1. Zdrowie psychiczne we współczesnym świecie
(Pierwszy wykład: 26 stycznia 1953)
a) Co to jest zdrowie psychiczne?
Istnieją dwa możliwie podejścia, jeśli chodzi o pytanie, czym jest zdrowie psychiczne we współczesnym społeczeństwie. Jedno z nich ma charakter statystyczny, a drugie analityczny, jakościowy.
Podejście statystyczne jest proste i można je pokrótce omówić. Pytamy o liczby opisujące zdrowie psychiczne współczesnego społeczeństwa i co nam mówi statystyka. Liczby te nie są w istocie szczególnie zachęcające. Dowiadujemy się, że rocznie wydajemy w Stanach Zjednoczonych około miliarda dolarów na opiekę nad umysłowo chorymi i że około połowę naszych łóżek szpitalnych zajmują osoby chore psychicznie.
Liczby te są nawet jeszcze mniej zachęcające - są zdumiewające i wymowne, jeśli weźmiemy pod uwagę niektóre dane dotyczące Europy, gdzie stwierdzamy, że kraje europejskie, które są najbardziej stabilne, bezpieczne, takie jak Szwajcaria, Szwecja, Dania i Finlandia, należą do krajów o najsłabszym zdrowiu psychicznym, to znaczy obfitujących w znacznie większą liczbę schizofreników, samobójców, alkoholików i zabójców niż inne kraje europejskie.
I tutaj nasze dane statystyczne naprawdę stanowią problem. Co to znaczy, że owe kraje europejskie, które pod względem społecznym i kulturalnym osiągnęły dokładnie to, co wydaje się ideałem, do którego dążymy, ale którego jak dotąd nie osiągnęliśmy, owej typowej dla klasy średniej zamożności, opartej na wielkim poczuciu bezpieczeństwa ekonomicznego, a mimo to kraje te wydają się znajdować w stanie, który nie dowodzi, że ten sposób życia tak bardzo sprzyja zdrowiu psychicznemu czy szczęściu, jak zawsze uważaliśmy.
Równocześnie, choć w Stanach Zjednoczonych i w Europie choroby umysłowe są tak powszechne, z drugiej strony można mówić o wielu zjawiskach korzystnych. Poprawiła się opieka nad chorymi psychicznie. Opracowano nowe metody. W Europie i Ameryce powstał ruch poświęcony higienie psychicznej i tak naprawdę nie wiemy, czy nasze liczby po prostu odzwierciedlają większe nasilenie chorób umysłowych, czy też pośrednio wskazują na większą troskę o zdrowie psychiczne, osiągnięte dzięki lepszym metodom, dokładniejszym obserwacjom, większemu dostępowi do opieki medycznej i dzięki temu rozpoznajemy znacznie skuteczniej, kto jest chory umysłowo, wskutek czego nasza statystyka jest znacznie gorsza, niżeli byłaby, gdybyśmy nie poświęcali tyle uwagi i nie skupiali się na zdrowiu psychicznym i jego braku. Sądzę, że jeśli będziemy się posługiwali tylko podejściem statystycznym i przyglądali samym liczbom, będziemy tak samo zdezorientowani jak wtedy, gdy nie dysponowaliśmy tymi liczbami i nie wiedzieliśmy, co znaczą, co często się zdarza, jeżeli zwracamy uwagę tylko na statystykę.
W ramach tych czterech wykładów chciałbym omówić nie tyle stronę statystyczną, ile jakościową. Zaczniemy od pytania: "Co rozumiemy przez zdrowie psychiczne i chorobę psychiczną?", po czym zajmiemy się pytaniem: "Jak przedstawiają się fakty dotyczące zdrowia psychicznego i choroby psychicznej, określane w odniesieniu do struktury naszej kultury w roku 1953?". Jeżeli chcemy mówić o zdrowiu psychicznym we współczesnej kulturze, musimy porównywać nie tylko zdrowie psychiczne z jednej strony i kulturę z drugiej, ale powinniśmy zrozumieć implikacje: co w procedurze, jakie elementy w strukturze sprzyjają zdrowiu, a jakie chorobom psychicznym.
Jeśli pytamy, co właściwie rozumiemy przez zdrowie psychiczne, musimy rozróżnić dwa podstawowe pojęcia, które są wciąż używane i często niedostatecznie odróżniane, chociaż różnica między nimi jest zupełnie wyraźna. Jedno z nich to pojęcie o charakterze relatywistycznym, społecznym. Odpowiada ono stanowi umysłu typowemu dla większości społeczeństwa. Jest podobne do definicji inteligencji. Inteligencję stanowi to, co mierzymy za pomocą testu na inteligencję. Z tego punktu widzenia zdrowie psychiczne stanowi przystosowanie się do trybu życia istniejącego społeczeństwa, zupełnie niezależnie od tego, czy społeczeństwo jako takie jest zdrowe, czy szalone. Liczy się tylko to, że dany człowiek jest do niego przystosowany.
Wielu z was zna opowiadanie H.G. Wellsa pt. Kraina ślepców (1925), w którym młody człowiek zagubiony gdzieś w górach napotyka plemię, którego członkowie od pokoleń są ślepi od urodzenia. On widzi. Jednak to jego pech, bo wszyscy są bardzo podejrzliwi, i są tam wielce uczeni lekarze, którzy rozpoznają jego chorobę jako dziwaczną czy niespotykaną anomalię twarzy, która jest źródłem wszelkiego rodzaju dziwnych i patologicznych zjawisk. ["Te dziwne rzeczy, które zwą oczami i które stanowią miłe, miękkie zagłębienie w twarzy, w jego wypadku są chore i zaatakowały mózg. Są silnie rozdęte, ten człowiek ma rzęsy, a jego powieki poruszają się i wskutek tego mózg jest w stanie nieustannego podrażnienia i rozproszenia"]. Nasz bohater zakochuje się w miejscowej dziewczynie, której ojciec jest mu niechętny, ale w końcu jest skłonny wyrazić zgodę na małżeństwo, o ile młodzieniec zgodzi się na operację, która pozbawi go wzroku. Ale zanim ten wyrazi zgodę na oślepienie, ucieka.
Implikacje opowiadania Wellsa są w pewnym sensie na tyle proste, że odpowiadają mniej więcej temu, co odczuwamy, jeśli chodzi o to, co jest normalne, a co nie, czym jest zdrowie i choroba, jeśli patrzymy na to z punktu widzenia przystosowania się. Istnieją pewne podstawowe założenia dotyczące zasady przystosowania się. Po pierwsze zakładamy, że każde społeczeństwo jako takie jest normalne, a po drugie, że choroba umysłowa stanowi odstępstwo od typu osobowości, którego to społeczeństwo pragnie, i po trzecie, że celem higieny psychicznej, celem psychiatrii, celem psychoterapii jest przywrócenie przeciętnej osobowości człowieka, niezależnie od tego, czy jest ślepy, czy też nie. Liczy się to, że zostaje przystosowany, a oni nie są niepokojeni.
Z tego punktu widzenia mamy do czynienia z pewnymi elementami, które można wyróżnić. Jednym z nich są odczucia: wszyscy mamy skłonność do opinii, że nasza rodzina, nasz naród, nasza rasa są normalne i że zwyczaje innych takimi nie są. Może opowiem dowcip, który uwydatni to w sposób dość drastyczny, dowcip o człowieku, który przychodzi do lekarza i chce mu opowiedzieć o jednym ze swych objawów, rozpoczynając w taki sposób: "No więc panie doktorze, codziennie rano, po tym jak wezmę prysznic i zwymiotuję"... tutaj lekarz mówi: "Co takiego, to znaczy że codziennie rano pan wymiotuje?", a pacjent pyta: "Ale panie doktorze, czy tak nie jest ze wszystkimi?".
Sądzę, że jest to dość zabawne, ponieważ podkreśla nastawienie, jakie w mniejszym lub większym stopniu jest udziałem nas wszystkich. Możemy wiedzieć, że nasze najbardziej osobliwe dziwactwa są udziałem innych, ale nie wiemy, że istnieje wiele dziwactw, które uważamy za pospolitą ludzką właściwość, które są dość szczególne w naszych rodzinach, w Stanach Zjednoczonych czy w ogóle w świecie zachodnim, które wszakże w żadnym wypadku nie stanowią koniecznego elementu struktury ludzkości.
Ale dotyczy to nie tylko odczuć, zaściankowego wrażenia, że to, jacy jesteśmy i jak zostaliśmy wychowani, jest normalne. Mamy tu także do czynienia z pewną filozofią. Filozofię tę można by nazwać relatywistyczną w tym sensie, że przede wszystkim powiada: "Nie można sformułować obiektywnie słusznego twierdzenia dotyczącego wartości". Można powiedzieć, że dobro i zło to kwestia wiary. W gruncie rzeczy są jedynie wyrazem tego, co się czyni i co jest preferowane w ramach jednej kultury, w stosunku do innej. To, co ludzie lubią robić w ramach jednej kultury, nazywają dobrym, a to, czego nie lubią robić, nazywają złym. Ale nie ma w tym nic obiektywnego. Jest to jedynie sprawa upodobań.
W przeciwieństwie do tego punktu widzenia istnieje też inny, który omówiłem bardziej szczegółowo w pracy Man for Himself [E. Fromm, 1947a], a który zakłada, że rzeczywiście istnieją obiektywnie uzasadnione oceny wartościujące, niebędące sprawą upodobań czy wiary. Tak jak lekarz lub psycholog może formułować obiektywnie słuszne twierdzenia, że - pod warunkiem iż przyjmiemy pewnik, że lepiej jest żyć niż umrzeć czy też że życie jest lepsze niż śmierć - to jedzenie jest rzeczywiście lepsze niż inne. To powietrze albo odpoczynek czy sen są lepsze niż inne. Jedno jest dobre dla zdrowia, a coś innego w wypadku danej osoby jest złe. Uważam, że nie tylko ze względu na nasze ciało, lecz także ze względu na naszą duszę, możemy sformułować równie obiektywne twierdzenie dotyczące tego, co jest dobre, a co złe dla naszej duszy, w oparciu o posiadaną wiedzę co do jej natury i praw nią rządzących.
W istocie wiemy bardzo niewiele. Wiemy zapewne więcej na temat witamin i kalorii niż na temat tego, czego potrzebuje nasza psychika do normalnego życia, ale z drugiej strony, jak wszyscy wiemy, mody dotyczące witamin i kalorii ulegają zmianom, i nie wiem, czy - jeśli zajmiemy się tym problemem, problemem naszej duszy dokładniej - nie możemy odkryć, że dysponujemy znaczną wiedzą na ten temat, jeśli tylko zwrócimy na to uwagę.
Relatywizm socjologiczny, który mówi: "To co jest niezbędne dla istnienia i przetrwania danego społeczeństwa, jest zarazem tym, co jest dobre samo w sobie", nie jest tak przypadkowy, jak się wydaje. Faktycznie z punktu widzenia każdego istniejącego społeczeństwa z trudem można zrozumieć, dlaczego nie udaje mu się przyjąć takiej postawy, ponieważ społeczeństwo o pewnej określonej strukturze może istnieć tylko o tyle, o ile jego członkowie przyjmą postawę gwarantującą mniej lub bardziej płynne jego funkcjonowanie. Jednym z wielkich trudów, który podejmuje każde społeczeństwo w dziedzinie instytucji kulturalnych, oświatowych, religijnych itp., jest stworzenie takiego typu osobowości, która pragnie czynić to, co powinna, która nie tylko jest skłonna, lecz także chętna, aby odgrywać tę rolę nałożoną przez społeczeństwo tak, aby funkcjonowało w sposób płynny.
Jeżeli weźmiemy wojownika, jak w społeczeństwie grabieżczym, w którym zadaniem jego członków jest prowadzenie wojen, podbój, agresja, łupienie i zabijanie i w społeczeństwie tym znajdzie się jeden człowiek mniej więcej pokroju Byczka Fernanda, członkowie tego społeczeństwa będą się czuli nieswojo, prowadząc wojny i zachowując taką strukturę. W końcu struktura ta nie jest wynikiem jakiegoś przypadkowego wyboru, ale jest zakorzeniona w wielu obiektywnych warunkach historycznych, w których to społeczeństwo funkcjonuje i których nie można tak łatwo zmienić. Albo jeśli przeciwnie, weźmiemy społeczeństwo skłonne do współpracy, rolnicze, i jeden członek tego społeczeństwa jest typem wojownika, będzie równie nie na miejscu. Będzie tak samo uważany za chorego, a jeśli więcej ludzi pójdzie w jego ślady, staną się zagrożeniem dla funkcjonowania wspólnoty.
Można by rzec, że każde społeczeństwo posiada własny, uzasadniony interes dotyczący zgodności, interes z punktu widzenia przetrwania tego społeczeństwa, które musi zachować własną strukturę i indywidualność. Oczekiwanie tej zgodności widać w życiu. Z pewnością w roku 1953 nie potrzebuję jej podkreślać, ale może należy podkreślić nieco silniej fakt, że przetrwanie społeczeństwa, a przynajmniej współczesnego społeczeństwa, opiera się także na nonkonformizmie. Gdyby społeczeństwo ludzi jaskiniowych istniało w oparciu o pełną zgodność, oczywiście nadal żylibyśmy w jaskiniach i nadal bylibyśmy kanibalami.
Można by powiedzieć, iż rozwój ludzkości zależy od faktu, że istnieje pewna gotowość dostosowania się oraz pewna gotowość, pragnienie niedostosowania się, i że nie tylko ze względu na postęp, lecz w istocie ze względu na przetrwanie każdego społeczeństwa rasy ludzkiej gotowość niedostosowania się jest dla samego społeczeństwa równie istotna jak gotowość dostosowania się i poddania regułom, zgodnie z którymi społeczeństwo to uczestniczy w grze zwanej życiem.
Wśród rozmaitych punktów widzenia, zgodnie z którymi normalność albo zdrowie jest tożsame z przystosowaniem, istnieje również stanowisko, które jak się obawiam, jest głównie racjonalizacją. Wyznawca tego stanowiska mówi: "Nie, nie jestem relatywistą. Nie twierdzę, że każde społeczeństwo żyje zgodnie z tym, co normalne, dobre, zdrowe, ale tak się składa, że nasze społeczeństwo - społeczeństwo amerykańskie w roku 1953, amerykański tryb życia - jest ostatecznym spełnieniem ludzkich aspiracji". Tak żyją normalni ludzie i podczas gdy inne społeczeństwa do chwili obecnej czy też przez ostatnie 150 lat były zacofane, być może upośledzone, postępowały niewłaściwie, my znaleźliśmy się w punkcie, gdzie podstawy życia społeczeństwa pokrywają się z tym, co z obiektywnego nie zaś z relatywistycznego punktu widzenia trzeba nazwać "normalnym" i "zdrowym".
Jest to w istocie bardzo niebezpieczny punkt widzenia, ponieważ mimo że brzmi tak obiektywnie i tak się różni od stanowiska socjologicznego, reprezentowanego przez relatywistów, w rzeczywistości jest tylko innym sposobem racjonalizacji tego samego. Poświęcę teraz nieco czasu, próbując pokazać, że chociaż nasze społeczeństwo posiada wiele cech dobrych, wiele takich, z których można być dumnym, jest rzeczą co najmniej wątpliwą, czy tryb życia, jakie obecnie prowadzimy, bardziej sprzyja zdrowiu psychicznemu niż chorobie umysłowej.
W moich wykładach pragnę bardziej szczegółowo przeanalizować wpływ naszego trybu życia na ludzi. Jak oddziałuje na człowieka, na jego tryb życia, na organizację naszego społeczeństwa, na nasze podziały polityczne? Jak oddziałuje na nasze zdrowie psychiczne, w jakim stopniu sprzyja chorobom umysłowym i jakie są rozmaite reakcje i możliwości dalszego rozwoju, aby to dobre uczynić lepszym, a to co złe, znikło.
Zdaję sobie sprawę, że w roku 1953 wszystko to ma charakter dość emocjonalny. Z jednej strony spotykamy się z krytyką Stanów Zjednoczonych, którą dziś znajdujemy jedynie u stalinistów, gdy słyszymy, że ludzie nie tylko głodują w całym kraju, że nie ma w nim nic dobrego, tylko samo zło. Jest to ten rodzaj krytycyzmu, do którego nie ma co przywiązywać zbyt wielkiej wagi, przynajmniej z obiektywnego punktu widzenia, ponieważ jest to po prostu kłamstwo. Myślę, że świat, w którym żyjemy, jest jednym z najlepszych ze światów, jaki ludzka rasa kiedykolwiek zbudowała, co nie znaczy zbyt wiele, ponieważ jak dotąd ludzkość nie zbudowała wielu dobrych światów i niemało tu można krytykować, przynajmniej z punktu widzenia obserwatora tego, co się dzieje. Niemniej jednak taka jest moja pierwsza reakcja, kiedy słyszę, że jest to okropny świat, ponieważ jeśli się zapoznać z tym, co się działo na świecie w ciągu ostatnich pięciu, sześciu tysięcy lat, można powiedzieć, że jest to mimo wszystko jeden z najbardziej udanych eksperymentów i nawet przy jego ogromnych wadach jest czymś, co niesie nadzieję na naprawdę konstruktywny rozwój, pod warunkiem że będziemy mieli na tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, co jest potrzebne, i uniknąć tego, czego się da uniknąć.
Druga skrajność to podejście patriotyczne, które mówi, że amerykański styl życia to wszystko, czego możemy pragnąć. Jest najlepszy, jaki kiedykolwiek istniał, i nie należy zadawać żadnych pytań. Jest to dość prymitywne podejście, które nie dowodzi myślenia, i jak się obawiam, nawet wielkiej troski, ponieważ nie widzę żadnego powodu, dlaczego miałoby być cnotą przekonanie, że mój kraj jest wspaniały, skoro wszyscy uważamy, że nie jest cnotą mówić, że ja jestem wspaniały. Jeżeli powiem, że jestem wspaniały, pomyślicie, że jestem jakiś dziwny, i nie będziecie mnie darzyć zbyt wielkim szacunkiem, ale jeżeli powiem, że mój kraj jest wspaniały, taką ocenę uważa się za wielce rozsądną i godną pochwały. Jest ona wyrazem prawdziwego egocentryzmu i takiego samego braku troski, jak gdyby ktoś był usatysfakcjonowany tego rodzaju stwierdzeniami, nie pytając o to, co jest nie tak, i nie przejawiając w związku z tym żadnego niepokoju.
b) Zasady i postawy współczesnego społeczeństwa
Zanim zajmiemy się konkretnym problemem zdrowia psychicznego współczesnego społeczeństwa, pozwólcie, że pokrótce omówię podstawowe zasady i postawy, na których opiera się współczesne społeczeństwo i z których wyrasta.
Pierwszą zasadą współczesnego zachodniego świata jest to, że jednostka wyłania się z grupy, do której należy, w ustalony, określony sposób i musi żyć w zgodzie ze sobą, że stanowi jednostkę i nie jest już członkiem społeczeństwa statycznego, jakim było przez wiele stuleci średniowieczne społeczeństwo feudalne. Jest to w pewnym sensie to, co nazywamy indywidualizmem albo wolnością współczesnego człowieka, w porównaniu z ustaloną pozycją, pozycją statyczną człowieka średniowiecza, który był przede wszystkim członkiem grupy i z racji samej jej struktury nigdy nie przestał być jej członkiem. Człowiek współczesny wyzwolił się z tych pierwotnych więzów, z owej pierwotnej struktury. Wszelako lęka się tak uzyskanej wolności. Nie jest już członkiem jednolitej grupy, ale stał się automatem, który jednak trzyma się tej grupy, konwencji, opinii publicznej, wszelkiego rodzaju ugrupowań, ponieważ nie wie, co uczynić ze swą wolnością. Nie może znieść tego, że jest sam i wolny od owych więzów, które określały jego miejsce w społeczeństwie.
Następną cechą współczesnego społeczeństwa zachodniego, blisko związaną z faktem wyłonienia się jednostki ze zbiorowości, jest to, co zazwyczaj nazywamy "indywidualną inicjatywą". Powiedzmy, że w średniowiecznej gildii jej członek był uzależniony od działalności gospodarczej tejże gildii. We współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym ludzie są wolni. Kapitalista jest wolny. Robotnik jest wolny. Działają we własnym interesie i każdy z nich realizuje to, co się nazywa "indywidualną inicjatywą". Jednak choć ta indywidualna inicjatywa była tak wyraźna w dziewiętnastym wieku, dziś żyjemy w kulturze, w której ludzie przejawiają coraz mniej indywidualnej inicjatywy; wprawdzie mogą posiadać indywidualną inicjatywę w sensie ekonomicznym, ale i tak jest to znacznie mniej niż sto lat temu, z powodu pewnych zmian w strukturze współczesnego kapitalizmu. Ale jeśli pytamy, czym jest indywidualna inicjatywa, oprócz inwestowania pieniędzy, jest to w istocie bardzo niewiele, jeśli chodzi o sedno sprawy.
Być może ludzie w społeczeństwie średniowiecznym mieli równie wiele albo więcej indywidualnej inicjatywy, jeśli mamy na myśli zadziwienie życiem, traktowanie go jak przygody, korzystanie z życia, aby choć trochę różnić się od sąsiada. Jestem zdania, że prawdopodobnie ludzie w większości kultur mają więcej indywidualnej inicjatywy od nas. Myślę, że indywidualna inicjatywa w sensie ludzkim, w odróżnieniu od sensu czysto ekonomicznego, u współczesnego człowieka spadła do minimum.
Trzecią cechą charakterystyczną dla współczesnego społeczeństwa jest fakt, że stworzyliśmy naukę i uruchomiliśmy działanie, które umożliwia nam walkę z naturą i zdobycie nad nią panowania w niespotykanym dotychczas stopniu - tak jest rzeczywiście. Ale zarazem my - dumni poskramiacze natury - staliśmy się niewolnikami tej samej ekonomicznej machiny, którą stworzyliśmy. Zapanowaliśmy nad naturą, ale owa machina zapanowała nad nami. Jesteśmy zapewne bardziej zdominowani przez przedmioty kultury materialnej, które stworzyliśmy za pomocą naszych maszyn niż ludzie w wielu kulturach zdominowanych przez naturę, której nie nauczyli się kontrolować. Przynajmniej, biorąc pod uwagę niebezpieczeństwa trzęsień ziemi czy powodzi, które stanowią zagrożenia o charakterze naturalnym, i porównując te niebezpieczeństwa z ryzykiem wybuchu wojny atomowej, myślę, że jest to wyrazem faktu, jak bardzo zagrażają nam twory własnej produkcji, i to znacznie bardziej niż w wypadku kultur zdominowanych przez naturę.
Czwartą cechą charakterystyczną współczesnej kultury jest jej podejście naukowe. Przez podejście naukowe rozumiem coś, co znacznie wykracza poza sens techniczny tego, czym jest takie podejście. Mówiąc po ludzku, podejście naukowe to zdolność do bycia obiektywnym, to znaczy okazywanie pokory wobec świata takiego, jakim jest, czy też innych ludzi, innych rzeczy i nas samych i niezniekształcanie rzeczywistości naszymi pragnieniami i odczuciami, wiara w potęgę naszej zdolności poznawania prawdy, rzeczywistości, ale zarazem nieustanna gotowość zmiany naszego myślenia w wyniku uzyskania nowych danych oraz uczciwość i obiektywizm, manifestujący się w niepomijaniu danych, które moglibyśmy uzyskać, aby uniknąć zmiany naszego obrazu rzeczywistości.
Według mnie współczesne podejście naukowe jest, mówiąc po ludzku, jednym z najważniejszych elementów postępu, ponieważ stanowi wyraz ducha pokory, obiektywizmu, realizmu, które nie są obecne w tym samym stopniu i w taki sam sposób w tych kulturach, w których podejście naukowe nie istnieje. Ale co z tym zrobiliśmy? Jesteśmy teraz wyznawcami nauki i uczyniliśmy twierdzenie naukowe substytutem dawnych dogmatów religijnych. Podejście naukowe wcale nie jest dla nas wyrazem owej pokory czy obiektywizmu, ale po prostu sformułowaniem kolejnego dogmatu. Przeciętny człowiek wierzy, że naukowiec jest kapłanem, który zna wszystkie odpowiedzi i który ma bezpośredni kontakt ze wszystkim, co pragnie wiedzieć, podobnie jak niektórzy ludzie są przekonani, że jeśli ich kapłan ma kontakt z Bogiem, jeśli go widuje od czasu do czasu, czują, że i oni mają do pewnego stopnia łączność z Bogiem. Jeśli więc czytacie "Popular Science", wiecie o najnowszych odkryciach i jesteście przekonani, że oto są naukowcy, którzy znają wszystkie odpowiedzi, jesteście wyznawcami tego nowego dogmatu, religii wiedzy i w ogóle nie musicie sami myśleć.
Kolejną cechą cywilizacji ostatnich dwustu lat jest polityczna demokracja, która stanowi ogromny krok naprzód. Oznacza ona, że ludzie mogą decydować nie tylko o tym, jaki użytek czyni się z ich podatków, lecz także o wszystkich ważnych kwestiach społecznych. Mogą decydować za siebie. Ale moglibyście znów powiedzieć, że ta idea i ta zasada, która początkowo była reakcją na zasadę państwa absolutnego czy nawet feudalnego, gdzie ludzie w ogóle nie mieli prawa uczestniczenia w decyzjach dotyczących ich własnego życia, pod wieloma względami zwyrodniała, używając bardzo mocnego określenia, tak jak przy obstawianiu konia, działając w podnieceniu, podejmując wszelkie ryzyko, uwzględniając wszystkie irracjonalne czynniki, że to numer trzy jest tym właściwym koniem, bo śnił mi się zeszłej nocy. Chociaż nie przeczę, że w procesie głosowania jest pewna doza racjonalizmu, ogólnie rzecz biorąc, nie można go określić jako wnikliwej oceny jednostek dotyczącej spraw społeczeństwa. Mimo to uważam, że jest to lepsze niż wszystko inne, czym dysponujemy, ale na pewno dalekie od tego, co sformułowano na początku.
Moglibyście zapytać, czy istnieje jakiś wspólny czynnik tych wszystkich nowych elementów współczesnego społeczeństwa, które próbowałem opisać, jeśli trzeba je rozumieć przede wszystkim jako negację struktur poprzedzających współczesność. Wolność jednostki, indywidualna inicjatywa, podejście naukowe, polityczna demokracja, panowanie nad naturą - wszystko to wyrażamy głównie za pomocą negacji. A jest akurat na odwrót. Jest inaczej. Jest to negacja tych elementów struktury feudalnej, ale obawiam się, że nie możemy zaprzeczyć temu, iż nadal formułujemy i tworzymy te idee w terminach negacji, co stanowiło nowość dwieście lub trzysta lat temu, zamiast przenieść dysputę na nowy poziom i że tak powiem, zanegować negację, poddać krytycznej ocenie to, co owa negacja oznacza, albo wyjść poza tę negację, aby dojść do nowego, bardziej konstruktywnego sformułowania tego, o co nam chodzi. Bo w końcu feudalizm czy nawet państwo absolutne nie stanowią już dla nas problemu. Chociaż artykuł wstępny New York Timesa mógł być najbardziej odkrywczym, pokrzepiającym i przekonującym dokumentem sto lat temu, nie uważam, aby w roku 1953 artykuły wstępne wywierały na mnie taki wpływ, i nie sądzę, aby miały taki wpływ na kogokolwiek, może poza tym, że stanowią potwierdzenie czyjejś opinii, co jest zawsze nader miłym doznaniem.
Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że jeśli rozpatrujemy pozytywne cechy naszej kultury i naszego społeczeństwa, powinniśmy uznać, że wciąż tkwimy w szponach negacji i że jest na to trochę za późno. Negacja już dawno temu przestała być owocna i konstruktywna i powinniśmy przejść od negacji na nową płaszczyznę, która jest bądź negacją negacji bądź też sformułowaniem, powiedzmy, nowego stanowiska.