p

Potrzeby emocjonalne dziecka. Jak uniknąć rodzicielskich błędów, aby wychować emocjonalnie zdrowe, szczęśliwe dziecko - John Philip Louis, Karen McDonald Louis

Kup ebooka

69.90 zł
58.16 zł (57,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przed­mowado wy­da­nia pierw­szego

Do pracy nad książką na te­mat ro­dzi­ciel­stwa pod­cho­dzi­li­śmy z nie­małą obawą, dla­tego chcie­li­by­śmy wy­ja­śnić, co nas skło­niło do pod­ję­cia tego za­da­nia, i nie­jako uspra­wie­dli­wić się z przed­się­wzię­cia, które w oczach nie­któ­rych może za­kra­wać na aro­gan­cję. Bo czy ko­lejny po­rad­nik dla ro­dzi­ców jest w ogóle po­trzebny? Wy­jąt­ko­wość tej książki po­lega na tym, że jest to pierw­sza ze zna­nych nam pu­bli­ka­cji, która wy­ja­śnia, jak za­po­bie­gać po­wsta­wa­niu ne­ga­tyw­nych sche­ma­tów (lub przy­naj­mniej spo­wo­do­wa­niu przez nie więk­szych szkód), jak nie do­pu­ścić do cią­głej fru­stra­cji w ro­dzi­nie i jak za­spo­ka­jać pod­sta­wowe po­trzeby emo­cjo­nalne dzieci.

Ni­niej­szy po­rad­nik jest owo­cem na­szych warsz­ta­tów "Good eno­ugh pa­ren­ting" (wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo), któ­rych hi­sto­ria w du­żym skró­cie przed­sta­wia się na­stę­pu­jąco. W paź­dzier­niku 2007 roku uczest­ni­czy­li­śmy w se­mi­na­rium twórcy te­ra­pii sche­ma­tów dok­tora Jef­freya E. Younga, za­ty­tu­ło­wa­nym An in­tro­duc­tion to schema the­rapy. Pod­czas se­sji py­tań i od­po­wie­dzi po wy­kła­dzie je­den z uczest­ni­ków za­py­tał pro­wa­dzą­cego, czy kie­dy­kol­wiek opra­co­wano prze­zna­czony dla ro­dzi­ców pro­gram za­po­bie­ga­nia roz­wo­jowi ne­ga­tyw­nych sche­ma­tów. Dok­tor Young wy­ja­śnił, że pracy nad samą te­ra­pią po­świę­cił trzy­dzie­ści lat, więc ni­gdy nie miał czasu za­jąć się za­po­bie­ga­niem, i pół żar­tem, pół se­rio do­dał, że nic nie stoi na prze­szko­dzie, by ktoś pod­jął się tego za­da­nia. Po­trak­to­wa­li­śmy to po­waż­nie i w roz­mo­wie z nim wy­ra­zi­li­śmy za­in­te­re­so­wa­nie tą kwe­stią. Opo­wie­dzie­li­śmy mu też o na­szych wy­kła­dach na te­mat ro­dzi­ciel­stwa, w któ­rych wy­ko­rzy­sty­wa­li­śmy sceny z fil­mów, żeby po­głę­biać świa­do­mość ro­dzi­ców. Po­nie­waż na­sze szko­le­nia wy­da­wały się współ­grać z po­glą­dami dok­tora Younga na te­mat roz­woju ne­ga­tyw­nych sche­ma­tów, ten na­mó­wił Johna, by kształ­cił się u niego na Man­hat­ta­nie. W maju 2008 roku do­sta­li­śmy zie­lone świa­tło dla sto­so­wa­nia na­szej pio­nier­skiej me­tody za­po­bie­ga­nia roz­wo­jowi ne­ga­tyw­nych sche­ma­tów. Je­sie­nią tego sa­mego roku po­pro­wa­dzi­li­śmy w Sin­ga­pu­rze pierw­szy cykl no­wych warsz­ta­tów "Good eno­ugh pa­ren­ting" dla sze­ściu­set osób. W ciągu na­stęp­nych kilku lat nasz pro­gram okrzepł na tyle, że do 2013 roku za­in­te­re­so­wało się nim śro­do­wi­sko zwią­zane z te­ra­pią sche­ma­tów, a po­tem rów­nież roz­ma­ite in­sty­tu­cje edu­ka­cyjne, or­ga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne, a na­wet agen­cje rzą­dowe. Te­raz już wie­cie, jak po­wstała ta książka. Przyj­mij­cie ją w ta­kim du­chu, w ja­kim zo­stała na­pi­sana, jako dar dwojga ro­dzi­ców, któ­rzy aż na­zbyt do­brze wie­dzą, że nie są do­sko­nali. Mamy na­dzieję, że bę­dzie­cie mo­gli ją wy­ko­rzy­stać jako dro­go­wskaz na swo­jej dro­dze do wy­star­cza­jąco do­brego ro­dzi­ciel­stwa.

John i Ka­ren Lo­uiso­wie, 2015 r.

Przed­mowado wy­da­nia dru­giego

Mi­nęło już po­nad dzie­sięć lat od czasu, gdy prze­pro­wa­dzi­li­śmy pierw­szą wer­sję na­szych warsz­ta­tów "Good eno­ugh pa­ren­ting", i pięć lat od pierw­szego wy­da­nia tej książki, która opiera się na szko­le­niach u dok­tora Jef­freya E. Younga i współ­pracy z nim, a także na wy­ni­kach pro­wa­dzo­nych przez nas ba­dań. Pra­gnę­li­śmy uświa­do­mić ro­dzi­com, w jaki spo­sób mogą mi­mo­wol­nie szko­dzić swoim dzie­ciom. W pierw­szym wy­da­niu opi­sa­li­śmy dzie­więć ty­pów in­te­rak­cji tok­sycz­nych oraz ich po­wią­za­nia z ne­ga­tyw­nymi sche­ma­tami. Na­sze kon­cep­cje od­biły się sze­ro­kim echem wśród ty­sięcy osób, które uczest­ni­czyły w warsz­ta­tach wy­star­cza­jąco do­brego ro­dzi­ciel­stwa w róż­nych miej­scach świata. Czę­sto py­tano nas przy tym, czy ktoś w ogóle bada moż­li­wość ist­nie­nia po­zy­tyw­nych sche­ma­tów, a je­śli ta­kowe ist­nieją, to czy wiążą się z nimi po­zy­tywne wzorce ro­dzi­ciel­stwa. Py­ta­nia te za­częły nur­to­wać Johna, który do­szedł do wnio­sku, że musi zna­leźć na nie od­po­wiedź. Kon­cep­cją sche­ma­tów żywo in­te­re­so­wał się dok­tor Alex Wood, obec­nie zwią­zany z Lon­don School of Eco­no­mics, który na sku­tek róż­nych zda­rzeń na­wią­zał kon­takt z Joh­nem. W 2015 roku za­pro­po­no­wał mu zba­da­nie tej kwe­stii w ra­mach pracy dok­tor­skiej. Od­kry­cia po­czy­nione w trak­cie tych ba­dań do­pro­wa­dziły do wy­róż­nie­nia czter­na­stu po­zy­tyw­nych sche­ma­tów i sied­miu po­zy­tyw­nych wzor­ców ro­dzi­ciel­skich (in­te­rak­cji wzmac­nia­ją­cych), jak rów­nież do do­pra­co­wa­nia kon­cep­cji ne­ga­tyw­nych wzor­ców ro­dzi­ciel­skich (in­te­rak­cji tok­sycz­nych), które my­śmy wy­od­ręb­nili w 2011 roku. Za­pew­niło to bar­dzo po­trzebną rów­no­wagę na­szemu mo­de­lowi ro­dzi­ciel­stwa, który wcze­śniej sku­piał się w więk­szym stop­niu na re­duk­cji aspek­tów ne­ga­tyw­nych. Na sku­tek po­czy­nio­nych od­kryć zwe­ry­fi­ko­wa­li­śmy skalę po­zy­tyw­nych sche­ma­tów, a także dwie inne skale ro­dzi­ciel­stwa, do­ty­czące in­te­rak­cji tok­sycz­nych i wzmac­nia­ją­cych (opra­co­wane z na­szymi współ­pra­cow­ni­kami), które są obec­nie tłu­ma­czone na wiele ję­zy­ków. Z ca­łego świata otrzy­mu­jemy in­for­ma­cje zwrotne na te­mat przy­dat­no­ści na­szych kon­cep­cji w roz­ma­itych kul­tu­rach i gru­pach spo­łeczno-eko­no­micz­nych; naj­czę­ściej wska­zy­waną przy­czyną jest to, że wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo kon­cen­truje się głów­nie na ja­ko­ści więzi mię­dzy ro­dzi­cem a dziec­kiem. Dla wielu ro­dzi­ców jest to no­vum, gdyż prze­wa­ża­jąca więk­szość ksią­żek i pro­gra­mów po­świę­co­nych wy­cho­wa­niu kon­cen­truje się na zmia­nie za­cho­wa­nia dziecka. W na­szym mo­delu ro­dzi­ciel­stwa sta­ra­li­śmy się dać pierw­szeń­stwo ja­ko­ści re­la­cji ro­dzic - dziecko, wy­ko­rzy­stu­jąc opra­co­wane przez nas skale po­mia­rów, po­nie­waż to wła­śnie ja­kość owej re­la­cji ma de­cy­du­jące zna­cze­nie dla roz­woju dziecka. Co za tym idzie, uzna­li­śmy, że na­le­ża­łoby uak­tu­al­nić nasz po­rad­nik. Dru­gie wy­da­nie za­wiera omó­wie­nie zre­wi­do­wa­nych in­te­rak­cji tok­sycz­nych, a przede wszyst­kim pierw­szy opis po­zy­tyw­nych sche­ma­tów i in­te­rak­cji wzmac­nia­ją­cych. Sta­ra­li­śmy się po­świę­cić tyle samo uwagi aspek­tom po­zy­tyw­nym co ne­ga­tyw­nym. Mamy na­dzieję, że nowe wy­da­nie na­szej książki spo­tka się z uzna­niem czy­tel­ni­ków.

John i Ka­ren Lo­uiso­wie, 2020 r.

Po­dzię­ko­wa­nia i de­dy­ka­cja

Pra­gniemy zło­żyć naj­szczer­sze wy­razy wdzięcz­no­ści na­stę­pu­ją­cym oso­bom:

- Dok­to­rowi Jef­frey­owi E. Youn­gowi, twórcy te­ra­pii sche­ma­tów, któ­rego wpływ wi­doczny jest na każ­dej stro­nie tej książki. To wła­śnie spo­tka­nie z Tobą skie­ro­wało nas na nową drogę i za­in­spi­ro­wało do pracy nad za­po­bie­ga­niem wy­kształ­ce­niu się ne­ga­tyw­nych sche­ma­tów. Je­ste­śmy Ci wdzięczni za po­świę­cony nam czas i za za­chętę do po­dą­ża­nia za ma­rze­niami.

- Pat Sim, na­szej asy­stentce i part­nerce biz­ne­so­wej. Ogrom­nie ce­nimy przy­jaźń i wie­lo­let­nią współ­pracę z Tobą. Bez Two­jej po­mocy za­pewne ni­gdy nie ukoń­czy­li­by­śmy tej książki!

- Dok­to­rowi Ale­xowi Wo­odowi, nie­zrów­na­nemu pro­mo­to­rowi pracy dok­tor­skiej Johna. Twoja wie­dza i wska­zówki po­zwo­liły Joh­nowi stać się lep­szym ba­da­czem, a Twoje wspar­cie dla pro­jektu "Good eno­ugh pa­ren­ting" wiele dla nas zna­czy.

- Dok­to­rowi Geo­rge'owi Loc­kwo­odowi, współ­pra­cow­ni­kowi z In­ter­na­tio­nal So­ciety for Schema The­rapy i przy­ja­cie­lowi. Współ­praca z Tobą była nie­zwy­kle owocna. John wspo­mina zwłasz­cza wspólne opra­co­wy­wa­nie pod­skal.

- Sher Lee Wee i Tan Beng Hwa, ilu­stra­tor­kom i gra­ficz­kom. Ce­nimy Wasz ta­lent i dzię­ku­jemy za stwo­rze­nie ilu­stra­cji do na­szej książki oraz jej szaty gra­ficz­nej.

- Dok­tor Shir­le­nie Hu­ang oraz dok­to­rowi Mar­kowi Tim­li­nowi i jego żo­nie Vicki, a także wielu nie­wy­mie­nio­nym z imie­nia i na­zwi­ska przy­ja­cio­łom i współ­pra­cow­ni­kom, któ­rzy po­ma­gali nam w pracy nad książką, zbie­ra­jąc dane i wy­niki ba­dań oraz współ­pra­cu­jąc przy wszyst­kich warsz­ta­tach. Je­ste­śmy Wam nie­zmier­nie wdzięczni!

- Na­szym ro­dzi­nom. Dzię­ku­jemy nie­ży­ją­cym już ro­dzi­com Johna, czyli Pa­pie i Ma­mie Lo­uisom. Cho­ciaż wy­cho­wa­li­ście się w In­diach w wa­run­kach da­le­kich od ide­ału, to dzięki prze­pro­wadzce do Ma­le­zji za­pew­ni­li­ście swo­jemu sy­nowi lep­szą przy­szłość. Sami nie za­zna­li­ście zdro­wego ro­dzi­ciel­stwa, ale dzięki swej in­tu­icji prze­ła­ma­li­ście szko­dliwe wzorce, na czym John ogrom­nie sko­rzy­stał. Dzię­ku­jemy Wam za wszystko i bar­dzo za Wami tę­sk­nimy! Dzię­ku­jemy ro­dzi­com Ka­ren, czyli Paw­Paw i Mimms McDo­nal­dom. Ka­ren jest Wam nie­zmier­nie wdzięczna za to, jak za­spo­ka­ja­li­ście jej pod­sta­wowe po­trzeby emo­cjo­nalne. Je­ste­ście cu­dow­nymi ro­dzi­cami, dziad­kami, a od nie­dawna pra­dziad­kami! Dzię­ku­jemy też na­szym wspa­nia­łym dzie­ciom So­nii i Da­vi­dowi - wła­śnie Wam de­dy­ku­jemy tę książkę. Nie wy­obra­żamy so­bie ży­cia bez Was; je­ste­ście na­szą naj­więk­szą ra­do­ścią. Sza­nu­jemy Was za to, kim je­ste­ście i kim się sta­je­cie. Spę­dza­nie czasu z Wami to jedno z na­szych ulu­bio­nych za­jęć! Dzię­ku­jemy za Wa­szą przy­jaźń, szcze­rość, part­ner­stwo oraz wiel­ko­dusz­ność i wy­ba­cze­nie. Ko­chamy Wa­szych współ­mał­żon­ków TJa i Ha­ley, jak rów­nież na­szego ma­łego wnuka. Oby­śmy wszy­scy byli wy­star­cza­jąco do­brymi ro­dzi­cami!

Roz­dział 1

Ro­dzi­ciel­stwo ma zna­cze­nie

Gdy przy­go­to­wy­wa­li­śmy warsz­taty dla sin­ga­pur­skiej Rady ds. Pro­mo­cji Zdro­wia na te­mat kształ­to­wa­nia po­zy­tyw­nej sa­mo­oceny u dzieci, Ka­ren po­pro­siła o po­moc na­szego wów­czas je­de­na­sto­let­niego syna, który miał (i na­dal ma) zdrowe po­czu­cie wła­snej war­to­ści.

Ka­ren:

[Sia­da­jąc obok Da­vida na ka­na­pie] Ko­cha­nie, po­trze­buję two­jej po­mocy przy pre­zen­ta­cji, nad którą wła­śnie pra­cuję. Mogę cię o coś spy­tać?

Da­vid:

Ja­sne, mamo.

Ka­ren:

Wiesz, je­stem cie­kawa, co byś zro­bił, gdyby któ­ryś uczeń z two­jej szkoły po­wie­dział ci, że je­steś głupi.

Da­vid:

[Zde­cy­do­wa­nie] Po­wie­dział­bym mu, że sam jest głupi!

Ka­ren:

No do­brze... A co byś zro­bił, gdyby na­uczy­ciel lub na­uczy­cielka po­wie­dzieli ci, że je­steś głupi?

Da­vid:

[Po na­my­śle, uśmie­cha­jąc się] Im to bym chyba nie po­wie­dział, że sami są głupi, ale bym tak po­my­ślał!

Ka­ren:

I jesz­cze jedno py­ta­nie... Co byś zro­bił, gdy­bym to ja ci po­wie­działa, że je­steś głupi?

Da­vid:

[Po­woli, ze smut­kiem] Pew­nie bym się wku­rzył, ale to­bie mógł­bym uwie­rzyć.

To, jak wy­cho­wuje się dziecko, ma ogromne zna­cze­nie. Nie daj­cie so­bie wmó­wić, że nie jest ważne, ja­kimi ro­dzi­cami je­ste­ście. Ro­dzi­ciel­stwo to naj­waż­niej­sza praca, jaką kie­dy­kol­wiek wy­ko­na­cie, ma­jąca da­le­ko­siężne skutki. Więk­szość ma­tek i oj­ców uczy się go me­todą prób i błę­dów, a wielu ro­dzi­ców za swoje po­tknię­cia płaci ogromną cenę. Od za­koń­cze­nia dru­giej wojny świa­to­wej kom­pe­ten­cjom ro­dzi­ciel­skim po­świę­cono znacz­nie wię­cej ba­dań na­uko­wych niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Mo­żemy za­tem się cie­szyć, że ży­jemy w cza­sach, gdy znane są od­po­wie­dzi na sporo py­tań, które za­da­wały so­bie po­przed­nie po­ko­le­nia, zwłasz­cza je­śli cho­dzi o to, co przy­czy­nia się do do­bro­stanu dziecka w do­ro­słym ży­ciu.

We­dług teo­rii sys­te­mów eko­lo­gicz­nych Uriego Bron­fen­bren­nera (1979) na roz­wój czło­wieka wpływa wiele roz­ma­itych czyn­ni­ków, po­cząw­szy od naj­bliż­szego śro­do­wi­ska ro­dzin­nego po szer­sze sys­temy ta­kie jak spo­łe­czeń­stwo i kul­tura; czyn­niki te od­dzia­łują na sie­bie wza­jem­nie we wszyst­kich aspek­tach ży­cia jed­nostki. Nie uj­mu­jąc wagi czyn­ni­kom po­za­ro­dzin­nym, w tej książce sku­piamy się w szcze­gól­no­ści na in­te­rak­cjach ro­dzic - dziecko skła­da­ją­cych się na do­świad­cze­nia wcze­snego dzie­ciń­stwa, które z ko­lei mają wpływ na do­bro­stan dziecka w do­ro­słym ży­ciu.

Na­uka ma wiele do po­wie­dze­nia na te­mat zna­cze­nia zdro­wych, po­zy­tyw­nych do­świad­czeń z wcze­snego dzie­ciń­stwa, szcze­gól­nie je­śli cho­dzi o pierw­sze lata ży­cia. Po­ni­żej stre­ści­li­śmy naj­istot­niej­sze wnio­ski z pu­bli­ka­cji Cen­ter on the De­ve­lo­ping Child (2016) na Uni­wer­sy­te­cie Ha­rvarda:

- Trudne lub wręcz trau­ma­tyczne do­świad­cze­nia z wcze­snego dzie­ciń­stwa mają nie­ko­rzystny wpływ na roz­wój osoby (Fox, Le­vitt i Nel­son, 2010; Me­aney, 2010).

- Do­wody po­cho­dzące z ba­dań w dzie­dzi­nie neu­ro­nauki świad­czą o tym, że im dłu­żej zwle­kamy z po­mocą i wspar­ciem dla ro­dzin, w któ­rych dzieci są w ja­kiś spo­sób za­gro­żone, tym trud­niej­sze i kosz­tow­niej­sze staje się wpro­wa­dze­nie po­zy­tyw­nych zmian.

- Kon­kretne ob­szary mó­zgu mu­szą się roz­wi­jać w okre­ślo­nej ko­lej­no­ści i być wy­star­cza­jąco sprawne, by wspie­rać dłu­go­fa­lowy roz­wój umie­jęt­no­ści po­znaw­czych, spo­łecz­nych i emo­cjo­nal­nych. Pro­ces ten może ła­two ulec za­kłó­ce­niu, je­żeli w naj­bliż­szym oto­cze­niu dziecko jest stale na­ra­żone na na­wra­ca­jące pro­blemy. Krótko mó­wiąc, brak do­sta­tecz­nego wspar­cia ze strony opie­ku­nów (za­równo w domu, jak i poza nim) wpływa nie­ko­rzyst­nie na stan psy­chiczny dziecka.

- Geny to nie "wy­rok" - one nie de­ter­mi­nują wszyst­kiego. Wspie­ra­jące śro­do­wi­sko i bo­gate do­świad­cze­nia w za­kre­sie ucze­nia się uru­cha­miają ko­rzystny po­ten­cjał ge­ne­tyczny (Cur­ley, 2009). In­nymi słowy, nie cho­dzi o to, co ma więk­szą siłę de­ter­mi­nu­jącą: na­tura czy wy­cho­wa­nie, lecz o ich wza­jemne od­dzia­ły­wa­nie. Im bar­dziej sprzy­ja­jące śro­do­wi­sko ro­dzice za­pew­nią dziecku, tym le­piej.

Zdrowe wy­cho­wa­nie jest ważne rów­nież w przy­padku star­szych dzieci. Ba­da­nie prze­pro­wa­dzone przez Fran­ces Gard­ner z Uni­wer­sy­tetu Oxfordz­kiego, które ob­jęło pięt­na­ście ty­sięcy ro­dzin, wy­ka­zało, że od­po­wied­nia in­ter­wen­cja sku­tecz­nie re­du­kuje pro­blemy be­ha­wio­ralne za­równo u młod­szych, jak i u star­szych dzieci (Sel­l­gren, 2018). Ro­dzi­ciel­stwo ma zna­cze­nie!

Skoro mowa o star­szych dzie­ciach, oto wy­brane wnio­ski pły­nące z ana­lizy ty­siąca stu ar­ty­ku­łów na te­mat ro­dzi­ciel­stwa, do­ty­czą­cych czyn­ni­ków sprzy­ja­ją­cych po­myśl­nemu roz­wo­jowi na­sto­lat­ków. Na­sto­latki wy­cho­wy­wane przez ro­dzi­ców, któ­rzy są ko­cha­jący i wspie­ra­jący, a za­ra­zem spój­nie i kon­se­kwent­nie wpro­wa­dzają za­sady, eg­ze­kwują prze­strze­ga­nie tychże za­sad i sami się do nich sto­sują, mają więk­szą mo­ty­wa­cję do na­uki i osią­gają w niej lep­sze wy­niki oraz ce­chują się lep­szym zdro­wiem fi­zycz­nym i psy­chicz­nym. Z ko­lei na­sto­latki, któ­rych ro­dzice są nad­mier­nie su­rowi i ogra­ni­czają ich nie­za­leż­ność, a także te, któ­rych ro­dzice są czuli i ko­cha­jący, ale zbyt po­błaż­liwi, są bar­dziej im­pul­sywne i czę­ściej an­ga­żują się w ry­zy­kowne za­cho­wa­nia (Mo­ore i Zaff, 2002). Ro­dzi­ciel­stwo ma zna­cze­nie! (Za­gad­nie­nia te omó­wimy szcze­gó­łowo w roz­dzia­łach po­świę­co­nych za­spo­ka­ja­niu pod­sta­wo­wych po­trzeb emo­cjo­nal­nych bez­piecz­nego przy­wią­za­nia i ak­cep­ta­cji oraz re­ali­stycz­nych gra­nic).

Je­śli to was nie prze­ko­nało, oto ko­lejne od­kry­cie. Trwa­jące osiem­na­ście lat ba­da­nie, które pro­wa­dzono w No­wym Jorku i w któ­rym uczest­ni­czyło sześć­set ro­dzin, wy­ka­zało, że nie­zdrowe wy­cho­wa­nie było sil­niej­szym pre­dyk­to­rem roz­woju za­bu­rzeń psy­chicz­nych u dzieci niż wy­stę­po­wa­nie tychże za­bu­rzeń u ro­dzi­ców. Wzro­stowi czę­sto­ści nie­zdro­wych wzor­ców ro­dzi­ciel­stwa to­wa­rzy­szył wzrost praw­do­po­do­bień­stwa wy­stą­pie­nia za­bu­rzeń psy­chicz­nych u dzieci (John­son, Co­hen, Ka­sen, Sma­iles i Brook, 2001). Ro­dzi­ciel­stwo na­prawdę ma zna­cze­nie!

Wnio­ski te wcale nie są za­ska­ku­jące; po­brzmiewa w nich zdro­wo­roz­sąd­kowa wie­dza. Ro­dzice po­winni mieć bli­ski kon­takt z na­sto­let­nimi dziećmi, po­stę­po­wać we­dług gło­szo­nych przez sie­bie za­sad, a także uni­kać skraj­no­ści - nad­mier­nego kon­tro­lo­wa­nia z jed­nej strony i po­bła­ża­nia z dru­giej. Ro­dzi­ciel­stwo ma zna­cze­nie.

Do­brze wiemy, że więk­szość ro­dzi­ców do­kłada wszel­kich sta­rań, by oka­zać mi­łość swoim dzie­ciom, a po­peł­niane przez nich błędy są za­zwy­czaj nie­umyślne i trudne do uchwy­ce­nia. Wpraw­dzie ide­alna matka i ide­alny oj­ciec nie ist­nieją, ale każdy ro­dzic może się na­uczyć, jak być wy­star­cza­jąco do­brym ro­dzi­cem. [To nie my uku­li­śmy ten ter­min - już po­nad pół wieku temu bry­tyj­ski pe­dia­tra i psy­cho­ana­li­tyk Do­nald Wo­ods Win­ni­cott (1953) pi­sał o wy­star­cza­jąco do­brej matce]. Wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo wy­maga świa­do­mo­ści, a także pew­nego tre­ningu.

Po­zwól­cie, że zi­lu­stru­jemy tę prawdę na przy­kła­dzie dal­szej ro­dziny Ka­ren z Tek­sasu. McDo­nal­do­wie upodo­bali so­bie grę w re­mika. Spo­tka­nia ro­dzinne z oka­zji świąt sta­no­wią dla nich pre­tekst do ro­ze­gra­nia tur­nieju; co naj­mniej trzy sto­liki, przy któ­rych sie­dzi od czte­rech do sze­ściu gra­czy, wcale nie są rzad­kim wi­do­kiem. Choć no­wym człon­kom ro­dziny z tru­dem przy­cho­dzi po­zna­nie za­wi­ło­ści gry i jej spe­cy­ficz­nych re­guł, to po kilku wspól­nie spę­dzo­nych Świę­tach Dzięk­czy­nie­nia czy Bo­żego Na­ro­dze­nia opa­no­wują za­sady i dość szybko za­czy­nają wy­gry­wać, a przy­naj­mniej nie za­wsze zaj­mują ostat­nie miej­sca. Stop­niowo uczą się, że le­piej nie sia­dać za wuj­kiem, który "ku­puje" wszystko, i że warto uwa­żać na ciotkę, która niby gra bar­dzo ostroż­nie. Prze­stają się też dzi­wić, że je­den z ku­zy­nów, kiedy prze­grywa, za­czyna pod­śpie­wy­wać. O wy­niku gry czę­ściowo de­cy­dują karty z roz­da­nia, ale bar­dzo dużo za­leży też od tego, jak się je roz­grywa. Nie­któ­rzy gra­cze na­rze­kają na pe­cha i pod ko­niec tur­nieju tłu­ma­czą, że re­mik to nie ich bajka. Inni z roku na rok do­sko­nalą swoje umie­jęt­no­ści i ra­dzą so­bie co­raz le­piej.

Z ro­dzi­ciel­stwem jest bar­dzo po­dob­nie. Kiedy przy­szli ro­dzice łą­czą swoje pule ge­nów, część ra­do­ści z po­sia­da­nia dziecka pły­nie z od­kry­wa­nia, ja­kie ce­chy zo­stały "roz­dane" na wej­ściu. Tem­pe­ra­ment dziecka jest wro­dzony; nie mo­żemy wy­brać, jaki nam bar­dziej od­po­wiada - o tym de­cy­duje na­tura. Ale ważne jest też wy­cho­wa­nie i tu wła­śnie mamy do ode­gra­nia zna­czącą rolę. Ro­dzi­ciel­stwa można się na­uczyć. Mo­żemy na­uczyć się kon­kret­nych stra­te­gii. Mo­żemy ob­ser­wo­wać swoje dzieci, aby się do­wie­dzieć, które "gra ostroż­nie", a które lubi so­bie "pod­śpie­wy­wać". Z pew­no­ścią nie zwy­cię­żymy w każ­dej roz­grywce, lecz mo­żemy się do­sko­na­lić i z cza­sem grać co­raz le­piej. Wła­śnie na tym po­lega wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo.

Dla­czego wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo jest sku­teczne? Po­nie­waż przy­go­to­wuje do wy­cho­wa­nia emo­cjo­nal­nie zdro­wych i sa­mo­dziel­nych dzieci, które wniosą po­zy­tywny wkład w ota­cza­jący je świat. W jaki spo­sób? Otóż nasz mo­del wy­star­cza­jąco do­brego ro­dzi­ciel­stwa:

- uczy ro­dzi­ców, nie­za­leż­nie od kręgu kul­tu­ro­wego, z ja­kiego po­cho­dzą, jak za­spo­ka­jać cztery pod­sta­wowe po­trzeby emo­cjo­nalne dziecka, co z ko­lei prze­kłada się na roz­wój trwa­łych wzor­ców my­śle­nia, od­czu­wa­nia i dzia­ła­nia (tzw. sche­ma­tów);

- wska­zuje dzie­sięć in­te­rak­cji tok­sycz­nych, zwią­za­nych z ne­ga­tyw­nymi (nie­adap­ta­cyj­nymi) sche­ma­tami i pro­ble­mami dziecka z za­cho­wa­niem;

- w rów­nym stop­niu sku­pia się na sied­miu in­te­rak­cjach wzmac­nia­ją­cych, zwią­za­nych z po­zy­tyw­nymi sche­ma­tami oraz z po­żą­da­nymi po­sta­wami i za­cho­wa­niami;

- po­maga ro­dzi­com w uświa­do­mie­niu so­bie wła­snych sche­ma­tów;

- w przy­padku na­sto­let­nich i do­ro­słych dzieci po­maga przejść pro­ces na­prawy re­la­cji i od­bu­dowy więzi.

W tej książce wy­ja­śniamy, dla­czego ważne jest za­spo­ko­je­nie pod­sta­wo­wych po­trzeb emo­cjo­nal­nych dziecka, przed­sta­wiamy ich de­fi­ni­cje i cha­rak­te­ry­stykę, a także oma­wiamy dłu­go­fa­lowe pro­blemy wy­ni­ka­jące z ich nie­za­spo­ko­je­nia. W pod­roz­dzia­łach za­ty­tu­ło­wa­nych Strefa bez­pie­czeń­stwa pod­po­wia­damy, jak unik­nąć kon­kret­nych za­gro­żeń zwią­za­nych z każdą z nich. Po­szcze­gólne roz­działy za­wie­rają różne wska­zówki do­ty­czące za­spo­ka­ja­nia owych po­trzeb. Za zgodą na­szych dzieci uroz­ma­ici­li­śmy je opo­wie­ściami o na­szej ro­dzi­nie, które za­mie­ści­li­śmy w ram­kach Ro­dzinne se­krety Lo­uisów. W książce znaj­dzie­cie też hi­sto­rie ro­dzi­ców i dzieci, z któ­rymi ze­tknę­li­śmy się w ra­mach na­szej pracy te­ra­peu­tycz­nej (imiona, na­zwi­ska i nie­które szcze­góły do­ty­czące ich sy­tu­acji zo­stały zmie­nione). Po­nadto opi­su­jemy w niej zi­den­ty­fi­ko­wane przez nas in­te­rak­cje tok­syczne, po­ka­zu­jąc na przy­kła­dach, jak ro­dzice - nie­umyśl­nie po­wo­du­jąc fru­stra­cję dziecka - sami pod­ko­pują pro­ces wy­cho­waw­czy po­przez utrud­nie­nie za­spo­ko­je­nia po­trzeb emo­cjo­nal­nych syna lub córki. W ni­niej­szym wy­da­niu przed­sta­wiamy naj­now­sze wnio­ski z na­szych ba­dań na te­mat kształ­to­wa­nia się po­zy­tyw­nych sche­ma­tów oraz na te­mat in­te­rak­cji wzmac­nia­ją­cych, które wspie­rają wy­cho­wa­nie, sprzy­ja­jąc za­spo­ka­ja­niu wspo­mnia­nych po­trzeb. Po­szcze­gólne sche­maty oraz in­te­rak­cje wzmac­nia­jące i tok­syczne zi­lu­stro­wa­li­śmy z wy­ko­rzy­sta­niem hi­sto­ry­jek ob­raz­ko­wych. Aby po­głę­bić sa­mo­świa­do­mość ro­dzi­ców oraz uła­twić im au­to­re­flek­sję, do­da­li­śmy ramki Pod roz­wagę. Czy­tel­nicy za­in­te­re­so­wani do­wo­dami na­uko­wymi po­winni zwró­cić uwagę na li­tery RR (od ang. re­se­arch re­ve­als - ba­da­nia wy­ka­zały) opa­trzone róż­nymi nu­me­rami. W anek­sie 1 wy­ja­śniamy, do czego one od­sy­łają. Z ko­lei na stro­nie: https://go­ode­no­ugh­pa­ren­ting.com po­da­jemy in­for­ma­cje o na­szych warsz­ta­tach wy­star­cza­jąco do­brego ro­dzi­ciel­stwa. Znaj­dzie­cie tam filmy, wska­zówki i ćwi­cze­nia dla ro­dzi­ców, a także wy­ja­śnie­nie, jak uzy­skać kwa­li­fi­ka­cje fa­cy­li­ta­tora w tym pro­gra­mie.

Bar­dzo chcie­li­by­śmy dać wam go­tową re­ceptę, ale choć od­wo­łu­jemy się do ba­dań i sto­su­jemy od­po­wied­nią me­to­do­lo­gię, dzieci to nie pro­jekty na­ukowe - nie ist­nieją wzory czy for­muły spraw­dza­jące się w przy­padku każ­dego dziecka. Nasi przy­ja­ciele, któ­rzy są wspa­nia­łymi ro­dzi­cami, po­wie­dzieli kie­dyś, że na "stu­dio­wa­nie" każ­dej ze swo­ich czte­rech zu­peł­nie róż­nych la­to­ro­śli po­świę­cają tyle czasu, iż mo­gliby zro­bić cztery dok­to­raty! Ta­kie po­dej­ście jest ko­nieczne, je­śli chcemy być wy­star­cza­jąco do­brymi ro­dzi­cami, po­nie­waż ro­dzi­ciel­stwo jest w rów­nym stop­niu sztuką co na­uką, a każde dziecko - bez­cen­nym ar­cy­dzie­łem.

Uwaga: to nie jest po­rad­nik dla osób bo­jaź­li­wych czy nie­sko­rych do dzia­ła­nia. Ta książka nie po­prawi wam sa­mo­po­czu­cia. Wdra­ża­nie w prak­tyce za­sad wy­star­cza­jąco do­brego ro­dzi­ciel­stwa wy­maga od­wagi, pa­sji i wy­trwa­ło­ści, a także krwi, potu i łez. Ale ra­dość i sa­tys­fak­cja pły­nące z po­czu­cia sil­nej więzi emo­cjo­nal­nej z dziec­kiem, jak rów­nież z tego, że dziecko po­dziela na­sze war­to­ści, zdrowo funk­cjo­nuje w świe­cie, lubi prze­by­wać z nami, lecz do­brze so­bie ra­dzi bez nas oraz po­trafi na­wią­zy­wać war­to­ściowe re­la­cje z in­nymi ludźmi, czy­nią wy­star­cza­jąco do­bre ro­dzi­ciel­stwo war­tym każ­dego wy­siłku.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki