Rozdział 2
Laura
Nazajutrz leżę w separatce, co chwila drzemiąc. Nie mam siły ani ochoty oglądać telewizji, również czasopisma przyniesione mi przez pielęgniarkę nie potrafią przykuć mej uwagi. Kilka razy odwiedza mnie poznany dzień wcześniej lekarz z pytaniem, jak się czuję i czy zaczyna wracać mi pamięć. Chociaż zna moją odpowiedź, nadal przychodzi i pyta o to samo. Na moją prośbę wyjęto mi cewnik, mogę więc sama korzystać z toalety. Stawiam kilka kroków, ale mój spacer ogranicza się do łazienki, bo w dalszym ciągu jestem słaba.
Wieczorem drzwi się otwierają i do sali wpada wysoki mężczyzna ubrany w skórzaną kurtkę w stylu lotniczym. Jest w podobnym wieku co ja, ma ciemne włosy i przyjemną twarz. Przystojniak z niego - myślę. Przypomina mi Chrisa Hemswortha i jego brata Liama. Jest tak samo wysoki i ma tak samo niebieskie oczy jak oni. Kto to może być, bo na pewno nie lekarz. Kiedy zbliża się do łóżka, widzę jego wzburzenie i niepokój.
- Boże, Lara! Co ci się stało? - woła gorączkowo. - Nic ci nie jest?
Nie odpowiadam, tylko patrzę na niego zaskoczona jego zachowaniem.
Ten człowiek mnie zna.
Wie, kim jestem.
Po chwili do separatki wchodzi lekarz.
- Co pan wyprawia?! To szpital, nie można tutaj tak sobie wpadać bez pozwolenia. Pacjentka jest pod naszą opieką - woła Nowicki.
- To moja żona, mam prawo zobaczyć, co się z nią dzieje - odpala mężczyzna.
Ten obcy człowiek jest moim mężem?! To niemożliwe. Na pewno bym go rozpoznała. Nie wiem dlaczego, ale nagle czuję skradający się pod skórą strach.
- Czy zna pani tego mężczyznę? Czy to pani mąż? - pyta Nowicki.
Kręcę głową w zaprzeczeniu.
- Lara, kochanie, to niemożliwe, że mnie nie poznajesz! Jestem Aleks, twój mąż.
- Proszę się wylegitymować - żąda lekarz.
Nowo przybyły wyjmuje z kieszeni kurtki portfel, a z niego dowód tożsamości. Lekarz ogląda uważnie dokument.
- Aleks Kulik - czyta. - Ale to żaden dowód potwierdzający, że jesteście małżeństwem. Przy tej pani nie znaleziono żadnych dokumentów.
- Zaraz panu udowodnię, że to moja żona.
Znowu otwiera portfel i czegoś w nim szuka.
- Proszę, to zdjęcie Laury - mówi. - Zawsze je noszę przy sobie, tak jak i fotkę naszej córki.
Nie mogę uwierzyć, że mam córkę. Przecież musiałabym to pamiętać.
- To nadal nie potwierdza waszego małżeństwa. - Lekarz wciąż jest uparty, ale mówi już z mniejszym przekonaniem.
Mężczyzna wyjmuje komórkę i palcem przesuwa po ekranie.
- Proszę bardzo, tu jesteśmy razem przed naszym domem. A tu w trójkę, razem z naszą córeczką - mówi, pokazując fotkę. - Nie wiem, czy znajdę zdjęcia ze ślubu, bo to było jedenaście lat temu.
Jedenaście lat jesteśmy małżeństwem i nie pamiętam własnego męża?!
- Proszę mi pokazać te fotki - mówię do mężczyzny, unikając zwrotu "pan" lub "ty".
Biorę do ręki telefon i powiększam obraz. Rzeczywiście stoję obok tego faceta i pozwalam mu się obejmować.
- To nasza córeczka - mówi.
- Oliwia? - Nie wiem, dlaczego wypowiadam takie imię.
Mężczyzna marszczy czoło. Jest wyraźnie poruszony.
- Nie, Maja. Nasza córka ma na imię Maja.
Przyglądam się dziewczynce. Ma jasne włosy do ramion, śliczną buzię i niebieskie oczy. Moje są brązowe. Nie znam tej dziewczynki. To chyba najlepszy dowód, że to nie moja córka, przecież każda matka na pewno rozpoznałaby własne dziecko!
Podnoszę wzrok na lekarza.
- Czy badano mnie ginekologicznie?
- Tak. Musieliśmy to zrobić, żeby poznać dokładny obraz pani obrażeń - tłumaczy lekarz. - Rzeczywiście pani rodziła. - Odchrząkuje. - Prawdopodobnie to pani mąż. Na razie zostawiam państwa samych, ale pana poproszę później na chwilę do dyżurki.
Lekarz, widząc moje przerażone oczy, waha się, czy wyjść.
- Proszę pamiętać, że pańska żona sześć dni temu doznała bardzo ciężkich obrażeń, dlatego proszę jej długo nie męczyć. Najwyżej kwadrans, a potem proszę przyjść do mnie.
Zostaję sama z mężczyzną, który twierdzi, że od jedenastu lat jest moim mężem. Nie mogę w to uwierzyć. Nie przekonują mnie jego fotki, przecież w dzisiejszych czasach można zrobić doskonały fotomontaż. Hmm, ale po co ktoś miałby się tak trudzić? - zastanawiam się w duchu.
Czuję skrępowanie, gdy rzekomy mąż bierze moją dłoń, głaska ją, a potem podnosi do swoich warg i całuje.
- Lara, naprawdę mnie nie pamiętasz? Ani naszej Mai?
Kręcę głową. Ciężko mi rozmawiać z tym nieznajomym. Bo nie wiem o czym. W głowie mam pustkę. Jedną wielką przestrzeń. Czuję się, jakby wydrążono mi czaszkę, pozostawiając tylko niektóre informacje i wiadomości, ale nie ma tam żadnych wspomnień, żadnych obrazów z przeszłości. Nie ma nic. Wydłubano mi cały zapis mojego dotychczasowego życia, jakbym dopiero się dziś narodziła.
- Na imię mam Lara?
- Laura, ale tak je zdrabniam.
- Lara to postać z filmu Doktor Żywago - mówię.
- A więc pamiętasz? - Na twarzy mężczyzny pojawia się uśmiech. - Razem oglądaliśmy ten film. Tę starą wersję z sześćdziesiątego piątego roku z Omarem Sharifem i Julie Christie. Film bardzo nam się podobał, przede wszystkim ścieżka dźwiękowa i melodia przewodnia. Dlatego nazywam cię Larą, pamiętasz to?
Znowu przecząco kręcę głową.
- Noszę takie samo nazwisko jak ty?
- Tak, oczywiście.
- Kulik jak ptak, czy kulig jak zimowy zaprzęg?
- Jak ptak. To ty pierwsza odkryłaś znaczenie mojego nazwiska. Masz ogromną wiedzę. - Patrzy na mnie smutno. - Jak to możliwe, że nadal tyle wiesz, a zapomniałaś mnie i naszą córkę.
- Właśnie tego nie rozumiem - mówiąc to, obrzucam mężczyznę twardym spojrzeniem.
- Lara, patrzysz na mnie, jakbyś mnie o coś obwiniała - mówi cicho i wzdycha. - Nie powinienem jechać z Mają do Grecji, a ciebie zostawiać samą, ale się uparłaś.
- Dlaczego z wami nie pojechałam? - pytam ostrożnie.
- Bo miałaś mieć rozmowę kwalifikacyjną z nowym pracodawcą.
- Kim jestem z zawodu?
- Długo nie pracowałaś, bo wychowywałaś naszą córkę, ale ostatnio zapragnęłaś iść do pracy. Mieli cię zatrudnić w roli rekruterki, ponieważ doskonale znasz język angielski. Byłem temu przeciwny, bo nieźle nam się powodzi finansowo, ale się uparłaś.
- A wcześniej co robiłam?
- Różne rzeczy.
- To znaczy?
- Kiedy mieszkaliśmy w Grecji...
- Mieszkałam w Grecji? - dziwię się. - Jak długo?
- Dziewięć lat.
- Dziewięć lat! Nie pamiętam żadnego słowa po grecku! Przecież w ciągu tylu lat musiałam się nauczyć podstawowych zwrotów. A ja nic nie umiem.
Mąż wzrusza ramionami.
- Masz na imię Aleks? Aleks Kulik?
- Tak.
- Natomiast ja nazywam się Laura Kulik?
Potakuje głową. A ja zamykam oczy. Ani imię, ani nazwisko nic mi nie mówią. Jak to możliwe?
- A jak się przedtem nazywałam?
- Kowal. Laura Kowal.
- To też nic mi nie mówi. - Nagle się ożywiam. - No ale muszę mieć jakąś rodzinę. Matkę, ojca, rodzeństwo.
- Wychowywała cię babcia, ale już dawno nie żyje. Z matką nie utrzymywałaś kontaktu. - Waha się, czy ciągnąć. Wzdycha. - Nie wiadomo, gdzie teraz jest i czy w ogóle żyje. Wyjechała do Norwegii, a tam... No cóż, uprawiała najstarszy zawód świata. Nie wiadomo, kim był twój ojciec. Podrzuciła cię swojej matce, twojej babci, kiedy byłaś mała.
Nie wiem, dlaczego nagle robi mi się smutno. To pierwsze silniejsze emocje, które dziś mnie nawiedzają. Jestem sierotą, córką prostytutki.
- Gdzie babcia mieszkała? Gdzieś koło Krakowa?
- Nie, w Świnoujściu.
- A gdzie my mieszkamy? - Wypowiedzenie słowa "my" przychodzi mi z trudem.
- W Żuradzie Leśnej.
- Gdzie to jest?
- Pod Olkuszem, niecałe pięćdziesiąt kilometrów od Krakowa.
- Długo tam mieszkamy?
- Niecały rok. Ale w Polsce dwa lata.
- A ile lat ma Maja? - Słowo "córka" też nie może mi przejść przez gardło.
- W grudniu skończyła pięć lat.