p
Drogocenne ludzkie życie
Jak gwiazda widziana w świetle dnia, tak rzadko spotykane jest
drogocenne ludzkie odrodzenie.
Klejnotowa ozdoba wyzwolenia Gampopy
Ważne, byśmy już teraz zrozumieli, jak
pożyteczne jest ciało, które posiadamy, i jak cenny jest dany nam czas.
Nie musimy czekać, aż przydarzy nam się coś okropnego, by nasz umysł
zwrócił się w tym kierunku. Gdybyśmy w pełni doceniali ogrom naszego
szczęścia, staralibyśmy się rozwijać umysł już teraz, póki mamy ku temu
możliwości.
Owszem, na płaszczyźnie doczesnej traktujemy swoje ciało jako coś
cennego i staramy się podtrzymywać jego funkcjonowanie. Kłopot w tym, że
na ogół utożsamiamy się z jego najmniej wartościowymi aspektami. Zwykle
nasze poczucie "drogocenności" ciała przejawia się w staraniach, by
zapewnić mu ochronę przed starzeniem się, chorobami, zimnem i głodem.
Rzadko pamiętamy o tym, że pewnego dnia umrzemy i będziemy zmuszeni je
opuścić. Najogólniej rzecz biorąc, chcielibyśmy być wiecznie zdrowi,
piękni i bogaci. Kiedy coś nam się nie podoba, staramy się to zmienić.
Jeśli napotykamy niepożądane okoliczności, robimy wszystko, by od nich
uciec. Jako ludzie jesteśmy uwikłani w niekończący się cykl
doświadczania szczęścia i cierpienia. Zajmując się bezustannie swoimi
związkami, dobytkiem, wyglądem, pracą i rozrywką, łatwo przeoczamy sens
istnienia.
Zasadniczo jesteśmy zdolni do czegoś znacznie większego. Nawet istoty,
którym brakuje inteligencji, takie jak owady i zwierzęta, dbają o to, by
utrzymywać swoje ciało w cieple, starają się zapewniać sobie wygodę i unikają cierpienia. Jeśli jednak nasze działania będą ograniczać się
jedynie do tego i nie dostrzeżemy nic więcej, nie wykorzystamy w pełni
naszych możliwości - będziemy po prostu trwonić swój potencjał.
Powinniśmy uprzytomnić sobie, jak wiele możemy w istocie osiągnąć,
zarówno dla własnego dobra, jak i dla dobra innych. Zrozumienie tego
umożliwi nam dążenie do pożytecznego i wartościowego życia. Nawet
pojedyncza osoba może przynieść światu wielkie korzyści. Na przykład
Budda poprzez swoje nauki pomógł miliardom ludzi, podobnie jak Jezus
Chrystus i Prorok Mahomet. Również praca wielkich uczonych, takich jak
Edison i Pasteur, miała dla ludzkości ogromną wartość. Być może nie
osiągniemy tak wiele ani nie staniemy się bogaci lub sławni, to jednak
działając z determinacją i podejmując gorliwy wysiłek, również możemy
wykorzystać swój potencjał. Jeśli potrafimy siebie i ludzi wokół
obdarzyć szczęściem i wolnością od cierpienia, wtedy osiągniemy bardzo
wiele.
Czasami może się wydawać, że nie musimy poskramiać umysłu, że jesteśmy
już wystarczająco szczęśliwi, lecz takie szczęście można łatwo utracić,
a udawanie, że jest inaczej, nie ma sensu. Przypomina ono zamki budowane
z piasku przez dzieci nad brzegiem morza. Prędzej czy później nadejdzie
fala, która je zmyje. Materialne przyjemności i szczęście tego rodzaju
są w najlepszym razie chwilowe i często przynoszą korzyść jedynie nam
samym.
Natomiast szczęście wynikające z głębokiego wewnętrznego rozwoju jest
stabilne, stale się pogłębia i przynosi pożytek innym. Jest jak magiczny
ogień, który płonie jasnym światłem, nawet gdy oblejemy go zimną wodą.
Na przykład jeśli ktoś złości się na nas, reakcja nasza jest zazwyczaj
negatywna. Lecz jeśli potrafimy być cierpliwi i dostrzec ból, który
odczuwa druga osoba, wówczas naturalnie pojawia się w nas współczucie i rośnie zrozumienie. Gdybyśmy nie stykali się z negatywnymi
okolicznościami, jak moglibyśmy okiełznać swój umysł i rozwinąć
nieograniczone współczucie, bezgraniczną radość? Widzimy zatem, że
doczesne, ziemskie szczęście i szczęście cierpliwego, dojrzałego umysłu
są w istocie czymś zupełnie innym.
Właściwe życie to uczenie się, jak robić użytek z dążenia, aby przynosić
pożytek wszystkim. Kiedy martwimy się wyłącznie o siebie, tylko jedna
osoba czerpie z tego korzyść. Jeśli jednak naszą intencją będzie
pomaganie wszystkim istotom, nasze życie zacznie nabierać coraz większej
wartości. Im lepiej nam pójdzie, tym cenniejsze będzie się stawać.
Podobnie jak z akumulatorem: im częściej korzysta się z samochodu, tym
lepiej naładowany jest akumulator. Jeśli samochód stoi nieużywany,
akumulator z czasem rozładuje się i stanie się bezużyteczny. Dlatego
jeśli wykorzystujemy swoje życie w owocny sposób, będziemy raczej
zyskiwać siłę, a nie ją tracić. Natomiast jeśli nie doceniamy wartości
naszego życia, będziemy trwonić zarówno dany nam czas, jak i tę
drogocenną sposobność - niewykorzystane przepadną na zawsze.
Pomaganie innym nie oznacza bynajmniej, że powinniśmy zaniedbywać
siebie. Powinniśmy traktować własne ciało z szacunkiem, dbając o swoje
zdrowie i wygląd. Powodowanie cierpienia lub krzywdzenie kogokolwiek, w tym samego siebie, jest złem, błędną drogą. Ale kiedy zatroszczymy się
już o siebie, możemy zająć się pomaganiem innym. Wówczas będziemy dobrze
wykorzystywać nasze siły i zdolności dla dobra wszystkich istot, nie
czyniąc żadnych rozróżnień. Wszechogarniające współczucie i miłująca
dobroć nadają naszemu życiu wartość i cel, umożliwiając nam pełne
rozwijanie swojego potencjału.
Chodzi o to, aby nie angażować się nadmiernie we własne sprawy. Nadal
cieszmy się życiem, ale w inny niż dotąd sposób - pamiętając, że kiedy
folgujemy sobie lub szkodzimy, marnujemy coś drogocennego, a tym samym
niejako zdradzamy inne istoty. Na przykład poszukiwanie ratunku w narkotykach, paleniu lub piciu zbyt dużych ilości alkoholu nie
przyniesie nikomu korzyści. Skutki wszystkiego, co przynosi cierpienie,
z pewnością ujawnią się później, nawet jeśli w danej chwili nie jest to
dla nas oczywiste.
Aby właściwie zrozumieć wartość drogocennego ludzkiego odrodzenia,
trzeba się nad tym głęboko zastanowić. Po pierwsze, nie doceniamy jego
wyjątkowości. Wystarczy jednak rozejrzeć się dookoła, by pojąć, jak
wielkie szczęście nas spotkało. Niezliczone zwierzęta, ptaki, owady i ryby są zdane na łaskę swojego środowiska, pozbawione szans, by
oswobodzić się z cierpienia, jakiego doświadczają w obecnym życiu. Nawet
pośród ludzi bardzo niewielu wykazuje zrozumienie i skłonność do
podążania ścieżką duchową. W Tybecie mówi się, że uzyskanie drogocennego
ludzkiego odrodzenia jest tak rzadkie jak gwiazda widoczna za dnia.
Myślenie o tym w taki sposób pomoże nam dojrzeć i docenić tę nieczęstą
sposobność, jaką daje nam to życie, i rozbudzić w sobie prawdziwą
wdzięczność.
W tej chwili może nam się wydawać, że nasze życie jest pozbawione sensu
i wartości. Jednakże pomimo problemów i cierpienia, jakich doświadczamy,
mamy w sobie potencjał, aby ofiarować coś cennego i wartościowego
światu, w którym żyjemy. Każdy z nas ma coś do zaofiarowania, trzeba
tylko odkryć, co to jest i jak tego dokonać. Jeden dobrze wydany funt
może zdziałać wiele dobrego, podczas gdy milion funtów użytych
nierozsądnie przyniesie wyłącznie cierpienie. Bez względu na to, ile
posiadamy, jeśli umiejętnie wykorzystujemy to w dobrym celu, przyniesie
korzyść. Tak więc zasoby, które mamy do zaoferowania, nie zależą od
czynników zewnętrznych, takich jak nasza siła, majątek czy aprobata
innych ludzi. To jasne, że przywiązywanie zbyt wielkiej wagi do naszych
doświadczeń fizycznych lub warunków życiowych może nas unieszczęśliwić.
Dla tych, którzy posiedli właściwe rozumienie, nie ma znaczenia, czy
mieszkają w bloku, więzieniu, klasztorze, czy w pałacu. Osiągnąwszy
prawdziwy, nieprzemijający, trwały, bezstronny spokój, będą szczęśliwi
wszędzie tam, gdzie się znajdą. Jeśli potrafimy podążać za ich
przykładem i nauczymy się, jak zasiewać i pielęgnować nasiona oświeconej
motywacji w duchu współczucia, będziemy w odpowiedni sposób
wykorzystywać tę rzadką sposobność, jaką daje nam drogocenne ludzkie
odrodzenie.
Nietrwałość
Jak na gwiazdy, mgłę i płomień świecy,
miraże, krople rosy i bańki wodnej piany.
Jak na śnienie, błyskawicę i obłoki na niebie,
tak patrzę na wszystkie złożone zjawiska.
Modlitwa życzeń linii
Nawet jeśli mamy świadomość swego
wewnętrznego potencjału, to nie rozumiejąc nietrwałości wszystkiego,
będziemy spowalniać swój rozwój. Aby odpowiednio odnosić się do
nietrwałości, powinniśmy zrozumieć jej prawdziwą naturę, gdyż wówczas
będziemy mogli zastosować tę wiedzę do własnych doświadczeń.
Najpierw badamy zewnętrzne otoczenie, wszystko, co postrzegamy zmysłami.
Na przykład cztery pory roku charakteryzują się zmieniającymi się
warunkami pogodowymi; chłód przeplata się z ciepłem, a światło z ciemnością. Być może wolimy lato, lecz gdy nadchodzi zima, musimy ją
zaakceptować, gdyż pragnienie, by jedno trwało wiecznie, a drugie nigdy
nie nadeszło, to marzenie ściętej głowy. Lepiej więc starajmy się
cieszyć zmieniającymi się porami roku, różnorodnością ptaków i kwiatów,
liśćmi, które najpierw są zielone, potem stają się złote, aż w końcu
znikają; ziemią, której kolor zmienia się z brązowego na biały, a potem
znowu na brązowy. Wszędzie, we wszystkim, dostrzegamy naturę
nietrwałości. Patrzymy i widzimy, że w istocie jest to coś bardzo
pięknego.
Zmiany zachodzą także w różnych sferach naszego życia. Będąc ubogimi,
możemy stać się bogaci; będąc bogatymi, możemy utracić wszystko. Jednego
dnia tracimy pracę, kolejnego znajdujemy nową. Jednego dnia jesteśmy
szefem, następnego sługą. Niepewność wszystkich rzeczy daje się
szczególnie we znaki w świecie polityki. Władza, jaką sprawuje wielu
przywódców, jest im dana najwyżej na kilka lat. Mogą przegrać kolejne
wybory, zostać obaleni, a nawet zginąć w zamachu. Chociaż zmiany
wpływające na naszą własną karierę mogą nie być tak dramatyczne,
zachodzą jednak bezustannie.
Również nasze życie wewnętrzne i uczucia nie wymykają się działaniu
nietrwałości. Odkąd budzimy się rano, aż do chwili, gdy zasypiamy
wieczorem, nic nie pozostaje takie samo. Nasze nastroje wahają się,
nadzieje i obawy pojawiają się i znikają przez cały czas. Często
podlegamy silnym wpływom zewnętrznych okoliczności. Spotykając po wielu
latach dobrego przyjaciela, możemy czuć się bardzo podekscytowani, lecz
chwilę później pojawienie się wroga całkowicie niweczy naszą radość.
Wyobraźmy sobie małpę miotającą się w oknie pustego domu, a da nam to
pewne pojęcie o tym, jak wygląda nasz umysł. Podobnie jak podskakująca
małpa, nasze emocje w jednej minucie wznoszą się, w kolejnej opadają.
Nic nie jest trwałe. Urodziliśmy się, dorastaliśmy, chodziliśmy do
szkoły, postarzeliśmy się i prędzej czy później umrzemy. Pozostałego nam
czasu ubywa z każdą chwilą i nic nie możemy na to poradzić. Kiedy
nadejdzie śmierć, będziemy musieli pozostawić wszystkich przyjaciół,
rodzinę i cały swój dobytek. Może nas to przerażać lub przygnębiać, a przecież możemy dążyć do pozytywnej akceptacji nietrwałości. Powinniśmy
przyznać, że na pewnym etapie taka zmiana jest nieunikniona, i postanowić przeżyć resztę życia w bardziej wartościowy i współczujący
sposób. Co więcej, uprzytomnienie sobie, że inni dzielą ten sam los,
może zainspirować nas do tego, by odnosić się z większą życzliwością do
ludzi, z którymi obecnie pracujemy i z którymi mamy styczność.
W chwili obecnej wolny czas poświęcamy zazwyczaj na poszukiwania
przyjemności i spełnianie swoich zachcianek. Albo całkowicie ignorujemy
konieczność ćwiczenia umysłu, albo przesuwamy to na dalszy plan.
Oczywiście wszyscy musimy się czasem odprężyć, lecz popadanie w skrajności nie ma sensu. Gruntowne zrozumienie nietrwałości będzie nas
inspirować, aby poświęcać czas na bardziej wartościowe rzeczy, co
przyniesie korzyści w dalszej perspektywie, nie tylko dziś i jutro.
Często mylnie rozumiemy prawdziwe znaczenie nietrwałości, sądząc na
przykład, że nasza pozycja zawodowa jest bez znaczenia, nasza praca nie
ma wartości, więc dlatego powinniśmy ją porzucić. Byłaby to jednak
błędna interpretacja - to wykorzystywanie prawdy jako uzasadnienia
swojej bezczynności, lenistwa, traktowanie jej jako sposobu ucieczki od
swojej sytuacji. Podobnie jeśli mamy do zrobienia pranie i pomyślimy:
"Och, nie będę tego robić, ponieważ jutro mogę umrzeć", to w ten sposób
będziemy pogłębiać jedynie swoje lenistwo, lecz z pewnością nie
zrozumienie.
W naszych czasach wielu młodym ludziom wydaje się, że zdobywanie
wykształcenia jest męczące i nudne, więc kiedy napotykają nauki o nietrwałości, uznają, że są one świetnym usprawiedliwieniem, by przestać
się uczyć, nawet jeśli z tego powodu ich rodzice i przyjaciele będą się
martwić i cierpieć. Nietrwałość nie oznacza bynajmniej, że nie
powinniśmy pracować ani zdobywać wiedzy. Znaczy po prostu, że wszystko
się zmienia.
Słysząc o nietrwałości, nie trzeba wpadać w panikę ani reagować
przesadnie. Lepiej starać się wykorzystywać ją pozytywnie, by pamiętanie
o niej pomagało nam wieść pożyteczne życie. Możemy obserwować, jak
wszystko się zmienia, nie tracąc nic z radości życia.
Tak samo jak szczęście nie trwa wiecznie, podobnie smutek nie będzie
trwał przez cały czas. Jedno zamienia się w drugie, całkiem naturalnie.
Każdą nadchodzącą chwilę można przyjmować taką, jaka jest, bez względu
na jej emocjonalny koloryt. Nawet gdy doświadczamy wielkiego cierpienia,
to przynajmniej coś czujemy i możemy starać się odnieść do jakości tego
doświadczenia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Wprowadzenie
W obecnych czasach zalewa nas niemalże
nieskończona ilość książek napisanych przez głęboko uduchowionych ludzi
lub stanowiących kompilację ich wykładów i nauk. Mamy już wiele takich
drogocennych klejnotów mądrości, tak naprawdę nie czuję więc potrzeby
dokładania czegoś od siebie. Jednak sporo osób prosiło mnie o wydanie
wskazówek, których przez wiele lat starałem się udzielać w różnych
ośrodkach, ponieważ są zdania, że może to pomóc moim uczniom i tym,
których nie udało mi się spotkać osobiście w Kagyu Samye Ling ani innych
znanych mi powiązanych ze mną ośrodkach Samye Dzong.
Odpowiadając na ich szczere prośby w nadziei, że może przynieść to
pewną, choćby niewielką korzyść, zgodziłem się na wydanie tej książki, w której staram się podzielić swoją ograniczoną wiedzą. Sam jestem bardzo
niedojrzałą osobą, bez szczególnej zdolności pojmowania, i wiem, że
rady, których udzielam, mogą pomóc jedynie tym, którzy są równie
prostoduszni jak ja, albo tym, którzy znajdują się w jeszcze gorszym
położeniu. Przepraszam każdego, kto czyta te słowa, a jest bardzo uczony
lub duchowo czysty, bowiem ktoś taki z pewnością dostrzeże w nich braki
i niedoskonałości. Jeśli jednak jesteś początkującym, takim jak ja,
korzyści, jakie możesz odnieść z lektury tej książki, będą najpewniej w dużej mierze zależeć od wysiłku włożonego w jej zgłębianie, a także od
motywacji do dokonywania prawdziwych postępów. Jestem pewien, że
niektórym z was książka ta pomoże - jednym więcej, innym mniej.
Rozwijanie wewnętrznego spokoju i wzajemnego zrozumienia - rozumienia
świata i otaczających nas ludzi, a także siebie samego, przynosi
prawdziwą korzyść. Kiedy nam się to udaje, nasza mądrość okazuje się
pożyteczna zarówno dla nas samych, jak i dla innych, a jej wartość
będzie promieniować na naszą rodzinę, społeczeństwo, a nawet na całe
narody.
Pierwsza część tej książki zawiera ogólne rady dotyczące codziennego
życia. Ukazuje, w jaki sposób doświadczamy różnych sytuacji i trudności.
W drugiej części opisano sposoby radzenia sobie z tymi trudnościami za
pomocą różnych ćwiczeń umysłowych. Nie wiem do końca, jak należy
sklasyfikować te ostatnie. Można wykorzystywać je jako medytacje,
techniki odprężające ciało i umysł lub jako terapię umysłową. Nie można
im jednak przypisać określonej etykietki. Nie jestem nikim wyjątkowym
ani uczonym i nie mam mocy rozwiązywania problemów każdego człowieka.
Daleko mi do tego, jestem jak każdy inny człowiek. Proponuję te techniki
po prostu jako przyjaciel.
Często poszukujemy innego świata, nieba gdzieś na ziemi. Ale to, czy
nasze życie stanie się niebem, czy piekłem, zależy ostatecznie od nas
samych - od tego, jacy jesteśmy w swoim wnętrzu, i od tego, co nami
kieruje. Wydaje mi się, że aby dokonywać stopniowych postępów w kierunku
lepszego zrozumienia, najważniejsza jest cierpliwa praca, krok po kroku,
w prosty sposób. Myślę, że wówczas niebo przejawi się w naszym życiu i nie będziemy już musieli tęsknić za Shangri-la gdzieś na zewnątrz.
Mam nadzieję, że książka ta przyczyni się do większego wzajemnego
zrozumienia między ludźmi i narodami. Tej aspiracji poświęcam wszelką
wartość, dobroć i cnotę, jakie mogą z niej wypływać.
Dr Akong Tulku Rinpocze,
Kagyu Samye Ling, Szkocja
Od redakcji
Ci, którzy spotkali Akonga Rinpocze,
znają jego pokorę, człowieczeństwo, gotowość niesienia pomocy innym, a także bardzo konkretną, przepełnioną współczuciem naturę jego nauk. Jego
przewodnie instrukcje dotyczące praktyki Dharmy, nauk Buddy, mogą służyć
rozmaitym ludziom, począwszy od tych, którzy mają rodzinę, pracę i dzieci, aż po buddyjskich mnichów i mniszki. Jasność i prostota jego
nauk sprawiają, że są one pożyteczne i zrozumiałe dla każdego.
Bardzo trudno opisać słowami to, jak Akong Rinpocze nauczał, albowiem
wiele odbywało się poprzez przykład, jaki dawał samym sobą. W każdych
okolicznościach zachowywał stabilność i poczucie przestrzeni. Jego
poczucie humoru często usuwało toksyczność z różnych przytłaczających
sytuacji. Praca polegająca na spisywaniu rad oraz opracowywaniu ćwiczeń
składających się na tę książkę bardzo mi pomogła. Właściwie trudno
opisać bezpośredni, pełen mocy styl nauczania Akonga Rinpocze; książka
ta może jedynie ukazać odrobinę głębi i bogactwo jego szerokiego
pojmowania rzeczy. Rinpocze uważał, że zawsze powinniśmy robić wszystko,
co w naszej mocy, i być z tego zadowoleni.
Poskramianie tygrysa to książka powstała w oparciu o notatki i nagrania jego wykładów. Zawiera również nowy materiał, który Rinpocze w swojej dobroci dodał w trakcie opracowywania tekstu. Żadna książka nie
może aspirować do całkowitej doskonałości, ale podjęto wszelki wysiłek,
aby wskazówki i instrukcje udzielane przez Rinpocze zostały przekazane
jak najdokładniej i najwierniej.
W ciągu pięćdziesięciu lat przeżytych na Zachodzie Rinpocze nauczał w Europie, Ameryce i Afryce Południowej. Poznał problemy ludzi. Presja,
tempo i stres współczesnego życia nie pozostawiają wiele przestrzeni do
odprężenia czy medytacji. Rinpocze przekazał te nauki, powodowany
współczuciem oraz pragnieniem, by ulżyć ludziom w ich codziennym życiu.
Ćwiczenia te pomagają rozwijać świadomość i tworzyć przestrzeń, w której
będziemy mogli postrzegać świat z większą jasnością, cieszyć się
odprężeniem i pozostawać otwarci na własne wnętrze oraz to, co nas
otacza. Dzięki temu możemy przekroczyć ego, które zawsze stara się
urzeczywistniać swoje własne marzenia, a wówczas zaczniemy rozumieć, że
nasza codzienna rzeczywistość jest jak sen. Wówczas zmniejszy się nasze
cierpienie.
Poskramianie tygrysa powstało w odpowiedzi na wielokrotne prośby coraz
większej liczby uczniów Rinpocze - szczególnie tych, którzy nie mieli
częstych okazji spotykania go twarzą w twarz - by jego nauki stały się
powszechnie dostępne. Dzięki temu jego uczniowie mogą odświeżyć sobie
pamięć, przypomnieć sobie wskazania. Dla pozostałych książka ta może
stanowić wprowadzenie do treningu umysłu - dowiadujemy się, dlaczego
warto podjąć taki wysiłek i jak się do tego zabrać. Oby stała się
inspiracją dla wszystkich.
Clive Holmes
Poskramianie tygrysa
Opanowany umysł prowadzi do szczęśliwości.
Gautama Budda
Umysł jest źródłem wszystkiego, co
przeżywamy, zarówno doświadczania samych siebie, jak i innych.
Postrzeganie świata w niewyraźny, rozmyty sposób powoduje wiele zamętu i cierpienia. Przypomina to sytuację kogoś z wadą wzroku, kto widzi świat
do góry nogami, albo lękliwej osoby, która wszędzie dostrzega
zagrożenie. Choć być może w dużej mierze pozostajemy nieświadomi swej
niewiedzy i błędnych poglądów, nasz umysł przypomina dzikiego tygrysa,
siejącego zamęt w naszym codziennym życiu. Pod wpływem pożądania,
nienawiści i otumanienia ów nieokiełznany umysł ślepo podąża za tym,
czego chce, i rzuca się na wszystko, co staje mu na drodze, wykazując
niewielkie lub żadne zrozumienie tego, jak sprawy mają się naprawdę.
Dzikość, z jaką mamy do czynienia, to nie tylko gniew i wściekłość, lecz
coś o wiele bardziej fundamentalnego. Zniewala nas skłonność do ulegania
niewiedzy, nienawiści i złudzeniom, skutkiem czego ogarniają nas
wewnętrzny zamęt i negatywne emocje. Umysł staje się dziki i nieopanowany, co odbiera nam wolność.
Zwykle pozostajemy zaślepieni tak bardzo, że nie zdajemy sobie sprawy,
jak oszalały jest w istocie nasz umysł. Kiedy coś idzie na opak, zamiast
szukać przyczyn cierpienia w sobie, obwiniamy innych ludzi i zewnętrzne
okoliczności. Jeśli jednak chcemy znaleźć prawdziwy spokój lub
szczęście, musimy zmierzyć się z tym szaleństwem. Dopiero wówczas
będziemy mogli nauczyć się, jak wykorzystywać własną energię w bardziej
pozytywny i zrównoważony sposób, aby nie szkodzić samemu sobie ani
innym.
Zanim oswoimy tygrysa, musimy go najpierw wytropić. Ani jedno, ani
drugie nie jest zadaniem łatwym, lecz trudnościom i niebezpieczeństwom
trzeba po prostu stawić czoło. Jeśli pozwoli się słabemu,
nierozwiniętemu jeszcze dziecku kierować sobą, w niczym mu to nie
pomoże. Obowiązkiem rodziców jest zachęcanie dziecka do chodzenia, by
jego ciało mogło prawidłowo się rozwijać i nabierać siły. Dlatego
stanowczość rodziców można potraktować jako przejaw prawdziwego
współczucia. Podobnie trzeba podjąć trening umysłu, chociaż może być on
trudny, a na początku nawet bolesny.
Nauki zawarte w Poskramianiu tygrysa może stosować każdy, kto
doświadcza cierpienia, nie tylko ludzie Wschodu czy buddyści. Ludzie
Wschodu różnią się od ludzi Zachodu rysami twarzy, strojem, różnymi
zwyczajami i sposobem wyrażania się, ale natura ludzka jest uniwersalna
i sięga głębiej niż kolor skóry czy fizyczne cechy danej rasy. Ogólnie
rzecz biorąc, dobroć zawsze spotyka się z przychylnymi reakcjami,
natomiast jej przeciwieństwo staje się źródłem gniewu, smutku i bólu.
Kiedy w prosty i praktyczny sposób rozważamy, czym są radość i cierpienie, staje się jasne, że umysł leżący u podłoża wszystkiego, co
robimy, jest w swej istocie taki sam u każdego, zarówno na Wschodzie,
jak i na Zachodzie. Gdzież jednak znajduje się ów umysł? Aby wykryć jego
obecność, wystarczy spojrzeć na codzienne sytuacje i zbadać wtedy swoje
zachowanie, pragnienia oraz cierpienie.
Jako ludzie doświadczamy w życiu pożądania i przywiązania. Mogą one
powodować sporo cierpienia, zarówno w nas samych, jak i w innych. Jeśli
nasze pragnienia nie są zaspokajane, stajemy się nieszczęśliwi. Jeśli
nawet otrzymujemy to, czego chcemy, nasze szczęście jest tylko chwilowe,
bo niezmiennie pojawiają się nowe pragnienia. Wszystko, co robimy,
skupia się na ciągłym zaspokajaniu pragnień, które są bezgraniczne,
bezkształtne i rozległe jak niebo.
Proces ten powtarza się przez całe nasze życie. Jako dzieci chcemy mieć
mnóstwo zabawek - jedna nam nie wystarczy - choć szybko się nimi
nudzimy. Później możemy mieć ambicje, aby zdobyć wykształcenie lub wielu
przyjaciół. Pożądanie sprawia, że podejmujemy wysiłki, żeby zdobywać
dobra materialne; chcemy posiadać całą garderobę ubrań, kupować
specjalną żywność, gromadzić dobytek, samochody, radia i telewizory. W mniej oczywisty sposób pragniemy być piękni i unikać chorób. Jednak
kiedy chcemy zwrócić na siebie uwagę czy też wzbudzić sympatię i życzliwość, jesteśmy nawet gotowi wywołać u siebie chorobę. Lecz gdy
tylko zachorujemy, znowu chcemy być zdrowi.
Podobnie zmienia się nasze podejście do jedzenia: gdy mamy pełny
żołądek, chcemy, aby był pusty; kiedy jest pusty, pragniemy go napełnić.
Na wszelkie możliwe sposoby nieustannie poszukujemy i marzymy o tym,
czego nie mamy, nie zaznając nigdy prawdziwej satysfakcji. Pomimo
naszych wysiłków, pokonywania trudności i ponoszonych nieustannie
kosztów nigdy nie udaje się nam spełnić wszystkich swoich pragnień.
Mylnie szukamy szczęścia poza sobą, nieświadomi, że pochodzi ono jedynie
z własnego wnętrza. Jeśli podziwiając kwiat, zerwiemy go, jego piękno
przeminie w ciągu kilku dni. Pragnienie pozostanie w nas nawet wtedy,
gdy kwiat zwiędnie, więc będziemy pożądać kolejnego. Zatem żaden
pojedynczy kwiat nie może na zawsze zaspokoić naszego pragnienia;
potrzebna byłaby nam do tego nieskończona ilość kwiatów. Dlatego
konieczna jest zmiana naszego sposobu postrzegania świata. Powinniśmy
zaakceptować własne pragnienia, a jednocześnie wystrzegać się tego, aby
nami kierowały, gdyż dopiero wówczas będziemy zadowoleni z tego, co już
mamy, zamiast ciągle chcieć więcej.
Pożądanie nie zna kresu. Mówi się, że skoro umysł nie ma kształtu ani
granic, także pożądanie jest bezkształtne i bezgraniczne - po prostu
trwa i trwa. Dlatego aby powstrzymać niekończącą się pogoń za
satysfakcją i rozwinąć zrozumienie, trzeba ujarzmić umysł. Na tym etapie
stajemy się nieco bardziej dojrzali, trochę bardziej dorośli.
Oczywiście nasz umysł został już w pewnej mierze wyćwiczony. Kiedy
jesteśmy dziećmi, poruszamy się, wydajemy dźwięki i postępujemy,
podążając po prostu za impulsami. Później, gdy dorastamy, uczymy się
samokontroli i niezależności. Różne trudności i związki z innymi
sprawiają, że zaczynamy coraz więcej rozumieć i naturalnie dojrzewamy.
Można więc rzec, że żyjąc dzień po dniu, oswajamy nieco tygrysa.
Jednakże wciąż jeszcze nie możemy go dosiąść.
Gurdżijew, opisując trening umysłu, mówi o dzikim koniu i jego treserze.
Dzikiego konia nie wytresujemy, puszczając go samopas ani karząc
nieustannie. Tego rodzaju skrajne podejścia prowadzą do nieuchronnej
porażki. Musimy więc znaleźć drogę środka. Negatywna postawa - w ogóle
nie warto tresować dzikiego konia - nie przyniesie nam żadnego pożytku.
Zarazem musimy zaakceptować to, że koń jest dziki, i podejść do jego
tresury ze współczuciem. I, co być może najważniejsze, również sam koń
musi zaakceptować nas jako tresera.
O dojrzałości możemy mówić wyłącznie wtedy, gdy zaakceptujemy to, kim
jesteśmy. Usprawiedliwianie własnej dzikości, zwalanie winy na
społeczeństwo, rodzinę lub wrogów nic nam nie da. Musimy dojść do ładu z samym sobą, akceptując to, jacy w istocie jesteśmy, jak naprawdę
myślimy, bez względu na to, czy wyda nam się to dobre, czy złe. Tak więc
pozwalamy wszelkim myślom bez względu na ich treść przepływać przez nas,
nie działając impulsywnie za ich podszeptem ani też nie starając się ich
tłumić i czynić z nich naszych więźniów.
Przykładowo, jeśli będziemy odgradzać się od złych myśli i ukrywać je w jakimś "worku na śmieci", zamiast akceptować, po pewnym czasie ów worek
przepełni się i pęknie. Sytuacja taka może doprowadzić do choroby
psychicznej, a wówczas być może podobnie jak nieokiełznany tygrys
wyrządzimy wiele złego i krzywd. Zamiast tego możemy pracować z tym, co
negatywne, i to przekształcać - siłę tygrysa można wykorzystać z pożytkiem.
Właściwe podejście polega na tresowaniu tygrysa w duchu godności i akceptacji. Akceptujemy tygrysa, nawet jeśli bezpośrednio go nie
dostrzegamy. Ważne, by stawiać czoło sytuacji - takiej, jaką jest.
Niezależnie od tego, czy jesteśmy osobą religijną, mężczyzną, czy
kobietą, czy jesteśmy starzy, czy młodzi, całe nasze cierpienie wygląda
podobnie, w istotny sposób różnią się jedynie jego przyczyny. Gdy
jesteśmy starzy, doświadczamy cierpienia towarzyszącego starości. W wieku średnim doświadczamy cierpienia związanego z pracą i związkami.
Gdy jesteśmy młodzi, przeżywamy cierpienie związane ze zdobywaniem
wykształcenia i dorastaniem. Przez całe nasze życie towarzyszy nam ciąg
cierpienia związanego z danym etapem rozwoju i zmianami w naszym ciele.
Chociaż cierpienie może być najrozmaitsze, a jego natężenie i intensywność się zmieniają, jest tylko jeden skuteczny sposób uwolnienia
się od naszego bólu istnienia, a mianowicie zaakceptowanie go. Nadal
będziemy doświadczać różnych sytuacji w codziennym życiu, ale
zrezygnujemy z prób dostosowywania całego świata do naszych pragnień i wyobrażeń. Jeśli jesteśmy starzy, po prostu akceptujemy swoją starość,
jeśli jesteśmy młodzi, również i to akceptujemy. Akceptujemy wszelkie
okoliczności niezależnie od ich charakteru. Albowiem akceptując
cierpienie, w dużej mierze uwalniamy się od niego. Gdy potrafimy
zrezygnować z prób zmiany stanu rzeczy, przeżywamy mniej udręki.
Nie oznacza to bynajmniej, że rozwiązaniem jest zachowywanie bierności i całkowitej bezczynności. Zarazem nie powinniśmy bez końca zmagać się ze
światem, starając się jak najbardziej poprawić swoje życie. Usiłujemy
podążać drogą środka, między dwiema skrajnościami. Akceptując
ograniczenia wynikające z bycia człowiekiem, zadowalamy się tym, że w każdej sytuacji robimy to, co w naszej mocy, i zachowujemy się
elastycznie, zgodnie z poziomem naszego rozumienia, mając świadomość
zarówno własnego rozwoju, jak i swojego położenia. Naszym celem jest
całkowite uwolnienie się od przyczyn cierpienia i nieprzyczynianie się
do powstawania nowego cierpienia - swojego i innych.
Przede wszystkim staramy się zaradzić własnemu cierpieniu. Gdziekolwiek
się znajdujemy, sposób na to jest w istocie bardzo podobny. Kiedy już
zaakceptujemy, że przyczyny cierpienia leżą głównie w niezdolności
umysłu do spełniania swych pragnień, dostrzegamy, że owe przyczyny mają
charakter wewnętrzny i nie są tworzone przez zewnętrzne środowisko, w którym się znajdujemy. Bez względu na to, z jakiego społeczeństwa
pochodzimy czy jesteśmy ludźmi zainteresowanymi duchowością,
zrozumienie, że pożądanie powstaje w naszym umyśle, pozwala nam zrobić
krok do przodu. Uprzytamniamy sobie, że inni cierpią tak samo jak my, a wtedy współczucie pojawia się spontanicznie. Co więcej, staje się jasne,
że podobnie jak my, inni też pragną być szczęśliwi.
Współczucie to pragnienie, aby przynosić pożytek wszystkim istotom i uwolnić je od przyczyn cierpienia. Kiedy jednak "obwiniamy" siebie za
trudności pojawiające się w naszym własnym umyśle, może się wydawać, że
brakuje nam współczucia wobec nas samych. Jakże więc możemy pielęgnować
współczucie wobec innych, skoro nie żywimy go do siebie? W istocie nie
chodzi w ogóle o "obwinianie się", dręczenie lub samobiczowanie. Chodzi
po prostu o to, by przyznać, że pragnienia pojawiają się w naszym
umyśle, a nie gdzie indziej. Taka akceptacja budzi w nas pewność i mądrość, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że pragnienie pojawia się
również w innych umysłach, podobnie jak w naszym. Będziemy wówczas
potrafili funkcjonować w kontaktach z ludźmi w harmonijny sposób, a nasze współczucie dla nich będzie rosnąć. Wtedy nastaje czas prawdziwej
przyjaźni.
Zrozumienie, jak ujarzmić własny umysł, przynosi pożytek każdemu, nie
tylko początkującym. Może się nam wydawać, że wiemy bardzo dużo, że
nabyliśmy rozległą wiedzę o życiu, ale niezależnie od tego
najważniejszą, podstawową i pierwszą sprawą dla nas wszystkich jest
poskromienie własnego umysłu. Dzięki temu zamiast wrogości możemy
rozwijać współczucie i przyjaźń wobec siebie i innych. W Tybecie krąży
porzekadło: "Bardzo łatwo zyskać wrogów, ale nawiązanie przyjaźni
zajmuje mnóstwo czasu". Droga wyprowadzająca nas z cierpienia prowadzi
przez rozwijanie przyjaźni na łonie rodziny, w społeczeństwie i między
narodami na całym świecie. Powinniśmy zawsze starać się okazywać dobroć
sobie nawzajem.