzy­szyć so­bie, co­raz bar­dziej zbli­ża­jąc się do tej dziew­czynki, którą kie­dyś by­łam, po­zo­sta­jąc do­ro­słą osobą, któ­rej po­trze­bo­wa­łam... To wszystko chcę ci szcze­gó­łowo opo­wie­dzieć, abyś i ty mo­gła po­czuć się le­piej, od­no­wić więź ze swoją we­wnętrzną dziew­czynką i zmie­nić te­raź­niej­szość. Za­cznijmy ra­zem.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki