ROZDZIAŁ 2
Poza efektem Flynna
Wczoraj na schodach zobaczyłem
Człowieka, którego nie było.
Dzisiaj znowu nie było go,
O, jakże pragnę, by zniknął stąd.
Hughes Mearns, Antigonish
Postaram się sprawić, żeby problemy związane ze wzrostem
ilorazu inteligencji zniknęły, ale nie spodziewaj się, że będę
w stanie rozstrzygnąć wszystkie wątpliwości. Twierdzę jedynie,
że nareszcie mogę przedstawić interpretację, która eliminuje
kilka paradoksów. Paradoksy te były dotąd tak zniechęcające, że
powstrzymywały nas przed zastanawianiem się nad znaczeniem wzrostu
IQ od czasu, gdy zaczęliśmy traktować to zjawisko poważnie (Flynn,
2006a).
Inteligencja a atom
Zanim wymienię wspomniane wcześniej paradoksy, chciałbym
przedstawić kilka podstawowych idei. Moja argumentacja opiera się
na założeniu, że zrozumienie inteligencji przypomina zrozumienie
atomu - musimy się dowiedzieć nie tylko tego, co spaja ze sobą jej
elementy, lecz także tego, co je od siebie oddziela. Tym, co łączy
ze sobą elementy inteligencji, jest inteligencja ogólna albo czynnik
g. Tym, co rozbija atom, jest efekt Flynna -
istotny, systematyczny wzrost ilorazu inteligencji. Najlepszym testem
inteligencji, który pokazuje oba te zjawiska, jest Skala Inteligencji
Wechslera dla Dzieci (Wechsler Intelligence Scale for Children
- WISC).
Skala WISC składa się z dziesięciu podtestów mierzących
różne kompetencje poznawcze. Na przykład test Podobieństwa mierzy
zdolność dostrzegania tego, co różne obiekty i zjawiska mają ze sobą
wspólnego; test Słownik ocenia, czy dziecko przyswoiło sobie dużą
liczbę słów używanych w życiu codziennym; test Wiadomości mierzy
zasób jego wiedzy ogólnej (w odróżnieniu od specjalistycznej); test
Arytmetyka ocenia umiejętność rozwiązywania codziennych problemów
matematycznych (ile reszty powinieneś dostać, jeśli zapłacisz za
wymienione produkty banknotem pięciodolarowym); i tak dalej (zob. ramka
1).
Ramka 1
Test WISC (Skalę Inteligencji Wechslera dla Dzieci) wykorzystuje
się od 1950 roku do badania dzieci w wieku od 6 do 16 lat. Poniżej
wymieniono dziesięć podtestów, które przez większość tego okresu
wchodziły w skład WISC (wszystkie pozycje ilustrujące poszczególne
podtesty są fikcyjne, ale bardzo przypominają te występujące
w skali WISC). Podtesty wymieniono w kolejności od tego, w którego
wypadku odnotowano najmniejszy wzrost, do tego, którego wyniki wzrosły
najbardziej. W wypadku testu Wiadomości wzrost wyniósł zaledwie 2
punkty IQ, podczas gdy wyniki testu Podobieństwa wzrosły aż o 24
punkty.
Wiadomości:
Na którym kontynencie leży Argentyna?
Arytmetyka:
Jeśli 4 zabawki kosztują 6 dolarów, to ile
kosztuje 7 zabawek?
Słownik:
Co znaczy słowo "osłabiający"?
Rozumienie:
Dlaczego domy przy ulicy są zwykle ponumerowane
w kolejności?
Uzupełnianie obrazków:
Wskaż na obrazku brakujący
element.
Wzory z klocków:
Użyj klocków, aby odtworzyć dwukolorowy
wzór.
Układanki:
Ułóż układanki przedstawiające powszechnie
znane przedmioty.
Kodowanie:
Posługując się pewnym kluczem, dopasuj symbole
do kształtów albo liczb.
Porządkowanie obrazków:
Uporządkuj obrazki w taki sposób,
aby przedstawiały historyjkę.
Podobieństwa:
Co mają ze sobą wspólnego psy
i króliki?
Zaobserwowano silną tendencję związaną z tym, że
wyniki osiągane w tych dziesięciu podtestach na ogół są
wzajemnie skorelowane. Oznacza to, że ludzie, którzy uzyskują
ponadprzeciętne wyniki w jednym z nich, zazwyczaj wypadają dobrze
we wszystkich pozostałych. Innymi słowy, osoby, które bez trudu
dostrzegają podobieństwa między pojęciami i z łatwością
wskazują brakujący element obrazka, zwykle mogą się również
pochwalić bogatym słownictwem, dużym zasobem wiedzy ogólnej
i zdolnościami arytmetycznymi. To dlatego mówimy o inteligencji
ogólnej, zwanej też czynnikiem g. Oczywiście
istnieją również inne czynniki - niektórzy ludzie radzą
sobie szczególnie dobrze z zadaniami werbalnymi, rachunkowymi
albo wymagającymi wyobraźni przestrzennej. W dalszej części
tej książki na ogół będę ignorował te drugorzędne czynniki,
ponieważ nie stwarzają one problemów innych niż te związane
z czynnikiem g.
W pojęciu g nie ma niczego zagadkowego.
W życiu codziennym wszyscy mówimy o zdolnościach ogólnych, które
decydują o tym, że dana osoba doskonale sobie radzi z szerokim zakresem
zadań albo przewyższa innych ludzi pod względem szerokiego zakresu
cech. Mówimy o dobrych ludziach, mając na myśli, że niektórzy
odznaczają się nie tylko ponadprzeciętną życzliwością wobec
innych, lecz także wysokim poziomem szczodrości i tolerancji. Innymi
słowy, mają moralny czynnik g. Kiedy mówimy, że
ktoś jest uzdolniony sportowo, oznacza to, że dana osoba wydaje się
górować nad innymi we wszystkich dyscyplinach sportu, a nie tylko
w jednej. Innymi słowy, ma sportowy czynnik g. Jeśli
ktoś potrafi grać na wielu instrumentach muzycznych, to często
mówimy, że jest muzykalny, co oznacza wysoki poziom muzycznego
czynnika g. Podobnie, jeśli ktoś dobrze sobie
radzi z szerokim zakresem niełatwych zadań poznawczych, to mówimy,
że odznacza się wysokim poziomem inteligencji ogólnej albo czynnika
g (IQ).
Tendencję do występowania wzajemnych korelacji między
poziomami wykonania rozmaitych zadań poznawczych mierzy się za pomocą
techniki matematycznej zwanej analizą czynnikową. Formalnie rzecz
biorąc, g jest skwantyfikowanym wynikiem analizy
czynnikowej. Czynnik ten wyjaśnia zaskakująco dużą część różnic
indywidualnych dotyczących wyników uzyskiwanych w podtestach skali
WISC, trzeba jednak podkreślić, że w wypadku niektórych podtestów
stanowi on lepszy predyktor poziomu wykonania niż w wypadku innych. Do
tej pierwszej grupy należą zadania o wysokim poziomie złożoności
poznawczej, co wydaje się potwierdzać słuszność twierdzenia, że
czynnik g stanowi miarę inteligencji ogólnej. Na
przykład człowiek o wysokim IQ w teście Powtarzanie Cyfr Wprost,
który wymaga zapamiętania cyfr w takiej kolejności, w jakiej zostały
one odczytane, góruje nad innymi w mniejszym stopniu niż w teście
Powtarzanie Cyfr Wspak, w którym badany powtarza cyfry w kolejności
odwrotnej do tej, w jakiej je usłyszał. Dziesięć podtestów skali
WISC można uszeregować według stopnia ich nasycenia czynnikiem
g (zwanego także ładunkiem g)
- od testu, w którym ludzie z wysokim IQ w największym stopniu
górują nad przeciętnym badanym, do testu, w którym różnica ta
jest najmniejsza.
Nie ma niczego tajemniczego w fakcie, że różne cechy lub zadania
są w różnym stopniu nasycone czynnikiem g.
W czasach mojej młodości na amerykańskim Południu ludzie, których
uważano za dobrych, na ogół odznaczali się wyższym poziomem
życzliwości - w stosunku do przeciętnej - niż tolerancji. Innymi
słowy, życzliwość była bardziej nasycona czynnikiem g
niż tolerancja. Ludzie muzykalni na ogół lokują się wyżej
ponad przeciętną pod względem umiejętności gry na pianinie niż
umiejętności gry na perkusji. Suflet przyrządzony przez utalentowanego
kucharza będzie o niebo lepszy od mojego, podczas gdy usmażona przezeń
jajecznica nie będzie się tak bardzo różnić od tej przygotowanej
przeze mnie. Dlaczego? Dlatego że pierwsze z tych dań jest bardziej
skomplikowane niż drugie, a co za tym idzie - stanowi lepszy test
umiejętności kulinarnych.
Wszechobecność czynnika g pociąga za
sobą pewne oczekiwania. Jeżeli istnieje coś takiego, jak inteligencja
ogólna, i jeśli jej poziom systematycznie się podwyższa, to można
się spodziewać, że średnie wyniki w poszczególnych podtestach
skali WISC będą wzrastać proporcjonalnie do stopnia ich nasycenia
czynnikiem g. Wszystkie podtesty skali WISC
- z wyjątkiem testu Kodowanie - mają bardzo podobny ładunek
g. Analiza przyrostów IQ ujawnia jednak coś
zaskakującego - ogromne dysproporcje między wzrostem średnich
wyników w poszczególnych podtestach a stopniem ich nasycenia
czynnikiem g. Na przykład testy Podobieństwa
i Wiadomości mają niemal taki sam ładunek g,
a jednak w pierwszym z nich odnotowano dwunastokrotnie większy wzrost
wyników niż w drugim. Przypomnij sobie przykład z gotowaniem. Gdyby
umiejętności kulinarne wzrastały z upływem czasu, to zmiany
nieuwzględniające ich ładunku g - na przykład
wyraźna poprawa umiejętności smażenia jajecznicy przy niezmienionym
poziomie umiejętności przyrządzania sufletu - budziłyby ogromne
zdumienie.
Na rycinie 1 przedstawiono przyrosty IQ w Stanach Zjednoczonych
w latach 1947-2002. W Ameryce zgromadzono najbardziej kompletne
dane dotyczące wyników uzyskiwanych w teście WISC, ale równie
dobrze mógłbym wybrać inne państwo rozwinięte, takie jak Francja
czy Wielka Brytania. Innym narzędziem, które będzie miało istotne
znaczenie w naszych rozważaniach, jest Test Matryc Progresywnych Ravena,
dlatego na rycinie 1 przedstawiono również minimalny szacunkowy wzrost
średnich wyników w teście Ravena (w populacji amerykańskiej). Jak
wyjaśniłem w podpisie pod ryciną 1, nie dysponujemy wiarygodnymi danymi
dotyczącymi wzrostu wyników w teście Ravena w Stanach Zjednoczonych,
dlatego posłużyłem się minimalnym oszacowaniem, ściśle związanym ze
wzrostem wyników w podteście Podobieństwa skali WISC. Dane brytyjskie
dowodzą, że średnie wyniki w tych dwóch testach rosną w jednakowym
tempie (Flynn, 1998a, rycina 3; Flynn, 2000b, tabela 1).
Rycina 1
Na wykresie przedstawiono wzrost ilorazu
inteligencji, mierzonego za pomocą skali WISC, w latach 1947-2002.
W tym okresie skalę WISC trzykrotnie aktualizowano, co oznacza,
że dysponujemy danymi szacunkowymi dotyczącymi wzrostu IQ w trzech
przedziałach czasowych, liczących od trzynastu do dwudziestu pięciu
lat. Wszystkie przyrosty zostały wyrażone w punktach IQ (przy odchyleniu
standardowym SD = 15). Dane, na których opiera się ten wykres, znaleźć
można w tabeli 1 w Dodatku 1. Przedstawiłem na
nim również szacunkowy wzrost wyników uzyskiwanych przez Amerykanów
w teście Ravena. Co prawda nie dysponujemy wiarygodnymi danymi
amerykańskimi dotyczącymi tego testu, ale wyniki licznych badań
wskazują, że we wszystkich krajach, w których zgromadzono takie
dane, wyniki testu Ravena rosną w tempie przynajmniej 0,50 punktu IQ
rocznie. Oto lista tych krajów wraz z informacją o okresach objętych
badaniami:
Belgia: 1958-1967 (Flynn, 1987, tabela
2)
Norwegia: 1954-1980 (Flynn, 1987, tabela
4)
Holandia: 1952-1982 (Flynn, 1987, tabela
1)
Izrael: 1971-1984 (Flynn, 1998b, tabela
3)
Wielka Brytania: 1942-1992 (Flynn, 1998a,
rycina 3)
Argentyna: 1964-1998 (Flynn i Rossi-Casé,
w druku)
Oto kilka trendów, na które należy zwrócić uwagę na
wykresie przedstawionym na rycinie 1. Poszczególne podtesty bardzo się
różnią pod względem wzrostu średnich wyników. W latach 1947-2002
wyniki uzyskiwane przez Amerykanów w podteście Podobieństwa wzrosły
o 24 punkty IQ (1,6 SD), w podteście Słownik - o 4 punkty, a w podtestach Arytmetyka i Wiadomości - zaledwie o 2 punkty (średni
wzrost wyników uzyskiwanych w tych trzech podtestach wyniósł 3 punkty
IQ). WISC dostarcza nam nie tylko wyników uzyskiwanych w poszczególnych
podtestach, ale także ogólnej oceny inteligencji (kompletny test
WISC). W badanym okresie odnotowano ogromny wzrost tej wartości,
wynoszący około 18 punktów. Szacunkowy wzrost wyników w teście
Ravena wyniósł aż 27,5 punktu. Jak to możliwe, że nasi niedalecy
przodkowie tak bardzo nam ustępowali pod względem inteligencji? Co
gorsza, dane brytyjskie, którym przyjrzymy się nieco później,
sugerują, że ów stopniowy wzrost IQ rozpoczął się już około roku
1900. Nasi prapradziadowie musieli być zatem naprawdę tępi. Teraz
możemy już wymienić wspomniane wcześniej trzy paradoksy, do których
dodam jeszcze czwarty.
Paradoksy
Paradoks analizy czynnikowej: jak to możliwe,
że inteligencja jest zarazem jedna i wieloraka? Innymi słowy,
jak to możliwe, że przyrost IQ ma się nijak do stopnia nasycenia
czynnikiem g? Dlaczego ludzie stają się coraz
bardziej inteligentni, a mimo to nie mogą się pochwalić bogatszym
słownictwem, większym zasobem wiedzy ogólnej ani większą zdolnością
rozwiązywania problemów arytmetycznych?
Paradoks inteligencji: jeśli wyraźny wzrost IQ
jest tożsamy ze wzrostem inteligencji, to dlaczego nasze dzieci nie
zachwycają nas nadzwyczajną elokwencją i błyskotliwością? Dlaczego
nie musimy brać poprawki na ograniczenia umysłowe swoich
rodziców? Różnica około 18 punktów IQ (w kompletnym teście WISC)
na przestrzeni dwóch pokoleń powinna być doskonale widoczna.
Paradoks upośledzenia umysłowego: na podstawie
obserwowanego wzrostu IQ można wnioskować, że w roku 1900 średni
iloraz inteligencji - według dzisiejszych norm - wynosił 50-70
punktów. Jeśli iloraz inteligencji rzeczywiście systematycznie
wzrasta, to dochodzimy do absurdalnego wniosku, że większość naszych
przodków była upośledzona umysłowo. Znajdujemy się dzisiaj w okresie
przejściowym, kiedy to termin "upośledzony umysłowo" ustępuje
miejsca pojęciu "niepełnosprawny umysłowo", który wydaje się
mieć mniej negatywne konotacje. Ja jednak zachowałem ów stary termin
dla jasności wywodu, a także dlatego, że - jak pokazuje historia
- negatywne konotacje łatwo przenoszą się z jednego pojęcia na
drugie.
Paradoks bliźniąt jednojajowych: nie ulega
wątpliwości, że bliźnięta rozdzielone tuż po urodzeniu
i dorastające osobno mają bardzo podobny iloraz inteligencji,
przypuszczalnie ze względu na jednakowe geny. I rzeczywiście,
rozmaite badania dowodzą, że geny mają decydujące znaczenie dla
różnic indywidualnych pod względem IQ, a oddziaływanie środowiska
wydaje się znikome. A jednak wzrost średniego ilorazu inteligencji
jest tak ogromny, że wskazuje na oddziaływanie potężnych czynników
środowiskowych. Jak to możliwe, że środowisko wywiera zarazem słaby
i niezwykle silny wpływ na iloraz inteligencji?
Na stronach tej książki omówię kolejno każdy z tych
paradoksów, w tym miejscu warto jednak pokrótce przedstawić możliwe
rozwiązania:
Podtesty Skali Inteligencji Wechslera (WISC) mierzą
rozmaite kompetencje poznawcze, które są niezależne funkcjonalnie
i reagują na zmiany priorytetów społecznych z upływem czasu. Wzajemne
korelacje, z których wyrasta czynnik g, są
wiążące tylko wtedy, gdy porównuje się jednostki w statycznym
kontekście społecznym.
Pytanie o to, czy wzrost IQ jest tożsamy ze wzrostem
inteligencji, wydaje się niewłaściwie postawione, ponieważ implikuje
zero-jedynkowy ("wszystko albo nic") model postępu poznawczego. W XX
wieku niektóre kompetencje poznawcze osiągnęły bardzo wysoki poziom,
podczas gdy inne tkwiły w recesji. Aby trafnie ocenić trendy poznawcze,
musimy rozłożyć inteligencję na jej części składowe: rozwiązywanie
problemów matematycznych, interpretowanie wielkich dzieł literackich,
rozwiązywanie problemów bez przygotowania, przyswajanie naukowego
poglądu na świat, zmysł krytyczny i mądrość.
Nasi przodkowie żyjący w roku 1900 nie byli
upośledzeni umysłowo. Ich inteligencja była zakotwiczona w codziennej
rzeczywistości. Różnimy się od nich tym, że potrafimy wykorzystywać
pojęcia abstrakcyjne, logikę i myślenie hipotetyczne do rozwiązywania
problemów formalnych, które powstają, kiedy nauka uwalnia ludzką
myśl od ograniczeń konkretnych sytuacji. Od roku 1950 staliśmy się
bardziej pomysłowi w wykraczaniu poza wyuczone reguły i w rozwiązywaniu
nieznanych wcześniej problemów.
W danym momencie dominujący wpływ wywierają różnice
genetyczne między jednostkami (w obrębie danej kohorty wiekowej), ale
dzieje się tak tylko dlatego, że sprzymierzyły się one z potężnymi
czynnikami środowiskowymi. Trendy obserwowane w długiej perspektywie
czasowej (między kohortami) uwalniają czynniki środowiskowe spod
dominacji genów, a wówczas może się ujawnić silny efekt kumulacyjny
tych pierwszych.
Uwolnić się od czynnika
g
Obawiam się, że mam szczególne upodobanie do analogii
sportowych. Gdybyśmy przeprowadzili analizę czynnikową wyników
w dziesięciu dyscyplinach sportowych wchodzących w skład dziesięcioboju,
uzyskalibyśmy pewien czynnik ogólny - g
- oraz (bez wątpienia) czynniki podrzędne, odpowiadające
szybkości (konkurencje biegowe), skoczności (skok wzwyż, skok
w dal i skok o tyczce) oraz sile (pchnięcie kulą, rzut dyskiem i rzut
oszczepem). Otrzymalibyśmy czynnik g (D), ponieważ
w danym miejscu i czasie wyniki osiągane we wszystkich dziesięciu
konkurencjach byłyby ze sobą skorelowane. Innymi słowy, zawodnik,
który górowałby nad innymi w jednej z nich, na ogół osiągałby
ponadprzeciętnie dobre wyniki we wszystkich pozostałych. Moglibyśmy
również obliczyć stopień nasycenia każdej z dyscyplin czynnikiem
g. Innymi słowy, zawodnicy z czołówki w jednych
konkurencjach wybijaliby się ponad przeciętność w większym stopniu
niż w innych. Bieg na 100 metrów miałby dużo większy ładunek
g niż bieg na 1500 metrów, ponieważ ten ostatni
zawiera w sobie czynnik wytrzymałości, niezbyt istotny w pozostałych
dziewięciu konkurencjach.
Czynnik g (D) mógłby się okazać niezwykle
użyteczny w przewidywaniu różnic między wynikami osiąganymi przez
zawodników w obrębie tej samej kohorty wiekowej. Gdybyśmy jednak
posłużyli się nim do przewidywania postępów z upływem czasu
i prognozowali, że wyniki we wszystkich dziesięciu konkurencjach będą
się zmieniały w jednakowym tempie, popełnilibyśmy błąd. Stałoby
się tak dlatego, że czynnik g (D) nie różnicuje
par konkurencji w odniesieniu do stopnia, w jakim są one powiązane
funkcjonalnie.
Załóżmy, że trzy konkurencje: bieg na 100 metrów,
bieg przez płotki oraz skok wzwyż, mają podobny, duży
ładunek g - co niemal na pewno jest zgodne
z prawdą. Sprinter potrzebuje silnej górnej połowy ciała i szybkości,
biegacz przez płotki - szybkości i skoczności, a skoczek wzwyż
- skoczności i dobrego wyczucia momentu odbicia. Dobry zawodnik
z pewnością bez trudu pokonałby przeciętnego - w danym miejscu
i czasie - we wszystkich trzech konkurencjach. Z biegiem czasu
zmieniają się jednak priorytety społeczne. Ludzie zaczynają mieć
obsesję na punkcie biegu na 100 metrów jako najbardziej widowiskowej
z tych trzech dyscyplin (najszybszy człowiek świata). Młodzi ludzie
traktują sukces w tej konkurencji jako drugorzędową cechę płciową
o wielkiej sile przyciągania. W ciągu trzydziestu lat średnie wyniki
biegu na 100 metrów poprawiają się o jedno odchylenie standardowe,
wyniki biegu przez płotki - o pół odchylenia standardowego, a wyniki
skoku wzwyż - ani trochę.
Reasumując, trendy wzrostowe nie odzwierciedlają
stopnia nasycenia poszczególnych "podtestów" czynnikiem
g. Jedna para silnie skorelowanych konkurencji (bieg
sprinterski i bieg przez płotki) wykazuje umiarkowaną tendencję do
zmieniania się w tym samym kierunku, podczas gdy inna para dyscyplin,
między którymi istnieje równie silna korelacja (bieg sprinterski
i skok wzwyż), wykazuje bardzo odmienne trendy zmian. Pod koniec
trzydziestoletniego okresu obserwacji powtarzamy analizę czynnikową
wyników osiąganych w dziesięciu konkurencjach dziesięcioboju i okazuje
się, że czynnik g (D) nadal istnieje. Mimo że
średnie wyniki poprawiły się "ekscentrycznie" - w różnym
stopniu w poszczególnych konkurencjach - nadal pozostaje w mocy
twierdzenie, że najlepsi zawodnicy wypadają lepiej niż przeciętnie
we wszystkich dziesięciu konkurencjach i w poszczególnych dyscyplinach
górują nad średniakami w podobnym stopniu, jak przed trzydziestu
laty.
Ładunki czynnikowe okazały się niewiarygodnym
wskaźnikiem tego, czy rozmaite zdolności sportowe są funkcjonalnie
niezależne. Możemy zareagować na ten fakt dwojako: przyjąć do
wiadomości zaskakującą autonomię różnych zdolności i próbować
znaleźć rozwiązanie poprzez dogłębną analizę sposobu ich
funkcjonowania w świecie rzeczywistym, bądź też uznać, że tak
naprawdę nic się nie wydarzyło, i potraktować zaobserwowane
trendy jako artefakty. Drugie z tych rozwiązań jest dopuszczalne,
jeśli możemy je poprzeć wiarygodnymi dowodami empirycznymi. Może
sprinterom sprzed trzydziestu lat brakowało "obycia startowego" -
może czekając w blokach startowych, byli tak spięci, że reagowali na
sygnał startera ze sporym opóźnieniem. Może przebieg tej konkurencji
stawiał sprinterów w niekorzystnej sytuacji na skutek swego rodzaju
tendencyjności kulturowej - starterzy mogli być etończykami
(absolwentami elitarnej szkoły w Eton, a nie Estończykami, jak
podpowiada mój komputerowy edytor tekstu), którzy upierali się
przy wydawaniu komend po grecku. Oznaczałoby to, że lepsze czasy
osiągane przez zawodników w biegu sprinterskim nie odzwierciedlają
rzeczywistego wzrostu szybkości, a co za tym idzie - pytania
dotyczące tego, dlaczego ta korzystna zmiana tylko w umiarkowanym
stopniu przełożyła się na poprawę wyników biegu przez płotki
i dlaczego nie towarzyszył jej choćby niewielki postęp w skoku wzwyż,
okazałyby się pseudoproblemami.
Jeżeli jednak nie dysponujemy takimi danymi empirycznymi,
to druga możliwość staje się jałowa, sprowadza się
bowiem do twierdzenia, że skoro zaobserwowane trendy nie są
niezmienne ze względu na ładunek czynnikowy (factor
invariant)[1], to muszą być
artefaktami. Wniosek ten opiera się na założeniu, że hipotezy
formułowane w toku analizy czynnikowej, dotyczące zdolności
funkcjonalnych w świecie rzeczywistym, nie wymagają weryfikacji
empirycznej. Albo że dowody empiryczne nie mogą być prawdziwymi
dowodami, jeśli podważają nasze hipotezy. Zapewne nikt z nas nie
wybrałby takiego rozwiązania.
Lepiej porozmawiać z kilkoma trenerami. Powiedzą nam, że
przez te lata wszyscy zaczęli się koncentrować na biegu na 100
metrów i trudno jest skłonić zawodników do poważnego traktowania
pozostałych konkurencji. Trenerzy zwracają też uwagę na fakt,
że szybkość w biegu sprinterskim może być silnie skorelowana
z wynikami osiąganymi w skoku wzwyż, ale po przekroczeniu pewnej granicy
zaczyna wywierać niekorzystny wpływ na te ostatnie. Jeśli rzucasz
się na poprzeczkę z maksymalną prędkością, to Twój rozpęd (impet
skierowany do przodu) nie może się przekształcić w ruch ku górze,
co na ogół sprawia, że skok jest nieudany ze względu na zły moment
odbicia. Trenerów nie dziwi fakt, że większa prędkość w biegu na
100 metrów przyczyniła się do lepszych wyników w biegu przez płotki,
ponieważ szybkość między płotkami ma istotne znaczenie. To jednak
nie wszystko - trzeba kontrolować prędkość, z jaką się biegnie,
żeby za każdym razem robić między płotkami taką samą liczbę
kroków i odbijać się z tej samej nogi. Gdybyś w rozmowie z trenerami
wyznał, że zaskoczył Cię fakt, iż rzeczywiste zmiany priorytetów
i rzeczywiste zależności funkcjonalne między konkurencjami mają
się nijak do ładunku czynnikowego poszczególnych dyscyplin, to Twój
sposób myślenia wydałby im się zdumiewający.
Powróćmy do podtestów skali WISC. Arytmetyka, Wiadomości,
Słownik i Podobieństwa są w dużym stopniu nasycone czynnikiem
g (IQ), a także czynnikiem werbalnym. Mimo to,
jak pokazano na rycinie 1, w latach 1947-2002 wyniki uzyskiwane przez
Amerykanów wzrosły o 24 punkty w podteście Podobieństwa, o 4 punkty
w podteście Słownik i zaledwie o 2 punkty w podtestach Arytmetyka
i Wiadomości. Innymi słowy, wzór przyrostów w niewielkim stopniu wiąże
się z ładunkami czynnikowymi i nie można go uznać za niezmienny ze
względu na nasycenie czynnikiem g. Jak zwykle jednak
analizę czynnikową przeprowadzono w statycznym kontekście społecznym
- porównywano jednostki, nie uwzględniając zmian społecznych. Jej
wyniki mogą więc być nietrafne w odniesieniu do dynamicznej sytuacji,
jaką stwarzają zmieniające się priorytety społeczne. Dlatego ładunki
czynnikowe w najlepszym razie mogą stanowić źródło hipotez, które
należy zweryfikować na podstawie rzeczywistych trendów zaobserwowanych
w badanym okresie. Czynnik g (IQ) okazuje się
niezbyt przydatny w ocenie tego, które umiejętności poznawcze są ze
sobą tylko skorelowane, a które są powiązane funkcjonalnie.
Teza, że obserwowany wzrost IQ jest artefaktem, nie znajduje
potwierdzenia w danych empirycznych. Pojęcie obycia z testami
(test sophistication) odnosi się do zaznajomienia
z formatem testów IQ, swobody w kontakcie z osobą przeprowadzającą
badanie, bardziej efektywnego wykorzystania czasu albo większego
zaangażowania w wykonywanie zadań testowych. W XX wieku byliśmy
świadkami wielkiej zmiany - od badanych, którzy nigdy wcześniej nie
wypełniali wystandaryzowanego testu, po ludzi dosłownie bombardowanych
takimi badaniami. Bez wątpienia niewielka część przyrostów IQ
zaobserwowanych w pierwszej połowie ubiegłego stulecia wynikała
z coraz większego obycia z testami. Od roku 1947 znaczenie tego czynnika
było jednak niewielkie. W Stanach Zjednoczonych wyniki testów IQ rosły
w stałym tempie przynajmniej od roku 1932 (Flynn, 1984b). Oznacza to,
że ów proces rozpoczął się jeszcze przed okresem popularności badań
testowych, toczył się w najlepsze w czasie, gdy testy inteligencji były
powszechnie stosowane, i przetrwał do czasów, w których sięgano po
nie coraz rzadziej, ponieważ stały się niepopularne.
Gdyby źródłem owych przyrostów było obycie z testami, to
powinniśmy zaobserwować szczególny wzorzec zmian - pierwszy kontakt
z testami IQ winien pociągać za sobą wyraźny wzrost, podczas gdy
kolejne, powtarzające się badania testowe powinny wywierać wpływ
coraz słabszy. Tymczasem w Ameryce tempo wzrostu utrzymywało się
na stałym poziomie przynajmniej przez siedemdziesiąt lat. W innych
krajach zaobserwowano coraz szybszy wzrost IQ w długiej perspektywie
czasowej. Na przykład w Holandii tempo wzrostu zwiększało się
z dekady na dekadę od roku 1952 do 1982 (Flynn, 1987).
Czy wzrost IQ wynika z "tendencyjności kulturowej"? Musimy
odróżnić trendy kulturowe, które zwiększają stopień zaznajomienia
z neutralnymi treściami, od takich, które rzeczywiście podwyższają
poziom kompetencji poznawczych. Jeżeli dzięki rozpowszechnieniu etosu
naukowego ludzie zaczęli wykorzystywać logikę do rozwiązywania
szerszego niż dotąd zakresu problemów, to nastąpił rzeczywisty
wzrost kompetencji poznawczych. Jeśli nikt nie zadał sobie trudu,
by zaktualizować test zasobu słownictwa poprzez usunięcie wyrazów,
które wyszły z codziennego użycia, to rzekomy spadek umiejętności
językowych jest artefaktem. Nie dostrzegam żadnego trendu kulturowego,
który by faworyzował dzisiejsze pokolenie badanych. Zwróć uwagę,
że gdyby testy IQ zawierały pozycje przestarzałe, skutkowałoby to
zaniżoną oceną wzrostu IQ. Miarą wzrostu ilorazu inteligencji jest
stopień, w jakim ludzie wypadają lepiej w starym teście, niezmienianym
od dwudziestu pięciu lat (takim jak WISC), niż w nowszym teście,
którego pozycje zostały zaktualizowane (takim jak WISC-R).
Przeprowadźmy wstępną analizę funkcjonalną zmian rozmaitych
kompetencji poznawczych w czasie, która wyjaśnia wzór owych zmian, nie
podważając ich prawdziwości. Załóżmy na chwilę (dowody przedstawię
nieco później), że rozwój nauki pociągnął za sobą diametralną
zmianę. Odtąd używamy umysłu do rozwiązywania problemów nie tylko
na poziomie konkretnym, lecz także na poziomie formalnym. Wcześniej
posługiwaliśmy się logiką przede wszystkim w odniesieniu do
konkretnych obiektów: wszystkie muchomory są trujące, ten grzyb
to muchomor, a zatem ten grzyb jest trujący. Teraz przywykliśmy
do posługiwania się logiką w odniesieniu do kategorii ogólnych
stworzonych przez naukę: tylko ssaki są żyworodne, króliki i psy
są żyworodne, a zatem jedne i drugie są ssakami.
Wykażę, że z biegiem czasu tego rodzaju zmiana
pociągnęłaby za sobą ogromną poprawę wyników w takim podteście,
jak Podobieństwa. Gdyby jednak pozostałe podtesty opierały się na
podstawowym słownictwie i wiadomościach potrzebnych w życiu codziennym,
to ów czynnik przyczynowy nie powodowałby istotnego wzrostu wyników
w tych podtestach. Co więcej, zmiana priorytetów społecznych mogłaby
obejmować nacisk na bardziej naukowe spojrzenie na świat oraz skrócenie
czasu przeznaczanego na czytanie. W takim wypadku dużej poprawie wyników
w podteście Podobieństwa towarzyszyłyby spadki w podtestach Słownik
i Wiadomości. Każda z tych rzeczywistych kompetencji funkcjonalnych
zamanifestowałaby swoją niezależność od pozostałych umiejętności
i od gorsetu ładunków czynnikowych.
Na szczególną uwagę zasługuje podtest Arytmetyka, ponieważ
niektórzy mylą myślenie matematyczne z problemami poznawczymi
zawartymi w Teście Matryc Progresywnych Ravena. W teście tym badanemu
pokazuje się wzór z brakującym elementem oraz od sześciu do ośmiu
obrazków, z których jeden stanowi ową brakującą część. Trzeba
wskazać obrazek pasujący do wzoru, co wymaga dostrzeżenia różnic
i podobieństw między elementami w jego rzędach i kolumnach. Przyjrzyj
się zadaniu przedstawionemu w ramce 2. Z pewnością od razu się
zorientujesz, że brakujący element musi być kwadratem. Zaraz potem
zauważysz, że dolna połowa tego kwadratu musi być czarna, a górna
- podzielona na dwie części. Tak więc brakującym elementem wzoru
(i poprawną odpowiedzią) musi być kwadrat w prawym dolnym rogu.
Ramka 2
Oto zadanie bardzo podobne do tych zawartych w Teście Matryc Progresywnych Ravena
W teście Ravena badany musi rozwiązywać problemy na poczekaniu,
nie dysponując wyuczoną metodą ich rozwiązywania, podczas gdy zadania
matematyczne wymagają opanowania nowych dowodów matematycznych opartych
na materiale niewerbalnym. Fakt, że te dwa testy są ze sobą silnie
skorelowane pod względem ładunków czynnikowych, wydaje się świadczyć
o tym, że wymagają podobnych kompetencji poznawczych. Wydaje się zatem,
że warto uczyć małe dzieci rozwiązywania problemów podobnych do
tych zawartych w teście Ravena, w nadziei, że dzięki temu nabiorą
biegłości w rozwiązywaniu zadań matematycznych. Amerykańskie
dzieci uczą się tego od 1991 roku (Blair, Gamson, Thorne i Baker,
2005, s. 100-101).
W tym wypadku systematyczny wzrost IQ nie tylko przebija
analizę czynnikową, ale też potwierdza swoją użyteczność w ocenie
związków funkcjonalnych między kompetencjami poznawczymi. Duża poprawa
średnich wyników w teście Ravena i tylko minimalna zmiana wyników
w podteście Arytmetyka świadczą o tym, że związek funkcjonalny między
kompetencjami mierzonymi przez te dwa testy nie jest silniejszy niż
w wypadku biegu sprinterskiego i skoku wzwyż. Niestety nasza wiedza
dotycząca procesu funkcjonalnego tkwiącego u podłoża uczenia się
arytmetyki pozostaje daleko w tyle za naszą wiedzą o skoku wzwyż. Oto
pewne przypuszczenie: pomijając matematyków, którzy łączą wzory
z dowodami matematycznymi, matematyka jest nie tyle przedsięwzięciem
logicznym, ile raczej odrębną rzeczywistością, rządzącą się
własnymi prawami, różnymi od tych, które obowiązują w świecie
naturalnym. Dlatego podobnie jak niemowlęta eksplorują otaczający
świat, dzieci muszą eksplorować świat matematyki i samodzielnie
odkrywać należące do niego obiekty.
Michael Shayer otwiera przed edukacją nowe możliwości,
wykorzystując techniki nauczania oparte na samoodkrywaniu w małych
grupach. Wydaje się, że udało mu się wyodrębnić kompetencje
poznawcze, które są funkcjonalnie powiązane z rozumowaniem
arytmetycznym. W latach 1975-2003 wyniki osiągane przez brytyjskich
uczniów w zadaniach Piagetowskich dotyczących rozumienia objętości
i masy obniżyły się o 0,8 odchylenia standardowego (SD). Flynn (w
druku) przeanalizował brytyjskie dane dotyczące wyników uzyskiwanych
na skali WISC w drugiej połowie tego okresu. Okazało się, że w latach
1990-2003 średnie wyniki brytyjskich dzieci w podteście Arytmetyka
obniżyły się o 0,4 SD. Oczywiście tempo spadku jest w obu wypadkach
takie samo (Shayer i Adhami, 2003; Shayer i Adhami, w druku; Shayer,
Ginsburg i Coe, w druku).
Reasumując, analiza czynnikowa i czynnik g
(IQ) opisują statyczną sytuację, w której analizuje
się różnice indywidualne przy zamrożonym procesie zmian
społecznych. Stopień, w jakim wyniki najlepszych badanych
odbiegają od średniej w poszczególnych podtestach, określa
nasycenie tych ostatnich czynnikiem g
(ładunki g). Przyrosty IQ na przestrzeni czasu
odzwierciedlają dynamiczną sytuację, w której priorytety społeczne
zmieniają się na wiele sposobów: brakuje dobrych nauczycieli
matematyki, dzieci mają więcej wolnego czasu, ale ów dodatkowy czas
przeznaczają na zajęcia stymulujące wzrok, a nie aktywność werbalną,
upowszechnia się etos naukowy, a temu wszystkiemu towarzyszy wiele
innych, współwystępujących zjawisk. Średnie wyniki w podteście
Podobieństwa rosną, a rezultaty uzyskiwane w podtestach Arytmetyka
i Słownik - nie. Byłoby dziwne, gdyby trendy społeczne kierowały
się ładunkami czynnikowymi, decydując o tym, które rzeczywiste
kompetencje poznawcze czynią postępy, a które tkwią w miejscu! Gdyby
tak było, przyrosty IQ wydawałyby się niezmienne ze względu na
nasycenie czynnikiem g, ale byłby to efekt czysto
przypadkowy (Wicherts i in., 2004). Jakkolwiek diametralnie różne
trendy zmieniają średnie wyniki w rozmaitych podtestach WISC między
dwoma punktami w czasie, zwróć uwagę, że pozwala to na zachowanie
pewnej stabilności. W każdym z podtestów wyniki osób o wysokim IQ
odbiegają od średniej w podobnym stopniu za pierwszym i za drugim
razem. Co za tym idzie - z obu badań wyłoni się podobna wartość
g.
Oto ostatnia próba przekonania tych, którzy wciąż jeszcze
mają wątpliwości. Wyobraź sobie test kompetencji zawodowych,
w którego skład wchodzą trzy podtesty: każdy badany musi
przepracować sześć miesięcy jako nauczyciel (przekazujący wiedzę
mniej doświadczonym kolegom), sześć miesięcy przy wypełnianiu
dokumentów i sześć miesięcy jako goniec. Niektórzy ludzie
wyróżniają się we wszystkich trzech podtestach, a zatem wyłania
się czynnik g. Wyniki tych, którzy radzą
sobie lepiej niż przeciętnie, w największym stopniu odbiegają od
średniej w nauczaniu, w nieco mniejszym - w wypełnianiu dokumentów,
w najmniejszym zaś - w pracy gońca. Te trzy podtesty można zatem
uszeregować według stopnia nasycenia czynnikiem g
- w takiej właśnie kolejności. Z biegiem czasu dzięki rozwojowi
kultury wizualnej poprawiają się umiejętności czytania map, podczas
gdy kompetencje werbalne pozostają na niezmienionym poziomie. Kiedy
więc po trzydziestu latach powtarzamy ów test, odnotowujemy wzrost
średnich wyników w podteście nauczania, ale nie w pracy gońca
- wbrew ładunkom g. Czy wydaje Ci się to
zaskakujące?
W ten oto sposób rozwiązaliśmy pierwszy z naszych paradoksów.
W danym momencie analiza czynnikowa pozwala nam wyodrębnić czynnik
g (IQ), a wówczas inteligencja sprawia wrażenie
jednolitej. Z upływem czasu rzeczywiste kompetencje poznawcze zaczynają
manifestować swoją funkcjonalną autonomię i uniezależniają
się od czynnika g, a wtedy inteligencja
wydaje się wieloraka. Jeśli chcesz zobaczyć inteligencję ogólną
(g), to zatrzymaj film i przyjrzyj się nieruchomej
fotografii. Nie dostrzeżesz czynnika g w trakcie
projekcji. Społeczeństwo nie przeprowadza analizy czynnikowej. To
wielka siła, która spłaszcza ładunki czynnikowe i narzuca własne
priorytety.
Gdzie się podziała cała inteligencja?
Jak pokazano na rycinie 1, wzrost średnich wyników uzyskiwanych
przez Amerykanów w kompletnym teście WISC jest imponujący. Jestem
dziadkiem i przedstawicielem pokolenia WISC - ludzi, którzy mieli od
pięciu do piętnastu lat, gdy przebadano ich tym narzędziem w latach
1947-1948. Przyjmijmy, że nasze średnie IQ wynosi 100. Nasze dzieci
należą do pokolenia WISC-R (zmodyfikowanej wersji WISC). Miały
od sześciu do szesnastu lat, kiedy poddano je badaniom testowym
w roku 1972. Według norm opracowanych dla skali WISC ich średni
iloraz inteligencji wyniósł 108 punktów. Nasze wnuki - pokolenie
WISC-IV - miały od sześciu do szesnastu lat, kiedy przebadano je
w roku 2002, a ich średni IQ (według norm WISC) wyniósł niemal
118 punktów. Oczywiście możemy dokonać podobnych przeliczeń
wstecz. Jeśli przyjmiemy, że średni IQ dzisiejszych dzieci wynosi 100,
to ich dziadkowie mieli średni iloraz inteligencji równy 82. Albo
dzisiejsze dzieci są tak bystre, że powinny bić nas na głowę,
albo też ich dziadkowie byli tak tępi, że aż trudno uwierzyć,
iż udało im się zapewnić sprawne funkcjonowanie nowoczesnego
społeczeństwa.
W obu wypadkach przepaść intelektualna między pokoleniami
powinna być ogromna. Gdyby przyjąć drugi scenariusz, to niemal 20%
mojego pokolenia miałoby iloraz inteligencji nieprzekraczający 70
punktów, a co za tym idzie - zostałoby uznanych za upośledzonych
umysłowo. Ponad 60% czarnoskórych Amerykanów trzeba by zaliczyć do
tej samej kategorii. Każdy, kto urodził się przed rokiem 1940, wie,
że to wszystko są bzdury.
Paradoksu tego nie sposób rozwiązać, koncentrując się na
wynikach kompletnego testu WISC. Należy skupić się na trendach
dotyczących podtestów skali WISC i testu Ravena. Jak widać na
rycinie 1, między rokiem 1947 (WISC) a 2002 (WISC-IV) średnie wyniki
w podteście Podobieństwa i w teście Ravena wzrosły odpowiednio
o 24 i 27 punktów (SD = 15), wyniki pięciu podtestów wykonaniowych -
średnio o 17 punktów, wyniki podtestu Rozumienie - o 11 punktów, a w pozostałych podtestach werbalnych (Wiadomości, Arytmetyka i Słownik)
odnotowano bardzo niewielki wzrost - średnio o 3 punkty. Powróćmy
do naszej analizy kompetencji poznawczych niezbędnych do uzyskania
wysokich wyników w poszczególnych podtestach IQ i porównajmy
zaobserwowane trendy ze zmianą wyników uzyskiwanych w testach
osiągnięć szkolnych.
Ogromny wzrost średnich wyników w teście Ravena świadczy
o tym, że dzisiejsze dzieci dużo lepiej niż te sprzed półwiecza
radzą sobie z rozwiązywaniem nieznanych wcześniej problemów, bez
uciekania się do wyuczonych metod ich rozwiązywania. Wszystkie
podtesty wykonaniowe skali WISC w pewnym stopniu mierzą tę
umiejętność. Dziecko musi ułożyć klocki w taki sposób, aby widok
z góry stanowił wierną kopię wzoru, który pokazano mu na obrazku;
złożyć elementy układanki w obrazek przedstawiający dobrze
znany przedmiot; uporządkować obrazki w sensowną historyjkę.
Z drugiej strony większość dzieci ma pewne doświadczenie w układaniu
układanek i czytaniu książek, w których głównym nośnikiem fabuły
są ilustracje. Podejrzewam, że to osłabienie elementu improwizacji
w podtestach wykonaniowych WISC wyjaśnia, dlaczego poprawa wyników
uzyskiwanych w tych podtestach - jakkolwiek wyraźna - jest dużo
mniejsza niż w wypadku testu Ravena.
Przyjrzyjmy się teraz podtestom, w których zaobserwowano
najmniejsze przyrosty. Dysponowanie odpowiednimi zasobami wiadomości
ogólnych i słownictwa oraz umiejętność wykonywania działań
arytmetycznych są bardzo zbliżone do umiejętności, które zdobywamy
w szkole. W podtestach Wiadomości i Słownik chodzi nie tyle
o rozwiązywanie problemów bez przygotowania, ile raczej o wykazanie się
pewną wiedzą - albo wiesz, że Rzym (ang. Rome)
jest stolicą Włoch, albo znasz tylko miasteczko Rome w stanie Georgia;
albo wiesz, co znaczy słowo "wyborny", albo nie.
Możemy się sporo dowiedzieć, wykorzystując trendy dotyczące
wymienionych podtestów WISC do analizy zmian wyników w testach NAEP
(Krajowy System Oceny Postępów w Nauce), nazywanych często Świadectwem
Szkolnym Ameryki. Testy NAEP prowadzi się na dużych, reprezentatywnych
próbach uczniów klas czwartych, ósmych i dwunastych. W latach
1971-2002 czwarto- i ósmoklasiści (średnia wieku: 11 lat) poczynili
postępy w czytaniu odpowiadające niemal 4 punktom IQ. W dwunastej
klasie jednak z owego wzrostu nie pozostało prawie nic (US Department
of Education, 2000, s. 104 i 110; 2003, s. 21).
Analiza wyników uzyskiwanych w podtestach WISC podpowiada
interesujące wyjaśnienie. Aby można było porównywać wyniki,
skoncentrujemy się na trendach IQ w latach 1972-2002 (a nie w całym
okresie od roku 1947). Między rokiem 1972 a 2002 amerykańscy uczniowie
nie poprawili wyników w podteście Wiadomości i tylko nieznacznie
poszerzyli swoje słownictwo. Choć zatem dzisiejsze dzieci potrafią
w młodszym wieku przyswoić sobie literaturę dziecięcą i młodzieżową,
nie są jednak lepiej przygotowane niż poprzednie pokolenie do
czytania bardziej wymagających książek dla dorosłych. Nie będziesz
czerpał przyjemności z lektury Wojny i pokoju,
jeśli co kilka zdań będziesz musiał sięgać po słownik albo
encyklopedię. Zastanówmy się nad wierszem Roberta Browninga:
Po brukowanym dziedzińcu Kremla,
Jasnym od serpentynu i sjenitu,
Kroczy z pięcioma generałami.
Ci w jednej chwili zażywają tabaki,
Aby pod tym pretekstem
Rozwinąć swoje chusty,
Które choć miękkie i delikatne,
Trzymają mocno tam, gdzie pęka stalowy łańcuch,
Nie zostawiając na wielkopańskim białym karku krwawiącej
rany[2].
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[1] Termin factor invariance
oznacza dosłownie niezmienność ze względu na stopień
nasycenia danym czynnikiem (w tej książce chodzi na ogół o czynnik
inteligencji ogólnej - g). W dalszej części
tłumaczenia używam zamiennie (w zależności od kontekstu) polskich
terminów "niezmienność ze względu na nasycenie czynnikiem",
"niezmienność ze względu na ładunek czynnikowy" oraz "zgodność
z ładunkiem czynnikowym"(przyp. tłum.).
[2] Fragment wiersza Waring, tłum. Agnieszka Nowak (wiersz ten nie
ukazał się dotąd w polskim przekładzie; przyp. tłum.).