1
Przygotowanie gleby
Dom był ładny, nowoczesny, minimalistycznie urządzony i przywodził na myśl sterylność kliniki lub gabinetu. Wszystko tu było białe albo w kolorze, który pani tego domu, Milena Golińska, określiła mianem kaszmiru. Każdy element miał jakiś sens. Na marmurowym blacie wyspy kuchennej ustawiono starannie skomponowane kwiaty w designerskim szmaragdowym wazonie, który przełamywał te wszystkie biele i beże. Milena, doskonale ubrana i wystylizowana właścicielka luksusowego butiku z odzieżą i dodatkami, obrzuciła taksującym wzrokiem codzienny strój Miki - szerokie lniane spodnie w kolorze musztardowym i błękitny obcisły sweterek. Jako plama barw Mika nie bardzo tu pasowała, kontrastując z surowością wnętrza.
- Ogród zaprojektował nam znany architekt krajobrazu. Bardzo drogi - Milena sięgnęła do lodówki, żeby wyjąć butelkę białego wina. Gestem zaprosiła Mikę, ale dziewczyna odmówiła. Gospodyni wyjęła korkociąg, z wprawą otworzyła wino i nalała sobie szczodrze do kieliszka. - Zrobił to, co chciałam, ogród jest trendy. Same modne rośliny i w ogóle na czasie. Tylko jakoś nie rosną. Co za partacz! Nie mogę na to patrzeć, wstyd go pokazać gościom. Już miałam to wszystko wyrwać, zaorać i zacząć od nowa, kiedy Patrycja poleciła mi panią. Mówi, że zrobiła pani cuda z jej ogródkiem. Znamy się, bo kancelaria Patrycji i jej męża prowadzi sprawy firmy mojego Konrada. Prawda, kiciu?
Obróciła się, trzymając kieliszek w ręku, a złocisty płyn zawirował w nim niebezpiecznie przy krawędzi.
Mąż siedział na kanapie, wlepiając wzrok w ekran swojego telefonu. Przynaglony przez Milenę, odburknął coś niewyraźnie i nawet nie podniósł oczu.
- Mniejsza z tym - zbagatelizowała kobieta. - Mam nadzieję, że i u nas uda się zrobić takie czary jak u Patrycji. Ogród będzie mi potrzebny latem. Zamierzam wyprawić w nim przyjęcie urodzinowe Konrada z okazji czterdziestki, no i zaaranżować jeszcze parę biznesowych spotkań. Po to się ma taki dom, żeby go pokazywać.
- Do lata nie mamy zbyt wiele czasu - odezwała się po raz pierwszy Mika i wyjęła swój tablet.
Pani domu spojrzała na nią pobłażliwie spod zmarszczonych brwi. Mika podziwiała jej makijaż, zastanawiając się, ile czasu potrzeba, aby stworzyć tak perfekcyjny wizerunek. Albo ta fryzura. Każde pasmo jasnych, długich włosów Mileny znajdowało się na właściwym miejscu i zdawało się pilnować swojego ułożenia.
- Dlatego właśnie zatrudniam panią teraz, wczesną wiosną. Jestem przewidująca. Niech pani wyrwie, co tam trzeba, dosadzi inne, zadba o wszystko, pieli i nawozi. Zresztą, nie mam pojęcia, co się robi w takim ogródku. To ma być usługa kompleksowa - podkreśliła Golińska. - Ja nie mam głowy do takich spraw. Pracuję, no i zajmuję się domem. To wystarczy.
- Przede wszystkim przydałoby się odrobinę wody - Mika nie potrafiła zrezygnować z ironicznego tonu, choć starała się ugryźć w język. Klientka, która pragnie pełnej obsługi, jest na wagę złota i nie należy jej zniechęcać. Znoszenie fochów takiej osoby wlicza się niejako w cenę.
- Co takiego? Przecież deszcz na nie pada! Poprzednie lato było koszmarne, cały czas lało. Moim zdaniem one zgniły od nadmiaru wody. Ale to już pani problem, nie mój. Na szczęście!
Prychnęła i znowu upiła łyk z kieliszka.
Mika stała chwilę przy wielkim panoramicznym oknie i wyglądała na zewnątrz, a potem zdecydowanie odsunęła skrzydło drzwi i wyszła na taras.
Zbiegła po trzech szerokich schodach na trawnik i przyjrzała się roślinom. Miała rację, przede wszystkim brakowało im wody. Podeszła do zaniedbanych krzewów, które wołały o pielęgnację, i innych przesuszonych roślin.
- No i co z wami będzie, biedaki? - użaliła się głośno, a wtedy usłyszała za plecami parsknięcie śmiechem. Odwróciła się i zobaczyła dziewczynkę siedzącą na tarasowej huśtawce. Mogła mieć czternaście lub piętnaście lat, ubrana była drogo i modnie, a teraz zamknęła książkę, którą czytała, i podeszła do Miki.
- Zawsze gadasz do chwastów? - spytała bez żadnych ceregieli, a Mika po prostu kiwnęła głową. - Dlaczego? To trochę dziwne. - Nastolatka uniosła wysoko brwi, dokładnie w taki sam sposób, w jaki wcześniej zrobiła to Milena.
- Jak dla kogo. Wolę rozmawiać z roślinami niż z ludźmi.
- No, jasne, bo one nie pieprzą bez sensu, jak na przykład moja matka.
Mika spojrzała na dziewczynę spod oka, ale nie skomentowała jej słów.
- Widziałaś, jaka ona jest. Wszystko ma być idealne. Szkoda, że sama nie jest takim ideałem, jak o sobie myśli. To hipokrytka. - Córka Mileny wyraźnie upajała się brzmieniem tego słowa.
- Dlaczego tak uważasz? Mnie się wydała całkiem zwyczajna - zaprotestowała ogrodniczka.
- Zwyczajna? - Dziewczyna ponownie parsknęła lekceważąco. - Nie masz do tego oka ani wyrobienia psychologicznego. Moja matka to kobieta, do której nic nie trafia. Ma swój plan i go realizuje, a poza tym nic jej nie obchodzi. Gdybyśmy ja albo Tymon nie wrócili któregoś dnia ze szkoły, wcale by jej to nie obeszło. Jeden problem z głowy. Martwi się wyłącznie o to, jak ją widzą inni. Czy jest wystarczająco nowoczesna i do przodu. Wcale nie jest, zaręczam ci.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki