p
Wstęp
Na początek kilka słów o mnie, autorze tej pozycji - jestem byłym
mundurowym i miłośnikiem survivalu (od czasów, gdy to słowo nie weszło
jeszcze do powszechnego użycia w Polsce). Ukończyłem studia na kierunku
bezpieczeństwo i prawo, co pozwala mi być bardzo surowym obserwatorem
tego, co dzieje się w kraju i za granicą, natomiast praca, którą
napisałem o kryzysie migracyjnym w Unii Europejskiej, wyraźnie wskazała
istniejące obecnie zagrożenia, w tym także bezpośrednio związane z naszym krajem.
Wcześniej od najmłodszych
lat wraz z kolegami wędrowałem po górach Ziemi Kłodzkiej i Dolnego
Śląska, biwakowałem pod gołym niebem i łapałem dzikie kury (czyli takie
biegające gdzieś daleko za płotem, przy lesie). Korzystaliśmy jedynie z naszej wspólnej wiedzy oraz dawnych harcerskich poradników, co pozwoliło
nam wykształcić wzajemne zaufanie i otworzyć się na niesienie pomocy
innym.
Proza życia - czyli założenie rodziny i spokojna, ustabilizowana
egzystencja - sprawiła, że na dawne zamiłowania bardzo długo nie miałem
czasu. Jednak ciężka służba na ulicy, widok niecodziennych sytuacji,
zetknięcie się z przestępczością, zagrożeniami życia i zdrowia oraz
potrzeba podejmowania bardzo szybkich decyzji spowodowały, że coraz
częściej zastanawiałem się nad tym, jak zapobiegać ewentualnym sytuacjom
kryzysowym oraz zagrożeniom ze strony ludzi czy nadchodzącym w nieoczekiwanych sytuacjach życiowych.
Zanim nastąpiła pandemia, a później wojna na Ukrainie i kryzysy związane
z zapotrzebowaniem energetycznym, miałem już przygotowane poszczególne
rzeczy przydatne do przetrwania. Nie był to zestaw doskonały, ale własny
- sporządzając go, bazowałem na doświadczeniach wielu osób, w tym moich
znajomych. Częścią tego zestawu była wożona w aucie torba podróżna,
czyli plecak awaryjny, który dziś wszyscy (nie wiedzieć czemu) nazywają
ucieczkowym bądź ewakuacyjnym (albo krótko: BOB, od angielskiego
bail-out bag lub bug-out bag).
Dopiero później zetknąłem się z różnymi (lepszymi lub gorszymi)
poradnikami i stronami internetowymi dotyczącymi szeroko rozumianego
przetrwania. Warto wymienić kilka osób, które wzbogaciły moje obecne
spojrzenie na tę problematykę. To właśnie dzięki obserwowaniu takich
ludzi jak nieżyjący już Adolf Kudliński oraz jego syn Rafał; dzięki
przeczytaniu poradników polskich autorów obeznanych w dziedzinie
przetrwania, takich jak preppers Paweł Frankowski czy były oficer
kontrwywiadu Kafir; jak również dzięki oglądaniu filmów świetnego
survivalowca i instruktora Pawła Szlendiego mogłem zweryfikować swoje
przemyślenia i dokonać ich selekcji. Dzięki temu wiedzę teoretyczną z zaleceniem jej praktycznego zastosowania mogę przekazywać dalej.
Książka, którą obecnie trzymasz w dłoniach, ma pokazać, że przetrwać w trudnych czasach i warunkach może każdy, kto tylko ma odpowiednią
motywację i chęć działania. A do tego trzeba jeszcze choć trochę się
przygotować. Nawet jeśli jesteś zwykłym amatorem, dyletantem w sprawach
przetrwania, ta pozycja wskaże ci kierunek i pokaże to, co może być
najważniejsze, by przeżyć w trudnej sytuacji.
Nie trzeba być komandosem, wytrawnym preppersem czy miłośnikiem
bushcraftu ani odbyć niezliczonych kursów survivalu, aby przy odrobinie
chęci, wyobraźni i niewielkich nakładach finansowych czy materialnych
przygotować siebie, rodzinę i swój dom na to, co może nadejść.
Mam zamiar przekazać zebrane tu informacje w sposób najłatwiejszy do
zapamiętania i wykorzystania, tak by dotarły do jak najszerszego grona
czytelników, którzy będą w stanie sobie poradzić w najbardziej
kryzysowych sytuacjach.
Oczywiście im bardziej jesteś wyszkolony i im więcej poświęcisz czasu na
zgłębianie wspominanych tu dziedzin, tym większe są szanse, że zdołasz
zachować opanowanie w razie trudności i pomożesz sobie oraz wszystkim,
na których ci zależy. Dlatego jeśli przeczytasz tę książkę i zainteresuje cię ona tak, że stwierdzisz, iż warto być przygotowanym na
różne ewentualności, ,dalszym krokiem będzie oczywiście pogłębianie
swojej wiedzy i wyszukanie literatury, która bardziej szczegółowo
opisuje kwestie, które tu poruszyłem.
Pamiętaj tylko o jednym - słynę z nietuzinkowego podejścia do życia i bezpośredniego wyrażania myśli i opinii. Poradnik ten może więc zawierać
treści kontrowersyjne i odbiegające od światopoglądu wielu osób,
zwłaszcza w kwestiach etyki, tolerancji, poprawności politycznej, a nawet weganizmu czy wegetarianizmu. Jeśli wydaje ci się, że możesz
poczuć się tym urażony... nie czytaj.
Wprowadzenie
Na początku miałem pomysł, by napisać poradnik dla osób mieszkających w miastach, pomyślałem jednak: dlaczego miałbym pomijać mieszkańców wsi?
Przy obecnych zagrożeniach każdy z nas zasługuje na zyskanie wskazówek i przygotowanie się na rozmaite ewentualności. Dlatego książka ta posłużyć
ma każdej chętnej osobie, która zechce zdobyć podstawową wiedzę na temat
przetrwania i przygotowania się na różne zagrożenia. Wszystko, co tu
napiszę, dotyczy głównie nas, Polaków, i obszaru, na którym mieszkamy,
jednak wiedzę tu ujętą z powodzeniem można zastosować także w innych
rejonach Europy, a nawet świata (choć zależeć to będzie od różnic
klimatycznych i pozostałych uwarunkowań naturalnych). TA PUBLIKACJA TO
ABSOLUTNE MINIMUM TEGO, CO WARTO WIEDZIEĆ I CZEGO WARTO SIĘ NAUCZYĆ.
Zagrożenia mamy różne, ale trzeba pamiętać, że w razie przyjścia tych
najgorszych wola przetrwania i nasza determinacja muszą być znaczne -
abyśmy mogli w razie potrzeby uratować życie swoje i innych.
Dziś nikomu, kto jest uważnym obserwatorem i potrafi czytać między
wierszami, nie trzeba powtarzać, że okres spokoju, który trwał jeszcze
kilka lat temu, skończył się bezpowrotnie, a liczba zagrożeń rośnie z każdej strony i w tempie lawinowym.Zapewne część czytających powyższe
zdanie pomyślała sobie: "Bzdura! Pokój i spokój będą trwały w zjednoczonej Europie i na świecie!".
Nie chcę tu straszyć, ale podobnie myśleli ludzie przed drugą wojną
światową: "Ochronią nas sojusze, jesteśmy potęgą, damy radę". Uspokajano
się również na Ukrainie czy w Palestynie. Uspokajały się także osoby,
którym po jakimś czasie powódź zabrała dobytek albo pożar pochłonął
majątek. Każdy z nas do końca nie wierzy, że może nastąpić coś złego... bo
jakim cudem miałoby się to przydarzyć właśnie nam?
Udowodnię, że zagrożenia są realne, niemal namacalne, a o niektórych z nich zapewne nawet nie pomyślałeś! I nie mam tutaj zamiaru nikogo
dręczyć, a jedynie realistycznie wskazać to, co może nastąpić. Oto
niektóre z dzisiejszych zagrożeń:
ekstremalne zjawiska klimatyczne: w tym susze, powodzie, huragany,
pożary, wybuchy wulkanów czy superwulkanów (jak ten w Yellowstone), a także (to wcale nie jest scenariusz filmu s-f!) upadek meteorytów,
które mogą zmieść całe obszary, jeśli nie w ogóle zniszczyć życie na
naszej planecie;
kryzysy geopolityczne, takie jak wojna na Ukrainie, konflikty zbrojne
w innych częściach globu, kryzys migracyjny w Europie, możliwe użycie
broni masowego rażenia (w tym broni nuklearnej czy biologicznej), a także wojna totalna obejmująca niemal wszystkie kontynenty;
kryzys energetyczny, w tym długotrwałe blackouty1,
spowodowane brakiem lub ograniczeniem dostępności niezbędnych surowców
czy też innymi przyczynami naturalnymi bądź czynnikiem ludzkim;
cyberataki na m.in. infrastrukturę administracji państwowej,
infrastrukturę bankową, co może doprowadzić do załamania się
infrastruktury krytycznej;
związane z powyższymi zagrożeniami: inflacja, a może bardziej
stagflacja2, kryzys żywnościowy, wojna o wodę, wojna
handlowa (pamiętajmy, że taka toczy się obecnie między USA a wieloma
innymi krajami, co może napędzić kolejny kryzys finansowy na świecie,
a przecież kilka już ich było);
ponowna pandemia - która jest tylko kwestią czasu, wszak choroby
zakaźne w globalnej wiosce błyskawicznie przenoszone są z jednego
końca świata na drugi;
zagrożenia biorące się z braku kontroli nad sztuczną inteligencją,
która szybko się uczy, a niektóre futurystyczne scenariusze stały się
faktem - w 2023 roku usłyszeliśmy, że dron sterowany przez AI gotów
był zabić ludzkiego operatora (potem oczywiście szybko te doniesienia
zdementowano)3.
Oprócz tego istnieje wiele innych mniejszych i większych zagrożeń, które
bezpośrednio lub pośrednio mogą uderzyć w nasz kraj i jego mieszkańców,
przy czym dotkną każdego z obywateli, a więc także ciebie!
Jeszcze parę lat temu zapewne postukałbym się palcem w czoło, gdyby ktoś
wymienił niektóre z wyżej wymienionych zjawisk. Dziś jestem w grupie,
która widzi, że te zagrożenia są więcej niż prawdopodobne. Żaden z ekspertów krajowych czy zagranicznych nie będzie nikogo straszył dla
zabawy ani nie chce być uważany za panikarza; każdy z nich mówi jednak
coraz głośniej o potrzebie przygotowywania się na różne ewentualności i zagrożenia. Nawet polscy politycy i wojskowi w ogólnokrajowych mediach
wspominają o plecakach ewakuacyjnych oraz o potrzebie zadbania o siebie
i rodzinę w razie potrzeby, a także o tym, że może nastąpić sytuacja
kryzysowa, nawet wojna. Na rządowej stronie gov.pl umieszczono materiał
Rządowego Centrum Bezpieczeństwa
Bądź gotowy - poradnik na czas kryzysu i wojny, z którym warto się
zapoznać4. Rządy takich krajów jak Szwecja czy Norwegia idą
zaś o krok dalej: ludności cywilnej rozdawane są ulotki z wytycznymi
oraz pakiety przetrwania, które mają wystarczyć na 72 godziny czy na
kilka dni. Ulotki te często są drukowane w językach mniejszości, które
zamieszkują te kraje, w tym po polsku. Mało tego, Litwa poradnik
dotyczący bezpieczeństwa na wypadek inwazji rosyjskiej wydała już w roku
2015. Informator ten był rozdawany w szkołach i bibliotekach, a liczył
aż 98 stron. Jeśli jeszcze was nie przekonałem, to dodam, że całkiem
niedawno Szwecja ogłosiła budowę i modernizację 64 tysięcy bunkrów
nuklearnych i przygotowywanie się na wypadek trzeciej wojny
światowej5. Obiekty te mają pomóc się schronić 75% ludności,
a szwedzki rząd przeznacza na ten cel znaczące sumy pieniędzy - mowa o wysokich liczbach!
Niewiele osób w Polsce (nawet spośród tych związanych z tematami
survivalu i preppingu) wie, że wierni Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych
w Dniach Ostatnich, czyli mormoni, od wielu już lat uczą się
samowystarczalności, która pozwoli im przetrwać bez pomocy rządów
krajów, w których mieszkają6, w tym polskiego. Zapasy
żywności i wody mają im wystarczyć na od pół roku do dwóch lat, a to nie
wszystko, czego się uczą!
W dniach, w których pisałem tę książkę, w naszym kraju wspomniano o przygotowaniu ulotek i pakietów dla obywateli polskich, a dodatkowo
nagłaśnia się kwestię przeszkolenia wojskowego ochotników mężczyzn.
Jestem stanowczym zwolennikiem takiego rozwiązania i uważam, że
przeszkolenie tego rodzaju powinien przejść każdy obywatel obowiązkowo!
Zwłaszcza każdy polityk - bez względu na płeć i stronnictwo, które
reprezentuje. Może w końcu niektórzy z nich przestaliby być
pseudospecjalistami mądrymi wyłącznie w internecie...
Nadmienię tutaj, że powinniśmy zapoznawać się z wszelkimi komunikatami
rządowymi, czy to dystrybuowanymi na ulotkach, czy na stronie gov.pl.
Polecam też filmiki, na których wypowiadają się m.in. Andrzej "Wodzu"
Kruczyński, Paweł "Naval" Mateńczuk czy też Paweł "Szlendi" Szlendak, o których doświadczeniu przekonałem się już niejednokrotnie, również za
sprawą publikowanych przez nich materiałów7.
Oczywiście w materiałach, o których wspominam, mowa o przygotowaniach na
zagrożenia większego kalibru, nie zapominajmy jednak, że zagrożeniem
jest także pożar, powódź czy nawet kilkunastogodzinny blackout,
zwłaszcza jeśli nastąpi on w zimie. Bo co poczniesz, gdy nagle zabraknie
ci gazu, prądu, by ogrzać mieszkanie, ugotować jedzenie, zrobić
cokolwiek przydatnego w domu?
Znam osoby, które dzięki podstawowemu przygotowaniu i jako takiej wiedzy
uratowały z powodzi, która miała miejsce na Dolnym Śląsku w 2024 roku,
najważniejsze rzeczy, w tym cenną dokumentację osobistą, która jest
ciężka do odtworzenia. Mowa tutaj o świadectwach pracy, świadectwach
szkolnych, aktach urodzenia, zgonu, dowodach osobistych, paszportach,
aktach notarialnych.Realnym zagrożeniem są również wirusy i bakterie,
które powodują choroby. Kolejna pandemia jest, jak już wspomniałem,
tylko kwestią czasu - nie wiemy, kiedy, gdzie i z jaką siłą uderzy nowy,
groźny wirus, a przecież nie ma miesiąca, w którym byśmy nie słyszeli o ogniskach eboli, cholery czy innych groźnych chorób, takich jak
marburska albo denga. Ostatnio w Polsce mieliśmy też przypadki
zachorowań na błonicę.
W czasie pandemii SARS-CoV-2 pracowałem w prywatnym pogotowiu medycznym
i woziłem chorych ludzi z domów do szpitala i ze szpitala do hospicjum.
Wyraźnie widziałem, co ta choroba potrafi zrobić z człowiekiem. Ludność
krajów rozwiniętych, mająca dostęp do lekarzy, szpitali, medycyny i lekarstw, jest jak taki ślepy miś, z którym można wszystko zrobić i wszystko mu wmówić. Wierzymy, że damy sobie doskonale radę, a niestety
tak nie jest. Tym bardziej że wzrosła grupa przeciwników szczepień, do
tego uchodźcy z Ukrainy nie zawsze są zaszczepieni na podstawowe
choroby; nie wspominając o migrantach pochodzących z krajów, gdzie nie
ma mowy o jakichkolwiek szczepieniach.
A przy tym pandemie i epidemie różnią się od innych zagrożeń. Takie
bowiem jak wojna, powódź czy blackout potrafią ludzi zjednoczyć,
rozprzestrzenianie się choroby zakaźnej sprawia zaś, że jedna osoba
staje się dla drugiej potencjalnym niebezpieczeństwem - poważnym albo
nawet śmiertelnym.Z wielu problemów nie zdajemy sobie sprawy lub nie
chcemy w nie wierzyć, tak jak nie wierzyliśmy w to, że wybuchnie wojna w byłej Jugosławii, a teraz tuż koło nas, za ukraińską granicą. Dziś też
nikt nie wierzy w konflikt etniczny czy religijny w centrum Europy.
Jednak napływ migrantów z różnych stron świata (ludzi obcych nam
kulturowo i o odmiennych obyczajach) każe spojrzeć na to, co się w poszczególnych krajach dzieje. Zamachy terrorystyczne na ludność
europejską, uciszane przez władze wielu państw, prowadzą do eskalacji
niezadowolenia i frustracji, czego przykłady mamy w Wielkiej Brytanii,
Francji, Niemczech, Włoszech, Szwecji i nie tylko.
Do tego dochodzi coraz częstszy brak wody pitnej, który zdarza się od
Hiszpanii po Polskę, i pożary trawiące tereny od Grecji po Skandynawię.
W Polsce olbrzymi pożar wybuchł w 2020 roku na terenie Biebrzańskiego
Parku Narodowego, kolejny, który objął aż 90 hektarów jego terenu, miał
miejsce w maju 2025 roku (a to był dopiero początek wiosny i już doszło
do suszy)8. To wszytko powoduje, że politycy z poszczególnych
krajów zastanawiają się, jak zaspokoić potrzeby ich ludności. Przewiduje
się bowiem, że do 2050 roku około 70% populacji globu dotknie poważny
deficyt wody pitnej!
To i wiele innych czynników naciąga coraz bardziej sprężynę, która ma
swoje ograniczone możliwości i jeśli w porę nie zareagujemy, będzie
musiała w końcu pęknąć! Pytanie: co wtedy?
Dziś wszystko jest możliwe, sytuacja naprawdę staje się dynamiczna i napięta, a przyśpieszają ją działania polityków Unii Europejskiej oraz
władz Donalda Trumpa. Rządy wielu krajów nie radzą sobie lub ukrywają
prawdę przed obywatelami - rośnie niezadowolenie z polityki
klimatycznej, migracyjnej, podejścia do szeroko rozumianych kryzysów
wewnętrznych i zewnętrznych zagrożeń. Zamiast im przeciwdziałać,
politycy na siłę uspokajają lokalne społeczności, okłamując je, a nawet
zastraszając i oskarżając o sianie fake newsów oraz karząc tych, którzy
nie boją się wskazać palcem prawdziwych zagrożeń. Wszystko to robi się w imię źle rozumianej poprawności politycznej i realizowania osobliwych
"ideałów", które wspierają teorie i wizje nielicznych ugrupowań celem
podporządkowania sobie większości obywateli.
Pozostawmy jednak politykę i polityków w spokoju - ja akurat nie jestem
zwolennikiem żadnego stronnictwa ze sceny politycznej, skupmy się więc
na rzeczach najważniejszych, dotyczących nas i naszego podwórka.
Wyobraź sobie, co będzie się działo w sytuacji przykładowo katastrofy
ekologicznej, klęski żywiołowej czy wojny. Kto w pierwszej kolejności
przyjdzie ci z pomocą? Pogotowie, policja, centrum kryzysowe?! Nie! Na
początku można będzie liczyć na siebie i tych, którzy są wokół nas.
Dlatego powstała ta książka - by przekazać zebraną przeze mnie
podstawową wiedzę na temat przetrwania.
Poruszę w niej niektóre sytuacje mogące nas spotkać. Nie będzie ona
kompletną instrukcją, a zaledwie poradnikiem na czas kryzysu w polskich
realiach, który może ci pomóc w razie nagłej potrzeby. Wskażę tu, co
można zrobić, by przygotować się na niektóre ewentualności.
Jako osoba, która bacznie obserwuje zmiany zachodzące w naszym
społeczeństwie od lat 90. XX wieku, zdaję sobie sprawę, że dziś już 70%
ludzi, w tym niemal 95% obecnej młodzieży, nie jest w stanie poradzić
sobie z daleka od miasta, bez smartfona, ciepłej wody, bezkofeinowej
latte z beztłuszczowym mleczkiem i bezglutenowej bułki z mąki ryżowej...
Te osoby nie mają pojęcia, jak rozpalić grilla, a co dopiero ognisko;
nie wiedzą, jak zaspokoić pierwszoplanowe potrzeby, bo myślą, że jajka
"rodzą się" wewnątrz śmiesznie wyglądających tekturowych pudełek
leżących na półkach dyskontów. Nie wspominam już o posadzeniu
jakiejkolwiek rośliny czy zabiciu i oprawieniu zwierzęcia do zjedzenia,
żeby po prostu przeżyć.
Dlatego sam musisz sobie odpowiedzieć, czy lepiej będzie czekać na pomoc
w mieście, czy może na wsi albo gdzieś daleko w lesie. A może lepiej
będzie pozostać w domu lub uciekać gdzie pieprz rośnie...
Bez względu na okoliczności zawsze warto mieć jakiś plan, a do tego
koniecznie plan B i kilka kolejnych innych możliwości, o czym także
wspomnę. Dodatkowo warto podnosić swoje umiejętności w zakresie
przetrwania, zapisywać się na szkolenia, kursy survivalowe, zbierać
literaturę, która może pomóc w przeczekaniu trudnych czasów: od książek
z dziedziny survivalu, przez zielarskie, kucharskie i dotyczące
pierwszej pomocy, aż po te z dziedziny rolnictwa, sadownictwa etc.
Cała ta literatura, tak jak ludzie zajmujący się preppingiem, survivalem
bądź innymi technikami przetrwania, ma jeden cel - pokazać, jak przeżyć,
jak dać sobie radę w niesprzyjających warunkach. Dlatego podkreślę
jeszcze raz: warto skorzystać z tej wiedzy, zanim stanie się ona
natychmiast potrzebna, i warto się tego uczyć.
Krótko
O czym będzie?
Skupię się na przygotowaniu plecaka awaryjnego oraz napiszę o naszykowaniu domu i mieszkania na sytuacje kryzysowe - o tym, jak sobie
radzić, co warto mieć i na co uważać. Dojdą do tego przepisy i porady,
np. jak prostym sposobem zrobić filtr do uzdatniania wody czy co
spakować do plecaka. Jak przygotować zapasy wody i żywności oraz co może
nam się przydać w sytuacji zagrożenia. Przedstawię także zarysy planów
działania, na których możesz się oprzeć, zwłaszcza jeśli jesteś laikiem
w sprawach przetrwania.
O czym nie będzie?
W tej książce nie będę się rozwodził nad wyższością preppingu nad
survivalem ani odwrotnie oraz nie będę pisał o walorach bushcraftu.
Chodzi mi głównie o to, co każda z tych "szkół" obiera sobie za cel
główny, czyli o przetrwanie!
Z punktu widzenia nowicjusza różnice między preppingiem, survivalem i bushcraftem mogą być subtelne, krótko je tu jednak przedstawię:
preppersi skupiają się na przeżyciu różnego rodzaju kataklizmów w swojej
najbliższej okolicy; zbierają żywność, wodę, tworzą zamknięte grupy,
często budują schrony - to ruch bardzo modny w USA. Survival skupia się
na sztuce przetrwania w trudnych warunkach w lesie, górach, mieście;
można także rozróżnić survival cywilny i wojskowy zwany SERE9, w którym chodzi o przeżycie i powrót do cywilizacji, ucieczkę od wroga do
swoich itp.
Bushcraft to zaś ucieczka od cywilizacji, chodzi w nim o życie zgodnie z naturą i w naturze, umiejętność przetrwania w niej i współżycia z nią.
Ktoś kiedyś bardzo fajnie porównał preppersów do stada psów pasterskich
chroniących swoje terytorium, zaś survivalowców i bushcraftowców do
watahy wilków, które unikają ludzi, dbają o siebie i żyją w bezpiecznym
odosobnieniu.
Tyle w ekstremalnym skrócie, a każdego, kto zechce zgłębić wyżej
poruszone tematy, zapraszam na szkolenia do naszych rodzimych, jednych z najlepszych na świecie, instruktorów i zasięgnięcia wiedzy teoretycznej
z dość bogatej literatury.
Mój dom, moja twierdza - mówi stare przysłowie, które nie zawsze się
sprawdza.
Może się bowiem okazać, że lepsza od naszej twierdzy na wsi byłaby taka
w mieście albo odwrotnie. Pytanie o to, czy lepiej przetrwać w aglomeracji czy w odosobnionej osadzie, jest dość trudne.
Wybór zależy od wielu czynników i poziomu niebezpieczeństwa, z jakim
mamy do czynienia: inaczej będzie w czasie powodzi czy blackoutu, a inaczej w czasie wojny lub pandemii.
Nie zawsze w razie zagrożenia trzeba uciekać z miejsca zamieszkania,
choć sporo znawców tematu tak sądzi. Oczywiście są i tacy, którzy cytują
powiedzenie, które umieściłem wyżej, i mówią, że zawsze pozostaną na
miejscu. Jedno i drugie moim skromnym zdaniem może być błędem, wszystko
zależy bowiem od okoliczności, jakie będzie nam dane pokonać.
Dziś ponad połowa populacji Polski, czyli około 20 milionów ludzi,
mieszka w miastach. Większość z tego w blokach, gdzie w obecnych
realiach sąsiad nie zna sąsiada i nie może liczyć na jego pomoc.
Czas to zmienić!
Czas zacząć się wzajemnie wspierać i dzielić między sobą doświadczeniem.
Czas na pierwszym miejscu postawić wzajemną sąsiedzką pomoc! Dotyczy to
zarówno miasta, jak i wsi!
W razie braku prądu mieszkańcy osiedli nie uciekną na wieś czy też do
lasu. Tak samo w razie powodzi, pożaru lub ewentualnych innych
ograniczeń związanych z klęską żywiołową, zamieszkami czy atakiem
terrorystycznym wielu pozostanie w miejscu zamieszkania.
Gdzie wówczas szukać pomocy?
Pierwszą i najszybszą siecią wsparcia będzie rodzina, sąsiedzi lub
znajomi, a później razem możemy oczekiwać na pomoc powołanych do tego
instytucji, takich jak wojsko, policja, straż pożarna, pogotowie czy
centra zarządzania kryzysowego. Ważne, by nie być biernym, nie stać i nie patrzeć bezczynnie na to, co się dzieje. Od tego może zależeć
bezpieczeństwo nasze, naszej rodziny i bliskich.
Faktem jest, że pomoc w mieście dotrze szybciej niż na wieś czy gdzieś
do głębokiego lasu. I to w mieście mamy szpitale, pogotowie ratunkowe,
straż pożarną i policję. To tutaj powinna przyjść prędka odpowiedź w razie zapotrzebowania na żywność i wodę, a także wsparcie medyczne.
Karetka czy radiowóz dojadą pod blok sprawniej niż do wioski lub po
leśnych wertepach do obozowiska. Zwłaszcza że większość samochodów
takich służb jak pogotowie i policja ma auta z niskim zawieszeniem,
które często nie dają rady na drogach gruntowych, nie wspominając o leśnych ostępach.
Jest jednak jedno "chyba że". Chyba że miasto będzie zagruzowane, ulice
zablokowane czy zalane, np. podczas lub po powodzi, w czasie działań
wojennych czy kataklizmów. Wtedy żadne służby do nas nie dotrą, nawet
przez dłuższy czas. Warto także o tym pamiętać!
Ujmijmy w punktach zalety przebywania w mieście i na wsi w razie
kryzysu.
Miasto
Zalety pozostawania w mieście w sytuacjach kryzysowych
Więcej zasobów, przynajmniej na początku - to tutaj mamy sklepy,
magazyny i opuszczone budynki.
Możliwość szybkiego dostępu do pomocy humanitarnej - to tutaj trafiają
pierwsze konwoje humanitarne i rozdawana jest żywność.
Lepsza infrastruktura krytyczna - w miastach mamy szpitale, apteki,
bieżącą wodę (przynajmniej do czasu awarii wodociągów).
Łatwiej znaleźć ludzi chętnych do wzajemnej pomocy i do współpracy -
to w mieście żyje większa populacja.
Wady pozostawania w mieście w sytuacjach kryzysowych
Zapasy szybko się kończą - wszelkie możliwe sklepy zostaną splądrowane
w kilka dni.
Znacznie mniejszy dostęp do naturalnych źródeł żywności - uprawa
roślin w mieście jest mocno ograniczona, zwierzyna hodowlana i łowna
prawie nie istnieje.
Ogromne ryzyko zamieszek i grabieży - duża liczba ludności przekłada
się na wiele aktów agresji.
Problemy z wodą - jeśli system wodociągowy przestanie działać, dostęp
do czystej wody spadnie praktycznie do zera.
Mogą się pojawić trudności z ucieczką - zagruzowane i zablokowane
drogi, barykady na ulicach, korki: to wszystko może utrudnić nam
ewakuację.
Nasuwa się więc myśl, że miasto jest dobre na krótki czas, maksymalnie
do kilku tygodni, a im dłużej trwa kryzys, tym bardziej staje się
niebezpieczne.
Wieś
Zalety przetrwania na wsi w sytuacji kryzysowej
Dobry dostęp do naturalnych zasobów - lasy, pola, łąki, woda,
zwierzęta hodowlane i dzikie.
Możliwość uprawy roślin - własne szklarnie, ogródki, możliwości
sadzenia różnych warzyw i zbóż.
Małe zagęszczenie ludzi - mniejsza konkurencja o zasoby, a tym samym
mniejsze ryzyko agresji.
Znacznie łatwiejsza obrona - tu znasz teren, widzisz, kto obcy, a kto
swój.
Większa samowystarczalność - dostęp do wody, opału, żywności.
Wady pozostawania na wsi w czasie kryzysu
Realne zagrożenie ze strony uchodźców z miast - uciekinierzy mogą
przybywać na wieś i kraść nasze zasoby.
Brak dostępu do pomocy medycznej - pogotowie i szpitale są daleko,
apteki na wsi są rzadkością.
Możliwość pozostania w izolacji - jeśli nie masz dobranej grupy
znajomych, rodziny, możesz zostać sam, a wówczas mieć problem z obroną.
Jeśli jesteś na wsi, przygotuj się na samowystarczalność.
Wieś wydaje się lepszym miejscem na długoterminowe przetrwanie, wymaga
to jednak wcześniejszego przygotowania.
Gdzie więc najlepiej przetrwać?
Jeśli kryzys jest nagły i krótkoterminowy, taki jak blackout, blokada
transportu, miasto daje lepsze warunki i dostęp do różnych zasobów.
Jeśli jednak kryzys się przeciąga, idzie w miesiące, a nawet lata, wieś
daje większe szanse na przeżycie. Tu można łatwiej zdobywać wodę,
jedzenie i opał.
Najlepszą strategią byłoby mieć zawsze plan ewakuacji z miasta. Jeśli
tylko zobaczysz, że robi się niebezpiecznie, zabieraj rodzinę, swoją
grupę i przenieś się na wieś lub ostatecznie do lasu, choć to wymaga
jeszcze większej ilości szkoleń i praktyki.
Porównanie niektórych zagrożeń w mieście i na wsi
Powódź
Jeśli mieszkasz w mieście na terenach zalewowych i zajmujesz niższe
piętra w bloku czy kamienicy, to naturalną drogą ucieczki jest pójście
do sąsiada piętro lub dwa wyżej, a może nawet na dach czy strych. Na wsi
zaś ucieczka do kogoś, kto posiada wyższy dom, ze strychem lub także z wyjściem na dach. Być może ten ktoś, do kogo udamy się po pomoc, ma
odpowiednie przygotowanie i sprzęt, który pozwoli nam przetrwać. Znam
osoby, które trzymają (nawet w blokach) nadmuchiwane pontony. To
ostrożność po doświadczeniach powodzi w roku 1997 i 2010. Ludzie zaczęli
się uczyć na własnych przeżyciach, przewidywać i przygotowywać się na
to, co może nadejść. Zagrożeniem związanym z powodzią jest też także
odejście wielkiej wody: bakterie, mikroby, zarazki, smród i brak wody
pitnej. W mieście i na wsi w razie powodzi zagrożenie jest takie samo, z tym że pomoc w tym przypadku dotrze szybciej do miasta, a dopiero
stamtąd na wieś.
Pożar
Bez względu na to, gdzie mieszkamy, jedyną drogą ucieczki w razie pożaru
jest jak najszybsza ewakuacja na zewnątrz, powiadomienie wszystkich
wokoło i szybka reakcja na zagrożenie w miarę naszych możliwości.
Chociaż mamy w wielu wioskach Ochotniczą Straż Pożarną, to gdy mowa o przeciwdziałaniu pożarom, także wygrywa miasto. Czas reakcji, nowoczesny
sprzęt, wozy bojowe, drabiny, podnośniki, a w końcu przeszkolenie
strażaków odgrywają nieocenioną rolę. (Nie ujmuję tu niczego strażakom
ochotnikom, którzy o takim sprzęcie i szkoleniach, które ma Państwowa
Straż Pożarna, mogą pomarzyć, a mimo to zawsze ruszają na pomoc
potrzebującym).
Pandemia/epidemia
Gdy nastąpi kolejny wybuch epidemii i wprowadzone zostaną związane z tym
obostrzenia, w mieście tak naprawdę jesteśmy zamknięci w czterech
ścianach. Zagrożeniem może być sąsiad, a nawet najbliższa rodzina, która
z nami nie mieszka, ale ma chęć nas odwiedzić. Być może kolejnym razem
nie będzie takich restrykcji jak w czasach covidu, jednak trzeba się
liczyć z każdym scenariuszem. Brak możliwości wyjścia na zewnątrz,
określone godziny robienia zakupów itp. wywołują frustrację, narastające
napięcia, dochodzi do awantur w domach między małżeństwami czy
konfliktów między rodzicami a dziećmi.
W blokach żyjemy niczym kury w chowie klatkowym, a siedzenie w domu
powoduje, że wariujemy i szukamy uzewnętrznienia swoich emocji.
Dlatego w razie tego zagrożenia lepszym wyjściem jest mieszkanie na wsi.
Możemy wyjść na podwórko, do ogrodu czy do lasu, tu nie będzie takich
obostrzeń jak w mieście, choć zagrożeniem będą także sąsiedzi, którzy
mogą przenosić chorobę, więc uważać jak najbardziej trzeba.
Komfort możliwości opuszczenia mieszkania, choćby na krótki spacer wokół
domu, pomoże się odstresować, rozładować napięcie, a tego nie będziemy
mieli w bloku czy kamienicy.
Blackout
Blackout to wyłączenie prądu w razie śnieżycy, wichury, działań
zbrojnych; podobnym do niego zagrożeniem jest zatrzymanie dostaw gazu,
szczególnie dotkliwe, gdy trwa długo, a akurat mamy zimę i mróz.
W mieście w takiej sytuacji mamy przechlapane. Za sprawą źle pojmowanej
ekologii zlikwidowano wiele pieców zwanych kopciuchami, pieców kaflowych
i innego rodzaju ogrzewania. W nowoczesnych blokach, zwłaszcza tych
wysokich, nie ma doprowadzonego gazu, który przy braku prądu jest
zbawienny. Dziś większość młodych stawia na kuchenkę indukcyjną czy
thermomix. Obie te rzeczy nie przydadzą się nam w razie blackoutu do
niczego! Mamy więc brak ogrzewania, brak wody, brak możliwości
ugotowania posiłku.Co robić w takim przypadku? Doskonale pokazała to
wojna na Ukrainie. Ludzie robią paleniska z cegieł i pustaków pod
blokami lub piece ze starych beczek i wystawiają kominy przez okna w blokach. Problemem jest dostęp do paliwa i drzewa, by móc z tych
naprędce skleconych pieców i kuchenek korzystać.
Tymczasem na wsi wciąż mamy wiele domów z piecami, kominkami, gaz w butlach i w ostateczności, gdy będzie minus 25 stopni, a za oknem
śnieżna zawierucha, odpalimy kominek, ogrzejemy się i nawet ugotujemy
czy upieczemy posiłek. Jeśli zaś ktoś żyje na wsi w nowoczesnym domu i pompa ciepła nie będzie działała, to pójdzie przenocować z dziećmi do
sąsiadów (to samo można zrobić w mieście - razem, w większej grupie,
będzie nam cieplej). A dostęp do paliwa - drzewa jest na wsi praktycznie
nieograniczony.
Konflikt zbrojny/wojna
Największe zagrożenie dla miasta i dla wsi to konflikt zbrojny! Tu
stanowczo jestem zdania, że bezpieczniejsi będziemy na wsi niż w mieście. Doskonale pokazuje to konflikt na Ukrainie czy w Palestynie,
gdzie miasta równane są z ziemią, a droga ucieczki jest blokowana przez
wielkie tłumy uciekinierów czy wojsko. Pomoc humanitarna, wojskowa -
pisząc kolokwialnie - leży! Ludność w mieście walczy o przetrwanie, a bloki są sukcesywnie niszczone jeden po drugim i równane z ziemią. Czy
specjalnie, czy za sprawą błędów operatorów wojskowych - to bez
znaczenia. Znaczenie ma to, że jesteśmy w strefie śmierci i trzeba się z niej wydostać.
Ktoś powie: "No tak, ale na wsi także zabijają i bombardują domy!".
Owszem, ale w mniejszej skali, a żyjąc w wiosce, możemy uciec przed
nacierającym wojskiem, szybciej przygotować się na istniejące
zagrożenie, w ostateczności opuścić dom i uciec tam, gdzie jest w miarę
bezpiecznie: do lasu, w góry, w tylko nam znane miejsca.
Zwrócę także uwagę na bardzo istotną rzecz. W Polsce oficjalnie mówi
się, że schronów dla ludności cywilnej mamy niecałe 2 tysiące, czyli
może w nich przebywać około 300 tysięcy ludzi, miejsc ukrycia jest
blisko 9 tysięcy, dla ponad miliona osób, wytypowano też 224 tysiące
miejsc doraźnego schronienia10. Są to oficjalne dane ze
strony rządowej11, na której nikt nie wspomina, że większość
tych obiektów nie nadaje się na schrony, bo nikt o nie nie dbał od
wielu, wielu lat! Schronienia doraźne, takie jak piwnica, nie mają
natomiast drugiego wyjścia w razie sytuacji awaryjnej (zawalenia się
bloku, kamienicy, budynku) - i co wówczas?! Warto pamiętać i sprawdzać,
czy takie schronienia mają przynajmniej dwa oddzielne wejścia.
Przypomnę też to, o czym pisałem wcześniej: Szwecja buduje i modernizuje
64 tysiące takich obiektów/bunkrów dla 7,5 miliona swoich rodaków, a całość ma być gotowa maksymalnie w dwa, trzy lata12. Tymczasem u nas rząd będzie rozdawał obywatelom ulotki... za rok!
Oprócz tego: jeśli zabraknie w mieście wody i żywności, a służby nie
zadziałają odpowiednio szybko, to na pierwszy ogień łupem bandytów lub
zdesperowanej ludności padną sklepy osiedlowe i centra handlowe. Można
pomyśleć o hydrantach z wodą, ale tu pojawia się pytanie: kto z czytających wie, gdzie w jego okolicach jest hydrant przeciwpożarowy,
jakiekolwiek ujęcie wody pitnej czy zbiornik przeciwpożarowy? Kto wie,
gdzie zdobyć w mieście żywność, jeśli okoliczne sklepy zostaną
splądrowane? A zapewniam, że tak właśnie będzie w razie zagrożenia.
Takie rzeczy dzieją się po chociażby każdej powodzi, po ostatniej w naszym kraju działy się także. Wiemy to również z relacji z miasteczek
przyfrontowych Ukrainy czy z opowieści świadków: konwoje z darami i żywnością bywały okradane przez ludność cywilną, a nawet służby
mundurowe.
Wracając do tematu wyboru: miasto czy wieś. Warto pamiętać, że w razie
zagrożenia musimy szybko działać, być elastyczni i sprawnie reagować,
równie prędko musimy adaptować się do nowych warunków. W mieście i na
wsi łatwo możemy znaleźć materiały do budowy improwizowanych schronów,
narzędzia do ich budowy, a tego już poza obszarem zabudowanym możemy nie
mieć. Tak samo jeśli chodzi o wspólną pomoc w zdobywaniu pożywienia i wody, zawsze szybciej zrobimy to wspólnie w większej społeczności.
Dodam rzecz bardzo istotną z punktu możliwości przetrwania. Otóż aby
przeciwdziałać wielu zagrożeniom, potrzebujemy wsparcia drugiej osoby:
kogoś z rodziny czy sąsiada. Wspólnie możemy więcej, w większej grupie
możemy łatwiej przetrwać i sobie wzajemnie pomóc.
Brak wody? Proszę bardzo, sąsiad może wiedzieć, gdzie znajduje się
ujęcie wody pitnej, może też mieć jej zapas, może wiedzieć, gdzie się
udać po pomoc itd. Tak samo jeśli zabraknie nam żywności. Sąsiad lub
znajomy może mieć schronienie, którym zechce się podzielić. Oczywiście
takie sprawy warto wcześniej omówić, warto żyć z sąsiadami czy znajomymi
na stopie co najmniej koleżeńskiej już dziś, teraz, nie w sytuacji
zagrożenia. Gdy będą to obcy nam ludzie, zwyczajnie nie zechcą nam
pomóc, bo niby dlaczego mieliby? Wybierając między sobą i najbliższymi a nami, nie będą dobrymi samarytanami.
Tutaj dochodzi także inna bardzo ważna kwestia, czyli sprawa wzajemnego
zaufania. Czy ufamy rodzinie, sąsiadom i znajomym, czy oni ufają nam?!
Takie więzi buduje się czasami przez całe lata, ale w sytuacji
zagrożenia naprawdę można scementować prawdziwą przyjaźń. Każdy będzie
chciał przeżyć, niektórzy nawet kosztem drugiego człowieka, dlatego tak
ważne jest budowanie zaufania, dogadanie się i stawianie na współpracę.
To, czy wybierzesz przeżycie w mieście czy na wsi, będzie zależało tylko
od ciebie; od tego, gdzie obecnie żyjesz i jakie są twoje priorytety.
Ten poradnik jest dla każdego, dla mieszkańców miasta i wsi.
Najważniejsze w czasie zagrożenia jest przetrwanie. Mamy przeżyć,
uratować siebie i bliskich, bez względu na to, gdzie mieszkamy.
Więc już dziś powinieneś zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie: na
czym i na kim mi zależy? Jeśli taką osobą jest ktoś z twoich bliskich,
a nawet ty sam, warto przeczytać tę książkę i naprawdę wyciągnąć z niej
wnioski.
Przygotowany amator może przetrwać
W życiu prywatnym i zawodowym nie raz widziałem ludzi, którzy dzięki
swej desperacji i woli walki przeżyli sytuacje na pierwszy rzut oka
beznadziejne.
Wiele zależy od nas samych, od naszej silnej woli, chęci przeżycia,
walki o siebie, o życie oraz od podejścia i nastawienia psychicznego. W razie jakiegokolwiek zagrożenia nie można być ani pesymistą, ani
optymistą, trzeba patrzeć na zastaną sytuację realistycznie i tak do
niej podchodzić.
Tu przypomina mi się stara anegdota z czasów, gdy byłem żołnierzem,
jeszcze w służbie zasadniczej, a za dowódcę miałem starego sprytnego
chorążego, który z niejednej beczki okowitę pił. Miał on takie
powiedzenie, które obecnie jest celne jak strzał w dziesiątkę na tarczy
strzelniczej, a brzmiało mniej więcej tak:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. * Blackout - chwilowa bądź długotrwała przerwa w dostawie energii elektrycznej spowodowana nagłymi zjawiskami klimatycznymi bądź ludzkimi działaniami. Może objąć spore obszary miasta, całego regionu, a nawet kraju. [wróć]
2. Stagflacja - występowanie w gospodarce państwa inflacji na wielką skalę, rosnącego bezrobocia i dużego spadku wzrostu gospodarczego. [wróć]
3. E. Kielak, Sztuczna inteligencja zbuntowała się podczas symulacji? Wojsko dementuje "anegdotę" pułkownika, Gazeta.pl https://next.gazeta.pl/next/7,151243,29829073,sztuczna-inteligencja-zbuntowala-sie-podczas-symulacji-zabito.html [dostęp: 20.05.2025]. [wróć]
4. Bądź gotowy. Poradnik na czas kryzysu i wojny, Gov.pl, https://www.gov.pl/web/rcb/badz-gotowy-poradnik-na-czas-kryzysu-i-wojny [dostęp: 22.05.2025]. [wróć]
5. J. Laskowski, Kraj NATO szykuje się na III wojnę światową. Stawia na bunkry nuklearne, Dziennik.pl, https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/9769708,kraj-nato-szykuje-na-iii-wojne-swiatowa-stawia-na-bunkry-nuklearne.html [wróć]
6. J. Swaine, D. McMillan, M. Boorstein, Mormon Church has misled members on $100 billion tax-exempt investment fund, whistleblower alleges, "The Washington Post", https://www.washingtonpost.com/investigations/mormon-church-has-misled-members-on-100-billion-tax-exempt-investment-fund-whistleblower-alleges/2019/12/16/e3619bd2-2004-11ea-86f3-3b5019d451db_story.html [dostęp: 12.02.2025]. [wróć]
7. Bądź gotowy..., op. cit. [wróć]
8. Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym. Strażacy wygrywają walkę z ogniem, PolskieRadio24.pl, https://polskieradio24.pl/artykul/3503247,pozarw-biebrzanskim-parku-narodowym-strazacy-wygrywaja-walke-z-ogniem [dostęp: 30.03.2025]. [wróć]
9. SERE - szkolenie, którego celem jest nauczenie żołnierzy przetrwania w każdych warunkach. Nazwa pochodzi od pierwszych liter słów angielskich: survival (przetrwanie), evasion (unikanie), resistance (opór) oraz escape (ucieczka). [wróć]
10. Miejsce doraźnego schronienia - miejsce przeznaczone na krótkotrwałe przebywanie ludności, do kilkunastu godzin, są to m.in. piwnice i garaże podziemne. [wróć]
11. Aplikacja "SCHRONY", gov.pl, https://www.gov.pl/web/kppsp-sanok/aplikacja-schrony [dostęp: 15.02.2025]. [wróć]
12. K. Sikorski, Szwecja ostro bierze się za budowę bunkrów atomowych w obawie przed groźbą rosyjskiej agresji, I.pl, https://i.pl/szwecja-ostrobierze-sie-za-budowe-bunkrow-przeciwatomowych-w-obawie-przez-grozbarosyjskiej-agresji/ar/c1p2-27431779 [dostęp: 3.04.2025]. [wróć]