Wstęp
Opublikowane w tej książce teksty - zapis wykładów wygłoszonych przez
Viktora Frankla w 1946 roku - odznaczają się potężną siłą oddziaływania
i zaskakującą aktualnością. W skondensowanej formie przekazują całą
filozofię tego wielkiego lekarza i psychoterapeuty, którą w następnych
dekadach popularyzował w licznych książkach i artykułach. Viktor Frankl
z niezrównaną głębią ukazuje w tych trzech tekstach conditio humana.
Dlatego też należy docenić zasługi wydawnictwa Beltz Verlag, które
wydało niniejszy tom, udostępniając myśl Frankla dzisiejszej
publiczności, zwłaszcza zaś młodszym pokoleniom.
Viktor Frankl był gigantem, chociaż z racji powściągliwego, skromnego
usposobienia odrzuciłby takie określenie. Dla mnie równy jest
Hipokratesowi, twórcy sztuki lekarskiej w klasycznej Grecji, i alzackiemu lekarzowi Albertowi Schweitzerowi, który w 1954 roku otrzymał
Pokojową Nagrodę Nobla. Viktor Frankl, podobnie jak Schweitzer,
interesował się zagadnieniami antropologicznymi, dotyczącymi fundamentów
człowieczeństwa, wychodząc daleko poza sztukę medyczną. Pozwolę sobie
wymienić i bliżej omówić trzy aspekty, które wyjątkowo mnie poruszyły w wydanych tu tekstach.
"Ja" ("Selbst") jako rdzeń człowieka
Kiedy czterdziestojednoletni Viktor Frankl prowadził wykłady, których
zapis zawiera ta książka, był mężczyzną w najlepszym okresie życia. Miał
już jednak za sobą jedne z najgorszych doświadczeń, jakie mogą spotkać
człowieka. Frankl był jednym z milionów ludzi, którzy padli ofiarą
straszliwych zbrodni nazistów, a zarazem jednym z niewielu, którzy
przeżyli uwięzienie w obozie koncentracyjnym (w jego wypadku w kilku
obozach). Z tamtego czasu wyniósł doświadczenie, które pozwoliło mu
zrozumieć, co stanowi rdzeń człowieka, kiedy odebrano mu już wszystko:
spotkanie z własnym "ja" (das eigene Selbst). Cechą charakterystyczną
dzisiejszej epoki jest to, że wiele osób wskutek pośpiechu życia nie ma
okazji do spotkania z własnym "ja" lub aktywnie tego unika, bezustannie
się rozpraszając. Dlaczego? Dlatego że takie spotkanie z samym sobą
mogłoby się wiązać z nieprzyjemnymi uczuciami lub zgoła byłoby nie do
zniesienia.
Bycie więźniem w obozie koncentracyjnym jest doświadczeniem wyjątkowym,
którego nie da się z niczym porównać. Jednak Viktor Frankl dobitnie nam
uświadamia, że zgodziłby się z tym tylko w ograniczonym zakresie - nawet
tak zwane zupełnie normalne życie stawia człowieka w sytuacjach, które
za jednym zamachem odbierają mu niczym więźniowi niemal lub zgoła
wszystko, co dotychczas pozwalało mu unikać spotkania z własnym "ja".
Tego rodzaju sytuacje mogą dotknąć każdego - w samych Niemczech co roku
480 tysięcy osób zapada na raka. Różnorakie ciosy losu, straty, wypadki
lub choroby mogą raptownie wtargnąć w życie człowieka i ograniczyć jego
możliwości, a w niektórych przypadkach nałożyć nań najcięższe wręcz
ograniczenia. Co wtedy?
Teksty Viktora Frankla dodają odwagi, by spotkać się z własnym "ja" nie
dopiero wtedy, gdy zrządzeniem losu wszystko, co nieistotne, uległo
"przetopieniu", gdy "pieniądze, władza, sława (...), wszystko stawało
się wątpliwe" lub poszło w niepamięć (w cudzysłowie przytoczone są słowa
Frankla). Nasze "ja" warte jest tego, byśmy nie zwracali się ku niemu
dopiero wtedy, gdy życie nie daje nam już innego wyboru. Niedawno sam
poświęciłem książkę ludzkiemu "ja"2. Według Frankla główne zadanie
życia polega na tym, by już na wczesnym jego etapie być dobrze
uformowanym wewnętrznie. Wymaga to wypracowania "wewnętrznej
umiejętności" zachowania "swego "ja", swej najwłaściwszej istoty"
również wtedy, gdy nagle znikają powody bezustannej dystrakcji oraz
materialne błahostki, którymi otaczamy się na co dzień.
Kto nie nawiązał kontaktu z własnym "ja", a los nagle zmusił go do
odpowiedzi na pytanie, co czyni jego życie istotnym, wartościowym i sensownym, temu grozi niebezpieczeństwo popadnięcia w apatię w chwili
kryzysu. Viktor Frankl dostrzegał, że "upadek psychiczny (...) prowadzi
także do upadku fizycznego". Przemawia tu jako holistycznie myślący
lekarz i dostrzega to, co jest dziś rdzeniem medycyny psychosomatycznej
i co, między innymi, odpowiada stanowi wiedzy współczesnej
psychoonkologii - u ludzi, którzy tracą przyrodzone siły, słabnie system
odpornościowy, a tym samym zdolność oporu wobec choroby, również
nowotworowej3.
Źródła sensu życia
Viktor Frankl świetnie ukazuje nam źródła, z których nasze życie może
czerpać sens. Coraz więcej ludzi na całym świecie odczuwa udrękę,
odkrywając, że dobrobyt materialny nie jest per se zjawiskiem
sensotwórczym (co skłania ich do zwracania się coraz częściej ku
rozmaitym propozycjom duchowym). Jak mówi Frankl, "przyjemność (Lust)
jako taka nie jest czymś, co mogłoby nadać sens bytowi (Dasein) (...).
Szczęście nigdy nie powinno i nie może być celem, lecz jedynie
rezultatem". Wychodząc z tego założenia, Viktor Frankl rozwija kluczową
myśl, która stanowi rdzeń tworzonej przez niego koncepcji
filozoficzno-egzystencjalnej: "(...) pytanie nie może już brzmieć:
"Czego mam jeszcze oczekiwać od życia?", lecz (...) raczej: "Czego życie
oczekuje ode mnie?"". To życie, stwierdza Frankl, kieruje do nas
pytania, na które mamy odpowiedzieć. Tylko gdy to czynimy, pojawia się
możliwość sensownego spełnienia.
Środki, którymi dysponujemy, by odpowiedzieć na pytania kierowane do nas
przez życie, to według Frankla czynne działanie, czuła uwaga nakierowana
na bliźniego i doświadczanie pięknych wrażeń (włączając tu uroki
natury). Komu odebrano możliwość bycia czynnym, temu pozostaje
przeżywanie - oraz doświadczanie - bycia kochanym. Człowiek może,
"pozostając poza byciem czynnym, nadawać życiu sens (...) w biernym
wchłanianiu świata".
Szukając potencjalnych źródeł sensu, Viktor Frankl prowadzi swoje
czytelniczki i czytelników w najgłębsze otchłanie - jednym ze źródeł
sensu może stać się także nałożone na człowieka nieusuwalne cierpienie.
Sposób, w jaki człowiek ustosunkowuje się w duchu do swego cierpienia,
również bywa aktem sensotwórczym. "Zewnętrzne niepowodzenia i porażki w świecie nie mogą mieć najmniejszego wpływu na sens, który niekiedy
wyłania się także z bycia chorym i z umierania". Frankl mówi tutaj o "wewnętrznym sukcesie". Jego zdaniem sens naszego życia zasadza się w niemałej mierze na tym, "jaką postawę przybieramy wobec zewnętrznego
losu".
Wynikają stąd wysoce aktualne odniesienia do kwestii, którymi dziś się
zajmujemy w badaniach nad traumą. Choroba i przebyte urazy mogą u osób,
które otrzymają wystarczające wsparcie społeczne lub terapeutyczne, nie
tylko skutkować obciążeniami, lecz także prowadzić do czegoś, co obecnie
określa się mianem "potraumatycznego wzrostu" (posttraumatic growth).
Ludzka psychika4 może "przynajmniej do pewnego stopnia i w pewnych granicach" wzmocnić się również poprzez obciążenie. Jak pisze
Frankl, "od człowieka i tylko od niego zależy, czy cierpienie ma sens,
czy też nie".
Nowoczesna medycyna między rzeczowością a człowieczeństwem
W opublikowanych w tej książce tekstach Frankla niezwykle cenne są moim
zdaniem jego rozważania na temat relacji między pacjentem a lekarzem. W wywoływanym zwykle przez poważną chorobę kryzysie duchowym pacjent (lub
pacjentka) z reguły nie znajduje samodzielnie drogi do odzyskania sił.
Potrzebuje dobrego lekarza, aby odkryć ukryty sens swojej choroby i odnaleźć przyrodzone siły.
Viktor Frankl, który w momencie aresztowania przez nazistów i osadzenia
w obozie koncentracyjnym był już specjalistą neurologiem, nie uprawia
taniej krytyki wobec medycyny akademickiej. Opisuje on raczej jedno z niebezpieczeństw nierozłącznie związanych z nowoczesną medycyną:
zredukowanie pacjenta do "przypadku" i "jednostki chorobowej". Jeżeli
ktoś sądzi, że cytowane przez Frankla terminy pochodzą z innej,
dawniejszej epoki, ten jest w błędzie. Słyszałem wielu kolegów po fachu,
którzy w ten sposób mówili o pacjentach i współpracownikach ("jednostki
robocze"). Pojęcia te ilustrują, by odwołać się do słów Frankla, "jak
silnie i rozlegle rozlewa się owa tendencja dystansowania się ze strony
lekarza, uprzedmiotawiania przezeń człowieka". Czytając, że "dobry
lekarz będzie stale korygował swoje podejście z przedmiotowego ku
człowieczemu", odnosi się wrażenie, że jest to przesłanie zaadresowane
do dzisiejszej medycyny. Interesujące byłoby wiedzieć, jak Viktor Frankl
wypowiadałby się obecnie wobec tych, którzy sądzą, że ogół ma prawo
żądać czegoś od jednostki w imię służby medycynie, jak na przykład
uznawanej za standard gotowości do dawstwa organów. Niech każdy
czytelnik i każda czytelniczka odpowie sobie na to pytanie po lekturze
tekstów Frankla.
Do szczególnie poruszających fragmentów zaliczam też jego postulat, by
pacjent niejako odbijał się w lekarzu i w głębszym znaczeniu był przez
niego "widzianym". To bowiem "człowieczość w lekarzu odkrywa dopiero to,
co człowiecze, w chorym, (...) a ponadto budzi w chorym to, co
człowiecze". Cóż za zdanie! Człowiek, zwłaszcza dotknięty przez los lub
chorobę, potrzebuje odzwierciedlenia siebie i bycia widzianym nie tylko
przez lekarza, ale i w ogólności. Potrzebuje Innego, by móc znaleźć sens
w cierpieniu i podjąć próbę wypracowania odpowiedniej postawy w konkretnej trudnej sytuacji. Każdy z więźniów kacetu "wiedział (...), że
gdzieś tam ktoś w jakiś sposób jest i niewidoczny mu się przygląda".
Frankl wielokrotnie podkreśla "egzystencję innych, bycie innych", bez
których człowiek nie mógłby ocalić swojego "ja" i sprostać zadaniom
stawianym przez życie. Tutaj właśnie objawia się cała potężna aktualność
tekstów Frankla. Stwierdzenie, że potrzebujemy społecznego rezonansu, by
zyskać, rozwinąć i zachować własne "ja", jest myśleniem nowoczesnym par
excellence5.
Życzę tekstom zamieszczonym w tej książce wielu zainteresowanych
czytelniczek i czytelników. Nie ulega wątpliwości, że lektura pism
Viktora Frankla przynosi ogromne korzyści osobiste.
Berlin, latem 2019 r.
Prof. dr n. med. Joachim Bauer6
Mówienie o sensie i wartości życia może się dzisiaj wydawać pilniejsze
niż kiedykolwiek wcześniej, trzeba jednak zapytać, czy i w jakiej mierze
byłoby ono "możliwe". Pod pewnym względem jest to dziś przecież
łatwiejsze: o tylu sprawach wolno znowu swobodnie mówić - o tylu
sprawach, które pozostają w istotnym związku z problemem sensowności i wartości ludzkiej egzystencji oraz godności człowieka. Pod innym
względem wszakże mówienie o "sensie", "wartości" i "godności" stało się
trudniejsze. A zatem musimy zadać sobie pytanie - czy można dzisiaj
jeszcze tak po prostu posługiwać się tymi słowami? Czy obecnie sam ich
sens nie stał się w jakiś sposób podejrzany? Bo czy w ostatnim czasie
nie uprawiano zbyt wiele negatywnej propagandy skierowanej przeciw temu,
co te słowa znaczą, co kiedyś znaczyły?
Propaganda ostatnich lat stała się niemal propagandą przeciwko
jakiemukolwiek sensowi i przeciwko związanej z nim wartości bytu
(Dasein)! W tych latach usiłowano wręcz zademonstrować
bezwartościowość (Unwert) ludzkiego życia.
Poczynając od Kanta, europejskie myślenie pozwalało formułować jasne
wypowiedzi na temat właściwej godności człowieka: sam Kant w drugim
sformułowaniu imperatywu kategorycznego stwierdził, że każda rzecz
posiada swoją wartość, człowiek natomiast godność - człowiek, jak pisał
Kant, nie może nigdy stać się środkiem do celu. Jednakże w porządku
gospodarczym ostatnich dekad z ludzi pracujących uczyniono na ogół
środki, zdegradowano ich do środków życia gospodarczego. Praca nie była
już środkiem do celu, do życia - środkiem zapewniającym życie11,
lecz raczej człowiek i jego życie, jego siła życiowa, siła robocza -
wszystko to stało się środkiem do celu.
A potem przyszła wojna - wojna, w której człowiek wraz ze swym życiem
został oddany nawet na służbę śmierci. I przyszły obozy koncentracyjne.
Tam zaś nawet to życie, które zasługiwać miało wyłącznie na śmierć,
wykorzystywano w jego ostatnim okresie. Cóż za deprecjacja życia, cóż za
degradacja i upodlenie człowieka w tym się kryje! Wyobraźmy sobie tylko,
chcąc to pojąć, że państwu chodzi o to, by wszystkich skazanych przez
siebie na śmierć jeszcze w jakiś sposób wyzyskać, spożytkować ich siłę
roboczą aż po ostatnią chwilę nędznego żywota - jakby w przekonaniu, że
jest to przecież rozsądniejsze niż uśmiercenie takich ludzi od ręki, nie
mówiąc już o żywieniu ich po kres żywota. A czy w obozach
koncentracyjnych nie wytykano nam aż nazbyt często, że "nie jesteśmy
warci tej zupy" - tej, którą wydawano nam jako jedyny posiłek w ciągu
dnia i której koszty winniśmy byli spłacić w formie robót ziemnych? My,
niegodni, musieliśmy również odpowiednio przyjmować ów niezasłużony,
łaskawy dar - więźniowie, odbierając zupę, mieli obowiązek zdejmować
czapkę. Cóż, tak jak nasze życie niewarte było zupy, tak też nasza
śmierć warta była niewiele, niegodna nawet ołowianej kuli - zamiast
niej: cyklon B.
Wreszcie doszło do masowych zabójstw w zakładach dla obłąkanych. Tam
stało się oczywiste, że wszelkie życie, które nie było - niechby i w najmizerniejszy sposób - "produktywne", uważano dosłownie za "niewarte
życia" (lebensunwert).
W tej epoce, jak powiedzieliśmy, propagowano także bez-sens (Un-Sinn).
Jak to wyglądało?
Nasze dzisiejsze poczucie istnienia (Lebensgefühl) nie pozostawia
wiele miejsca na wiarę w sens. Żyjemy w typowym czasie powojennym. Ów
stan umysłu, psychiczną kondycję współczesnego człowieka można bodaj
najcelniej, choć w nieco dziennikarskim stylu, scharakteryzować jako
"zbombardowany psychicznie". Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby nie
zarazem nachodzące nas bezustannie uczucie, że znowu żyjemy w okresie
przedwojennym. Wynalezienie bomby atomowej podsyca lęki przed katastrofą
na skalę światową, a swoisty nastrój końca świata ogarnia zmierzające do
kresu drugie tysiąclecie. Takie apokaliptyczne nastroje znamy już z historii. Pojawiały się na początku pierwszego tysiąclecia i pod jego
koniec. U schyłku ubiegłego zaś wieku panował, jak wiadomo, klimat fin
de si?cle'u. Nie tylko był on defetystyczny, u podłoża wszystkich tych
nastrojów leżał bowiem fatalizm.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ojciec autora, Gabriel Frankl, zginął w 1943 r. w obozie koncentracyjnym w czeskim Terezinie (Theresienstadt), dokąd we wrześniu 1942 r. deportowano go z Wiednia wraz z żoną, synem i synową. Z całej rodziny Franklów wojnę przeżyli Viktor Frankl oraz jego siostra Stella, której na krótko przed deportacją udało się wyjechać do Australii, pozostałych - matkę, żonę, brata i bratową autora - zamordowano w obozach w Oświęcimiu (Auschwitz) i Bergen-Belsen. O śmierci najbliższych Frankl dowiedział się po powrocie do Wiednia, w sierpniu 1945 r., pół roku później opatrzył wstrząsającą dedykacją ten właśnie cykl wykładów. [wróć]
J. Bauer, Wie wir werden, wer wir sind. Die Entstehung des menschlichen Selbst durch Resonanz, München 2019. [wróć]
Tenże, Selbststeuerung. Die Wiederentdeckung des freien Willens, München 2018. Por. także: E. Reuter, G. Haarhoff, Y. Malzon-Jessen, Über Lebensgeschichten nach schwerer Krebserkrankung, Stuttgart 2020. [wróć]
Frankl posługuje się pojęciem Seele, co znaczy "dusza". Słowo to w języku niemieckim może mieć znaczenie metafizyczne, jest też jednak synonimem psychiki; dawniejsze określenie lekarza psychiatry, którego Frankl też używa, to zresztą Seelenarzt, czyli "lekarz duszy". Polskie konotacje "duszy" są podobne: "całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość" oraz "w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci" (https://sjp.pwn.pl/szukaj/dusza.html, dostęp 14.02.2021). Jednak by uniknąć nieporozumień i niezamierzonych religijnych konotacji, tłumaczę to słowo jako "psychika" (wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki książki). [wróć]
Por. J. Bauer, Wie wir werden..., dz. cyt. [wróć]
Prof. dr n. med. Joachim Bauer jest lekarzem internistą, psychiatrą, psychoterapeutą i autorem cenionych książek popularnonaukowych. Przez wiele lat zajmował się badaniami naukowymi w dziedzinie neurobiologii. Mieszka, wykłada i pracuje w Berlinie. Więcej informacji: www.psychotherapie-prof-bauer.de [wróć]
Pieśń buchenwaldzką (Buchenwaldlied) jako swoisty hymn obozu stworzyli w 1938 r. na rozkaz zastępcy komendanta obozu austriaccy więźniowie - librecista i pisarz Fritz Löhner-Beda oraz kompozytor Hermann Leopoldi. Wykonywano ją na polecenie esesmanów podczas apelów obozowych, towarzyszyła też wymarszom brygad roboczych do pracy i powrotom do obozu. Por. https://de.wikipedia.org/wiki/Buchenwaldlied, dostęp 28.01.2021. [wróć]
Ukazała się ona w przekładzie Stefanii Zgórskiej pod tytułem Psycholog w obozie koncentracyjnym w 1962 r. nakładem Paxu oraz w przekładzie Aleksandry Wolnickiej jako Człowiek w poszukiwaniu sensu w 2009 r. w wydawnictwie Czarna Owca. [wróć]
Ta archaiczna już dziś terminologia psychiatryczna wywodzi się jeszcze z czasów Oświecenia. Opiera się ona na przyporządkowaniu chorób do kategorii Gemütskrankheiten lub Geisteskrankheiten, czyli "chorób afektów" i "chorób umysłowych". Pierwsza grupa dotykała sfery emocji i uczuć, nie naruszając wszakże władz umysłowych, druga natomiast powodowała zaburzenia postrzegania rzeczywistości. [wróć]
Słowo to w języku niemieckim oznacza "wytępienie, wyniszczenie robactwa, chwastów, uciążliwej zarazy". Naziści posługiwali się nim w odniesieniu do zabijania "niepożądanych" osób. [wróć]
W oryginale mamy do czynienia z grą słów. Frankl zapisuje słowo Lebensmittel (artykuł, środek spożywczy) jako Lebens-Mittel (środek do życia, umożliwiający życie). [wróć]