p

Poskramianie tygrysa. Tybetańskie nauki, dzięki którym możesz poprawić jakość swojego życia - Akong Tulku Rinpoche

Kup ebooka

39.99 zł
30.79 zł (30,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Drogocenne ludzkie życie

Jak gwiazda widziana w świe­tle dnia, tak rzadko spo­ty­kane jest dro­go­cenne ludz­kie odro­dze­nie.

Klej­no­towa ozdoba wyzwo­le­nia Gam­popy

Ważne, byśmy już teraz zro­zu­mieli, jak poży­teczne jest ciało, które posia­damy, i jak cenny jest dany nam czas. Nie musimy cze­kać, aż przy­da­rzy nam się coś okrop­nego, by nasz umysł zwró­cił się w tym kie­runku. Gdy­by­śmy w pełni doce­niali ogrom naszego szczę­ścia, sta­ra­li­by­śmy się roz­wi­jać umysł już teraz, póki mamy ku temu moż­li­wo­ści.

Ow­szem, na płasz­czyź­nie docze­snej trak­tu­jemy swoje ciało jako coś cen­nego i sta­ramy się pod­trzy­my­wać jego funk­cjo­no­wa­nie. Kło­pot w tym, że na ogół utoż­sa­miamy się z jego naj­mniej war­to­ścio­wymi aspek­tami. Zwy­kle nasze poczu­cie "dro­go­cen­no­ści" ciała prze­ja­wia się w sta­ra­niach, by zapew­nić mu ochronę przed sta­rze­niem się, cho­ro­bami, zim­nem i gło­dem. Rzadko pamię­tamy o tym, że pew­nego dnia umrzemy i będziemy zmu­szeni je opu­ścić. Naj­ogól­niej rzecz bio­rąc, chcie­li­by­śmy być wiecz­nie zdrowi, piękni i bogaci. Kiedy coś nam się nie podoba, sta­ramy się to zmie­nić. Jeśli napo­ty­kamy nie­po­żą­dane oko­licz­no­ści, robimy wszystko, by od nich uciec. Jako ludzie jeste­śmy uwi­kłani w nie­koń­czący się cykl doświad­cza­nia szczę­ścia i cier­pie­nia. Zaj­mu­jąc się bez­u­stan­nie swo­imi związ­kami, dobyt­kiem, wyglą­dem, pracą i roz­rywką, łatwo prze­oczamy sens ist­nie­nia.

Zasad­ni­czo jeste­śmy zdolni do cze­goś znacz­nie więk­szego. Nawet istoty, któ­rym bra­kuje inte­li­gen­cji, takie jak owady i zwie­rzęta, dbają o to, by utrzy­my­wać swoje ciało w cie­ple, sta­rają się zapew­niać sobie wygodę i uni­kają cier­pie­nia. Jeśli jed­nak nasze dzia­ła­nia będą ogra­ni­czać się jedy­nie do tego i nie dostrze­żemy nic wię­cej, nie wyko­rzy­stamy w pełni naszych moż­li­wo­ści - będziemy po pro­stu trwo­nić swój poten­cjał.

Powin­ni­śmy uprzy­tom­nić sobie, jak wiele możemy w isto­cie osią­gnąć, zarówno dla wła­snego dobra, jak i dla dobra innych. Zro­zu­mie­nie tego umoż­liwi nam dąże­nie do poży­tecz­nego i war­to­ścio­wego życia. Nawet poje­dyn­cza osoba może przy­nieść światu wiel­kie korzy­ści. Na przy­kład Budda poprzez swoje nauki pomógł miliar­dom ludzi, podob­nie jak Jezus Chry­stus i Pro­rok Maho­met. Rów­nież praca wiel­kich uczo­nych, takich jak Edi­son i Pasteur, miała dla ludz­ko­ści ogromną war­tość. Być może nie osią­gniemy tak wiele ani nie sta­niemy się bogaci lub sławni, to jed­nak dzia­ła­jąc z deter­mi­na­cją i podej­mu­jąc gor­liwy wysi­łek, rów­nież możemy wyko­rzy­stać swój poten­cjał. Jeśli potra­fimy sie­bie i ludzi wokół obda­rzyć szczę­ściem i wol­no­ścią od cier­pie­nia, wtedy osią­gniemy bar­dzo wiele.

Cza­sami może się wyda­wać, że nie musimy poskra­miać umy­słu, że jeste­śmy już wystar­cza­jąco szczę­śliwi, lecz takie szczę­ście można łatwo utra­cić, a uda­wa­nie, że jest ina­czej, nie ma sensu. Przy­po­mina ono zamki budo­wane z pia­sku przez dzieci nad brze­giem morza. Prę­dzej czy póź­niej nadej­dzie fala, która je zmyje. Mate­rialne przy­jem­no­ści i szczę­ście tego rodzaju są w naj­lep­szym razie chwi­lowe i czę­sto przy­no­szą korzyść jedy­nie nam samym.

Nato­miast szczę­ście wyni­ka­jące z głę­bo­kiego wewnętrz­nego roz­woju jest sta­bilne, stale się pogłę­bia i przy­nosi poży­tek innym. Jest jak magiczny ogień, który pło­nie jasnym świa­tłem, nawet gdy oble­jemy go zimną wodą. Na przy­kład jeśli ktoś zło­ści się na nas, reak­cja nasza jest zazwy­czaj nega­tywna. Lecz jeśli potra­fimy być cier­pliwi i dostrzec ból, który odczuwa druga osoba, wów­czas natu­ral­nie poja­wia się w nas współ­czu­cie i rośnie zro­zu­mie­nie. Gdy­by­śmy nie sty­kali się z nega­tyw­nymi oko­licz­no­ściami, jak mogli­by­śmy okieł­znać swój umysł i roz­wi­nąć nie­ogra­ni­czone współ­czu­cie, bez­gra­niczną radość? Widzimy zatem, że docze­sne, ziem­skie szczę­ście i szczę­ście cier­pli­wego, doj­rza­łego umy­słu są w isto­cie czymś zupeł­nie innym.

Wła­ściwe życie to ucze­nie się, jak robić uży­tek z dąże­nia, aby przy­no­sić poży­tek wszyst­kim. Kiedy mar­twimy się wyłącz­nie o sie­bie, tylko jedna osoba czer­pie z tego korzyść. Jeśli jed­nak naszą inten­cją będzie poma­ga­nie wszyst­kim isto­tom, nasze życie zacznie nabie­rać coraz więk­szej war­to­ści. Im lepiej nam pój­dzie, tym cen­niej­sze będzie się sta­wać. Podob­nie jak z aku­mu­la­to­rem: im czę­ściej korzy­sta się z samo­chodu, tym lepiej nała­do­wany jest aku­mu­la­tor. Jeśli samo­chód stoi nie­uży­wany, aku­mu­la­tor z cza­sem roz­ła­duje się i sta­nie się bez­u­ży­teczny. Dla­tego jeśli wyko­rzy­stu­jemy swoje życie w owocny spo­sób, będziemy raczej zyski­wać siłę, a nie ją tra­cić. Nato­miast jeśli nie doce­niamy war­to­ści naszego życia, będziemy trwo­nić zarówno dany nam czas, jak i tę dro­go­cenną spo­sob­ność - niewykorzy­stane prze­padną na zawsze.

Poma­ga­nie innym nie ozna­cza by­naj­mniej, że powin­ni­śmy zanie­dby­wać sie­bie. Powin­ni­śmy trak­to­wać wła­sne ciało z sza­cun­kiem, dba­jąc o swoje zdro­wie i wygląd. Powo­do­wa­nie cier­pie­nia lub krzyw­dze­nie kogo­kol­wiek, w tym samego sie­bie, jest złem, błędną drogą. Ale kiedy zatrosz­czymy się już o sie­bie, możemy zająć się poma­ga­niem innym. Wów­czas będziemy dobrze wyko­rzy­sty­wać nasze siły i zdol­no­ści dla dobra wszyst­kich istot, nie czy­niąc żad­nych roz­róż­nień. Wszech­ogar­nia­jące współ­czu­cie i miłu­jąca dobroć nadają naszemu życiu war­tość i cel, umoż­li­wia­jąc nam pełne roz­wi­ja­nie swo­jego poten­cjału.

Cho­dzi o to, aby nie anga­żo­wać się nad­mier­nie we wła­sne sprawy. Na­dal cieszmy się życiem, ale w inny niż dotąd spo­sób - pamię­ta­jąc, że kiedy fol­gu­jemy sobie lub szko­dzimy, mar­nu­jemy coś dro­go­cen­nego, a tym samym nie­jako zdra­dzamy inne istoty. Na przy­kład poszu­ki­wa­nie ratunku w nar­ko­ty­kach, pale­niu lub piciu zbyt dużych ilo­ści alko­holu nie przy­nie­sie nikomu korzy­ści. Skutki wszyst­kiego, co przy­nosi cier­pie­nie, z pew­no­ścią ujaw­nią się póź­niej, nawet jeśli w danej chwili nie jest to dla nas oczy­wi­ste.

Aby wła­ści­wie zro­zu­mieć war­tość dro­go­cen­nego ludz­kiego odro­dze­nia, trzeba się nad tym głę­boko zasta­no­wić. Po pierw­sze, nie doce­niamy jego wyjąt­ko­wo­ści. Wystar­czy jed­nak rozej­rzeć się dookoła, by pojąć, jak wiel­kie szczę­ście nas spo­tkało. Nie­zli­czone zwie­rzęta, ptaki, owady i ryby są zdane na łaskę swo­jego śro­do­wi­ska, pozba­wione szans, by oswo­bo­dzić się z cier­pie­nia, jakiego doświad­czają w obec­nym życiu. Nawet pośród ludzi bar­dzo nie­wielu wyka­zuje zro­zu­mie­nie i skłon­ność do podą­ża­nia ścieżką duchową. W Tybe­cie mówi się, że uzy­ska­nie dro­go­cen­nego ludz­kiego odro­dze­nia jest tak rzad­kie jak gwiazda widoczna za dnia. Myśle­nie o tym w taki spo­sób pomoże nam doj­rzeć i doce­nić tę nie­czę­stą spo­sob­ność, jaką daje nam to życie, i roz­bu­dzić w sobie praw­dziwą wdzięcz­ność.

W tej chwili może nam się wyda­wać, że nasze życie jest pozba­wione sensu i war­to­ści. Jed­nakże pomimo pro­ble­mów i cier­pie­nia, jakich doświad­czamy, mamy w sobie poten­cjał, aby ofia­ro­wać coś cen­nego i war­to­ściowego światu, w któ­rym żyjemy. Każdy z nas ma coś do zaofia­ro­wa­nia, trzeba tylko odkryć, co to jest i jak tego doko­nać. Jeden dobrze wydany funt może zdzia­łać wiele dobrego, pod­czas gdy milion fun­tów uży­tych nie­roz­sąd­nie przy­nie­sie wyłącz­nie cier­pie­nie. Bez względu na to, ile posia­damy, jeśli umie­jęt­nie wyko­rzy­stu­jemy to w dobrym celu, przy­nie­sie korzyść. Tak więc zasoby, które mamy do zaofe­ro­wa­nia, nie zależą od czyn­ni­ków zewnętrz­nych, takich jak nasza siła, mają­tek czy apro­bata innych ludzi. To jasne, że przy­wią­zy­wa­nie zbyt wiel­kiej wagi do naszych doświad­czeń fizycz­nych lub warun­ków życio­wych może nas uniesz­czę­śli­wić.

Dla tych, któ­rzy posie­dli wła­ściwe rozu­mie­nie, nie ma zna­cze­nia, czy miesz­kają w bloku, wię­zie­niu, klasz­to­rze, czy w pałacu. Osią­gnąw­szy praw­dziwy, nie­prze­mi­ja­jący, trwały, bez­stronny spo­kój, będą szczę­śliwi wszę­dzie tam, gdzie się znajdą. Jeśli potra­fimy podą­żać za ich przy­kła­dem i nauczymy się, jak zasie­wać i pie­lę­gno­wać nasiona oświe­co­nej moty­wa­cji w duchu współ­czu­cia, będziemy w odpo­wiedni spo­sób wyko­rzy­sty­wać tę rzadką spo­sob­ność, jaką daje nam dro­go­cenne ludz­kie odro­dze­nie.

Nietrwałość

Jak na gwiazdy, mgłę i pło­mień świecy, miraże, kro­ple rosy i bańki wod­nej piany. Jak na śnie­nie, bły­ska­wicę i obłoki na nie­bie, tak patrzę na wszyst­kie zło­żone zja­wi­ska.

Modli­twa życzeń linii

Nawet jeśli mamy świa­do­mość swego wewnętrz­nego poten­cjału, to nie rozu­mie­jąc nie­trwa­ło­ści wszyst­kiego, będziemy spo­wal­niać swój roz­wój. Aby odpo­wied­nio odno­sić się do nie­trwa­ło­ści, powin­ni­śmy zro­zu­mieć jej praw­dziwą naturę, gdyż wów­czas będziemy mogli zasto­so­wać tę wie­dzę do wła­snych doświad­czeń.

Naj­pierw badamy zewnętrzne oto­cze­nie, wszystko, co postrze­gamy zmy­słami. Na przy­kład cztery pory roku cha­rak­te­ry­zują się zmie­nia­ją­cymi się warun­kami pogo­do­wymi; chłód prze­plata się z cie­płem, a świa­tło z ciem­no­ścią. Być może wolimy lato, lecz gdy nad­cho­dzi zima, musimy ją zaak­cep­to­wać, gdyż pra­gnie­nie, by jedno trwało wiecz­nie, a dru­gie ni­gdy nie nade­szło, to marze­nie ścię­tej głowy. Lepiej więc sta­rajmy się cie­szyć zmie­nia­ją­cymi się porami roku, róż­no­rod­no­ścią pta­ków i kwia­tów, liśćmi, które naj­pierw są zie­lone, potem stają się złote, aż w końcu zni­kają; zie­mią, któ­rej kolor zmie­nia się z brą­zo­wego na biały, a potem znowu na brą­zowy. Wszę­dzie, we wszyst­kim, dostrze­gamy naturę nie­trwa­ło­ści. Patrzymy i widzimy, że w isto­cie jest to coś bar­dzo pięk­nego.

Zmiany zacho­dzą także w róż­nych sfe­rach naszego życia. Będąc ubo­gimi, możemy stać się bogaci; będąc boga­tymi, możemy utra­cić wszystko. Jed­nego dnia tra­cimy pracę, kolej­nego znaj­du­jemy nową. Jed­nego dnia jeste­śmy sze­fem, następ­nego sługą. Nie­pew­ność wszyst­kich rze­czy daje się szcze­gól­nie we znaki w świe­cie poli­tyki. Wła­dza, jaką spra­wuje wielu przy­wód­ców, jest im dana naj­wy­żej na kilka lat. Mogą prze­grać kolejne wybory, zostać oba­leni, a nawet zgi­nąć w zama­chu. Cho­ciaż zmiany wpły­wa­jące na naszą wła­sną karierę mogą nie być tak dra­ma­tyczne, zacho­dzą jed­nak bez­u­stan­nie.

Rów­nież nasze życie wewnętrzne i uczu­cia nie wymy­kają się dzia­ła­niu nie­trwa­ło­ści. Odkąd budzimy się rano, aż do chwili, gdy zasy­piamy wie­czo­rem, nic nie pozo­staje takie samo. Nasze nastroje wahają się, nadzieje i obawy poja­wiają się i zni­kają przez cały czas. Czę­sto pod­le­gamy sil­nym wpły­wom zewnętrz­nych oko­licz­no­ści. Spo­ty­ka­jąc po wielu latach dobrego przy­ja­ciela, możemy czuć się bar­dzo pod­eks­cy­to­wani, lecz chwilę póź­niej poja­wie­nie się wroga cał­ko­wi­cie niwe­czy naszą radość. Wyobraźmy sobie małpę mio­ta­jącą się w oknie pustego domu, a da nam to pewne poję­cie o tym, jak wygląda nasz umysł. Podob­nie jak pod­ska­ku­jąca małpa, nasze emo­cje w jed­nej minu­cie wzno­szą się, w kolej­nej opa­dają.

Nic nie jest trwałe. Uro­dzi­li­śmy się, dora­sta­li­śmy, cho­dzi­li­śmy do szkoły, posta­rze­li­śmy się i prę­dzej czy póź­niej umrzemy. Pozo­sta­łego nam czasu ubywa z każdą chwilą i nic nie możemy na to pora­dzić. Kiedy nadej­dzie śmierć, będziemy musieli pozo­sta­wić wszyst­kich przy­ja­ciół, rodzinę i cały swój doby­tek. Może nas to prze­ra­żać lub przy­gnę­biać, a prze­cież możemy dążyć do pozy­tyw­nej akcep­ta­cji nie­trwa­ło­ści. Powin­ni­śmy przy­znać, że na pew­nym eta­pie taka zmiana jest nie­unik­niona, i posta­no­wić prze­żyć resztę życia w bar­dziej war­to­ściowy i współ­czu­jący spo­sób. Co wię­cej, uprzy­tom­nie­nie sobie, że inni dzielą ten sam los, może zain­spi­ro­wać nas do tego, by odno­sić się z więk­szą życz­li­wo­ścią do ludzi, z któ­rymi obec­nie pra­cu­jemy i z któ­rymi mamy stycz­ność.

W chwili obec­nej wolny czas poświę­camy zazwy­czaj na poszu­ki­wa­nia przy­jem­no­ści i speł­nia­nie swo­ich zachcia­nek. Albo cał­ko­wi­cie igno­ru­jemy koniecz­ność ćwi­cze­nia umy­słu, albo prze­su­wamy to na dal­szy plan. Oczy­wi­ście wszy­scy musimy się cza­sem odprę­żyć, lecz popa­da­nie w skraj­no­ści nie ma sensu. Grun­towne zro­zu­mie­nie nie­trwa­ło­ści będzie nas inspi­ro­wać, aby poświę­cać czas na bar­dziej war­to­ściowe rze­czy, co przy­nie­sie korzy­ści w dal­szej per­spek­ty­wie, nie tylko dziś i jutro.

Czę­sto myl­nie rozu­miemy praw­dziwe zna­cze­nie nie­trwa­ło­ści, sądząc na przy­kład, że nasza pozy­cja zawo­dowa jest bez zna­cze­nia, nasza praca nie ma war­to­ści, więc dla­tego powin­ni­śmy ją porzu­cić. Byłaby to jed­nak błędna inter­pre­ta­cja - to wyko­rzy­sty­wa­nie prawdy jako uza­sad­nie­nia swo­jej bez­czyn­no­ści, leni­stwa, trak­to­wa­nie jej jako spo­sobu ucieczki od swo­jej sytu­acji. Podob­nie jeśli mamy do zro­bie­nia pra­nie i pomy­ślimy: "Och, nie będę tego robić, ponie­waż jutro mogę umrzeć", to w ten spo­sób będziemy pogłę­biać jedy­nie swoje leni­stwo, lecz z pew­no­ścią nie zro­zu­mie­nie.

W naszych cza­sach wielu mło­dym ludziom wydaje się, że zdo­by­wa­nie wykształ­ce­nia jest męczące i nudne, więc kiedy napo­ty­kają nauki o nie­trwa­ło­ści, uznają, że są one świet­nym uspra­wie­dli­wie­niem, by prze­stać się uczyć, nawet jeśli z tego powodu ich rodzice i przy­ja­ciele będą się mar­twić i cier­pieć. Nie­trwa­łość nie ozna­cza by­naj­mniej, że nie powin­ni­śmy pra­co­wać ani zdo­by­wać wie­dzy. Zna­czy po pro­stu, że wszystko się zmie­nia.

Sły­sząc o nie­trwa­ło­ści, nie trzeba wpa­dać w panikę ani reago­wać prze­sad­nie. Lepiej sta­rać się wyko­rzy­sty­wać ją pozy­tyw­nie, by pamię­ta­nie o niej poma­gało nam wieść poży­teczne życie. Możemy obser­wo­wać, jak wszystko się zmie­nia, nie tra­cąc nic z rado­ści życia.

Tak samo jak szczę­ście nie trwa wiecz­nie, podob­nie smu­tek nie będzie trwał przez cały czas. Jedno zamie­nia się w dru­gie, cał­kiem natu­ral­nie. Każdą nad­cho­dzącą chwilę można przyj­mo­wać taką, jaka jest, bez względu na jej emo­cjo­nalny kolo­ryt. Nawet gdy doświad­czamy wiel­kiego cier­pie­nia, to przy­naj­mniej coś czu­jemy i możemy sta­rać się odnieść do jako­ści tego doświad­cze­nia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Wprowadzenie

W obec­nych cza­sach zalewa nas nie­malże nie­skoń­czona ilość ksią­żek napi­sa­nych przez głę­boko udu­cho­wio­nych ludzi lub sta­no­wią­cych kom­pi­la­cję ich wykła­dów i nauk. Mamy już wiele takich dro­go­cen­nych klej­no­tów mądro­ści, tak naprawdę nie czuję więc potrzeby dokła­da­nia cze­goś od sie­bie. Jed­nak sporo osób pro­siło mnie o wyda­nie wska­zó­wek, któ­rych przez wiele lat sta­ra­łem się udzie­lać w róż­nych ośrod­kach, ponie­waż są zda­nia, że może to pomóc moim uczniom i tym, któ­rych nie udało mi się spo­tkać oso­bi­ście w Kagyu Samye Ling ani innych zna­nych mi powią­za­nych ze mną ośrod­kach Samye Dzong.

Odpo­wia­da­jąc na ich szczere prośby w nadziei, że może przy­nieść to pewną, choćby nie­wielką korzyść, zgo­dzi­łem się na wyda­nie tej książki, w któ­rej sta­ram się podzie­lić swoją ogra­ni­czoną wie­dzą. Sam jestem bar­dzo nie­doj­rzałą osobą, bez szcze­gól­nej zdol­no­ści poj­mo­wa­nia, i wiem, że rady, któ­rych udzie­lam, mogą pomóc jedy­nie tym, któ­rzy są rów­nie pro­sto­duszni jak ja, albo tym, któ­rzy znaj­dują się w jesz­cze gor­szym poło­że­niu. Prze­pra­szam każ­dego, kto czyta te słowa, a jest bar­dzo uczony lub duchowo czy­sty, bowiem ktoś taki z pew­no­ścią dostrzeże w nich braki i nie­do­sko­na­ło­ści. Jeśli jed­nak jesteś począt­ku­ją­cym, takim jak ja, korzy­ści, jakie możesz odnieść z lek­tury tej książki, będą naj­pew­niej w dużej mie­rze zale­żeć od wysiłku wło­żo­nego w jej zgłę­bia­nie, a także od moty­wa­cji do doko­ny­wa­nia praw­dzi­wych postę­pów. Jestem pewien, że nie­któ­rym z was książka ta pomoże - jed­nym wię­cej, innym mniej.

Roz­wi­ja­nie wewnętrz­nego spo­koju i wza­jem­nego zro­zu­mie­nia - rozu­mie­nia świata i ota­cza­ją­cych nas ludzi, a także sie­bie samego, przy­nosi praw­dziwą korzyść. Kiedy nam się to udaje, nasza mądrość oka­zuje się poży­teczna zarówno dla nas samych, jak i dla innych, a jej war­tość będzie pro­mie­nio­wać na naszą rodzinę, spo­łe­czeń­stwo, a nawet na całe narody.

Pierw­sza część tej książki zawiera ogólne rady doty­czące codzien­nego życia. Uka­zuje, w jaki spo­sób doświad­czamy róż­nych sytu­acji i trud­no­ści. W dru­giej czę­ści opi­sano spo­soby radze­nia sobie z tymi trud­no­ściami za pomocą róż­nych ćwi­czeń umy­sło­wych. Nie wiem do końca, jak należy skla­sy­fi­ko­wać te ostat­nie. Można wyko­rzy­sty­wać je jako medy­ta­cje, tech­niki odprę­ża­jące ciało i umysł lub jako tera­pię umy­słową. Nie można im jed­nak przy­pi­sać okre­ślo­nej ety­kietki. Nie jestem nikim wyjąt­ko­wym ani uczo­nym i nie mam mocy roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów każ­dego czło­wieka. Daleko mi do tego, jestem jak każdy inny czło­wiek. Pro­po­nuję te tech­niki po pro­stu jako przy­ja­ciel.

Czę­sto poszu­ku­jemy innego świata, nieba gdzieś na ziemi. Ale to, czy nasze życie sta­nie się nie­bem, czy pie­kłem, zależy osta­tecz­nie od nas samych - od tego, jacy jeste­śmy w swoim wnę­trzu, i od tego, co nami kie­ruje. Wydaje mi się, że aby doko­ny­wać stop­nio­wych postę­pów w kie­runku lep­szego zro­zu­mie­nia, naj­waż­niej­sza jest cier­pliwa praca, krok po kroku, w pro­sty spo­sób. Myślę, że wów­czas niebo prze­jawi się w naszym życiu i nie będziemy już musieli tęsk­nić za Shan­gri-la gdzieś na zewnątrz.

Mam nadzieję, że książka ta przy­czyni się do więk­szego wza­jem­nego zro­zu­mie­nia mię­dzy ludźmi i naro­dami. Tej aspi­ra­cji poświę­cam wszelką war­tość, dobroć i cnotę, jakie mogą z niej wypły­wać.

Dr Akong Tulku Rin­po­cze, Kagyu Samye Ling, Szko­cja

Od redakcji

Ci, któ­rzy spo­tkali Akonga Rin­po­cze, znają jego pokorę, czło­wie­czeń­stwo, goto­wość nie­sie­nia pomocy innym, a także bar­dzo kon­kretną, prze­peł­nioną współ­czu­ciem naturę jego nauk. Jego prze­wod­nie instruk­cje doty­czące prak­tyki Dharmy, nauk Buddy, mogą słu­żyć roz­ma­itym ludziom, począw­szy od tych, któ­rzy mają rodzinę, pracę i dzieci, aż po bud­dyj­skich mni­chów i mniszki. Jasność i pro­stota jego nauk spra­wiają, że są one poży­teczne i zro­zu­miałe dla każ­dego.

Bar­dzo trudno opi­sać sło­wami to, jak Akong Rin­po­cze nauczał, albo­wiem wiele odby­wało się poprzez przy­kład, jaki dawał samym sobą. W każ­dych oko­licz­no­ściach zacho­wy­wał sta­bil­ność i poczu­cie prze­strzeni. Jego poczu­cie humoru czę­sto usu­wało tok­sycz­ność z róż­nych przy­tła­cza­ją­cych sytu­acji. Praca pole­ga­jąca na spi­sy­wa­niu rad oraz opra­co­wy­wa­niu ćwi­czeń skła­da­ją­cych się na tę książkę bar­dzo mi pomo­gła. Wła­ści­wie trudno opi­sać bez­po­średni, pełen mocy styl naucza­nia Akonga Rin­po­cze; książka ta może jedy­nie uka­zać odro­binę głębi i bogac­two jego sze­ro­kiego poj­mo­wa­nia rze­czy. Rin­po­cze uwa­żał, że zawsze powin­ni­śmy robić wszystko, co w naszej mocy, i być z tego zado­wo­leni.

Poskra­mia­nie tygrysa to książka powstała w opar­ciu o notatki i nagra­nia jego wykła­dów. Zawiera rów­nież nowy mate­riał, który Rin­po­cze w swo­jej dobroci dodał w trak­cie opra­co­wy­wa­nia tek­stu. Żadna książka nie może aspi­ro­wać do cał­ko­wi­tej dosko­na­ło­ści, ale pod­jęto wszelki wysi­łek, aby wska­zówki i instruk­cje udzie­lane przez Rin­po­cze zostały prze­ka­zane jak naj­do­kład­niej i naj­wier­niej.

W ciągu pięć­dzie­się­ciu lat prze­ży­tych na Zacho­dzie Rin­po­cze nauczał w Euro­pie, Ame­ryce i Afryce Połu­dnio­wej. Poznał pro­blemy ludzi. Pre­sja, tempo i stres współ­cze­snego życia nie pozo­sta­wiają wiele prze­strzeni do odprę­że­nia czy medy­ta­cji. Rin­po­cze prze­ka­zał te nauki, powo­do­wany współ­czu­ciem oraz pra­gnie­niem, by ulżyć ludziom w ich codzien­nym życiu. Ćwi­cze­nia te poma­gają roz­wi­jać świa­do­mość i two­rzyć prze­strzeń, w któ­rej będziemy mogli postrze­gać świat z więk­szą jasno­ścią, cie­szyć się odprę­że­niem i pozo­sta­wać otwarci na wła­sne wnę­trze oraz to, co nas ota­cza. Dzięki temu możemy prze­kro­czyć ego, które zawsze stara się urze­czy­wist­niać swoje wła­sne marze­nia, a wów­czas zaczniemy rozu­mieć, że nasza codzienna rze­czy­wi­stość jest jak sen. Wów­czas zmniej­szy się nasze cier­pie­nie.

Poskra­mia­nie tygrysa powstało w odpo­wie­dzi na wie­lo­krotne prośby coraz więk­szej liczby uczniów Rin­po­cze - szcze­gól­nie tych, któ­rzy nie mieli czę­stych oka­zji spo­ty­ka­nia go twa­rzą w twarz - by jego nauki stały się powszech­nie dostępne. Dzięki temu jego ucznio­wie mogą odświe­żyć sobie pamięć, przy­po­mnieć sobie wska­za­nia. Dla pozo­sta­łych książka ta może sta­no­wić wpro­wa­dze­nie do tre­ningu umy­słu - dowia­du­jemy się, dla­czego warto pod­jąć taki wysi­łek i jak się do tego zabrać. Oby stała się inspi­ra­cją dla wszyst­kich.

Clive Hol­mes

Poskramianie tygrysa

Opa­no­wany umysł pro­wa­dzi do szczę­śli­wo­ści.

Gau­tama Budda

Umysł jest źró­dłem wszyst­kiego, co prze­ży­wamy, zarówno doświad­cza­nia samych sie­bie, jak i innych. Postrze­ga­nie świata w nie­wy­raźny, roz­myty spo­sób powo­duje wiele zamętu i cier­pie­nia. Przy­po­mina to sytu­ację kogoś z wadą wzroku, kto widzi świat do góry nogami, albo lękli­wej osoby, która wszę­dzie dostrzega zagro­że­nie. Choć być może w dużej mie­rze pozo­sta­jemy nie­świa­domi swej nie­wie­dzy i błęd­nych poglą­dów, nasz umysł przy­po­mina dzi­kiego tygrysa, sie­ją­cego zamęt w naszym codzien­nym życiu. Pod wpły­wem pożą­da­nia, nie­na­wi­ści i otu­ma­nie­nia ów nie­okieł­znany umysł ślepo podąża za tym, czego chce, i rzuca się na wszystko, co staje mu na dro­dze, wyka­zu­jąc nie­wiel­kie lub żadne zro­zu­mie­nie tego, jak sprawy mają się naprawdę.

Dzi­kość, z jaką mamy do czy­nie­nia, to nie tylko gniew i wście­kłość, lecz coś o wiele bar­dziej fun­da­men­tal­nego. Znie­wala nas skłon­ność do ule­ga­nia nie­wie­dzy, nie­na­wi­ści i złu­dze­niom, skut­kiem czego ogar­niają nas wewnętrzny zamęt i nega­tywne emo­cje. Umysł staje się dziki i nie­opa­no­wany, co odbiera nam wol­ność.

Zwy­kle pozo­sta­jemy zaśle­pieni tak bar­dzo, że nie zda­jemy sobie sprawy, jak osza­lały jest w isto­cie nasz umysł. Kiedy coś idzie na opak, zamiast szu­kać przy­czyn cier­pie­nia w sobie, obwi­niamy innych ludzi i zewnętrzne oko­licz­no­ści. Jeśli jed­nak chcemy zna­leźć praw­dziwy spo­kój lub szczę­ście, musimy zmie­rzyć się z tym sza­leń­stwem. Dopiero wów­czas będziemy mogli nauczyć się, jak wyko­rzy­sty­wać wła­sną ener­gię w bar­dziej pozy­tywny i zrów­no­wa­żony spo­sób, aby nie szko­dzić samemu sobie ani innym.

Zanim oswo­imy tygrysa, musimy go naj­pierw wytro­pić. Ani jedno, ani dru­gie nie jest zada­niem łatwym, lecz trud­no­ściom i nie­bez­pie­czeń­stwom trzeba po pro­stu sta­wić czoło. Jeśli pozwoli się sła­bemu, nie­roz­wi­nię­temu jesz­cze dziecku kie­ro­wać sobą, w niczym mu to nie pomoże. Obo­wiąz­kiem rodzi­ców jest zachę­ca­nie dziecka do cho­dze­nia, by jego ciało mogło pra­wi­dłowo się roz­wi­jać i nabie­rać siły. Dla­tego sta­now­czość rodzi­ców można potrak­to­wać jako prze­jaw praw­dzi­wego współ­czu­cia. Podob­nie trzeba pod­jąć tre­ning umy­słu, cho­ciaż może być on trudny, a na początku nawet bole­sny.

Nauki zawarte w Poskra­mia­niu tygrysa może sto­so­wać każdy, kto doświad­cza cier­pie­nia, nie tylko ludzie Wschodu czy bud­dy­ści. Ludzie Wschodu róż­nią się od ludzi Zachodu rysami twa­rzy, stro­jem, róż­nymi zwy­cza­jami i spo­so­bem wyra­ża­nia się, ale natura ludzka jest uni­wer­salna i sięga głę­biej niż kolor skóry czy fizyczne cechy danej rasy. Ogól­nie rzecz bio­rąc, dobroć zawsze spo­tyka się z przy­chyl­nymi reak­cjami, nato­miast jej prze­ci­wień­stwo staje się źró­dłem gniewu, smutku i bólu. Kiedy w pro­sty i prak­tyczny spo­sób roz­wa­żamy, czym są radość i cier­pie­nie, staje się jasne, że umysł leżący u pod­łoża wszyst­kiego, co robimy, jest w swej isto­cie taki sam u każ­dego, zarówno na Wscho­dzie, jak i na Zacho­dzie. Gdzież jed­nak znaj­duje się ów umysł? Aby wykryć jego obec­ność, wystar­czy spoj­rzeć na codzienne sytu­acje i zba­dać wtedy swoje zacho­wa­nie, pra­gnie­nia oraz cier­pie­nie.

Jako ludzie doświad­czamy w życiu pożą­da­nia i przy­wią­za­nia. Mogą one powo­do­wać sporo cier­pie­nia, zarówno w nas samych, jak i w innych. Jeśli nasze pra­gnie­nia nie są zaspo­ka­jane, sta­jemy się nie­szczę­śliwi. Jeśli nawet otrzy­mu­jemy to, czego chcemy, nasze szczę­ście jest tylko chwi­lowe, bo nie­zmien­nie poja­wiają się nowe pra­gnie­nia. Wszystko, co robimy, sku­pia się na cią­głym zaspo­ka­ja­niu pra­gnień, które są bez­gra­niczne, bez­kształtne i roz­le­głe jak niebo.

Pro­ces ten powta­rza się przez całe nasze życie. Jako dzieci chcemy mieć mnó­stwo zaba­wek - jedna nam nie wystar­czy - choć szybko się nimi nudzimy. Póź­niej możemy mieć ambi­cje, aby zdo­być wykształ­ce­nie lub wielu przy­ja­ciół. Pożą­da­nie spra­wia, że podej­mu­jemy wysiłki, żeby zdo­by­wać dobra mate­rialne; chcemy posia­dać całą gar­de­robę ubrań, kupo­wać spe­cjalną żyw­ność, gro­ma­dzić doby­tek, samo­chody, radia i tele­wi­zory. W mniej oczy­wi­sty spo­sób pra­gniemy być piękni i uni­kać cho­rób. Jed­nak kiedy chcemy zwró­cić na sie­bie uwagę czy też wzbu­dzić sym­pa­tię i życz­li­wość, jeste­śmy nawet gotowi wywo­łać u sie­bie cho­robę. Lecz gdy tylko zacho­ru­jemy, znowu chcemy być zdrowi.

Podob­nie zmie­nia się nasze podej­ście do jedze­nia: gdy mamy pełny żołą­dek, chcemy, aby był pusty; kiedy jest pusty, pra­gniemy go napeł­nić. Na wszel­kie moż­liwe spo­soby nie­ustan­nie poszu­ku­jemy i marzymy o tym, czego nie mamy, nie zazna­jąc ni­gdy praw­dzi­wej satys­fak­cji. Pomimo naszych wysił­ków, poko­ny­wa­nia trud­no­ści i pono­szo­nych nie­ustan­nie kosz­tów ni­gdy nie udaje się nam speł­nić wszyst­kich swo­ich pra­gnień.

Myl­nie szu­kamy szczę­ścia poza sobą, nie­świa­domi, że pocho­dzi ono jedy­nie z wła­snego wnę­trza. Jeśli podzi­wia­jąc kwiat, zerwiemy go, jego piękno prze­mi­nie w ciągu kilku dni. Pra­gnie­nie pozo­sta­nie w nas nawet wtedy, gdy kwiat zwięd­nie, więc będziemy pożą­dać kolej­nego. Zatem żaden poje­dyn­czy kwiat nie może na zawsze zaspo­koić naszego pra­gnie­nia; potrzebna byłaby nam do tego nie­skoń­czona ilość kwia­tów. Dla­tego konieczna jest zmiana naszego spo­sobu postrze­ga­nia świata. Powin­ni­śmy zaak­cep­to­wać wła­sne pra­gnie­nia, a jed­no­cze­śnie wystrze­gać się tego, aby nami kie­ro­wały, gdyż dopiero wów­czas będziemy zado­wo­leni z tego, co już mamy, zamiast cią­gle chcieć wię­cej.

Pożą­da­nie nie zna kresu. Mówi się, że skoro umysł nie ma kształtu ani gra­nic, także pożą­da­nie jest bez­kształtne i bezgra­niczne - po pro­stu trwa i trwa. Dla­tego aby powstrzy­mać nie­koń­czącą się pogoń za satys­fak­cją i roz­wi­nąć zro­zu­mie­nie, trzeba ujarz­mić umysł. Na tym eta­pie sta­jemy się nieco bar­dziej doj­rzali, tro­chę bar­dziej doro­śli.

Oczy­wi­ście nasz umysł został już w pew­nej mie­rze wyćwi­czony. Kiedy jeste­śmy dziećmi, poru­szamy się, wyda­jemy dźwięki i postę­pu­jemy, podą­ża­jąc po pro­stu za impul­sami. Póź­niej, gdy dora­stamy, uczymy się samo­kon­troli i nie­za­leż­no­ści. Różne trud­no­ści i związki z innymi spra­wiają, że zaczy­namy coraz wię­cej rozu­mieć i natu­ral­nie doj­rze­wamy. Można więc rzec, że żyjąc dzień po dniu, oswa­jamy nieco tygrysa. Jed­nakże wciąż jesz­cze nie możemy go dosiąść.

Gur­dżi­jew, opi­su­jąc tre­ning umy­słu, mówi o dzi­kim koniu i jego tre­se­rze. Dzi­kiego konia nie wytre­su­jemy, pusz­cza­jąc go samo­pas ani karząc nie­ustan­nie. Tego rodzaju skrajne podej­ścia pro­wa­dzą do nie­uchron­nej porażki. Musimy więc zna­leźć drogę środka. Nega­tywna postawa - w ogóle nie warto tre­so­wać dzi­kiego konia - nie przy­nie­sie nam żad­nego pożytku. Zara­zem musimy zaak­cep­to­wać to, że koń jest dziki, i podejść do jego tre­sury ze współ­czu­ciem. I, co być może naj­waż­niej­sze, rów­nież sam koń musi zaak­cep­to­wać nas jako tre­sera.

O doj­rza­ło­ści możemy mówić wyłącz­nie wtedy, gdy zaak­cep­tu­jemy to, kim jeste­śmy. Uspra­wie­dli­wia­nie wła­snej dzi­ko­ści, zwa­la­nie winy na spo­łe­czeń­stwo, rodzinę lub wro­gów nic nam nie da. Musimy dojść do ładu z samym sobą, akcep­tu­jąc to, jacy w isto­cie jeste­śmy, jak naprawdę myślimy, bez względu na to, czy wyda nam się to dobre, czy złe. Tak więc pozwa­lamy wszel­kim myślom bez względu na ich treść prze­pły­wać przez nas, nie dzia­ła­jąc impul­syw­nie za ich pod­szep­tem ani też nie sta­ra­jąc się ich tłu­mić i czy­nić z nich naszych więź­niów.

Przy­kła­dowo, jeśli będziemy odgra­dzać się od złych myśli i ukry­wać je w jakimś "worku na śmieci", zamiast akcep­to­wać, po pew­nym cza­sie ów worek prze­pełni się i pęk­nie. Sytu­acja taka może dopro­wa­dzić do cho­roby psy­chicz­nej, a wów­czas być może podob­nie jak nie­okieł­znany tygrys wyrzą­dzimy wiele złego i krzywd. Zamiast tego możemy pra­co­wać z tym, co nega­tywne, i to prze­kształ­cać - siłę tygrysa można wyko­rzy­stać z pożyt­kiem.

Wła­ściwe podej­ście polega na tre­so­wa­niu tygrysa w duchu god­no­ści i akcep­ta­cji. Akcep­tu­jemy tygrysa, nawet jeśli bez­po­śred­nio go nie dostrze­gamy. Ważne, by sta­wiać czoło sytu­acji - takiej, jaką jest. Nie­za­leż­nie od tego, czy jeste­śmy osobą reli­gijną, męż­czy­zną, czy kobietą, czy jeste­śmy sta­rzy, czy mło­dzi, całe nasze cier­pie­nie wygląda podob­nie, w istotny spo­sób róż­nią się jedy­nie jego przy­czyny. Gdy jeste­śmy sta­rzy, doświad­czamy cier­pie­nia towa­rzy­szą­cego sta­ro­ści. W wieku śred­nim doświad­czamy cier­pie­nia zwią­za­nego z pracą i związ­kami. Gdy jeste­śmy mło­dzi, prze­ży­wamy cier­pie­nie zwią­zane ze zdo­by­wa­niem wykształ­ce­nia i dora­sta­niem. Przez całe nasze życie towa­rzy­szy nam ciąg cier­pie­nia zwią­za­nego z danym eta­pem roz­woju i zmia­nami w naszym ciele.

Cho­ciaż cier­pie­nie może być naj­roz­ma­it­sze, a jego natę­że­nie i inten­syw­ność się zmie­niają, jest tylko jeden sku­teczny spo­sób uwol­nie­nia się od naszego bólu ist­nie­nia, a mia­no­wi­cie zaak­cep­to­wa­nie go. Na­dal będziemy doświad­czać róż­nych sytu­acji w codzien­nym życiu, ale zre­zy­gnu­jemy z prób dosto­so­wy­wa­nia całego świata do naszych pra­gnień i wyobra­żeń. Jeśli jeste­śmy sta­rzy, po pro­stu akcep­tu­jemy swoją sta­rość, jeśli jeste­śmy mło­dzi, rów­nież i to akcep­tu­jemy. Akcep­tu­jemy wszel­kie oko­licz­no­ści nie­za­leż­nie od ich cha­rak­teru. Albo­wiem akcep­tu­jąc cier­pie­nie, w dużej mie­rze uwal­niamy się od niego. Gdy potra­fimy zre­zy­gno­wać z prób zmiany stanu rze­czy, prze­ży­wamy mniej udręki.

Nie ozna­cza to by­naj­mniej, że roz­wią­za­niem jest zacho­wy­wa­nie bier­no­ści i cał­ko­wi­tej bez­czyn­no­ści. Zara­zem nie powin­ni­śmy bez końca zma­gać się ze świa­tem, sta­ra­jąc się jak naj­bar­dziej popra­wić swoje życie. Usi­łu­jemy podą­żać drogą środka, mię­dzy dwiema skraj­no­ściami. Akcep­tu­jąc ogra­ni­cze­nia wyni­ka­jące z bycia czło­wie­kiem, zado­wa­lamy się tym, że w każ­dej sytu­acji robimy to, co w naszej mocy, i zacho­wu­jemy się ela­stycz­nie, zgod­nie z pozio­mem naszego rozu­mie­nia, mając świa­do­mość zarówno wła­snego roz­woju, jak i swo­jego poło­że­nia. Naszym celem jest cał­ko­wite uwol­nie­nie się od przy­czyn cier­pie­nia i nieprzy­czynianie się do powsta­wa­nia nowego cier­pie­nia - swo­jego i innych.

Przede wszyst­kim sta­ramy się zara­dzić wła­snemu cier­pie­niu. Gdzie­kol­wiek się znaj­du­jemy, spo­sób na to jest w isto­cie bar­dzo podobny. Kiedy już zaak­cep­tu­jemy, że przy­czyny cier­pie­nia leżą głów­nie w nie­zdol­no­ści umy­słu do speł­nia­nia swych pra­gnień, dostrze­gamy, że owe przy­czyny mają cha­rak­ter wewnętrzny i nie są two­rzone przez zewnętrzne śro­do­wi­sko, w któ­rym się znaj­du­jemy. Bez względu na to, z jakiego spo­łe­czeń­stwa pocho­dzimy czy jeste­śmy ludźmi zain­te­re­so­wa­nymi ducho­wo­ścią, zro­zu­mie­nie, że pożą­da­nie powstaje w naszym umy­śle, pozwala nam zro­bić krok do przodu. Uprzy­tam­niamy sobie, że inni cier­pią tak samo jak my, a wtedy współ­czu­cie poja­wia się spon­ta­nicz­nie. Co wię­cej, staje się jasne, że podob­nie jak my, inni też pra­gną być szczę­śliwi.

Współ­czu­cie to pra­gnie­nie, aby przy­no­sić poży­tek wszyst­kim isto­tom i uwol­nić je od przy­czyn cier­pie­nia. Kiedy jed­nak "obwi­niamy" sie­bie za trud­no­ści poja­wia­jące się w naszym wła­snym umy­śle, może się wyda­wać, że bra­kuje nam współ­czu­cia wobec nas samych. Jakże więc możemy pie­lę­gno­wać współ­czu­cie wobec innych, skoro nie żywimy go do sie­bie? W isto­cie nie cho­dzi w ogóle o "obwi­nia­nie się", drę­cze­nie lub samo­bi­czo­wa­nie. Cho­dzi po pro­stu o to, by przy­znać, że pra­gnie­nia poja­wiają się w naszym umy­śle, a nie gdzie indziej. Taka akcep­ta­cja budzi w nas pew­ność i mądrość, zaczy­namy zda­wać sobie sprawę, że pra­gnie­nie poja­wia się rów­nież w innych umy­słach, podob­nie jak w naszym. Będziemy wów­czas potra­fili funk­cjo­no­wać w kon­tak­tach z ludźmi w har­mo­nijny spo­sób, a nasze współ­czu­cie dla nich będzie rosnąć. Wtedy nastaje czas praw­dzi­wej przy­jaźni.

Zro­zu­mie­nie, jak ujarz­mić wła­sny umysł, przy­nosi poży­tek każ­demu, nie tylko począt­ku­ją­cym. Może się nam wyda­wać, że wiemy bar­dzo dużo, że naby­li­śmy roz­le­głą wie­dzę o życiu, ale nie­za­leż­nie od tego naj­waż­niej­szą, pod­sta­wową i pierw­szą sprawą dla nas wszyst­kich jest poskro­mie­nie wła­snego umy­słu. Dzięki temu zamiast wro­go­ści możemy roz­wi­jać współ­czu­cie i przy­jaźń wobec sie­bie i innych. W Tybe­cie krąży porze­ka­dło: "Bar­dzo łatwo zyskać wro­gów, ale nawią­za­nie przy­jaźni zaj­muje mnó­stwo czasu". Droga wypro­wa­dza­jąca nas z cier­pie­nia pro­wa­dzi przez roz­wi­ja­nie przy­jaźni na łonie rodziny, w spo­łe­czeń­stwie i mię­dzy naro­dami na całym świe­cie. Powin­ni­śmy zawsze sta­rać się oka­zy­wać dobroć sobie nawza­jem.