p
Wstęp
Wstęp
Cała prawda o poradnikach, pytanie Sophie i jak wiele można zmienić w krótkim czasie
Chcesz zmienić coś w swoim życiu na lepsze? Może schudnąć albo znaleźć
odpowiedniego partnera, zdobyć wymarzoną pracę, a może zwyczajnie czuć
się trochę bardziej szczęśliwy lub szczęśliwa? Wypróbuj ten prosty
sposób:
Zamknij oczy i wyobraź sobie nową/nowego siebie. Pomyśl, jak szałowo
będziesz wyglądać w obcisłych, modnych dżinsach, na randce z Bradem
Pittem albo Angeliną Jolie, na własnym skórzanym fotelu we własnym
gabinecie szefa korporacji albo sącząc drinka z palemką na karaibskiej
plaży.
Dobra wiadomość jest taka, że tego typu ćwiczenia od lat zalecają
niektóre poradniki samodoskonalenia. Zła wiadomość jest taka, że badania
naukowe wykazują, iż ćwiczenia takie są w najlepszym razie nieskuteczne,
w najgorszym zaś - wręcz szkodliwe. Choć wyobrażanie sobie własnego
doskonałego "ja" poprawia nastrój, to mentalna ucieczka od
rzeczywistości może sprawić, że trudności napotkane na wyboistej drodze
do sukcesu całkowicie nas zaskoczą i zamiast stawiać czoło
przeciwnościom, poddamy się przy pierwszej przeszkodzie. Samo
fantazjowanie na temat idealnego świata przyniesie nam zadowolenie, ale
nie pomoże przemienić marzeń w rzeczywistość.
Inne badania naukowe dowodzą, że podobnie jest z wieloma popularnymi
technikami samodoskonalenia, które mają odmienić nasze życie. Próby
"czucia się szczęśliwym" za pomocą tłumienia negatywnych myśli mogą się
skończyć obsesyjnym myśleniem właśnie o tym, co nas unieszczęśliwia.
Podczas zbiorowych burz mózgów wpadamy na mniej pomysłów - i są one
mniej oryginalne - niż podczas pracy indywidualnej. Boksowanie poduszki
i krzyczenie, żeby pozbyć się złości, raczej podnosi, niż obniża poziom
agresji.
Jest też osławione "studium celu z Yale". Według niektórych autorów w 1953 roku zespół badaczy przeprowadził eksperyment ze studentami
ostatniego roku Uniwersytetu Yale, których poproszono o zapisanie celów,
jakie chcą osiągnąć w życiu. Dwadzieścia lat później naukowcy odnaleźli
osoby biorące udział w eksperymencie i okazało się, że jasno
sprecyzowane cele życiowe miało 3 procent badanych oraz że właśnie oni
zgromadzili majątek przewyższający majątek pozostałych 97 procent
uczestników razem wziętych. To świetna historia, która często pojawia
się w poradnikach i na treningach rozwoju osobistego jako przykład
ilustrujący potęgę dobrze zdefiniowanego celu. Jest tylko mały problem -
według wszelkich danych taki eksperyment nigdy się nie odbył. W 2007
roku pisarz Lawrence Tabak z czasopisma "Fast Company" usiłował dotrzeć
do prawdy, kontaktując się z autorami przytaczającymi wyniki badania,
starostą rocznika 1953 z Yale i naukowcami, którzy także chcieli
ustalić, czy owo "studium" w ogóle miało miejsce.1 Nikomu nie
udało się odnaleźć żadnych dowodów potwierdzających jego
przeprowadzenie, zatem Tabak przedstawił wniosek, iż jest to jedynie
obiegowa legenda. Przez całe lata różni guru od samodoskonalenia
opisywali wyniki wyssane z palca.
Podobne legendy od lat trafiają do współczesnych umysłów i w wielu
wypadkach mogą ograniczać szanse osiągnięcia wybranego celu. Co gorsza,
takie porażki często sprawiają, że ludzie przestają wierzyć, iż mają
jakiś wpływ na swoje życie. To bardzo niepokojące, ponieważ najmniejsza
nawet utrata kontroli nad własnym losem może wyraźnie zmniejszyć naszą
pewność siebie, samozadowolenie i długość życia. W znanym eksperymencie
przeprowadzonym przez Ellen Langer z Uniwersytetu Harvarda połowie
mieszkańców domu opieki podarowano roślinę doniczkową, prosząc, by dbali
o jej potrzeby, podczas gdy druga połowa otrzymała identyczną roślinę,
ale z zastrzeżeniem, że jej doglądaniem zajmie się personel.2
Pół roku później pensjonariusze pozbawieni kontroli w tej drobnej
sprawie byli znacząco mniej szczęśliwi, mniej zdrowi i mniej aktywni niż
pozostali. Ponadto aż 30 procent spośród nich zmarło, podczas gdy w drugiej grupie było to tylko 15 procent. Naukowcy zauważyli podobne
zjawisko w wielu dziedzinach, takich jak edukacja, praca, zdrowie,
małżeństwo czy odchudzanie. Nie ma wątpliwości: ludzie, którzy czują się
pozbawieni wpływu na to, co się z nimi dzieje, odnoszą mniej sukcesów i są mniej zdrowi psychicznie i fizycznie niż ci, którzy mają wrażenie, że
panują nad swoim życiem.
Kilka lat temu poszedłem na lunch z moją przyjaciółką Sophie.
Sophie to inteligentna kobieta sukcesu, po trzydziestce, szefująca
firmie konsultingowej. Przy jedzeniu opowiedziała mi, że kupiła niedawno
głośną książkę z rodzaju "jak być szczęśliwym" i zapytała, jakie jest
moje zdanie na temat takich publikacji. Odpowiedziałem, że mam poważne
wątpliwości co do naukowego uzasadnienia technik, które proponują, i opisałem, jak poważne konsekwencje psychologiczne mogą mieć porażki przy
stosowaniu takich metod. Sophie zafrasowała się i spytała, czy
psychologia akademicka ma do zaoferowania bardziej godne zaufania
sposoby na osiągnięcie powodzenia w życiu. W odpowiedzi zacząłem
referować wyniki dość skomplikowanych badań dotyczących ludzkiego
szczęścia i po piętnastu minutach moja rozmówczyni mi przerwała. Choć -
wyjaśniła - jest to wszystko niezmiernie interesujące, ona akurat należy
do osób bardzo zapracowanych i czy może znam skuteczne rady, których
zrozumienie i wprowadzenie w życie nie trwałoby zbyt długo? Zapytałem,
ile mam czasu. Sophie spojrzała na zegarek i z uśmiechem zaproponowała:
- Jakąś minutę?
Słowa Sophie dały mi do myślenia. Wielu ludzi interesuje się technikami
rozwoju osobistego, bo oferują szybkie i łatwe rozwiązania problemów
życiowych. Za to psychologia akademicka, niestety, albo w ogóle nie
zajmuje się takimi sprawami, albo proponuje rozwiązania skomplikowane i długotrwałe (przypomina się scena z filmu Woody'ego Allena Śpioch, w której bohater dowiaduje się, że przeniósł się dwieście lat w przyszłość, i wzdycha, że gdyby przez te wszystkie lata chodził na
terapię, byłby już bliski ozdrowienia). Zastanowiłem się, czy w publikacjach akademickich nie dałoby się znaleźć porad i technik
jednocześnie łatwych do zastosowania i sprawdzonych naukowo.
Przez wiele miesięcy przeszukiwałem tomy fachowych czasopism,
ogłaszających wyniki badań z różnych dziedzin psychologii, i okazało
się, że istotnie, naukowcy pracują także nad metodami, które mogą pomóc
ludziom w osiąganiu celów i spełnianiu ambicji, możliwymi do
zastosowania w trakcie paru minut, a nie miesięcy. Zebrałem setki
publikacji z zakresu nauki o zachowaniu, dotyczących między innymi
nastroju, pamięci, umiejętności przekonywania, lenistwa, odporności,
związków międzyludzkich - które razem tworzą nową teorię szybkiej
zmiany.
Jest taka stara historia, często powtarzana na różnych szkoleniach, o facecie, który usiłował naprawić zepsuty bojler. Mimo długich wysiłków
nie udało mu się nic zdziałać, poddał się więc i wezwał fachowca.
Mechanik przyjechał, postukał tu i tam, po czym bojler włączył się, jak
gdyby nigdy nic. Przy płaceniu właściciel zakwestionował wysokość
rachunku, mówiąc, że naprawa zajęła zaledwie kilka chwil. Fachowiec
wyjaśnił, że żądana przez niego kwota nie jest wynagrodzeniem za czas
spędzony na naprawianiu bojlera, ale za długie lata, jakich potrzebował
na zdobycie doświadczenia, dzięki któremu wiedział, co należało zrobić.
Techniki przedstawione w tej książce, podobnie jak fachowe stukanie w bojler, dowodzą, że skuteczne zmiany na lepsze nie muszą zajmować dużo
czasu. Okazuje się, że mogą nam zabrać mniej niż minutę, a najważniejszą
rzeczą jest wiedzieć, gdzie i jak postukać.
1. Szczęście
- 1 -
SZCZĘŚCIE
Dlaczego myślenie pozytywne tak często zawodzi oraz dlaczego do
szczęścia potrzebne są: ołówek, porządny dziennik, dobre uczynki i poczucie wdzięczności
Dlaczego to takie ważne, żeby być szczęśliwym? Cóż, przede wszystkim
człowiek szczęśliwy, jak wiadomo, czuje się lepiej. Ale to nie wszystko
- poczucie szczęścia nie tylko daje radość, ale sprawia, że odnosimy
sukcesy w życiu prywatnym i zawodowym.
Kilka lat temu Sonja Lyubomirsky i jej współpracownicy z Uniwersytetu
Kalifornijskiego przeanalizowali setki publikacji opisujących
eksperymenty, w których badacze poprawiali ludziom nastrój, a następnie
obserwowali efekty ich zadowolenia. 3 Naukowcy stosowali
najróżniejsze sposoby uszczęśliwiania, takie jak wąchanie kwiatów,
odczytywanie pochwał na własny temat ("jestem naprawdę dobrym
człowiekiem"), jedzenie ciasta czekoladowego, taniec czy oglądanie
komedii. Czasami uciekali się do oszustwa, informując uczestników
badania, że wyjątkowo dobrze poszedł im test na inteligencję, albo
podrzucając im na ulicy pieniądze do znalezienia. Niezależnie od metody
wyniki okazały się jednoznaczne: szczęście jest nie tylko efektem
sukcesu - szczęście powoduje, że odnosimy sukcesy.
Po przejrzeniu ogromnej liczby danych Lyubomirsky odkryła, że z bycia
szczęśliwym wynikają wymierne korzyści. Poczucie szczęścia sprawia, że
ludzie stają się bardziej towarzyscy i skłonni pomagać innym; poprawia
ich samoocenę i stosunek do otoczenia; zwiększa umiejętności
rozwiązywania konfliktów i wzmacnia system odpornościowy. Ludzie
szczęśliwi tworzą bardziej udane związki, dobrze wiedzie im się w życiu
zawodowym, a do tego żyją dłużej i są zdrowsi.
Wobec takiego stanu rzeczy nie ma nic dziwnego w tym, że każdy chce być
szczęśliwy. Czy jest jakiś sposób na to, by uśmiech nie schodził nam z twarzy? Zadajcie to pytanie przypadkowym osobom, a większość odpowie:
więcej pieniędzy. W kolejnych badaniach majątek nieodmiennie trafia na
sam szczyt listy rzeczy niezbędnych do szczęścia.4 Ale czy
naprawdę można kupić szczęście - a może apetyt na pieniądze prowadzi
wprost do depresji?
Częściowej odpowiedzi na to pytanie udzielają wyniki badania
przeprowadzonego w 1970 roku przez Philipa Brickmana i jego kolegów z Uniwersytetu Northwestern.5 Zamiarem Brickmana było
dowiedzieć się, co dzieje się z poczuciem szczęścia u osób, których
marzenia o bogactwie się spełniają. Czy zamożność rzeczywiście przynosi
długotrwałą satysfakcję, czy może początkowa euforia szybko blaknie, w miarę jak przyzwyczajamy się do uzyskanej fortuny? Brickman nawiązał
kontakt z ludźmi, którzy wygrali większe sumy w stanowej loterii w Illinois, w tym z kilkoma osobami, które wygrały milion dolarów. W grupie kontrolnej znaleźli się mieszkańcy Illinois przypadkowo wybrani z książki telefonicznej. Każdy uczestnik badania miał ocenić, jak bardzo
jest szczęśliwy w danym momencie, oraz przewidzieć, jak szczęśliwy
będzie w przyszłości. Ludzie ci zostali też poproszeni o określenie, jak
wiele radości sprawiają im drobne codzienne przyjemności: rozmowy ze
znajomymi, zasłyszany śmieszny dowcip, otrzymany komplement. Wyniki
badania są zaskakujące i wiele mówią o zależności między szczęściem a bogactwem.
Wbrew powszechnemu przekonaniu osoby, które wygrały na loterii, nie były
ani mniej, ani bardziej szczęśliwe niż uczestnicy badania z grupy
kontrolnej. Między obiema grupami nie zauważono także statystycznie
istotnej różnicy w kwestii tego, jak ich członkowie przewidywali własne
szczęście w przyszłości. Ujawniła się tylko jedna rozbieżność: w porównaniu do grupy kontrolnej ludzie, którzy wygrali na loterii, o wiele mniej cieszyli się drobnymi przyjemnościami codziennego życia.
Ponieważ wygrywanie na loterii jest dość rzadko spotykaną formą
zapewnienia sobie dobrej pozycji finansowej, psychologowie zbadali także
relację między szczęściem a dochodami wśród osób, które zapracowały na
swój majątek.
Pewien projekt badawczy polegał na ankietowaniu mieszkańców wielu
państw, którzy określali swoje poczucie szczęścia (zazwyczaj przy użyciu
standardowej dziesięciostopniowej skali, od "bardzo nieszczęśliwy" do
"bardzo szczęśliwy"), a następnie korelowaniu wyników z produktem
narodowym brutto (PKB) danego kraju.6 Wyniki pokazują, że ludzie
żyjący w bardzo biednych krajach nie są tak szczęśliwi jak mieszkańcy
krajów bogatych, ale te różnice zanikają, gdy dane państwo osiągnie
pewien - dość skromny zresztą - poziom PKB. Badania zależności pomiędzy
wysokością pensji a szczęściem dają podobne rezultaty. Jeśli tylko
ludzie mogą pozwolić sobie na rzeczy niezbędne do życia, wzrost
zamożności nie wpływa na zwiększenie ich poczucia szczęścia.
Dlaczego tak jest? Po części dlatego, że bardzo szybko przyzwyczajamy
się do tego, co posiadamy. Kupno większego domu czy nowego samochodu
przynosi krótkotrwały wzrost zadowolenia, ale nowe nabytki powszednieją
i wracamy do poprzedniego stanu ducha. Psycholog David Myers stwierdził:
"Dzięki naszej zdolności przyzwyczajania się do sławy i pieniędzy
wczorajsze luksusy dzisiaj stają się zwyczajne, a jutro -
przestarzałe"7. Jeżeli zatem szczęścia nie da się kupić za
pieniądze, co możemy zrobić, aby je osiągnąć?
Zła wiadomość jest taka, że około 50 procent naszego ogólnego stanu
zadowolenia jest zdeterminowane genetycznie i nie możemy tutaj niczego
zmienić.8 Trochę lepsza wiadomość jest taka, że kolejne 10
procent zależy od uwarunkowań społecznych (takich jak wykształcenie,
dochody, stan cywilny i tak dalej), na które mamy ograniczony wpływ. Ale
najlepsza wiadomość brzmi: pozostałe 40 procent pozostaje w ścisłym
związku z naszym codziennym zachowaniem oraz sposobem myślenia o sobie i innych. Gdy będziemy świadomi paru rzeczy, będziemy potrafili dokonać w tym zakresie szybkich zmian, które przysporzą nam szczęścia w ciągu
zaledwie kilku sekund.
Problem w tym, że rady, jakie można znaleźć w poradnikach i na kursach
rozwoju osobistego, są często sprzeczne z ustaleniami nauki. Weźmy na
przykład moc pozytywnego myślenia. Czy droga do szczęścia rzeczywiście
miałaby polegać na wypieraniu negatywnych myśli? Naukowe badania
dowodzą, że takie postępowanie, zamiast pomagać, może raczej pogarszać
nasze samopoczucie.
W połowie lat osiemdziesiątych Daniel Wegner, psycholog z Harvardu,
trafił na następujący cytat z Dostojewskiego: "Spróbuj nie myśleć o niedźwiedziu polarnym, a wkrótce się przekonasz, że przeklęte zwierzę co
chwila przychodzi ci do głowy". Wegner zdecydował się przeprowadzić
prosty eksperyment i sprawdzić, czy Dostojewski miał rację. Zebrał grupę
ochotników, z których każdego posadzono w oddzielnym pomieszczeniu i poproszono, by myślał, o czym tylko chce, z
wyjątkiem niedźwiedzia polarnego. Badani
mieli też przyciskać dzwonek za każdym razem, gdy tylko zakazany
niedźwiedź przyszedł im do głowy. Za chwilę rozległa się kakofonia
dzwonków, dowodząc, że Dostojewski się nie mylił - próbując wyprzeć coś
ze świadomości, niechcący obsesyjnie skupiamy się na myślach, których
chcielibyśmy uniknąć.
Eksperyment Jennifer Borton i Elizabeth Casey z Hamilton College w Nowym
Jorku pokazał, jak ten mechanizm wpływa na nasze życie, i udowodnił jego
ogromne znaczenie dla naszego nastroju i samooceny.9 Borton i Casey poprosiły badanych, by opisali najbardziej przygnębiające myśli na
własny temat, a następnie połowa grupy przez kolejne jedenaście dni
miała starać się o tych myślach zapomnieć, pozostali zaś uczestnicy
mieli nie robić nic szczególnego. Na koniec dnia każdy z badanych
określał, w jakim stopniu koncentrował się na negatywnych myślach, i oceniał swój nastrój, poziom zestresowania oraz poczucie własnej
wartości. Rezultaty były zbliżone do wyników eksperymentu Wegnera z białym niedźwiedziem: osoby starające się nie dopuszczać do siebie złych
myśli poświęcały im więcej czasu. W porównaniu z drugą grupą uczestnicy
"wypierający" oceniali siebie samych także jako bardziej zestresowanych,
bardziej przygnębionych i mających mniejsze poczucie własnej wartości.
Ponad dwadzieścia lat badań naukowych wykazało, że to paradoksalne
zjawisko funkcjonuje w wielu dziedzinach życia: na przykład proszenie
ludzi będących na diecie, by nie myśleli o czekoladzie, powoduje, że
zjadają jej więcej, albo proszenie obywateli, by nie głosowali na
idiotów, kończy się wybraniem George'a Busha na prezydenta.10
Jeżeli wypieranie negatywnych myśli nie działa, to co właściwie działa?
Można zająć się czymś: spędzać więcej czasu z rodziną, iść na przyjęcie,
bardziej zaangażować się w pracę, znaleźć nowe hobby. Choć takie
postępowanie może poprawić nastrój na jakiś czas, najprawdopodobniej nie
zapewni nam długotrwałego zadowolenia. Nauka pokazuje, że aby je
osiągnąć, musimy się nauczyć, jak używać ołówka, jak prowadzić dziennik,
jak spełniać dobre uczynki i jak przyjąć postawę pełną wdzięczności.
Dziennik doskonały
Każdy z nas w trakcie swojego życia doświadcza rzeczy nieprzyjemnych i przynoszących cierpienie, takich jak zerwanie z ukochaną osobą, śmierć
kogoś bliskiego, zwolnienie z pracy - albo, gdy los nam nie sprzyja,
wszystkich tych nieszczęść naraz. Zdrowy rozsądek i różne szkoły
psychoterapii podpowiadają, że najlepiej jest podzielić się bólem z innymi. Zwolennicy teorii "problem, którym się podzielisz, zmniejsza się
o połowę" uważają, że opowiadanie o swoich uczuciach przynosi ulgę,
pozwala nam pozbyć się negatywnych emocji i iść dalej. To ładny pomysł i intuicyjnie łatwy do zaakceptowania. Badania dowodzą, że 90 procent
ludzi wierzy, iż rozmowa o traumatycznym przeżyciu pomaga uśmierzyć
ból.11 Czy to na pewno prawda?
Żeby to sprawdzić, Emmanuelle Zech i Bernard Rimé z belgijskiego
Katolickiego Uniwersytetu w Louvain przeprowadzili ważne i ciekawe
badanie.12 Jego uczestnicy mieli wybrać jakieś nieprzyjemne
doświadczenie ze swojej przeszłości, przy czym poproszono ich, żeby było
to "najbardziej przygnębiające przeżycie, jakiego doznali, do którego
nadal wracają myślami i o którym chcieliby porozmawiać". Śmierć, rozwód,
choroba, przemoc - chodziło o poważne sprawy. Następnie jedna grupa
badanych została zaproszona do długiej rozmowy na ten temat z przyjaźnie
nastawionym badaczem, podczas gdy druga grupa odbyła rozmowy dotyczące
rzeczy zwyczajnych - typowego dnia. Po tygodniu, a potem znowu po dwóch
miesiącach uczestnicy eksperymentu powrócili do pracowni, by wypełnić
ankiety oceniające ich emocjonalne samopoczucie.
Ci, którzy rozmawiali o bolesnym wydarzeniu ze swojego życia, uważali,
że ta rozmowa im pomogła. Tymczasem ich odpowiedzi w różnych
kwestionariuszach dowodziły, że było inaczej: okazało się, że nie miała
ona żadnego znaczenia. Badani sądzili, że opowiadanie o negatywnych
uczuciach dobrze im robi, ale biorąc pod uwagę to, jak dawali sobie
radę, mogliby równie dobrze rozmawiać o sprawach dnia codziennego.
Jeżeli więc stratą czasu jest zwierzanie się ze swojego cierpienia
współczującemu, ale niewykwalifikowanemu słuchaczowi, co możemy zrobić,
by naprawdę złagodzić ból doznany w przeszłości? Jak widzieliśmy
wcześniej, tłumienie negatywnych myśli bywa równie
nieskuteczne.13 Zamiast tego pomocne może być "pisanie
ekspresywne".
W kilku projektach badawczych ludzie, którzy doświadczyli niegdyś
bolesnego przeżycia, prowadzili dziennik, w którym przez kilka minut
dziennie opisywali swoje myśli i emocje dotyczące tego właśnie
wydarzenia.14 Na przykład w jednym z eksperymentów
uczestnicy, którzy właśnie zostali zwolnieni z pracy, pisali, co myślą i czują w związku z utratą pracy i jak zwolnienie wpłynęło na ich życie
zawodowe i prywatne.15 Chociaż te ćwiczenia w pisaniu były
krótkie i proste, wyniki badań ujawniły, że u prowadzących dziennik
nastąpiła wyraźna poprawa samopoczucia fizycznego i psychicznego: ich
problemy zdrowotne się zmniejszyły, mieli wyższą samoocenę i czuli się
szczęśliwsi. Dało to psychologom do myślenia. Dlaczego mówienie o bolesnych doświadczeniach nie przynosi większych efektów, ale pisanie o nich daje tak duże korzyści?
Z psychologicznego punktu widzenia pisanie i mówienie to czynności
całkowicie odmienne. Wypowiedź ustna może być bezładna, pozbawiona
struktury, nawet chaotyczna. Za to pisanie wymaga stworzenia porządku
opowiadania, który pomaga ludziom zrozumieć, co ich spotkało, i znaleźć
rozwiązanie problemu. Podsumowując: mówienie może potęgować poczucie
zagubienia, podczas gdy pisanie wymusza przyjęcie bardziej
systematycznego i konkretnego sposobu myślenia.
Takie postępowanie może więc pomóc tym, którzy przeżyli w życiu naprawdę
ciężkie chwile, ale czy może również pomóc w zwyczajnym osiągnięciu
szczęścia? Wyniki trzech projektów badawczych dowodzą, że jak
najbardziej tak.
Postawa wdzięczności
Po pierwsze, spójrzmy na zjawisko wdzięczności. Postawcie jakąś osobę
wobec ciągłego dźwięku, obrazu bądź zapachu, a zaobserwujecie
interesujące zjawisko: coraz bardziej się do niego przyzwyczaja, aż w końcu całkowicie znika on z jej świadomości. Na przykład po wejściu do
pomieszczenia, w którym unosi się zapach świeżego chleba, od razu go
zauważamy. Jednak po paru minutach zapach jakby się ulatnia, a jedynym
sposobem, by go poczuć, jest wyjście z pomieszczenia i wejście tam po
chwili ponownie. Dotyczy to wielu dziedzin naszego życia, także poczucia
szczęścia. Każdy ma jakieś powody do zadowolenia - może kochającego
partnera u boku, zdrowie, udane dzieci, ciekawą pracę, przyjaciół,
zainteresowania, troskliwych rodziców, dach nad głową, czystą wodę do
picia, płytę Johna Zorna z autografem albo wystarczającą ilość
pożywienia dla siebie i rodziny. Z upływem czasu jednak przyzwyczajamy
się do tego, co mamy, i podobnie jak zapach świeżego chleba, szczęście
ulatnia się z naszej świadomości. Jak mówi stare porzekadło: nie wiesz,
co posiadasz, dopóki tego nie stracisz.
Psychologowie Robert Emmons i Michael McCullough sprawdzili, co dzieje
się z poczuciem szczęścia u osób, które wykonają umysłowe ćwiczenie
odpowiadające wychodzeniu i powrotowi do pokoju pachnącego chlebem -
zbadali rezultaty przypominania ludziom o dobrych rzeczach stale
obecnych w ich codziennym życiu.16 Badani, podzieleni na trzy
grupy, zostali poproszeni o poświęcenie co tydzień pewnej ilości czasu
na pisanie. Pierwsza grupa wymieniała pięć rzeczy, za które byli
wdzięczni losowi, druga - pięć rzeczy, które ich złościły, a trzecia -
pięć wydarzeń minionego tygodnia. "Wdzięczni" pisali o zachodach słońca
i dobroci przyjaciół; "rozzłoszczeni" o podatkach i kłócących się
dzieciach; "zwyczajni" o robieniu śniadania i dojazdach do pracy. Wyniki
były zaskakujące. W porównaniu z grupą drugą i trzecią "wdzięczni"
okazali się szczęśliwsi, bardziej optymistyczni, zdrowsi, a nawet
uprawiali więcej ćwiczeń fizycznych.
Twoje idealne "ja"
Wyrażanie wdzięczności jest tylko jednym z wielu sposobów "pisania
sobie" szczęścia. Istnieje także koncepcja przywoływania własnego
idealnego "ja". We wstępie do tej książki zauważyłem, jak wiele badań
dowodzi, że wyobrażanie sobie wspaniałej przyszłości nie zwiększy
naszych szans na realizację marzeń. Inne badania pokazują jednak, że
tego typu wizualizacje mogą z powodzeniem poprawiać nam humor. W klasycznym eksperymencie przeprowadzonym przez Laurę King z Southern
Methodist University jedna grupa uczestników przez cztery kolejne dni
poświęcała parę minut dziennie na opisywanie swojej wymarzonej
przyszłości. Poproszono ich, by myśleli realistycznie, ale wyobrazili
sobie, że wszystkie ich zamierzenia i przedsięwzięcia się powiodły i że
osiągnęli wszystkie swoje cele. W innej grupie badani mieli wyobrazić
sobie jakieś nieszczęście, które ich spotyka, a trzecia grupa pisała po
prostu o codziennych planach i czynnościach. Wyniki pokazały, że ci,
którzy opisywali swoją wymarzoną przyszłość, byli znacznie szczęśliwsi
niż pozostali uczestnicy.17 W dalszej części eksperymentu
King wraz ze współpracownikiem powtórzyła badanie, tym razem prosząc
uczestników o opisanie najwspanialszego wydarzenia w ich życiu.18
Trzy miesiące później okazało się, że w porównaniu z grupą kontrolną
ludzie przeżywający na nowo szczęśliwe chwile byli wyraźnie szczęśliwsi.
Pisanie o emocjach
Inne jeszcze badania skoncentrowały się na pomyśle "pisania o emocjach".
Dla nikogo nie będzie odkryciem fakt, że dobry, pełen miłości związek
jest korzystny dla ludzkiego zdrowia psychicznego i fizycznego. Co
jednak konkretnie nas uszczęśliwia: otrzymywanie czy dawanie miłości, a może jedno i drugie łącznie? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, Kory
Floyd i jego koledzy z Uniwersytetu Stanowego Arizony poprosili
ochotników, by pomyśleli o kimś, kogo kochają, a następnie przed
dwadzieścia minut opisali, dlaczego ta osoba tyle dla nich znaczy (w tym
czasie uczestnicy grupy kontrolnej pisali o wydarzeniach minionego
tygodnia). Każda grupa powtarzała swoje zadanie trzy razy w ciągu pięciu
tygodni. Po raz kolejny okazało się, że to proste ćwiczenie przyniosło
spektakularne rezultaty: ochotnicy, którzy pisali o ukochanej osobie,
byli znacznie szczęśliwsi, mniej zestresowani i nawet znacząco spadł im
poziom cholesterolu we krwi.19
W skrócie - jeśli szukamy dobrego środka na codzienną szczęśliwość,
pewne rodzaje pisania mogą przynieść szybkie i widoczne efekty.
Skuteczność pisemnego wyrażania wdzięczności, wyobrażania sobie idealnej
przyszłości i definiowania swoich uczuć została naukowo udowodniona, a potrzeba do nich tylko długopisu, papieru i trochę czasu.
W 59 sekund albo mniej
W 59 SEKUND ALBO MNIEJ
Żeby pomóc wam wprowadzić pisanie do waszego życia, zestawiłem tutaj
wzór dość nietypowego pamiętnika. Zamiast rozważać wydarzenia z przeszłości, ten pamiętnik da wam okazję pisania o rzeczach, które mogą
rozjaśnić przyszłość. Pamiętnik należy pisać przez pięć dni w tygodniu,
przy czym każdy zapis nie powinien zabierać więcej niż kilka minut.
Piszcie przez tydzień. Wyniki badań pokazują, że szybko zauważycie
poprawę nastroju, która może się utrzymywać nawet przez kilka
miesięcy.20 Jeśli stwierdzicie, że zaczyna zanikać, po prostu
powtórzcie ćwiczenie od nowa.
Poniedziałek: Podziękowania
Wiele jest rzeczy w twoim życiu, za które można być wdzięcznym. Na
przykład posiadanie bliskich przyjaciół, udany związek, kochająca
rodzina, zdrowie, dach nad głową czy jedzenie do syta. Albo dobra praca,
szczęśliwe wspomnienia, jakieś zwyczajne, miłe wydarzenia - pójście na
dobrą kawę, uśmiech nieznajomego, radość psa, gdy wracasz do domu, dobry
obiad, obejrzenie pięknego widoku. Pomyśl i wynotuj trzy takie rzeczy:
1. ..................
2. ..................
3. ..................
Wtorek: Cudowna chwila
Pomyśl o najpiękniejszych momentach swojego życia. Może o jakiejś
wielkiej satysfakcji, o chwilach zakochania, o wspaniałym koncercie albo
przedstawieniu, o udanych wyjściach z przyjaciółmi. Wybierz jeden z nich
i wyobraź sobie siebie samego w tamtym momencie; jak się czułeś i co
działo się dookoła. W ciągu paru minut opisz to doświadczenie i swoje
emocje z nim związane. Nie przejmuj się ortografią i przecinkami, po
prostu zapisz swoje myśli.
Środa: Wymarzona przyszłość
Poświęć kilka chwil na opisanie swojego życia w przyszłości. Wyobraź
sobie, że udało ci się zrealizować wszystkie plany. Myśl realistycznie,
ale załóż, że ciężko pracowałeś i osiągnąłeś to, czego pragniesz.
Wyobraź sobie, że stałeś się osobą, którą zawsze chciałeś być, a twoje
życie zawodowe i osobiste to spełnione marzenia. Nie pomoże ci to w rzeczywistym osiągnięciu twoich celów, ale poprawi nastrój.
Czwartek: Kochany/Kochana...
Pomyśl o kimś w twoim życiu, kto jest dla ciebie bardzo ważny. Może to
być twój partner życiowy, bliski przyjaciel albo członek rodziny.
Wyobraź sobie, że masz jedyną szansę, by powiedzieć tej osobie, jak
bardzo jest ci bliska. Napisz krótki list do niej, wyznając swoje
uczucia i opisując, jak wiele dla ciebie znaczy.
Piątek: Coś miłego
Przypomnij sobie wydarzenia minionego tygodnia i zanotuj trzy rzeczy,
które naprawdę ci się udały. Mogą to być drobiazgi, takie jak
znalezienie dobrego miejsca do zaparkowania samochodu, albo sprawy
bardziej istotne, na przykład ciekawa oferta pracy czy jakaś pomyślna
życiowa okoliczność.
Potęga zakupów
Znienacka przypomina ci się teoria o uszczęśliwiającej mocy zakupów i za
chwilę jedziesz do najbliższego sklepu z butami albo ze sprzętem
elektronicznym, z przekonaniem, że zakupione towary rozjaśnią twoje
życie. Czy na pewno tak się stanie? Czy naprawdę będziesz się czuć
lepiej, kupiwszy kolejną parę butów albo najnowszy odtwarzacz mp3? A nawet jeśli tak, to jak długo potrwa ta szczęśliwość? Wyniki niedawno
przeprowadzonych badań dają jednoznaczne odpowiedzi na wszystkie te
pytania. Co bardziej istotne, ujawniają też najskuteczniejsze sposoby
wydawania pieniędzy w celu osiągnięcia zadowolenia.
Badania przeprowadzone przez psychologów Leafa Van Bovena i Thomasa
Gilovicha miały na celu sprawdzenie, czy próbując kupić trochę
szczęścia, lepiej nabyć jakieś dobra konsumpcyjne (modne ubranie albo
szpanerski telefon) czy zapłacić za przeżycie czegoś (wyjście do
restauracji, na koncert, wyjazd na wakacje). W jednym badaniu para
naukowców przeprowadziła narodową ankietę, w której respondenci
opisywali rzecz bądź doświadczenie, za które zapłacili, żeby poprawić
sobie nastrój, a następnie mieli ocenić, w jakim stopniu ten wydatek
faktycznie ich uszczęśliwił. W innym eksperymencie badacze losowo
podzielili uczestników na dwie grupy i poprosili pierwszą z nich o przypomnienie sobie ostatnio kupionego przedmiotu, drugą zaś - o opisanie wrażeń związanych z jakimś niedawnym doświadczeniem, za które
musieli zapłacić (na przykład wycieczką z biura podróży). Następnie
badani oceniali swój nastrój w dwóch skalach: jednej obejmującej zakres
od -4 (zły nastrój) do +4 (dobry), a drugiej od -4 (smutny) do +4
(szczęśliwy). Rezultaty obydwu eksperymentów pokazały, że jeśli chodzi o satysfakcję długo- i krótkoterminową, wydawanie pieniędzy na nowe
doświadczenia uszczęśliwia ludzi bardziej niż kupowanie
przedmiotów.21
Dlaczego? Wspomnienia przeżytych przez nas zdarzeń z upływem czasu
pięknieją (wyrzucamy z pamięci koszmarną podróż i zostawiamy tylko
wspaniałe chwile relaksu na plaży), za to kupione przez nas rzeczy z czasem przestają się nam podobać, robią się zużyte i przestarzałe. Do
tego nowe doświadczenia zwykle wiążą się z jednym z najbardziej
uszczęśliwiających zachowań - spędzaniem czasu w towarzystwie.
Spotykanie się z ludźmi może być częścią samego doświadczenia albo może
mieć miejsce później, gdy opowiadamy innym o tym, co przeżyliśmy.
Tymczasem kupienie czegoś modnego i drogiego potrafi izolować nas od
znajomych i członków rodziny, którzy mogą nam zazdrościć nowego nabytku.
Przedkładanie doświadczeń nad przedmioty to tylko część zagadnienia
kupowania szczęścia za pieniądze. Czas na szybką ankietę.22
Przeczytaj dziesięć poniższych zdań i przypisz do każdego ocenę zależną
od tego, w jakim stopniu każde z nich dotyczy ciebie. Nie zastanawiaj
się zbyt długo, odpowiadaj uczciwie i żadnego zerkania na odpowiedzi!
Ocena:
od 1 = całkowicie się nie zgadzam do 5 = całkowicie się zgadzam
1. Imponują mi ludzie, którzy posiadają drogie domy i samochody.
1 2 3 4 5
2. Oceniam swoje życiowe powodzenie według tego, co kupuję.
1 2 3 4 5
3. Lubię kupować rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuję.
1 2 3 4 5
4. Lubię mieć wokół siebie kosztowne przedmioty.
1 2 3 4 5
5. Wydaje mi się, że moje życie byłoby szczęśliwsze, gdybym rzeczy.
1 2 3 4 5
6. Czasem dokucza mi fakt, że nie mogę sobie pozwolić na różne luksusowe rzeczy.
1 2 3 4 5
7. Kupowanie drogich przedmiotów sprawia, że czuję się lepiej sam ze sobą.
1 2 3 4 5
8. Wydaje mi się, że przywiązuję większą wagę do tego, co posiadam, niż moi przyjaciele i rodzina.
1 2 3 4 5
9. Chętnie płacę więcej za rzeczy markowe.
1 2 3 4 5
10. Lubię posiadać przedmioty, które robią wrażenie na innych ludziach.
1 2 3 4 5
Teraz dodaj swoje oceny. Pomiędzy 10 a 20 to poziom niski, 21-39 to
poziom średni, a 40-50 to poziom wysoki.
O co chodzi? Łatwo zgadnąć, że ankieta mierzy nasz poziom materializmu.
Osoby, które otrzymały dużą liczbę punktów, mają tendencję, by
przywiązywać wielką wagę do kupowania i posiadania rzeczy, często widzą
kupione przedmioty jako niezbędne do szczęścia i oceniają własne
powodzenie życiowe oraz powodzenie innych ludzi na podstawie tego, co
posiadają. Za to osoby, które uzyskały małą liczbę punktów, bardziej niż
posiadane przedmioty cenią doświadczenia i związki z innymi ludźmi.
Tymi, którzy są pośrodku, jak zwykle mało kto się interesuje.
Naukowcy poświęcili masę czasu na analizowanie relacji między wynikami
podobnych ankiet a poczuciem szczęścia u ankietowanych.23
Wnioski nie pozostawiają wątpliwości: duża liczba punktów wiąże się z poczuciem nieszczęścia i brakiem życiowej satysfakcji. Oczywiście
zdarzają się wyjątki, zatem nawet jeśli masz powyżej 40 punktów, wciąż
możesz być jednym ze szczęściarzy, którzy potwierdzają regułę. (Nie
zapominajmy przy tym, iż badania wykazują również, że gdy uzyskujemy
niepomyślne wyniki testów, bardzo szybko potrafimy wmówić sobie, że
właśnie jesteśmy wyjątkiem).
Jakie jest wyjaśnienie tego związku nieszczęścia i materializmu? Może
chodzi o obciążenie finansowe wynikające z konieczności ciągłego
kupowania coraz to nowych rzeczy? Problem nie leży jednak tylko w samym
wydawaniu pieniędzy. Chodzi o to, na co je wydajemy. Materialiści są
zazwyczaj egocentryczni. Badania pokazują, że gdyby podarować im
hipotetyczne sto tysięcy, wydadzą średnio trzy razy więcej na siebie niż
na innych. Również w ankietach sprawdzających zaangażowanie w związki z ludźmi (ocenianie twierdzeń typu: "lubię przyjmować gości", "często
pożyczam coś przyjaciołom") uzyskują słabe wyniki. Jak dowodzą prace
Elizabeth Dunn z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, może to mieć fatalny
wpływ na szczęście.
Dunn wraz z kolegami przeprowadziła serię badań nad relacjami między
dochodami, wydawaniem pieniędzy i szczęściem. W jednym sondażu
poproszono uczestników, by ocenili swoje zadowolenie z życia, podali
wysokość dochodów oraz wyszczególnili sumy wydawane na prezenty kupowane
sobie, prezenty dla innych i darowizny na cele dobroczynne. Inne badanie
miało na celu określenie poczucia szczęścia i sposobów wydawania
pieniędzy u pracowników przed otrzymaniem premii wynoszącej od trzech do
ośmiu tysięcy dolarów i po niej. Za każdym razem wyniki pokazywały to
samo: ludzie, którzy wydawali więcej swoich pieniędzy na innych, byli
znacznie szczęśliwsi niż ci, którzy wydawali więcej na zaspokajanie
własnych potrzeb.24
Jakiś sceptyczny materialista mógłby odpowiedzieć, że naukowcy pomylili
przyczyny ze skutkami i być może jest na odwrót: to nie obdarowywanie
innych daje szczęście, tylko ludzie szczęśliwi częściej robią innym
prezenty. To ciekawe spostrzeżenie i taką możliwość również zbadała Dunn
wraz z zespołem, projektując inteligentny eksperyment. Jego uczestnicy
dostali koperty zawierające pięć albo dwadzieścia dolarów, a następnie
poproszono ich, by wydali otrzymane pieniądze przed godziną siedemnastą
tego samego dnia. Losowo przydzielono ich do dwóch grup. Członkowie
pierwszej grupy mieli wydać wszystko na własne zachcianki (na przykład
kupić sobie jakąś ładną rzecz), podczas gdy członkowie drugiej mieli
kupić coś dla kogoś innego (na przykład prezent dla bliskiej osoby).
Wyniki nie potwierdziły tezy "szczęśliwi obdarowują". Okazało się, że
uczestnicy eksperymentu, którzy kupowali prezenty dla innych, czuli się
po jego zakończeniu znacznie szczęśliwsi niż ci, którzy wydali pieniądze
na siebie.
Dlaczego tak jest? Przyczyna, jak się wydaje, jest głęboko zakorzeniona
w naszych umysłach. Neuroekonomista William Harbaugh wraz z kolegami z Uniwersytetu Stanu Oregon rozdał ochotnikom po sto dolarów na wirtualnym
koncie bankowym i rozpoczął monitorowanie pracy ich mózgów za pomocą
tomografu. Następnie uczestnicy eksperymentu zobaczyli, jak część ich
pieniędzy zostaje przekazana w postaci obowiązkowego podatku na rzecz
fundacji charytatywnej, po czym zapytano ich, czy chcą podarować jakąś
część pozostałej kwoty także na cel dobroczynny. Badania tomograficzne
ujawniły, że podczas gdy badani widzieli, jak ich pieniądze przekazywane
są potrzebującym, dwa ewolucyjnie stare obszary mózgu - jądro ogoniaste
i jądro półleżące - były szczególnie aktywne, przy czym aktywność ta
wyraźnie wzrastała, gdy badani przekazywali pieniądze
dobrowolnie.25 Te dwa rejony mózgu aktywizują się, gdy
zaspokajamy nasze podstawowe potrzeby: jemy coś smacznego albo słyszymy
komplement, co sugeruje istnienie bezpośredniego neurologicznego związku
między pomaganiem innym a odczuwaniem szczęścia. Jeśli więc chcesz kupić
trochę szczęścia, pomóż sobie, pomagając innym. Oddziałuje to
bezpośrednio na mózg, który wytwarza poczucie zadowolenia.
Oczywiście wiele osób może powiedzieć, że nie posiadają one
wystarczająco dużo pieniędzy, by kogoś obdarować. Jest na to rada. Kilka
lat temu Sonja Lyubomirsky wraz z kolegami poprosiła grupę badanych, by
przez okres sześciu tygodni spełniali po pięć dobrych uczynków
tygodniowo. Chodziło o proste rzeczy, takie jak napisanie listu z podziękowaniami, honorowe oddanie krwi albo pomoc komuś bliskiemu.
Niektórzy uczestnicy robili po jednej dobrej rzeczy dziennie, inni
spełniali wszystkie pięć dobrych uczynków jednego dnia. Ci pierwsi byli
na koniec nieco szczęśliwsi, za to ci drudzy - którzy dokonywali pięciu
dobrych rzeczy na raz - byli szczęśliwsi aż o niewiarygodne 40
procent.26
Skąd się bierze
materializm
Dlaczego ludzie stają się materialistami? Czy żądza posiadania to część
ich osobowości, wynik doświadczeń z dzieciństwa czy może późniejszych
przeżyć? Psycholożki Lan Nguyen Chaplin i Deborah Roedder John twierdzą,
że materializm zaczyna się we wczesnym dzieciństwie i bierze się głównie
z niskiej samooceny.27
W ich dwuczęściowym eksperymencie najpierw dzieci w wieku od ośmiu do
osiemnastu lat wypełniały standardową ankietę dotyczącą samooceny
(ustosunkowując się do zdań takich jak na przykład: "jestem zadowolony/a ze swojego wyglądu"). Następnie dzieci otrzymały tablice, na których
znajdowało się dużo obrazków odnoszących się do pięciu dziedzin: hobby
(jak deskorolka, kemping), sport (rugby, siatkówka), przedmioty, które
można posiadać (nowe buty, własny komputer), ludzie (przyjaciele,
nauczyciele) i osiągnięcia (dobre stopnie, gra na instrumencie). Za
pomocą obrazków tworzyły na tablicach kompozycję zatytułowaną "Co czyni
mnie szczęśliwym". Na podstawie tego, ilu obrazków przedstawiających
przedmioty każde z nich użyło w swojej kompozycji, badaczki oceniły
poziom materializmu u dzieci. Wyniki ujawniły wyraźną korelację między
samooceną a materializmem - dzieci o niskiej samoocenie okazały się
nastawione znacznie bardziej materialistycznie niż pozostałe. Co jednak
jest przyczyną, a co skutkiem? Może to materializm obniża samoocenę?
Żeby to sprawdzić, badaczki zaaranżowały kolejny eksperyment, w którym
dzieci pisały o sobie nawzajem różne miłe rzeczy, po czym każde dostało
kartkę z pochwałami. Otrzymany zbiór "miłych rzeczy o mnie" znacznie
podwyższył samoocenę dzieci i następnie spowodował, że użyły o połowę
mniej "materialistycznych" obrazków przy tworzeniu kompozycji "Co czyni
mnie szczęśliwym". Te badania stanowią przekonujący dowód na to, że
niska samoocena pociąga za sobą materializm i że ów proces zaczyna się
już w dzieciństwie. Pokazują też, że potrzeba jedynie kilku chwil i kartki papieru, żeby zmienić sposób, w jaki ludzie o sobie myślą i jak
się zachowują.
W 59 sekund albo mniej
W 59 SEKUND ALBO MNIEJ
Kupuj doświadczenia, nie przedmioty. Chcesz
kupić trochę szczęścia? Wydaj swoje ciężko zarobione pieniądze na
możliwość doświadczenia czegoś nowego. Wyjdź na kolację. Idź na koncert,
do teatru albo do kina. Jedź na wakacje. Zapisz się na kurs tanga
argentyńskiego. Wybierz się na spływ kajakowy. Skocz na bungee. Zrób
cokolwiek, z czym wiąże się przebywanie w towarzystwie, a potem jeszcze
opowiedz znajomym o swoich doświadczeniach. Jeśli chodzi o szczęście,
pamiętaj, że to przeżycia najbardziej się opłacają.
Lepiej jest dawać niż brać. Długotrwałe
uczucie zadowolenia to coś więcej niż wymachiwanie wiosłem czy lot w stronę ziemi ze sznurkiem przywiązanym do nogi. Zapytajmy ludzi, czy
będą szczęśliwsi, gdy wydadzą pieniądze na własne potrzeby, czy kiedy
wydadzą je na potrzeby innych, a większość odpowie: "własne". Nauka
pokazuje, że prawda jest inna - ludzie są znacznie szczęśliwsi, gdy coś
komuś podarują. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie musisz
przekazywać połowy pensji na cele charytatywne oraz prezenty dla rodziny
i przyjaciół, bo nawet najdrobniejsze podarki mogą szybko i długotrwale
podnieść poczucie szczęścia. Parę złotych wydanych na kogoś może być
jedną z twoich najlepszych życiowych inwestycji. A jeśli naprawdę nie
stać cię na prezenty i wspomaganie innych, pamiętaj, że także spełnienie
pięciu dobrych uczynków jednego dnia sprawi, że poczujesz się
szczęśliwszy.
Szczęście w ołówku
Ludzie doświadczający różnych emocji zachowują się przewidywalnie.
Płaczą, kiedy są smutni, śmieją się, kiedy jest im wesoło, a kiedy się z kimś zgadzają, kiwają głowami. Wszystko jasne, ale teraz coś dziwnego:
według ustaleń dziedziny znanej jako psychologia proprioceptywna ten sam
proces zachodzi w odwrotną stronę - jeżeli ludzie zaczną się zachowywać
w określony sposób, będą odczuwać odpowiednie emocje. Początkowo uznano
tę tezę za wysoce kontrowersyjną, ale została już poparta wieloma
eksperymentami.28
W jednym z nich uczestnicy dodawali szereg liczb. Część osób poproszono,
by przy wykonywaniu zadania zmarszczyły brwi (czy też "ściągnęły mięsień
marszczący brwi", jak to określili badacze), podczas gdy inni mieli
lekko się uśmiechać ("ściągnąć mięsień jarzmowy"). Ta drobna zmiana w wyrazie twarzy miała zaskakujący wpływ na odczucia badanych co do
trudności zadania - w opinii "zmarszczonych" wymagało ono znacznie
większego wysiłku niż w opinii "uśmiechniętych".
W innym eksperymencie uczestnicy mieli koncentrować się na obrazach
różnych przedmiotów przesuwających się po dużym ekranie komputerowym, a następnie ocenić, jak dalece te przedmioty im się podobały. Niektóre
obrazy przesuwały się w linii pionowej (powodując, że badani zmuszeni
byli potakująco kiwać głowami), a inne w linii poziomej (wywołując ruch
przeczącego kręcenia głowami). Wszyscy woleli przedmioty poruszające się
z góry na dół, nieświadomi, że ich mimowolne potakiwanie i przeczenie
odgrywało rolę w podejmowanych decyzjach.29
Dokładnie taki sam mechanizm dotyczy szczęścia. Ludzie uśmiechają się,
bo są zadowoleni, ale też czują się zadowoleni, bo się uśmiechają.
Działa to niezależnie od tego, czy jesteśmy świadomi uśmiechu, czy nie.
W latach osiemdziesiątych XX wieku Fritz Strack i jego współpracownicy
prosili dwie grupy badanych, by ocenili, jak dalece śmieszą ich komiksy
Gary'ego Larsona w dwóch dość dziwacznych okolicznościach. Członkowie
jednej grupy musieli przy tym trzymać w zębach ołówek w taki sposób, by
nie dotykać go wargami, a należący do drugiej grupy musieli trzymać
ołówek samymi wargami, bez brania go w zęby. W ten sposób uczestnicy
eksperymentu nieświadomie przybierali radosny bądź zmartwiony wyraz
twarzy. Wyniki pokazały, że doświadczali także emocji związanych z tymi
minami - "radośni" czuli się lepiej i uznali komiksy za znacznie
śmieszniejsze niż "zmartwieni".30 Inne badania dowiodły, że
tak wywołany dobry nastrój nie znika z chwilą, gdy przestajemy się
uśmiechać. Utrzymuje się przez jakiś czas i wywiera wpływ na nasze
zachowanie, zabarwia życzliwością nasze kontakty z ludźmi i pomaga w pamiętaniu szczęśliwych wydarzeń.31
Wniosek jest prosty: jeśli chcesz poczuć się lepiej, zachowuj się jak
ktoś szczęśliwy.
W 59 sekund albo mniej
W 59 SEKUND ALBO MNIEJ
Uśmiech. Istnieje cała gama "szczęśliwych"
zachowań, które możesz włączyć do swojego codziennego trybu życia.
Przede wszystkim częściej się uśmiechaj. Nie krótkim, powierzchownym
uśmiechem, który zaraz znika z twarzy - naukowcy sugerują, że powinien
on trwać od 15 do 30 sekund. Żeby twój uśmiech był jak najbardziej
przekonujący, wyobraź sobie jakąś sytuację, która normalnie by cię
rozbawiła. Może spotkanie z przyjacielem, dowcip albo to, jak teściowa
odwołała wizytę. Zastanów się nad sygnałem, który przypominałby ci o regularnym uśmiechaniu się. Nastaw budzik albo komputer na odzywanie się
co godzinę lub użyj bardziej przypadkowego sygnału, na przykład
dzwoniącego telefonu.
Wyprostuj się. Twoja postawa jest równie
ważna. W badaniu przeprowadzonym przez Tomi-Ann Roberts z Colorado
College uczestnicy losowo podzieleni na dwie grupy musieli spędzić trzy
minuty albo siedząc z wyprostowanymi plecami, albo zgarbieni. Następnie
wszyscy dostali do rozwiązania zadania matematyczne, po czym oceniali
swój nastrój. Ci, którzy siedzieli prosto, byli znacznie bardziej
zadowoleni niż zgarbieni, a do tego lepiej poszło im z zadaniami. Co
ciekawe, mniej sprawdziło się to w przypadku kobiet, co skłoniło Roberts
do postawienia hipotezy, że siedzenie z wypiętą klatką piersiową mogło
być dla uczestniczek krępujące.32
Zachowuj się, jakbyś był szczęśliwy. Badania, między innymi Petera
Borkenaua z uniwersytetu w Bielefeld, ujawniły, że ludzie szczęśliwi
poruszają się zupełnie inaczej niż ludzie nieszczęśliwi.33
Możemy poczuć się lepiej, zachowując się jak ci, którzy są szczęśliwi.
Spróbuj chodzić swobodnie, wymachując trochę bardziej ramionami i sprężyście stąpając. W trakcie rozmowy gestykuluj, kiwaj potakująco
głową podczas wypowiedzi twojego rozmówcy, ubieraj się kolorowo,
częściej używaj pozytywnie nacechowanych słów (zwłaszcza: "kochać",
"lubić" i "podobać się"), rzadziej mów o sobie ("ja", "mnie"), różnicuj
tonację swojego głosu, mów odrobinę szybciej i mocno ściskaj innym
dłonie na powitanie. Takie zachowanie na co dzień pomoże poprawić ci
nastrój.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. L. Tabak, If Your Goal is Success, Don't Consult the Gurus, "Fast Company", 18 grudnia 2007. [wróć]
2. J. Rodin i J.E. Langer, Long-Term Effects of a Control-Relevant Intervention with the Institutionalized Aged, "Journal of Personal and Social Psychology" 1997, t. 35 (12), s. 897-902. [wróć]
3. S. Lyubomirsky, L.A. King i E. Diener, The Benefits of Frequent Positive Affect: Does Happiness Lead to Success?, "Psychological Bulletin" 2005, t. 131, nr 6, s. 803-855. [wróć]
4. Zob. na przykład: D.G. Myers, The Funds, Friends, and Faith of Happy People, "American Psychologist" 2000, t. 55, s. 56-67. [wróć]
5. P. Brickman, D. Coates i R. Janoff-Bulman, Lottery Winners and Accident Victims: Is Happiness Relative?, "Journal of Personality and Social Psychology" 1978, t. 36, s. 917-927. [wróć]
6. Na podstawie artykułu D.G. Myersa z 2007 roku. Badanie zależności między produktem krajowym brutto a szczęściem opierało się na danych Banku Światowego i badaniach prowadzonych przez World Values Survey w latach 1990-1991. [wróć]
8. S. Lyubomirsky, K.M. Sheldon i D. Schkade, Pursuing Happiness: The Architecture of Sustainable Change, "Review of General Psychology" 2005, t. 9, s. 111-131. Obliczenie genetycznie zaprogramowanej porcji naszego poczucia szczęścia polegało między innymi na badaniu bliźniąt. U bliźniąt jednojajowych kod genetyczny jest identyczny, podczas gdy u bliźniąt dwujajowych - różny; możliwe jest więc określenie genetycznego podłoża szczęścia za pomocą drobiazgowego porównania wyników badań tych dwóch grup. [wróć]
9. J.L.S. Borton i E.C. Casey, Suppression of Negative Self-Referential Thoughts: A Field Study, "Self and Identity" 2006, t. 5, s. 230-246. [wróć]
10. Omówienie tych badań znaleźć można w książce D.M. Wegnera, White Bears and Other Unwanted Thoughts: Suppression, Obsession, and the Psychology of Mental Control, New York 1989. Eksperyment dotyczący czekolady opisany został w: J.A.K. Erskine, Resistance Can Be Futile: Investigating Behavioural Rebound, "Appetite" 2007, t. 50, s. 415-421. Obserwacja dotycząca George'a Busha jest moja własna. [wróć]
11. E. Zech, Is It Really Helpful to Verbalize One's Emotions?, "Gedraf en Gezondheid" 1999, t. 27, s. 42-47. [wróć]
12. E. Zech i B. Rimé, Is Talking About an Emotional Experience Helpful? Effects on Emotional Recovery and Perceived Benefits, "Clinical Psychology and Psychotherapy" 2005, t. 12, s. 270-287. [wróć]
13. S. Lyubomirsky i C. Tkach, The Consequences of Dysphoric Rumination, w: C. Papageorgiou i A. Wells (red.), Rumination: Nature, Theory, and Treatment of Negative Thinking in Depression, Chichester 2003, s. 21-41. [wróć]
14. Podsumowanie tych badań w książce: S.J. Lepore i J.M. Smyth (red.), The Writing Cure: How Expressive Writing Promotes Health and Emotional Well-Being, Washington 2002. [wróć]
15. S. Spera, E. Buhrfeind i J.W. Pennebaker, Expressive Writing and Coping with Job Loss, "Academy of Management Journal" 1994, t. 3, s. 722-733. [wróć]
16. R.A. Emmons i M.E. McCullough, Counting Blessings Versus Burdens: An Experimental Investigation of Gratitude and Subjective Well-Being in Daily Life, "Journal of Personality and Social Psychology" 2003, t. 84, s. 377-389. [wróć]
17. L.A. King, The Health Benefits of Writing About Life Goals, "Personality and Social Psychology Bulletin" 2001, t. 27, s. 798-807. [wróć]
18. C.M. Burton i L.A. King, The Health Benefits of Writing About Intensely Positive Experiences, "Journal of Research in Personality" 2004, t. 38, s. 150-163. [wróć]
19. K. Floyd, A.C. Mikkelson, C. Hesse i P.M. Pauley, Affectionate Writing Reduces Total Cholesterol: Two Randomized, Controlled Trials, "Human Communication Research" 2007, t. 33, s. 119-142. [wróć]
20. M.E.P. Seligman, T. Steen, N. Park i C. Peterson, Positive Psychology Progress: Empirical Validation of Interventions, "American Psychologist" 2005, t. 60, s. 410-421. [wróć]
21. L. Van Boven i T. Gilovich, To Do or To Have: That Is the Question, "Journal of Personality and Social Psychology" 2003, t. 85, s. 1193- 1202. [wróć]
22. Ankieta opracowana na podstawie badań opisanych w: M.L. Richins i S. Dawson, A Consumer Values Orientation for Materialism and Its Measurement: Scale Development and Validation, "Journal of Consumer Research" 1992, t. 19 (3), s. 303-316. [wróć]
24. E.W. Dunn, L.Aknin i M.I. Norton, Spending Money on Others Promotes Happiness, "Science" 2008, t. 319, s. 1687-1688. [wróć]
25. B.T. Harbaugh, U. Mayr i D. Burghart, Neural Responses to Taxation and Voluntary Giving Reveal Motives for Charitable Donations, "Science" 2007, t. 316, s. 1622-1625. [wróć]
26. S. Lyubomirsky, K.M. Sheldon i D. Schkade, Pursuing Happiness: The Architecture of Sustainable Change, dz. cyt. [wróć]
27. L.N. Chaplin i D.R. John, Growing Up in a Material World: Age Differences in Materialism in Children and Adolescents, "Journal of Consumer Research" 2007, t. 34 (4), s. 480-494. [wróć]
28. Przegląd badań w: J.D. Laird, Feelings: The Perception of Self, New York 2007. [wróć]
29. J. Förster, How Body Feedback Influences Consumer's Evaluation of Products, "Journal of Consumer Psychology" 2004, t. 14, s. 415- 425. [wróć]
30. F. Strack, L.L. Martin i S. Stepper, Inhibiting and Facilitating Conditions of the Human Smile: A Nonobtrusive Test of the Facial Feedback Hypothesis, "Journal of Personality and Social Psychology" 1988, t. 54, s. 768-777. [wróć]
31. S. Schnall i J.D. Laird, Keep Smiling: Enduring Effects of Facial Expressions and Postures on Emotional Experience, "Cognition and Emotion" 2003, t. 17, s. 787-797. [wróć]
32. T.A. Roberts i Y. Arefi-Afsha, Not All Who Stand Tall Are Proud: Gender Differences in the Proprioceptive Effects of Upright Posture, "Cognition and Emotion" 2007, t. 21, s. 714-727. [wróć]
33. Ciekawy przegląd tych badań w: S. Gosling, Snoop: What Your Stuff Says About You, London 2008. Wyniki omawiane przeze mnie oparte są na sposobach poruszania się i cechach ujawnianych przez ekstrawertyków, podczas gdy inne badania wykazują silny związek między ekstrawertyzmem a poczuciem szczęścia. [wróć]