1 O najgorszej chwili w moim życiu i o tym, jak podniosłem się po upadku
Miliard dolarów do tyłu
Co robisz, kiedy cały świat mówi Ci, że to już koniec? Doświadczyłem takiego zdumiewającego zwrotu fortuny na początku lat dziewięćdziesiątych. Moje nazwisko zostało nawet umieszczone w Księdze rekordów Guinnessa z powodu największego finansowego zwrotu w historii. Nie zachęcam, aby ktokolwiek dążył do tego samego celu, ale jeśli balansowałeś na finansowej linie, posiadasz pewną perspektywę, która może być pomocna innym ludziom.
Ktoś powiedział, że dzięki temu - pomijam program The Apprentice[1], w którym zostało pokazane, jak działam w świecie biznesu - iż stawiłem czoła ogromnemu niepowodzeniu, ludzie mogą mnie poznać i potraktować jak kogoś, do kogo mogą się odnieść. Jest to bowiem sytuacja, z którą zetknął się niemal każdy. Różnica może dotyczyć liczby zer w utraconych sumach, ale wszyscy zmagają się z problemami. Myślę, że nie ma człowieka, który wolny byłby od doświadczeń związanych z wyzwaniami, jakie stawia przed nami życie. Pewien pisarz określił życie mianem podróży, z której "żaden człowiek nie wyjdzie żywy". Ma to nieco egzystencjalny wydźwięk, ale kiedy stan Twojego konta to kilka miliardów dolarów na minusie, możesz zacząć myśleć w zupełnie nowy sposób.
Moja sytuacja na początku lat dziewięćdziesiątych nie wyglądała za dobrze. Miałem pozaciągane pożyczki idące w miliardy, których nie byłem w stanie spłacić, i poręczyłem osobistym majątkiem 975 milionów z tego długu. Z łatwością mogłem zbankrutować. Nie powinno to nikogo zaskoczyć, ponieważ zawsze robiłem rzeczy na wielką skalę, więc naturalną koleją rzeczy po wielkich osiągnięciach następowały odpowiednio wielkie upadki. Ten upadek był straszliwy. Banki wyciągały po mnie ręce. Ludzie mnie unikali. Panowała recesja, a rynek nieruchomości niemal przestał istnieć. To nie był dobry scenariusz.
Wtedy, w marcu 1991 roku, zarówno "Wall Street Journal", jak i "New York Times" na pierwszych stronach zamieściły artykuły - tego samego dnia! - omawiające szczegółowo moje kłopotliwe położenie i całkowitą ruinę finansową, która groziła mi w każdej chwili. Stacje radiowe podchwyciły temat i wiadomość o upadku mojego imperium stała się ogólnoświatowym newsem. Wszyscy byli pewni, że jestem skończony. Mogłaby to być fantastyczna historia - tyle że tym razem chodziło o mnie.
To była najgorsza chwila w moim życiu. Nawet telefony w moim biurze nie dzwoniły, co wcześniej się nie zdarzało. Tak naprawdę nagle okazało się, że mam dużo wolnego czasu na przemyślenia, więc obiektywnie przyjrzałem się sytuacji, w jakiej się znalazłem. Stało się dla mnie jasne, że w jakiejś części powodem, z którego znalazłem się w tej sytuacji, było to, że utraciłem dystans i zacząłem wierzyć w opowieści dotyczące mnie samego, w których byłem przedstawiany jako człowiek mający szczęśliwą rękę do interesów. Innymi słowy, wpadłem w samozadowolenie. Moja energia nie była skierowana tam, gdzie powinna.
Jednak myśl o poddaniu się nigdy nie pojawiła się w mojej głowie. Ani przez sekundę nie brałem tego pod uwagę i jest to powód, dzięki któremu, jak myślę, moi krytycy doznali zawodu. Próbowali mnie skreślić, ale odniosło to skutek przeciwny do zamierzonego - to właśnie sprawiło, że zapragnąłem zacząć na nowo i na dużą skalę. Wiedziałem, że jeśli będę uparty, wytrwały i nie poddam się ani nie zniechęcę, udowodnię im, iż się mylą. W tym czasie bardzo szybko stałem się silniejszym człowiekiem. Nie polecam Ci przeżywania podobnego stresu, ale wiedz o tym, że jeżeli trafiasz na jakieś przeciwności, niepoddawanie się jest prawdopodobnie najlepszą strategią, jaką możesz wybrać.
Co dało mi ten hart ducha? Nie jestem pewien, ale nadawanie mi miana "przebrzmiałej sławy" czy określanie jako "spłukanego" przez prasę na całym świecie mogło mieć jakiś wpływ na moje działania. Wiedziałem już wtedy również o tym, że problemy to często zakamuflowane okazje. Zacząłem postrzegać swoją sytuację - możesz w to wierzyć lub nie - jako wspaniałą szansę. Miałem wielką okazję, by pokazać prasie, moim krytykom i wrogom, że byłem siłą, z jaką należało się liczyć, a mój czas się jeszcze nie skończył. Była to silna motywacja, która pozwoliła mi spojrzeć na własną sytuację tak, by dostrzec w niej pozytywy.
Wtedy właśnie pojawił się w niej punkt zwrotny - i było nim moje nastawienie. Moi księgowi wciąż pamiętają noc, którą spędzili w sali konferencyjnej, próbując znaleźć wyjście z dramatycznej sytuacji, gdy nagle wszedłem tam, by opowiedzieć im o wszystkich nowych projektach, jakie dla nas przygotowałem. Było ich dużo i chodziło o poważne interesy. Miałem świetny nastrój, a moje opisy były barwne i optymistyczne. Księgowi pomyśleli, że zwariowałem i że być może zaczynam bredzić z powodu stresu, ale ja doszedłem do punktu, w którym byłem przekonany, że czas ruszyć do przodu. Nie chciałem się do tego przygotowywać - byłem na to gotowy. Powiedziałem im, że wszystkie te trudności finansowe wkrótce będą za nami. I wierzyłem w to.
Jak się okazało, naprawdę był to punkt zwrotny. Wszyscy zdecydowaliśmy się skoncentrować na rozwiązaniu, a nie na problemie - czyli postanowiliśmy zrobić to, co powinniśmy. Jest to kolejna ważna lekcja: Skupiaj się na rozwiązaniu, nie na problemie!
To dziwne, ale gdy patrzę wstecz, myślę, że bliskość katastrofy uczyniła mnie lepszym biznesmenem i na pewno lepszym przedsiębiorcą. Naprawdę musiałem wyciągnąć jakieś pomysły z kapelusza, by nie zostać pogrzebanym żywcem. Oparcie znalazłem w czymś, o czym chcę tu wspomnieć: w pozytywnym myśleniu. Uwierz mi, ono się sprawdza. Dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem - stałem się o wiele bogatszy i odnoszę większe sukcesy niż przed zwrotem w mojej karierze na początku lat dziewięćdziesiątych.
Czy kiedykolwiek przypuszczałem, że znajdę się w Księdze rekordów Guinnessa? Nie. A stało się to z powodu tych wydarzeń. Z tego jestem dumny. Czasami przeciwności losu tak działają. Spraw, by pracowały na Twoją korzyść.
Lekcja Trumpa
Wprowadź to w życie
Wiele sukcesów zależy od tego, jak radzisz sobie ze stresem. Wydaje się on nieodłączną częścią życia i na pewno nią jest, ale jest coś, co możesz z nim zrobić. Wyobraź sobie siebie jako zwycięzcę. Skup się na tym zamiast na nękających Cię wątpliwościach i obawach. Skoncentruj się na obiektywnej perspektywie i na rozwiązaniach. Stres może się zmniejszyć i zniknąć, kiedy góruje nad nim pozytywne nastawienie. Nawet jeżeli nie czujesz się niepokonany, przez chwilę działaj tak, jakbyś właśnie taki był. To pomaga!
[1] Jeden sezon programu został wyemitowany w Polsce w roku 2008 przez TV4 pod tytułem Trampolina - przyp. tłum.