p

Narzeczona na weekend - Kate Hewitt

Kup ebooka

11.99 zł
9.83 zł (9,83 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Luca Moretti potrzebował żony. Nie prawdziwej, rzecz jasna. Nie czuł potrzeby zmiany stanu cywilnego. Potrzebował żony na weekend. Wiarygodnej, posłusznej i dyskretnej.

- Panie Moretti? - Jego asystentka Hannah Stewart zapukała, zanim otworzyła drzwi i wkroczyła do znajdującego się na najwyższym piętrze gabinetu z wysokimi oknami wychodzącymi na mokrą od deszczu Lombard Street w londyńskim City. - Przyniosłam dokumenty do podpisania.

Luca, wyrwany z zamyślenia, przyjrzał się kobiecie niosącej plik papierów. Miała schludnie opadające na ramiona włosy koloru blond i łagodny wyraz twarzy. Ubrana była w czarną ołówkową spódnicę, prostą bluzkę z białego jedwabiu i pantofle na niskim obcasie. Nigdy wcześniej nie zawracał sobie głowy jej wyglądem. Kojarzył jednak, że potrafiła szybko pisać na komputerze i była dyskretna, gdy zdarzyło jej się odbierać prywatne telefony do niego.

Teraz skupił się jednak na jasnych włosach i nakrapianej nielicznymi piegami twarzy, która choć ładna, niczym szczególnym się nie wyróżniała. Co się zaś tyczyło figury... Spuścił oczy, taksując asystentkę od stóp do głów. Cóż, nie były to może nazbyt bujne kształty, ale szczupła talia panny Stewart i długie, zgrabne nogi zdały egzamin.

A może by tak...

Asystentka położyła przed nim dokumenty i cofnęła się, ale nie na tyle szybko, by nie zdążył wyczuć kwiatowej nuty perfum. Sięgnął po pióro.

- Czy będę jeszcze potrzebna? - zapytała, widząc, jak kreśli podpis na ostatnim z arkuszy.

- Na razie nie. - Zabrała papiery. Spódnica cicho szeleściła, oblepiając jej uda, gdy zmierzała w stronę drzwi. - Zaczekaj chwilę.

Posłuszna, jak zawsze, odwróciła się. Jasne brwi uniosły się w oczekiwaniu.

Była dobrą asystentką. Jednak pod wizerunkiem osoby, która spełniłaby każde życzenie swojego szefa, dawało się wyczuć spore pokłady ambicji i silną wolę. Obie te cechy mogą mu się przydać w weekend, o ile panna Stewart zechce wziąć udział w jego małej mistyfikacji. A tego był prawie pewien.

- Tak, panie Moretti?

Luca nerwowo bębnił palcami po blacie biurka. Nie lubił kłamać. Jednak ten weekend był dla niego wszystkim, a Hannah Stewart miała zostać trybikiem w maszynerii jego życia. Bardzo istotnym trybikiem.

- Mam ważne spotkanie w ten weekend.

- Pamiętam - potwierdziła. - Pański bilet jest w paszporcie. Kierowca zabierze pana z apartamentu jutro o dziewiątej. Ma pan zarezerwowany lot z Heathrow na Santa Nicola punktualnie o dwunastej.

- Właśnie. - Nie znał szczegółów, ale zgodnie z oczekiwaniami Hannah mu je przypomniała. - Wygląda na to, że jednak będę potrzebował pomocy.

Na twarzy asystentki nadal malował się niezmącony spokój.

- Pomocy w sprawach organizacyjnych?

Zawahał się. Nie miał czasu wyjaśniać jej teraz swoich intencji. Nie wiadomo zresztą, czy by nie odmówiła.

- Tak, właśnie takiej.

Przez moment wydawało mu się, że dostrzegł zakłopotanie, które Hannah zdążyła szybko ukryć za maską profesjonalistki.

- O jaką pomoc chodzi?

Potrzebuję żony. Tylko na jakiś czas.

- Chcę, żebyś pojechała ze mną na Santa Nicola w ten weekend.

Wiedział, że w kontrakcie Hannah miała zapisane nadgodziny i dodatkowe zadania. W przeszłości często zostawała w pracy wieczorami.

Uśmiechnął się uprzejmie.

- Mam nadzieję, że to nie problem?

Później wytłumaczy jej, na czym polega nowe, dodatkowe zadanie.

Hannah zawahała się przez krótką chwilę, a potem pokręciła głową.

- Żaden, panie Moretti.

Hannah czuła zamęt w głowie. Pracowała w Moretti Enterprises trzy lata i szef nigdy nie zabierał jej w podróże służbowe. Czasami tylko musiała pracować po godzinach.

Teraz miała z nim spędzić cały weekend na wyspie, gdzieś na Morzu Śródziemnym. To było chyba najbardziej ekscytujące ze wszystkiego.

- Czy mam zarezerwować dodatkowy bilet? - spytała, usiłując nadać głosowi kompetentny ton.

- Tak.

- Mam nadzieję, że zostały jeszcze miejsca w klasie ekonomicznej.

- Dlaczego miałabyś lecieć ekonomiczną? - Zdziwienie w jego głosie graniczyło z irytacją.

- To duży wydatek, nie powinnam...

- Zapomnij o wydatkach. - Machnął ręką. - Musisz siedzieć koło mnie, będę pracował w czasie lotu.

- Dobrze - powiedziała posłusznie i przyciskając dokumenty do piersi, zastanawiała się, jak przygotować się do takiego wyjazdu. Musi zadzwonić do matki i uprzedzić ją, że wyjeżdża.

Obserwowała go ukradkiem, czekając na dalsze dyspozycje. Siedział lekko rozparty w fotelu, ciemne jak noc włosy były lekko zmierzwione. Proste brwi ściągnięte ku sobie. Palce prawej dłoni nadal nerwowo uderzały o blat hebanowego biurka.

Był przystojnym mężczyzną. Fascynującym, charyzmatycznym, pełnym energii. Miała okazję przyglądać mu się od trzech lat i w tym czasie opanowała do perfekcji rolę asystentki przystojnego szefa. Była tak efektywna, jak to tylko możliwe, i tak niewidzialna, jak to było konieczne. Lubiła swoją pracę. Na swój sposób lubiła także swojego szefa. Zawsze podziwiała jego determinację i dążenie do sukcesu.

- Dobrze, panie Moretti - powiedziała teraz. - Zajmę się wszystkim.

Dał jej znak, że może wyjść.

Z uczuciem ogromnej ulgi zamknęła drzwi od gabinetu i usiadła przy swoim biurku. Ona i Luca byli jedynymi osobami pracującymi na ostatnim piętrze biurowca i Hannah doceniła panującą wokół ciszę, która pozwoliła jej zebrać myśli.

Najpierw zadzwoniła do linii lotniczych i zabukowała dodatkowy bilet w pierwszej klasie. Wciąż miała wyrzuty sumienia, że tyle to kosztuje, choć wiedziała, że Lucę Morettiego stać było nawet na wynajęcie prywatnego odrzutowca. W końcu był prezesem imperium inwestującego w nieruchomości.

Potem napisała krótki mejl do matki. Zadzwoniłaby, ale Luca Moretti nie tolerował prywatnych rozmów w godzinach pracy. Zdążyła nacisnąć "Wyślij", gdy w drzwiach pojawił się szef. Odsunął mankiet marynarki i spojrzał na zegarek.

- Będziesz potrzebowała odpowiednich ubrań na ten weekend.

Hannah skinęła posłusznie głową.

- Oczywiście, panie Moretti.

- Nie takich jak te - dodał z dezaprobatą i Hannah natychmiast spuściła oczy, oceniając naprędce stan białej bluzki i typowo biurowej spódnicy.

- Nie wiem, czy dobrze rozumiem...

- Będzie tam kilka spotkań. Raczej towarzyskich niż biznesowych. Potrzebujesz sukni wieczorowych i tym podobnych rzeczy.

Sukni wieczorowych? Nawet nie miała czegoś takiego w swojej szafie.

- Jako pana asystentka... - zaczęła, ale Luca Moretti znowu machnął ręką.

- Jako moja asystentka musisz być odpowiednio ubrana. Nie wybieramy się na posiedzenie zarządu.

- Jakiego rodzaju spotkania to będą? - zapytała w popłochu.

- Pomyśl o tym jak o eleganckim przyjęciu, podczas którego, miejmy nadzieję, zdołamy ubić dobry interes.

To było jeszcze bardziej intrygujące.

- Obawiam się, że nie mam sukni wieczorowej. - Hanna podjęła kolejną próbę wytłumaczenia się, ale Luca tylko wzruszył ramionami.

- To się da szybko naprawić. - Wyjął smartfon z kieszeni i wybrał numer. Po chwili rozpoczął rozmowę. Mówił bardzo szybko i po włosku. Od czasu do czasu udało jej się wyłapać znajome słowo, ale nie wiedziała, ani o czym, ani z kim Luca rozmawia.

Po paru chwilach rozłączył się.

- Załatwione. Dziś po pracy odwiedzimy butik Diavola.

- Diavola?

- Nie słyszałaś o nim?

Oczywiście, że słyszała. Był to szalenie drogi sklep w ekskluzywnej dzielnicy Mayfair. Raz czy dwa razy mijała go, zerkając z zaciekawieniem na eleganckie witryny.

- Obawiam się, że to nie na moją kieszeń - powiedziała.

- Wliczymy to w koszty - odparł. - Nie mogę oczekiwać, że kupisz ubrania, które założysz prawdopodobnie tylko raz, i to do pracy.

- Dziękuję - odpowiedziała, czując się coraz bardziej nieswojo. Miała wrażenie, że Luca Moretii egzaminuje ją, a ona nie jest w stanie sprostać jego oczekiwaniom.

- Wychodzimy za godzinę - powiedział na zakończenie i zniknął w swoim gabinecie, pozostawiając ją z jej myślami. Kolejną godzinę spędziła, dokańczając w pośpiechu wszystko, co miała na dziś do zrobienia. Dodatkowo musiała się upewnić, że na każdym etapie wyjazdu znajdzie się miejsce dla dodatkowej osoby.

Wiedziała, że Luca miał zatrzymać się u swojego klienta, właściciela ośrodków wypoczynkowych, Andrew Tysona.

Właśnie pisała wiadomość do asystentki Andrew Tysona, gdy Luca wyszedł ze swojego gabinetu. Nakładając marynarkę, obrzucił ją pytającym spojrzeniem.

- Nie wychodzimy?

- Przepraszam, właśnie piszę do asystentki pana Tysona.

- W jakim celu? - Zmarszczył czoło.

- Muszę zapytać, czy będą mieli dla mnie dodatkowy pokój.

- To nie będzie konieczne - powiedział szybko, po czym pochylił się nad biurkiem i zamknął pokrywę laptopa.

- Jeśli do niej nie napiszę...

- To bez znaczenia, wszystko jest załatwione.

- Naprawdę?

- Tak, a na przyszłość, zostaw takie sprawy mnie.

Omal nie otworzyła ust ze zdziwienia.

- Ale przecież to ja powinnam...

- To delikatna sprawa. Wyjaśnię ci wszystko później. Chodźmy już. Mam jeszcze inne plany na wieczór, poza zakupami.

Lekceważący ton sprawił, że zapiekły ją policzki. Szef bywał co prawda niecierpliwy, ale zawsze zachowywał się uprzejmie. Czy to jej wina, że nie miała sukienek na przyjęcia? Bez słowa podniosła się z fotela i otworzyła torbę, by zapakować do niej laptop.

- Zostaw to, idziemy.

- Mam zostawić laptop? - Jej zdumienie nie miało granic. - Ale jak będę pracować w samolocie?

- Laptop nie będzie ci potrzebny.

Zaniepokoiła się. Było coś dziwacznego w tym wyjeździe.

- Panie Moretti, niezupełnie rozumiem...

- Co tu jest do rozumienia? Masz mi towarzyszyć podczas wyjazdu. Proszę tylko o nieco wyczucia i dyskrecji, ponieważ sytuacja jest delikatna. Czy to przekracza twoje możliwości?

Jej twarz zapłonęła żywą czerwienią.

- Nie, skąd! - zapewniła.

Skierował się do drzwi, które otworzył szeroko.

- A zatem chodźmy!

Bez słowa zdjęła z wieszaka płaszcz i wyszła. Za sobą słyszała jego kroki. W windzie Hannah ukradkiem obserwowała twarz szefa. Kanciastą, mocną szczękę ocienioną zarostem, prosty nos, wysoko umieszczone kości policzkowe i długie jak na mężczyznę rzęsy.

Zdawała sobie sprawę z tego, że Luca Moretti był obiektem marzeń wielu kobiet. Przyciągała je jego charyzma i pewna niedostępność, która sprawiała, że chciały o niego walczyć. Być może nawet wyobrażały sobie, że uda im się go okiełznać, ale Hannah, znając go trochę lepiej, wiedziała, że to niemożliwe.

Nieraz musiała zawracać spod jego drzwi zapłakane wielbicielki, tłumacząc, że szefa nie ma i nie będzie. Luca nigdy nie dziękował jej za tego rodzaju przysługi. Kobiety, które praktycznie rzucały mu się do stóp, zwykł traktować jak powietrze. Przynajmniej w pracy. Nie miała żadnej wiedzy o tym, w jaki sposób traktował je w sypialni. Przypuszczała, że był dobrym kochankiem, inaczej nie miałby takiego wzięcia.

Zaczerwieniła się na samą myśl o tym, choć wciąż była zła z powodu jego dzisiejszej opryskliwości.

Na szczęście drzwi się otworzyły i Hannah z ulgą opuściła klaustrofobiczną przestrzeń. Recepcjonistka pożegnała ich z uśmiechem i wreszcie znaleźli się na zewnątrz. Chodniki wciąż były mokre. Wilgotne powietrze momentalnie schłodziło jej zarumienioną twarz. Ledwie zamknęły się za nimi szklane drzwi, przy krawężniku stanęła limuzyna. Wyskoczył z niej kierowca.

- Proszę - zaprosił ją Luca i Hannah wślizgnęła się do środka. Jej nozdrza wypełnił zapach skórzanych obić i nie mogła się powstrzymać, by nie pogłaskać dłonią luksusowej, matowej powierzchni kanapy.

- Jeszcze nigdy nie jechałam tak eleganckim samochodem - powiedziała, co wyraźnie zdumiało Lucę.

- Naprawdę?

Była przecież tylko asystentką. Przyzwyczaiła się do obserwowania luksusu z pewnego dystansu. Rozmawiała z kierowcami limuzyn, zamawiała najdroższego szampana, słyszała potem, jak strzelają korki w sali konferencyjnej. Bukowała bilety w pierwszej klasie, pokoje w luksusowych hotelach i przekazywała instrukcje dotyczące pobytu pana Morettiego. Żadnych lilii w kompozycjach kwiatowych i koniecznie najwyższej jakości pościel.

Miała zatem pojęcie o luksusie, jakim otaczał się jej szef. Po prostu nigdy nie miała okazji znaleźć się w jego świecie.

- Nigdy też nie leciałam pierwszą klasą - dodała cierpko. - Ani nie piłam prawdziwego szampana.

- W takim razie będziesz miała okazję tego wszystkiego spróbować - stwierdził sucho i odwrócił się w stronę szyby. Na jego twarzy odbijały się refleksy świateł samochodowych. - Wybacz - powiedział po chwili i zwrócił się do niej. - Wiem, że zachowuję się trochę... obcesowo.

Spojrzała na niego zaskoczona.

- Odrobinę - przyznała.

Uśmiechnął się przepraszająco.

- Ten weekend jest dla mnie niezmiernie ważny.

Powtórzył to, co już wiedziała. Zdążyła się zorientować, że Luca miał zamiar przejąć kolejną sieć hoteli, ale na pewno nie była to żadna wielka transakcja. Dlaczego więc tak mu na niej zależało?

Limuzyna zatrzymała się przed salonem Diavola. Wewnątrz było jasno, mimo że o tej porze większość sklepów kończyła już pracę. Hannah poczuła niepokój. Jak właściwie miała się zachować? Wybrać suknię czy pozwolić, by Moretti dokonał wyboru? Nie miała ochoty paradować przed nim w kolejnych strojach, aż w końcu któryś zaakceptuje.

Może wszystko pójdzie szybko? Taką miała nadzieję, obserwując jego podenerwowanie. Wyglądał, jakby chciał to mieć już za sobą. Pocieszona tą myślą wysiadła z samochodu.

Luca pospieszył za nią i ujął ją pod ramię. Zdziwiło ją to jeszcze bardziej, bo szef nigdy jej nie dotykał, jeśli nie liczyć sporadycznego uścisku dłoni na powitanie. Pomimo wielu kobiet, jakie się wokół niego kręciły, miała wrażenie, że jest samotnikiem. Lubiła ludzi skoncentrowanych na pracy, więc zupełnie jej to nie przeszkadzało.

Wprowadził ją do butiku i przystanęli, czekając na ekspedientkę, która szła w ich kierunku z uprzejmym uśmiechem. Dłoń Luki przesunęła się na plecy i spoczęła tuż powyżej jej pośladków. Gdyby Hannah potrafiła jasno myśleć w tej chwili, mogłaby precyzyjnie określić pozycję każdego z palców, których ciepło czuła nawet przez materiał bluzki.

- Chciałbym kupić kompletną garderobę na weekend dla mojej towarzyszki - powiedział do kobiety, która trzepotała zbyt mocno wytuszowanymi rzęsami. - Suknie wieczorowe, coś na dzień, kostium kąpielowy, bieliznę nocną i dzienną... Mam nadzieję, że nie zajmie to dłużej niż godzinę.

- Oczywiście, panie Moretti, zaraz się tym zajmiemy.

Bieliznę? Hannah poczuła się w obowiązku zaprotestować.

- Panie Moretti, ja naprawdę nie potrzebuję aż tylu rzeczy - powiedziała przyciszonym tonem.

Jego dłoń zsunęła się niżej, obejmując jej biodro.

- Możesz mi mówić po imieniu - powiedział. - Pracujesz już u mnie... trzy lata? Najwyższa pora przejść na ty. Co o tym sądzisz?

Poczuła na szyi ciepły oddech i zwróciła ku niemu twarz. Jego policzek znajdował się tak blisko, że mogła go musnąć ustami.

- Dobrze - odparła, nie mogąc zdobyć się na użycie jego imienia.

Ekspedientka, która ich powitała, podeszła do wieszaków i zaczęła wybierać ubrania. Druga poprosiła, by usiedli na kremowej sofie. Trzecia przyniosła szampana w smukłych kieliszkach i maleńkie krakersy z kawiorem.

Luca rozsiadł się wygodnie, najwyraźniej przyzwyczajony do tego rodzaju obsługi.

- Panią poproszę ze mną - powiedziała ekspedientka i Hannah na chwiejnych nogach ruszyła za nią do przebieralni, która była większa niż piętro niedużego domku, w którym mieszkała.

- Może zaczniemy od tego? - zasugerowała, pokazując na wieszaku suknię wieczorową z błękitnego szyfonu. Hannah nie mogła oderwać oczu od tkaniny połyskującej w świetle żyrandoli. Pierwszy raz w życiu widziała z bliska równie piękną i na pewno nieziemsko drogą suknię.

- Dobrze - powiedziała i powoli, jak w transie, zaczęła odpinać guziki bluzki.