p

Pozytywne myśli - Bernardo Stamateas

Kup ebooka

24.00 zł
19.92 zł (19,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Czym jest myślenie

Moja głowa: fabryka myśli

W codzien­nym życiu czę­sto sły­szymy zda­nie: "Lepiej za wiele nie myśl", "Prze­stań tak wszystko ana­li­zo­wać, po pro­stu bądź szczę­śliwy"... To zwroty, które spra­wiają, że docho­dzimy do prze­ko­na­nia, że myśle­nie jest czymś nega­tyw­nym. Jed­nak myśle­nie samo w sobie nie jest złe: złe jest to, że myślimy źle. Brzmi to jak gra słów, ale tak nie jest.

Istoty ludz­kie mają zdol­ność myśle­nia przez cały czas, nawet gdy sta­ramy się o niczym nie myśleć. Nasz umysł myśli o sobie: myślimy o tym, co czu­jemy, co myślimy: "Czuję to...", "Myślę tamto...", "Nie zga­dzam się z tym", "Moim zda­niem jest tak, a nie ina­czej...". Innymi słowy, roz­my­ślamy nie tylko nad sobą, ale także nad tym, co myślimy, czu­jemy i robimy. A co to zna­czy roz­my­ślać czy też medy­to­wać? Jed­nym z głów­nych zna­czeń ter­minu "medy­to­wać" jest: "zwra­cać uwagę". W języku hebraj­skim słowo to brzmi hagag i ozna­cza "uwa­żać, kon­tem­plo­wać, zwra­cać uwagę". To, na co zwra­cam uwagę, jest tym, co będzie domi­no­wać.

Istotą nie­za­leż­nego umy­słu nie jest to, co myśli, ale jak myśli.

Chri­sto­pher Hit­chens

Medy­to­wać to zwra­cać na coś uwagę. Kiedy zwra­casz uwagę na książkę, medy­tu­jesz nad nią. Kiedy słu­chasz kogoś, jesteś uważny na jego słowa.

Umysł ludzki pra­cuje z uwagą. Jed­no­cze­śnie nasz umysł rów­nież medy­tuje nad ludźmi: "Zobacz, co on powie­dział...", "Zobacz, co zro­bił...", "Zobacz, jak się ubrał". Umysł jest fabryką uwagi, medy­ta­cji.

Medy­ta­cja uczy nas igno­ro­wać czyn­niki roz­pra­sza­jące i sku­piać naszą uwagę na tym, na czym chcemy ją sku­pić.

Daniel Gole­man

Wszystko, co robimy, od momentu wsta­nia z łóżka do momentu pój­ścia spać, to medy­ta­cja, obser­wa­cja, zwra­ca­nie uwagi. Nasz umysł zawsze o czymś myśli. Nawet ten roz­pro­szony też się na czymś sku­pia. Umy­słem obej­mu­jemy nasze sprawy, sprawy innych, oko­licz­no­ści wokół nas. W ten spo­sób nasz natu­ralny umysł przyj­muje rolę "mistrza", ponie­waż domi­nuje to, nad czym medy­tu­jemy. Jeśli medy­tu­jesz nad stra­chem, nara­sta w tobie nie­po­kój. Z dru­giej strony, jeśli myślisz o tym, że "cokol­wiek będziesz robił, to się uda", to ta pozy­tywna idea, nad którą medy­tu­jesz, rów­nież się wzmocni. Kiedy myślimy, nasza per­cep­cja jest selek­tywna, to zna­czy sku­piamy się na kon­kret­nej myśli. Ta zdol­ność do obser­wa­cji i medy­ta­cji pro­wa­dzi do wzmoc­nie­nia tej myśli. Na przy­kład jeśli patrzę na jedną część mojego ciała przez cały dzień, obraz ten zosta­nie powięk­szony lub znie­kształ­cony, a więc poczuję, że ta część mojego ciała jest duża lub mała.

Im wię­cej obser­wa­cji, tym wię­cej znie­kształ­ceń.

Do zaha­mo­wa­nia docho­dzi nie tylko w przy­padku myśle­nia rumi­na­cyj­nego lub gdy obser­wu­jemy jakiś przed­miot, ale także wtedy, gdy za dużo ana­li­zu­jemy. Zbyt wiele ana­liz pro­wa­dzi do para­liżu.

Praw­do­po­dob­nie zda­rzały ci się noce, gdy w two­jej gło­wie poja­wiała się jakaś myśl, która krą­żyła w kółko, aż czu­łeś, że utkną­łeś w mar­twym punk­cie i nie wie­dzia­łeś, co jesz­cze możesz zro­bić, by się jej pozbyć. Kiedy jed­nak pozwo­li­łeś jej odejść, następ­nego dnia znaj­do­wa­łeś pro­ste roz­wią­za­nie.

Zdol­ność do kon­cen­tra­cji w medy­ta­cji ma wiele wspól­nego z naucze­niem się tego, jak myśleć, gdy chcemy myśleć, i tego, jak prze­stać myśleć, gdy zde­cy­du­jemy się tego nie robić.

Jon Kabat-Zinn

Tak długo, jak sku­piasz się na pozy­tyw­nych aspek­tach swo­jego życia, twój umysł będzie gene­ro­wał pozy­tywne myśli. Czym one są? To myśli nie tyle opty­mi­styczne, ile odżyw­cze, kar­miące, budu­jące. Z dru­giej strony, gdy się roz­pra­szasz i sku­piasz na tym, co ci nie wycho­dzi, czego jesz­cze nie masz, co robią inni, prę­dzej czy póź­niej taka postawa dopro­wa­dzi do powsta­nia tok­sycz­nych myśli.

Jeśli codzien­nie oglą­dasz wia­do­mo­ści, co robi twój umysł? Medy­tuje nad tym, co widzia­łeś, a to, nad czym roz­my­ślasz, będzie try­um­fo­wać.

Z pew­no­ścią zda­rzyło ci się, że oglą­da­jąc film lub roz­ma­wia­jąc z kimś w biu­rze pod­czas lun­chu, nagle pomy­śla­łeś: "Muszę zapła­cić za prąd", "Trzeba zro­bić zakupy na naj­bliż­sze dni", "W następny pią­tek mamy spo­tka­nie na Zoo­mie"..., i twoje myśli zaczy­nały błą­dzić. Co powin­ni­śmy zro­bić w takiej sytu­acji? Kon­ty­nu­ować to, co robi­li­śmy. Hisz­pań­ska zakon­nica i mistyczka św. Teresa z Ávili (znana jako święta Teresa od Jezusa) mawiała: "Pozwólmy wariatce bie­gać po domu". Ową sza­loną kobietą jest wła­śnie nasz umysł! Kiedy św. Teresa pisała o wyobraźni jako o wariatce w domu, miała na myśli papla­ninę lub wewnętrzny dia­log, który bez­sen­sow­nie dre­nuje naszą ener­gię.

Nad­mierne myśle­nie pro­wa­dzi do para­liżu spo­wo­do­wa­nego ana­li­zo­wa­niem. Myśle­nie jest ważne, ale wielu używa go jako spo­sobu na unik­nię­cie dzia­ła­nia.

Robert Her­ja­vec

Jak przekształcić myśli

Wszy­scy mamy myśli, które nie­ustan­nie powra­cają, krążą w naszych gło­wach i choć nie zda­jemy sobie z tego sprawy, błą­dzimy w labi­ryn­cie, który wydaje nam się bez wyj­ścia, tylko po to, by w końcu ugrzę­znąć w tych samych sta­rych ide­ach. Nie potra­fimy się od nich uwol­nić i choć pró­bu­jemy wydo­stać się z labi­ryntu, w któ­rym czu­jemy się uwię­zieni, nie potra­fimy zna­leźć drogi. Ale jest też dobra wia­do­mość: z tego labi­ryntu (poję­cie uży­wane rów­nież przez innych auto­rów) jest wyj­ście.

W swo­jej książce Focus. Sztuka kon­cen­tra­cji jako ukryte dąże­nie do dosko­na­ło­ści Daniel Gole­man pod­kre­śla zna­cze­nie tre­ningu uwagi. Istotne jest, aby trak­to­wać ją jako mię­sień, jed­nostkę, która może dzia­łać na naszą korzyść, a nie na korzyść naszego anar­chicz­nego umy­słu. Ten ele­men­tarny pro­ces, który odbywa się na pozio­mie psy­cho­lo­gicz­nym, powi­nien być kon­tro­lo­wany przez nas, a nie przez nasze nie­spo­kojne myśli lub nega­tywne oko­licz­no­ści1.

Co zatem można zro­bić ze swo­imi myślami?

a. Utrwa­lać je.

b. Zastę­po­wać je innymi.

Tok­syczne i nawra­ca­jące myśli należy zastą­pić uży­tecz­nymi myślami (ist­nieją myśli uży­teczne i bezuży­teczne, pozy­tywne i tok­syczne).

Ziden­ty­fi­kujmy tok­syczne myśli, a gdy już to zro­bimy, zastąpmy je innymi. Ale to zastą­pie­nie musi ozna­czać prze­mianę. W ten spo­sób nowa pozy­tywna myśl, którą zamie­rzamy przy­jąć, w końcu sta­nie się czę­ścią naszego życia.

Jak to się odbywa? Załóżmy na przy­kład, że myślę: "Samot­ność boli". Jak powi­nie­nem postą­pić? Zastą­pić tę myśl nastę­pu­ją­cym stwier­dze­niem: "Samot­no­ścią można się cie­szyć". Takie sfor­mu­ło­wa­nie nie ozna­cza, że już przy­ją­łem tę myśl, że stała się ona czę­ścią mnie (to tak jak z jedze­niem, które naj­pierw jest tra­wione i dopiero z cza­sem staje się czę­ścią naszej istoty). Dopóki więc nie uczy­nimy jej naszą wła­sną, ta powta­rza­jąca się i ogra­ni­cza­jąca myśl będzie na­dal tkwiła w naszym umy­śle. Wszyst­kim nam potrzebna jest prze­miana, która dokona się w naszym umy­śle.

Bar­bara Fre­drick­son, znana badaczka z Uni­wer­sy­tetu Stan­forda spe­cja­li­zu­jąca się w psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej, mówi o "wyzwa­niu, jakim jest prze­zwy­cię­że­nie nega­tyw­nego nasta­wie­nia". Raz osią­gnięta trans­for­ma­cja staje się bar­dzo opła­calną inwe­sty­cją. Dobre myśle­nie nie jest sztuką ani nauką, ale raczej uko­ro­no­wa­niem cią­głego tre­ningu mody­fi­ku­ją­cego ory­gi­nalne pro­gra­mo­wa­nie mózgu.

Nega­tyw­nym myślom nie wolno ustę­po­wać ani na cen­ty­metr, w prze­ciw­nym razie mogą się roz­wi­nąć na milę.

Mat­shona Dhli­wayo

Roz­dział 2

Przekonania, których prawie nie da się zmienić: nasze osobliwości

Osobliwość lub podstawowe przekonania

Ist­nieją myśli pod­sta­wowe, struk­tu­ralne oraz myśli, które są dru­go­rzędne, wtórne, bar­dziej mobilne, dru­go­rzędne prze­ko­na­nia. Ist­nieją rów­nież opi­nie. Jak je odróż­nić?

Spró­bujmy je zde­fi­nio­wać.

1. Czym są prze­ko­na­nia pod­sta­wowe?

Są to afek­tyw­nie zako­rze­nione idee. Takie prze­ko­na­nia poja­wiają się nagle, niczym strzały, nie­jako auto­ma­tycz­nie. Ogól­nie rzecz bio­rąc, ludzie mają ten­den­cję do wie­rze­nia, że kiedy poja­wiają się myśli, nie mają nad nimi kon­troli; tak jakby umysł był wybu­cha­ją­cym wul­ka­nem. Fak­tem jest, że jeśli tok­syczne myśli, które wywo­łu­jemy, powta­rzają się w naszym umy­śle, w końcu zako­rze­nią się, sta­jąc się prze­ko­na­niami pod­sta­wo­wymi: praw­dami, które dzia­łają jak samo­speł­nia­jąca się prze­po­wied­nia. Robimy coś i nagle poja­wia się w nas myśl: "Nie dam rady, to dla mnie za trudne", "Nikt mi nie pomaga i nie potra­fię sobie z tym pora­dzić", "Jestem impul­sywny".

Są to twier­dze, for­tece, w któ­rych jeste­śmy zamknięci, duże prze­ko­na­nia obu­do­wane wie­loma mniej­szymi wyobra­że­niami, które je uza­sad­niają.

Jeśli jed­nak zbu­rzymy te twier­dze i zmie­nimy prze­ko­na­nia, będziemy mogli na­dal się roz­wi­jać. Nie jest to łatwe. Cza­sami wymaga to przej­ścia przez głę­boki kry­zys życiowy - który burzy naszą twier­dzę - taki jak medy­ta­cja, tera­pia albo sku­pie­nie na samo­roz­woju.

Myśli, które poja­wiają się spon­ta­nicz­nie - czy tego chcemy, czy nie - stają się prze­ko­na­niami. Prze­ko­na­niami, któ­rych pra­wie nie da się zmie­nić

Myśli, które nas ogra­ni­czają i nie pozwa­lają nam iść naprzód, stają się naszymi naj­gor­szymi wro­gami. Aaron Beck - jeden z pio­nie­rów sys­te­ma­tycz­nego wyko­rzy­sty­wa­nia pod­staw nauk kogni­tyw­nych w lecze­niu zabu­rzeń psy­chicz­nych - pro­po­nuje model, w któ­rym twier­dzi, że w obli­czu danej sytu­acji jed­nostki nie reagują auto­ma­tycz­nie. Uważa, że przed pod­ję­ciem reak­cji emo­cjo­nal­nej lub beha­wio­ral­nej postrze­gają one, kla­sy­fi­kują, inter­pre­tują, oce­niają i przy­pi­sują zna­cze­nie bodź­cowi zgod­nie z wcze­śniej­szymi zało­że­niami lub sche­ma­tami poznaw­czymi (zwa­nymi rów­nież pod­stawowymi prze­ko­na­niami)2.

Tkwimy na naszej dro­dze życia ogra­ni­czeni per­spek­ty­wami i przy­wią­zani do naszego spo­sobu myśle­nia.

Joel Osteen

2. Czym jest oso­bli­wość?

Gdy­bym zapy­tał cię, jaki jesteś, praw­do­po­dob­nie odpo­wie­dział­byś mi zda­niami w stylu: "Lubię słu­chać muzyki", "Jestem eks­tra­wer­ty­kiem", "Uwiel­biam wszystko ana­li­zo­wać", "Jestem wraż­liwy na ból". Cały ten opis sie­bie, który two­rzymy, ta nar­ra­cja, ta suma naszych prze­ko­nań, sta­nowi naszą oso­bli­wość, czy też, mówiąc pro­ściej: nasz spo­sób bycia. Oso­bli­wo­ści są więc cha­rak­te­ry­stycz­nymi cechami, które w nas domi­nują. Na przy­kład oso­bli­wo­ścią kró­lika jest to, że biega, pod­czas gdy oso­bli­wo­ścią żół­wia jest to, że poru­sza się powoli. Nie możesz powie­dzieć żół­wiowi: "Dalej, bie­gnij, szybko!", ponie­waż jego cechą cha­rak­te­ry­styczną jest powolne poru­szanie się. Ana­lo­gicz­nie nie ma sensu mówić kró­li­kowi: "Idź powoli, trzy­maj się żół­wia", ponie­waż jego cechą szcze­gólną jest ska­ka­nie w szyb­kim tem­pie.

Dokład­nie tak samo jest z ludźmi. Każdy z nas ma swoją wła­sną oso­bli­wość, czyli cechy, które nas wyróż­niają i są domi­nu­jące: nasz spo­sób bycia. Na przy­kład są ludzie, któ­rzy mają skłon­ność do popi­sy­wa­nia się, lubią stać w świe­tle reflek­to­rów; inni są indy­wi­du­ali­stami, zawsze myślą o sobie; są tacy, któ­rzy są bierni i nie reagują na zaczepki; są rów­nież tacy, któ­rzy są nie­upo­rząd­ko­wani, a także tacy, któ­rzy niczego sami z sie­bie nie dają, chyba że zostaną o to popro­szeni.

To wła­śnie te oso­bli­wo­ści zwy­kle powo­dują pro­blemy w związ­kach. Kiedy się zako­chu­jemy i zaczy­namy uma­wiać na randki, mamy ten­den­cję do ukry­wa­nia naszych cech szcze­gól­nych, aby druga osoba ich nie dostrze­gła. Jed­nak po pew­nym cza­sie, gdy nasze rela­cje stają się sfor­ma­li­zo­wane, te oso­bli­wo­ści wycho­dzą na jaw i czę­sto powo­dują kon­flikty. To samo dzieje się w przy­jaźni. Nie­któ­rzy ludzie od razu poka­zują swoje oso­bli­wo­ści, ale inni nie są tak otwarci, co spra­wia, że z cza­sem nie­które postawy, reak­cje i zacho­wa­nia zaczy­nają nas zaska­ki­wać. Fak­tem jest, że wszy­scy mamy swoje eks­tra­wa­gan­cje, a nie­które z nich są cechami, które sta­no­wią ogromną część naszego stylu bycia.

Z dru­giej strony wraz z wie­kiem u każ­dego z nas może poja­wiać się coraz wię­cej oso­bli­wo­ści! Cza­sami, gdy kogoś pozna­jemy i odkry­jemy jego dzi­wac­twa, może się wręcz oka­zać, że wolimy jed­nak być sami, niż się z nimi zma­gać.

Nie­które cechy są widoczne na pierw­szy rzut oka, takie jak wybu­cho­wość czy życz­li­wość - nie spo­sób ich nie zauwa­żyć. Inne z kolei pozo­stają ukryte. Jed­nak nie ulega wąt­pli­wo­ści, że wszy­scy mamy jakieś oso­bli­wo­ści; zauwa­żamy je u innych, a inni zauwa­żają nasze.

Oso­bli­wość nie pozwala nam iść naprzód, jest naszym wiel­kim hamul­cem.

Cho­ciaż możemy nie zda­wać sobie z tego sprawy, jeste­śmy pełni oso­bli­wo­ści. Prawda jest taka, że nie­za­leż­nie od tego, czy są one widoczne, czy nie, to nie pozwa­lają nam się roz­wi­jać. Dla­czego tak jest? Ponie­waż zazwy­czaj nie lubimy, gdy ktoś wytyka nam nasze cechy lub kwe­stio­nuje nasze argu­menty. Na przy­kład jeśli powiesz komuś: "jesteś nie­chlujny" lub "jesteś bała­ga­nia­rzem", ten ktoś praw­do­po­dob­nie wpad­nie w złość i odpo­wie: "Dla­czego wtrą­casz się w moje życie? Pil­nuj wła­snego nosa".

3. Czym jest prze­ko­na­nie wtórne?

Jest to prze­ko­na­nie ruchome. Zaj­miemy się nim bar­dziej szcze­gó­łowo w następ­nym roz­dziale, ale już teraz zapa­mię­tajmy, że prze­ko­na­nie, cze­go­kol­wiek ono doty­czy, może być pod­sta­wowe, wtórne lub oparte na opi­nii. Wszystko zależy od danej osoby. Prze­ko­na­nia wtórne to takie, które można kwe­stio­no­wać i mody­fi­ko­wać. Są myślami auto­ma­tycz­nymi, które mają dużą siłę, ale tego typu prze­świad­cze­nia muszą zostać zastą­pione uży­tecz­nymi myślami. Jed­no­cze­śnie wyma­gają one mniej pracy niż idee pod­sta­wowe.

Idee wtórne łatwiej jest zastą­pić innymi poglą­dami niż idee pod­sta­wowe, czyli te głę­boko zako­rze­nione idee, które mamy na swój temat. Na przy­kład możesz powie­dzieć: "Jestem intro­wer­ty­kiem", i jest to prze­ko­na­nie pod­sta­wowe - tak postrze­gasz sie­bie. Można jed­nak zmo­dy­fi­ko­wać prze­ko­na­nie wtórne, na przy­kład: "Lubię roz­ma­wiać o spo­rcie". Ta idea wtórna: "Lubię roz­ma­wiać o spo­rcie", może zostać zmo­dy­fi­ko­wana i roz­sze­rzona poprzez doda­nie także innych tema­tów roz­mów.

4. Czym jest opi­nia?

Jest to idea ulotna, która nie ma popar­cia. Na przy­kład: "Jestem nie­śmiały". To stwier­dze­nie może być prze­ko­na­niem pod­sta­wo­wym lub tylko opi­nią na swój temat.

Rzeczywistość psychiczna a rzeczywistość materialna

Ludzie wypra­co­wują różne rodzaje prze­ko­nań lub idei, które osa­dzają się w naszych gło­wach i, jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, sabo­tują nasze codzienne życie. Fak­tem jest, że nasz umysł (myśli) jest tym, co mówi nam, kim jeste­śmy i dokąd dotrzemy - lub nie dotrzemy.

Tera­pia poznaw­cza ma na celu zła­go­dze­nie napięć psy­chicz­nych poprzez kory­go­wa­nie błęd­nych prze­ko­nań i sygna­łów. Kory­gu­jąc błędne prze­ko­na­nia, możemy poło­żyć kres nad­mier­nym reak­cjom.

Myślę, że należy tutaj pod­kre­ślić to, co mówi autor książki Labi­rynty umy­słu: "Według Imma­nu­ela Kanta istoty ludz­kie nie mogą poznać rze­czy samych w sobie, mogą jedy­nie doświad­czać ich w swo­ich umy­słach. Czy to ozna­cza, że nasza świa­do­mość może znie­kształ­cać rze­czywistość? Istot­nie tak wła­śnie jest. Dla­tego Freud nale­gał na uży­wa­nie ter­minu "rze­czywistość psy­chiczna", wyja­śnia­jąc, że jest to szcze­gólna forma ist­nie­nia, któ­rej nie należy mylić z rze­czywistością mate­rialną"3. Innymi słowy: poprzez nasze myśli two­rzymy nie­ist­nie­jącą rze­czy­wi­stość, którą uwa­żamy za realną i praw­dziwą, ponie­waż została prze­kształ­cona w prze­ko­na­nie. Mówiąc pro­ściej, para­fra­zu­jąc grec­kich filo­zo­fów: "To nie rze­czy spra­wiają, że cho­ru­jemy, ale nasze wyobra­że­nie o rze­czach"4.

Zabu­rze­nia emo­cjo­nalne nie są wyni­kiem sytu­acji, ale spo­sobu, w jaki je inter­pre­tu­jemy.

Albert Ellis

Zapra­szam do prze­ana­li­zo­wa­nia nie­któ­rych błęd­nych prze­ko­nań.

1. Nie zasłu­guję na to.

To prze­ko­na­nie mówi mojemu umy­słowi, że nie zasłu­guję na nic, co osią­gnę lub zdo­będę (jeśli w ogóle uda mi się to osią­gnąć). W głębi duszy czuję się winny z powodu dobrych rze­czy, które mi się przy­tra­fiają. Na przy­kład dostaję dobrą pracę, ale codzien­nie się spóź­niam, aż w końcu zostaję zwol­niony. Albo mam part­nera, ale zdra­dzam go i w końcu w ten spo­sób go tracę. Czy też pro­szę o pod­wyżkę, po czym wydaję pie­nią­dze na nie­po­trzebne rze­czy. Jedną ręką przyj­mu­jemy nasze osią­gnię­cie, a drugą je odsu­wamy.

Poczu­cie winy to nie­ustanna potrzeba kary, na którą naszym zda­niem zasłu­gu­jemy. Kiedy zaczy­namy się roz­wi­jać i iść naprzód, poja­wia się poczu­cie winy. Jak się go pozbyć?

Musimy je zra­cjo­na­li­zo­wać i zasta­no­wić się: "Dla­czego na to nie zasłu­guję? Co to za głos, który mówi mi, że nie zasłu­guję na tę przy­jem­ność?" Może to głos taty, mamy, part­nera? Pamię­tajmy, że poczu­cie winy jest emo­cją i ma siłę emo­cjo­nal­nego impulsu. Dla­tego musimy czę­sto powta­rzać sobie coś wręcz odwrot­nego: "Zasłu­guję na to". Świa­do­mie dajmy sobie przy­zwo­le­nie na cie­sze­nie się pięk­nymi rze­czami i marze­niami, które udaje nam się speł­nić.

Nasz spo­sób myśle­nia w dużej mie­rze decy­duje o tym, czy osią­gniemy nasze cele i będziemy cie­szyć się życiem, a nawet o tym, czy w ogóle prze­trwamy.

Aaron Beck

2. Nie mam tyle odwagi, nie mam wystar­cza­ją­cych zdol­no­ści.

Czę­sto, gdy sta­jemy przed nowym wyzwa­niem lub wspa­niałą oka­zją, mówimy: "Nie czuję się na siłach". Na przy­kład dosta­jesz pro­po­zy­cję awansu w pracy, ale masz wra­że­nie, że nie jesteś wystar­cza­jąco zdolny, więc rezy­gnu­jesz. Albo masz przy­stą­pić do egza­minu i czu­jesz, że ni­gdy nie będziesz umiał dosta­tecz­nie dużo. Mimo to pod­cho­dzisz do egza­minu i zda­jesz go z bar­dzo dobrym wyni­kiem. Co prawda ukoń­czy­łeś już szko­le­nie, ale nie­chęt­nie prze­cho­dzisz do prak­tyki, ponie­waż czu­jesz, że musisz się jesz­cze zbyt wiele nauczyć.

Pamię­taj, że skoro firma cię zatrud­nia (zwłasz­cza jeśli jest lide­rem na rynku), to dla­tego, że masz umie­jęt­no­ści. Praw­do­po­dob­nie widzą coś, czego ty nie dostrze­gasz. To zja­wi­sko ma swoją nazwę - syn­drom oszu­sta. Jesteś w sta­nie sku­tecz­nie z nim wal­czyć! Ale Mar­cote, autorka książki o tym pro­ble­mie, pisze:

Zja­wi­sko to wynika z zestawu prze­ko­nań, na któ­rych pod­sta­wie ludzie uwa­żają, że ich osią­gnię­cia mają nie­wiele wspól­nego z ich umie­jęt­no­ściami, ale są wyni­kiem szczę­ścia, powią­zań, wkładu, jaki inni wnie­śli w ich pracę, ich oso­bi­stego uroku i zbiegu oko­licz­no­ści, który spra­wił, że zna­leźli się we wła­ści­wym miej­scu we wła­ści­wym cza­sie. Pomimo ist­nie­nia licz­nych dowo­dów potwier­dza­ją­cych ich kom­pe­ten­cje takie osoby czują, że nie zasłu­gują na to, co osią­gnęły, i dla­tego nie potra­fią zaak­cep­to­wać otrzy­my­wa­nych wyróż­nień. Są wręcz prze­ko­nane, że w każ­dej chwili mogą zostać zde­ma­sko­wane! Co odróż­nia ludzi, któ­rzy nie cier­pią na syn­drom oszu­sta, od tych, któ­rzy go doświad­czają? To nie ich zdol­no­ści, a spo­sób, w jaki myślą o sobie i inter­pre­tują pewne sytu­acje. Wewnętrzne głosy poja­wiają się w postaci wąt­pli­wo­ści co do wła­snej inte­li­gen­cji, prze­ko­na­nia, że to, co osią­gnęli, nie jest ich zasługą (nawet jeśli inni tak uwa­żają), i stra­chu, że to kłam­stwo zosta­nie odkryte5.

3. Nie mogę.

Jest to ogra­ni­cza­jące prze­ko­na­nie, które nakłada na nas emo­cjo­nalny hamu­lec ręczny: "Nie mogę, bo jestem za stary; w tym wieku już się nie zako­cham", "Nie nadaję się do tej pracy".

Kiedy wydaje się, że nic nie idzie po two­jej myśli, pamię­taj, że samo­lot star­tuje pod wiatr, a nie z wia­trem.

Henry Ford

4. Rób to, co czu­jesz.

"Rób to, co ci dyk­tuje serce" to kolejne prze­ko­na­nie pod­sta­wowe. Jakie myśli wyzwala? "Nie wolno mi mieć pro­jek­tów...", "Nie wolno mi inwe­sto­wać...", "Muszę robić to, co czuję...", "Teraz mam ochotę się pod­dać...", "Teraz mam ochotę się zmie­nić". Jeste­śmy zanu­rzeni w post­mo­der­ni­zmie, gdzie wszystko się zmie­nia. Dla­czego? Ponie­waż musisz robić to, co czu­jesz, a prze­cież wszystko jest przy­jem­no­ścią bez korzeni. Dziś jestem tu, a jutro tam. Prze­sła­nie brzmi: "Rób to, co czu­jesz, ważne jest to, że wsłu­chu­jesz się w swoje uczu­cia".

5. Coś jest ze mną nie tak.

Zazdro­śni ludzie zwy­kle wie­rzą, że coś jest z nimi nie tak (dla­tego part­ner ich zostawi). Takie prze­ko­na­nie mają rów­nież ci, któ­rzy boją się odrzu­ce­nia, osą­dze­nia i potę­pie­nia. Strach przed pomyłką wynika z tego pod­sta­wo­wego prze­ko­na­nia, które mówi: "Coś jest ze mną nie tak". Oto kilka myśli, które wyni­kają z tego pod­sta­wo­wego prze­ko­na­nia: "Nie jestem godny miło­ści" (taki czło­wiek wie­rzy, że jeśli kogoś poko­cha, zosta­nie porzu­cony), "Nie pasuję do tej grupy, jestem inny", "To wszystko moja wina, nie zasłu­guję na nic dobrego".

6. Jestem wyjąt­kowy i lep­szy od innych.

Ta wiara w sie­bie jest nie­świa­doma i głę­boka. W rezul­ta­cie poja­wiają się drobne myśli o cha­rak­te­rze nar­cy­stycz­nym: "Spójrz na mnie... Chcę się poka­zać", "Mam prawo...", "Wiem wię­cej niż ty", "Ciesz się mną", "Potra­fię...". Wszyst­kie one wyni­kają z prze­ko­na­nia, że jest się wyjąt­ko­wym i lep­szym od innych.

7. Zra­nią mnie.

Kłó­tliwi ludzie, któ­rzy żyją w sta­łym kon­flik­cie ze wszyst­kimi, mają w sobie ducha podejrz­li­wo­ści. To kolejny rodzaj prze­ko­na­nia pod­sta­wo­wego. Wystar­czy, że powiesz: "Cześć", a oni zasta­na­wiają się: "Co on chciał przez to powie­dzieć?". Wie­rzą, że inni chcą ich zaata­ko­wać, zra­nić. Są nie­ufni, cią­gle z kimś wal­czą, nawet wir­tu­al­nie! Mają prze­ko­na­nie, że świat jest nie­bez­piecz­nym miej­scem, dla­tego stale funk­cjo­nują w sta­nie pod­wyż­szo­nej czuj­no­ści i są gotowi do ataku. Wie­rzą, że na ich dro­dze zawsze stoi koń tro­jań­ski: coś ukry­tego i bar­dzo nie­bez­piecz­nego.

Zatrzy­majmy się teraz na kilka chwil i zadajmy sobie pyta­nie:

Z któ­rym z tych prze­ko­nań się iden­ty­fi­ku­jesz? Czy jest jakieś prze­ko­na­nie, które nie zostało tutaj wymie­nione, a które domi­nuje w twoim spo­so­bie myśle­nia? Dla­czego tak jest?

Nie martw się zawczasu czymś, co może się ni­gdy nie wyda­rzyć. Ciesz się słoń­cem.

Ben­ja­min Fran­klin

Życie nie jest wyści­giem na sto metrów, w któ­rym musimy dążyć do poko­na­nia sie­bie nawza­jem, ale raczej cią­głym dąże­niem do dosko­na­le­nia samych sie­bie. Za każ­dym razem, gdy daję z sie­bie wszystko, bo robię to naj­le­piej, jak potra­fię, wygry­wam wyścig. Ważne jest, aby­śmy poświę­cali jak naj­wię­cej czasu na to, by lepiej poznać samych sie­bie. Cza­sami za bar­dzo szu­kamy apro­baty z zewnątrz i w rezul­ta­cie nie dostrze­gamy naszych moż­li­wo­ści i moc­nych stron. Kwe­stio­no­wa­nie tego, kim naprawdę jeste­śmy, pro­wa­dzi nas do roz­po­czę­cia wewnętrz­nych poszu­ki­wań i odrzu­ce­nia tych myśli, które - zmie­szane z echami z prze­szło­ści: trau­ma­tycz­nymi doświad­cze­niami, zła­ma­nym ser­cem, gło­sami z zewnątrz, kul­turą, tym, co sły­szymy na co dzień - spra­wiają, że wszystko, co widzimy o sobie, jest nega­tywne. I cho­ciaż każdy czło­wiek jest spo­łeczny i obcią­żony "uogól­nio­nymi prze­my­śle­niami", nie defi­niują one nas jako ludzi.

Pra­wie wszystko zacznie ponow­nie dzia­łać, jeśli odłą­czysz to na kilka minut... nawet ty.

Anne Lamott

Nad­szedł czas, aby zakwe­stio­no­wać te prze­ko­na­nia i zacząć wykra­czać poza różne kul­tu­rowe i oso­bi­ste doświad­cze­nia, które nas ogra­ni­czają.

Wszy­scy jeste­śmy zanu­rzeni w pew­nej kul­tu­rze, z któ­rej wynika wiele naka­zów i zaka­zów. Trudno się z nich wyzwo­lić. Ale można je kwe­stio­no­wać. Zami­ło­wa­nie do kupo­wa­nia stale nowych ubrań, pra­gnie­nie zdo­by­wa­nia dóbr mate­rial­nych takich jak dom czy samo­chód lub cie­sze­nie się wyma­rzo­nymi waka­cjami, czyli rze­czy, które same w sobie nie są złe, to z pew­no­ścią pra­gnie­nia, które zostały nam wpo­jone przez ota­cza­ją­cych nas ludzi.

Wiara w sie­bie i danie sobie pozwo­le­nia na roz­wój i bycie szczę­śli­wym nie są rów­no­znaczne z wywyż­sza­niem się, nar­cy­zmem, dumą czy chę­cią auto­pro­mo­cji; jest to raczej uświa­do­mie­nie sobie, do czego jestem zdolny, i porzu­ce­nie wszyst­kich ogra­ni­cza­ją­cych prze­ko­nań, które do tej pory nam w życiu nie pomo­gły i w naszym wypadku się nie spraw­dzają.

Pierw­szym kro­kiem do prze­kształ­ce­nia naszej rze­czy­wi­sto­ści jest jej uzna­nie. Nie zawsze jest to łatwe, ponie­waż nie­jed­no­krot­nie uświa­do­mie­nie sobie wła­snej sytu­acji spra­wia nam ból. To wtedy akty­wują się mecha­ni­zmy obronne, które roz­my­wają lub znie­kształ­cają rze­czy­wi­stość i spra­wiają, że żyjemy w ilu­zji. Ale nie­za­leż­nie od tego, czy mamy odwagę to zro­bić, czy nie, zmiana sytu­acji jest moż­liwa tylko wtedy, gdy potra­fimy ją roz­po­znać i zaak­cep­to­wać ze wszyst­kim, co się z tym wiąże. W końcu aby ruszyć w drogę i dotrzeć do celu, trzeba wie­dzieć, jaki jest nasz punkt wyj­ścia.

Nauczmy się wie­rzyć w naszą sku­tecz­ność, w nasze zdol­no­ści poko­ny­wa­nia prze­szkód, z któ­rymi bory­kamy się każ­dego dnia. Prze­stańmy obar­czać innych odpo­wie­dzial­no­ścią za to, co leży w naszych rękach i jest naszym zada­niem. Nie ist­nieją ani olbrzymy, ani potwory. Jeśli ufasz sobie samemu, nic i nikt nie może cię ogra­ni­czyć, nawet twoje myśli.

Życie kur­czy się lub roz­sze­rza pro­por­cjo­nal­nie do war­to­ści czło­wieka.

Ana?s Nin

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki