p

Newsweek Psychologia Poleca 2/2025. Jak dbać o ważne relacje -

Kup ebooka

24.99 zł
19.99 zł (19,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bliżej siebie, bliżej innych

Silne więzi spo­łeczne są nie­zbędne dla naszego prze­trwa­nia. Jeste­śmy bio­lo­gicz­nie, poznaw­czo, fizycz­nie i duchowo przy­sto­so­wani do miło­ści: bycia kocha­nymi i kocha­nia. Co się dzieje, kiedy tego zabrak­nie?

tekst Anna Czar­necka

Bez względu na to, czy kon­cen­tru­jemy się na karie­rze, dążymy do sławy, gro­ma­dze­nia dóbr czy wiecz­nej mło­do­ści - czę­sto naszą praw­dziwą, choć nie­uświa­do­mioną moty­wa­cją jest tęsk­nota za byciem widzia­nym, zna­czą­cym i kocha­nym. "Więk­szość ludzi nie znosi oddzie­le­nia od innych, nawet na krótko. Ludzie, któ­rzy nie potra­fią two­rzyć więzi przez pracę, przy­jaź­nie czy rela­cje rodzinne, zwy­kle znaj­dują inne spo­soby: poprzez cho­robę, pro­ce­so­wa­nie się albo rodzinne waśnie. Wszystko jest lep­sze od poczu­cia wyalie­no­wa­nia, bycia nikim, zapo­mnia­nym przez Boga i ludzi" - napi­sał w książce "Strach ucie­le­śniony. Mózg, umysł i ciało w tera­pii traumy" psy­chia­tra i badacz traumy Bes­sel van der Kolk. Pan­de­mia COVID-19, wojna w Ukra­inie, sytu­acja w Stre­fie Gazy, kry­zys kli­ma­tyczny i eko­lo­giczny o rosną­cej inten­syw­no­ści jesz­cze sil­niej uwi­docz­niły, jak bar­dzo jeste­śmy ze sobą połą­czeni i wza­jem­nie od sie­bie zależni. Jako ludz­kość mie­rzymy się z tak wie­loma wspól­nymi pro­ble­mami, że bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek potrze­bu­jemy real­nej wspól­noty, zin­te­gro­wa­nego, wspie­ra­ją­cego się spo­łe­czeń­stwa w skali glo­bal­nej.

Zapro­gra­mo­wani na więź

W życiu kon­fron­tu­jemy się z bólem fizycz­nym i psy­chicz­nym, doświad­czamy smutku po stra­cie bli­skich, kon­flik­tów, nagłych zmian i kom­pli­ka­cji życio­wych, róż­nego rodzaju utrat, roz­cza­ro­wań, a nie­któ­rzy cier­pią z powodu prze­wle­kłego bólu czy nie­peł­no­spraw­no­ści. Mamy bar­dzo zło­żone, gene­tycz­nie ukształ­to­wane mózgi, któ­rych nie wybra­li­śmy. Są pro­ble­ma­tyczne, ponie­waż two­rzą myśli i emo­cje, zarówno pozy­tywne, jak i dotkliwe - takie jak złość czy lęk. Nic dziw­nego, że szu­kamy opar­cia w sobie nawza­jem, potrze­bu­jemy innych, by prze­trwać naj­trud­niej­sze życiowe doświad­cze­nia.

Bli­skie rela­cje są naj­lep­szą ochroną przed zagro­że­niem. Jeste­śmy ewo­lu­cyj­nie zapro­gra­mo­wani do szu­ka­nia połą­cze­nia z innymi ludźmi, orga­ni­zo­wa­nia się w grupy.

Doświad­cze­nie tro­ski i cie­pła ze strony innych ludzi two­rzy połą­cze­nia neu­ro­nalne w mózgu odpo­wia­da­jące za roz­wój sys­temu regu­la­cji emo­cji. Zapew­nia on nam poczu­cie ochrony i jest pod­stawą dobro­stanu. Wyci­sza sys­tem wykry­wa­nia zagro­żeń, zmniej­sza poziom pobu­dze­nia: obniża tętno, ciśnie­nie krwi, rów­no­waży tryb współ­czulny i przywspół­czulny układu ner­wo­wego. Wiele badań dowo­dzi, że już samo wyobra­że­nie sobie, że ktoś oka­zuje nam życz­li­wość, wystar­czy, by pobu­dzić sys­tem koje­nia i afi­lia­cji. Bez względu na to, czy jeste­śmy dziećmi, czy doro­słymi, kiedy prze­ży­wamy coś eks­tre­mal­nie trud­nego, łak­niemy koją­cej obec­no­ści ludzi, kon­taktu fizycz­nego, cie­płego głosu, uko­ły­sa­nia w bez­piecz­nych ramio­nach, opar­cia. Pra­gniemy poczu­cia, że nasz umysł i nasze ciało mogą się roz­luź­nić na naj­głęb­szym pozio­mie.

Ludzie, któ­rzy doświad­czyli trau­ma­tycz­nych zda­rzeń, docho­dzą do sie­bie wła­śnie poprzez kon­takt z innymi: rodziną, wspól­notą, grupą wspar­cia czy tera­peutą. Nawet zwy­czajne trzy­ma­nie kogoś bli­skiego za rękę potrafi zmniej­szyć lęk i ból. Wspo­mniany już Bes­sel van der Kolk pod­kre­śla, że wspie­ra­jące więzi z innymi nie tylko dają bez­pie­czeń­stwo fizyczne i emo­cjo­nalne, ale też chro­nią przed wsty­dem, karą czy osą­dza­niem, pozwa­la­jąc nabrać siły potrzeb­nej do zaak­cep­to­wa­nia trud­nych życio­wych oko­licz­no­ści. Jak klu­czowa dla budo­wa­nia poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i psy­chicz­nej rów­no­wagi jest więź, poka­zują bada­nia pro­wa­dzone pod­czas II wojny świa­to­wej w Anglii. Dzieci ode­słane na wieś w trak­cie nalo­tów na Lon­dyn radziły sobie dużo gorzej od rówie­śni­ków, któ­rzy pozo­stali z rodzi­cami, choć widzieli prze­ra­ża­jące obrazy zbu­rzo­nych budyn­ków i leżą­cych na uli­cach ciał.

Bez­pieczne rela­cje z innymi są fun­da­men­tem naszego dobro­stanu i satys­fak­cjo­nu­ją­cego życia. W ciągu ostat­nich kilku dekad socjo­lo­go­wie i psy­cho­lo­go­wie w set­kach badań to potwier­dzili: ludzie, któ­rzy je mają, są szczę­śliwsi i żyją dłu­żej. Satys­fak­cjo­nu­jące więzi spo­łeczne dają korzy­ści zdro­wotne. Obni­żają ciśnie­nie krwi, tętno i poziom hor­monu stresu, a co za tym idzie, niwe­lują stan emo­cjo­nal­nego napię­cia. Wpły­wają regu­lu­jąco rów­nież na funk­cje układu odpor­no­ścio­wego, hor­mo­nal­nego i ser­cowo-naczy­nio­wego. Dzięki bez­piecz­nym wię­ziom śmier­tel­ność spada aż o połowę. Niwe­lu­jąc wpływ stresu na nasz orga­nizm, przy­czy­niają się także do zdro­wia psy­chicz­nego; zwięk­szają poczu­cie sensu i celu w życiu.

Zni­kome więzi spo­łeczne są bar­dziej nie­bez­pieczne dla zdro­wia niż oty­łość i wyso­kie ciśnie­nie krwi. Wpływ samot­no­ści na śmier­tel­ność jest rów­no­ważny wypa­la­niu 15 papie­ro­sów dzien­nie

Doro­śli pozo­sta­jący w sta­łym związku pono­szą mniej­sze ryzyko cho­rób wień­co­wych w porów­na­niu z tymi, któ­rych związki się roz­pa­dły. Geo­rge E. Vail­lant, psy­chia­tra z Harvardu, zba­dał życie 268 odno­szą­cych suk­cesy stu­den­tów na prze­strzeni 75 lat. Oka­zało się, że za speł­nione życie nie odpo­wia­dały ani IQ, ani spo­łeczny czy eko­no­miczny sta­tus. Rów­nież pro­gno­sty­kami szczę­ścia nie oka­zały się towa­rzy­skość czy eks­tra­wer­sja. To, co robiło zasad­ni­czą róż­nicę dla suk­cesu eko­no­micz­nego, zdro­wia psy­chicz­nego oraz fizycz­nego, były ich umie­jęt­no­ści inter­per­so­nalne: zdol­ność do kocha­nia, wyba­cza­nia, wdzięcz­no­ści i empa­tii, co pozwa­lało im two­rzyć satys­fak­cjo­nu­jące związki.

Śmierć z samot­no­ści

Samot­ność nie musi ozna­czać życia w poje­dynkę. Może ozna­czać rów­nież to, jak się czu­jemy, będąc wśród ludzi. Możemy mieć wokół sie­bie bar­dzo wielu zna­jo­mych, a czuć się głę­boko samotni. I odwrot­nie: mieć tylko jedną bli­ską osobę i nie czuć się samot­nym, mając z nią więź. Wiele osób stale pod­łą­czo­nych do sieci spo­łecz­no­ścio­wych w inter­ne­cie, nie­ustan­nie komu­ni­ku­ją­cych się z innymi za pośred­nic­twem apli­ka­cji odczuwa doj­mu­jącą samot­ność. Poczu­cie alie­na­cji według wielu badań wiąże się z depre­sją i zwięk­szoną śmier­tel­no­ścią. Osoby samotne znacz­nie czę­ściej cier­pią na cho­roby serca, są bar­dziej podatne na raka z prze­rzu­tami, mają zwięk­szone ryzyko udaru i obni­żone funk­cje poznaw­cze. Pro­fe­sor psy­chia­trii Beverly H. Brum­mett w swo­ich bada­niach opu­bli­ko­wa­nych w "Psy­cho­so­ma­tic Medi­cine" w 2001 r. stwier­dziła, że wśród doro­słych z cho­robą wień­cową wystę­po­wało 2,4 razy więk­sze ryzyko zgonu ser­co­wego, gdy były samotne. Nic dziw­nego, że jedną z najbar­dziej dra­stycz­nych metod tor­tu­ro­wa­nia jeń­ców wojen­nych jest wła­śnie izo­la­cja spo­łeczna. Zdrowe, dobrze funk­cjo­nu­jące jed­nostki dopro­wa­dza się do cał­ko­wi­tej dez­in­te­gra­cji psy­chicz­nej i fizycz­nej, a nawet śmierci. Wszy­scy boimy się odrzu­ce­nia.

Wszy­scy szu­kamy bli­sko­ści, a jed­no­cze­śnie czę­sto tak bar­dzo boimy się zra­nie­nia i opusz­cze­nia, że pozo­sta­jemy w rela­cjach w ochron­nym pan­ce­rzu, nawet nie zda­jąc sobie z tego sprawy

Wiele badań potwier­dza, że zni­kome więzi spo­łeczne są bar­dziej nie­bez­pieczne dla zdro­wia niż oty­łość i wyso­kie ciśnie­nie krwi. Pro­fe­sor psy­cho­lo­gii Julianne Holt-Lun­stad z Uni­wer­sy­tetu Bri­gham Young odkryła, że wpływ samot­no­ści na śmier­tel­ność jest rów­no­ważny wypa­la­niu 15 papie­ro­sów dzien­nie. Samot­ność w związ­kach rów­nież jest sko­re­lo­wana z wyż­szą ten­den­cją do cho­rób i wyż­szą śmier­tel­no­ścią. Dla wielu osób mał­żeń­stwo nie jest źró­dłem wspar­cia, lecz stresu. Słaba jakość mał­żeń­stwa wiąże się z upo­śle­dze­niem funk­cji układu odpor­no­ścio­wego i hor­mo­nal­nego oraz depre­sją. Traumy, któ­rych doświad­czy­li­śmy w rela­cjach z bli­skimi ludźmi, są znacz­nie trud­niej­sze w lecze­niu niż traumy szo­kowe, takie jak nie­szczę­śliwe wypadki czy klę­ski żywio­łowe. Prze­moc psy­chiczna i fizyczna, brak zro­zu­mie­nia ze strony bli­skiej osoby, obo­jęt­ność, chłód emo­cjo­nalny powo­dują silny stres (zwięk­sza­jąc tętno i ciśnie­nie krwi), który nasila się w miarę trwa­nia związku. Pro­wa­dzić to może do poważ­nych scho­rzeń fizycz­nych i zabu­rzeń psy­chicz­nych.

Tro­ska o sie­bie dla innych

Cho­ciaż wszy­scy pra­gniemy głę­bo­kich, ser­decz­nych więzi, nie jest wcale łatwo je stwo­rzyć. Para­dok­sal­nie czas spę­dzany w poje­dynkę może pozwo­lić nam w kon­se­kwen­cji być z innymi w peł­niej­szy spo­sób. Aby­śmy mogli połą­czyć się z ludźmi, na któ­rych nam zależy, budo­wać z nimi satys­fak­cjo­nu­jące rela­cje, musimy naj­pierw zbudo­wać silne połą­cze­nie z samym sobą - dla­tego tak ważne są podróże do swo­jego wnę­trza. Poma­gają w tym, oprócz psy­cho­te­ra­pii, różne formy medy­ta­cji, uważ­no­ści, tre­ningi współ­czu­ją­cego umy­słu, prak­tyki odde­chowe i inne formy oso­bi­stej pracy z cia­łem.

Zna­jo­mość zło­żo­no­ści wła­snej psy­chiki, akcep­ta­cja i zro­zu­mie­nie dla róż­nych czę­ści sie­bie, pły­nący z tego sza­cu­nek wobec sie­bie i współ­czu­cie to pod­stawa wszel­kich naszych inte­rak­cji z innymi. Dzięki temu będziemy mogli uznać i zro­zu­mieć rów­nież wie­lo­aspek­to­wość psy­chiki innych ludzi, roz­wi­jać w sobie dla nich uważ­ność, cie­pło, cier­pli­wość i tro­skę. Kiedy nie znaj­du­jemy czasu na życz­liwe towa­rzy­sze­nie samemu sobie, wsłu­chi­wa­nie się w swoje różne myśli, emo­cje i odczu­cia fizyczne, na inte­gro­wa­nie roz­ma­itych życio­wych doświad­czeń - możemy dzia­łać auto­ma­tycz­nie i nie­świa­do­mie, odtwa­rza­jąc wciąż stare, dys­funk­cyjne sche­maty. Nie­świa­domi emo­cjo­nal­nych zra­nień i cię­ża­rów z prze­szło­ści spra­wiamy, że mogą one destruk­cyj­nie wpły­wać na nasze związki (i czę­sto tak się dzieje). Bar­dzo trudno nam tym samym auten­tycz­nie otwie­rać się na innych ludzi i doświad­czać miło­ści.

Wszy­scy szu­kamy bli­sko­ści, a jed­no­cze­śnie czę­sto tak bar­dzo boimy się zra­nie­nia i opusz­cze­nia, że pozo­sta­jemy w rela­cjach w ochron­nym pan­ce­rzu, nawet nie zda­jąc sobie z tego sprawy. Wyobra­żamy sobie, że gdy druga osoba nas naprawdę pozna, to zawie­dzie się nami - oka­żemy się nie warci miło­ści. W swo­jej książce "To na sie­bie od zawsze cze­kasz - Magiczna Kuch­nia rela­cji i miło­ści peł­nej odwagi" tera­peuta i twórca sys­temu wewnętrz­nej rodziny Richard C. Schwartz pisze: "Boimy się poka­zy­wać innym, a zwłasz­cza naj­bliż­szej oso­bie te czę­ści, które uzna­jemy za nie­przy­jemne albo wsty­dliwe. Musimy zro­zu­mieć, że tak samo wszy­scy ludzie jak my, mają dzie­cięce zra­nione czę­ści, które zostały obcią­żone poczu­ciem braku war­to­ści czy nie­pew­no­ścią. A związku z tym potrze­bują empa­tii i akcep­ta­cji". Zra­nie­nia z dzie­ciń­stwa mogą nisz­czyć rela­cje i utrud­niać nam two­rze­nie z ludźmi - tak prze­cież upra­gnio­nych - auten­tycz­nych więzi. Dla­tego cza­sem nie­unik­niona okaże się praca w gabi­ne­cie tera­peuty. Bar­dzo wiele możemy jed­nak zro­bić na wła­sną rękę. Na dro­dze do budo­wa­nia więzi z innymi naj­waż­niej­szym wyzwa­niem jest prak­ty­ko­wa­nie i doświad­cza­nie tro­ski oraz współ­czu­cia: wobec sie­bie samych i wobec innych.

fot. Kata­rzyna Paskuda/Paskuda Pho­to­gra­phy/archi­wum pry­watne

ANNA CZAR­NECKA

psy­cho­te­ra­peuta, psy­cho­log. Pra­cuje w nur­cie inte­gra­cyj­nej psy­cho­te­ra­pii doświad­cze­nio­wej, głów­nie w opar­ciu o tera­pię sche­ma­tów, tera­pię skon­cen­tro­waną na emo­cjach (EFT), Gestalt i Focu­sing. Ukoń­czyła rów­nież szko­le­nie z tera­pii skon­cen­tro­wa­nej na współ­czu­ciu (CFT), jest także tera­peutą sys­temu wewnętrz­nej rodziny (IFS), EMDR (Eye Move­ment Desen­si­ti­za­tion and Repro­ces­sing) oraz Bra­in­spot­ting. Współ­twór­czyni Ośrodka Psychotera­pii i Coachingu Inner Gar­den

POMOC­NIK

Połączmy się

- Prak­ty­kuj samo­współ­czu­cie. Nie dba­jąc o sie­bie, nie kocha­jąc sie­bie, nie możemy dbać o innych ani ich kochać. Życz­li­wość wobec sie­bie to sza­cu­nek wobec sie­bie, wyro­zu­mia­łość, także wtedy, gdy coś nam nie wycho­dzi. To rów­nież tro­ska o wystar­cza­jący odpo­czy­nek, zdrowe jedze­nie, ruch. Kiedy jeste­śmy prze­mę­czeni i zestre­so­wani, brak nam cier­pli­wo­ści i trudno nam być "kocha­jącymi" wobec innych.

- Prak­ty­kuj współ­czu­cie. Nad­mierne sku­pie­nie na sobie rów­nież może pro­wa­dzić do cier­pie­nia. Dostrze­ga­nie nie­doli innych ludzi pozwala wyjść "poza sie­bie". Już Vik­tor Frankl sto­so­wał tech­nikę "dere­flek­sji", chcąc odcią­gnąć pacjen­tów od nad­mier­nego kon­cen­tro­wa­nia się na neu­ro­tycz­nych poszu­ki­wa­niach źró­deł swo­jego lęku czy depre­sji. Frankl sta­rał się prze­kie­ro­wać ich uwagę na zdrow­sze czę­ści oso­bo­wo­ści i zachę­cał do podej­mo­wa­nia dzia­łań, które mogą przy­nieść wię­cej korzy­ści sobie i innym. Praca na rzecz innych przy­nosi zado­wo­le­nie oraz spra­wia, że jeste­śmy zdrowsi i żyjemy dłu­żej.

- Zmień spo­sób, w jaki komu­ni­ku­jesz się z innymi ludźmi. Nie obwi­niaj, nie kry­ty­kuj, nie zakła­daj złej woli. Czę­sto czu­jemy się nie­zro­zu­miani, jed­no­cze­śnie nie potra­fimy zro­zu­mieć innych. Nie zno­simy prze­mocy, a sami mamy skłon­ność do agre­syw­nych zacho­wań. Jeśli nie wiesz, jak zare­ago­wać, po pro­stu uważ­nie słu­chaj. Każdy czło­wiek na tej pla­ne­cie chce być wysłu­chany i zro­zu­miany.

- Dbaj o rela­cje. Przyj­mij zapro­sze­nie na kawę lub sam zadzwoń i zapro­po­nuj spo­tka­nie. Kiedy jesteś zapra­co­wany i nie możesz się spo­tkać - zadzwoń do przy­ja­ciół lub napisz do nich wia­do­mość. Pisz liściki wdzięcz­no­ści do osób, które cenisz, prze­każ im, że cie­szysz się, że są w twoim życiu. Szu­kaj przy­ja­znych spo­łecz­no­ści, grup, wspól­not, ludzi, któ­rzy dzielą z tobą zain­te­re­so­wa­nia. Jeśli nie masz przy­ja­ciela, stań się dla kogoś przy­ja­cie­lem, jakiego sam pra­gniesz.

- Anga­żuj się w sprawy, które są dla cie­bie naprawdę ważne. Zazwy­czaj poprzez pasje zmie­niasz życie innych na lep­sze. Nie tylko sam się roz­wi­jasz i twoje życie staje się peł­niej­sze, ale także spo­ty­kasz ludzi, któ­rzy dzielą z tobą twoje war­to­ści i któ­rzy mogą na two­jej pasji sko­rzy­stać.

- Spę­dzaj regu­lar­nie jako­ściowy czas z bli­skimi. Obec­nie ten czas jest czę­sto zakłó­cany przez służ­bowe e-maile czy media spo­łecz­no­ściowe. Dr Vivek Mur­thy, badacz zja­wi­ska samot­no­ści, naczelny chi­rurg USA za cza­sów pre­zy­den­tury Baracka Obamy, w książce "Toge­ther: The Healing Power of Human Con­nec­tion in a Some­ti­mes Lonely World" zauważa, że kupi­li­śmy mit wie­lo­za­da­nio­wo­ści, wie­rzymy, iż możemy robić różne rze­czy i na­dal być w pełni obecni. "Prawda jest taka, że nie możemy - mówi Mur­thy. - Musimy pamię­tać o wpły­wie, jaki tech­no­lo­gia ma na nasze rela­cje, i kre­ować prze­strzeń, w którą wcho­dzimy w inte­rak­cje z ludźmi, bez niej". Upew­nij się, że rodzinny obiad będzie wolny od zakłó­ca­czy, a roz­mów z przy­ja­ciółmi nie będą prze­ry­wać powia­do­mie­nia z tele­fo­nów komór­ko­wych.