Bliżej siebie, bliżej innych
Silne więzi społeczne są niezbędne dla naszego przetrwania. Jesteśmy
biologicznie, poznawczo, fizycznie i duchowo przystosowani do miłości:
bycia kochanymi i kochania. Co się dzieje, kiedy tego zabraknie?
tekst Anna Czarnecka
Bez względu na to, czy koncentrujemy się na karierze, dążymy do sławy,
gromadzenia dóbr czy wiecznej młodości - często naszą prawdziwą, choć
nieuświadomioną motywacją jest tęsknota za byciem widzianym, znaczącym i kochanym. "Większość ludzi nie znosi oddzielenia od innych, nawet na
krótko. Ludzie, którzy nie potrafią tworzyć więzi przez pracę,
przyjaźnie czy relacje rodzinne, zwykle znajdują inne sposoby: poprzez
chorobę, procesowanie się albo rodzinne waśnie. Wszystko jest lepsze od
poczucia wyalienowania, bycia nikim, zapomnianym przez Boga i ludzi" -
napisał w książce "Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii
traumy" psychiatra i badacz traumy Bessel van der Kolk. Pandemia
COVID-19, wojna w Ukrainie, sytuacja w Strefie Gazy, kryzys klimatyczny
i ekologiczny o rosnącej intensywności jeszcze silniej uwidoczniły, jak
bardzo jesteśmy ze sobą połączeni i wzajemnie od siebie zależni. Jako
ludzkość mierzymy się z tak wieloma wspólnymi problemami, że bardziej
niż kiedykolwiek potrzebujemy realnej wspólnoty, zintegrowanego,
wspierającego się społeczeństwa w skali globalnej.
Zaprogramowani na więź
W życiu konfrontujemy się z bólem fizycznym i psychicznym, doświadczamy
smutku po stracie bliskich, konfliktów, nagłych zmian i komplikacji
życiowych, różnego rodzaju utrat, rozczarowań, a niektórzy cierpią z powodu przewlekłego bólu czy niepełnosprawności. Mamy bardzo złożone,
genetycznie ukształtowane mózgi, których nie wybraliśmy. Są
problematyczne, ponieważ tworzą myśli i emocje, zarówno pozytywne, jak i dotkliwe - takie jak złość czy lęk. Nic dziwnego, że szukamy oparcia w sobie nawzajem, potrzebujemy innych, by przetrwać najtrudniejsze życiowe
doświadczenia.
Bliskie relacje są najlepszą ochroną przed zagrożeniem. Jesteśmy
ewolucyjnie zaprogramowani do szukania połączenia z innymi ludźmi,
organizowania się w grupy.
Doświadczenie troski i ciepła ze strony innych ludzi tworzy połączenia
neuronalne w mózgu odpowiadające za rozwój systemu regulacji emocji.
Zapewnia on nam poczucie ochrony i jest podstawą dobrostanu. Wycisza
system wykrywania zagrożeń, zmniejsza poziom pobudzenia: obniża tętno,
ciśnienie krwi, równoważy tryb współczulny i przywspółczulny układu
nerwowego. Wiele badań dowodzi, że już samo wyobrażenie sobie, że ktoś
okazuje nam życzliwość, wystarczy, by pobudzić system kojenia i afiliacji. Bez względu na to, czy jesteśmy dziećmi, czy dorosłymi, kiedy
przeżywamy coś ekstremalnie trudnego, łakniemy kojącej obecności ludzi,
kontaktu fizycznego, ciepłego głosu, ukołysania w bezpiecznych
ramionach, oparcia. Pragniemy poczucia, że nasz umysł i nasze ciało mogą
się rozluźnić na najgłębszym poziomie.
Ludzie, którzy doświadczyli traumatycznych zdarzeń, dochodzą do siebie
właśnie poprzez kontakt z innymi: rodziną, wspólnotą, grupą wsparcia czy
terapeutą. Nawet zwyczajne trzymanie kogoś bliskiego za rękę potrafi
zmniejszyć lęk i ból. Wspomniany już Bessel van der Kolk podkreśla, że
wspierające więzi z innymi nie tylko dają bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne, ale też chronią przed wstydem, karą czy osądzaniem,
pozwalając nabrać siły potrzebnej do zaakceptowania trudnych życiowych
okoliczności. Jak kluczowa dla budowania poczucia bezpieczeństwa i psychicznej równowagi jest więź, pokazują badania prowadzone podczas II
wojny światowej w Anglii. Dzieci odesłane na wieś w trakcie nalotów na
Londyn radziły sobie dużo gorzej od rówieśników, którzy pozostali z rodzicami, choć widzieli przerażające obrazy zburzonych budynków i leżących na ulicach ciał.
Bezpieczne relacje z innymi są fundamentem naszego dobrostanu i satysfakcjonującego życia. W ciągu ostatnich kilku dekad socjologowie i psychologowie w setkach badań to potwierdzili: ludzie, którzy je mają,
są szczęśliwsi i żyją dłużej. Satysfakcjonujące więzi społeczne dają
korzyści zdrowotne. Obniżają ciśnienie krwi, tętno i poziom hormonu
stresu, a co za tym idzie, niwelują stan emocjonalnego napięcia.
Wpływają regulująco również na funkcje układu odpornościowego,
hormonalnego i sercowo-naczyniowego. Dzięki bezpiecznym więziom
śmiertelność spada aż o połowę. Niwelując wpływ stresu na nasz organizm,
przyczyniają się także do zdrowia psychicznego; zwiększają poczucie
sensu i celu w życiu.
Znikome więzi społeczne są bardziej niebezpieczne dla zdrowia niż
otyłość i wysokie ciśnienie krwi. Wpływ samotności na śmiertelność jest
równoważny wypalaniu 15 papierosów dziennie
Dorośli pozostający w stałym związku ponoszą mniejsze ryzyko chorób
wieńcowych w porównaniu z tymi, których związki się rozpadły. George E.
Vaillant, psychiatra z Harvardu, zbadał życie 268 odnoszących sukcesy
studentów na przestrzeni 75 lat. Okazało się, że za spełnione życie nie
odpowiadały ani IQ, ani społeczny czy ekonomiczny status. Również
prognostykami szczęścia nie okazały się towarzyskość czy ekstrawersja.
To, co robiło zasadniczą różnicę dla sukcesu ekonomicznego, zdrowia
psychicznego oraz fizycznego, były ich umiejętności interpersonalne:
zdolność do kochania, wybaczania, wdzięczności i empatii, co pozwalało
im tworzyć satysfakcjonujące związki.
Śmierć z samotności
Samotność nie musi oznaczać życia w pojedynkę. Może oznaczać również to,
jak się czujemy, będąc wśród ludzi. Możemy mieć wokół siebie bardzo
wielu znajomych, a czuć się głęboko samotni. I odwrotnie: mieć tylko
jedną bliską osobę i nie czuć się samotnym, mając z nią więź. Wiele osób
stale podłączonych do sieci społecznościowych w internecie, nieustannie
komunikujących się z innymi za pośrednictwem aplikacji odczuwa dojmującą
samotność. Poczucie alienacji według wielu badań wiąże się z depresją i zwiększoną śmiertelnością. Osoby samotne znacznie częściej cierpią na
choroby serca, są bardziej podatne na raka z przerzutami, mają
zwiększone ryzyko udaru i obniżone funkcje poznawcze. Profesor
psychiatrii Beverly H. Brummett w swoich badaniach opublikowanych w "Psychosomatic Medicine" w 2001 r. stwierdziła, że wśród dorosłych z chorobą wieńcową występowało 2,4 razy większe ryzyko zgonu sercowego,
gdy były samotne. Nic dziwnego, że jedną z najbardziej drastycznych
metod torturowania jeńców wojennych jest właśnie izolacja społeczna.
Zdrowe, dobrze funkcjonujące jednostki doprowadza się do całkowitej
dezintegracji psychicznej i fizycznej, a nawet śmierci. Wszyscy boimy
się odrzucenia.
Wszyscy szukamy bliskości, a jednocześnie często tak bardzo boimy się
zranienia i opuszczenia, że pozostajemy w relacjach w ochronnym
pancerzu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy
Wiele badań potwierdza, że znikome więzi społeczne są bardziej
niebezpieczne dla zdrowia niż otyłość i wysokie ciśnienie krwi. Profesor
psychologii Julianne Holt-Lunstad z Uniwersytetu Brigham Young odkryła,
że wpływ samotności na śmiertelność jest równoważny wypalaniu 15
papierosów dziennie. Samotność w związkach również jest skorelowana z wyższą tendencją do chorób i wyższą śmiertelnością. Dla wielu osób
małżeństwo nie jest źródłem wsparcia, lecz stresu. Słaba jakość
małżeństwa wiąże się z upośledzeniem funkcji układu odpornościowego i hormonalnego oraz depresją. Traumy, których doświadczyliśmy w relacjach
z bliskimi ludźmi, są znacznie trudniejsze w leczeniu niż traumy
szokowe, takie jak nieszczęśliwe wypadki czy klęski żywiołowe. Przemoc
psychiczna i fizyczna, brak zrozumienia ze strony bliskiej osoby,
obojętność, chłód emocjonalny powodują silny stres (zwiększając tętno i ciśnienie krwi), który nasila się w miarę trwania związku. Prowadzić to
może do poważnych schorzeń fizycznych i zaburzeń psychicznych.
Troska o siebie dla innych
Chociaż wszyscy pragniemy głębokich, serdecznych więzi, nie jest wcale
łatwo je stworzyć. Paradoksalnie czas spędzany w pojedynkę może pozwolić
nam w konsekwencji być z innymi w pełniejszy sposób. Abyśmy mogli
połączyć się z ludźmi, na których nam zależy, budować z nimi
satysfakcjonujące relacje, musimy najpierw zbudować silne połączenie z samym sobą - dlatego tak ważne są podróże do swojego wnętrza. Pomagają w tym, oprócz psychoterapii, różne formy medytacji, uważności, treningi
współczującego umysłu, praktyki oddechowe i inne formy osobistej pracy z ciałem.
Znajomość złożoności własnej psychiki, akceptacja i zrozumienie dla
różnych części siebie, płynący z tego szacunek wobec siebie i współczucie to podstawa wszelkich naszych interakcji z innymi. Dzięki
temu będziemy mogli uznać i zrozumieć również wieloaspektowość psychiki
innych ludzi, rozwijać w sobie dla nich uważność, ciepło, cierpliwość i troskę. Kiedy nie znajdujemy czasu na życzliwe towarzyszenie samemu
sobie, wsłuchiwanie się w swoje różne myśli, emocje i odczucia fizyczne,
na integrowanie rozmaitych życiowych doświadczeń - możemy działać
automatycznie i nieświadomie, odtwarzając wciąż stare, dysfunkcyjne
schematy. Nieświadomi emocjonalnych zranień i ciężarów z przeszłości
sprawiamy, że mogą one destrukcyjnie wpływać na nasze związki (i często
tak się dzieje). Bardzo trudno nam tym samym autentycznie otwierać się
na innych ludzi i doświadczać miłości.
Wszyscy szukamy bliskości, a jednocześnie często tak bardzo boimy się
zranienia i opuszczenia, że pozostajemy w relacjach w ochronnym
pancerzu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wyobrażamy sobie, że gdy
druga osoba nas naprawdę pozna, to zawiedzie się nami - okażemy się nie
warci miłości. W swojej książce "To na siebie od zawsze czekasz -
Magiczna Kuchnia relacji i miłości pełnej odwagi" terapeuta i twórca
systemu wewnętrznej rodziny Richard C. Schwartz pisze: "Boimy się
pokazywać innym, a zwłaszcza najbliższej osobie te części, które
uznajemy za nieprzyjemne albo wstydliwe. Musimy zrozumieć, że tak samo
wszyscy ludzie jak my, mają dziecięce zranione części, które zostały
obciążone poczuciem braku wartości czy niepewnością. A związku z tym
potrzebują empatii i akceptacji". Zranienia z dzieciństwa mogą niszczyć
relacje i utrudniać nam tworzenie z ludźmi - tak przecież upragnionych -
autentycznych więzi. Dlatego czasem nieunikniona okaże się praca w gabinecie terapeuty. Bardzo wiele możemy jednak zrobić na własną rękę.
Na drodze do budowania więzi z innymi najważniejszym wyzwaniem jest
praktykowanie i doświadczanie troski oraz współczucia: wobec siebie
samych i wobec innych.
fot. Katarzyna Paskuda/Paskuda Photography/archiwum prywatne
ANNA CZARNECKA
psychoterapeuta, psycholog. Pracuje w nurcie integracyjnej psychoterapii
doświadczeniowej, głównie w oparciu o terapię schematów, terapię
skoncentrowaną na emocjach (EFT), Gestalt i Focusing. Ukończyła również
szkolenie z terapii skoncentrowanej na współczuciu (CFT), jest także
terapeutą systemu wewnętrznej rodziny (IFS), EMDR (Eye Movement
Desensitization and Reprocessing) oraz Brainspotting. Współtwórczyni
Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden