1Wstęp techniczny, ale przeczytajcie
To jest książka o seksie, seksualności, sensualności i erotyce. Gdy pisałam moją pierwszą książkę na ten temat, Rozkosz. Opowiadania do czytania jedną ręką, myślałam, że jej lekturze towarzyszyć będą kubek herbaty, kieliszek wina, lubrykant czy chusteczki higieniczne, a może i druga osoba (wiem, że niektórzy czytali sobie fragmenty na głos, to spełnienie mojej fantazji, dziękuję!), tymczasem równie często towarzyszyły jej ponoć kartka, notes, długopis, pióro. Niektórzy pisali, że nie spodziewali się, iż czytając opisy zaangażowanego, uważnego seksu, będą czuli potrzebę journalingu, własnej pracy z książką. Inni przyznawali, że płakali przy opisach szczególnej uważności na ciało i emocje, bo nigdy czegoś takiego nie przeżyli, i zapisywali swoje uczucia, a potem - terapeutycznie czy coachingowo - notowali, jakiej intymności chcieliby w swoim życiu więcej. Inni pisali listy i/lub wiadomości do kochanków, do siebie samych. Były też osoby, które robiły notatki bardziej anatomiczne - czego nie wiedziały o swoim ciele, a na co warto zwrócić uwagę (słynna "kluseczka", którą dostaliśmy w prezencie od Jüne Pl?, autorki Klubu rozkoszy, pamiętacie ten szczegół anatomiczny z pierwszego opowiadania?). Ludzie zapisywali, czego chcieliby spróbować - od fantazji po konkretny ruch. Czasem zapisywali, co ich odrzuca i nie jest "ich" - z czego się cieszę, bo też nie odnajduję się w wielu cudzych opisach, narracjach i fantazjach seksualnych, świetnie więc, że te osoby dowiedziały się i tego, co je n i e kręci.
Daję więc wam znać zawczasu, że wchłanianie tego, co tu jest, będzie fajniejsze (opieram się pokusie napisania "skuteczniejsze" czy "głębsze"), kiedy będzie temu towarzyszyła wasza refleksja - zapisana, pomazana, narysowana, a na pewno przeżyta i zaaplikowana w bliższej lub dalszej przyszłości... Może chcecie więc odnaleźć w szufladzie notes lub zeszyt albo kupić je sobie specjalnie na tę okazję?
O to chciałabym was poprosić: piszcie ręcznie. Po pierwsze - telefon i komputer odciągną was od książki w trzy nanosekundy. A tu chodzi o to, żeby się skupić, zanurzyć w doświadczeniu. Po drugie - pisanie ręcznie jest megazmysłowe (zobaczcie, ile faktur może mieć papier, jak pióro trzyma się w dłoni, jakie litery stawiacie tego dnia, i zauważcie, że pisząc, stwarzacie coś z niczego), w co wierzę głęboko, choć wiem o szkolnych traumach, zwłaszcza osób z dysgrafią. Zauważyłam, że kiedy piszę długopisem lub piórem w notesie albo - tym bardziej - na jakimś świstku papieru w kawiarni, na lotnisku, ludzie dookoła zaczynają uważnie mnie obserwować. Coś, co kiedyś było zwyczajną czynnością, stało się wyjątkowe, pociągające, przypomina gest rysownika, zaciekawia. Nie zliczę, ile razy zagadano mnie o to, pytano, co piszę, ile razy ludzie powiedzieli mi: "dawno nie widziałem, żeby ktoś tak pisał w zapamiętaniu, zdałem sobie sprawę, jak dawno tego nie robiłem", "jak dawno nie szeptałem nikomu do ucha czułych słówek", "jak dawno nie byłem na randce", "jak dawno nie oglądałem komiksów erotycznych, a przecież je kocham". Jakby przyznawali się do czynności intymnej.
Dajcie ludziom pretekst do tego, żeby was zagadali. I dajcie swoim mózgom popracować inaczej niż zwykle. Ta książka będzie właśnie o tym: żeby zwolnić, robić rzeczy inaczej, uważniej, dawać sobie przestrzeń, relaksować się, podniecać mózg - i ciało. Robić rzeczy ręcznie. Kochać siebie - także w tym fizycznym, uważnościowym wymiarze - w swoich małych quirkiness. Celebrować. I się puścić. Tego wam (i sobie) życzę.
Ach, i ta książka będzie meandrować. Jest raczej przygodą, podróżą, seksualnym RPG niż poukładanym podręcznikiem - traktujcie ją jak Grę w klasy Julio Cortázara, moją ukochaną powieść, którą można czytać chronologicznie albo skacząc po rozdziałach wedle kodu. Przypominajcie sobie, wracajcie, by kreślić po niej (choć jest ładna!), albo kupcie sobie takie naklejeczki i na bokach stron zaznaczajcie za ich pomocą, co do was trafia: bawcie się nią tak dobrze jak sobą.
×
O to chciałabym was poprosić: piszcie ręcznie. Po pierwsze - telefon i komputer odciągną was od książki w trzy nanosekundy. A tu chodzi o to, żeby się skupić, zanurzyć w doświadczeniu. Po drugie - pisanie ręcznie jest mega-zmysłowe (zobaczcie, ile faktur może mieć papier, jak pióro trzyma się w dłoni, jakie litery stawiacie tego dnia, i zauważcie, że pisząc, stwarzacie coś z niczego)...
2Wstęp mniej techniczny, ale bardzo ważny
Zacznę nietypowo, bo od zagadnień językowych. I to mających niewiele wspólnego z fizycznym językiem - niesamowitym organem przyjemności - a więcej z naszym mózgiem - największym organem przyjemności.
Jakiś czas temu George Lakoff, amerykański politolog i językoznawca z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, światowej sławy specjalista w zakresie lingwistyki kognitywnej, autor przełomowych Metafor w naszym życiu, w swojej książce Nie myśl o słoniu! Jak język kształtuje politykę, opowiedział światu o... zielonym słoniu. Dowodził, że jeśli usłyszymy zdanie "nie myśl o zielonym słoniu", to pierwszą rzeczą, jaką wykona umysł każdego z nas, będzie wytworzenie wyobrażenia wielkiego, pięknego słonia w odcieniach szmaragdu. Tak już jesteśmy skonstruowani - dowodził - że słowa aktywują nasz mózg, i choćbyśmy nie wiadomo jak próbowali zatrzymać myślenie o słoniu, nie damy rady: możemy oczywiście jakoś tego słonia potem zmodyfikować, ale w pierwszym momencie pojawia się jednak... no, zielony słoń.
Podobnie jest z myśleniem i mówieniem o seksie. Seksterapeuci mówią (a nawet ostatnio piszą, przynajmniej w "The New York Times"), że pary martwią się seksem, podchodzą do niego zbyt intelektualnie, czepiają się siebie, ciągle porównują i po prostu nie mają z niego frajdy, skupiając się na tym, co jest według nich "nie tak". Nic dziwnego. Edukacja seksualna skierowana do młodzieży i dorosłych nie koncentruje się na przyjemności. Na nieskończonych sposobach uzyskiwania rozkoszy; nie uczy, że miziając się piórkiem pod kolanem, możemy dojść (i że dotyczy to wszystkich płci!). Uczy o zagrożeniach - niechcianej ciąży, chorobach, mówieniu "nie" (średnio już o entuzjastycznym mówieniu "tak" - a powtórzcie sobie to w głowie i poczujcie, co wam to robi, jak mówicie "tak, tak, tak" i słyszycie "tak, tak, tak!"). Seks przedstawiany jest jak pole minowe, i to z minami różnego typu, lub jak gra komputerowa, gdzie jak nie ciąża, to pochwica (musiałam!)...
Jako nastolatka byłam przerażona seksem - bywa, że i teraz się boję, a jestem po czterdziestce! - i wszystkimi złymi rzeczami, które mogą mnie spotkać. Myślałam, że tylko dziewczyny tak mają, ale widzę po statystykach, że z seksu rezygnują czasem także młode chłopaki, czyli to nasz wspólny problem, choć mający u obu płci inne podłoże... Jednocześnie ta ogromna siła, jaką jest ludzkie pożądanie, pchała mnie do spróbowania "tego seksu". Gdybym nie naczytała się literatury erotycznej w młodości, mogłoby być inaczej. Gdybym zamiast tego trafiła na kiepskie - a mało jest innego! - porno, mogłabym nie wiedzieć, że seks jest o g r o m n ą p r z y j e m n o ś c i ą , i do niego nie dążyć. Mając jednak w pamięci słowa Ana?s Nin, chciałam mieć te doznania i doświadczenia, co ona (dobrze jest mieć odpowiednich role models).
Nin potrafiła pisać tak:
Małe dawki, rozsądne miłości, wszystkie demi-teintes - pozostawiają mnie chłodną. Uwielbiam szaleństwo, namiętność... zmysłowość, która sprawia, że kończy się skala na termometrze! Jestem neurotyczna, perwersyjna, destrukcyjna, namiętna, niebezpieczna - jestem lawą, łatwopalną, niepowstrzymaną. Czuję się jak zwierzę z dżungli, które ucieka z niewoli1.
A seks opisywała w superzmysłowy sposób, którego próbkę dam wam tutaj:
Ciekawe, co widzi, patrząc na mnie? - zastanawiała się. Kiedyś wstała i podeszła do okna z długim lustrem, które postawiła na podłodze, opierając je o krzesło. Następnie usiadła przed nim na dywanie i - nie spuszczając zeń oczu - powoli rozsunęła uda. Widok był zachwycający. Skóra była bez zarzutu, srom - różany i pulchny. Pomyślała sobie, że wygląda jak liść drzewa gumowego ze swoim ukrytym mleczkiem, które można wycisnąć palcem; z tym wonnym płynem podobnym do wilgoci morskich muszli. W ten sposób z piany morskiej zrodziła się Wenus, wraz z drobnymi ziarenkami słonecznego miodu, który jedynie pieszczoty mogły wydobyć z tajnych zakamarków jej ciała2.
Nic więc dziwnego, że na moje podejście do seksu wpłynęły metafory, oczekiwania i język. Dołóżcie do tego drobiazgowe opisy seksu w wielkim tomiszczu Kwiaty śliwy w złotym wazonie - klasycznej chińskiej powieści porównywanej do Dekameronu, w której miłosne igraszki były opisywane nader eksplicytnie, co robiło wrażenie na osobie mającej lat najwyżej naście. I skupiano się tam na - uwaga! k o b i e c e j rozkoszy - co w pornografii głównego nurtu nie istnieje, bo w niej kobieca przyjemność jest wynikiem męskiego działania i koncentruje się na męskiej perspektywie przeżywania i obrazowania seksu, a i tak napisałam to eufemistycznie. To spowodowało, że w moim myśleniu o seksie wcześnie pojawiła się łechtaczka. Uświadomiłam sobie jej rolę, to, że trzeba ją pieścić. Od tego czasu wydawało mi się to tak naturalne, jak to, że przed seksem dobrze by było zdjąć majtki. Chcecie próbkę? Proszę bardzo:
Tymczasem Złoty Lotos zaścieliła leżankę, zdjęła z siebie wszystko i ułożona na wznak poruszała lekko trzymanym w dłoni wachlarzem z białego jedwabiu. Na ten widok Simenem targnęło pożądanie. Pozbywszy się również całego przyodziewku, zasiadł na ogrodowym stołeczku i palcami stopy jął pieścić czubeczek jej kwiatuszka, aż pociekł zeń sok, niczym ślina spod ślimaka.
[...] Szósteczka usiadła tuż obok Simena i podawali sobie wino z ust do ust. Simen objął ją i przycisnął swe wargi do jej warg, a rozchyliwszy je, znalazł językiem jej język. Ona zaś poszukała ręką u dołu jego nefrytowej gałązki i poczęła ją pieścić. Owładnięci pożądaniem, przestali pić, zasunęli drzwi i pozbywszy się odzienia, weszli na rozścielone łoże. Był to czas, w którym słońce kończy swą wędrówkę na zachodzie. Wino rozochociło lubieżnie Simena. Wydobył z woreczka srebrną nasadkę i uzbroił swojego wojownika, a Szósteczka bawiła się nim, patrząc, jak rośnie, drga, pęcznieje potężnie i promienieje fiołkowym połyskiem. Usiadła szeroko na kolanach Simena i zwarli się, objęci ściśle ramionami za szyje, ona zaś uniosła nogę i dłonią poprowadziła gościa do swej izdebki. Przylgnęli do siebie, przyciskając ciasno przyrodzenie do przyrodzenia i trwając tak dobrą chwilę, po czym Simen jął wędrować przez czarny gąszcz w mroki śliskiej kotliny. Żądza kazała mu natychmiast ruszyć do boju. Ułożył Szósteczkę na plecach, a gdy uniosła nogi, wsunął ręce pod jej biodra i ruszył do natarcia z całą mocą, do której był zdolny. Cóż za widok przedstawiało miłosne pole bitwy!
[...] Szósteczka dotknięta była pewną, cokolwiek osobliwą, słabostką: oto lubiła nade wszystko, by każdy, kto miał z nią sprawę, wchodził do jej ogródka przez tylny dziedziniec i pieścił jej kwiatuszek. W inny sposób nie doznawała należytej przyjemności.
[...] Gawędząc tak, zasiedli do stołu i nie trwało to długo, jak jęli się do siebie przyciskać, ramię do ramienia, biodro do biodra. Rozochoceni winem, rodziali się i weszli do łóżka, aby z całą swobodą oddawać się wszelkiej rozkoszy. Ona leżała wyciągnięta na grubej ściółce kołder nasyconych pachnidłami drażniącymi niepokojąco nozdrza. On - wiedząc już, jaka z niej miłośnica - postanowił tym razem przejść samego siebie. Miał ze sobą brokatowy woreczek, a w nim zbiór miłosnych przyborów. Był tam srebrny wspornik, kapturek nażołędny, obrączka siarczana z piórkami, pas biodrowy z białego jedwabiu pełen podniecających ziół, nefrytowa nasadka na różdżkę, maść do pieczętowania pępka oraz dzwoneczek birmański.
Szósteczka, leżąc na plecach wsparta o podgłówek, uniosła wysoko uda, między którymi sterczał języczek jej kwiatuszka. Simen wsunął jej wprzód do wnętrza dzwoneczek birmański, następnie zaś nałożył sobie srebrny wspornik i siarczaną obrączkę, a potem wypełnił pępek maścią. Ona własną dłonią naprowadziła sobie jego różdżkę do wnijścia i po trosze, w miarę gdy się przybliżali do siebie, posuwała ją głębiej i głębiej3.
To, czym się nasycamy jako dzieci, nastolatkowie i osoby dorosłe, ma znaczenie. Przekazy, z jakimi wyruszamy w podróż w seksualność - i to nie tylko przekazy z domu, lecz także obrazy, opisy i przekonania przez nie napędzane - są bardzo ważne. Tak jak ważne jest to, czy mamy swoich seksprzewodników: czy będzie to sexy sąsiadka chodząca w klapkach na obcasie (uwielbiam! taką postać w polskiej kinematografii we Wszystko, co kocham wykreowała Katarzyna Herman), czy pisarz opisujący swoje podboje, James Bond czy bohaterowie bajek anime.
Warto rekonstruować te nasze pierwotne mapy, palimpsesty złożone nie tylko z rodzinnych przekazów czy kolejnych kochanków, ale także z tego, co krąży w kulturze.
Warto rekonstruować te nasze pierwotne mapy, palimpsesty złożone nie tylko z rodzinnych przekazów czy kolejnych kochanków, ale także z tego, co krąży w kulturze. Ja miałam szczęście, że moim GPS-em były książki, a potem soft klasyki, jak Kochanek, 9 1/2 tygodnia, Dzika orchidea. Dzięki temu pasjonował mnie nie tyle seks, ile erotyka, którą uważałam za fascynującą (niektórzy mówią, że w słowie "fascynacja" zawiera się i ciekawość, i trochę lęku i obrzydzenia...) dziedzinę życia. Chciałabym podzielić się z wami tą fascynacją, bo dzięki niej seksualność jest nie tylko zaspokojeniem jakiejś potrzeby ciała (jak swędzenie), lecz także superciekawą przygodą ze sobą samym, niezależnie od tego, czy jesteśmy w relacji z kimś, czy nie. Konstytuuje seksualną relację z samym sobą i życiem jako najfajniejszym kochankiem.
ĆWICZENIE I
Jakie erotyczne role models/GPS-y masz?
Poszukaj tych, którzy wpłynęli na ciebie pozytywnie. Przypomnij sobie doświadczenia, które ukształtowały twoje myślenie o seksie. Czy chciałeś/chciałeś być jak ktoś? Czuć to, co oni, albo coś, co czułeś podczas tych doświadczeń? Jak ukształtowali twoje myślenie o seksie? Jakie ich cechy chciałbyś/chciałabyś inkorporować do swojego życia?
UWAGA: zgodnie z zasadą zielonego słonia poszukaj POZYTYWNYCH, KRĘCĄCYCH, FAJNYCH. Jeśli masz takie, które są negatywne i rzutują na twoje życie seksualne, to lepiej przegadać to z kimś bliskim, a najlepiej z terapeutą.
Dlatego podczas seksu nie myślcie o zielonym słoniu: problemach, lękach, o tym, co jest nie tak z wami, z partnerem, z dniem, życiem, o tym, co może być przeszkodą (tak, wiem, teraz o tym mówimy, ale po to, żebyście wiedzieli, jaki jest kierunek!). Skupcie się na tym, co jest dobre, wspaniałe, na tym, co się dzieje, i na tym, że znalazł się na to czas, że możecie być z osobą, którą lubicie, oraz na ciekawości, byciu, nieocenianiu. Tak, wiem, będziecie potrzebować do tego narzędzi, i obiecuję, że was w nie wyposażę, ale najpierw zobaczcie, że to na was spoczywa odpowiedzialność, żeby kierować swoją uwagę ku temu, co was karmi, a nie ku temu, co wysysa, ku pełni, a nie ku deficytowi, ku temu, co działa, a nie tylko ku temu, co nie działa. Nie zachęcam was do przemilczania tego, co nie działa, tylko do tworzenia dobrej atmosfery, do wzięcia odpowiedzialności za tę sferę życia. Nie oczekujcie, że samo się zrobi - to jedno z odbierających nam przyjemność w życiu przekonań: że dobry seks po prostu robi się sam! Tak myślimy też często o związkach - że te fantastyczne po prostu są wynikiem dopasowania. I tyle, bez pracy! Ważne są aktywne uczestniczenie, szukanie rozwiązań, a nie skupianie się na "problemie".
Tego skupiania się na dobrym - albo na ciekawości, bo ona jest tu fantastycznym narzędziem! - będziemy się, mam nadzieję, tutaj uczyć, bo przecież to nie tylko umiejętność łóżkowa: to umiejętność, która zmienia całe życie. Myślenie o zasobach, obfitości - nie o deficytach i lęku. Patrzenie na to, co mamy, co jest - zamiast na wyobrażone "nie ma", na niedoskonałe. To właśnie w ten sposób - mówią o tym i filozofowie, i religie, i nauczyciele uczący o wdzięczności - robimy sobie raj na ziemi.
Dlatego też skupię się raczej na przyjemności, nie na zielonych słoniach problemów, choć ich nie unikniemy.
To skupianie się na przyjemności to także powód, dla którego opublikowałam Rozkosz - zbiór opowiadań erotycznych. Napisałam je w odpowiedzi na krzywdzące według mnie przekonanie, że po polsku nie da się pisać i mówić o seksie (co implikuje, że nie możemy poprosić o to, czego chcemy, co lubimy, opisać swojego stanu drugiej osobie... nie?). Chciałam zmusić nasze mózgi do myślenia o seksie, i to myślenia dobrze. Ba! Zajebiście! Sexy! Erotycznie! Większość podręczników seksualności, które czytałam - napisanych przez specjalistów, lekarzy, terapeutów nie od przyjemności, lecz od komplikacji - odnosi się do ludzkich problemów z seksualnością. Ta książka ma was jeśli nie rozpalić, to przynajmniej wskazać rozwiązania. Ma być jak fajna przyjaciółka, z którą można pogadać o wszystkim i od której można czegoś się dowiedzieć, a trochę jak kurtyzana, seksworker, ale też jak filozof seksualności - seksozof! - jak rozwleczony na odcinki TED, motywacyjny pep-talk, jak drażniący usta rant kieliszka z margaritą, obsypany solą, jak te strzelające gumy do żucia, które eksplodują w ustach setką małych jednocześnie bolesnych i rozkosznych iskierek - ma być inspiracją i instruktażem. A co przy okazji mi się napisze, a wam się zdarzy - zobaczymy.
Będę też was challengować, uważam bowiem jak mój guru, Marty Klein, autor Inteligencji seksualnej, że nasze wyobrażenie o seksualności - kształtowane przede wszystkim przez męski dyskurs (tak, napisałam to!), ale też przez porno, które jest superdziwnym tworem - po prostu strasznie nie przystaje do tego, kim jesteśmy jako istoty czujące i myślące, tworzące sztukę, kreatywne, chcące więcej. Z jednej więc strony chcę, żeby to, co myślimy o seksie, było realistyczne (czyli dopasowane do tego, jacy jesteśmy, a przecież jesteśmy tacy różni - co może rodzić kłopoty, ale też prowadzić do absolutnie cudownych fuzji, do widzenia i czucia rzeczy w sposób, w który nigdy nie czuliśmy), z drugiej - żeby nie było pozbawione fantazji. Żebyśmy byli raczej właśnie filozofami seksu i kształtowali fantazję "pod siebie", niż dawali się wprowadzić w niby "ułatwiające" schematy. Żebyśmy nie byli zalęknieni, zastraszeni wstydem, żebyśmy rozmawiali o seksualności.
Wrzucę wam - niczym Alain de Botton, mój ulubiony filozof codzienności, autor książki Jak myśleć więcej o seksie - od razu coś do przemyślenia: trudno mi zrozumieć, dlaczego pary w długotrwałych związkach, które chcą mieć seks, idą wcześniej na kolację. Rozumiem te, które dopiero się zapoznają: rozmowa to przecież niezbędny składnik wchodzenia w intymność. Już samo jedzenie jest intymne - o czym więcej za chwilę - i ułatwia konwersację, nie mówiąc o alkoholu - niezbędnym dla wielu, nie dla mnie, składniku randek, który sprawia, że rozwiązują się nam języki i luzują mięśnie. Ale te wieloletnie związki przecież powinny wiedzieć, że po kolacji nie chce się ruszać, tylko spać. Do tego dochodzi ryzyko, że przeniesiemy kłótnię znad stołu do łóżka! Dlaczego wymyśliliśmy sobie, że to właśnie po zjedzeniu risotta, steka i deseru najlepiej będzie nam robić kamasutrę? Dlaczego pary nie umawiają się na seks? Dlaczego nie robią czegoś, co sprawia, że czują się komfortowo - np. nie biorą wspólnej kąpieli, prysznica, masażu? Nie rozmawiają? I dlaczego nie idą jeść dopiero po seksie, by uzupełnić spalone tak pięknie kalorie? Karmiąc się nawzajem i roztaczając w restauracji after sex glow? Wam się nie chce jeść po seksie? Bo mnie tak! I to piekielnie!
Tego typu wyzwania - i być może inspiracje - będę wam tu podrzucać: niech was śmieszą, oburzają, irytują. Niech wam się wydają obsceniczne i obrzydliwe. Może zrobią wam coś dobrego, a nawet rozkosznego, i sprawią, że pomyślicie o seksie, zmysłowości, erotyce inaczej. Może zdystansujecie się od tego, co teraz w formie fastfoodowej papki serwuje nam świat - niby papki seksualnej, a tak naprawdę nie sensualnej, dającej nam tylko na krótko dopaminę i zmieniającej naszą wrażliwość. O to chodzi w tej książce.
Więc nie myśl o zielonym słoniu. Pomyśl o rozkoszy.
ĆWICZENIE II
Odszukaj w pamięci najbardziej erotyczne sceny, jakie udało ci się przeczytać lub zobaczyć - w literaturze, w kinie.
Co podczytywałeś/podczytywałaś rodzicom, kiedy byłeś/byłaś dzieckiem i nastolatkiem? Jak to na ciebie wpłynęło? Czego dowiedziałeś/dowiedziałaś się o seksie i seksualności? A może wpłynęły na ciebie nie tyle erotyczne sceny, ile zmysłowe opisy? Jaką najbardziej zmysłową książkę przeczytałeś/przeczytałaś? A może to był wiersz? Moje polecenia erotycznych powieści w literaturze znajdziecie na końcu książki!
A jeśli chcecie wiedzieć, co literatura może zdziałać - zwłaszcza czytana głośno - przeczytajcie rozdział Wiersz z Rozkoszy, gdzie pojawia się mój ukochany poemat E.E. Cummingsa.
A, i jeszcze jedno - przed chwilą skończyłam rozmawiać ze swoją przyjaciółką, która wie, czym się zajmuję i co napisałam. Dostała Rozkosz jako jedna z pierwszych. Zwierzyła mi się, że nie wie, co lubi w seksie, że jest zagubiona, że chciałaby więcej przyjemności, ale zawsze polega na partnerach, którzy są samolubni. Zapytałam ją, jak sama sobie robi dobrze. Odpowiedź była niejasna, bo przyjaciółka uważa, że przecież przyjemność mają nam dostarczyć inne osoby. Zapytałam, jakie daje im wskazówki. Nie daje, bo nie wie, co lubi. Zapytałam, co ostatnio czytała o seksie i seksualności. Nic. A to jak próba ugotowania wspaniałego dania bez sięgania po książki kucharskie i bez podstawowych umiejętności. Nawet makaron z sosem pomidorowym może być kiepski - ale może być też wybitny, jeśli będzie zrobiony ze wspaniałych składników, jeśli dowiemy się, jak go przyrządzić, jeśli zaangażujemy się w gotowanie, jeśli podkręcimy smak, czerpiąc wiedzę z książek, blogów, instagrama. Tak już mam, że wierzę w literaturę.
W tę o kulinariach, ale i w tę o seksie.
×