p

Nie bój się pójść własną drogą. Sztuka nonkonformizmu - Chris Guillebeau

Kup ebooka

37.90 zł
31.74 zł (31,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Recenzje

"To bez­po­śred­nia, uczciwa i budząca strach książka. Mam nadzieję, że nie zabrak­nie ci odwagi, by wysłu­chać tego, co Chris ma do powie­dze­nia, i że nie sta­niesz się jedną z małp, o któ­rych wspo­mina w swo­jej książce".

SETH GODIN, autor popu­lar­nej książki Naj­moc­niej­sze ogniwo

"Chris Guil­le­beau to Indiana Jones wśród dorad­ców zawo­do­wych. Z cha­rak­te­ry­styczną dla sie­bie prze­ni­kli­wo­ścią i poczu­ciem humoru oma­wia nie­zwy­kle istotną kwe­stię: jak wieść wyma­rzone życie mimo sil­nej pre­sji ze strony oto­cze­nia, by uni­kać ryzyka i nie odsta­wać od ogółu. Chris wnosi świeże spoj­rze­nie na sprawę, oparte na jego nie­kon­wen­cjo­nal­nych doświad­cze­niach".

GRET­CHEN RUBIN, autorka książki Pro­jekt szczę­ście

"Sztuka non­kon­for­mi­zmu poraża niczym pio­run. Prze­czy­taj tę książkę, a w twoim mózgu będzie iskrzyło i skwier­czało".

NEIL PAR­RI­CHA, autorka książki The Book of Awe­some

"Nie­któ­rych zado­wala opo­wia­da­nie o suk­ce­sach innych ludzi. Chri­sowi to jed­nak nie wystar­cza. Pro­wa­dzi takie życie, o jakim inni mogą co naj­wy­żej poma­rzyć, prze­suwa gra­nice moż­li­wo­ści i dzieli się swo­imi doświad­cze­niami, wie­dzą, pomy­słami, meto­dami i stra­te­giami w taki spo­sób, że to wszystko nie tylko wydaje się wyko­nalne, ale po pro­stu trzeba to zro­bić. Śmiało! Prze­czy­taj­cie tę książkę!"

JONA­THAN FIELDS, autor książki Career Rene­gade

"Ist­nie­jący porzą­dek świata legł w gru­zach ku wiel­kiej uldze stu­den­tów, pra­cow­ni­ków kor­po­ra­cji, arty­stów i akty­wi­stów, któ­rzy wie­dzieli, że może być ina­czej. Ta wspa­niała książka was otrzeźwi i zain­spi­ruje do życia na wła­snych warun­kach".

PAMELA SLIM, autorka książki Escape from Cubicle Nation

"Bosko bun­tow­ni­cza książka Chrisa Guil­le­beau uczy, jak żyć cie­ka­wie i eks­cy­tu­jąco. Jej żar­to­bliwy ton zain­spi­ruje nawet naj­ostroż­niej­sze osoby do śmia­łych kro­ków. Uwiel­biam tę książkę!"

BAR­BARA SHER, autorka książki Mógł­bym zro­bić wszystko, gdy­bym tylko wie­dział co

"Dzięki tej książce można odna­leźć swoją drogę w życiu, usta­lić wła­sne zasady i wyzna­czyć sobie ważne cele, a wszystko to uczy­nić odważ­nie i ele­gancko, ze swo­bodą i klasą".

MICHAEL BUN­GAY STA­NIER, autor książki Pra­cuj mniej i lepiej!

"Chris Guil­le­beau naprawdę inspi­ruje. Wielu ludzi tylko opo­wiada o reali­zo­wa­niu wła­snych marzeń, a ten czło­wiek to robi. Czer­pie lek­cje życiowe ze wszyst­kich swo­ich doświad­czeń".

ALE­XAN­DRA LEVIT, autorka książki New Job, New You

"Sztuka... to coś wię­cej niż książka. To kom­pan każ­dego, kto wie, że życie jest wielką przy­godą. Trudno sobie wyobra­zić lep­szego prze­wod­nika od Chrisa Guil­le­beau".

BAR­BARA J. WIN­TER, autorka książki Making a Living Without a Job

Prolog

Kiedy w dzie­ciń­stwie chcia­łeś zro­bić coś, co twoim rodzi­com lub nauczy­cie­lom się nie podo­bało, zda­rzało ci się pew­nie usły­szeć pyta­nie: "Czy gdyby wszy­scy sko­czyli z mostu, ty też byś to zro­bił?". Cho­dzi o to, że nie powinno się robić cze­goś głu­piego, nawet jeśli wszy­scy tak postę­pują. Innymi słowy: Myśl samo­dziel­nie, zamiast uczest­ni­czyć w owczym pędzie.

To nie jest zła rada, nawet jeśli cza­sami wyko­rzy­stuje się ją bar­dziej w celu spra­wo­wa­nia nad kimś kon­troli, niż by wspie­rać nie­za­leżne myśle­nie. Ale pew­nego dnia sta­jesz się doro­sły i nagle sytu­acja ulega zmia­nie. Ludzie zaczy­nają ocze­ki­wać, że będziesz się zacho­wy­wał tak jak oni. Jeśli się z nimi nie zga­dzasz i nie speł­niasz ich ocze­ki­wań, nie­któ­rzy z nich czują się zdez­o­rien­to­wani lub popa­dają w iry­ta­cję. To nie­mal tak, jakby mówili: "Hej, wszy­scy ska­czą z mostu, więc czemu ty nie chcesz sko­czyć?".

Napi­sa­łem tę książkę, by pomóc swoim czy­tel­ni­kom zasto­so­wać prze­sła­nie z dzie­ciń­stwa w doro­słym życiu. Chrzań ludzi ska­czą­cych z mostu. Podej­muj wła­sne decy­zje. Żyj po swo­jemu.

Jeśli - tak jak trzy­let­nie dziecko - będziesz cią­gle pytał dla­czego, to przy­naj­mniej nie sko­czysz z mostu bez spraw­dze­nia, czy ist­nieją jakieś alter­na­tywne roz­wią­za­nia. Ile­kroć spo­ty­kasz się z proś­bami, naka­zami lub ocze­ki­wa­niami, które ci się nie podo­bają, weź pod lupę motywy i pobudki, które się za nimi kryją.

Jeśli zapy­tasz dla­czego i usły­szysz w odpo­wie­dzi: "Bo tak należy postą­pić", będzie to ozna­czało, że sto­isz na moście i spo­glą­dasz w dół. W codzien­nym życiu będziesz miał do czy­nie­nia z takimi sytu­acjami wie­lo­krot­nie - w pracy, w związ­kach - i będziesz musiał podej­mo­wać decy­zje i doko­ny­wać nie­zli­czo­nych wybo­rów. Obec­ność mostu i ocze­ki­wa­nia innych ludzi to rzecz nie­unik­niona. To jed­nak, czy sko­czysz z mostu, czy nie, zależy wyłącz­nie od cie­bie.

Nawet jeśli ludzie, któ­rzy udzie­lili ci tej rady, kiedy byłeś dziec­kiem, sami nie zawsze jej prze­strze­gali, nie zmie­nia to faktu, że jest to dobra rada. Miał­byś sko­czyć z mostu tylko dla­tego, że inni tak robią? Po co? Prze­cież możesz zejść z mostu i prze­żyć mnó­stwo przy­gód, które wcze­śniej były tylko prze­lot­nym marze­niem. Możesz też pomóc innym zejść z mostu albo zmie­nić reguły, które spra­wiły, że zna­la­złeś się na tym moście. Moż­li­wo­ści są nie­ogra­ni­czone, ale przede wszyst­kim musisz pod­jąć decy­zję, że będziesz myślał ina­czej.

Rozdział 1. Lunatycy i żywy świat

Roz­dział 1

Luna­tycy i żywy świat

Więk­szość ludzi wie­dzie życie w cichej despe­ra­cji i umiera wraz ze swoją nie­wy­śpie­waną pie­śnią.

HENRY DAVID THO­REAU

Celem tej książki jest zmiana two­jego myśle­nia o życiu i pracy. Przyda ci się takie nowe spoj­rze­nie, jeśli na obec­nym eta­pie życia zamie­rzasz coś zmie­nić. Jeśli z kolei nie rysują się na hory­zon­cie żadne ważne decy­zje, ale chciał­byś stwo­rzyć warunki ku ewen­tu­al­nej zmia­nie, lek­tura tej książki też przy­nie­sie ci korzy­ści. Wresz­cie, jeśli czu­jesz, że utkną­łeś w miej­scu, a zawsze uwa­ża­łeś, że "w życiu cho­dzi o coś wię­cej", ta książka jest odpo­wied­nia rów­nież dla cie­bie.

Pod­czas swo­jej podróży poznasz wielu róż­nych ludzi. Nie­któ­rzy ci pomogą, a inni zro­bią wszystko, byś nie odniósł suk­cesu. Przyj­rzymy się temu, jak nawią­zy­wać przy­jaź­nie z ludźmi, któ­rych potrze­bu­jesz, i jak może­cie sobie nawza­jem pomóc. Poza tym poznamy osob­ni­ków, któ­rzy będą chcieli ci zaszko­dzić, takich jak straż­nicy bram, kry­tycy i wam­piry. Zdra­dzę ci ich ukryte zamiary oraz tak­tykę i spo­sób, w jaki można ich poko­nać.

Dowiesz się, czym są domi­na­cja świata, kre­atywne samo­za­trud­nie­nie, nie­za­leż­ność zawo­dowa, rady­kalne wyzna­cza­nie celów, alter­na­tywne podró­żo­wa­nie. Poznasz też inne nie­kon­wen­cjo­nalne pomy­sły na życie. Nie­które z tych tema­tów wyma­gają dal­szego zgłę­bie­nia w celu ich grun­tow­nego pozna­nia, bo choć ta książka obej­muje kom­plet zagad­nień, to miała być też zwię­zła. Jeśli ją prze­czy­tasz i zasto­su­jesz się do poda­nych wska­zó­wek, będziesz mógł zre­ali­zo­wać wszyst­kie swoje plany. A kto wie, może nawet spró­bu­jesz zro­bić coś, co do tej pory wyda­wało ci się nie­wy­ko­nalne.

Sukces, motywacja i lekcja za 32 tysiące dolarów

Z poty­czek mię­dzy nadzieją a stra­chem zazwy­czaj wycho­dzi zwy­cię­sko nadzieja. Dla­tego ta książka jest dla tych, któ­rzy chcą zmie­nić świat. Piszę dla ludzi, któ­rzy w coś wie­rzą, nie dla cyni­ków. Jeśli dzięki prze­czy­ta­niu opo­wie­ści i prze­my­śleń zawar­tych w tej książce doko­nasz w swoim życiu istot­nych zmian, będzie to ozna­czało nasz wspólny suk­ces. Kiedy ten suk­ces zosta­nie osią­gnięty, będziesz mógł, a nawet musiał żyć na wła­snych warun­kach i przy oka­zji poma­gać innym. Cel jest pro­sty: już nie może być tak, jak do tej pory.

Jeśli z chwil, które razem spę­dzimy, wynik­nie cokol­wiek innego, poniosę porażkę. Zasłużę na recen­zje ozna­czone zale­d­wie jedną gwiazdką na ama­zon.com i będę ci winien prze­pro­siny za to, że zmar­no­wa­łeś przeze mnie czas. Nie chcę takich recen­zji i - jak każdy - nie lubię prze­pra­szać, więc posta­ram się zdo­być twoje zaufa­nie i podzie­lić z tobą czymś naprawdę cen­nym.

Po spę­dze­niu czte­rech lat w Afryce Zachod­niej, gdzie jako wolon­ta­riusz pra­co­wa­łem na rzecz potrze­bu­ją­cych, wró­ci­łem do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, by jesie­nią 2006 roku pod­jąć stu­dia magi­ster­skie. Według ofi­cjal­nej wer­sji ukoń­czy­łem dwu­let­nie stu­dia magi­ster­skie na kie­runku sto­sunki mię­dzy­na­ro­dowe na Uni­wer­sy­te­cie Waszyng­toń­skim. Tak naprawdę jed­nak wyda­łem 32 tysiące dola­rów tylko po to, by dowie­dzieć się cze­goś o moty­wach ludz­kich dzia­łań.

Póź­niej przyj­rzymy się bar­dziej ogól­nie kształ­ce­niu wyż­szemu w kon­tek­ście roz­woju mojej kariery pisar­skiej, którą wkrótce potem roz­po­czą­łem. Na razie chcę tylko zwró­cić uwagę na fakt, że po odfaj­ko­wa­niu mniej wię­cej połowy kur­sów na stu­diach magi­ster­skich zda­łem sobie sprawę, że około 80 pro­cent zadań, które mi powie­rzono do wyko­na­nia, było w dużej mie­rze lub cał­ko­wi­cie bez­war­to­ścio­wych. Te pro­jekty miały na celu zaję­cie czymś stu­den­tów, by sys­tem mógł funk­cjo­no­wać.

Poza tym zauwa­ży­łem, że sporo takiej jało­wej pracy muszą wyko­ny­wać nie tylko stu­denci, lecz także wykła­dowcy oraz pra­cow­nicy admi­ni­stra­cyjni. Pewien pro­fe­sor o otwar­tym umy­śle okre­ślił taką pracę mia­nem "bzdur­nej". Bzdurna praca polega wyłącz­nie na speł­nia­niu pew­nych wymo­gów, robie­niu dobrego wra­że­nia i zabi­ja­niu czasu.

Two­rze­nie pozo­rów może być sku­tecz­nym spo­so­bem na prze­brnię­cie przez stu­dia, ale podobne reguły obo­wią­zują póź­niej - w życiu zawo­do­wym. Tam rów­nież nasza praca jest oce­niana przez pry­zmat prze­cięt­no­ści. Jeśli już gdzieś pra­co­wa­łeś, zapewne wiesz, jak to wygląda. Jeżeli kie­dy­kol­wiek wyko­na­łeś zada­nie w taki spo­sób, by zro­bić dobre wra­że­nie, nie dając przy tym ludziom (klien­tom, kole­gom) niczego od sie­bie, to wzią­łeś udział w grze prze­cięt­no­ści. Podob­nie rzecz się ma, jeśli uczest­ni­czy­łeś w jakimś bez­sen­sow­nym spo­tka­niu, które cią­gnęło się bez końca.

Sta­ram się trzy­mać od bzdur i prze­cięt­no­ści jak naj­da­lej. To krótka książka, a mam wiele zagad­nień do omó­wie­nia. Pozo­stałe 20 pro­cent czasu spę­dzo­nego na stu­diach magi­ster­skich pozwo­liło mi dojść do pew­nego waż­nego wnio­sku: "Zawsze przy­glą­daj się uważ­nie moty­wom i zamia­rom innych ludzi". Ile­kroć czy­tasz jakąś książkę, zadaj sobie pyta­nie: "Dla­czego autor poświę­cił mie­siące lub lata, by ją napi­sać? Jaki tak naprawdę przy­świe­cał mu cel?".

Cza­sami motyw jest jasno przed­sta­wiony, a cza­sami ukryty, ale zawsze jakiś motyw ist­nieje. Jeśli wcze­śniej o tym nie wie­dzia­łeś, gra­tu­luję - już nie musisz iść na stu­dia, a tym samym zaosz­czę­dzi­łeś 32 tysiące dola­rów. Nie dzię­kuj mi, tylko korzy­staj z tej wie­dzy: zasta­na­wiaj się nad moty­wami i zamia­rami autora, ile­kroć czy­tasz jakąś książkę.

Jeśli cho­dzi o tę kon­kretną książkę, nie musisz się doszu­ki­wać żad­nych ukry­tych moty­wów. Oszczę­dzę ci czasu i powiem wprost, dla­czego ją napi­sa­łem. Chcę pomóc ludziom rzu­cić wyzwa­nie obo­wią­zu­ją­cemu porząd­kowi i pomóc im wieść cie­kawe, nie­tu­zin­kowe życie. Mój cel to rewo­lu­cja na sze­roką skalę, któ­rej główne prze­sła­nie brzmi: Nie musisz żyć tak, jak się od cie­bie ocze­kuje.

Jeśli w tym momen­cie prze­rwiesz lek­turę i zaczniesz żyć zgod­nie z tym prze­sła­niem, twoje życie cał­ko­wi­cie się odmieni. Skoro infor­ma­cja, że trzeba się bacz­nie przy­glą­dać moty­wom dzia­łań innych ludzi, jest warta przy­naj­mniej 32 tysiące dola­rów, nie mam poję­cia, ile warta jest infor­ma­cja, że można wieść życie wolne od czy­ich­kol­wiek ocze­ki­wań. Sam musisz to osza­co­wać. Mam jed­nak nadzieję, że będziesz czy­tał dalej, bo jest jesz­cze kilka spraw do omó­wie­nia.

Ważne! Nie chcę marnować twojego czasu

Zanim pój­dziemy dalej, chcę zyskać pew­ność, że nie mar­nuję two­jego czasu. Byś mógł się prze­ko­nać, czy ta książka na cokol­wiek ci się przyda, przed­sta­wię teraz jej główne zało­że­nia oparte na czte­rech poniż­szych zasa­dach:

Musisz być otwarty na nowe idee. Nie możesz się godzić na sta­tus quo. Musisz być gotów wziąć odpo­wie­dzial­ność za sie­bie. Musisz być gotów do cięż­kiej pracy.

Więk­szość ludzi, któ­rzy dia­me­tral­nie odmie­nili świat, kie­ro­wała się tymi wła­śnie zasa­dami. Przyj­rzyjmy się bli­żej każ­dej z nich.

1. MUSISZ BYĆ OTWARTY NA NOWE IDEE

Nie obcho­dzi mnie, czy jesteś libe­ra­łem czy kon­ser­wa­ty­stą, osobą reli­gijną czy agno­sty­kiem, czło­wie­kiem zamoż­nym czy ubo­gim. Nie inte­re­suje mnie takie szu­flad­ko­wa­nie, cha­rak­te­ry­styczne dla tych, któ­rzy lubią cze­goś dowo­dzić. Według mnie tego rodzaju podziały to fał­szywe dycho­to­mie, wymy­ślone po to, by z jakie­goś nie­ja­snego powodu nasta­wiać ludzi wrogo wobec sie­bie. W każ­dym razie te podziały nie są istotne dla tego, o czym będzie tu mowa, więc prze­waż­nie będziemy je igno­ro­wać.

Nie rozu­miem, dla­czego ludzie boją się nowych idei. Ja się boję sta­rych.

JOHN CAGE

Przede wszyst­kim należy być otwar­tym na nowe idee. Nie cho­dzi o to, by je bez­kry­tycz­nie przyj­mo­wać, ale raczej o to, by każdą nową ideę grun­tow­nie prze­ana­li­zo­wać, zanim się ją ewen­tu­al­nie odrzuci. Zresztą nie tylko nowe, ale i stare idee wyma­gają two­jej wery­fi­ka­cji. Ani ta książka, ani zapewne żadna inna nie odno­szą się w stu pro­cen­tach do two­jej kon­kret­nej sytu­acji. Posta­raj się sku­pić uwagę na tym, co jest dla cie­bie istotne, i wyko­rzy­staj to w swoim życiu.

2. NIE MOŻESZ SIĘ GODZIĆ NA STATUS QUO

Musisz pra­gnąć wznieść się ponad to, co widzisz wokół sie­bie. Jeśli jesteś zado­wo­lony z obec­nego stanu rze­czy, życzę ci wszyst­kiego naj­lep­szego - lek­tura tej książki to dla cie­bie strata czasu, bo na ponad dwu­stu kolej­nych stro­nach będę prze­pro­wa­dzał fron­talny atak na sta­tus quo. Ma ono swo­ich obroń­ców i wielu bier­nych zwo­len­ni­ków, któ­rzy akcep­tują obo­wią­zu­jący porzą­dek. Ta książka jed­nak jest skie­ro­wana do osób, które nie są zado­wo­lone z obec­nego stanu rze­czy i chcą coś zmie­nić.

Żeby lepiej zro­zu­mieć, czym jest sta­tus quo, rzuć okiem na zamiesz­czoną niżej listę "11 spo­so­bów na bycie osobą nie­zwy­kle prze­ciętną". Ta lista - podob­nie jak jej inne wer­sje - poka­zuje, na czym polega bez­pieczne, wygodne życie. Lista nie jest pełna. Pew­nie mógł­byś dodać do niej kilka punk­tów, gdy­byś się­gnął do swo­ich oso­bi­stych doświad­czeń lub doświad­czeń ludzi, któ­rych znasz.

11 SPO­SO­BÓW NA BYCIE OSOBĄ NIE­ZWY­KLE PRZE­CIĘTNĄ

Przyj­muj bez zastrze­żeń wszystko, co mówią inni. Nie pod­wa­żaj obo­wią­zu­ją­cego porządku. Idź na stu­dia, bo tak trzeba, a nie dla­tego, że chcesz się cze­goś nauczyć. Wyjedź za gra­nicę raz albo dwa razy w życiu, ale do bez­piecz­nego kraju, takiego jak Anglia. Nie ucz się żad­nego obcego języka, w końcu wszy­scy uczą się angiel­skiego. Myśl o zało­że­niu wła­snej firmy, ale jej nie zakła­daj. Myśl o napi­sa­niu książki, ale jej nie pisz. Załatw sobie naj­więk­szy kre­dyt hipo­teczny, jakiego zechcą ci udzie­lić, a potem przez 30 lat go spła­caj. Siedź za biur­kiem 40 godzin tygo­dniowo, robiąc coś pro­duk­tyw­nego tylko przez 10 z nich. Niczym się nie wyróż­niaj i nie zwra­caj na sie­bie uwagi. Prze­ska­kuj przez kolejne płotki. Odha­czaj kolejne sprawy.

Nie­wielu skry­ty­kuje cię za to, że idąc za przy­kła­dem innych, sko­czy­łeś z mostu. Takie życie jed­nak jest pozba­wione wyzwań i ryzyka. To życie w cichej despe­ra­cji, która spra­wia, że gdzieś z tyłu głowy rodzi się pyta­nie: "Czy nie ma nic wię­cej? Czy cze­goś nie prze­oczy­łem?". Jeśli pra­gniesz od życia cze­goś wię­cej niż cichej despe­ra­cji, czy­taj dalej.

3. MUSISZ BYĆ GOTÓW WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE

Musisz wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoją przy­szłość, za to, co będzie w niej dobre, i za to, co będzie złe. Nasza prze­szłość do pew­nego stop­nia deter­mi­nuje, kim jeste­śmy obec­nie, ale nie musi deter­mi­no­wać naszej przy­szło­ści. Jeśli mia­łeś straszne dzie­ciń­stwo albo ktoś wyrzą­dził ci w prze­szło­ści wielką krzywdę, możesz teraz udo­wod­nić swoją war­tość. Jeśli nato­miast twoje dzie­ciń­stwo było szczę­śliwe i nie zazna­łeś żad­nych krzywd ani trud­nej sytu­acji byto­wej, jesteś osobą uprzy­wi­le­jo­waną. Komu jed­nak wiele dano, od tego wiele się wymaga, więc czas spła­cić dług.

Bez względu na to, jak wyglą­dała twoja prze­szłość, od tej chwili musisz wziąć pełną odpo­wie­dzial­ność za sie­bie.

4. MUSISZ BYĆ GOTÓW DO CIĘŻKIEJ PRACY

Wielu ludzi uważa, że receptą na lep­sze życie jest mniej pracy. Ja uwa­żam, że jest nią lep­sza praca. Sądzę, że więk­szość z nas chce ciężko pra­co­wać, ale pra­gniemy wyko­ny­wać pracę, która nas uskrzy­dla i pozy­tyw­nie wpływa na życie innych ludzi. Taka praca jest warta zachodu, a inną pracę naj­le­piej sobie odpu­ścić, nie­za­leż­nie od tego, czy została ukoń­czona, czy nie. Chwile, które naj­głę­biej zapa­dają w pamięć, to nie te, kiedy byli­śmy naj­bar­dziej zajęci, ale te, gdy podej­mo­wa­li­śmy jakieś wyzwa­nia. Spro­sta­nie wyzwa­niu wyna­gra­dza wszelki trud, ale już samo pod­ję­cie wyzwa­nia sta­nowi wielką war­tość.

* * *

Jeśli te zasady wydają ci się banalne, zapew­niam cię, że mało kto się nimi kie­ruje. Nie­mal każdy twier­dzi, że ma otwarty umysł, ale gdy przy­cho­dzi co do czego, więk­szość z nas oba­wia się zmian. Lubimy, gdy wszystko pozo­staje tak, jak jest, czy też raczej jak nam się wydaje, że jest. Podob­nie rzecz się ma z bra­niem odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne życie - nie­wielu to robi. Ludzie wolą liczyć na innych. Kiedy sprawy prze­stają się ukła­dać po ich myśli, obwi­niają, kogo tylko się da - pra­co­dawcę, part­nera, rodzi­ców, śro­do­wi­sko, rząd - wszyst­kich, tylko nie sie­bie.

Więk­szość ludzi akcep­tuje sta­tus quo bez zastrze­żeń i podąża przez życie w luna­tycz­nym śnie, patrząc na nie jakby z zewnątrz. Kiedy komuś udaje się uciec, luna­tycy mar­gi­na­li­zują lub igno­rują kogoś takiego, doszu­ku­jąc się sła­bych punk­tów w jego pla­nie ucieczki. Jeśli zaś cho­dzi o pracę, wielu ludzi poświęca na nią dłu­gie godziny, choć tak naprawdę wcale ciężko nie pra­cują. Ich uwaga jest sku­piona na przy­szło­ści odle­głej o lata, a nawet dekady. Praca, o któ­rej będzie mowa w tej książce, to praca ciężka, lecz sen­sowna - taka, która coś zna­czy teraz i będzie coś zna­czyć w przy­szło­ści.

Nie prze­ko­nuje cię to, o czym piszę? Nie szko­dzi. Nie obra­żam się i mam nadzieję, że ty też się na mnie nie obra­zisz. Jed­nak ze względu na twój cenny czas i przy­szłe recen­zje o tej książce lepiej będzie, jeśli się roz­sta­niemy. Po pro­stu szkoda two­jego czasu. Jeśli nato­miast na razie zga­dzasz się ze mną albo przy­naj­mniej zdo­ła­łem cię zacie­ka­wić, zapra­szam, byś odbył ze mną resztę tej podróży.

Ostat­nie ostrze­że­nie: dokładne zapo­zna­nie się z przed­sta­wio­nymi w tej książce ide­ami nie­sie poważne kon­se­kwen­cje. W wyniku głę­bo­kich prze­my­śleń na temat moty­wów swo­jego dzia­ła­nia ludzie rzu­cają pracę, zmie­niają zawód, zakła­dają orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne, odby­wają podróże w naj­dal­sze zakątki świata, wra­cają do szkoły lub z niej rezy­gnują albo doko­nują w swoim życiu wielu innych sza­lo­nych zmian. Przy­to­czę mnó­stwo takich histo­rii, ale naj­pierw winien ci jestem kilka słów o sobie.

Jakim prawem piszę o tym wszystkim?

Postawmy sprawę jasno: wyznaję filo­zo­fię, która nie ma żad­nego wła­snego guru. Nie twier­dzę, że znam odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia. Uczy­ni­łem z wol­no­ści swoją naj­wyż­szą war­tość i wokół tego wyboru nauczy­łem się budo­wać swoje życie.

Mimo że nie ukoń­czy­łem szkoły śred­niej, posze­dłem do kole­dżu (wię­cej na ten temat w roz­dziale szó­stym). Tam pozna­łem przy­szłą żonę. Jolie też chciała pomiesz­kać tro­chę za gra­nicą i obrać inną drogę zawo­dową niż nasi kole­dzy i kole­żanki. Jeste­śmy ze sobą już dzie­sięć lat.

Ostat­nią "nor­malną" pracę wyko­ny­wa­łem w wieku dwu­dzie­stu lat. Tar­ga­łem pudła na noc­nej zmia­nie w FedEk­sie w Mem­phis, w sta­nie Ten­nes­see. To była podła robota. Któ­re­goś dnia wró­ci­łem do domu o czwar­tej nad ranem (za pracę po pół­nocy dosta­wało się dodat­kowe 50 cen­tów za godzinę) i usia­dłem przy stole, który wydę­bi­łem od Armii Zba­wie­nia za 15 dola­rów. Rozej­rza­łem się po pokoju i pomy­śla­łem: "Chyba już nie chcę tego robić".

Pod wpły­wem impulsu posta­no­wi­łem zaj­rzeć na nową stronę inter­ne­tową eBay.com. Następ­nie prze­cze­sa­łem miesz­ka­nie w poszu­ki­wa­niu róż­nych sta­rych rze­czy, któ­rych już nie potrze­bo­wa­łem, a potem je sfo­to­gra­fo­wa­łem. Foto­gra­fia cyfrowa była jesz­cze wtedy w powi­ja­kach, więc wszystko odbyło się metodą tra­dy­cyjną. Zro­bi­łem zdję­cia apa­ra­tem 35 mm, zanio­słem film do wywo­ła­nia i następ­nego dnia ode­bra­łem odbitki. Potem zeska­no­wa­łem je w biblio­tece szkol­nej i wysła­łem mailem swo­jemu 15-let­niemu bratu, miesz­ka­ją­cemu w Mon­ta­nie. Mój brat Ken miał wła­sną stronę inter­ne­tową poświę­coną anime. Zna­lazł więc tro­chę wol­nego miej­sca na ser­we­rze i wrzu­cił moje zdję­cia do sieci, aby można je było wyko­rzy­stać na aukcji inter­ne­to­wej.

W pierw­szym tygo­dniu zaro­bi­łem 19 dola­rów za każdą godzinę, a więc ponad dwa razy wię­cej, niż dosta­wa­łem w Fed-Eksie. W dniu, w któ­rym ruszyła sprze­daż inter­ne­towa moich rze­czy, mia­łem wró­cić do pracy po trzy­dnio­wym week­en­dzie. Był gru­dzień i Mem­phis nawie­dziła potężna burza śnieżna, która prak­tycz­nie spa­ra­li­żo­wała mia­sto. Mimo to w FedEk­sie wszystko szło zwy­kłym try­bem, więc pod­ją­łem próbę wyje­cha­nia z przy­do­mo­wego pod­jazdu. Mój samo­chód naj­wy­raź­niej miał w nosie potrzeby sprze­daw­ców deta­licz­nych, uwi­ja­ją­cych się jak w ukro­pie w okre­sie przed­świą­tecz­nym, bo kiedy wyco­fy­wa­łem auto, zaczęło się śli­zgać na lodzie i omal nie wpa­dło na zapar­ko­wa­nego nie­opo­dal pikapa nale­żą­cego do mojego sąsiada. Wtedy zada­łem sobie pyta­nie: "Po co ja to robię?". Następ­nie zga­si­łem sil­nik, wró­ci­łem do miesz­ka­nia i ni­gdy póź­niej nie pod­ją­łem żad­nej nor­mal­nej pracy.

Wkrótce nie mia­łem już nic wię­cej do sprze­da­nia, więc zaczą­łem się roz­glą­dać za towa­rem, który mógł­bym odsprze­dać z zyskiem. Uzna­łem, że nie­zły inte­res da się zro­bić na kawie z Jamajki. Mogłem ją kupo­wać po 10 dola­rów za pół kilo, a następ­nie sprze­da­wać po 17 dola­rów kone­se­rom w Sta­nach. Nie­ba­wem więc zaczą­łem otrzy­my­wać z coty­go­dniową regu­lar­no­ścią 20-kilo­gra­mowe worki z ziar­nem kawy. Po jakimś cza­sie jed­nak doszło do incy­dentu, który póź­niej zyskał miano "wiel­kiej kata­strofy kawo­wej 1999 roku". Otóż pew­nego dnia kupiony od Armii Zba­wie­nia stół runął pod cię­ża­rem osiem­dzie­się­ciu paczek świeżo zmie­lo­nego towaru. Incy­dent wywo­łał popłoch u mojego kota, a pod­łogę w miesz­ka­niu pokryła trudno usu­walna war­stwa pyłu kawo­wego, ale ja nie­spe­cjal­nie się prze­ją­łem ponie­sioną stratą. Wów­czas bowiem było już mnie stać na kupie­nie porząd­nego stołu w Home Depot za całe 40 dola­rów.

W tam­tym okre­sie nauczy­łem się pro­jek­to­wać strony inter­ne­towe i two­rzyć mailin­gowe bazy danych poten­cjal­nych klien­tów. Przez dwa lata utrzy­my­wa­łem się dzięki róż­nym for­mom kre­atyw­nego samo­za­trud­nie­nia. Nie zara­bia­łem milio­nów i wszystko to było dość cha­otyczne, ale jakoś dzia­łało. Poza tym już od kilku lat para­łem się ama­tor­sko muzyką. Zaczą­łem więc czę­ściej wystę­po­wać publicz­nie. Rano pra­co­wa­łem, po połu­dniu poświę­ca­łem parę godzin na zgłę­bia­nie taj­ni­ków jazzu i teo­rii muzyki, a wie­czo­rem gdzieś gra­łem. Nato­miast w week­endy jeź­dzi­łem na lokalne festi­wale.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, świet­nie się bawi­łem. Gra­nie spra­wiało mi frajdę i byłem zado­wo­lony, że mogę pra­co­wać, kiedy chcę. Cze­goś jed­nak bra­ko­wało - czu­łem, że moje życie jest fajne, ale pozba­wione głęb­szego sensu. Wpraw­dzie udzie­la­łem się jako wolon­ta­riusz w swo­jej para­fii i prze­ka­zy­wa­łem pie­nią­dze na insty­tu­cje cha­ry­ta­tywne, lecz to wszystko wyda­wało się dzia­ła­niem zbyt skrom­nym i dalece nie­wy­star­cza­ją­cym w obli­czu palą­cych potrzeb na całym świe­cie. Gdy pogrą­żony w depre­sji po 11 wrze­śnia szu­ka­łem w inter­ne­cie oka­zji do nie­sie­nia pomocy ludziom w szer­szym wymia­rze, natra­fi­łem na tekst o chi­rurgu pra­cu­ją­cym w Afryce, który od sie­dem­na­stu lat prze­by­wał w miej­scach dotknię­tych wojną.

Ta histo­ria mnie zafa­scy­no­wała. Wielu leka­rzy i przed­sta­wi­cieli innych pro­fe­sji wyjeż­dża co jakiś czas za gra­nicę, by tro­chę tam popra­co­wać, ale tu cho­dziło o czło­wieka, który posta­no­wił spę­dzić nie­mal całe swoje zawo­dowe życie w naj­bied­niej­szych kra­jach świata. Kiedy się dowie­dzia­łem, że ten lekarz mieszka na pokła­dzie statku-szpi­tala i że potrzebni są tam wolon­ta­riu­sze gotowi zaan­ga­żo­wać się na dłu­żej, sprawa była prze­są­dzona.

Razem z Jolie, która pra­co­wała wtedy jako nauczy­cielka w szkole śred­niej, pod­ję­li­śmy dwu­let­nie zobo­wią­za­nie, które póź­niej prze­ro­dziło się w zobo­wią­za­nie czte­ro­let­nie. Tamta praca i styl życia cał­ko­wi­cie mnie odmie­niły. Pra­co­wa­łem z uchodź­cami, kacy­kami i pre­zy­den­tami. Prze­mie­rza­łem Afrykę Zachod­nią wzdłuż i wszerz, pro­wa­dząc nego­cja­cje z ramie­nia medycz­nej orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej, do któ­rej nale­żał sta­tek-szpi­tal. Cho­ciaż pra­co­wa­łem za darmo, była to naj­lep­sza praca na świe­cie. Żaden uni­wer­sy­tet nie dałby mi tak solid­nego fun­da­mentu na przy­szłość.

Pora roz­sta­nia z naj­lep­szą pracą na świe­cie przy­cho­dzi wów­czas, gdy czło­wiek zaczyna być nią zmę­czony. Z wyjąt­kiem Gary'ego Par­kera, chi­rurga, o któ­rym prze­czy­ta­łem w inter­ne­cie, wła­ści­wie wszy­scy moi zna­jomi, któ­rzy dłu­gimi latami pra­co­wali w kra­jach post­kon­flik­to­wych, z cza­sem stali się zgorzk­niali i cynicz­nie nasta­wieni do ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści. Nie mam im tego za złe - ciężko się pra­cuje w miej­scach dotknię­tych wojną, ale nie chcia­łem, by ze mną stało się to samo. Po czte­rech latach zaczą­łem odczu­wać zmę­cze­nie i nie zamie­rza­łem zasi­lić sze­re­gów cyni­ków.

Jolie i ja wró­ci­li­śmy do Sta­nów i roz­po­czę­li­śmy nowe życie w Seat­tle, w sta­nie Waszyng­ton. Pod­ją­łem stu­dia magi­ster­skie, pro­wa­dzi­łem dzia­łal­ność wydaw­ni­czą i odwie­dza­łem 20 kra­jów rocz­nie. Poza tym tre­no­wa­łem do mara­to­nów. W Afryce naby­łem doświad­cze­nia w kie­ro­wa­niu ludźmi, więc posta­no­wi­łem to wyko­rzy­stać i udzie­la­łem się w lokal­nej orga­ni­za­cji non pro­fit, w któ­rej peł­ni­łem obo­wiązki szefa zarządu.

Innymi słowy, nie próż­no­wa­łem, a jed­nak znów mia­łem poczu­cie, że cze­goś mi bra­kuje. Nie byłem pewien, czego szu­kam, ale wie­dzia­łem, że to coś ist­nieje. Zawsze uwiel­bia­łem pozna­wać nowe miej­sca, a lata spę­dzone w Afryce oswo­iły mnie z tru­dami nie­ty­po­wego podró­żo­wa­nia. Posta­no­wi­łem więc odwie­dzić wszyst­kie kraje świata. Do tej pory byłem w ponad stu. Z cza­sem zaczą­łem o tym pisać, naj­pierw na swo­jej stro­nie inter­ne­to­wej, na którą obec­nie zaglą­dają dzie­siątki tysięcy inter­nau­tów, a potem w książce, którą trzy­masz w rękach.

Opo­wieść o mnie jest nie­pełna. Poza tym z pew­no­ścią nie wszystko wiem. Ważny ele­ment filo­zo­fii, która nie ma swo­jego guru, sta­nowi to, że nikt nie jest lep­szy od innych i że więk­szość tego, co warto wie­dzieć, już wiesz - musisz tylko nieco uzu­peł­nić swoją wie­dzę. Jeśli wła­śnie roz­po­czy­nasz swoją nie­kon­wen­cjo­nalną podróż, powi­nie­neś poznać histo­ryjkę o mał­pach.

Pięć małp i oczywista alternatywa

Sły­sza­łeś histo­ryjkę o pię­ciu mał­pach w klatce? Oto ona. Sady­styczny prze­śla­dowca małp zamyka pięć z nich w klatce. Na dnie klatki jest dość poży­wie­nia i wody, by małpy nie zde­chły z pra­gnie­nia i głodu, ale ich egzy­sten­cję spro­wa­dza­jącą się do patrze­nia przez szklane ściany prze­paja nuda. Jedze­nia na dnie klatki na pewno nie zabrak­nie, lecz jest ono mar­nej jako­ści. U szczytu klatki wisi jed­nak wielka, kusząca kiść bana­nów. By łatwiej się było do niej dostać, sady­sta umie­ścił w klatce dra­binę.

Po otrzą­śnię­ciu się z szoku wywo­ła­nego tra­fie­niem do klatki jedna z małp wdra­puje się po dra­bi­nie i sięga po banana. Nagle zni­kąd poja­wia się wąż stra­żacki. Sto­jąca na dra­bi­nie małpa zostaje oblana stru­mie­niem zim­nej wody, ale nie tylko ona, pozo­stałe małpy rów­nież. Ma to być kara zbio­rowa za grzeszny postę­pek kocha­ją­cej wol­ność małpy.

W następ­nych dniach sytu­acja powta­rza się kil­ka­krot­nie. Gdy któ­raś z małp rzuca się po banana, cała grupa zostaje oblana zimną wodą. Wkrótce pozo­stałe małpy zaczy­nają bić każdą z nich, która ośmieli się wejść na dra­binę. Banany na­dal wiszą u szczytu klatki, ale są poza zasię­giem. W końcu małpy, acz nie­chęt­nie, godzą się z tym, że muszą się obyć bez bana­nów.

Pew­nego dnia eks­pe­ry­ment ulega zmia­nie. Sady­sta zabiera jedną małpę z klatki i w jej miej­sce umiesz­cza inną. Nowa małpa nie wie o zagro­że­niu, jakie sta­nowi wąż stra­żacki, więc natych­miast zaczyna się wdra­py­wać po dra­bi­nie, by wziąć banana. Pozo­stałe małpy ścią­gają ją na dół, by nie pozwo­lić jej dotrzeć na szczyt, i znów wszystko jest po sta­remu.

Następ­nego dnia docho­dzi do wymiany kolej­nej małpy, a potem kolej­nej i sytu­acja się powta­rza: nowa małpa rzuca się po banany, zostaje ścią­gnięta z dra­biny, a następ­nie się przy­sto­so­wuje. Po pię­ciu dniach w klatce nie ma już ani jed­nej z małp, które były w niej na początku, a żadna z tych, które aktu­al­nie w niej prze­by­wają, ani razu nie została oblana zimną wodą. Wszyst­kie nowe małpy wie­dzą jed­nak, że nie powinny wcho­dzić po dra­bi­nie. Wresz­cie jedna z małp pyta: "Ej, dla­czego nie możemy zjeść bana­nów?". Pozo­stałe wzru­szają ramio­nami i odpo­wia­dają: "Nie mamy poję­cia, ale wiemy, że nie możemy".

* * *

Niczym małpy w klatce igno­ru­jące wiszące nad nimi banany wybie­ramy nie­zwy­kle prze­ciętne życie, które przy­po­mina luna­tyczny sen. Chciał­bym móc powie­dzieć, że padli­śmy ofiarą nie­cnego spi­sku, ale to nie­prawda. Nie zamknął nas w klatce żaden sady­sta. Wino­wajcy nale­ża­łoby raczej upa­try­wać w roz­po­wszech­nio­nym i zaraź­li­wym wzorcu akcep­to­wa­nia wygod­nych roz­wią­zań. Życie luna­ty­ków, szczel­nie odgro­dzone od ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści, nie nie­sie za sobą żad­nego ryzyka, ale poza tym nie­wiele ma do zaofe­ro­wa­nia. Nikt nie czyni luna­ty­kom wyrzu­tów, że doko­nali takiego wyboru, ja rów­nież. Pro­blem jed­nak polega na tym, że dla ludzi marzą­cych o życiu peł­nym przy­gód luna­tyczna egzy­sten­cja jest do bani.

Na szczę­ście nie musimy być tacy jak tamte małpy zamknięte w klatce. Możemy wdra­pać się po dra­bi­nie, chwy­cić banany, a nawet uciec z klatki. Sły­sza­łeś, że łatwiej pro­sić o wyba­cze­nie niż o pozwo­le­nie? To prawda, ale to nie jedyna dobra wia­do­mość. Inna jest taka, że w grun­cie rze­czy ist­nieje nie­wiele powo­dów, by pro­sić o prze­ba­cze­nie lub pozwo­le­nie.

Jeśli utkną­łeś w klatce, naj­wyż­sza pora roz­bić szklane ściany i pójść wła­sną drogą. Nie potrze­bu­jesz niczy­jego pozwo­le­nia, by wejść po dra­bi­nie, i nie musisz prze­pra­szać, że ucie­kłeś z klatki. Skoro luna­tyczne życie prze­cięt­nych ludzi toczy się w "praw­dzi­wym świe­cie", oczy­wi­stą alter­na­tywę sta­nowi żywy świat przy­gody. Zapra­szam do tego żywego świata, stoi on otwo­rem przed wszyst­kimi, któ­rzy - jak naj­bar­dziej słusz­nie - trak­tują życie jako jedną wielką przy­godę.

Dokąd zmierzamy

Przyj­rzymy się w tej książce róż­nym nie­kon­wen­cjo­nal­nym ideom. O naj­waż­niej­szej z nich, powra­ca­ją­cej w każ­dym roz­dziale, wspo­mnia­łem wcze­śniej: nie musisz żyć tak, jak się od cie­bie ocze­kuje. Zapew­niam cię, że jeśli to brzmi banal­nie, to tylko z pozoru. By w pełni wcie­lić tę myśl w życie, potrzeba wytrwa­ło­ści, odwagi i deter­mi­na­cji. Na pocie­sze­nie powiem, że wiele rze­czy uzna­wa­nych za nie­odzowne nie ma aż takiego zna­cze­nia. Nie musisz, dajmy na to, być szcze­gól­nie inte­li­gentny, popu­larny, zamożny czy w jaki­kol­wiek inny spo­sób uprzy­wi­le­jo­wany. Cza­sami wszystko to może wręcz utrud­nić zdo­by­cie tego, czego naprawdę pra­gniesz.

Dra­mat życia prze­ja­wia się nie tyle w cier­pie­niach, które musimy zno­sić, ile w zmar­no­wa­nych szan­sach.

THO­MAS CAR­LYLE

Pierw­sza część książki, Nie­zwy­kłe życie, trak­tuje o filo­zo­fii sto­ją­cej za pod­wa­ża­niem obo­wią­zu­ją­cego porządku i wyty­cza­niem wła­snej drogi. Omó­wimy kwe­stię two­rze­nia warun­ków do tego, by żyć po swo­jemu. Zasta­no­wimy się, jak poko­nać prze­szkody wewnętrzne, czyli strach i poczu­cie nie­pew­no­ści, i jak upo­rać się z prze­szko­dami zewnętrz­nymi - stró­żami bram i kry­ty­kami.

Druga część, Prze­ję­cie kon­troli nad pracą, uświa­domi ci, kiedy i gdzie jesteś naj­bar­dziej pro­duk­tywny. Nauczysz się czer­pać pew­ność sie­bie z wła­snych kom­pe­ten­cji, a nie z pochwał pra­co­dawcy, oraz rekru­to­wać i wysy­łać do boju swoją "małą armię". Poru­szymy też kwe­stię pie­nię­dzy - ile ich potrze­bu­jesz i jak je zdo­być.

Trze­cia część, Potęga kon­wer­gen­cji, roz­wija kwe­stie zwią­zane z życiem i pracą. Przyj­rzymy się prak­tyce rady­kal­nego wyklu­cze­nia, pogoni za obfi­to­ścią, alter­na­tyw­nemu podró­żo­wa­niu i two­rze­niu swo­jej spu­ści­zny, nie­za­leż­nie od tego, w jakim jest się wieku. Na koniec pod­su­muję "nie­bez­pieczne idee" przed­sta­wione na kar­tach książki i pomogę ci poszu­kać wła­snych.

Nad­rzędne war­to­ści, wokół któ­rych sku­pia się ta książka, to wol­ność oso­bi­sta i służba innym. Ale jest jesz­cze kilka innych spraw, któ­rych nie wolno pomi­nąć. Przed­sta­wiam je pokrótce poni­żej.

PIENIĄDZE SAME W SOBIE NIE MAJĄ ŻADNEJ WARTOŚCI

Żeby żyć we współ­cze­snym świe­cie, potrze­bu­jemy pie­nię­dzy i powin­ni­śmy je zdo­by­wać w taki spo­sób, by nikomu nie czy­nić krzywdy. Same w sobie pie­nią­dze są jed­nak bez­war­to­ściowe - war­tość powstaje wtedy, gdy wymie­niamy je na inne rze­czy. Jest to ważne dla­tego, że więk­szość ludzi tak naprawdę nie wie, ile pie­nię­dzy potrze­buje, by się reali­zo­wać. Czę­sto prze­sza­co­wują lub nie dosza­co­wują kwoty, które są im potrzebne do pro­wa­dze­nia takiego życia, jakiego pra­gną.

Nie­mal wszyst­kie bada­nia naukowe potwier­dzają, że bez­ce­lowa pogoń za bogac­twem wie­dzie na manowce. Pewna ilość pie­nię­dzy daje szczę­ście, nieco więk­sza ilość zapew­nia dodat­kową por­cję szczę­ścia, ale po prze­kro­cze­niu okre­ślo­nej gra­nicy zwią­zek mię­dzy pie­niędzmi a zado­wo­le­niem z życia prze­staje zacho­dzić. Dla­tego też będziemy trak­to­wać pie­nią­dze jako narzę­dzie do reali­za­cji kon­kret­nych celów, a nie jako war­tość samą w sobie.

WYBÓR MIĘDZY SOBĄ A INNYMI TO NIEWŁAŚCIWY WYBÓR

Będziesz musiał doko­nać trud­nych wybo­rów, żeby wydo­stać się z klatki, ale na szczę­ście nie będziesz musiał wybie­rać mię­dzy sobą a innymi. Możesz robić coś dobrego dla sie­bie, a jed­no­cze­śnie czy­nić świat lep­szym miej­scem dla wszyst­kich. Naszym celem jest pogo­dze­nie tych war­to­ści. Daj upust marze­niom, a potem przy­stąp do two­rze­nia planu.

Jak zoba­czymy w następ­nym roz­dziale (i w całej książce), nie należy się zbyt­nio kon­cen­tro­wać na sobie. Nie musimy rezy­gno­wać z wła­snych ambi­cji, ale więk­szość osób, które myślą wyłącz­nie o sobie, nie osiąga szczę­ścia. Nasze życie nabiera zna­cze­nia dopiero wów­czas, gdy potra­fimy pogo­dzić reali­za­cję wła­snych pra­gnień z dzia­ła­niem na rzecz innych.

ZMIENIANIE ŚWIATA NIE ZAWSZE JEST PRAKTYCZNE

Każde roz­wią­za­nie pro­po­no­wane w tej książce jest z zało­że­nia bar­dzo prak­tyczne, nie znaj­dziesz tu suchej wie­dzy pod­ręcz­ni­ko­wej. Musisz jed­nak zda­wać sobie sprawę, że prak­tycz­ność bywa wyko­rzy­sty­wana jako słowo wytrych w celu mar­gi­na­li­zo­wa­nia wol­no­ścio­wych wybo­rów. Pamię­taj, że zmie­nia­nie świata nie zawsze jest zaję­ciem prak­tycz­nym. Na prze­strzeni dzie­jów wielu ludzi, któ­rzy doko­ny­wali zna­czą­cego postępu w nauce i sztuce, oskar­żano o brak prak­tycznego podej­ścia. W pew­nych epo­kach za nieprak­tyczne ucho­dziło rów­no­upraw­nie­nie kobiet i męż­czyzn, znie­sie­nie nie­wol­nic­twa, prze­ko­na­nie, że prze­stępcy powinni być pod­da­wani reso­cja­li­za­cji, a nie tylko karani, i tak dalej.

To samo może doty­czyć wybo­rów, któ­rych doko­nu­jesz. Nie zawsze cho­dzi o wybra­nie łatwiej­szego roz­wią­za­nia - wyrwa­nie się z klatki bywa trud­niej­sze niż zaak­cep­to­wa­nie losu pozo­sta­łych małp - ale na ogół będziesz miał wybór.

MOŻESZ PLANOWAĆ PRZYSZŁOŚĆ BEZ ODKŁADANIA CZEGOKOLWIEK NA PÓŹNIEJ

Poję­cie odsu­nię­tej w cza­sie gra­ty­fi­ka­cji i goto­wość do wyrze­czeń w imię lep­szej przy­szło­ści mogą być pomocne, kiedy cho­dzi o odło­że­nie pie­nię­dzy na sta­rość. Mogą też jed­nak sta­no­wić pre­tekst do tego, by uni­kać życia. Gdy myślisz wyłącz­nie o hipo­te­tycz­nej przy­szło­ści, łatwiej ci zagłu­szyć drę­czące poczu­cie, że mógł­byś zro­bić w życiu coś wię­cej.

Nie ma nic złego w myśle­niu do przodu, ale życie się nie zaczyna, gdy czło­wiek ma 65 lat. Pla­no­wa­nie przy­szło­ści jest dobre, lecz nie powinno wpły­wać na każdą decy­zję, którą podej­mu­jemy obec­nie.

A teraz ostat­nia rzecz sta­no­wiąca wpro­wa­dze­nie do tej książki: przy­po­mnie­nie, że czas jest ogra­ni­czony.

Życie jest krótkie (pamiętaj o tym)

Nie cze­kaj, tylko natych­miast przej­mij kon­trolę nad swoim życiem. Zazwy­czaj lepiej coś zro­bić, niż tego nie robić. Ale nie zawsze tak jest. Jeśli zamie­rzasz obra­bo­wać bank, by kupić sobie pączki, zasta­nów się, czy nie ist­nieje lep­szy spo­sób zdo­by­cia pie­nię­dzy na pączki. Naj­czę­ściej jed­nak jest tak, że bar­dziej żału­jemy tego, czego nie zro­bi­li­śmy, niż tego, co zro­bi­li­śmy.

Podob­nie rzecz wygląda z zosta­wie­niem po sobie jakie­goś śladu. Zwy­kle myślimy o tym dopiero u schyłku życia. Jeśli masz to szczę­ście, że nie jesteś osobą w pode­szłym wieku, nie odkła­daj tego na póź­niej. Już teraz zacznij myśleć o swo­jej spu­ściź­nie i sta­raj się żyć tak, by coś po sobie pozo­sta­wić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki