p
"Bogowie - legenda narodzin"
Podobno na początku istniał tylko Bóg - był istotą idealną, która potrafiła uczynić wszystko co tylko zapragnie. A jego pragnienia były ogromne - chciał stworzyć miejsce, po którym będzie mógł chodzić, gdzie narodzą się istoty podobne, lecz nie tak doskonałe jak on. Potrzebował kogoś chronić - trzymać pieczę nad kimś innym niż on sam.
W ten sposób powstało Życie.
Ci, którzy zostali stworzeni jako pierwsi, narodzili się wypełnieni marzeniami i pragnieniami Boga - każde z nich chciało jednak dla siebie czegoś innego, tworząc tym samym na świecie indywidualność. Ich osobiste marzenia dopełniły, a nawet przewyższyły wizję ich Ojca, tworząc więcej miejsc, więcej światów, na których rodziły się kolejne istnienia.
W ten sposób narodziło się wszystko co znane i nie znane.
Pierwsi z narodzonych odziedziczyli po Ojcu nie tylko marzenia - jak się okazało Najwyższy Bóg przekazał im także cząstkę swoich mocy oraz nieśmiertelność, w związku z czym otrzymali ważne zadanie: musieli dbać o światy, które stworzyli. Jednak Ojciec pragnął jeszcze jednej rzeczy - chciał stworzyć wyjątkowe miejsce, gdzie najsilniejsi potomkowie nie obdarzeni darem nieśmiertelności, mogli żyć w spokoju i odradzać się tyle razy, ile tylko zapragną. By móc urzeczywistnić to pragnienie, Bóg potrzebował wsparcia - wezwał dwójkę swoich najpotężniejszych dzieci i poprosił ich o pomoc.
Biały Smok - nazywany także Giga Smokiem lub Bogiem Smokiem - był pierwszym z narodzonych i zarazem najbardziej "innym" spośród nieśmiertelnych. Jego istnienie utrzymywało w światach magię - każde z dzieci Ojca miało w sobie jakąś moc, cnotę, czy umiejętność panowania, lecz magia należała do najpotężniejszej z nich. Miała w sobie zawarte kwintesencje wszystkich cnót, mocy i umiejętności, co czyniło ją najbardziej wszechstronną i najbardziej niebezpieczną ze wszystkich.
Moc, której Ojciec potrzebował od Giga Smoka, to umiejętność przemieszczania dusz z jednego ciała do drugiego - teraz nazywało się to reinkarnacją, lecz kiedyś był to po prostu proces umożliwiający odrodzenie się ze wspomnieniami z wcześniejszego życia, dzięki czemu człowiek mógł żyć w nieskończoność. Wspomnienia te jednak w pewnej chwili zaczęły zanikać wraz z każdym mijanym odrodzeniem - im więcej razy ktoś przenosił duszę do nowego ciała, tym więcej zanikało początkowych wspomnień, które po prostu ginęły w odmętach czasu.
Drugą istotą poproszoną o pomoc była Pani Koszmarów - nazywana tak była przez swoich braci i siostry, którzy w pewnej chwili zapomnieli jej prawdziwe imię. Ludzie określali ją jednak jeszcze dosadniejszymi słowami, rozpoznawalnymi i budzącymi trwogę w każdym ze światów - nazywano ją Panią Śmierci, gdyż jej zadaniem było odbierać życie i prowadzić dusze tam, gdzie miały się znaleźć.
Oba przydomki budziły strach zarówno wśród śmiertelnych istot, jak i nieśmiertelnych Bogów, gdyż Pani Koszmarów potrafiła odbierać życie nie tylko ludziom - na wyraźne życzenie Ojca nie raz zabijała braci i siostry, którzy zbłądzili, pozwalając duszy oszaleć, stając się ich Koszmarem - Katem, przed którym nie można uciec.
Zarówno Biały Smok, jak i Pani Śmierci z radością zgodzili się pomóc swemu Ojcu i tak - łącząc swoje siły - trójka Bogów stworzyła Fantazję. Kraina ta miała być urzeczywistnieniem najpiękniejszych marzeń, w których wszyscy żyliby w spokoju, jednak jak to w przypadku marzeń, rzeczywistość okazała się całkiem inna.
Dowiedziawszy się o powstaniu nowego świata, pozostali Bogowie stali się zazdrośni o to, że Ojciec poprosił tylko dwójkę z nich do urzeczywistnienia tak ważnej dla siebie wizji. W ten sposób pojawiła się zawiść i następujące po nim uczucia zdrady, złości i w końcu nienawiści.
Pokazały się uczucia, które miały nie istnieć, zamknięte tylko w ciele samego Ojca.
Bogowie, opanowani przez nowe emocje, postanowili zniszczyć jego wizję, wykorzystując do tego coś, czego wcześniej nie rozumieli, jednak nowo odkryte uczucia objawiły im prawdę o tym aż zbyt łatwo.
W zniszczeniu idealnego świata Ojca pomógł im Biały Smok, którego "inność" okazała się zgubna nie tylko dla niego, ale i wszystkiego dookoła.
Wpędzony w intrygi rodzeństwa, po raz pierwszy zaczął odczuwać wstyd z powodu własnej inności, aż w pewnym momencie - w jego osłabionym przez knowania umyśle - narodził się Chaos, ukazując jego prawdziwą, najpotężniejszą moc, którą jako jedyny odziedziczył po swym Ojcu - moc Tworzenia.
Z jego umysłu przybyło na świat dwadzieścia istot - dwadzieścia nieśmiertelnych Smoków takich jak on, które dzierżyły w swoich szponach najważniejsze cnoty, emocje i moce potrafiące ujarzmić najważniejsze siły natury, do tej pory uważane za najważniejsze w każdym ze światów.
Jak się okazało, z każdym ze Smoków łączyła go niewidzialna nić - nie byli jego dziećmi, lecz odrębnymi bytami, które "zabrały" z niego kwintesencje pojedynczych mocy, odciążając go w ten sposób, lecz nadal będąc z nim związanym. Dzięki temu Giga Smok nie stracił swoich mocy, mogąc czerpać je od swych towarzyszy, tak jak oni czerpali z niego, kiedy było to potrzebne.
Jednak poza nimi narodził się ktoś jeszcze - ktoś, kogo samo istnienie było równie silne jak całe dobro na świecie. Była to wspomniana "inność" Białego Smoka - emocja w pełni odziedziczona po Ojcu, który wcale nie miał zamiaru obarczać swoich dzieci ową spuścizną, lecz każde z nich dostało ją choć w małym stopniu.
Tymczasem Giga Smok otrzymał samą jej kwintesencję, czyniąc z Ojca wcielenie dobra... a istotę, która się z niej narodziła wcielenie zła.
Ludzkość w każdym ze światów nazwała tę istotę Szatanem.
Narodziny nowych Bogów przyniosły Giga Smokowi zarówno chwałę, jak i przekleństwo. Chwałę, gdyż każdy ze Smoków dzierżył prawdziwą, nieskażoną kwintesencję konkretnej emocji, cnoty, czy mocy panowania - samo to świadczyło o potędze, z którą dotąd żył Biały Smok.
Teraz - gdy uczucia te były rozdzielone - istniała pewność, że żadna z nich nie zniknie ze świata.
Tymczasem przekleństwem było to, że Tworzyciel okazał się także rodzicielem kwintesencji czegoś całkiem przeciwnego - kwintesencji Zła.
Szatan bardzo szybko zaczął działać, opanowując serca ludzi w Fantazji - Biały Smok nie potrafił tego znieść i poprosił o pomoc jedyną istotę, która mogła cokolwiek zaradzić na to, co się działo. Poprosił swą siostrę, Panią Śmierci, by go zgładziła, jednak ta wyjaśniła mu, że skoro Szatan jest kwintesencją całego zła, a Ojciec całego dobra, nie jest wstanie tego zrobić. Jednak istniało jedno wyjście - rozwiązanie, o którym nie pomyśleli.
Skoro Szatan narodził się z Giga Smoka... znaczyło to, że jeśli to On odda życie, nić zostanie urwana i Biały Smok - jako jego tworzyciel - zabierze go ze sobą.
- Nie możesz tego zrobić - panikowały pozostałe Smoki, lecz on wyznał:
- Nie mogę dalej na to pozwalać. On niszczy wszystko, zabija dla zabawy... Proszę cię, siostro...
Pani Koszmarów, walcząc z własnymi wyrzutami sumienia i rozpaczą dookoła, w końcu się zgodziła - zabiła Szatana, tracąc równocześnie Giga Smoka, który był jedyną osobą, którą szczerze kochała.
Kiedy dokonała egzekucji Smoki wpadły w rozpacz. Udały się do Ojca z wieściami, prosząc go, by pozwolił ich przywódcy się odrodzić. Bóg zgodził się, lecz miał jeden warunek - by zachować równowagę, musieli oddać swoją nieśmiertelność i obecne życie. Dzięki temu zarówno Giga Smok, jak i oni także, mogli odrodzić się ponownie bez grzechu, którym było narodzenie się Szatana. Ich wcielenia mają jednak strzec i zachować swoją miłość - chronić każdego, kto odziedziczy duszę ich przywódcy i pomagać jej choćby za cenę własnego życia.
Niestety jednej rzeczy nikt nie przewidział. Kilka tysięcy lat później - w czasach względnego spokoju - kiedy ponownie odrodził się Giga Smok wraz ze swoimi towarzyszami, odrodził się jeszcze ktoś. Ktoś, o kim nigdy nie zapomniano.
Szatan - nadal pamiętający to, jak go potraktowano - znów zaczął dążyć do splugawienia i opanowania świata pewny, że tym razem nikt go nie powstrzyma...
W tym miejscu rozpoczyna się nasza historia. Historia dziewczyny noszącej znamiona swojej mocy na ramionach, walcząca z demonami żyjącymi nie tylko w duszach innych, lecz i we własnym umyśle i krwi.
Los jednak nie jest przesądzony ani dla niej, ani dla reszty Smoków, które również zostały naznaczone przez przeznaczenie, poszukując tej, dla której się odrodziły.
Jednak czy będą w stanie uratować nie tylko ludzkość, ale i samych siebie?
Rozdział 4
Pierwsza miłość i złamane serce
Kolejny dzień nastał nim się obejrzała. Do pokoju wpadły dość silne promienie porannego słońca, skutecznie wybudzając ją ze snu. Otworzyła zdezorientowana oczy, mając wrażenie, jakby w ogóle nie spała - w jej głowie od razu zaczęły kołatać się wydarzenia minionego wieczoru i rozmowa, która - miała cichą nadzieję - nigdy nie obrała takiego toru.
Znała jednak prawdę aż zbyt dobrze - nadzieja była matką głupich, lecz nic nie mogła poradzić, że czasem chciała być głupcem.
Usiadła na łóżku, by odsunąć się od promieni słońca i ścisnęła nasadę nosa, by załagodzić pierwsze objawy bólu głowy - samo to, że je miała, świadczyło o tym, że miniona noc nie była snem, ponieważ dostawała go tylko wtedy, kiedy za bardzo przeciążyła umysł. A informacje, jakie "dostała" wczorajszej nocy były aż nazbyt przeciążające.
Westchnęła i przypomniało jej się, że dziś kończy siedemnaście lat, czyli oficjalnie była już osobą dorosłą. Nie miała jednak pojęcia, co teraz się stanie z jej pasowaniem na Wyższą Kapłankę - czy się w ogóle odbędzie?
Tak naprawdę cały dzisiejszy dzień stał pod znakiem zapytania.
Kiedy ona tak rozmyślała, ktoś zapukał do jej pokoju. Kiedy zapytała kto tam, usłyszała głos Yury:
- To ja Panienko. Wzywa Panią Kapłan Nyon - pragnie, by udała się Pani do ogrodu koło świątyni za pół godziny.
- Dziękuje Yura - odparła i wyczuła, że kobieta odeszła.
Wstała z łóżka domyślawszy się, że jej Mistrz - mimo sytuacji - wcale nie ma zamiaru rezygnować z pasowania jej.
Godzinę później była w ogrodzie Świątyni, klęcząc przed swoim Mistrzem, który z pomocą swej Kapłańskiej laski pasował ją na Wyższa Kapłankę Białego Smoka. Przygotowywali się do tego wszyscy już wiele dni wstecz, dlatego wszystko przebiegło gładko, choć o wiele krócej, niż było przewidziane.
Kieł, Sunny, Marik oraz Biały Mag - Sajran, stali pośród innych Kapłanów Świątyni nie przeszkadzając w ceremonii, która - jak się okazało - była dużo ważniejsza, niż Lina kiedykolwiek mogła przypuszczać.
- Dzięki temu tytułowi możesz dostać praktycznie wszelkie informacje dotyczące Smoków, które posiadają Świątynie - wyznał jej Mistrz, kiedy godzinę później stali oboje za jej domem, rozmawiając o tym, co się wydarzyło.
Marik opuścił ich zaraz po pasowaniu. Lina wiedziała, że nie chciał patrzeć na to, jak wyrusza - poza tym Katrina strzeliła takiego focha jeszcze przed pasowaniem, że nie miał wyboru, jak ruszyć z nimi.
Lina wiedziała, że wuj ją bardzo kochał, jednak rozumiała też, że córka zawsze będzie dla niego na pierwszym miejscu. Miała w tym wszystkim tylko jedno pytanie: Dlaczego Katrina właściwie tu przyjechała?
- Od dziś jesteś Wyższą Kapłanką Białego Smoka - mówił Nyon, wyrywając ją z tych myśli. - Przysługuje ci tym samym prawo by wiedzieć wszystko na tematy związane ze Smokami. Jeśli tylko będziesz potrzebować jakiejś pomocy, pokaż w jakiejkolwiek Świątyni Zmiennych ten herb - schylił się delikatnie i przyczepił go do pasa na jej talii. Od razu poczuła rumieniec na twarzy, czując go tak blisko. - Dzięki niemu otworzą przed tobą wszystkie znane im drzwi.
- A więc nie wystarczyłyby moje znaki - domyśliła się, a on spojrzał na nią poważnie, nadal tak blisko, ciągle nachylony...
- Nie - wyznał, będąc dosłownie kilka centymetrów od jej twarzy. - Jesteś Boginią, lecz o sercu i umyśle człowieka. Twoje znaki faktycznie by ci pomogły, jednak Świątynie - jak wiesz - rządzą się swoimi prawami.
- To dlatego, prawda? - zapytała, ciągle zarumieniona. - To dlatego chciał Mistrz, bym została Kapłanką.
Odsunął się trochę i po raz pierwszy ujrzała, jak spuszcza przed nią wzrok.
- W pewnym sensie - przyznał. - Nie chciałem byś - kiedy nadejdzie czas - wyruszyła bez jakiegokolwiek wsparcia.
- ... - aż zabrakło jej słów na to wyznanie, a on znów odsunął się odrobinkę. - A więc wiedziałeś - powiedziała, czując jak jej wnętrze ogarnia poczucie zdrady. - Wiedział Mistrz, że Szatan się odrodził. Wiedziałeś, że będę musiała... - nagle odwrócił wzrok, a ona cofnęła się, jakby dostała w twarz.
- Przepraszam cię - powiedział i wyjaśnił: - Dostałem zakaz mówienia ci o tym, jednak chciałem cię do tego przygotować. Chciałem byś otrzymała jak najwięcej, zanim...
- Zanim pójdę w paszczę lwa? - zapytała, na co odparł zdecydowanym tonem:
- Możesz go pokonać. - Jego pewność była tak wielka, że uczucie zdrady zaczęło znikać. - Nigdy w nikogo nie wierzyłem tak, jak w Ciebie. Jesteś tą, która jest w stanie z nim walczyć i wygrać - zrozumieć jego działanie i odpowiedzieć na nie. Musisz... tylko wygrać ze sobą - wyznał, a ona zrozumiała, że mówił o jej krwi... i o ukrytych w niej demonach. - Odnajdziesz pozostałych, a oni dadzą ci siłę, której czujesz, że ci brak.
Spojrzała na niego, zrozumiawszy po tylu latach swoje uczucia - ona go kochała. Kochała jego siłę, jego wiarę w nią... to jak na nią patrzył. Czy istniała szansa, że i on ją kochał? Czy jego wiara w nią była miłością?
Tak bardzo pragnęła by...
- Mam coś dla ciebie - powiedział i wręczył jej prezent.
Zaskoczona rozwinęła materiał i ujrzała bransoletę z białego złota, na której znajdowały się wyryte rysunki, niektóre zabarwione czarnym pigmentem.
Od razu ją rozpoznała.
- Dziś są twoje urodziny - powiedział, a ona spojrzała na niego poruszona. - Ta bransoleta może okazać się pomocna.
- Mistrzu... - zaczęła, lecz zamilkła, kiedy ujął jej policzek.
Jej serce zaczęło gwałtownie bić, a policzki nabiegły gorącym rumieńcem. Czy on... czy on chciał ją...
- Nie jestem już twoim Mistrzem - powiedział lekko ochrypłym głosem. - Osiągnęłaś o wiele więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem. Żałuję tylko... - od razu zauważyła zmianę w jego oczach. - Że nasz los jest taki, a nie inny.
Cofnął się poza zasięg jej rąk, zabierając dłoń, a ona zamrugała skołowana.
- Ruszaj - powiedział do niej. - Kieł i Sunny czekają już na ciebie.
Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu, czując, że to koniec. Koniec czegoś... co nigdy tak naprawdę nawet się nie zaczęło.
Poczuła łzy w oczach - resztką sił skłoniła mu się z szacunkiem i powiedziała:
- Dziękuję... Nyon.
Nie patrząc na niego odwróciła się i pobiegła.
Zatrzymała się dopiero przy swojej domowej świątyni, znajdującej się przy końcu tylnej części dworu. Oparła czoło o zimną ścianę budynku i po chwili skuliła się w przy niej, zanosząc płaczem.
Jak mogła być tak głupia? Jak mogła wierzyć choć przez chwilę, że on jednak ją kochał? Dlaczego w ogóle uwierzyła, że z nią wyruszy?
Była największym głupcem, jaki chodził po świecie.
Kiedy trochę się uspokoiła zorientowała się, że ciągle trzyma prezent od niego i w pierwszym odruchu chciała go wyrzucić - powstrzymała się jednak w ostatniej chwili.
Mistrz... Nyon, dał jej największy skarb należący do rodu Demonów - Bransoletę Prawdy. Jej mocą było to, że potrafiła ukazać prawdziwe oblicze każdej istoty, a panował nad nią tylko ten, kto sprawował nad nią piecze. Do tej pory był to Nyon, lecz przekazując jej ów magiczny artefakt, oddał jej tym samym prawo do panowania nad jego mocą.
Oznaczało to tak naprawdę jedno - że ród Demonów był po jej stronie, a była to bardzo pokrzepiająca wieść, z której jednak nie umiała się teraz cieszyć.
Co z tego, że Boscy Strażnicy Ziemi byli po jej stronie, skoro właśnie jeden z nich złamał jej serce?
Schowała bransoletę głęboko do kieszeni, nie chcąc na nią patrzeć.
Nie potrafiła.