1
Romeo
BEKANIE.
Pierdzenie.
Obrzucanie się gównem.
W tym byliśmy najlepsi.
Siedziałem z chłopakami na tych samych miejscach, na których siadaliśmy co tydzień chyba od zawsze. Ofiary przyzwyczajeń, a może przesądów - albo wszystkiego po trochu. Bokserzy jednak nie są w tej kwestii tacy jak kierowcy samochodów wyścigowych. O nie, nie znajdziecie u nas śmierdzących skarpetek, które jakiś koleś nosił przez cały rok, za to mamy własne przekonania i niektórym mogą się one wydawać dziwaczne, jak na przykład zajmowanie zawsze tych samych miejsc. Spotykaliśmy się w Knockout, siłowni, której byłem obecnie właścicielem i do której chodziliśmy od czasów, gdy byliśmy jeszcze dzieciakami. Dorastałem tutaj.
W pewnym sensie wszyscy tu dorastaliśmy.
- Mamy dzisiaj dużo do obgadania. - River uniósł brew, patrząc na Kingstona i Nasha. Nie pierdolił się w tańcu i odzywał się jako pierwszy, kiedy miał z czymś problem.
- Dalej kwękamy na temat tej jebanej kawiarni? - jęknął Kingston. On i River byli jedynymi biologicznymi braćmi w naszej grupie, ale w pewnym sensie wszyscy byliśmy dla siebie jak bracia.
W jedynym sensie, który ma znaczenie.
Nash parsknął śmiechem. Razem z Kingstonem byli właścicielami JZW Construction, czego rozwinięciem były słowa Jeden Za Wszystkich. Każdy z nas wytatuował je sobie lata temu.
- Stary, to była praca. Co mieliśmy zrobić? Odmówić jej? Wyszlibyśmy na chujów, gdybyśmy się nie podjęli pracy nad tym projektem. Odkąd otworzyliśmy biznes cztery lata temu, zajmujemy się każdą renowacją w tym mieście.
- Wiadomość z ostatniej chwili, dupki. Nadal wychodzicie na chujów. I to nie ma nic wspólnego z robotą, której się podejmujecie. - River się roześmiał. - Według mnie po prostu boicie się wkurwić Crawfordów.
Większość nieruchomości w Magnolia Falls, małym miasteczku, w którym dorastaliśmy, należała do rodziny Crawfordów. Ich nazwiskiem nazwano główną ulicę w mieście, podobnie jak szkoły, bibliotekę... to była niekończąca się lista. Spali na forsie, a my mieliśmy powody, żeby ich nienawidzić.
Ale kiedy przyszło do pracy nad renowacją budynku, stanąłem po stronie Nasha i Kingstona. Stawka była niezła, a ich firma świetnie prosperowała. Nie chciałbym, żeby moje osobiste animozje stanęły im na drodze do rozwoju ich interesu.
Demi Crawford, która wróciła do miasta po długim czasie nieobecności związanym z wyjazdem na studia, postanowiła otworzyć kawiarnię tuż obok mojej siłowni. Chłopaki chodziły tam do pracy, a nie randkować z nią. River jednak widział to inaczej.
- Mówiłem ci, że Saylor zaprzyjaźniła się z nią na studiach, i według tego, co mówi ten promyk radości, z którym przypadkiem dzielę DNA, Demi jest fajną dziewczyną. Jej słowa, nie moje. To chyba oczywiste - Hayes przewrócił oczami, wspominając o swojej młodszej siostrze, którą uwielbiał i która była dużo milsza niż jej mrukowaty brat. - Nie przyjaźnię się z Crawfordami, ale to nie znaczy, że nie możemy od czasu do czasu z nimi pracować, biorąc pod uwagę, że mieszkamy w tym samym pieprzonym małym mieście. W zeszłym roku musiałem ugasić pożar w ich domku gościnnym i jakoś nie miałeś mi za złe, że nie pozwoliłem mu spłonąć.
- Nieważne. Robota jest wreszcie skończona. - River napił się kawy i opadł na oparcie skórzanej kanapy w sali na tyłach, w której zawsze odbywaliśmy nasze spotkania. - Możemy już przestać wchodzić w tyłek wrogowi?
- Słusznie. Ale muszę powiedzieć, że ona nie jest taką bogatą, rozpieszczoną suką, za jaką ją masz - powiedział Kingston, po czym natychmiast wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście, by nie pozwolić Riverowi złapać się za gardło. - Nie bronię jej! Mówię, jak ja to widzę. Wyremontowała sobie też apartament nad kawiarnią i będzie tam mieszkać. Nie jest księżniczką z wysokiej wieży, za jaką ją bierzesz. Tylko mówię.
- Och, niech zgadnę. Teraz będziesz próbował umówić się na randkę z pieprzoną Crawfordówną? - syknął River.
- Zluzuj gacie, fiucie. King był wczoraj ze mną i mogę cię zapewnić, że nie zamierza się umawiać z nikim konkretnym - powiedział Hayes, śmiejąc się. - On się zamierza umawiać ze wszystkimi.
- Ej, nie rób ze mnie aż takiego dupka! Po prostu lubię mieć dużo możliwości. I nie, nie zamierzam umawiać się z Demi Crawford. Jest dla mnie zdecydowanie zbyt landrynkowata. - Kingston poruszył brwiami, wiedząc, że drażni brata.
Nienawiść do rodziny Crawfordów płynęła w żyłach nas wszystkich. I była uzasadniona. Ale Demi nie miała z tym nic wspólnego i żaden z nas tak naprawdę jej nie znał, biorąc pod uwagę, że uczęszczała do bajeranckiej prywatnej szkoły, a my chodziliśmy do szkoły publicznej.
Kiedy akurat się tam pojawialiśmy.
Żaden z nas nie przykładał się do nauki, ale jakoś udało nam się skończyć szkołę.
River i ja mieliśmy przejebane po czasie spędzonym w poprawczaku, ale ciężko pracowaliśmy, żeby przywrócić nasze życie na właściwe tory.
Kiedy raz przylgnie do ciebie łatka złego dzieciaka, trudno się jej pozbyć.
Ludzie uwielbiają oceniać z góry - i to właśnie robili.
- W żyłach Crawfordów płynie czyste zło. Ale już dość czasu zmarnowaliśmy na gadanie o nich. Przejdźmy do ważniejszej sprawy, co, Złotko? - River skupił swoją uwagę na mnie.
Nadali mi taką ksywkę, a potem przeniosła się na moją bokserską karierę. Dużo razem przeszliśmy. Byłem najmłodszy w grupie. Zaprzyjaźniliśmy się, kiedy natknęli się na mnie w alejce za siłownią, gdy biłem się z trzema kolesiami kilka lat starszymi ode mnie. Byliśmy jeszcze dziećmi. Dołączyli do walki, gdy dotarło do nich, że tamci mają nade mną przewagę liczebną, i od tamtej pory jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Właśnie. Komu mamy obić gębę za to gówno, które odjebuje ostatnio ten szajbus? - Hayes oparł łokcie na kolanach i nachylił się do przodu. Był strażakiem i dało się to zauważyć. Był potężny i silny, totalny twardziel.
- Po prostu szuka uwagi. - Wzruszyłem ramionami, grając obojętnego, chociaż prawda była taka, że ta sprawa zaszła mi mocno za skórę.
Leo "Miotacz Płomieni" Burns był profesjonalnym zawodnikiem. Nazwali go tak, ponieważ twierdził, że jego prawy sierpowy jest pocałunkiem śmierci.
Kilka miesięcy temu stracił pas mistrza, gdy przegrał z Gunnerem Waverlym. To była jedyna przegrana w całej jego karierze i od tamtego czasu żalił się na ten temat każdemu, kto chciał słuchać. Żądał rewanżu. Twierdził, że tamtego dnia był w słabszej formie i że ten cały Gunner miał po prostu szczęście.
Jego nazwisko liczyło się w branży. Miał całą rzeszę obserwatorów w mediach społecznościowych, a prasa go uwielbiała, bo nie panował nad sobą i był totalnie nieprzewidywalny. Któregoś razu wyrzucił krzesło przez okno w restauracji, ponieważ kelnerka go nie rozpoznała i kazała mu czekać na wolny stolik.
Ten koleś był dupkiem. I z jakichś pojebanych przyczyn znalazłem się aktualnie na jego celowniku. Zrządzeniem losu walka, która kilka lat temu przyniosła mi status zawodowca, odbywała się właśnie z Gunnerem Waverlym. Dopiero co stał się profesjonalnym bokserem. Mój ojciec pociągnął za kilka sznurków i Gunner zgodził się stanąć ze mną do walki. Wtedy jeszcze nie był znany i kiedy go pokonałem, mało kto o tym mówił. A ja wkrótce potem wycofałem się z walk i z całej branży bokserskiej.
Gunner sam zapracował na swój sukces. Wygrał z Leo, a Leo udzielał się w każdej stacji telewizyjnej, która zechciała go zaprosić, i żądał rewanżu. Kilka tygodni później Gunner Waverly uległ wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego amputowano mu stopę.
Nie zmyśliłbym tego, nawet gdybym chciał.
Oficjalnie udał się na bokserską emeryturę, a Leo od tego czasu nie potrafił pohamować złości. Facet stracił cholerną nogę, a Leo potrafił tylko narzekać, że nie doczekał się rewanżu.
I właśnie wtedy zostałem wciągnięty w to bagno.
Tak się złożyło, że byłem ostatnią osobą, z którą Gunner Waverly przegrał walkę. Stąd pomysł Leo, że odkupi swoje imię, kiedy zawalczy ze mną.
Przed Gunnerem to Leo dzierżył pas i wierzył, że to właśnie ze mną powinien stanąć na ringu, aby go odzyskać. Aby udowodnić wszystkim, że zasługuje na ten tytuł.
Chociaż nikt, kurwa, nie wiedział, kim w ogóle jestem.
A mnie było z tym dobrze.
- To pieprzony kutas. Ale jeśli zgodzisz się walczyć z tym złamasem, możesz być pewien, że będziemy przy tobie przez cały czas - zapewnił mnie Kingston, kręcąc głową.
Moi przyjaciele byli obecni na każdej mojej walce, którą stoczyłem od czasów liceum.
Tacy właśnie byliśmy. Zawsze się wspieraliśmy.
Jeden za wszystkich. Mogliśmy na sobie polegać.
- Cholera. Pamiętam twoją walkę z Gunnerem, stary. Skopałeś mu tyłek i wszystkim opadły szczęki. - River zatarł ręce. - Ale ta cała sytuacja z Leo wymyka się spod kontroli. Wiem, że nie chcesz wracać na ring, ale powiem ci... Chętnie zobaczyłbym, jak skujesz mu mordę.
Przestałem się bić po tym, jak mój ojciec stracił przytomność na ringu kilka miesięcy po mojej walce z Gunnerem, a kilka godzin później zmarł. Straciłem zapał do walki i zająłem miejsce ojca w Knockout, siłowni, którą prowadził z Rocco, swoim kumplem, który właśnie przeszedł na emeryturę. Ustawił wszystko tak, żebym zdołał go spłacić. Od tamtego czasu to miejsce było moje i zajmowało mi niemal cały wolny czas. Trenowałem kilku bokserów, doglądałem personelu i ogólnie utrzymywałem to miejsce. Wystarczało mi to do wygodnego życia, ale nie spałem na pieniądzach, a ta walka byłaby szybkim zastrzykiem gotówki.
Ponieważ moja siostra wyjechała do szkoły w innym mieście, robiłem, co mogłem, żeby zapewnić byt mamie i babci po śmierci mojego ojca. Cieszyłem się, że przeprowadziliśmy babcię do nas, bo nie chciałem, żeby którakolwiek z nich była sama.
- Sam nie wiem. Rozmawiałem o tym z Lincolnem i powiedział, żebym nie pozwolił się sprowokować temu kretynowi. Miał dużo więcej do czynienia z tym gównem niż ja. - Lincoln Hendrix był moim starszym bratem, o którym dowiedziałem się dopiero po śmierci ojca. Tata zostawił list, w którym napisał mi o moim nieznanym bracie, a ja go odnalazłem i od tamtego czasu jesteśmy ze sobą blisko.
- Wydaje mi się, że Leo podoba się też to, że masz sławnego starszego brata - zauważył Nash. - Ciągle o tym nawija. I muszę przyznać, że Cutler bardzo chciałby zobaczyć swojego wujka Ro w prawdziwej walce.
Cutler był synem Nasha i od chwili narodzin stał się jednym z nas. Miał prawie sześć lat i był najfajniejszym dzieciakiem, jakiego kiedykolwiek poznałem. Całą czwórką byliśmy jego ojcami chrzestnymi i nie było takiej rzeczy, której byśmy dla niego nie zrobili. Nash wychowywał go praktycznie sam, poza okazjonalnymi weekendami, gdy jego eks pojawiała się, by spędzić z nim czas. Tak więc w pewnym sensie Cutler był cały nasz. Kilka tygodni temu zaczął przychodzić do mnie na lekcje boksu, ponieważ nagle się nim zainteresował i chciał się nauczyć walczyć.
- Wiem. Powiedział mi w zeszłym tygodniu, że chce mnie zobaczyć na ringu. Myślałem, że może uda mi się namówić któregoś z was i rozegramy sobie mały sparing - powiedziałem ze śmiechem.
- Czy ja wiem? Może jednak powinieneś skorzystać z propozycji Leo. Widziałeś, co odstawił wczoraj? Z twoim imieniem? - River zmienił głos, by brzmieć jak mała dziewczynka, i wyrecytował: - "Romeo, Romeo, czemuż ty jesteś Romeo?"[1].
Duży kanał sportowy przeprowadzał wczoraj wywiad z Leo i zapytany o swoją następną walkę, dowalił tymi pierdołami z "Romeem". Gdybym dostawał pięciocentówkę za każdym razem, gdy ktoś wypowiada do mnie te słowa... Cóż, nie musiałbym się wtedy zastanawiać nad powrotem na ring.
Prawda była taka, że strasznie mnie to wkurwiało.
Całe miasto wypytywało mnie, czy zamierzam skopać mu tyłek, bo ten debil nie chciał się zamknąć i przy każdej nadarzającej się okazji wycierał sobie mną gębę.
- Prowokuje cię - stwierdził Nash. - Jeśli chcesz wrócić na ring, będę cię wspierał całym sobą, bo nie ma nic piękniejszego niż patrzenie na to, jak go miażdżysz. Ale jeśli nie chcesz do tego wracać, pamiętaj, że nic nie jesteś winien temu kutafonowi.
- Prawda. - Hayes uniósł filiżankę z kawą, a my wszyscy zrobiliśmy to samo.
- Muszę to przemyśleć. Sam nie wiem, czego, kurwa, chcę. - Odchrząknąłem i zwróciłem się do Nasha. - Przyprowadzasz Cutlera dzisiaj po szkole?
Nash i Kingston pracowali nad wielkim projektem miejskim i wiedziałem, że będą zajęci do późna.
- Tak. Dzięki, stary. Tylko na kilka godzin, wpadnę po niego po kolacji.
- Spoko. Pozwolę mu się trochę pobawić na ringu, a potem może wyskoczymy na pizzę.
- Cutler to farciarz. Ma najbardziej zajebistych wujków na świecie. Wyobraźcie sobie, jaką pewność siebie będzie miał ten dzieciak, jeszcze zanim pójdzie do liceum. - River parsknął śmiechem.
- Może powinniśmy trochę przystopować. Młody już nie rozstaje się z tą cholerną skórzaną kurtką, którą mu dałeś. - Nash spojrzał na Rivera z uniesioną brwią, po czym zwrócił się do Kingstona: - A teraz pyta, kiedy będzie mógł sobie zrobić tatuaż Jeden za wszystkich, bo ktoś mu powiedział, że żeby być w naszej paczce, musi się wydziarać. To było słabe, King. On jeszcze nawet nie ma sześciu lat, a prosi mnie o jebany tatuaż.
Kingston uniósł rękę i parsknął pod nosem.
- O, stary. Kiedy był u mnie w zeszłym tygodniu, chodziłem bez koszulki, a on mnie ciągle o to wypytywał. Powiedział mi też, że nie podoba mu się jego imię i że chce je zmienić.
- Właśnie, co to za akcja z jego imieniem? Powiedział mi, że go "nie czuje" i zastanawia się nad nowym. Chyba zryłem mu mózg bardziej, niż sądziłem. - Nash przetarł twarz dłonią.
- Hej - powiedziałem. - Cutler to najfajniejszy dzieciak, jakiego znam. Jest odważny. Ja w jego wieku nie miałem takiej pewności siebie.
- No nie wiem... Młody Romeo łamał serca i skopywał tyłki dzieciakom dwa razy większym od siebie, i to poza siłownią i w dość młodym wieku - powiedział ze śmiechem Hayes. - Ale zgadzam się z nim. Nie masz się co martwić swoim chłopakiem. Wie, że jest kochany. A nie każdy z nas może to o sobie powiedzieć, co nie?
Potaknęliśmy. Wszyscy mieliśmy ciężkie dzieciństwo, każdy z nas na swój sposób.
Ale przetrwaliśmy i wyszliśmy na ludzi. Prawdopodobnie właśnie przez to trzymaliśmy się razem.
W tej przyjaźni.
W tym braterstwie.
Wszyscy chcieliśmy lepszego życia dla Cutlera. Może nie miał tradycyjnego domu, ale wychowywał się w otoczeniu rodziny, a nasza miłość do tego dzieciaka nie miała granic.
- Cholernie dobrze powiedziane. Cutler jest bardziej kochany, niż nasze ohydne mordy kiedykolwiek były. - River podniósł się z miejsca.
Zawibrował mój telefon. Zerknąłem na wyświetlacz i jęknąłem.
- Co jest? - rzucił Kingston.
- Mimi chce, żebym przyniósł jej i mamie jakieś dyniowe gówno z Magnolia Beans. - Przewróciłem oczami. Za każdym razem, gdy w mieście otwierało się coś nowego, moja mama i babcia robiły z tego wielką sprawę.
- Kurwa. Gdyby to był ktoś inny, a nie twoja mama i Mimi, powiedziałbym, żebyś tego nie robił. W końcu teraz wszyscy pijemy kawę Crawfordów. - River pokazał nam środkowy palec, po czym wyrzucił papierowy kubek do kosza.
- To nic osobistego. Wciąż nienawidzimy Crawfordów - powiedział Kingston. - Ale sam chętnie napiłbym się pumpkin chai latte z sercem z pianki na górze.
Rozległy się śmiechy.
Pożegnaliśmy się naszym zwyczajowym uściskiem dłoni, a Hayes w drodze do wyjścia wyskandował naszą przyśpiewkę.
- Jeden za wszystkich. Bracia do końca. Lojalność na wieki. Przyjaciele na zawsze.
Pokazał nam znak pokoju i wyszedł.
Ja też wróciłem do siłowni i zabrałem się do pracy.
Miałem sporo na głowie i musiałem podjąć decyzję w sprawie walki.