Rozdział 1. Lunatycy i żywy świat
Rozdział 1
Lunatycy i żywy świat
Większość ludzi wiedzie życie w cichej desperacji i umiera wraz ze swoją
niewyśpiewaną pieśnią.
HENRY DAVID THOREAU
Celem tej książki jest zmiana twojego myślenia o życiu i pracy. Przyda
ci się takie nowe spojrzenie, jeśli na obecnym etapie życia zamierzasz
coś zmienić. Jeśli z kolei nie rysują się na horyzoncie żadne ważne
decyzje, ale chciałbyś stworzyć warunki ku ewentualnej zmianie, lektura
tej książki też przyniesie ci korzyści. Wreszcie, jeśli czujesz, że
utknąłeś w miejscu, a zawsze uważałeś, że "w życiu chodzi o coś więcej",
ta książka jest odpowiednia również dla ciebie.
Podczas swojej podróży poznasz wielu różnych ludzi. Niektórzy ci pomogą,
a inni zrobią wszystko, byś nie odniósł sukcesu. Przyjrzymy się temu,
jak nawiązywać przyjaźnie z ludźmi, których potrzebujesz, i jak możecie
sobie nawzajem pomóc. Poza tym poznamy osobników, którzy będą chcieli ci
zaszkodzić, takich jak strażnicy bram, krytycy i wampiry. Zdradzę ci ich
ukryte zamiary oraz taktykę i sposób, w jaki można ich pokonać.
Dowiesz się, czym są dominacja świata, kreatywne samozatrudnienie,
niezależność zawodowa, radykalne wyznaczanie celów, alternatywne
podróżowanie. Poznasz też inne niekonwencjonalne pomysły na życie.
Niektóre z tych tematów wymagają dalszego zgłębienia w celu ich
gruntownego poznania, bo choć ta książka obejmuje komplet zagadnień, to
miała być też zwięzła. Jeśli ją przeczytasz i zastosujesz się do
podanych wskazówek, będziesz mógł zrealizować wszystkie swoje plany. A kto wie, może nawet spróbujesz zrobić coś, co do tej pory wydawało ci
się niewykonalne.
Sukces, motywacja i lekcja za 32 tysiące dolarów
Z potyczek między nadzieją a strachem zazwyczaj wychodzi zwycięsko
nadzieja. Dlatego ta książka jest dla tych, którzy chcą zmienić świat.
Piszę dla ludzi, którzy w coś wierzą, nie dla cyników. Jeśli dzięki
przeczytaniu opowieści i przemyśleń zawartych w tej książce dokonasz w swoim życiu istotnych zmian, będzie to oznaczało nasz wspólny sukces.
Kiedy ten sukces zostanie osiągnięty, będziesz mógł, a nawet musiał żyć
na własnych warunkach i przy okazji pomagać innym. Cel jest prosty: już
nie może być tak, jak do tej pory.
Jeśli z chwil, które razem spędzimy, wyniknie cokolwiek innego, poniosę
porażkę. Zasłużę na recenzje oznaczone zaledwie jedną gwiazdką na
amazon.com i będę ci winien przeprosiny za to, że zmarnowałeś przeze
mnie czas. Nie chcę takich recenzji i - jak każdy - nie lubię
przepraszać, więc postaram się zdobyć twoje zaufanie i podzielić z tobą
czymś naprawdę cennym.
Po spędzeniu czterech lat w Afryce Zachodniej, gdzie jako wolontariusz
pracowałem na rzecz potrzebujących, wróciłem do Stanów Zjednoczonych, by
jesienią 2006 roku podjąć studia magisterskie. Według oficjalnej wersji
ukończyłem dwuletnie studia magisterskie na kierunku stosunki
międzynarodowe na Uniwersytecie Waszyngtońskim. Tak naprawdę jednak
wydałem 32 tysiące dolarów tylko po to, by dowiedzieć się czegoś o motywach ludzkich działań.
Później przyjrzymy się bardziej ogólnie kształceniu wyższemu w kontekście rozwoju mojej kariery pisarskiej, którą wkrótce potem
rozpocząłem. Na razie chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że po
odfajkowaniu mniej więcej połowy kursów na studiach magisterskich zdałem
sobie sprawę, że około 80 procent zadań, które mi powierzono do
wykonania, było w dużej mierze lub całkowicie bezwartościowych. Te
projekty miały na celu zajęcie czymś studentów, by system mógł
funkcjonować.
Poza tym zauważyłem, że sporo takiej jałowej pracy muszą wykonywać nie
tylko studenci, lecz także wykładowcy oraz pracownicy administracyjni.
Pewien profesor o otwartym umyśle określił taką pracę mianem "bzdurnej".
Bzdurna praca polega wyłącznie na spełnianiu pewnych wymogów, robieniu
dobrego wrażenia i zabijaniu czasu.
Tworzenie pozorów może być skutecznym sposobem na przebrnięcie przez
studia, ale podobne reguły obowiązują później - w życiu zawodowym. Tam
również nasza praca jest oceniana przez pryzmat przeciętności. Jeśli już
gdzieś pracowałeś, zapewne wiesz, jak to wygląda. Jeżeli kiedykolwiek
wykonałeś zadanie w taki sposób, by zrobić dobre wrażenie, nie dając
przy tym ludziom (klientom, kolegom) niczego od siebie, to wziąłeś
udział w grze przeciętności. Podobnie rzecz się ma, jeśli uczestniczyłeś
w jakimś bezsensownym spotkaniu, które ciągnęło się bez końca.
Staram się trzymać od bzdur i przeciętności jak najdalej. To krótka
książka, a mam wiele zagadnień do omówienia. Pozostałe 20 procent czasu
spędzonego na studiach magisterskich pozwoliło mi dojść do pewnego
ważnego wniosku: "Zawsze przyglądaj się uważnie motywom i zamiarom
innych ludzi". Ilekroć czytasz jakąś książkę, zadaj sobie pytanie:
"Dlaczego autor poświęcił miesiące lub lata, by ją napisać? Jaki tak
naprawdę przyświecał mu cel?".
Czasami motyw jest jasno przedstawiony, a czasami ukryty, ale zawsze
jakiś motyw istnieje. Jeśli wcześniej o tym nie wiedziałeś, gratuluję -
już nie musisz iść na studia, a tym samym zaoszczędziłeś 32 tysiące
dolarów. Nie dziękuj mi, tylko korzystaj z tej wiedzy: zastanawiaj się
nad motywami i zamiarami autora, ilekroć czytasz jakąś książkę.
Jeśli chodzi o tę konkretną książkę, nie musisz się doszukiwać żadnych
ukrytych motywów. Oszczędzę ci czasu i powiem wprost, dlaczego ją
napisałem. Chcę pomóc ludziom rzucić wyzwanie obowiązującemu porządkowi
i pomóc im wieść ciekawe, nietuzinkowe życie. Mój cel to rewolucja na
szeroką skalę, której główne przesłanie brzmi: Nie musisz żyć tak, jak
się od ciebie oczekuje.
Jeśli w tym momencie przerwiesz lekturę i zaczniesz żyć zgodnie z tym
przesłaniem, twoje życie całkowicie się odmieni. Skoro informacja, że
trzeba się bacznie przyglądać motywom działań innych ludzi, jest warta
przynajmniej 32 tysiące dolarów, nie mam pojęcia, ile warta jest
informacja, że można wieść życie wolne od czyichkolwiek oczekiwań. Sam
musisz to oszacować. Mam jednak nadzieję, że będziesz czytał dalej, bo
jest jeszcze kilka spraw do omówienia.
Ważne! Nie chcę marnować twojego czasu
Zanim pójdziemy dalej, chcę zyskać pewność, że nie marnuję twojego
czasu. Byś mógł się przekonać, czy ta książka na cokolwiek ci się
przyda, przedstawię teraz jej główne założenia oparte na czterech
poniższych zasadach:
Musisz być otwarty na nowe idee.
Nie możesz się godzić na status quo.
Musisz być gotów wziąć odpowiedzialność za siebie.
Musisz być gotów do ciężkiej pracy.
Większość ludzi, którzy diametralnie odmienili świat, kierowała się tymi
właśnie zasadami. Przyjrzyjmy się bliżej każdej z nich.
1. MUSISZ BYĆ OTWARTY NA NOWE IDEE
Nie obchodzi mnie, czy jesteś liberałem czy konserwatystą, osobą
religijną czy agnostykiem, człowiekiem zamożnym czy ubogim. Nie
interesuje mnie takie szufladkowanie, charakterystyczne dla tych, którzy
lubią czegoś dowodzić. Według mnie tego rodzaju podziały to fałszywe
dychotomie, wymyślone po to, by z jakiegoś niejasnego powodu nastawiać
ludzi wrogo wobec siebie. W każdym razie te podziały nie są istotne dla
tego, o czym będzie tu mowa, więc przeważnie będziemy je ignorować.
Nie rozumiem, dlaczego ludzie boją się nowych idei. Ja się boję starych.
JOHN CAGE
Przede wszystkim należy być otwartym na nowe idee. Nie chodzi o to, by
je bezkrytycznie przyjmować, ale raczej o to, by każdą nową ideę
gruntownie przeanalizować, zanim się ją ewentualnie odrzuci. Zresztą nie
tylko nowe, ale i stare idee wymagają twojej weryfikacji. Ani ta
książka, ani zapewne żadna inna nie odnoszą się w stu procentach do
twojej konkretnej sytuacji. Postaraj się skupić uwagę na tym, co jest
dla ciebie istotne, i wykorzystaj to w swoim życiu.
2. NIE MOŻESZ SIĘ GODZIĆ NA STATUS QUO
Musisz pragnąć wznieść się ponad to, co widzisz wokół siebie. Jeśli
jesteś zadowolony z obecnego stanu rzeczy, życzę ci wszystkiego
najlepszego - lektura tej książki to dla ciebie strata czasu, bo na
ponad dwustu kolejnych stronach będę przeprowadzał frontalny atak na
status quo. Ma ono swoich obrońców i wielu biernych zwolenników, którzy
akceptują obowiązujący porządek. Ta książka jednak jest skierowana do
osób, które nie są zadowolone z obecnego stanu rzeczy i chcą coś
zmienić.
Żeby lepiej zrozumieć, czym jest status quo, rzuć okiem na zamieszczoną
niżej listę "11 sposobów na bycie osobą niezwykle przeciętną". Ta lista
- podobnie jak jej inne wersje - pokazuje, na czym polega bezpieczne,
wygodne życie. Lista nie jest pełna. Pewnie mógłbyś dodać do niej kilka
punktów, gdybyś sięgnął do swoich osobistych doświadczeń lub doświadczeń
ludzi, których znasz.
11 SPOSOBÓW NA BYCIE OSOBĄ NIEZWYKLE PRZECIĘTNĄ
Przyjmuj bez zastrzeżeń wszystko, co mówią inni.
Nie podważaj obowiązującego porządku.
Idź na studia, bo tak trzeba, a nie dlatego, że chcesz się czegoś
nauczyć.
Wyjedź za granicę raz albo dwa razy w życiu, ale do bezpiecznego
kraju, takiego jak Anglia.
Nie ucz się żadnego obcego języka, w końcu wszyscy uczą się
angielskiego.
Myśl o założeniu własnej firmy, ale jej nie zakładaj.
Myśl o napisaniu książki, ale jej nie pisz.
Załatw sobie największy kredyt hipoteczny, jakiego zechcą ci
udzielić, a potem przez 30 lat go spłacaj.
Siedź za biurkiem 40 godzin tygodniowo, robiąc coś produktywnego
tylko przez 10 z nich.
Niczym się nie wyróżniaj i nie zwracaj na siebie uwagi.
Przeskakuj przez kolejne płotki. Odhaczaj kolejne sprawy.
Niewielu skrytykuje cię za to, że idąc za przykładem innych, skoczyłeś z mostu. Takie życie jednak jest pozbawione wyzwań i ryzyka. To życie w cichej desperacji, która sprawia, że gdzieś z tyłu głowy rodzi się
pytanie: "Czy nie ma nic więcej? Czy czegoś nie przeoczyłem?". Jeśli
pragniesz od życia czegoś więcej niż cichej desperacji, czytaj dalej.
3. MUSISZ BYĆ GOTÓW WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE
Musisz wziąć odpowiedzialność za swoją przyszłość, za to, co będzie w niej dobre, i za to, co będzie złe. Nasza przeszłość do pewnego stopnia
determinuje, kim jesteśmy obecnie, ale nie musi determinować naszej
przyszłości. Jeśli miałeś straszne dzieciństwo albo ktoś wyrządził ci w przeszłości wielką krzywdę, możesz teraz udowodnić swoją wartość. Jeśli
natomiast twoje dzieciństwo było szczęśliwe i nie zaznałeś żadnych
krzywd ani trudnej sytuacji bytowej, jesteś osobą uprzywilejowaną. Komu
jednak wiele dano, od tego wiele się wymaga, więc czas spłacić dług.
Bez względu na to, jak wyglądała twoja przeszłość, od tej chwili musisz
wziąć pełną odpowiedzialność za siebie.
4. MUSISZ BYĆ GOTÓW DO CIĘŻKIEJ PRACY
Wielu ludzi uważa, że receptą na lepsze życie jest mniej pracy. Ja
uważam, że jest nią lepsza praca. Sądzę, że większość z nas chce
ciężko pracować, ale pragniemy wykonywać pracę, która nas uskrzydla i pozytywnie wpływa na życie innych ludzi. Taka praca jest warta zachodu,
a inną pracę najlepiej sobie odpuścić, niezależnie od tego, czy została
ukończona, czy nie. Chwile, które najgłębiej zapadają w pamięć, to nie
te, kiedy byliśmy najbardziej zajęci, ale te, gdy podejmowaliśmy jakieś
wyzwania. Sprostanie wyzwaniu wynagradza wszelki trud, ale już samo
podjęcie wyzwania stanowi wielką wartość.
* * *
Jeśli te zasady wydają ci się banalne, zapewniam cię, że mało kto się
nimi kieruje. Niemal każdy twierdzi, że ma otwarty umysł, ale gdy
przychodzi co do czego, większość z nas obawia się zmian. Lubimy, gdy
wszystko pozostaje tak, jak jest, czy też raczej jak nam się wydaje, że
jest. Podobnie rzecz się ma z braniem odpowiedzialności za własne życie
- niewielu to robi. Ludzie wolą liczyć na innych. Kiedy sprawy przestają
się układać po ich myśli, obwiniają, kogo tylko się da - pracodawcę,
partnera, rodziców, środowisko, rząd - wszystkich, tylko nie siebie.
Większość ludzi akceptuje status quo bez zastrzeżeń i podąża przez życie
w lunatycznym śnie, patrząc na nie jakby z zewnątrz. Kiedy komuś udaje
się uciec, lunatycy marginalizują lub ignorują kogoś takiego, doszukując
się słabych punktów w jego planie ucieczki. Jeśli zaś chodzi o pracę,
wielu ludzi poświęca na nią długie godziny, choć tak naprawdę wcale
ciężko nie pracują. Ich uwaga jest skupiona na przyszłości odległej o lata, a nawet dekady. Praca, o której będzie mowa w tej książce, to
praca ciężka, lecz sensowna - taka, która coś znaczy teraz i będzie coś
znaczyć w przyszłości.
Nie przekonuje cię to, o czym piszę? Nie szkodzi. Nie obrażam się i mam
nadzieję, że ty też się na mnie nie obrazisz. Jednak ze względu na twój
cenny czas i przyszłe recenzje o tej książce lepiej będzie, jeśli się
rozstaniemy. Po prostu szkoda twojego czasu. Jeśli natomiast na razie
zgadzasz się ze mną albo przynajmniej zdołałem cię zaciekawić,
zapraszam, byś odbył ze mną resztę tej podróży.
Ostatnie ostrzeżenie: dokładne zapoznanie się z przedstawionymi w tej
książce ideami niesie poważne konsekwencje. W wyniku głębokich
przemyśleń na temat motywów swojego działania ludzie rzucają pracę,
zmieniają zawód, zakładają organizacje charytatywne, odbywają podróże w najdalsze zakątki świata, wracają do szkoły lub z niej rezygnują albo
dokonują w swoim życiu wielu innych szalonych zmian. Przytoczę mnóstwo
takich historii, ale najpierw winien ci jestem kilka słów o sobie.
Jakim prawem piszę o tym wszystkim?
Postawmy sprawę jasno: wyznaję filozofię, która nie ma żadnego własnego
guru. Nie twierdzę, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Uczyniłem z wolności swoją najwyższą wartość i wokół tego wyboru nauczyłem się
budować swoje życie.
Mimo że nie ukończyłem szkoły średniej, poszedłem do koledżu (więcej na
ten temat w rozdziale szóstym). Tam poznałem przyszłą żonę. Jolie też
chciała pomieszkać trochę za granicą i obrać inną drogę zawodową niż
nasi koledzy i koleżanki. Jesteśmy ze sobą już dziesięć lat.
Ostatnią "normalną" pracę wykonywałem w wieku dwudziestu lat. Targałem
pudła na nocnej zmianie w FedEksie w Memphis, w stanie Tennessee. To
była podła robota. Któregoś dnia wróciłem do domu o czwartej nad ranem
(za pracę po północy dostawało się dodatkowe 50 centów za godzinę) i usiadłem przy stole, który wydębiłem od Armii Zbawienia za 15 dolarów.
Rozejrzałem się po pokoju i pomyślałem: "Chyba już nie chcę tego robić".
Pod wpływem impulsu postanowiłem zajrzeć na nową stronę internetową
eBay.com. Następnie przeczesałem mieszkanie w poszukiwaniu różnych
starych rzeczy, których już nie potrzebowałem, a potem je
sfotografowałem. Fotografia cyfrowa była jeszcze wtedy w powijakach,
więc wszystko odbyło się metodą tradycyjną. Zrobiłem zdjęcia aparatem 35
mm, zaniosłem film do wywołania i następnego dnia odebrałem odbitki.
Potem zeskanowałem je w bibliotece szkolnej i wysłałem mailem swojemu
15-letniemu bratu, mieszkającemu w Montanie. Mój brat Ken miał własną
stronę internetową poświęconą anime. Znalazł więc trochę wolnego miejsca
na serwerze i wrzucił moje zdjęcia do sieci, aby można je było
wykorzystać na aukcji internetowej.
W pierwszym tygodniu zarobiłem 19 dolarów za każdą godzinę, a więc ponad
dwa razy więcej, niż dostawałem w Fed-Eksie. W dniu, w którym ruszyła
sprzedaż internetowa moich rzeczy, miałem wrócić do pracy po trzydniowym
weekendzie. Był grudzień i Memphis nawiedziła potężna burza śnieżna,
która praktycznie sparaliżowała miasto. Mimo to w FedEksie wszystko szło
zwykłym trybem, więc podjąłem próbę wyjechania z przydomowego podjazdu.
Mój samochód najwyraźniej miał w nosie potrzeby sprzedawców
detalicznych, uwijających się jak w ukropie w okresie przedświątecznym,
bo kiedy wycofywałem auto, zaczęło się ślizgać na lodzie i omal nie
wpadło na zaparkowanego nieopodal pikapa należącego do mojego sąsiada.
Wtedy zadałem sobie pytanie: "Po co ja to robię?". Następnie zgasiłem
silnik, wróciłem do mieszkania i nigdy później nie podjąłem żadnej
normalnej pracy.
Wkrótce nie miałem już nic więcej do sprzedania, więc zacząłem się
rozglądać za towarem, który mógłbym odsprzedać z zyskiem. Uznałem, że
niezły interes da się zrobić na kawie z Jamajki. Mogłem ją kupować po 10
dolarów za pół kilo, a następnie sprzedawać po 17 dolarów koneserom w Stanach. Niebawem więc zacząłem otrzymywać z cotygodniową regularnością
20-kilogramowe worki z ziarnem kawy. Po jakimś czasie jednak doszło do
incydentu, który później zyskał miano "wielkiej katastrofy kawowej 1999
roku". Otóż pewnego dnia kupiony od Armii Zbawienia stół runął pod
ciężarem osiemdziesięciu paczek świeżo zmielonego towaru. Incydent
wywołał popłoch u mojego kota, a podłogę w mieszkaniu pokryła trudno
usuwalna warstwa pyłu kawowego, ale ja niespecjalnie się przejąłem
poniesioną stratą. Wówczas bowiem było już mnie stać na kupienie
porządnego stołu w Home Depot za całe 40 dolarów.
W tamtym okresie nauczyłem się projektować strony internetowe i tworzyć
mailingowe bazy danych potencjalnych klientów. Przez dwa lata
utrzymywałem się dzięki różnym formom kreatywnego samozatrudnienia. Nie
zarabiałem milionów i wszystko to było dość chaotyczne, ale jakoś
działało. Poza tym już od kilku lat parałem się amatorsko muzyką.
Zacząłem więc częściej występować publicznie. Rano pracowałem, po
południu poświęcałem parę godzin na zgłębianie tajników jazzu i teorii
muzyki, a wieczorem gdzieś grałem. Natomiast w weekendy jeździłem na
lokalne festiwale.
Ogólnie rzecz biorąc, świetnie się bawiłem. Granie sprawiało mi frajdę i byłem zadowolony, że mogę pracować, kiedy chcę. Czegoś jednak brakowało
- czułem, że moje życie jest fajne, ale pozbawione głębszego sensu.
Wprawdzie udzielałem się jako wolontariusz w swojej parafii i przekazywałem pieniądze na instytucje charytatywne, lecz to wszystko
wydawało się działaniem zbyt skromnym i dalece niewystarczającym w obliczu palących potrzeb na całym świecie. Gdy pogrążony w depresji po
11 września szukałem w internecie okazji do niesienia pomocy ludziom w szerszym wymiarze, natrafiłem na tekst o chirurgu pracującym w Afryce,
który od siedemnastu lat przebywał w miejscach dotkniętych wojną.
Ta historia mnie zafascynowała. Wielu lekarzy i przedstawicieli innych
profesji wyjeżdża co jakiś czas za granicę, by trochę tam popracować,
ale tu chodziło o człowieka, który postanowił spędzić niemal całe swoje
zawodowe życie w najbiedniejszych krajach świata. Kiedy się
dowiedziałem, że ten lekarz mieszka na pokładzie statku-szpitala i że
potrzebni są tam wolontariusze gotowi zaangażować się na dłużej, sprawa
była przesądzona.
Razem z Jolie, która pracowała wtedy jako nauczycielka w szkole
średniej, podjęliśmy dwuletnie zobowiązanie, które później przerodziło
się w zobowiązanie czteroletnie. Tamta praca i styl życia całkowicie
mnie odmieniły. Pracowałem z uchodźcami, kacykami i prezydentami.
Przemierzałem Afrykę Zachodnią wzdłuż i wszerz, prowadząc negocjacje z ramienia medycznej organizacji charytatywnej, do której należał
statek-szpital. Chociaż pracowałem za darmo, była to najlepsza praca na
świecie. Żaden uniwersytet nie dałby mi tak solidnego fundamentu na
przyszłość.
Pora rozstania z najlepszą pracą na świecie przychodzi wówczas, gdy
człowiek zaczyna być nią zmęczony. Z wyjątkiem Gary'ego Parkera,
chirurga, o którym przeczytałem w internecie, właściwie wszyscy moi
znajomi, którzy długimi latami pracowali w krajach postkonfliktowych, z czasem stali się zgorzkniali i cynicznie nastawieni do otaczającej ich
rzeczywistości. Nie mam im tego za złe - ciężko się pracuje w miejscach
dotkniętych wojną, ale nie chciałem, by ze mną stało się to samo. Po
czterech latach zacząłem odczuwać zmęczenie i nie zamierzałem zasilić
szeregów cyników.
Jolie i ja wróciliśmy do Stanów i rozpoczęliśmy nowe życie w Seattle, w stanie Waszyngton. Podjąłem studia magisterskie, prowadziłem działalność
wydawniczą i odwiedzałem 20 krajów rocznie. Poza tym trenowałem do
maratonów. W Afryce nabyłem doświadczenia w kierowaniu ludźmi, więc
postanowiłem to wykorzystać i udzielałem się w lokalnej organizacji non
profit, w której pełniłem obowiązki szefa zarządu.
Innymi słowy, nie próżnowałem, a jednak znów miałem poczucie, że czegoś
mi brakuje. Nie byłem pewien, czego szukam, ale wiedziałem, że to coś
istnieje. Zawsze uwielbiałem poznawać nowe miejsca, a lata spędzone w Afryce oswoiły mnie z trudami nietypowego podróżowania. Postanowiłem
więc odwiedzić wszystkie kraje świata. Do tej pory byłem w ponad stu. Z czasem zacząłem o tym pisać, najpierw na swojej stronie internetowej, na
którą obecnie zaglądają dziesiątki tysięcy internautów, a potem w książce, którą trzymasz w rękach.
Opowieść o mnie jest niepełna. Poza tym z pewnością nie wszystko wiem.
Ważny element filozofii, która nie ma swojego guru, stanowi to, że nikt
nie jest lepszy od innych i że większość tego, co warto wiedzieć, już
wiesz - musisz tylko nieco uzupełnić swoją wiedzę. Jeśli właśnie
rozpoczynasz swoją niekonwencjonalną podróż, powinieneś poznać
historyjkę o małpach.
Pięć małp i oczywista alternatywa
Słyszałeś historyjkę o pięciu małpach w klatce? Oto ona. Sadystyczny
prześladowca małp zamyka pięć z nich w klatce. Na dnie klatki jest dość
pożywienia i wody, by małpy nie zdechły z pragnienia i głodu, ale ich
egzystencję sprowadzającą się do patrzenia przez szklane ściany przepaja
nuda. Jedzenia na dnie klatki na pewno nie zabraknie, lecz jest ono
marnej jakości. U szczytu klatki wisi jednak wielka, kusząca kiść
bananów. By łatwiej się było do niej dostać, sadysta umieścił w klatce
drabinę.
Po otrząśnięciu się z szoku wywołanego trafieniem do klatki jedna z małp
wdrapuje się po drabinie i sięga po banana. Nagle znikąd pojawia się wąż
strażacki. Stojąca na drabinie małpa zostaje oblana strumieniem zimnej
wody, ale nie tylko ona, pozostałe małpy również. Ma to być kara
zbiorowa za grzeszny postępek kochającej wolność małpy.
W następnych dniach sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Gdy któraś z małp rzuca się po banana, cała grupa zostaje oblana zimną wodą. Wkrótce
pozostałe małpy zaczynają bić każdą z nich, która ośmieli się wejść na
drabinę. Banany nadal wiszą u szczytu klatki, ale są poza zasięgiem. W końcu małpy, acz niechętnie, godzą się z tym, że muszą się obyć bez
bananów.
Pewnego dnia eksperyment ulega zmianie. Sadysta zabiera jedną małpę z klatki i w jej miejsce umieszcza inną. Nowa małpa nie wie o zagrożeniu,
jakie stanowi wąż strażacki, więc natychmiast zaczyna się wdrapywać po
drabinie, by wziąć banana. Pozostałe małpy ściągają ją na dół, by nie
pozwolić jej dotrzeć na szczyt, i znów wszystko jest po staremu.
Następnego dnia dochodzi do wymiany kolejnej małpy, a potem kolejnej i sytuacja się powtarza: nowa małpa rzuca się po banany, zostaje
ściągnięta z drabiny, a następnie się przystosowuje. Po pięciu dniach w klatce nie ma już ani jednej z małp, które były w niej na początku, a żadna z tych, które aktualnie w niej przebywają, ani razu nie została
oblana zimną wodą. Wszystkie nowe małpy wiedzą jednak, że nie powinny
wchodzić po drabinie. Wreszcie jedna z małp pyta: "Ej, dlaczego nie
możemy zjeść bananów?". Pozostałe wzruszają ramionami i odpowiadają:
"Nie mamy pojęcia, ale wiemy, że nie możemy".
* * *
Niczym małpy w klatce ignorujące wiszące nad nimi banany wybieramy
niezwykle przeciętne życie, które przypomina lunatyczny sen. Chciałbym
móc powiedzieć, że padliśmy ofiarą niecnego spisku, ale to nieprawda.
Nie zamknął nas w klatce żaden sadysta. Winowajcy należałoby raczej
upatrywać w rozpowszechnionym i zaraźliwym wzorcu akceptowania wygodnych
rozwiązań. Życie lunatyków, szczelnie odgrodzone od otaczającej ich
rzeczywistości, nie niesie za sobą żadnego ryzyka, ale poza tym niewiele
ma do zaoferowania. Nikt nie czyni lunatykom wyrzutów, że dokonali
takiego wyboru, ja również. Problem jednak polega na tym, że dla ludzi
marzących o życiu pełnym przygód lunatyczna egzystencja jest do bani.
Na szczęście nie musimy być tacy jak tamte małpy zamknięte w klatce.
Możemy wdrapać się po drabinie, chwycić banany, a nawet uciec z klatki.
Słyszałeś, że łatwiej prosić o wybaczenie niż o pozwolenie? To prawda,
ale to nie jedyna dobra wiadomość. Inna jest taka, że w gruncie rzeczy
istnieje niewiele powodów, by prosić o przebaczenie lub pozwolenie.
Jeśli utknąłeś w klatce, najwyższa pora rozbić szklane ściany i pójść
własną drogą. Nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, by wejść po
drabinie, i nie musisz przepraszać, że uciekłeś z klatki. Skoro
lunatyczne życie przeciętnych ludzi toczy się w "prawdziwym świecie",
oczywistą alternatywę stanowi żywy świat przygody. Zapraszam do tego
żywego świata, stoi on otworem przed wszystkimi, którzy - jak
najbardziej słusznie - traktują życie jako jedną wielką przygodę.
Dokąd zmierzamy
Przyjrzymy się w tej książce różnym niekonwencjonalnym ideom. O najważniejszej z nich, powracającej w każdym rozdziale, wspomniałem
wcześniej: nie musisz żyć tak, jak się od ciebie oczekuje. Zapewniam
cię, że jeśli to brzmi banalnie, to tylko z pozoru. By w pełni wcielić
tę myśl w życie, potrzeba wytrwałości, odwagi i determinacji. Na
pocieszenie powiem, że wiele rzeczy uznawanych za nieodzowne nie ma aż
takiego znaczenia. Nie musisz, dajmy na to, być szczególnie
inteligentny, popularny, zamożny czy w jakikolwiek inny sposób
uprzywilejowany. Czasami wszystko to może wręcz utrudnić zdobycie tego,
czego naprawdę pragniesz.
Dramat życia przejawia się nie tyle w cierpieniach, które musimy znosić,
ile w zmarnowanych szansach.
THOMAS CARLYLE
Pierwsza część książki, Niezwykłe życie, traktuje o filozofii stojącej
za podważaniem obowiązującego porządku i wytyczaniem własnej drogi.
Omówimy kwestię tworzenia warunków do tego, by żyć po swojemu.
Zastanowimy się, jak pokonać przeszkody wewnętrzne, czyli strach i poczucie niepewności, i jak uporać się z przeszkodami zewnętrznymi -
stróżami bram i krytykami.
Druga część, Przejęcie kontroli nad pracą, uświadomi ci, kiedy i gdzie
jesteś najbardziej produktywny. Nauczysz się czerpać pewność siebie z własnych kompetencji, a nie z pochwał pracodawcy, oraz rekrutować i wysyłać do boju swoją "małą armię". Poruszymy też kwestię pieniędzy -
ile ich potrzebujesz i jak je zdobyć.
Trzecia część, Potęga konwergencji, rozwija kwestie związane z życiem
i pracą. Przyjrzymy się praktyce radykalnego wykluczenia, pogoni za
obfitością, alternatywnemu podróżowaniu i tworzeniu swojej spuścizny,
niezależnie od tego, w jakim jest się wieku. Na koniec podsumuję
"niebezpieczne idee" przedstawione na kartach książki i pomogę ci
poszukać własnych.
Nadrzędne wartości, wokół których skupia się ta książka, to wolność
osobista i służba innym. Ale jest jeszcze kilka innych spraw, których
nie wolno pominąć. Przedstawiam je pokrótce poniżej.
PIENIĄDZE SAME W SOBIE NIE MAJĄ ŻADNEJ WARTOŚCI
Żeby żyć we współczesnym świecie, potrzebujemy pieniędzy i powinniśmy je
zdobywać w taki sposób, by nikomu nie czynić krzywdy. Same w sobie
pieniądze są jednak bezwartościowe - wartość powstaje wtedy, gdy
wymieniamy je na inne rzeczy. Jest to ważne dlatego, że większość ludzi
tak naprawdę nie wie, ile pieniędzy potrzebuje, by się realizować.
Często przeszacowują lub nie doszacowują kwoty, które są im potrzebne do
prowadzenia takiego życia, jakiego pragną.
Niemal wszystkie badania naukowe potwierdzają, że bezcelowa pogoń za
bogactwem wiedzie na manowce. Pewna ilość pieniędzy daje szczęście,
nieco większa ilość zapewnia dodatkową porcję szczęścia, ale po
przekroczeniu określonej granicy związek między pieniędzmi a zadowoleniem z życia przestaje zachodzić. Dlatego też będziemy traktować
pieniądze jako narzędzie do realizacji konkretnych celów, a nie jako
wartość samą w sobie.
WYBÓR MIĘDZY SOBĄ A INNYMI TO NIEWŁAŚCIWY WYBÓR
Będziesz musiał dokonać trudnych wyborów, żeby wydostać się z klatki,
ale na szczęście nie będziesz musiał wybierać między sobą a innymi.
Możesz robić coś dobrego dla siebie, a jednocześnie czynić świat lepszym
miejscem dla wszystkich. Naszym celem jest pogodzenie tych wartości. Daj
upust marzeniom, a potem przystąp do tworzenia planu.
Jak zobaczymy w następnym rozdziale (i w całej książce), nie należy się
zbytnio koncentrować na sobie. Nie musimy rezygnować z własnych ambicji,
ale większość osób, które myślą wyłącznie o sobie, nie osiąga szczęścia.
Nasze życie nabiera znaczenia dopiero wówczas, gdy potrafimy pogodzić
realizację własnych pragnień z działaniem na rzecz innych.
ZMIENIANIE ŚWIATA NIE ZAWSZE JEST PRAKTYCZNE
Każde rozwiązanie proponowane w tej książce jest z założenia bardzo
praktyczne, nie znajdziesz tu suchej wiedzy podręcznikowej. Musisz
jednak zdawać sobie sprawę, że praktyczność bywa wykorzystywana jako
słowo wytrych w celu marginalizowania wolnościowych wyborów. Pamiętaj,
że zmienianie świata nie zawsze jest zajęciem praktycznym. Na
przestrzeni dziejów wielu ludzi, którzy dokonywali znaczącego postępu w nauce i sztuce, oskarżano o brak praktycznego podejścia. W pewnych
epokach za niepraktyczne uchodziło równouprawnienie kobiet i mężczyzn,
zniesienie niewolnictwa, przekonanie, że przestępcy powinni być
poddawani resocjalizacji, a nie tylko karani, i tak dalej.
To samo może dotyczyć wyborów, których dokonujesz. Nie zawsze chodzi o wybranie łatwiejszego rozwiązania - wyrwanie się z klatki bywa
trudniejsze niż zaakceptowanie losu pozostałych małp - ale na ogół
będziesz miał wybór.
MOŻESZ PLANOWAĆ PRZYSZŁOŚĆ BEZ ODKŁADANIA CZEGOKOLWIEK NA PÓŹNIEJ
Pojęcie odsuniętej w czasie gratyfikacji i gotowość do wyrzeczeń w imię
lepszej przyszłości mogą być pomocne, kiedy chodzi o odłożenie pieniędzy
na starość. Mogą też jednak stanowić pretekst do tego, by unikać życia.
Gdy myślisz wyłącznie o hipotetycznej przyszłości, łatwiej ci zagłuszyć
dręczące poczucie, że mógłbyś zrobić w życiu coś więcej.
Nie ma nic złego w myśleniu do przodu, ale życie się nie zaczyna, gdy
człowiek ma 65 lat. Planowanie przyszłości jest dobre, lecz nie powinno
wpływać na każdą decyzję, którą podejmujemy obecnie.
A teraz ostatnia rzecz stanowiąca wprowadzenie do tej książki:
przypomnienie, że czas jest ograniczony.
Życie jest krótkie (pamiętaj o tym)
Nie czekaj, tylko natychmiast przejmij kontrolę nad swoim życiem.
Zazwyczaj lepiej coś zrobić, niż tego nie robić. Ale nie zawsze tak
jest. Jeśli zamierzasz obrabować bank, by kupić sobie pączki, zastanów
się, czy nie istnieje lepszy sposób zdobycia pieniędzy na pączki.
Najczęściej jednak jest tak, że bardziej żałujemy tego, czego nie
zrobiliśmy, niż tego, co zrobiliśmy.
Podobnie rzecz wygląda z zostawieniem po sobie jakiegoś śladu. Zwykle
myślimy o tym dopiero u schyłku życia. Jeśli masz to szczęście, że nie
jesteś osobą w podeszłym wieku, nie odkładaj tego na później. Już teraz
zacznij myśleć o swojej spuściźnie i staraj się żyć tak, by coś po sobie
pozostawić.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki