Prolog
Alaska to jeden ze stanów, a zarazem największy ze wszystkich wchodzących w skład najpiękniejszego i zarazem najwspanialszego kraju na kontynencie Ameryki Północnej, a nawet na całym świecie - Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki. To stan wiecznego zimna. W południowej części klimat jest umiarkowany, zaś na Dalekiej Północy - subpolarny. Zima trwa 9 miesięcy, a temperatury wahają się od -71°C do +5°C w lecie. I chociaż tutejsza pogoda jest oziębła to serca mieszkańców są gorące jak ogień, który potrafi przebić się przez największe zamiecie i śnieżyce.
Pogoda nie była nawet taka zła jak na ten śniegowy stan. Promienie słońca nie dawały rady przebić tak bardzo gęstych, puchowych chmur, ale mimo tego i tak nie było takiego przerażającego mrozu jak jeszcze parę dni temu. Po wydeptanej ścieżce na obrzeżach miasta szła jakaś para. Młoda, czarnowłosa dziewczyna trzymała się za rękę ze swoim chłopakiem. Jacy byli w sobie zakochani. Jacy szczęśliwi. Uczucia biły od nich pokonując zimno, śnieg i ciemne chmury. Miłość biła to wszystko na głowę, a radość i szczęście z posiadania kogoś bliskiego niemal roztapiały lód jaki pokrywał jeziora. Chłopak powiedział coś do niej, a ona uśmiechnęła się. W jej uśmiechu było coś magicznego, coś czego nie dało się zwyczajnie opisać, coś co zdolne pokonać było wszystkie przeciwności losu. Wyglądała tak młodziutko i na pewno nikt nie dał by jej więcej niż 18 lat, a jemu tak około 20. I kiedy młodzi spacerowali szczęśliwi w domu chłopaka toczyła się konwersacja na temat jego przyszłości. Przyszłości, która dostarczy mu nielada nieszczęść i łez.
W dworku na północy Alaski dwa rody prowadziły zawziętą rozmowę. Inna dziewczyna siedziała tylko i słuchała raz po raz śmiejąc się po cichu. Jej matka próbowała namówić najstarszego chłopaka z rodu, by przekonał swojego młodszego brata, że jej córka to dla niego idealna żona. Nie rozumiały, że nikt nie zgodzi się odrzucić miłości w imię czyjegoś życzenia, a raczej żądania. Chłopak krążył niecierpliwie po pokoju, a stukot butów obiegał cały zamek. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i poczucie bezsilności. Kobieta nalegała uparcie, a on za każdym razem kiwał przecząco głową. Z jednej strony propozycja była bardzo dobra, bo gdyby młodzi wzięli ślub sytuacja dwóch rodów znacznie by się polepszyła i zyskała większą potęgę. Ale z drugiej kojarzono by ich, a to nie byłoby za dobrą stroną. Dziewczyna i jej matka pochodziły z rodu silnego, ale do wszystkiego, co zdobyli nie podchodzili sprawiedliwie - kradli, grozili i zmuszali.
Kobieta jednak nie dawała za wygraną i za wszelką cenę próbowała dobić targu. Jej upartość była tutaj akurat jeśli chodzi o tą sprawę zaletą, ale duma jaka od niej biła zniechęcała jeszcze bardziej.
- Nasz ród znaczy więcej niż wasz, a ślub twojego brata z moją córką sprawi, że zdobędziemy większą władzę. A poza tym z nikim nie będzie mu tak dobrze jak z moją księżniczką.
- A co jeśli jest taka osoba? Tu nie chodzi o samą władzę. Przyrzekłem rodzicom, że nie pozwolę, by moi bracia cierpieli i dla zwiększenia władzy robili wszystko, co ktoś im będzie kazał. Odmawiam.
Kobieta udała, że nie słyszała tego zdania i znowu zaczęła wychwalać przed chłopakiem jakie to zalety ma jej córka, która w rzeczywistości była tylko rozwydrzoną, bogatą dziewczynką z bogatego domu. Cierpliwość chłopaka miała pewne granice i właśnie teraz zostały one przekroczone. Spojrzał złowieszczo na rozkapryszoną dziewczynę i pokiwał głową.
- On ma inną! - wybuchnął w końcu chłopak widząc jak żadne argumenty nie docierały do kobiety.
Matka i córka wymieniły się spojrzeniami. Obie były zaskoczone. Przecież to nie mogło stać się tak z dnia na dzień. Niestety, ale musiały się z tym pogodzić. Jednak ani matka ani jej córka nie myślały o tym, by w pokoju odejść, ale już czuły w powietrzu zapach zemsty. Nikt nigdy nie odmówił im. Nikt nie sprzeciwił się. Nikt nie wyciągnął rąk po to, co należało do nich.
- Kto to? - zapytała dziewczyna odzywając się pierwszy raz odkąd tutaj obie przyszły.
- Ktoś kogo on kocha. - odparł normalnym głosem chłopak i uśmiechnął się.
- Odpowiedź mojej córce! Masz jej powiedzieć wszystko dokładnie! - zażądała ostrym tonem kobieta i poprawiła swój szal z norek.
Jednak najstarszy z braci nic nie odpowiedział. Wiedział, że w rzeczywistości kobieta i tak nic mu nie zrobi. Może sobie tylko pokrzyczeć.
- Nie odpowie! - młodszemu z braci puściły nerwy i zrzucił ze stołu złoty puchar pełen krwi.
- Nie tym... - zaczęła, ale przerwała.
Nagle drzwi otworzyły się przerywając zaciętą rozmowę gości i gospodarzy. Do środka weszła para, która spacerowała po parku. Chłopak nadal trzymał za rękę swoją dziewczynę. Nie wiedzieli, że ktoś będzie w domu. Dumna córka stanęła na korytarzu na górze schodów podczas gdy czarnowłosa była na ich dole. Ta spojrzała na dziewczynę. Jej wzrok był wręcz przeszywający, ale młodziutka dziewczyna nie bała się i nadal stała koło swojego ukochanego. Ten nie zwracał na nic uwagi i zwrócił się do braci wesołym tonem :
- Oświadczyłem się Selene, a ona się zgodziła.
Wszyscy oniemieli z wrażenia. Matka rzuciła dziewczynie pogardliwe spojrzenie. Córka zachowała się tak samo. Bracia uśmiechnęli się, a młodszy z pogardą spojrzał się na starszą kobietę ubraną w norki. Ta prychnęła tylko i z nienawiścią w głosie zaczęła mówić do dziewczyny stojącej obok chłopaka, którego miała poślubić jej córka.
- Ty zwykła dziewucho... - zaczęła dama, ale chłopak stanął przed swoją narzeczoną i popatrzył jej prosto w oczy.
- Nie powinnaś pani używać takich słów w moim zamku. Nie zapominaj, gdzie jesteś.
- Isabelle chodź tutaj. - krzyknęła, a dumna dziewczyna zeszła na dół i stanęła naprzeciwko pary.
- Możesz jeszcze zmienić zdanie. - szepnęła.
- Mam zostawić swoją ukochaną dla kogoś takiego jak ty? - zaśmiał się - Dla rozkapryszonej, chciwej i dumnej dziewczyny z rodziny zdrajców?
- Jeszcze zobaczymy. - powiedziała dumnie - Pewnego dnia będziesz żałował wyboru. Ale jeżeli chcesz upaść dla takiej hmm jak ona to trudno.
- Żegnam. - powiedziała obrażona dama w szalu z norek.
Kobieta wyszła z zamku, a po jego wnętrzu rozległ się stukot jej obcasów i szept przekleństw, które skierowane miały być do dziewczyny, ale nie zostały na głos wypowiedziane.
- Pożałujesz tego. Ty wywłoko. - syknęła do niej dziewczyna i wyszła za matką z wysoko podniesioną głową, a czerwień jej sukni kłócił się z marmurową podłogą.
Przez parę chwil nikt nic się nie odzywał, a czarnowłosa spojrzała na najstarszego z braci. Ten uśmiechnął się do niej po przyjacielsku i puścił oczko.
- Czemu one tutaj przylazły? - zapytał jej ukochany brata.
Kiedy tylko chłopak dowiedział się po co obie tu były wiedział, że nastał koniec jego szczęścia. Nie powiedział nic swojej narzeczonej, nie wyjaśnił. Za bardzo ją kochał i nie chciał, by cokolwiek jej się stało. Czasami ludzie wolą odejść nie wyjaśniając tej drugiej osobie, że robią to dla ich dobra. Gdy rodzice dziewczyny dowiedzieli się o tym, co się stało postanowili przeprowadzić się. Pewnej nocy chłopak pojawił się pod drzwiami swojej narzeczonej i wypowiedział krótkie zdanie :
- Musisz wyjechać, a o mnie zapomnij. Nasz związek i tak nie miał większej przyszłości.
Jego ton głosu był normalny, ale serce o mało co nie zostało rozerwane przez niemieszący się tam ból. Tak bardzo ją kochał, a musiał stracić. Kiedy tylko się odwrócił łzy popłynęły mu po policzkach.
Dziewczyna była zrozpaczona, że takie właśnie usłyszała pożegnanie i obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie go wspominać, a ten kawałek życia spędzony na Alasce wymarze z pamięci. Poczuła wtedy jak jej serce pęka. Chciała iść pożegnać się z jego braćmi, ale nie poszła. Za dużo by ją to kosztowało. Ta noc była dla niej najgorszą w całym życiu. Płakała i płakała. Jej rodzice widząc ból córki wyjechali nocą jeszcze szybciej niż planowali nie mówiąc nikomu gdzie. I kiedy dziewczyna wysiadła z samochodu po dosyć długiej podróży oślepiło ją słoneczne światło. Światło zapowiadające nowy początek. Nowe życie...