p

Niespodzianki w świecie Bogów - Dragona Rock

Kup ebooka

28.27 zł
23.46 zł (23,46 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 4

Finn

Od tamtej pory stałem się pełnoprawnym członkiem "przywództwa". Alfami byli Tate i Nike - to nie podlegało dyskusji. Ich "zastępcami", czyli Betami, była Beth oraz Rafael, choć ten nie był zmiennym. W sumie czułem, że człowiekiem też nie był, ale nie miałem dowodów. Poza tym człowiek w życiu nie przeżyłby pojedynku z Tate'em - i to tak zażartym, że przez pięć dni, obaj, gnili w skrzydle szpitalnym dochodząc do siebie.

Tymczasem ja...

- Status? - zapytała Nike już drugiego dnia po swoim powrocie do zdrowia.

Właśnie siedziały wraz z Beth i zaiwaniały jak szalone, by nadrobić wszelkie zaniedbania spowodowane "okresem kłótni" - jak go określaliśmy - oraz te, które powstały po tym, co ta dwójka głupków narobiła w czasie swojej "kłótni".

- Tak - potwierdziła Beth, jednak ja milczałem udając, że im pomagam, jednocześnie podsłuchując ich rozmowę, bo gadały o mnie. - Ty i Tate jesteście Alfami, ja jestem żeńską Betą.

- A Rafael męską Betą. Kapuję - rzekła Nike, lecz Beth zmierzyła ją wzrokiem.

- Czy to konieczne?

Stłumiłem śmiech.

Beth zawsze psioczyła na Rafaela, ale ja widziałem, że jest inaczej. Jej stosunek do niego był inny niż do reszty - podejrzewałem, że było to dla mnie oczywiste przede wszystkim dlatego, że miałem inny kąt patrzenia przez moją większą "wrażliwość" na emocje, jak pewnego razu określiła to Nike.

- To już zostało ustalone - stwierdziła Nike i ją po prostu zlała, wracają do dokumentów. - Jeśli masz jakieś zażalenia zgłoś je osobie, która się tym zajmuje.

Beth poderwała się wściekle.

- To działka Rafaela!

Nike udała, że się zastanawia.

- No taaak faktycznie. Zapomniałam. Wybacz.

Jednak w jej głosie nie było ani odrobinki przeprosin. Co więcej, po jej twarzy błąkał się wredny uśmiech.

Beth obserwowała ją wściekle, aż w końcu oparła dłonie na jej biurku, nachyliła się i powiedziała:

- Grasz coraz bardziej nieczysto.

Patrzyłem teraz otwarcie, coraz bardziej ciekaw, do czego to doprowadzi.

- Hm. Taak? Ja? Niee.

Stłumiłem śmiech, a Beth łypnęła na mnie groźnie.

- Ty się lepiej nie odzywaj.

Uniosłem poddańczo ręce i rzekłem:

- Na mnie nie patrz. Ja tu tylko sprzątam.

- Oboje jesteście straszni. Masz na niego zły wpływ - rzekła do Nike. - Dzieciak coraz częściej podłapuje od ciebie teksty.

- Przynajmniej mądrze gada.

I nagle wszyscy wybuchliśmy śmiechem - nawet Beth się śmiała, w końcu stwierdzając:

- Dobra, niech wam będzie. Ale i tak jesteście straszni - i wróciła do swojego biurka.

Spojrzałem na Nike, a ona na mnie. Puściła mi oko zza okularów i zadowoleni wróciliśmy do swoich zajęć.

Dwa dni później, kiedy z samego rana wszedłem do biura, w szoku aż stanąłem w przejściu.

Poprzedniego wieczoru Nike i Beth posłały mnie do łóżka, widząc, że zasypiam na siedząco i obiecały, że za niedługo pójdą w moje ślady.

Ale nie poszły - co więcej spały teraz obie na swoich biurkach, wyraźnie wykończone.

Nie chciałem je budzić - nie miałem pojęcia, jak długo pracowały.

Wszedłem jednak do środka i zerknąłem na biurko Beth, myśląc: "Boże, zrobiła wszystkie swoje zadania z tego miesiąca i prawie połowę roboty Rafaela".

Byłem taki zdumiony, że aż zajrzałem, jak wiele zrobiła Nike.

Jedno spojrzenie kazało mi usiąść i wbić zszokowany wzrok w gotową stertę... a przynajmniej do czasu, jak wyczułem, że budzi się Beth.

- Finn? - zaczęła zaspana, ale pokazałem jej, że ma być cicho, wskazując na Nike.

Kiwnęła zaspana głową i podeszła do mnie, szepcząc:

- Co to za papiery?

Nie musiałem mówić, bo ledwo na nie spojrzała i pisnęła:

- Jasny szlag!

Od razu zatkała sobie usta dłonią, a ja dodałem własną rękę i oboje spojrzeliśmy w tej samej chwili na Nike.

Ta mruknęła coś delikatnie, ale po chwili znów spała jak zabita.

Kiedy byliśmy pewni, że się nie obudzi, Beth zaczęła szeptać gorączkowo:

- Pamiętam że - jak wyszedłeś - wróciłyśmy do pracy, ale miałyśmy zaraz wychodzić. Nike mówiła co chwile, że zaraz, zaraz, więc pracowałam dalej, aż po prostu odpłynęłam. Jednak tych papierów było mniej. Kupka była mniejsza, o wiele!

Znów oboje zatkaliśmy jej usta, lecz Nike - na szczęście - nawet nie drgnęła.

Patrzyliśmy na nią dość długo, nie mogąc tego pojąć, jednak ja... po chwili zorientowałem się co czuję i uśmiechnąłem się.

Nigdy wcześniej nie byłem z nikogo tak dumny, jak z niej w tej chwili.