PROLOG Oszukańcza waga
W październiku 1974 roku bokser Muhammad Ali stał się autorem jednego z największych dokonań w historii sportu, eliminując George'a Foremana w słynnej walce "Rumble in the Jungle" [Grzmoty w dżungli]. Wraz z tym zwycięstwem Ali odzyskał tytuł mistrzowski w wadze ciężkiej, który po raz pierwszy zdobył dekadę wcześniej, detronizując w 1964 roku Sonny'ego Listona.
Ali sprostał wyzwaniu mimo niewielkich szans i przeciwności, które stawały mu na drodze do tego ważnego zwycięstwa. W 1967 roku został pozbawiony tytułu mistrza wagi ciężkiej po tym, jak odmówił służby w wojnie w Wietnamie. Stracił przez to możliwość uczestnictwa w walkach na trzy i pół roku, a były to lata, na które przypadał szczyt jego kariery. Po takiej przerwie przez kolejne cztery lata musiał walczyć o powrót do rywalizacji, aby w końcu stoczyć z George'em Foremanem zwycięską walkę o tytuł mistrzowski. Miał wtedy prawie 33 lata i za sobą 46 zawodowych walk.
Zdecydowanym faworytem był Foreman: młodszy, większy, silniejszy, niepokonany i cieszący się opinią niezniszczalnego. Ali wygrał na punkty dwie walki, w których przeciwnikami byli Joe Frazier oraz Ken Norton i żaden z nich nie wytrzymał nawet dwóch rund pojedynku z Foremanem. Pokonując Foremana, Ali ugruntował swój status najlepszego boksera wszech czasów.
Muhammad Ali stał się symbolem uporu i wytrwałości. Wbrew wszystkim przeciwnościom, w morzu krytyki nie poddał się i zwyciężył. Czy istnieje jakieś bardziej dobitne świadectwo siły wytrwałości w dążeniu do spełnienia marzeń?
Ale na tym ta historia się nie kończy.
Ten sam upór sprawił, że Ali walczył przez kolejne siedem lat. Od 1975 roku do grudnia 1981 roku wciąż uparcie stawiał na swoim mimo powtarzających się i jednoznacznych sygnałów, że powinien zrezygnować z dalszych walk. Gdy w 1977 roku jego przyjaciele i reporterzy zauważyli oznaki pogorszenia jego kondycji i fizycznej, i psychicznej, Teddy Brenner, matchmaker z Madison Square Garden (który prowadził osiem walk Alego), błagał go, aby zakończył karierę. Ali odpowiadał wymijająco.
Brenner wydał jednak oświadczenie, że Madison Square Garden nie będzie już gospodarzem żadnej jego walki. Powiedział wtedy: "Nie chcę, żeby pewnego dnia spotkał mnie i zapytał, jak się nazywam. W boksie sztuka polega na tym, żeby skończyć we właściwym czasie, a wczorajsza piętnasta runda [przeciw Earniemu Shaversowi] była dla Alego tym właściwym momentem".
Tydzień później również Ferdie Pacheco, lekarz dbający o zdrowie Alego podczas walk, starał się namówić go do rezygnacji po tym, jak otrzymał wyniki przeprowadzonych po walce badań laboratoryjnych, na których podstawie okazało się, że stan nerek mistrza nie jest najlepszy. Po stanowczej odmowie boksera to w końcu sam Pacheco złożył rezygnację.
W 1978 roku Ali oddał tytuł Leonowi Spinksowi, który startował jako zawodowiec tylko siedem razy. W 1980 roku z trudem i w niejasnych okolicznościach Ali uzyskał zgodę lekarzy w Newadzie na walkę z ówczesnym mistrzem, Larrym Holmesem. W tej przegranej walce Ali został fizycznie tak zmasakrowany, że po meczu Holmes się rozpłakał.
Sylvester Stallone, który był tamtego wieczoru na widowni, porównał ostatnią rundę do "oglądania autopsji na wciąż jeszcze żyjącym człowieku". Mimo to Ali nadal się nie poddawał. To właśnie dzięki temu, że się nie poddał, wygrał z Georgem Foremanem. To właśnie dlatego stał się Największy.
W 1981 roku Muhammad Ali nie mógł uzyskać licencji na walkę w Ameryce, co zazwyczaj jest tylko formalnością, bo standardy obniżały się drastycznie, gdyż komisje stanowe prześcigały się w pogoni za każdą atrakcyjną walką. Jeśli kiedykolwiek świat krzyczał "Czas zawiesić rękawice!", to był to właśnie ten moment. Ali parł jednak do przodu i nie przejmując się niczym, postanowił walczyć na Bahamach.
Znów przegrał i było to żenujące widowisko, nawet jeśli spojrzymy na nie przez pryzmat standardów świata boksu. Z organizacją walki było takie zamieszanie, że organizatorzy nie mogli nawet znaleźć klucza do lokalu. Zapewnili tylko dwa komplety rękawic na wszystkie walki poprzedzające główne wydarzenie, co spowodowało długie opóźnienia, bo zawodnicy musieli rozsznurowywać rękawice, aby mogły zostać ponownie użyte. Musieli też pożyczyć krowi dzwonek, aby móc sygnalizować rozpoczęcie i zakończenie każdej rundy.
Muhammed Ali zapłacił oczywiście wysoką cenę za to, że walczył prawie do czterdziestki. Już pod koniec kariery występowały u niego symptomy uszkodzeń neurologicznych. Wszystkie ciosy, które przyjął po pokonaniu Foremana, niewątpliwie przyczyniły się do zdiagnozowanej u niego w roku 1984 choroby Parkinsona, a następnie do degradacji fizycznej i psychicznej. Trwanie przy swoim i upór nie zawsze się najlepszą decyzją, szczególnie w pewnych sytuacjach. A sytuacje się zmieniają.
Ten sam upór, który pomógł Alemu stać się wielkim mistrzem - podziwianym i szanowanym tak bardzo, że prawie nie miał sobie równych - stał się jego zgubą, gdy zignorował sygnały, że czas kończyć, oczywiste dla wszystkich, którzy patrzyli na to z boku.
To jest dziwne w uporze. Może on pomóc wytrwać w czymś, co jest warte zachodu, ale może też sprawić, że będziemy kurczowo trzymać się czegoś, co przestało się opłacać.
Sztuka polega na tym, aby zauważyć tę różnicę.
Wytrwanie kontra rezygnacja
Zwykle traktujemy wytrwanie i rezygnację jako dwie przeciwstawne siły, bo można albo uparcie trwać przy czymś, albo sobie odpuścić. Nie można równocześnie zrobić i tego, i tego. Widać wyraźnie, że rezygnacja przegrywa tę walkę. Wytrwałość jest uważana za cnotę, a rezygnacja za coś wręcz przeciwnego.
Rady, jakie słyszymy od legendarnych ludzi sukcesu, często sprowadzają się do tego samego przesłania: "Trwaj przy swoim, a odniesiesz sukces". Jak powiedział Thomas Edison: "Naszą największą słabością jest rezygnacja. Najpewniejszą drogą do sukcesu jest próbowanie jeszcze raz". Legenda kobiecej piłki nożnej, Abby Wambach, powtórzyła tę prawdę ponad 100 lat później, mówiąc: "Aby nigdy się nie poddawać, trzeba mieć nie tylko ducha rywalizacji, ale również możliwości, bez względu na okoliczności, w jakich się znajdujemy".
Podobnie inspirujące rady przypisuje się innymi wielkim mistrzom i trenerom sportowym, takim jak: Babe Ruth, Vince Lombardi, Bear Bryant, Jack Nicklaus, Mike Ditka, Walter Payton, Joe Montana i Billie Jean King. Niemal identyczne cytaty z różnych czasów można też znaleźć w opowiadaniach o legendach sukcesu w biznesie, od Conrada Hiltona po Teda Turnera czy Richarda Bransona.
Wszyscy ci sławni ludzie i niezliczone rzesze innych jednoczą się wokół różnych odmian stwierdzenia, że rezygnujący nigdy nie wygrywają, a zwycięzcy nigdy nie rezygnują.
Rzadko udaje się znaleźć jakiś popularny cytat opowiadający się za rezygnacją z wyjątkiem jednego, przypisywanego W.C. Fieldsowi[1]: "Jeśli na początku ci się nie uda, spróbuj ponownie. Potem odpuść. Nie ma sensu być głupcem".
Fields raczej nie był wzorem do naśladowania. Lubił pić, nie znosił dzieci i psów oraz żył jak człowiek z marginesu. To nie jest wystarczająca przeciwwaga... A poza tym podobno Fields tak naprawdę tego zdania nie powiedział!
Z definicji każdy, kto osiągnął w czymkolwiek jakiś sukces, uparcie przy tym trwał. To stwierdzenie faktu - z perspektywy czasu zawsze prawdziwe. Ale to nie znaczy, że prawdziwe jest też odwrotne twierdzenie, że jeśli będziemy uparcie przy czymś trwać, osiągniemy sukces.
Prospektywnie nie jest to rada ani prawdziwa, ani dobra. Tak naprawdę czasami okazuje się to wręcz destrukcyjne.
Jeśli nie potrafisz dobrze śpiewać, to bez względu na to, jak długo będziesz się starać, nie zostaniesz drugą Adele. Jeśli masz 50 lat i chcesz zostać gimnastyczką na poziomie olimpijskim, żaden upór ani wysiłek, choćby nie wiem jak wielki, nie umożliwi ci sukcesu. Myślenie, że jest inaczej, to absurd, taki sam jak czytanie artykułów o wstających przed czwartą rano miliarderach i wysnuwanie wniosków, że jeśli będziemy wstawać o czwartej, to zostaniemy miliarderami.
Nie powinniśmy mylić wniosków z perspektywy czasu z przewidywaniami, a tak właśnie jest w przypadku tych mądrości. Ludzie kurczowo trzymają się tego, co im się nie udaje i czasami robią to w przekonaniu, że jeśli wytrwają dostatecznie długo, osiągną sukces. Czasami nie chcą rezygnować, ponieważ zwycięzcy nigdy nie rezygnują. Tak czy inaczej, wielu ludzi wali głową w mur i są zawiedzeni, ponieważ myślą, że z nimi jest coś nie w porządku, a nie z tą radą.
Sukces nie polega na tym, by kurczowo trzymać się różnych rzeczy, ale na wybieraniu właściwych rzeczy, których można się trzymać, i rezygnacji z całej reszty.
Gdy cały świat mówi ci, żebyś zrezygnował, to jest oczywiście możliwe, że ty dostrzegasz coś, czego nie widzi cały świat i dzięki czemu masz rację, trwając przy swoim, kiedy inni na twoim miejscu już dawno by się poddali. Jeśli jednak świat krzyczy na całe gardło, żebyś dał sobie spokój, a ty nie chcesz słuchać, to twój upór może przerodzić się w szaleństwo.
Zbyt często nie chcemy słuchać. Po części być może dlatego, że rezygnacja niemal powszechnie jest kojarzona z czymś negatywnym. Gdyby ktoś podkreślił, że zrezygnowałeś, czy uznałbyś to za komplement? Odpowiedź jest oczywista.
Rezygnacja oznacza porażkę, kapitulację, przegraną. Rezygnacja jest przejawem braku charakteru. Ci, którzy rezygnują, są przegranymi (oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdy chodzi o rezygnację z czegoś w oczywisty sposób złego, na przykład z palenia, z alkoholu, narkotyków lub toksycznej relacji).
Nawet sam język faworyzuje wytrwałość, przypisując tym, którzy wytrwają, takie cechy jak: sprawczość, niezachwianie, niezłomność, zdecydowanie, śmiałość, zuchwałość, nieustraszoność, waleczność lub wytrzymałość. Mówi się też, że taka osoba ma kręgosłup, hart ducha lub ducha walki, że jest nieustępliwa lub konsekwentna.
Pozytywne słowa opisujące wytrwałość przychodzą na myśl równie łatwo jak negatywne określenia tych, którzy rezygnują, a wszystkie one wyrażają przekonanie, że rezygnacja to coś właściwego dla nieudacznika niezasługującego na nasz podziw. O rezygnujących mówi się: wycofali się, stchórzyli, są defetystami, dezerterami, wyrzutkami, obibokami, mięczakami i palantami. Odpuszczają sobie lub porzucają różne rzeczy, więc są chwiejni i niezdecydowani. Uważamy ich za ludzi: bez celu, kapryśnych, bojaźliwych, niekonsekwentnych, zmiennych, o słabej woli, zawodnych, niesolidnych, a nawet niewiarygodnych. Albo uważamy ich za ludzi politycznie niebezpiecznych, chorągiewki na wietrze.
To nie jest tak, że nie ma żadnych negatywnych słów związanych z uporem (na przykład bezwzględność lub zatwardziałość) ani pozytywnych związanych z rezygnacją (na przykład dostosowanie lub elastyczność). Jednak gdybyśmy próbowali dla każdego z tych pojęć wypełnić pozytywnymi i negatywnymi określeniami dwie kolumny tabeli, szybko dostrzeglibyśmy nierównowagę.
W przypadku wytrwałości więcej byłoby pozytywnych niż negatywnych sposobów określenia uporu, natomiast w przypadku wycofania się szala przechyliłaby się na stronę negatywną. W przeciwieństwie do uporu rezygnacja nie kojarzy się z tak wieloma pozytywnymi słowami, czego najlepszym dowodem jest to, że w słowniku[2] nie znajdziemy wyrazu rezygnacyjność.
Sposób, w jaki język faworyzuje upór w przeciwieństwie do rezygnacji, najwyraźniej przejawia się w tym, że jednym z synonimów uporu jest heroizm. Inne synonimy to: męstwo, odwaga i nieustraszoność.
Myśląc o wytrwałości, szczególne w obliczu zagrożenia, wyobrażamy sobie bohatera, który dochodzi do granicy śmierci, staje na krawędzi przepaści, ale trwa, gdy inni się poddają.
Równocześnie ludzie, którzy rezygnują, stają się tchórzami.
W świecie, w którym wytrwałość niemal powszechnie uważa się za cechę prowadzącą do zaszczytów i sukcesów, upór jest postacią pierwszoplanową, gwiazdą. Natomiast rezygnacja jest albo złem (przeszkodą do pokonania) albo - częściej - aktorem obsadzonym w marginalnej roli (wymienianym w napisach jedynie jako "sługa nr 3" albo "tchórzliwy żołnierz").
Ubrane w eufemizm
W lutym 2019 roku Lindsey Vonn, jedna z najbardziej znanych na świecie sportsmenek, oświadczyła na Instagramie, że rezygnuje z rywalizacji w narciarstwie alpejskim: "Moje ciało jest poturbowane i nie do naprawienia i nie pozwala mi na starty w ostatnim sezonie, o którym tak marzyłam. Moje ciało krzyczy STOP i nadszedł dla mnie czas, by go posłuchać".
Po szczegółowym opisie szeregu swoich ostatnich kontuzji, operacji i rehabilitacji (wielu z nich wcześniej nie ujawniała) dodała jeszcze takie przesłanie: "Zawsze mówię, żeby nigdy się nie poddawać. Dlatego wszystkim dzieciakom, wszystkim moim kibicom, którzy wysyłali mi wiadomości z zachętami do dalszej walki... chcę powiedzieć, że nie rezygnuję! Po prostu rozpoczynam nowy rozdział".
W pierwszej części swojego oświadczenia Vonn bardzo wyraźnie, wielkimi literami mówi, że kończy z narciarstwem wyczynowym (tłumaczenie: rezygnuje). Ale potem, w drugiej jego części, na całe gardło całkowicie zaprzecza, jakoby rezygnowała - choć przed chwilą właśnie to ogłosiła - i ubiera to w eufemizm "rozpoczęcia nowego rozdziału".
Jeśli ktokolwiek w ogóle zasłużył na prawo godnego odejścia bez kwestionowania jego odwagi lub wytrwałości, to z pewnością jest to Lindsay Vonn. Historie jej powrotów po poważnych wypadkach są niemal tak samo imponujące jak historia jej niezrównanych sukcesów. Po koszmarnym wypadku podczas Igrzysk Olimpijskich w 2006 roku została przetransportowana helikopterem do szpitala, z którego próbowała się wymknąć, zanim jeszcze uzyskała zgodę lekarzy, i dwa dni później wystartowała w zawodach.
W 2013 roku, po zerwaniu więzadła krzyżowego przedniego i więzadła pobocznego piszczelowego oraz kolejnym złamaniu, operacji i wyczerpującej rehabilitacji, doznała powtórnego uszkodzenia zrekonstruowanych wiązadeł i ponownie przeszła cały proces. Opuściła Igrzyska Olimpijskie w Soczi i odpuściła większość sezonu 2014, ale wróciła, by wygrać kolejne 23 zawody Pucharu Świata rozgrywane między końcem 2014 i początkiem 2018 roku.
Jeśli Lindsey Vonn tak trudno jest powiedzieć, że po prostu rezygnuje, wyobraź sobie, czym musi to być dla zwykłego człowieka. Sama myśl o rezygnacji jest tak gorzką pigułką, że trzeba ją przełknąć wraz z łyżką cukru. Albo - w tym przypadku - z łyżką eufemizmu. A najsłynniejszy eufemizm to tłumaczone na wiele sposobów angielskie słowo pivot[3].
Jeśli przeszukasz jakikolwiek duży portal internetowy poświęcony sprzedaży książek, zauważysz, że ogromnie popularne są tytuły zawierające to słowo. Wiele książek [w języku angielskim] nosi po prostu tytuł Pivot (a jedna nawet Pivot!). Wśród tych niezliczonych książek można zaleźć między innymi The Big Pivot, The Great Pivot, Pivot with Purpose, Pivot to Win i Pivot for Success (wielkie, celowe zwroty, aby zwyciężać i odnosić sukcesy).
Absolutnie nie dyskredytuję tych książek. Ale bez względu na to, czy powiesz "zwrot" czy "otwarcie kolejnego rozdziału" albo "strategiczne przegrupowanie", wszystko to jest z definicji rezygnacją. W końcu przecież - bez wszystkich tych negatywnych konotacji - rezygnacja jest jedynie wyborem zaprzestania czegoś, co rozpocząłeś.
Powinniśmy przestać myśleć, że musimy owijać koncepcję rezygnacji w folię bąbelkową i podawać na miękko. Istnieje przecież mnóstwo okoliczności, w których rezygnacja jest właściwym wyborem, szczególnie wtedy, gdy cały świat mówi, że powinieneś to zrobić, gdy twoje nerki przestają pracować lub zmagasz się z kolejnymi kontuzjami, które mogą oznaczać koniec kariery. Albo trwasz w nieszczęśliwym małżeństwie, w pracy bez perspektyw lub na studiach, których nie znosisz. Dlaczego traktujemy to słowo jak imię Voldemorta ("Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać")?
W czasach, gdy ludzie kupowali mięso w lokalnej masarni, każdy komik miał żart o tym, jak rzeźnik oszukuje na wadze. W jednym ze swoich słynnych gagów Milton Berle, komik z Borscht Belt, mówił: "Zaczynam wątpić w rzetelność mojego rzeźnika. Kiedyś na jego wadze usiadła mucha. Ważyła 2 kilogramy".
To, o czym mówił Berle, było popularnym w Borscht Belt skeczem, w którym rzeźnik podbija wagę, zazwyczaj dociskając kciukiem, i w ten sposób oszukuje klientów. Koło fortuny w wesołym miasteczku też może oszukiwać, jeśli zostanie w nim zamontowany mechanizm, dzięki któremu będzie się zatrzymywało po wykonaniu pewnej części obrotu, tak aby właściciel nie musiał nic płacić grającym. Podobnie oszukiwane mogą być koła ruletki w podejrzanych lokalach. Kostki w improwizowanych grach w kości też mogą być niesymetrycznie wyważone.
Z podobnie oszukańczą wagą mamy do czynienia tam, gdzie pojawia się rezygnacja. To, co mówią nam Muhammad Ali czy Lindsey Vonn - aforyzmy, język i eufemizmy są użyciem poznawczego i behawioralnego kciuka do przechylenia wagi w kierunku wytrwania, gdy trzeba rozstrzygać, czy upierać się, czy zrezygnować.
Mówi nauka
Widząc, jak przechyla się wagę w kierunku uporu, oraz to, że podziwiamy i uważamy za bohaterów ludzi wytrwałych, nie powinniśmy być zaskoczeni tym, jaką popularnością cieszą się książki na temat wytrwałości, na przykład Upór[4] czy Poza schematem Malcolma Gladwella[5] (ze słynnymi 10 tysiącami godzin do wykorzystania).
Skutkiem masowego, entuzjastycznego odbioru takich książek jest przekonanie, że ludzie z natury są za mało wytrwali.
Jednak każdy, kto przeczytał Upór, i uznał, że książka sugeruje, iż wytrwałość, niezależnie od sytuacji, zawsze jest cnotą, niewłaściwie interpretuje dzieło Angeli Duckworth. Ona nigdy nie mówi: "Po prostu trwaj przy tym, a odniesiesz sukces". Napisała o tym, jak ważne jest próbowanie wielu rzeczy (co wymaga rezygnacji z innych), aby znaleźć tę właściwą, przy której powinniśmy trwać. Duckworth, która w swojej książce zachęca do wytrwałości, z pewnością zgodziłaby się, że warto też rozwijać umiejętność rozpoznania, kiedy należy zrezygnować.
Wprawdzie upór być może zawładnął bezrefleksyjnymi umysłami, jednak argumenty przemawiające za wcześniejszą i częstszą rezygnacją mają równie solidne podstawy.
Istnieje bogata dziedzina nauki badająca ludzką skłonność do trwania w jakimś stanie zbyt długo, szczególnie w sytuacjach, w których trzeba się zmierzyć ze złymi wiadomościami. Nauka ta rozciąga się na wiele dyscyplin, od ekonomii po teorię gier i psychologię behawioralną, i obejmuje takie zagadnienia, jak: utopione koszty, tendencja do zachowania status quo, awersja do straty, eskalacja zaangażowania i wiele innych.
Do najbardziej dogłębnych badań nad skłonnością do nadmiernej uporczywości, a szczególnie okoliczności, w których się tak zachowujemy, należą prace Daniela Kahnemana i Richarda Thalera. Kahneman otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii w roku 2002, a Thaler w roku 2017. Jeśli dwóch laureatów Nagrody Nobla wyraża podobne opinie na temat tego samego zagadnienia, to powinniśmy zwrócić na nie uwagę.
A nauka mówi nam, że codziennie w sprawach wielkich i małych zachowujemy się tak jak Muhammad Ali, zbyt długo upierając się przy różnych rzeczach pomimo sygnałów, że powinniśmy zrezygnować.
Celem tej książki jest umożliwienie lepszego zrozumienia sił działających przeciw dobrym wyborom, a także - z czego i kiedy zrezygnować oraz jakie są okoliczności, w których niechętnie rezygnujemy. Ma ona również pomóc nam wszystkim spojrzeć bardziej pozytywnie na rezygnację, abyśmy mogli podejmować lepsze decyzje. Ułożyłam ten materiał w cztery części z trzema interludiami.
W części I przedstawiam argumenty za rezygnacją jako umiejętnością związaną z podejmowaniem decyzji, którą warto rozwijać. W rozdziale 1 opisuję, dlaczego rezygnacja jest najlepszym narzędziem podejmowania decyzji w niepewności, umożliwiając zmianę kursu po ujawnieniu nowych informacji. Badam również, jak sama niepewność, sprawiająca, że opcja rezygnacji jest tak ważna, może ją utrudniać lub wręcz uniemożliwiać. W rozdziale 2 wyjaśniam, dlaczego, jeśli zrezygnujemy w samą porę, zazwyczaj czujemy się, jakbyśmy poddali się za wcześnie. Rezygnacja jest w rzeczywistości przewidzeniem problemu, co oznacza, że to, kiedy zrezygnować, nie jest problemem ponurej teraźniejszości, lecz problemem, że przyszłość rysuje się w czarnych barwach. A różowa teraźniejszość jest czymś, z czego trudno zrezygnować. W rozdziale 3 zgłębimy naukę o rezygnacji i poznamy dowody na to, że wszyscy mamy skłonność do niewłaściwej kalibracji swoich decyzji o tym, czy się upierać, czy zrezygnować. Szczególnie wtedy, gdy świat dostarcza nam złe wiadomości, mamy skłonność do zbyt długiego trwania w uporze, ale gdy docierają do nas dobre wiadomości, zazwyczaj zbyt szybko rezygnujemy.
W części II omówię szczegółowo wpływ, jaki na naszą decyzję o rezygnacji ma to, czy wygrywamy, czy przegrywamy ("na minusie"). Rozdział 4 wprowadza koncepcję eskalacji zaangażowania, kiedy na złe wiadomości reagujemy zwiększonym zaangażowaniem w działania prowadzące nas do przegranej. W rozdziale 5 opisuję, dlaczego koszty utopione sprawiają, że tak trudno nam zrezygnować. Omówię lęk przed stratą oraz to, jak inwestycja pieniędzy, czasu, wysiłku lub innych środków negatywnie wpływa na naszą decyzję o kontynuowaniu działań. Rozdział 6 oferuje strategie doskonalenia decyzji o tym, kiedy zrezygnować. Pokazuje, jak ważne jest, aby na początku zająć się najtrudniejszą częścią projektu, jak wybierać punkty odniesienia, tworzyć kryteria i identyfikować sygnały nazywane "kryteriami zabicia", dzięki którym zrezygnujemy szybciej w sytuacji, w której kontynuowanie czegoś nie działa już w naszym najlepszym interesie.
W części III zgłębimy temat błędów poznawczych, które przeszkadzają w rezygnacji. W rozdziale 7 zastanowimy się, jak posiadanie rzeczy lub pomysłów utrudnia zmianę kursu i jak potężną siłą jest status quo. Opowiem o dualnych skutkach lęku przed niepewnością oraz lęku przed stratą związanych ze zmianą kursu, powstrzymujących nas przed wytyczeniem nowej drogi. W rozdziale 8 przyjrzymy się, jak nasza tożsamość - a zwłaszcza nasze pragnienie spójnej tożsamości - staje się przeszkodą w rezygnacji i może skłaniać nas do eskalacji zaangażowania w katastrofalne wybory. Rozdział 9 oferuje dodatkowe strategie łagodzenia błędów poznawczych utrudniających rezygnację: pomoc coacha specjalizującego się w "odejściach" lub osoby, która potrafi spojrzeć z boku na naszą sytuację i pomóc nam zmienić kurs w odpowiednim czasie.
W części IV zajmiemy się problemem kosztów alternatywnych. Ilekroć angażujemy się w jakieś działania, zobowiązujemy się, że nie będziemy dążyć do innych rzeczy. Skąd mamy wiedzieć, kiedy jest właściwy czas, aby zrezygnować z jednego wyboru na korzyść innego, lepszego? W rozdziale 10 pokażę, czego uczymy się, kiedy zostaniemy zmuszeni do rezygnacji, i jak możemy zapobiegawczo wykorzystać tę wiedzę. W rozdziale 11 powiemy, jakie są minusy naszych celów i przekonamy się, że mimo iż są one siłą motywującą, mogą również skłaniać nas do kurczowego trzymania się rzeczy, które przestały być tego warte. Natura celu - jego osiągnięcie lub porażka - jest sprzeczna z niestałym i wciąż zmieniającym się światem, a pragnienie osiągnięcia celu może powstrzymywać nas przed zauważaniem innych dostępnych dla nas dróg i możliwości. Wyjaśnię również, dlaczego każdy cel wymaga zastrzeżeń oraz znaków informujących o postępie na drodze do jego realizacji.
Mam nadzieję, że czytając tę książkę, zrozumiesz, dlaczego rezygnacja powinna być powodem do radości i jak może stać się umiejętnością, którą będziesz mógł rozwijać i wykorzystywać, aby ubogacić swoje życie. Mam nadzieję, że przekonam cię do tego, abyś nauczył się cenić opcjonalność, sprawię, że będziesz lepiej wykonywał to, przy czym zechcesz wytrwać, oraz będziesz wciąż poszukiwał, aby móc elastycznie zmieniać się wraz ze zmieniającym się światem lub nawet go wyprzedzać.
Chcę, aby to było jasne: jest mnóstwo trudnych rzeczy, które są warte tego, by przy nich trwać, a odporność i upór mogą tylko w tym pomóc. Sukcesu nie osiąga się, rezygnując tylko dlatego, że coś jest trudne. Ale nie osiąga się go również, trzymając się kurczowo trudnych rzeczy, które nie są tego warte.
Sztuką jest wiedzieć, kiedy wytrwać, a kiedy odejść. Ta książka pomoże ci stworzyć narzędzia, które to umożliwią.
Zatem przejdźmy do rzeczy. Czas na rehabilitację rezygnacji.