p

Nie czekaj już dłużej - Gabriela Gargaś, Alina Adamowicz

Kup ebooka

35.99 zł
29.87 zł (28,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

On

Nie warto czekać na lepszą sposobność, lepszy czas. Na weekend, na piękne lato, dobry rok.

Ani na "kiedyś", które będzie lepsze niż "teraz".

Bo można zbyt wiele stracić. Siebie, bliską osobę albo szansę na miłość.

Dziś chcę cię zobaczyć, chcę z tobą porozmawiać, chcę pójść z tobą na spacer, na kawę.

Dziś chcę cię przytulić, pocałować i powiedzieć, ile dla mnie znaczysz.

Nie odkładam pocałunków na "za jakiś czas".

Nie odkładam miłości.

Nie warto.

A co warto?

Kochać, dbać o siebie. Warto zdobyć kilka szczytów i zrobić kilka głupstw.

Powiem ci coś, jestem facetem, w którego życiu pojawiła się ona.

W życiu każdego faceta pojawia się jakaś ona, która wywraca jego świat do góry nogami.

Jej obecność traktowałem jak pewnik.

Dużo gadała, jeszcze więcej się śmiała, czasem mnie irytowała.

Lubiłem z nią przebywać.

Potrafiła mnie rozśmieszyć i powiedzieć wprost to, czego czasami wolałbym nie słyszeć.

Była... słońcem na moim niebie.

Kiedyś ode mnie odeszła.

Może miała dosyć niepewności.

A może... Nieważne.

Kobiety czasem odchodzą. Może częściej, niż się to facetom zdaje.

Kilka dni temu zobaczyłem ją po drugiej stronie ulicy.

Wszędzie poznałbym ten jej śmiech. Znów tak głośno się śmiała.

Widziałem, jak marszczy zabawnie nos. Szła obok jakiegoś mężczyzny.

Szczęściarz, pomyślałem.

To mogłem być ja.

Od dawna nie słyszałem jej głosu, jej numer nie wyświetla się na ekranie mojego telefonu.

I nikt mnie tak słodko nie irytuje.

Zobaczyła mnie. Pomachała ręką i odeszła. Z nim.

Wiedziałem, że jest szczęśliwa.

Ona

Kiedyś go kochałam. Zbyt mocno. Pamiętam, że byłam gotowa dla niego zrobić wszystko.

Oddałam mu całą siebie. Może niepotrzebnie.

Dostawałam namiastkę ciepła, uwagi, bliskości.

W zamian za te ochłapy dawałam kolejne szanse.

Było mi źle.

A jeśli jest źle?

Należy wziąć prysznic i zmyć z siebie syf całego dnia, może tygodnia, a nawet roku.

Niekiedy brud złego czasu oblepia nas zbyt długo.

Warto go odszorować, poodklejać.

A potem położyć się w łóżku i wsłuchać w swój oddech.

Serce bije. Żyjesz. Chociaż teraz w to nie wierzysz i wydaje ci się, że umierasz.

Słyszałam o tysiącach kobiet, które umierały przez jakiegoś faceta.

Za życia.

I słyszałam o takich, które jak feniks z popiołów odradzały się po rozstaniu.

Teraz w to nie wierzysz, bo cierpisz.

Ale za jakiś czas wszystko się zmieni i powiesz:

Przetrwałam, mimo że jeszcze boli, że krwawi, że się nie zagoiło.

To minie...

Wiem, że teraz mi nie wierzysz, ale wszystko mija...

Za jakiś czas będziesz w innym miejscu.

Bo przecież jeszcze tyle życia przed tobą, cudownych znajomości, pocałunków, przytulasów, rozmów...

Nie wierzysz?

Pozwól, że dziś ja uwierzę trochę mocniej od ciebie.

Odeszłam... Ludzie czasem od siebie odchodzą. Nie dlatego, że się nie kochają. Po prostu nie potrafią ze sobą być.

Rozdział 1

W życiu dzieją się czary i magia. Zdarzają się lepsze i gorsze chwile. I też takie, kiedy pęka nam serce. I takie, kiedy nie spodziewasz się, że jeszcze tak wiele może się wydarzyć. Nie wierzysz? A jednak tak to już jest: coś musi się zakończyć, żeby rozpocząć się mogło coś innego.

Laura kiedyś też nie wierzyła.

Miała dwadzieścia osiem lat, kiedy na jej drodze pojawiła się kobieta w długiej, luźnej sukience o barwie starego złota. Laura właśnie odprowadziła córki do przedszkola. Kobieta złapała ją za rękę. Spojrzała jej prosto w oczy i włożyła w dłoń mały kamyk wulkaniczny. Powiedziała:

- Czuję od ciebie bardzo dobrą energię, choć jesteś nieszczęśliwa. Ale spokojnie, ułożysz sobie życie na nowo. Mężczyzna, z którym teraz jesteś, nie jest twoją prawdziwą miłością.

- Co pani opowiada? - oburzyła się Laura.

- Jeszcze będziesz szczęśliwa.

- Ależ ja jestem - powiedziała dobitnie, chociaż sama w to do końca nie wierzyła. A może to jest tak, że szczęście ma określony termin ważności?

- Oj, kochanie. - Znów popatrzyła Laurze w oczy. - Nie oszukuj siebie...

Laura jeszcze przez kilka dni myślała o tym dziwacznym spotkaniu, po czym o nim zapomniała. Ludzie często wyrzucają z pamięci ważne rzeczy, uważając je za niepotrzebne.

*

Minęło kilka lat.

Laura zapewne zaczęłaby swoją opowieść od czasów, kiedy byli jeszcze z Piotrem szczęśliwi. Wprawdzie czasem to szczęście zakłócały dziwactwa męża i jego zmienne nastroje, ale mimo wszystko czuła się wtedy szczęśliwa. Kochała Piotra. Bo Laura zanurzała się w miłość całą sobą. Była pewna, że z Piotrem będzie już zawsze. Los bywa jednak przekorny i udowadnia, że w życiu nic nie jest dane na zawsze.

Piotr z Laurą doczekali się trójki wspaniałych dzieciaków. Marika była najstarsza. Wysoka, długonoga, wyglądała na więcej niż swoje trzynaście lat. Tryskała energią, była zadziorna, ale wrażliwa i uśmiechała się zadziwiająco łagodnie. Była podobna do ojca. Beztroska, nie bardzo liczyła się z tym, co mają do powiedzenia inni, śmiało broniła swojego zdania. Laura wolałaby chyba, żeby córka nie walczyła tak bezkompromisowo o swoją niezależność, ale nie zamierzała zmieniać dziewczynki na siłę. Wiki, zgrabniutka jasnowłosa jedenastolatka, była pełnym życia, pogodnym dzieckiem, z ciekawością i optymizmem patrzącym na świat pięknymi zielonymi oczami w delikatnej buzi. Zawsze gotowa do zabawy, nie przepadała za szkołą, kochała za to sport i zwierzęta. Kuba miał lat dziewięć i był drobnym, pełnym wigoru chłopcem o kręconych brązowych włosach, które sterczały na różne strony. Uśmiechając się, odsłaniał małe białe ząbki, co dodawało mu uroku dziecięcej niewinności. Wciąż był uczepiony spódnicy Laury. Nie lubił typowo chłopięcych zajęć. Nie znosił gry w piłkę ani wspinania się po drzewach. Za to z pasją rysował, potrafił spędzić nad kartką kilka godzin.

Mieszkali w pięknym domu w podwarszawskim Konstancinie. Można by sądzić, że Laura miała wszystko, ale pozory często mylą...

*

To był sobotni poranek. Piotrek wyskoczył z łóżka już o siódmej i przygotował dla rodziny śniadanie. Kiedy Laura zeszła do kuchni, na stole czekały naleśniki, sałatka owocowa, twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem. Warzywa pokrojone w słupki i hummus w miseczce. Uśmiechnęła się szeroko. Urocze były te Piotrowe "zrywy do życia". Potrafił być czarujący. Tylko że... Nie, teraz nie będzie myślała o jego wadach. Postanowiła cieszyć się chwilą.

- Jesteś cudotwórcą, Piotrze. - Podeszła do męża i cmoknęła go w policzek.

- Nie chwaląc się, jestem. - Objął ją i pocałował namiętnie w usta.

Lubiła te jego czułości. Mimo sporego już stażu małżeńskiego ich życie intymne było całkiem niezłe. To im zresztą ostatnio wychodziło najlepiej.

Nagle Piotr spochmurniał i odsunął się od niej.

- Masz nowe perfumy? - zapytał.

- Tak. Podobają ci się?

- Nie. Sama je sobie kupiłaś? - spojrzał na nią podejrzliwie.

- Tak. Skąd to pytanie?

- Nieważne - burknął.

- O co ci chodzi? - Laura spojrzała na męża.

Czasem go nie rozumiała. A ostatnio coraz częściej.

- O nic - odpowiedział, ale Laura wiedziała, że Piotra znowu coś gryzie.

Kochała go bardzo, ale zastanawiała się niekiedy, czy sama miłość wystarczy, żeby małżeństwo było szczęśliwe.

- Nie mogę sobie kupić perfum?

- Oczywiście, że możesz. Tyle że to ja na wszystko zarabiam.

- Czyli dzielimy wydatki na moje i twoje? - nie dowierzała własnym uszom.

- Nie. Ale...

- Kupuję sobie perfumy raz na rok. - Laura mimo woli czuła się winna. Bez sensu. Mieć wyrzuty sumienia z powodu flakonika perfum? Jak często pozwala sobie na takie przyjemności? - Zostawmy już ten temat - westchnęła.

- Co dzisiaj robisz? - zapytał ją po chwili.

- To co zwykle w sobotę. Ogarnę zakupy, posprzątam, przygotuję obiad, upiekę jakieś ciasto na niedzielę. Czyli to co zawsze. - Przerwała. - Wczoraj dzwoniła do mnie Beti. I... - Zrobiła wymowną pauzę. - Myślałam o powrocie do pracy.

- To nie najlepszy moment - skwitował mąż.

- Dlaczego?

- Dzieci są jeszcze małe.

Wszelkie dyskusje na temat jej powrotu do pracy zawsze kończyły się tym samym: "Dzieci są zbyt małe", "Potrzebujemy cię w domu", "Kariera ci w głowie". A ona o niczym innym nie marzyła, jak tylko o tym, żeby wrócić do ludzi. Dość miała rozmów jedynie o tym, co na obiad, albo czy kupić dzieciom buty, czy koszulki.

- Wiesz, kobietom teraz się w dupach poprzewracało - skwitował Piotr, zaciskając usta.

- Co masz na myśli?

- Chcą być jak faceci. Robić karierę, imprezować. Mają gdzieś rodzinę. Dobrze, że ty taka nie jesteś.

Z tego wynika, że ty jesteś typowym facetem. Uwielbiasz błyszczeć na imprezach, dobrze się bawić. I za zupełnie naturalne uważasz to, że ja tkwię całe życie przy garach, pomyślała Laura.

Do kuchni wbiegł Kuba i przytulił się do Laury.

- Cześć, mama.

Laura pogłaskała go po policzku.

- Cześć. Jak się spało? - zapytała.

- Dobrze. Wiesz, że wczoraj wieczorem narysowałem diplodoka? - Kuba kochał dinozaury. Z zapałem oglądał o nich filmy, a Laura czytała mu książki o wielkich prehistorycznych gadach.

- Naprawdę?

Piotr odchrząknął.

- Jutro pójdziemy pograć w piłkę - zwrócił się do chłopca.

- Nie lubię grać w piłkę. - Kuba spojrzał na ojca szeroko otwartymi oczami.

- Jesteś facetem. A prawdziwi faceci grają w piłkę.

- Piotrze... - jęknęła Laura.

- O co chodzi?

- Nie powinieneś go do niczego zmuszać.

- Prawdziwi faceci grają w futbol i lubią szybkie samochody, prawda, synku? - Klepnął Kubę w plecy, a Laurę przeszedł dreszcz. Już miała powiedzieć, że prawdziwi faceci robią też inne rzeczy, ale nie chciała zaogniać sytuacji.

Co się z nią stało? Dlaczego boi się wyrazić przy mężu swoje zdanie? Przecież nie tak powinno wyglądać małżeństwo!

*

Godzinę później skończyli śniadanie. Piotr odzyskał humor, bo dziewczynki zachwycały się jego naleśnikami. A on uwielbiał komplementy. I to, jak ktoś pompował ciepłe słówka w jego i tak już rozdmuchane ego.

- Nikt nie robi takich naleśników jak tata - ekscytowała się Wiki.

- Tatusiu, jesteś najlepszy - potwierdziła Marika, która była ulubienicą ojca.

Laura zdawała sobie sprawę, że dziewczynki usilnie zabiegają o miłość Piotra. Ku jej wielkiemu zmartwieniu były na najlepszej drodze, żeby w dorosłym życiu przeglądać się w oczach facetów i w ich uznaniu szukać potwierdzenia własnej wartości.

Po śniadaniu Piotr z córkami wyszli do ogrodu, a ona z synkiem zostali sami. Laura chwilę patrzyła przez okno na roześmianą trójkę, która wpakowała się na hamak rozpięty między dwoma drzewami. Mieli wielki ogród, wspaniały dom, a jednak czegoś tutaj brakowało. Tylko czego? Może zrozumienia? A może to ona dzieli włos na czworo?

Kuba wyrwał ją z zamyślenia.

- Jesteś na mnie zła, mamusiu?

- Dlaczego miałabym być na ciebie zła? - Spojrzała na niego z czułością.

- Bo nie jestem prawdziwym facetem.

- Kochanie... - Laura uklękła naprzeciwko syna. - Jesteś najprawdziwszym w świecie facetem, którego kocham na zabój. No i pięknie rysujesz.

- Ale... - zająknął się chłopak.

- Ale co, syneczku?

- Czy to nie jest babskie?

- A skądże. Sprawdź sobie, ilu jest sławnych malarzy. Zresztą kobiet artystek też jest sporo. Płeć nie ma tu nic do rzeczy, liczą się talent i pasja. - Laurze ze wzruszenia odebrało głos. - Po prostu tatuś wolałby, żebyś się trochę poruszał, bo to zdrowo.

- Ale ja nie chcę. - Oczy mu się zaszkliły.

Laura przytuliła mocno synka.

- Masz prawo nie lubić grać w piłkę.

- To co zrobimy?

- Pogadam z tatusiem.

- Dzięki. Bo wiesz, ten rysunek... - Opowiadał pełen entuzjazmu o swoich rysunkach, o dinozaurach, a Laura wiedziała już, że kolejna rozmowa z Piotrem skończy się awanturą. - Podoba ci się?

- Bardzo.

- Dinozaury są męskie. Prawda?

- Tak. Są bez wątpienia męskie.

- I... - Chłopiec potarł dłonią twarz. - Mam siusiaka, czyli jestem facetem.

Kobieta uśmiechnęła się szeroko.

- Siusiak jest ważnym atrybutem męskości.

- Atry... co?

- Siusiak jest po prostu męski.

- No właśnie.

Wtulili się w siebie. Laura westchnęła. W dwudziestym pierwszym wieku wciąż obowiązywał archaiczny podział na męskie i kobiece prawa i obowiązki, męskie i kobiece cechy, męskie i kobiece zajęcia. Chciała, by jej synek wyrwał się z tych stereotypów, żeby czuł się zaakceptowany i zrozumiany taki, jaki jest.

- Wiesz, Kubusiu - zaczęła - według mnie każdy powinien robić to, na co ma ochotę, niezależnie od płci. To prawda, że niektóre zajęcia określa się jako tradycyjnie męskie albo tradycyjnie żeńskie.

- Czyli takie dla chłopaków albo dla dziewczynek?

- Właśnie. Ludziom się wydaje, że coś powinny robić tylko dziewczynki, a coś innego tylko chłopcy, ale to nieprawda. Ważne, żeby człowiek zajmował się tym, co go interesuje i co mu sprawia radość. Znam na przykład faceta, który pracuje, śpiewa w chórze, zajmuje się dwójką swoich dzieci, majsterkuje, a najlepiej odpoczywa z drutami w ręku. Cała rodzina chodzi w wydzierganych przez niego czapkach.

Kuba spojrzał na nią z zaciekawieniem.

- Czyli mogę rysować, nawet jeśli jestem chłopcem? - zapytał pełen nadziei.

- Oczywiście, że tak! Świat jest pełen różnorodności, i to jest właśnie piękne. Są przecież kolorowe papugi i szare wróbelki.

- Wolę wróbelki, ale papugi też są spoko.

- Właśnie. Tatuś też podziwia twoje rysunki, ale lubi, kiedy grasz w piłkę.

- Rozumiem. - Chłopiec wydawał się uspokojony jej słowami.

Laura zdała sobie sprawę, że czeka ją bardzo ważne zadanie. Jeśli chce, żeby Marika, Kuba i Wiki czuli się w świecie dobrze niezależnie od swoich zainteresowań czy płci, musi wpoić im przekonanie, że równość, tolerancja i wolność wyboru to wartości najważniejsze, a granice dla marzeń nie istnieją. I postanowiła udowodnić im to na własnym przykładzie.

*

Wieczorem Laura zrelacjonowała Piotrowi poranną rozmowę z synkiem.

- Przepraszam - powiedział mąż ku jej zaskoczeniu, całując ją w szyję. - Poniosło mnie.

- Kuba uwielbia rysować. Nie musi grać w piłkę.

- No, może niekoniecznie w piłkę, ale ruszać się przecież musi, wyjść na świeże powietrze też. Tyle się teraz mówi o otyłości, wadach postawy, o tym, że dzieci na wuefie nie potrafią wykonać najprostszych ćwiczeń. Obwinia się o to siedzenie przed komputerem, ale ciągłe ślęczenie nad rysunkami to przecież to samo. Taka z ciebie nowoczesna matka, nie chcesz chyba, żeby Kuba wyrósł na garbatą ofiarę losu przewracającą się o własne nogi.

- Pewnie, że nie chcę. Ale nie chciałabym też go do niczego zmuszać.

- To zróbmy tak: wybadajmy, co Kuba lubi robić poza rysowaniem. Może pasuje mu rower? Albo basen? Albo jeszcze coś innego? I koniecznie zapiszmy go na zajęcia plastyczne; jeśli ma talent, to szkoda byłoby go zmarnować. Zgoda?

- Zgoda. - Laura się uśmiechnęła.

W takich chwilach, kiedy wracał jej dawny mąż, wierzyła, że jeszcze wszystko się ułoży. Dawała mu szansę, a potem kolejną i jeszcze jedną. Pewnie tak to już w życiu jest, że ludzie popełniają błędy, i jeśli potrafią przeprosić, powinniśmy im wybaczyć. Ona przecież też nie jest nieomylna. Trzeba tylko się dogadać i dojść do porozumienia.

- Pamiętasz, że w przyszły weekend przyjeżdża moja rodzina na grilla? - zapytał Piotr, leżąc już w łóżku.

- Pamiętam.

Laura nie miała najmniejszej ochoty na tego grilla. Ciekawe, czemu nie zapraszają nigdy jej rodziny.

- Wpadnie też Rafał z narzeczoną.

Rafał był przyjacielem Piotra. Laura go nie trawiła. Arogancki, przekonany o własnej świetności czterdziestoletni facet, który zdradzał swoją pierwszą żonę, a teraz zdradzał też młodziutką narzeczoną.

- Szybko się zaręczył.

- Po prostu jest obrotny. - Piotr wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.

- A mnie się wydaje, że za wszelką cenę chce się dowartościować.

- Ja nie muszę się dowartościowywać, mam piękną żonę, wspaniałe córki.

- I syna.

- I Kubusia. - Objął ją delikatnie, a Laura poczuła wzruszenie.

Kiedy Piotrek zasnął, Laura wymknęła się z łóżka. Ze starej drewnianej komody, którą otrzymała w spadku po babci, wyciągnęła swój dziennik. Od kilku lat zapisywała myśli, urywki z życia. Uspokajało ją to i pozwalało uporządkować w głowie wiele spraw.

Z dziennika Laury:

Bywamy uwikłani w nie swoje słowa, wypowiadane przez rodziców, nauczycieli, znajomych, kolegów z pracy. "Jak ci nie wstyd?", "Nie wychylaj się", "Ryby i dzieci głosu nie mają", "Masz być grzeczna", "Chłopaki nie płaczą", "Co ludzie powiedzą?", "Życie to nie zabawa". Takimi zaklęciami ubieramy siebie w lęk, który nas unieruchamia. Słowa mają ogromną moc, kształtują nas. Słowa nadają nam tożsamość, dają człowiekowi albo siłę i poczucie własnej wartości, albo lęk i poczucie winy. Ważna jest świadomość, że mogę się uwolnić z tych zaklęć.

Rozdział 2

W sobotę Paweł, brat Piotra, i jego wiecznie nadąsana żona Renata zjawili się u Laury i Piotra jako pierwsi. Laura wstała wcześniej, żeby przygotować przyjęcie w ogrodzie. Od piątej rano tkwiła w kuchni i szykowała rozmaite sałatki pasujące do grillowanego mięsa. Udekorowała stoły i krzewy kolorowymi girlandami. Ustawiła stolik z przekąskami i napojami na tarasie.

Renata ze swoją zwykłą nabzdyczoną miną narzekała na komary i meszki. Matka Piotra skosztowała sałatki.

- Że też chce ci się to wszystko robić! - skwitowała z uśmiechem, a Laura nie wiedziała, czy to komplement, czy przytyk.

- Czasem mi się nie chce - odpowiedziała zgodnie z prawdą.

- To zamawiaj catering - rzuciła teściowa.

Kobiety nigdy za sobą nie przepadały. Matka Piotra uważała, że Laura nie jest odpowiednią dla niego partią, chociaż czuła dumę z trojga wnucząt. Jakby dzieci były wyznacznikiem akceptacji, pomyślała gorzko Laura.

Na podjeździe pojawiły się kolejne dwa samochody. Kilka minut później w ogrodzie było już ponad piętnaście osób.

- Cieszę się, że goście dopisali - szepnął Piotr do Laury. - Obawiam się, że zamarynowałaś za mało karkówki.

- Mogłeś mi pomóc.

- Rozpaliłem grilla i... O, Rafał z Joasią. Zajmij się tym wszystkim. - Wskazał głową na miskę z mięsem, sałatki i grilla.

- Zajmę się tym wszystkim - westchnęła Laura.

Mąż przywitał się z przyjacielem i jego narzeczoną. Rafał poszedł po drinki, a Piotr patrzył w oczy Joasi. Uśmiechał się szeroko. Kobieta odwzajemniała jego uśmiech. On wymachiwał rękami, a ona zachichotała.

Laura poczuła dojmujący smutek. Piotrek już taki był, roztaczał swój wdzięk, a kobiety go uwielbiały. Ja też go kiedyś uwielbiałam, pomyślała Laura. Gdybyż mogła cofnąć czas do tego dnia, kiedy powiedziała "Tak"... Przecież już wtedy nie była tego "tak" do końca pewna. Kochała go, podobał jej się, była nim oczarowana, ale z tyłu głowy paliła jej się czerwona lampka, czy aby na pewno gotowa jest wyjść za niego za mąż. Tato uprzedzał, że skoro ma takie wątpliwości, to potem płonących czerwonych lampek będzie wciąż więcej i więcej.

Miał rację. Ale Piotr, osiem lat od niej starszy, już wtedy był wspólnikiem Rafała w firmie IT. Czarujący, szarmancki i zabójczo przystojny, wywodził się z dobrze sytuowanej rodziny i zechciał ją, taką zwyczajną Laurę. A ona przy Piotrze czuła się wyjątkowa. Na przykład wtedy, kiedy wysypał klatkę schodową płatkami róż, a sam stał przed drzwiami jej wynajmowanego wówczas mieszkania z koszem kwiatów. Albo kiedy przyjechał pod jej uczelnię na motocyklu i porwał ją na całodniową wycieczkę. Potrafił być uroczy. Jego wdzięk, rycerskość i romantyczne gesty działały na nią jak magnes. Kobiety mają słabość do takich mężczyzn, to normalne. Warto jednak spojrzeć na partnera trzeźwym okiem, zwłaszcza jeśli planuje się poważny związek. Czar i wdzięk, romantyzm, czułe słówka i gesty, choć zachwycające i przyprawiające o zawrót głowy, to za mało. Gdzie zaufanie, gdzie szacunek, tolerancja, gdzie szczerość i dobra wola? Bez tego nie da się zbudować zdrowej relacji. A ich relacja chyba nie była do końca zdrowa.

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk klaksonu. Odstawiła pudełko z przyprawami na stół i wybiegła na podjazd. Ze starego srebrnego volvo wysiedli jej rodzice. Jak bardzo ucieszyła się na ich widok! Zawsze byli dla niej opoką. Portem, do którego statek wraca po wyprawie. Wycałowała ich serdecznie i zaprosiła do ogrodu.

Kiedy Piotr zobaczył teściów, pobladł, ale zachował zimną krew. Przywitał się. Obdarzył teściową kilkoma banalnymi komplementami, po czym zaproponował Laurze, żeby razem przygotowali mięso na grilla.

Kobieta przeprosiła rodziców i poszła z mężem.

- Co oni tutaj robią? - zapytał, zaciskając usta w wąską kreskę.

- Pomyślałam, że będzie im miło, jeśli ich zaproszę.

- Ale mnie nie jest miło - burknął.

- Co oni ci takiego zrobili?

- Są z innej bajki - powiedział cicho, układając widelcem mięso na ruszcie.

- To moi rodzice.

- Pasują tutaj jak pięść do oka - wysyczał.

- Kocham ich, Piotrze.

Mężczyzna się nie odezwał. Laura uznała, że musi go zostawić, bo inaczej się pokłócą.

Ruszyła do mamy, która stała obok Rafała.

- Oj, doprawdy, kochany, stara żona to nie paproszek kurzu, który można strącić albo zamieść.

- Moja żona mi się znudziła - odparł z cynicznym wyrazem twarzy.

- Pewnie ty jej też.

- A gdzie tam. - Sączył kolorowego drinka. Nie było tajemnicą, że pił za dużo. - Walczyła o mnie do samego końca. - Zaczął się śmiać.

- To, o czym mówisz, nie wydaje mi się śmieszne. Twoja żona musiała mieć anielską cierpliwość, żeby z tobą wytrzymać. Zakończyłeś związek, trudno, ale przez pewien czas byłeś z kobietą, która cię kochała. Zachowuj się z szacunkiem - powiedziała.

Rafał zakrztusił się drinkiem. Chrząkał, prychał i zrobił się czerwony na twarzy. Laura zastanawiała się, czy nie poklepać go po plecach.

- O czym rozmawiacie? - Spróbowała rozładować atmosferę, żeby nie doszło do awantury.

- O życiu - uciął Rafał.

- Jako starsza kobieta dałam Rafałowi złotą radę: nie gadaj tyle, bo ci język uschnie - wtrąciła pani Nestorowska.

- Mamo - upomniała Laura rodzicielkę, ale w duchu chciało jej się śmiać.

*

Chwilę później stały przy grillu. Laura podała mamie talerz, a ona nakładała na niego grillowane warzywa. Postawiła go na stole i dotknęła policzka córki. Laura wdychała znajomy zapach kremu nagietkowego do rąk. Od razu poczuła się bezpiecznie.

- Jak u ciebie? - zapytała matka.

- Dobrze. - Laura odwróciła wzrok.

- Co cię gryzie? - Starsza pani spojrzała na córkę. Znała ją i widziała w jej oczach smutek.

- Sama nie wiem. - Wzruszyła ramionami.

Nie chciała mówić mamie o swoich troskach, wahaniach. Za bardzo wszystko przeżywała. Laura wolała zwierzać się ojcu, mimo że z mamą była w wielkiej przyjaźni.

- Chodzi o Piotra? - zapytała delikatnie Nestorowska.

- Już sama nie wiem, o co mi chodzi. Wiesz, niczego mi nie brakuje. Mam dom, rodzinę...

- Tak to się zaczyna.

- Co?

- Przekonujesz sama siebie, że niczego ci nie brakuje, ale w duchu czujesz, że brakuje ci do szczęścia naprawdę dużo. Gdzieś po drodze tracisz siebie i zaczynasz bać się swoich pragnień. - Matka pogłaskała Laurę po ręce.

Laura skinęła głową.

Kiedy Laura była mała, nie bała się niczego. Cieszyła się każdym dniem. Była szczęśliwym dzieckiem. Wszystko sprawiało jej frajdę: podwórko, koleżanki, zabawy, szkoła, wakacje u dziadków, babcine obiady, pieszczoty z psem. Uwielbiała szkolne kółko sportowe. Kochała biegać, chodziła na koszykówkę i gimnastykę. Zdobywała medale na zawodach. To był cudowny okres - te młodzieńcze lata. Szkoła była dla niej wyprawą do innego świata, z pasją chłonęła wiedzę. Na zajęciach technicznych uszyła swoją pierwszą torbę do szkoły, przyrządziła pierwszą sałatkę jarzynową i nauczyła się wielu praktycznych rzeczy. Pokochała książki. Nawiązała przyjaźnie. Pojawiły się pierwsze szkolne miłości, a także rozczarowania. Ale nie miała w sobie strachu. A teraz?

Bała się przyznać sama przed sobą, że czegoś jej brakuje, coś ją uwiera i to uwieranie było coraz bardziej dotkliwe.

Opuszkami palców dotknęła złotego medalionu wysadzanego zielonymi kamyczkami. Dostała go od babci Justynki. To ona powiedziała jej, że w życiu człowieka są rzeczy zwykłe i magiczne. Medalion należał do tych magicznych. Nosiła go od dwudziestu lat. Pamięta, jak ściskała go w trudnych momentach życia i szeptała: "Wierzę, że wszystko się ułoży". I zawsze jakoś się układało. Czuła się jak wróżka w swojej bajce. Medalion koił jej strach, odsuwał złe myśli i ładował dobrą energią. Teraz też tak będzie. Każdy powinien mieć taki talizman. I nieważne, czy to będzie medalion, czy zeszyt, w którym wypisze się swoje smutki, ważne, żeby był.

Usłyszała głośny śmiech Piotra. Podeszła bliżej. Jej mąż brylował w towarzystwie, a wszystkie kobiety wlepiały w niego wzrok. Między nimi stała młoda dziewczyna, nowa sekretarka w jego firmie. Laura widziała, jak dziewczyna na niego patrzy, jak się do niego uśmiecha. Widziała, że jest nim oczarowana. Kobiety wiedzą takie rzeczy.

Laura obserwowała Piotra i piękną pannę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony była dumna z osiągnięć męża i doceniała jego zdolności zawodowe, z drugiej jednak czuła się w ich związku coraz bardziej zaniedbana i samotna.

Piotr spojrzał na dziewczynę i odpowiedział:

- Oczywiście, chętnie udzielę ci kilku wskazówek. Porozmawiamy później. - Puścił do niej oko, a młoda kobieta oblizała dolną wargę.

Z takich wskazówek, kilku wypitych kaw, projektów po godzinach zazwyczaj rodzą się romanse. Czy była zazdrosna? Tak. Czy wierzyła w uczciwość Piotra? Chyba już nie.

Laura westchnęła i odeszła. Musiała sprawdzić, czy gościom niczego nie brakuje. A może nie chciała na to wszystko patrzeć? Wolała się oszukiwać? Zawsze gardziła kobietami, które oszukują same siebie. Mają dowody podane na tacy, a idą w zaprzeczenie. A co z nią?

*

Wreszcie wszyscy się rozjechali. Dzieci już spały. Laura posprzątała, pozmywała, poleżała chwilę w wannie. W sypialni Piotr, lekko podchmielony, zmęczony, ale w świetnym humorze, przeglądał wiadomości w telefonie. Uniósł głowę, kiedy usłyszał kroki, i spojrzał na żonę. Laura podeszła i objęła go mocno. Było jej bardzo smutno.

- Co jest?

- Piotrek, czuję się coraz bardziej samotna - zaczęła, chociaż wiedziała, że to nie najlepszy moment na takie wynurzenia. - Czasem mam wrażenie, że stajemy się sobie obcy. Potrzebuję ciebie, potrzebuję twojej bliskości. Czy możemy o tym porozmawiać? Spróbować odzyskać to, co kiedyś mieliśmy?

- Jezuuu - jęknął. - Nie teraz.

- A ta dziewczyna?

- Żartujesz sobie ze mnie? Będziesz robiła mi sceny zazdrości o sekretarkę?

- Widziałam, co się dzieje między wami. Kobiety doskonale wyczuwają takie rzeczy. Ona na ciebie leci, a ciebie to kręci.

- Masz urojenia.

- Czyżby? - Laura wbiła w niego wzrok.

- O co ci tak naprawdę chodzi? - W tonie jego głosu wyczuła wściekłość.

- Nigdy nie masz czasu.

- Kurwa! - Złapał ją mocno za nadgarstek. - Masz wszystko. Doceń to! Bo możesz to stracić.

Puścił ją i znów wsadził nos w telefon. A ona miała ochotę się rozpłakać.

Piotr prowadził firmę reklamowo-wydawniczą. Lubił swoją pracę, spędzał w niej czas do późnych godzin wieczornych. Kochał życie towarzyskie, weekendowe wypady z kumplami. Praktycznie nigdy go nie było. W piątek przeważnie znikał i wracał w niedzielę wieczorem. Żył sobie jak kawaler. Sprawiał wrażenie, jakby rodzina tylko mu przeszkadzała. Miał przy tym dobre serce, był gotów wszystkim pomóc, znajomi zawsze mogli na niego liczyć. Zamawiał góry książek, lubił czytać, interesował się poezją, słuchał muzyki, uwielbiał tańczyć, miał poczucie humoru i mnóstwo innych zalet. Dawniej Laurze to imponowało. A teraz? Zachwyt uleciał. Zniknął. Przestał istnieć. Zmieniła się, ale on też się zmienił. A może to jest tak, że ludzie z czasem gdzieś się rozmijają? Mają różne priorytety? Tracą sobą zainteresowanie?

Z dziennika Laury:

Każdej z nas trafia się w życiu gorszy okres. Raz mija szybciej, raz wolniej. Nie można pozwolić, żeby trwał w nieskończoność. Szkoda życia. Jesteśmy za nie odpowiedzialne. To, co się w nim dzieje, to nasz wybór. Nic samo się nie zmieni. To moje przesłanie do samej siebie i do wszystkich kobiet świata:

Nie bój się zacząć jeszcze raz, spróbować od początku. Czasami nie ma innego wyjścia. Więc nie blokuj się, nie zatrzymuj, nie wstydź. Tym razem nie działasz w ciemno i nie zaczynasz od zera. Jesteś bogatsza o doświadczenia. A gdy potrzebujesz pomocy, szukaj wsparcia. Jesteś ważna i twoje życie jest ważne. Nigdy nie jest za późno, aby zmienić życie na lepsze. I warto nauczyć się dbać o swoje dobre samopoczucie, o swoje zdrowie. I nie przestawać marzyć!