Wprowadzenie
Budda miał przed 2550 laty wyjątkowe możliwości nauczania -?żył w czasie wspaniałego rozkwitu kultury w północnych Indiach i był otoczony bardzo zdolnymi uczniami. Dzięki temu mógł przez czterdzieści pięć lat po osiągnięciu oświecenia wskazywać innym drogę do pełnego
rozwoju umysłu. Dlatego również jego nauki są tak różnorodne:
Kandziur -?zbiór słów samego Buddy, które zostały spisane po jego
śmierci -?składa się ze stu ośmiu tomów zawierających osiemdziesiąt
cztery tysiące pomocnych wyjaśnień. Późniejsze komentarze do nich,
napisane przez jego uczniów -?Tendziur -?obejmują dalsze dwieście
pięćdziesiąt cztery grube księgi. To wyjaśnia ostatnie słowa Buddy,
które wypowiedział, umierając w wieku osiemdziesięciu lat: "Mogę umrzeć
szczęśliwy. Nie zatrzymałem żadnej nauki w zamkniętej dłoni. Dałem wam
już wszystko, co może wam przynieść pożytek".
Zgodnie z tą wypowiedzią przekazał on coś, co można natychmiast
zastosować w życiu. Kiedy ludzie pytali Buddę, dlaczego i czego
naucza, odpowiadał zawsze tak samo: "Nauczam, ponieważ wy i wszystkie
istoty pragniecie osiągnąć szczęście i uniknąć cierpienia. Nauczam o naturze rzeczy".
Od tamtej pory z przekazanych przez niego wskazówek wyłoniło się wiele
szkół, które łączy jedna wspólna cecha: wszystkie mają za cel pełny
ludzki rozwój. Praktykujący w tych szkołach próbują rozsądnie używać
ciała, mowy i umysłu, zgodnie z przykładem i zaleceniami Śakjamuniego.
Ponieważ nauka Buddy jest tak bogata i opiera się na doświadczeniu, a nie na wierze, samo opisanie jej treści nie wystarczy. Jej szczególne
cechy będziemy mogli dostrzec w pełni dopiero wtedy, gdy przyjrzymy się
różnicom dzielącym ją od innych światopoglądów. Warto również podejść
do niej bez sztywnych wyobrażeń, ponieważ niemożliwe jest opisanie pełni
mądrości Buddy w kategoriach "to, ale nie tamto".
Wielu ludzi sądzi na przykład, że buddyzm jest filozofią. Częściowo jest
to prawda, gdyż jest całkowicie logiczny. Przejrzystość i wolność
myśli są niezbędne na buddyjskiej drodze i pogłębiają się na niej
coraz bardziej, jako rezultat udanego rozwoju. Nauki powodują pełny
rozkwit wszystkich zdolności umysłu, w tym także umiejętności logicznego
myślenia. Dlaczego jednak nie można ich pomimo wszystko nazwać
filozofią?
Nie jest to właściwy termin, ponieważ dzięki naukom zmieniamy się w sposób trwały. Z filozofią pracuje się na zewnętrznym poziomie pojęć i wyobrażeń -?cieszy nas zręczność logicznych wywodów, potem jednak
odstawiamy książki z powrotem na półkę. Nauki Buddy wykraczają natomiast
poza pojęcia. Sprawiają, że w naszym ciele, mowie i umyśle zachodzą
trwałe zmiany. Zawarte w naukach wyjaśnienia dają nam klucz do tego, co
każdego dnia dzieje się w naszym wnętrzu i wszędzie dookoła -?stajemy się świadomi. Dzięki zastosowaniu buddyjskich poglądów i metod,
które pasują do różnych życiowych sytuacji, rozpuszcza się najpierw
wiele sztywnych poglądów. Następnie wzrasta w nas zaufanie, że
wydarzenia mają sens, co prowadzi z kolei do stopniowych, pozytywnych
zmian. Dzięki temu działamy z coraz większym rozluźnieniem, w oparciu
o pogłębiającą się wewnętrzną równowagę.
Niektórzy zwracają uwagę przede wszystkim na ten aspekt nauki, dlatego
twierdzą, że są one psychologią. Cóż można na ten temat powiedzieć? Cel
psychologii jest jasny: wszystkie jej szkoły pragną, żeby codzienne
życie ludzi stało się lepsze. Zmierzają ku temu, by każdy człowiek był
pożyteczny dla społeczeństwa, żeby ludzie sprawiali sobie i innym jak
najmniej trudności w czasie owych siedemdziesięciu czy
dziewięćdziesięciu lat życia, które obecnie spędzają na świecie
obywatele krajów zachodnich. Nauki Buddy mają podobne cele, włączają
jednak do tego procesu świadomość przemijalności wszystkiego, co
uwarunkowane.
Dlatego wprowadzają one do gry wartości ponadczasowe -?jeżeli tylko
ludzie potrafią myśleć abstrakcyjnie i je zrozumieć. Buddyzm uznaje
prawdy za ostateczne tylko wtedy, gdy mogą nas one przeprowadzić przez
chorobę, starość, śmierć i utratę.
Zasadniczo Budda wyjaśniał swoją "psychologię" w odniesieniu do wielu
żywotów. Nauczał, że wydarzenia i doświadczenia, których przyczyny
trudno jest bezpośrednio dostrzec w obecnym życiu, mogą stanowić
rezultaty działań z wcześniejszych żywotów. W ten sam sposób przez
obecne myśli, słowa i działania określamy także przyszłość, w której się
odrodzimy. Ta wykraczająca poza obszar jednego życia zasada przyczyny
i skutku zwana jest w buddyzmie karmą.* Wyjaśnia ona, dlaczego
zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne uwarunkowania istot są tak różne.
Ponieważ zgodnie z naukami Buddy każdy doświadcza swojej własnej
karmy, czyli rezultatów wcześniejszych myśli, słów i działań, prawdziwa
praca z umysłem zaczyna się od świadomego przejęcia odpowiedzialności za
własne czyny i rozwinięcia samodzielności. Nie wszystkim łatwo jest to
zrozumieć, szczególnie wtedy, gdy ktoś znajduje się w trudnym życiowym
położeniu. Budda naucza jednak, że przyczyną cierpienia nie jest zło,
lecz niezrozumienie. Dlatego chodzi przede wszystkim o usunięcie
niewiedzy, sprawiającej, że postępowanie istot prowadzi je często do
cierpienia zamiast do trwałego szczęścia, którego każdy nieustannie
szuka. Nauki Buddy ukazują drogę do tego celu.
Tak więc zarówno psychologia, jak i buddyzm zmieniają nas. Terapia
psychologiczna pozostaje jednak w ograniczonym obszarze codzienności i kończy się w momencie uzyskania pewnego wewnętrznego nadmiaru, dzięki
któremu możemy cieszyć się życiem. Buddyzm wkracza dokładnie w tym
momencie: wychodząc poza wszelkie przeciwieństwa, wskazuje na to, co
ponadczasowe i niestworzone, na to, co rozpoznaje zarówno zewnętrzne,
jak i wewnętrzne światy -?na samego przeżywającego, na postrzegający
umysł. Celem nie jest więc tutaj spokojne przeżycie swoich dni aż do
śmierci, lecz nieustanne pogłębianie wglądu w naturę umysłu. Tylko temu
stanowi można ostatecznie zaufać.
W którym momencie ludzie nabierają chęci, by świadomie pokierować
własnym życiem? Pragnienie to pojawia się samo z siebie albo wtedy,
kiedy zrozumieli już prawo przyczyny i skutku i chcą uniknąć cierpienia,
albo wówczas, gdy nagromadzili już tak wiele dobrych wrażeń, że chcą
przynosić pożytek innym. Świadomość, że niewiele potrafią zrobić dla
innych, dopóki nie zaczną panować nad swoimi uczuciami, myślami, słowami
i działaniami, pomaga im skutecznie zasiąść za sterami własnego życia.
Jeszcze inni są tak zainspirowani żywym przykładem nauczyciela, który
przybliża im swobodną grę otwartego, pełnego zdolności i nieograniczonego umysłu, że po prostu chcą tylko stać się tacy jak on.
Niezależnie od tego, co nami powoduje, metody buddyjskie są źródłem
odwagi, radości, aktywności i wszelkich pożytecznych odmian miłości,
oraz nieustanną przyczyną wzrostu wszelkiego bogactwa w umyśle.
Naturalnie wyzwalające jest przede wszystkim rosnące zrozumienie, że
wszystko przez cały czas się zmienia. Ani w fizycznym ciele, ani w myślach czy uczuciach nie można znaleźć żadnego trwałego "ja". Możemy
również zaobserwować, że ludzie starają się osiągnąć podobne cele -
każdy próbuje doświadczać piękna i unikać nieprzyjemności, zatrzymać
to, co atrakcyjne, i jakoś poradzić sobie z trudnościami. Jeśli prócz
tego uzmysłowimy sobie, że liczba istot jest nieograniczona, podczas
gdy my sami jesteśmy tylko jednostką, w naturalny sposób zaczniemy
myśleć przede wszystkim o innych. Staniemy się dzięki temu coraz
bardziej nieosobiści i nie będziemy się czuli tak podatni na zranienie,
jakbyśmy byli tarczą, do której mierzą wszystkie istoty i zjawiska.
Jeżeli nasze przeżycia nie mogą nas już trwale zranić, osiągamy tak
zwane "wyzwolenie". W ten sposób usunięta zostaje podstawa wszystkich
przeszkadzających uczuć i cierpienia, które jest ich rezultatem.
Drugim i ostatecznym krokiem jest "oświecenie", pełne urzeczywistnienie
natury umysłu. Oznacza ono rozluźnione, ale w pełni świadome spoczywanie
w Tu i Teraz. Ten samopowstały, wolny od wysiłku stan pojawia się po
wyzwoleniu, dzięki rozpuszczeniu się wszystkich ograniczonych wyobrażeń
i pojęć. Kiedy myślenie "albo-albo" traci na sile i pojawia się dość
przestrzeni dla "zarówno to, jak i tamto", rozwijamy nowe zdolności
umysłu, których potencjał zawsze był w nim zawarty. Wielu z nas zna ten
smak z krótkich, pełnych szczęścia chwil w życiu. Nagle doświadczamy
jedności ze wszystkim i ze wszystkimi. Przestrzeń, która otacza wszelkie
rzeczy i istoty, nie jest już oddzieleniem, lecz staje się
"pojemnikiem". Przekazuje ona informację oraz nadaje zjawiskom znaczenie
i ogarnia je. Wraz z oświeceniem chwila postrzegania staje się
tysiąckrotnie jaśniejsza i bardziej porywająca niż wszystko, co możemy
sobie wyobrazić lub co możemy przeżyć, a doświadczenie radości i inspiracji już nigdy nas nie opuszcza.
Niektórzy twierdzą wreszcie, że buddyzm jest religią. Zasadnicza
różnica staje się jednak wyraźnie widoczna już wtedy, gdy przyjrzymy się
pierwotnemu znaczeniu łacińskiego słowa, które jest źródłem tego
terminu. Re oznacza po łacinie "znowu", a ligare -?"zjednoczyć". Tak
więc religie, pochodzące z Bliskiego Wschodu i panujące od tysiąca lat
na Zachodzie, próbują odnaleźć powtórnie coś doskonałego. W przeciwieństwie do tego w buddyzmie nie ma żadnej doskonałości, z którą
można by się powtórnie połączyć; nie ma raju, z którego kiedyś
wypadliśmy. Umysł, od niemającego początku czasu pomieszany odnośnie do
swej prawdziwej natury, odkrywa w momencie oświecenia po prostu tego,
kto przeżywa najróżniejsze wrażenia -?swoją własną ponadczasową esencję.
Jak moglibyśmy w ogóle zaufać powtórnie wytworzonemu stanowi? Z jednej
strony oznaczałoby to, że pierwotnie nie był on doskonały, z drugiej zaś
-?że można by go kiedyś znowu utracić.
Jeśli używamy w odniesieniu do buddyzmu terminu "religia", musimy zdawać
sobie sprawę z tego, że istnieją dwa różne rodzaje przekonań
religijnych. Pierwsze z nich to ingerujące silnie w życie ludzi
"religie wiary" -?na przykład judaizm, chrześcijaństwo i przede
wszystkim islam -?których osobowi bogowie posiadają najwyraźniej
bardzo ludzkie cechy. Zupełnie inne są niedogmatyczne "religie
doświadczenia", takie jak hinduizm adwajta-wedanty, taoizm i buddyzm,
których celem jest ludzkie urzeczywistnienie. Te dwa rodzaje religii
różnią się od siebie zasadniczo, zarówno jeżeli chodzi o cel, jak i pod względem metod.
Wszystkie panujące obecnie na świecie religie wiary powstały na małym
obszarze Bliskiego Wschodu. Ich politycznym punktem zapalnym jest
współczesne miasto Jerozolima. Opierają się one na Starym Testamencie,
który przyjął obecną formę przed dwoma tysiącami pięciuset laty.
Społeczeństwa Bliskiego Wschodu określała -?i określa do dzisiaj -
nieustanna walka o przetrwanie. Dlatego nastawione są one na męskie
przewodnictwo, dla utrwalenia swojej pozycji dążą do powiększenia
liczby wyznawców i zabezpieczają swą egzystencję z pomocą praw podanych
przez Boga. Z powodu tych warunków mogła się na tym terenie umocnić idea
stwarzającej, osądzającej i karzącej zewnętrznej siły -?musiała być
ona również prawdziwa w wyższym stopniu niż człowiek. Ponieważ prawdy
takiej nie można sprawdzić, przeżyć ani osiągnąć, należy w nią
uwierzyć. Zadanie wiernych polega więc na spełnianiu życzeń owej
zewnętrznej siły lub jej przedstawicieli. Dlatego wyznawcy religii wiary
pracują z dogmatami, nawracaniem, zakazami i nakazami i muszą trzymać
się niezgodnego z życiem wyobrażenia, że jedna droga jest prawdziwa i dobra dla wszystkich, a inne są błędne i pełne zła.
Religie doświadczenia Dalekiego Wschodu powstały mniej więcej w tym
samym czasie w północnych Indiach i Chinach, jednak pod znacznie
mniejszą presją -?nie były tak silnie związane z walką o przetrwanie.
Dobrze zazwyczaj wykształcone społeczeństwa tych krajów były co prawda o wiele mniej pokojowe, niż wiele osób chce to przyznać, ich kultury
cechowały się jednak z pewnością nadmiarem i bogactwem. Znano tam wiele
kierunków filozoficznych i panowała autentyczna wolność duchowa. W takich warunkach religie przyjmują zupełnie inny kierunek. Ich celem
staje się w tym przypadku rozwój człowieka, jego umysł. Z tego powodu
towarzyszy im znacznie mniej pochodzących "z zewnątrz" ograniczeń,
mających za zadanie zmusić wszystkich do podążania w tym samym
kierunku. Zamiast używać niepodlegających jakiejkolwiek krytyce
dogmatów wiary, religie doświadczenia uznają różne prawdy za pożyteczne
w określonych warunkach i dla konkretnych ludzi. Budda odradzał na
przykład swoim uczniom przyjmowanie jego słów na wiarę.
Chciał, żeby zadawali pytania, sprawdzali jego nauki w oparciu o własne
doświadczenia i w ten sposób potwierdzali je ciągle od nowa na własny
użytek. Pragnął on i pragnie dla każdego tylko jednej rzeczy -?trwałej
radości oświecenia.
W przypadku prawie każdego z nas najlepsza jest tutaj stopniowa
ścieżka, dopóki nie zbudujemy niewzruszonej postawy wewnętrznej
stabilności, współczucia, radości i świadomości. Potem wszystko toczy
się coraz szybciej i jakby samo z siebie, ponieważ szczęście, którego
poszukujemy, jest już w nas obecne. Nie jest ono niczym innym, jak tylko
naszym własnym umysłem. Na drodze do tego doświadczenia Budda ufał
zawsze samodzielności i zdolnościom ludzi; trzymał przed nimi po
prostu wyzwalające zwierciadło swojej nauki i pokazywał nieustannie,
jakie możliwości tkwią już w nich samych. Obecny w umyśle każdego
człowieka potencjał oświecenia nazwał naturą Buddy. Zaufanie to jest
charakterystyczne zarówno dla drogi, jak i dla celu buddyzmu i stanowi podstawową różnicę pomiędzy nim a innymi religiami.
W równie wyraźnym stopniu unikał Budda tego, co nazywa się obecnie
ezoteryką. Chociaż starania o uratowanie ludzkiego ciepła lat
sześćdziesiątych XX wieku na przestrzeni późniejszych -?i chłodniejszych
emocjonalnie -?dziesięcioleci są poruszające, to jednak samo uczuciowe
nastawienie do świata niestety nie wystarczy. Musimy jasno wiedzieć, co
się wydarza. Mieszanie ze sobą okruchów pochodzącej z różnych źródeł
duchowej wiedzy i sprzedawanie ich jako ponadczasowych prawd w nowym
opakowaniu, bez sprawdzenia poprzez własne wieloletnie doświad-
czenie, powoduje jedynie dezorientację. Takim prawdom można z pewnością
zaufać w stopniu jeszcze mniejszym niż starodawnym naukom religii
wiary, które dysponują jednak setkami lat praktycznego doświadczenia.
Na czym więc polega ponadczasowość nauki Buddy? Wyjaśnia on, że prawda
stanowiąca podstawę wszystkiego musi być taka sama wszędzie, żeby
rzeczywiście była prawdą. Nie mogła zostać stworzona, nie da się jej
powiększyć, nie sposób jej również zaszkodzić -?w przeciwnym razie nie
byłaby ostateczna. W swej istocie nieoddzielna od przestrzeni, przenika
ona wszystko, co istnieje i nie istnieje. Może ją urzeczywistnić każdy,
kto stworzy niezbędne ku temu warunki. Winę za to, że aż do oświece-
nia albo nie doświadczamy tej prawdy wcale, albo przeżywamy ją tylko
częściowo, ponosi decydująca wada każdego nieoświeconego umysłu -
niezdolność do rozpoznania swej prawdziwej natury. Zamiast tego
niewyćwiczony umysł działa podobnie jak oko, które postrzega wszystko,
co zewnętrzne, nie potrafi jednak zobaczyć samo siebie.
Wszystkie nauki Buddy nakierowane są na umysł i drogę do jego pełnego
urzeczywistnienia. Poszukując tego, co ponadczasowe i niezniszczalne,
tego, co właśnie patrzy przez nasze oczy, jest świadome i przeżywa
zjawiska, nie znajdziemy w żadnej rzeczy. Dlatego Budda opisał naturę
umysłu słowem "pusty". Terminu "pusty", w znaczeniu "wolny od czegoś", używano wówczas do wyrażenia
faktu, że przytomność, którą badano, nie posiada żadnych określonych
właściwości. Budda nie opisuje w ten sposób nicości czy też "czarnej
dziury", lecz zwraca uwagę na to, że przeżywający wszystko umysł nie
posiada wielkości, długości, szerokości ani wagi, które czyniłyby go
"czymś".
Matematyk określiłby być może tę esencję umysłu mianem "neutralnego elementu przeżywania". Naukowiec wspomniałby chyba o "potencjalnej możliwości", rzemieślnik mógłby powiedzieć, że "nie jest
to rzecz", a kochanek lub wojownik, odbierający świat jako
przedłużenie swych zmysłów, doświadczyłby umysłu najprawdpodobniej jako
"otwartego jak przestrzeń".
To wszystko oznacza, że chociaż ciała umierają, a myśli przychodzą i odchodzą, sam przeżywający ani się nie narodził, ani nie został złożony
lub stworzony. Dlatego też nie może umrzeć, rozpaść się ani zniknąć.
Umysł jest jak przestrzeń -?to ponadczasowy zbiornik, który umożliwia
wydarzanie się wszystkich zjawisk, ogarnia je i łączy ze sobą.
Dlatego nie istnieje również nic zewnętrznego, w co należałoby
uwierzyć. Wielu ludziom ułatwia to dostęp do nauk Buddy. Jego wypowiedzi
są tylko pomocnymi wskazówkami, które sprawiają, że poznajemy lepiej
samych siebie i stajemy się na dłuższą metę bardziej zrównoważeni,
kochający i szczęśliwi. Każdy jest sam odpowiedzialny za własny rozwój
na drodze. Budda ucieleśnia poprzez swój przykład ostateczny cel,
osiągalny dla wszystkich. W ten sposób otrzymujemy prawdziwe
schronienie, którego znaczenie uświadamiamy sobie ciągle od nowa -?od
początku praktyki aż do oświecenia. W buddyzmie przyjmujemy
schronienie w pełnym rozwoju umysłu, to znaczy w Buddzie (ewentualnie w stanie Buddy), w jego naukach (metodach prowadzących do oświecenia), w przyjaciołach, którzy razem z nami podążają drogą, i w nauczycielu,
którego przykład musi być przekonujący, który powinien inspirować i budzić w nas zaufanie do naszej prawdziwej natury.
Tak więc kluczem do trwałego szczęścia jest znajomość nauk Buddy. On sam
pojawia się jako nauczyciel, strażnik i przyjaciel istot. Z pomocą
jego metod można uwolnić się od cierpienia i osiągnąć trwałe szczęście.
Dzięki nim możemy coraz wyraźniej się rozwijać i pomagać w tym również
innym. Budda przed 2500 laty sam wybrał słowo, które najlepiej opisuje
jego naukę -?w sanskrycie brzmi ono: dharma, a po tybetańsku czio i oznacza "naturę rzeczy".
Życie i nauka Buddy
Życiorys Buddy
Narodziny i młodość na dworze
Rzut oka na życie Buddy przybliży nam jego naukę. Urodził się ponad dwa
i pół tysiąca lat temu w królewskiej rodzinie i chociaż większość z wyobrażających go posągów i malowideł ma azjatyckie rysy twarzy, w rzeczywistości wyglądał raczej jak Europejczyk. Jego naród dotarł do
północnych Indii z terenów dzisiejszej Ukrainy kilkaset lat wcześniej,
w czasie wielkich wędrówek ludów. Budda należał do kasty wojowników, a teksty podają, że był wysoki, silny i miał niebieskie oczy1. Ziemie jego rodziców leżały na
południowych obrzeżach dzisiejszego Nepalu, wokół ówczesnego miasta
Kapilawastu. Okolica ta była w owym czasie zdumiewająco bogata i nieprzeludniona. Wykopaliska dowodzą, że rozkwitająca tam w V wieku
p.n.e. kultura nie tylko używała podziemnego systemu odprowadzania zużytej
wody, lecz także posługiwała się sprawnym systemem ogrzewania. W dzisiejszym Nepalu najwyraźniej tego brakuje.
Budda nie był owocem dziewiczego poczęcia, lecz ostatnią szansą swoich
rodziców na posiadanie dziecka i co za tym idzie, następcy tronu. W przeciwnym razie ich królestwo wkrótce musiałoby upaść.
Nadejście Buddy przepowiedział wyraźny sen jego matki. Gdy wkrótce
urodziła ona niezwykle silnego i pięknego chłopca, radość rodziców była
ogromna. Wkrótce zaczęli się jednak niepokoić, ponieważ wokół ich syna
działy się rzeczy niewytłumaczalne. Na przykład, kiedy postawił
pierwsze kroki, pod jego stopami zakwitły kwiaty. Pasowało to o wiele
bardziej do poety, marzyciela lub filozofa niż do upragnionego przez
rodziców młodego wojownika i generała, który miał scalić państwo.
Dlatego zaproszono do pałacu trzech mędrców; mieli oni przepowiedzieć
przyszłość chłopca -?Siddharthy Gautamy. Wszyscy powiedzieli dokładnie
to samo: "Chłopiec jest kimś bardzo szczególnym. Jeśli nie zetknie się
z cierpieniem świata, spełni wszystkie wasze oczekiwania, jako wojownik
i bohater pokona sąsiednich królów i będziecie z niego bardzo dumni.
Jeżeli jednak uświadomi sobie, że świat jest uwarunkowany i dlatego nie
można w nim znaleźć trwałego szczęścia, porzuci wszystko. Rozwinie nowy,
oświecający światopogląd i podzieli się nim ze światem".
Ponieważ rodzice Siddharthy pragnęli władcy, a nie artysty czy
myśliciela, zadziałali natychmiast. Otoczyli dorastającego księcia
wszystkim, co cieszy zdrowego, młodego mężczyznę: pięciuset pięknymi
kobietami, możliwościami uprawiania sportu i sztuk walki, przeżywania
silnych wrażeń i najlepszymi warunkami do kształcenia umysłu. Dostawał
natychmiast wszystko, czego tylko zapragnął. Ponieważ jego świadomość
magazynująca była wolna od przeszkadzających wrażeń z poprzednich żywo-
tów, problemy nie mogły również wyłonić się z wnętrza jego umysłu i przeżył beztrosko dwadzieścia dziewięć lat, doświadczając tylko
najróżniejszych rodzajów radości. Wtedy jednak jego świat stanął nagle
na głowie.
Rozczarowanie i poszukiwanie sensu
Przez całe lata na dworze dbano, żeby młody książę nie zetknął się z niczym nieprzyjemnym. Trwało to do dnia, w którym w wieku dwudziestu
dziewięciu lat po raz pierwszy opuścił pałac. Dlatego dostrzegł przykre
strony życia dopiero bardzo późno, lecz za to w całej okazałości. W czasie trzech kolejnych dni zobaczył najpierw pogrążonego w bólu,
cierpiącego chorego, potem uginającego się pod brzemieniem wieku
starca i wreszcie zmarłego. Odkrycie, że cierpienia te są częścią
każdego życia, bardzo go poruszyło i nie dawało mu spokoju. Po powrocie
do pałacu spędził w nim trudną noc: o czymkolwiek by pomyślał, nie
znajdował niczego, co mógłby zaproponować swoim najbliższym jako
prawdziwe schronienie. Nie dostrzegał w niczym ostatecznego oparcia.
Sława, rodzina, przyjaciele i bogactwo -?wszystko to było nietrwałe.
Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz istniało tylko to, co przemijające.
Nic nie było rzeczywiste i nie istniało naprawdę.
Następnego dnia rano książę zobaczył człowieka pogrążonego w głębokiej medytacji. Kiedy ich
oczy się spotkały, przyszły Budda doznał prawdziwego wstrząsu -
zrozumiał nagle, że mężczyzna ten trafił na ślad tego, czego on sam
poszukuje. Jego spojrzenie odzwierciedlało coś ponadczasowego. Dzięki
niemu Siddhartha zbliżył się do promieniującego lustra za odbiciami,
poczuł morze pod falami. Musiał oto istnieć przeżywający, który
postrzega rzeczy. Jedynie umysł mógł posiadać zdolność ogarnięcia
zarówno myśli i uczuć, jak i warunków oraz światów. Przyszły Budda
zrozumiał nagle, że poza wyobrażeniami i wrażeniami, i pomiędzy nimi,
istnieje coś więcej.
Miał teraz trop i uświadomił sobie, że można zaufać tylko
przeżywającemu, ale nie jego przeżyciom; temu, co stałe, ale nie temu,
co zmienne; zwierciadłu, ale nie obrazom na jego powierzchni.
Spojrzenie medytującego mężczyzny pomogło Buddzie zrozumieć, że
postrzegający umysł jest niezniszczalny, wszystko wie i umożliwia, a jego promieniująca przejrzystość gra swobodnie sama ze sobą, sprawiając,
że zjawiska się wydarzają oraz że nieograniczona miłość utrzymuje
rzeczy w całości. A więc to było to! W mgnieniu oka książę pojął, że
nieuwarunkowana prawda, której poszukiwał, to nic innego jak tylko jego
własny umysł. Jednak ta czysta wiedza o przeżywającym była oczywiście
niewystarczająca. Budda znał teraz cel, nadal jednak musiał odnaleźć
drogę do niego.
W jego czasach nie istniała jeszcze żadna "ścieżka na skróty", która
włączałaby w proces rozwoju wszystkie aspekty życia -?kochanie się,
sen, uczenie się, prowadzenie samochodu i tak dalej. Najskuteczniejsze
środki Budda mógł podarować światu dopiero po osiągnięciu oświecenia.
Nauki te, które wykorzystują każdą życiową sytuację jako zwierciadło dla
umysłu, noszą miano Wielkiej Pieczęci lub w sanskrycie Mahamudry i stanowią serce Diamentowej Drogi. Jako że w owych czasach nie można było
prowadzić porywającego życia i jednocześnie galopować na tygrysie
bezpośredniego doświadczenia aż do uzyskania ostatecznego wglądu,
książę nie miał wyboru. Musiał podążyć o wiele wolniejszą drogą
wyrzeczenia. Wymagała ona ograniczenia ilości wrażeń, docierających do
jego umysłu. Porzucił więc natychmiast swe bogate życie wśród ludzi i wyruszył nocą z pałacu w stronę lasów i wzgórz północnych Indii. Miał
teraz przed sobą wielki cel -?urzeczywistnienie ponadczasowej natury umysłu.
Pragnąc osiągnąć jak najszybciej pełen wgląd w umysł dla dobra
wszystkich, przyszły Budda próbował najsurowszych nawet ćwiczeń i bez
dumy uczył się od każdego. Sześć następnych lat było dla niego trudne;
ten czas dał mu jednak wiele dojrzałości. W pewnym momencie na
przykład zaakceptował skrajny pogląd, że ciało jest czymś złym. Pościł
więc tak długo, że zagłodził się prawie na śmierć. Chociaż osłabienie
wrażeń zmysłowych miało spotęgować jasność jego umysłu, zamiast tego
odkrył, że będąc tak bardzo osłabionym, nie może przynieść pożytku ani
sobie, ani innym. Zaczął więc znowu jeść i szybko wrócił do sił.
Już wtedy w północnych Indiach obecne były wszystkie znane dzisiaj
kierunki myślenia. Siddhartha nie tylko uczył się u najznamienitszych
nauczycieli, lecz także szybko ich wszystkich przerastał. Znów jednak, każdy z tych guru przekazywał mu tylko dualistyczne wyjaśnienia, które nie
prowadziły do ostatecznego celu. We wszystkich kręgach kulturowych
najzdolniejsi nawet nauczyciele wyobrażali sobie niezliczone i niedające się udowodnić przyczyny powstania świata i sposoby jego
funkcjonowania. Jednakże tylko Budda, podobnie jak współczesny mu
Heraklit w Europie, kierował się jedynym przekonującym poglądem, że
przestrzeń gra po prostu sama ze sobą i zawiera wszystkie możliwości.
Kiedy stawało się jasne, że kolejny nauczyciel również nic nie wie o ponadczasowej naturze przeżywającego i nie potrafi mu wskazać niczego
trwałego i godnego zaufania, Budda dziękował mu i udawał się do
następnego sławnego mędrca w okolicy.
Jedną z 32 fizycznych cech Buddy są oczy: o niebieskich oczach Buddy wspomina Uttaratantra-Szastra (tyb. rGyud bla ma) patrz Fuchs (2000): Buddha Nature: The Mahayanan Uttaratantra Shastra with Commentary by Arya Maitreya, comm. by Jamgon Kongtrul Lodro Thaye, translated by Rosemarie Fuchs, Ithaca: Snow Lion, s. 227: "Hispure eyes are like blue lotuses, his eyelashes (dense) as those of an ox". W tybetańskich komentarzach patrz s. 230: "Since he has looked upon all beings with loving eyes, as if each were his only child, hispure eyes are like blue upala lotuses" i Thrangu Rinpoche (1994): The Uttara Tantra, a Treatise on Buddha Nature. A Commentary on the Uttara Tantra Shastra of Asanga, translated by Ken and Katia Holmes, Delhi: Sri Satguru Publications, s.158: "The24th mark is that Buddha's eyes are pale delicate like blue lotuses". [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki