p

Przekręt - Paulina Świst

Kup ebooka

31.90 zł
25.52 zł (25,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG Orzeł i Olka

Zapukałam w solidne dębowe drzwi i głośno wciągnęłam powietrze w płuca. Nie byłam pewna, czy dobrze robię.

Drzwi się otworzyły i na progu zobaczyłam zaskoczoną Kingę. Chyba się mnie nie spodziewała.

- Pożyczyłaś farbę do włosów od Hulka Hogana? - zapytała i gestem zaprosiła mnie do środka.

- Wczesna Doda.

Zamknęła drzwi.

- Jak się trzymasz? - zapytała, przytulając mnie mocno.

- Wszystko jest mi obojętne. Nie płaczę, nie wrzeszczę. Po prostu nic... Jedynie obchodzi mnie to, co dzieje się z "Orłem" - powiedziałam szczerze.

Kinga pokazała mi wejście do salonu.

- Czyli najgorzej.

- Tak. - Nie miałam zamiaru zgrywać bohaterki. - Ile wiesz?

- Wszystko do chwili, kiedy Lilka kazała ci nie odpierdalać dramy i lecieć do RPA, a ty powiedziałaś jej, że to pieprzysz i wracasz do domu...

- No, a potem kilka godzin w samolocie, lądowanie na Balicach, taksówka, zostawienie kota w hotelu... I oto jestem.

Patrzyłam na nią z niepokojem. Zdawałam sobie sprawę, że może kazać mi spadać, i nie bardzo miałam pomysł, co wtedy zrobię.

- No widzę. - Wyszła do kuchni i po chwili wróciła z dwoma browarami. - Olka, stawiasz mnie w chujowej sytuacji, wiesz?

- Wiem. - Zdawałam sobie sprawę, że przyjeżdżając do Gliwic, postawiłam wszystko na jedną kartę. - Nie mam wyjścia, Kinga.

- Pamiętam, że kiedy ciebie zamknęli, "Orzeł" też tu wtedy przyjechał i wyglądał równie chujowo jak ty dziś. Choć przynajmniej nie był utleniony na platynowy blond.

Pociągnęła solidny łyk. Zdobyłam się na blady uśmiech.

- Wyglądam, jakby ktoś rozbił mi na głowie jajko, nie?

- Wyglądasz jak te wszystkie dziunie z Instagrama. Wiesz, co mu wtedy poradziłam?

- Wiem. Żeby mnie olał i spieprzał z kraju.

Uśmiechnęłam się szeroko, bo nie miałam do niej żalu. Każdy dobry adwokat by tak zrobił.

- No właśnie. I to samo radzę dziś tobie. - Kinga stuknęła się ze mną piwem. - Piotrek siedzi. Przy tych zarzutach i jego charakterze nie wyjdzie nigdy. Możesz siedzieć na stołeczku i wyszywać białe orły, a potem mu wysyłać do pierdla, ale na twoim miejscu wolałabym to robić w RPA niż w zakładzie w Lublińcu. A za chwilę możesz się tam znaleźć, jeśli nadal będziesz działać w ten sam sposób.

Pociągnęłam łyk piwa.

- Liczyłam, że mi pomożesz.

- Ja? - Kinga uśmiechnęła się pod nosem. - Czy on? - Wskazała na stojące na szafce wakacyjne zdjęcie przedstawiające Kingę i bardzo przystojnego faceta.

Prokurator Łukasz Zimnicki był seksowny jak diabli, z jego postawy biła pewność siebie i przekonanie o tym, że jest królem świata. Pomyślałam, że podobnie będzie wyglądał "Orzeł" za dziesięć lat. W tej chwili uświadomiłam sobie, że jeśli nic nie zrobię, to za dziesięć lat "Orzeł" nie będzie miał szansy na fajne foto, bo nadal będzie siedział w celi na Białołęce. Samotny, zgorzkniały i z brakami w uzębieniu. Łzy momentalnie stanęły mi w oczach.

- Pójdę na współpracę - powiedziałam cicho.

- Myślę, że nie tylko ty musiałabyś na nią iść, ale przede wszystkim "Orzeł". A tu już widzę większe problemy. - Kinga złagodniała. - Uszy do góry, Ola. Przecież cię z tym nie zostawię. Tylko potrzebujemy planu. Jak "Zimny" zobaczy cię w takim stanie, to nic z nim nie ugrasz. Musi wiedzieć, że naprawdę zrobi z tobą dobry deal i że warto się w to bawić. W interesach bywa bezwzględny. Ja się mieszać oficjalnie nie będę. Pomogę ci na tyle, na ile się da, ale im mnie tu mniej, tym lepiej. "Zimny" jest przewrażliwiony, jeśli chodzi o mój udział w jego sprawach.

- Bo cię kocha i się o ciebie martwi.

- Może tak być. - Kinga uśmiechnęła się szeroko. - Wróci za chwilę i z pewnością od razu cię pozna. Twoja fotka wisi w każdej komendzie. Dasz radę być twarda i merytoryczna?

- W tych włosach? - Roześmiałam się. - Zobaczymy.

Dosłownie parę minut później usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi i wesołe pogwizdywanie.

- Mała, czemu nikt mnie nie wita, kiedy wracam do domu, tak jak na to zasługuję, czyli w stringach, bez stanika i na kolanach, z zimną whisky w jednej ręce i kapciami w drugiej?

- Mamy gościa, mój drogi! - odkrzyknęła Kinga i puściła mi oko.

Usłyszałam stłumione przekleństwo, po czym w drzwiach stanął prokurator Łukasz Zimnicki. Na żywo wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Zobaczyłam w jego zielonych oczach błysk, czyli rozpoznał mnie. Po chwili na jego twarzy malowała się już niechęć. No cóż, nie byliśmy z "Orłem" ulubieńcami wymiaru sprawiedliwości.

- Zimnicki - przedstawił się krótko. - Czego?

Kinga przezornie milczała.

- Aleksandra Tredel. - Wstałam i podałam mu rękę. - Dla ciebie Olka. Mam coś, co chciałbyś mieć.

Odważna strategia. Miałam świadomość, że jestem tu po to, by go prosić o pomoc, a nie się stawiać. To nie musiało się wcale dobrze skończyć, ale podejrzewałam, że Kinga wiedziała, co robi, zalecając mi kozaczenie.

- Mhm. Wszystkie laski mi to mówią. - Usiadł przy stole, pociągnął łyk piwa Kingi i spojrzał na nią z wściekłością. - A z tobą porozmawiam, jak już skończę z panią Tredel.

Dalej się nie odzywała. Chyba nie miała zamiaru dolewać oliwy do ognia. Odwrócił się od niej i popatrzył na mnie wystudiowanym, obojętnym wzrokiem.

- Ale nie wszystkie laski mogą ci to dać, co nie, "Zimny"? - Nogi mi się trzęsły, ale głos miałam pewny. - Słyszałam, co lubisz. Lubisz wygrywać. A ja mogę ci to zapewnić.

"Zimny" uśmiechnął się cynicznie.

- Bo jesteś taka miła i pomocna?

- Bo uwolnisz dla mnie Piotra Orłowskiego. A ja go namówię, żeby podał ci na tacy całą tę pierdoloną Sitwę.

- The things we do for love... - "Zimny" oparł się wygodniej o krzesło i dokończył piwo Kingi. - No to dawaj, Olka. Przekonaj mnie, czemu mam wypuścić "Orła", który zapierdolił w karuzeli vatowskiej dwadzieścia pięć milionów złotych. Masz pięć minut. - Zerknął na zegarek. - A nie, soraweczka. Cztery minuty dwadzieścia sekund.

***

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji