Mimowoli prawie po raz
dziesiąty już może przebiegłam oczyma list matki. Zawierał on
następne słowa:
"Przedmioty do stroju potrzebne, które ci posyłam, są
przeznaczone dla tymczasowego twego użytku; po przybyciu do domu,
znajdziesz daleko więcéj podobnych, które przygotowałam dla ciebie
z myślą, abyś jak najświetniéj mogła w świat wstąpić. Całe
sąsiedztwo moje, jak téż i liczni znajomi moi w mieście W., pałają
ciekawością poznania ciebie. Młode panny przeczuwają w tobie
niebezpieczną rywalkę; matki ich z góry już zaczynają na mnie
poglądać z ukosa; ogólna wieść rozniosła tu, że jesteś piękną, a
wychowanie, jakie odebrałaś w najlepszym zakładzie krajowym, rzuca
na ciebie blask niemały. Przytém cały dom odświeżyłam na twe
przybycie, powozy i uprząż sprawiłam nowiuteńkie, liberyą będziemy
miały najmodniejszą. Fortepian Erarda stoi w salonie, oczekując
twéj gry umiejętnéj, w garderobie przybycia twego oczekuje panna
służąca, którą sprowadziłam z Warszawy, zastrzegłszy wprzód, aby
wzięła tam kilkadziesiąt lekcyi od najlepszego fryzyera i krawca.
"Musisz mi zabłysnąć w świecie, jak brylancik piérwszéj
wody. Oprawę urządziłam tak, aby dyament mój mógł wydać się w niéj
jak najlepiéj. Lubo sama jestem jeszcze dość młoda i lubię świat,
nie będę naśladowała pewnych matek, które, gdy nie są jeszcze zbyt
zestarzałe, pragną gasić sobą wdzięk swych córek i zazdroszczą im
powodzenia w towarzystwach. Przeciwnie, twoja chluba będzie moją
chlubą, twoje szczęście mojém szczęściem, a ostatnie, wedle
wszelkiego prawdopodobieństwa, nie powinno cię minąć.
"Dziś już najlepsze partye w okolicy z niecierpliwą
ciekawością oczekują twego przybycia; najbogatsi młodzi ludzie
zawczasu batystowemi chustkami przecierają szkiełka swoich
pince-nez, aby za twojém pojawieniem się włożyć je na oczy
i jak najlepiéj módz przyjrzéć się tobie. Serce moje mówi mi, że
zobaczą więcéj jeszcze, niż się spodziewają.
"Nie przyjeżdżam po ciebie sama, bo daleka podróż zbyt
była-by fatygującą dla mnie po ostatniéj przebytéj chorobie.
Balbina, według rozporządzeń, jakie jéj w liście posyłam, załatwi
pieniężne sprawy z pensyą i będzie towarzyszyła ci w drodze.
Poczciwy mój kamerdyner, Józef, aż płakał z radości, że jedzie po
ciebie; będzie więc także strzegł cię troskliwie. Za kilka dni będę
cię już miała obok siebie, a z boleścią myślę, że na rok jeden
tylko, bo według umowy z twoim ojcem, rok następny przy nim masz
spędzić. Ale któż może wiedziéć, co się przez rok stanie?
"Jeśli spełni się pewien planik, jaki ukartowałam dla ciebie
w méj głowie, zostaniesz na zawsze w mojém sąsiedztwie panią już
swego domu i serca pewnego młodego sąsiada, który, oprócz
dystyngowanéj powierzchowności i pięknego nazwiska, posiada wcale
ładny majątek z gotyckim pałacykiem."
Przebiegając oczyma ten list mojéj matki, poczułam zawrót
głowy. Znowu porwała mię fala marzeń, unosząc po świecie;
pokazywała salony, suknie, perły, koronki, salę balową, w któréj
tańczyły chóry Archaniołów, a z pomiędzy nich zwolna i nieśmiało
wysuwał się ku mnie ów sąsiad młody, o którym pisała matka moja, i
batystową chusteczką wycierał szkiełko swego
pince-nez...
Oczy moje wpadły na drugi list, który trzymałam w ręku;
rozwinęłam go i czytałam następne słowa:
"Smutno mi bardzo, córko moja droga, że w chwili, gdy masz
opuścić ustroń, w któréj się wychowałaś, w chwili tak ważnéj twego
życia, nie mogę być przy tobie choćby przez dzień jeden, aby
obdarzyć cię na drogę, jaką rozpoczniesz, ojcowskiém słowem i
uściskiem. Obowiązki publicznego zawodu, któremu poświęciłem życie
moje, powołały mię w kraje odległe. Wrócę za rok, to jest wtedy,
gdy, według umowy méj, z matką twoją zawartéj, opuścisz dom jéj,
aby na rok znowu przy mnie zamieszkać.
"Wychodzisz w świat. Znam towarzystwo, jakie cię otoczy:
jest ono błyszczące, świetne z pozoru, a tym samym blaskiem zechce
odziać ciebie, niby okuć w ciasny pancerz blaszki pozłoconéj.
"Ale nie ufaj zbyt połyskom, dziecię moje, i nie oddawaj im
całego serca twego. Wejdź w życie z myślą, że zabawy i zbieranie
hołdów nie są celem, dla którego żyć ma kobieta. Odurzą cię one i
upoją z razu, ale staraj się co prędzéj o wytrzeźwienie. Strzeż się
utonięcia we fraszkach. Nie zapominaj, że po-za tém bawiącém się i
błyszczącém kołem, które cię otoczy, jest świat rozleglejszy. Na
świecie tym ludzie pracują pługiem, piórem, myślą podniesioną
wysoko, ręką czynną a nigdy nie usypiającą; na świecie tym jest
wiele boleści, ale i radości wysokich, i są wielkie cnoty, rozsiane
z rzadka, lecz przyświecające ziemi, jak szeroko rozpalone
pochodnie. W ten-to świat jak najczęściéj posyłaj ducha twego i
szanuj wszystko, co z niego pochodzi, a przyjdzie chwila, w któréj
zapragniesz znaléźć w nim miejsce dla siebie.
"Kiedy ci przyjdzie to pragnienie, ja będę przy tobie, aby
ci powiedziéć, jak i kędy iść ma droga twoja. Tymczasem strzeż
pilnie młodego serca twego i myśli twéj wpół dziecięcéj jeszcze,
aby ich nie rozproszyć na pył błyszczący, z którego podstawy życia
wykuć nie podobna. Mam nadzieję, że gdy wrócę do kraju, znajdę cię
zdrową na ciele i duszy, i będę mógł przelać w twego ducha zasady i
przekonania, których sam przez całe życie byłem wiernym wyznawcą."
Długi list mego ojca brzmiał cały w podobnym tonie. Gdym go
odczytała, pierzchły z przed mych oczu błyskotliwe obrazy, wywołane
pismem méj matki, i już nie fala marzeń mię kołysała, ale nieznane
dotąd myśli porywały w światy nieznane. Zamiast sali balowéj,
ujrzałam wyobraźnią przestrzeń szeroką pustą z razu, ale która
stopniowo zapełniała się rojem ludzi, to pług ciągnących po glebie
rodzinnego kraju, to siedzących nad księgą z pochylonemi czołami,
to tułających się w łzach i boleści po różnych stronach ziemi, to
modlących się po Świątyniach, lub przy domowych ogniskach pędzących
życie w pokoju i miłości.
Nie byłże to ów świat pracy, myśli, cierpień i szlachetnych
radości, o którym pisał mi mój ojciec?
Tak, ten-to świat pokazały mi myśli moje, połączone z jego
myślami.
Do świata tego mocno uderzyło moje serce.
A oweż salony, karety, liberye, sale balowe, ów sąsiad
młody, który w gotyckim swym pałacyku oczekiwał mego do domu matki
przybycia, zawczasu wycierając chusteczką szkiełko swego
pince-nez? Czyliż to wszystko całkiem zniknęło mi z przed
oczu? Nie; niby rój latających iskierek, migotały przede mną
błyskotki, ale nie mogły zasłonić potężnego obrazu, na którym,
wielkiemi wymalowane zarysami, zobaczyłam ludzkość, kraj mój
ojczysty, nieszczęśliwych i pracujących spółbraci, a wpośród tego
wszystkiego miejsce niezajęte, na którém ja miałam stanąć, aby
pracować, cierpiéć, modlić się i cieszyć wraz z innymi.
Dwa obrazy stały przede mną: jeden błyskotny i powiewny,
drugi smętny i surową owiany powagą.
Piérwszy był światem mojéj matki, drugi światem mego ojca.
Dlaczego pomiędzy światami, w których zamknęło się każde z
rodziców moich, tak wielka zachodziła różnica? Dla czego każde z
nich, kochając mię zarówno, w tak różny sposób objawiało miłość
swoję i tak odmienne drogi pragnęło gotować przede mną? Dla czego
wreszcie ja, co posiadałam i ojca, i matkę, miałam przy jednym i
przy drugiéj przebywać tylko z kolei, po roku, wedle umowy, jaką
oni między sobą zawarli, aby dzielić się moją obecnością, chociaż
sercem mojém podzielić się nie mogli, bo ono zarówno do nich obojga
należało?
Czemuż, gdy wejdę w świat mojéj matki, będę zmuszoną oddalić
się od świata mego ojca, a może i całkiem utracić go z oczu? A
jeśli przestrogi i pojęcia ojcowskie głęboko w sercu wyryję i wedle
nich kierować mém życiem zechcę, toć już usunę od siebie czarę z
napojem blasku i wesela, podawaną mi przez kochającą matki méj
rękę?
Smutek zaciężył mi na sercu, opuściłam głowę w zadumie, a
wywołane wspomnieniami o rodzicach stanęły mi przed pamięcią
dziecięce lata moje.