Rozdział I
Odgłosy miasta powoli się wyciszały, Warszawa szykowała się do snu. Mieszkańcy wracali do swoich domów w pośpiechu, wsiadając do tramwajów, którego drzwi już prawie się zamykały. Potrącając nieuważnie inni biegli do autobusu, który za chwilą miał odjechać z przystanku. Dało się słyszeć zacięte dyskusje o wszystkim i o niczym – z chwili na chwilę gwar powoli się uciszał. Młodzież na deskorolkach, rowerzyści, bezdomni, biznesmeni, zakochane pary – wszyscy gdzieś pędzili poza jedną samotną dziewczyną.
Tylko ona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Od jakiegoś czasu siedziała na ławeczce przy fontannach w centrum, pogrążona w myślach o tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dni. Było dość zimno, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. W jednej chwili starannie ułożony życiowy plan legł w gruzach. Stąd też jej spontaniczna decyzja o odwiedzinach babci w stolicy. Nie miała nikogo poza nią, komu mogłaby zwalić się na głowę. Rozalia potrafiła uleczyć duszę wnuczki, jej pozytywne słowa zawsze towarzyszyły Zośce podczas pobytu w Londynie, gdzie pracowała od dwóch lat. Wszystko zdawało się układać idealnie; miała dobrą pracę, którą bardzo lubiła. Od roku spotykała się z Johnem, przy nim czuła się szczęśliwa. Był mężczyzną, przy którym czuła się dobrze w byciu samą sobą, akceptował jej pasję i motywację do zdobywania kolejnych szczebli kariery. Oboje mieli cele, które przy dobrych wiatrach miały się spotykać w przyszłości w tym samym miejscu. Być może dlatego tak łatwo przyszło Zośce wyzbycie się podejrzeń co do jej idealnego związku. Cóż mogło pójść źle? Spodziewała się, że w niedługim czasie John poprosi ją o rękę, kilka razy rozmawiali o ślubie, w tym temacie również mieli podobne poglądy. Chcieli nacieszyć się sobą, a dopiero potem planować rodzinę. Czuła, że jej partner naprawdę ją rozumie, a co więcej podziwia jej ambicję. Jemu również zależało na ustatkowaniu oraz wygodnym życiu. Wszystko wydawało się takie proste, kiedy siedzieli przy porannej kawie rozmawiali planując dalsze kroki we dwoje. Jej podekscytowanie rosło wraz ze zbliżającymi się urodzinami. Po cichu liczyła na to, że właśnie tego dnia John zada to najważniejsze pytanie. Domyśliła się, że planuje dla niej przyjęcie niespodziankę, zauważyła jego nietypowe zachowanie, jakby coś przed nią ukrywał. Upewniła się w tym, kiedy odebrała przypadkiem telefon odnośnie potwierdzenia tortu. Co było dla niej wystarczającym dowodem na to, iż coś ciekawego będzie się działo w dniu jej urodzin. Oczywiście miała rację, John organizował przyjęcie, ale nie do końca takie jakie sobie wyobrażała...
Zośka zerknęła na bryłę Pałacu Kultury, wskazówki zegara powolnym ruchem zbliżały się do dwudziestej pierwszej, najwyższa pora wracać, babcia pewnie już się martwi – wyobrażając sobie zatroskaną minę starszej kobiety ruszyła żwawym krokiem w kierunku przystanku tramwajowego.
Na drugim końcu miasta w jednym z domów mimo później pory rozbrzmiewały odgłosy zabaw dzieci. Wiola nie miała już siły uciszać córek, Majka i Martyna dawały jej się ostatnio coraz bardziej we znaki. Tylko ich ojciec – Jarek potrafił zapanować nad nimi i spokojnie ułożyć je do snu. Dziewczynki wyczuwały, że Wiola stara się narzucać im większą dyscyplinę, stąd też ich wzmagający się bunt prawie każdego wieczora. Niestety dziś musiała poradzić sobie sama, Jarek przebywał w delegacji cały tydzień, co zdarzało mu się coraz częściej. Pewnie czekało ją jeszcze wiele podobnych, wieczornych zmagań. Dobrze, że chociaż najmłodszy synek Kacperek zasnął bezproblemowo, podczas czytania jego ulubionej bajki. Zdecydowanie był najspokojniejszym dzieckiem z tej gromadki. Była jeszcze Róża, zbuntowana nastolatka, która większość czasu spędzała zamknięta w swoim pokoju. Zazwyczaj o tej porze była zaczytana w kolejnej książce o tematyce fantastycznej.
– Dobrze, że chociaż ona nie musi być pilnowana z pójściem do łóżka – uśmiechnęła się do siebie Wiola.
Wróciła do pokoju, żeby jeszcze raz spróbować wymusić zgaszenie światła. Jednak zastała dziewczynki na dobre pogrążone w zabawie przy domku dla lalek. Zeszłoroczny prezent od wujka Rafała, który oprócz tego, że był przyjacielem rodziny oraz prawą ręką męża w firmie, to rozpieszczał dziewczynki równie mocno jak ich tata. W końcu po małym oporze Majka pozwoliła się pierwsza utulić do snu, Martynka zaciekle walczyła o zmianę piżamy na jej ulubioną z bajką Pocahontas, ale już bez większego marudzenia pozwoliła zanieść się do łóżka. Były bardzo zmęczone, więc w nareszcie się udało.
– Dobranoc, księżniczki – powiedziała do nich czule i zgasiła światło.
– Dobranoc, mamo – odpowiedziały sennymi głosami.
Ciągle przyzwyczajała się do tego jak do niej mówiły. Oczywiście nie przedzkadzało jej, że zwracały się do niej – mamo. W końcu nie znały swojej biologicznej matki, która zmarła wkrótce po ich urodzeniu. Długo jej zajęło oswojenie się z tą dwójką, zawsze miała delikatne obawy, czy będzie potrafiła kochać, potmostwa innej kobiety, która chciała stworzyć związek z jej mężem. Chyba pomogła jej naturalna słabość do dzieci. Starała się oddzielić ten temat od wychowywania dziewczynek. W końcu świadomie zgodziła się na adopcję. Tak wiele rzeczy wydarzyło się w zastraszającym tempie, nie miała zbytnio czasu na rozmyślanie, podjęła decyzję natychmiast. Wyjątkowo jak nie ona, postąpiła w tym przypadku spontanicznie. Oczywiście była świadoma, że jeśli nie zgodzi się na adopcje dziewczynek, jej relacja z Jarkiem będzie bardzo utrudniona. Dlatego wierzyła w to, że da sobie radę w roli matki zastępczej dla tych dwóch szkrabów. Aczkolwiek w takie wieczory ja ten, miała dosyć ich marudzenia i traciła cierpliość o wiele szybciej niż.
Wiola zeszła na dół, usiadła na ogromnej kanapie w kolorze granatu, na której leżały poduchy, zachęcające do połozenia się na nich. Jej ulubiony mebel w tym salonie. Po tak ciężkim dniu to właśnie tutaj odpoczywała i ładowała baterię swojego zmęczonego organizmu. Odetchnęła z ulgą w końcu będzie mogła złapać oddech. Jednak kiedy zerknęła na kuchnię, przedstawiającą obraz zgrozy, już wiedziała, że nie zaśnie dopóki choć trochę nie posprząta. Złościła się sama na siebie, że jest taką pedantką. Jako matka czworga dzieci nie miała zbytnio czasu na odpoczynek. W szczególności kiedy druga odpowiedzialna za tę gromadę osoba była ciągle poza domem. Wyjazdy Jarka zdarzały się coraz częściej. Wiedziała, że stara się dla ich rodziny, jednak bardzo tęskniła, bez niego ten dom był po prostu inny. Usłyszała dźwięk telefonu;
– O wilku mowa – powiedziała i odebrała telefon od męża. Czekała cały dzień, żeby z nim porozmawiać. Niestety jego ciągłe spotkania uniemożliwiają rozmowy w ciągu dnia, więc zazwyczaj wymieniają kilka smsów i na tym kończy się ich kontakt. Tęskniła za jego głosem, który ją uspokajał między innymi kiedy traciła nad sobą kontrolę, co niestety zdarzało się jej ostatnio coraz częściej. Wiedziała, że to tylko przemęczenie, dlatego tym bardziej odliczała dni do jego powrotu.
– Cześć Kochanie! Jak tam dzieciaki? Jak minął ci dzień?
– Nareszcie dzwonisz, już zaczynałam się martwić, dzień jak co dzień, bez ciebie zawsze trudny.
– Przepraszam, ale wiesz przecież, że dziś był ważny przetarg, jeśli go wygramy to mamy duże szanse na powiększenie biznesu.
Na słowa powiększenie biznesu Wiola aż się wzdrygnęła, takie pomysły męża wywoływały u niej ogromną niechęć. Już teraz spędzali ze sobą mało czasu, a Jarek chciał jeszcze powiększać firmę. Obawiała się, że będzie jak dawniej, a ona nie mogła temu zapobiec. Obiecała go wspierać, jednak nie potrafiła się nie martwić jak będzie wyglądał ich związek w przyszłości.
– Kochanie, jesteś tam? Mam wrażenie, że mnie nie słuchasz.
Usłyszała zaniepokojony głos męża w słuchawce, który wyrwał ją z przemyśleń.
– Tak, tak jestem, zamyśliłam się przepraszam.
– Pewnie jesteś zmęczona, a ja ci tu zawracam głowę, idź już spać, za dwa dni wracam to nadrobimy zaległości. Kocham cię bardzo i tęsknię, acha uprzedź kochanka, żeby zdążył uciec – zażartował.
– Głupi żart kochanie, nie mam czasu nawet na kochanka – pożegnała się z mężem i wróciła do sprzątania kuchni.
Tak właśnie wyglądał ich związek przez ostatnie miesiące. Rozmawiali kilka minut późnymi wieczorami. Natomiast kiedy wracał do domu, nie mogli się od siebie oderwać, stęsknieni chcieli nacieszyć się sobą, najchętniej zostawaliby w łóżku cały weekend. Oczywiście jeśli tylko dzieci by im na to pozwoliły. Wiola bardzo tęskniła za mężem, który byłby obecny w domu. Z którym można zrobić plany na kolację lub wyjść do kina. Dzieci też odczuwały nieobecność ojca i to martwiło ją jeszcze bardziej.
Dwie godziny później, kiedy mieszkanie było już w odpowiednim stanie, jego pani domu udała się do swojej sypialni. Oczywiście po drodze zrobiła rundkę po pokojach dzieci, żeby upewnić się, czy śpią; tylko Róża tkwiła jeszcze z nosem w książce. Jednak to akurat był pozytywny aspekt, lepiej to niż ślęczenie w internecie i przeglądanie durnych filmów na youtube'ie lub facebooku. Skierowała się do swojej sypialni, było tam zbyt pusto bez niego. Nie była naiwna, wiedziała, że jej córka ma również słabość do social mediów, ale mimo to częściej widziała ją pogrążoną w książce.
Poszła wziąć prysznic, którego obarczała odpowiedzialnością za zapewenienie jej relaksu. Tęskniła za Jarkiem, odczuwała zmęczenie w ich związku. W niej samej, coś zaczynało się w niej buntować. Wewnętrzny głos mówiący – przecież to już przerabiałaś – nie chcesz znowu tego powtórzyć. Myśli zaczeły galopować po jej zmęczonej głowie, ale wiedząc co za tym idzie, powstrzymała się od analizowania – tylko nie dzisiaj – pomyślała.
– Nie będę o tym teraz myśleć w końcu jutro jest kolejny dzień – zabrzmiały jej w pamięci znajome słowa Scarlett O'Hary z ulubionego filmu Przeminęło z wiatrem.
– Scarlet znała się na rzeczy – powiedziała do siebie Wiola – pomyślę o tym jutro. – Przesunęła się na połówkę łóżka na której sypiał Jarek i zasnęła wtulona w jego poduszkę.
W innym mieszkaniu dwoje zakochanych też próbowało ułożyć się do snu, a właściwie jedno z nich.
– Zostań Karolciu, chociaż dziś mi ulegnij – prosił Rafał z zadziornym uśmiechem nie wypuszczając jej przy tym z objęć. – Spotkanie masz jutro dopiero o jedenastej, na spokojnie zdążysz dojechać, próbował ją przekonać, używając przy tym mocnych uścisków i soczystych pocałunków.
– Rafcio, nie kuś! Nie mam swoich rzeczy, nie mogę pokazać się w biurze następnego dnia w tych samych ubraniach, byłby to ewidentny znak, że spędziłam noc u faceta.
– Ale za to jakiego faceta! – powiedział i przygryzł jej delikatnie ucho.
– Zwariuje z tobą, ty zwierzaku, zostaję jeszcze na godzinę, a potem grzecznie mi zamówisz taksówkę.
– Taryfa nocna jest bardzo droga. – Rafał nie dawał za wygraną. W ogóle to powinniśmy sobie zrobić jutro wolne, dostałabyś śniadanie do łóżka i mnie na deser...
– Przecież wiesz, że jestem bardzo wymagająca co do posiłków, deser rano kto ma czas na pochłonięcie tyle kalorii – powiedziawszy to pocałowała go namiętnie
– Masz rację lepiej od razu przejdźmy do dania głównego. – Pociągnął ją do sypialni i po raz kolejny tego wieczoru wylądowała w jego objęciach.
Jej wizyty u Rafała nieustannie się przedłużały, ale jakoś specjalnie z tym nie walczyła. Ich związek był na tym przyjemnym etapie, kiedy nie trzeba zbyt wiele analizować, tylko można cieszyć się sobą i zapamiętywać wszystkie mile spędzone chwile we dwoje. A było ich bardzo wiele, potrafili bezproblemowo łączyć to lekkie uzależnienie od siebie z pracą i swoimi zainteresowaniami. Co prawda powoli zdawało się to być coraz trudniejsze, ale póki co byli ze sobą szczęśliwi i to było najważniejsze.
Tak właśnie wyglądała Warszawa nocą, jedni zasypiali ze zmęczenia, inni nie mieli zamiaru marnować czasu na sen, a pozostali nie mogli zmrużyć oka. W tej ostatniej grupie była Zośka, która nie sypiała dobrze od wielu dni. Właściwie od powrotu do kraju stało się to jeszcze większym wyzwaniem. Wiedziała, że potrzebuje czasu na poukładanie swojego życia na nowo. Chciała wymazać z pamięci to co wydarzyło się w Londynie, a przede wszystkim Jego – tego drania, który był sprawcą jej bezsenności. Niestety póki co, kiedy zamykała oczy, nadal widziała jego spojrzenie, kąciki ust unoszące się delikatnie przy każdym uśmiechu. Czuła zapach jego perfum, mimo iż minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz był obok niej. Pamiętała jego dotyk na swojej skórze, dreszcze które pojawiały się, kiedy przesuwał palcem wzdłuż ramienia... tęskniła, tak bardzo tęskniła...
Ta ogromna tęsknota zabijała jej rozsądek. Wiele by dała, żeby cofnąć czas, nigdy go nie poznać. Czemu nikt nie wpadł na pomysł, aby stworzyć przycisk – usuń – w pamięci, aby mogła go teraz wcisnąć i zapomnieć. Wiele razy tworzyła scenariusz jego zachowania tego wieczoru. Jak idiotka próbowała odnaleźć w ich życiu ślady, które powinna zauważyć wcześniej, czerwone flagi, mające ją ostrzec, gdzie one były, jak mogła je przeoczyć?!
Zastanawiała się czasami co poczuł, jak zareagował na list, który zostawiła w mieszkaniu. Czy będzie chciał ją przeprosić? Może zrobiła mu przysługę wyjeżdżając? Myśli, analizy i w kółko to samo, nie miała na to siły, ale to nie znaczyło, że jej organizm w końcu wytworzy mechanizm obronny na wspomnienia o nim. Czekały ją dwa miesiące wakacji w Polsce, a potem będzie musiała zdecydować co zrobi dalej ze swoim życiem. Dobrze, że szefowa okazała się empatyczną osobą i zgodziła na tak długi wyjazd. Zośka snująca się po biurze jak cień, nie wnosiła niczego ciekawego. Co w agencji PR było niezbędne, każdy musiał tryskać energią do działania i co rusz to nowymi pomysłami. Wiedziała, że czeka ją wiele bezsennych nocy, dopóki nie uspokoi skołatanych myśli. Bezsilność – to jedno uczucie z którym nie lubiła stawać do walki. Uważała się za odważną osobę, jednak, kiedy na horyzoncie pojawiały się problemy sercowe stawała się bezbronna. Ponieważ nie lubiła tracić kontroli nad swoim życiem, obecna sytuacja nie była jej na rękę. Zawsze postrzegała siebie jako silną i niezależną kobietę. Chcąc osiągnąć w życiu sukces nie mogła pozwolić sobie na słabości, wybijające ją z rytmu w zdobywaniu stanowiska w świecie PR. Od zawsze o tym marzyła, dlatego jej szefowa była bardzo zdziwiona decyzją o tak rychłym wyjeździe. Mimo to obie zadecydowały, że na tą chwilę było to najlepsze rozwiązanie – dystans.
John pojawił się w jej świecie niespodziewanie i zaburzył zupełnie jej spokojne, poukładane życie w Londynie. Na początku nic nie zwiastowało tego, że będą się mieli ku sobie, zbyt wiele ich dzieliło. Jednak każde kolejne spotkanie, uświadamiało im, że przeciwieństwa potrafia się przyciągać w przedziwny sposób. Zośka zrozumiała, że w jej życiu brakowało czegoś bardzo ważnego – miłości. Postanowiła zaryzykować, otworzyła swoje zbuntowane serce, na dawno zapomniane uczucia. Pozwoliła sobie stracić kontrolę – zakochała się.
– To był mój błąd – szepnęła do siebie dziewczyna i otarła łzy spływające po policzkach. W końcu zasnęła znużona płaczem.