p

Na krawędzi. Największym ryzykiem jest niepodejmowanie ryzyka - Nate Silver

Kup ebooka

99.00 zł
77.22 zł (77,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

[1] Wielu czytelników zapewne posługuje się językiem angielskim - np. gra w pokera online lub jest na studiach MBA - dlatego pozostawiam przydatne branżowe terminy w oryginalnym brzmieniu w nawiasie - przyp. tłum.

[2] 1 stopa to 30,48 centymetra - przyp. red.

[3] Cierpliwość ta wkrótce wyparowała i jeszcze w tym samym roku przy stołach pokerowych toczyły się już bezustanne spory na temat maseczek i polityki dotyczą­cej szczepionek.

[4] Krzywa dzwonowa - rozkład normalny, krzywa Gaussa; jeden z najważniejszych rozkładów prawdopodobieństwa, odgrywający ważną rolę w statystyce. Wykres funkcji prawdopodobieństwa tego rozkładu jest krzywą w kształcie dzwonu - przyp. red.

[5] A nit (dosłownie "gnida, jajo wszy") to gracz ostrożny lub zdyscyplinowany, termin ten może odnosić się do niechęci do podejmowania ryzyka lub wydawania pieniędzy również poza grą w pokera. Jeśli przyjeżdżasz na lotnisko trzy godziny wcześniej na lot krajowy, to jesteś nitem (słowo to pochodzi od angielskiego idiomu nit-picking, czyli drobiazgowe "szukanie dziury w całym", natomiast słowo degen jest skrótem od degenerate gambler - przyp. tłum.).

[6] Handicap to termin odnoszący się do zakładów bukmacherskich, który oznacza dawanie wirtualnej przewagi jednej z rywalizujących ze sobą drużyn. W przenośnym znaczeniu to także określenie korzystnych okoliczności - przyp. red.

[7] Cena rynkowa pokazująca, że szansa na wygraną wynosi 1 na 6 (17 procent), oznacza, że stosunek przegranej do wygranej wynosi 5:1.

[8] Wydanie polskie: S. Nate, Sygnał i szum. Sztuka prognozowania w erze technologii, tłum. M. Lipa, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2014 - przyp. red.

[9] Butterfly ballots z Florydy, których specyficzny układ graficzny miał w 2000 roku doprowadzić do tego, że wyborcy omyłkowo wybierali innego kandydata niż chcieli - przyp. tłum.

[10] W amerykańskim systemie elektorskim kandydat na prezydenta może uzys­kać większość głosów, ale przegrać wybory - przyp. tłum.

[11] Wyniki moich badań sugerują, że uwarunkowania gospodarcze, takie jak inflacja, stopa bezrobocia i sytuacja na giełdzie, odgrywają ważną rolę w tym, czy prezydenci zostają ponownie wybrani - nawet jeśli sami prezydenci często mają z tym wszystkim stosunkowo niewiele wspólnego. Egzogeniczne wstrząsy - zakłócenia w łańcuchu dostaw, katastrofy naturalne, spory pracownicze, wybuch wojny - potencjalnie mogą mieć ogromny wpływ na amerykańską gospodarkę.

[12] Słowo to znaczyć może "sadzawka" czy "basen" - swimming pool - jak również "pulę" - liczbę rzeczy, którymi dysponujemy, tutaj konkretnie "stawkę w grze" - przyp. tłum.

[13] Tutaj w znaczeniu: zgromadzenie ludzi zebrane w określonym celu, koncern - przyp. tłum.

[14] Wydanie polskie: W. MacAskill, Co jesteśmy winni przyszłości. Longtermizm jako filozofia jutra, Wydawnictwo Feeria Science, Łódź 2024 - przyp. red.

[15] Co znaczy: na krawędzi, na ostrzu noża. Natomiast to have the edge over somebody jest idiomem oznaczającym, że ma się nad kimś przewagę - przyp. tłum.

[16] Z wyłączeniem pokera, w którym grasz przeciwko innym graczom, a nie przeciwko kasynu. Kasyna tak czy owak zarabiają pieniądze na pokerze, ponieważ pobierają prowizję (tzw. rake), czyli część wygranej puli, a czasami pobierają od graczy opłatę godzinową. W pokerze można jednak mieć na tyle dużą przewagę nad innymi graczami, aby pokryć koszty kasyna z części swojej wygranej.

[17] Modele statystyczne i filozoficzne są do siebie bardziej podobne, niż mog­łoby się wydawać. Więcej na ten temat w rozdziale 7.

[18] W tym popularne ETFy - przyp. tłum.

[19] Pokornie podnoszę rękę.

[20] Wielka piątka - pięcioczynnikowy model osobowości autorstwa Paula Costy i Roberta R. McCrae. Model obejmuje czynniki osobowości: neurotyczność, ekstrawersję, otwartość na doświadczenie, ugodowość i sumienność - przyp. red.

[21] Woke pierwotnie oznaczało bycie przebudzonym, czyli świadomym prob­lemów społecznych, takich jak rasizm, nierówności czy niesprawiedliwość. Obecnie termin ten zwykle używany jest w negatywnym kontekście jako skrajnie lewicowa, przesadna poprawność polityczna, która w praktyce sama okazuje się niesprawied­liwa i rasistowska - przyp. tłum.

[22] NLH, teksański klincz bez górnego limitu podbicia ani ograniczenia co do liczby podbić podczas jednej rundy licytacji - przyp. tłum.

[23] To 8,89 cm na 6,35 cm - przyp. red.

Prolog Motywacja

Zapewne wielu z was słyszało o mnie w związku z moimi prog­nozami dotyczącymi wyników amerykańskich wyborów prezy­denckich. Dlatego zdziwić może fakt, że zajmując się polityką, zawsze czułem się jak ryba wyjęta z wody.

Zanim cokolwiek napisałem na tematy polityczne czy zbudowa­łem swój pierwszy wyborczy model prognostyczny, byłem zawodowym pokerzystą. Nadal swobodniej czuję się w kasynie niż na partyjnym kongresie. Na mojej liście kontaktów znaleźć można kilkudziesięciu światowej klasy pokerzystów, lecz niewiele osób, które zajmują się polityką czy pracują w rządzie. Nawet moja decyzja o założeniu w 2008 roku portalu FiveThirtyEight, dla którego pracowałem do 2023 roku, była nieoczekiwaną konsekwencją uchwalenia przez Kongres ustawy, która zakończyła moją trzyletnią karierę zawodowe­go pokerzysty.

Książka ta jest więc niejako powrotem do korzeni. Ostatnie trzy lata spędziłem w świecie, który nazywam Rzeką. Rzeka to rozległy ekosystem podobnie myślących ludzi, od zawodowych pokerzystów, którzy grając o niskie stawki, próbują związać koniec z końcem, po kryptowalutowych wielorybów i miliarderów obracających kapitałem wysokiego ryzyka. To sposób myślenia i styl życia. Ludzie nie wiedzą zbyt wiele o Rzece, chociaż powinni. Większość Rzeczan nie jest bogata ani wpływowa. Jednak na tle reszty populacji bogaci i wpływowi ludzie nieproporcjonalnie często z tego świata właśnie pochodzą.

Biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się w czasie, gdy pisałem tę książkę - skandale związane z oszustwami pokerowymi, transformacja Elona Muska z buntownika ślącego rakiety w kosmos w skandalistę z X, spektakularna implozja na własne życzenie Sama Bankmana-Frieda - można by pomyśleć, że Rzeka doświadczyła kilku trudnych lat. A pomimo wszystko: Rzeka wygrywa. Dolina Krzemowa i Wall Street wciąż gromadzą coraz więcej bogactwa. W Las Vegas jest coraz więcej pieniędzy. W świecie niebudowanym już pracą ludzkich rąk, lecz tworzonym przez maszyny liczące, ci z nas, którzy rozumieją algorytmy, dzierżą w ręku karty atutowe.

W trakcie tworzenia tej publikacji przeprowadziłem około dwustu formalnych wywiadów - głównie z ludźmi, których określiłbym jako mieszkańców Rzeki, ale także z zewnętrznymi jej krytykami i obserwatorami. Do tego dochodzi niezliczona ilość nieoficjalnych i czasami poufnych rozmów podczas gry w pokera, wydarzeń sportowych lub przy piwie - takich, które prowadzę przez całe życie. Częste podróże "w celach badawczych" do Las Vegas, południowej Florydy, Kalifornii i na Bahamy stały się wręcz tematem regularnych żartów ze strony moich przyjaciół. Ale to właśnie tam, w Rzece, wydarza się prawdziwe życie, a nie w akademickich salach wykładowych czy w rotundach budynków rządowych.

Zdobyłem też wiele doświadczenia praktycznego. Grałem w pokera z miliarderami, a dzięki zwycięstwom w turniejach pokerowych znalazłem się na liście pierwszych trzystu graczy w rankingu Global Poker Index. W 2023 roku w renomowanym turnieju World Series of Poker zająłem osiemdziesiąte siódme miejsce przy ponad 10 tys. graczy. Nauczyłem się również, jak półprofesjonalnie obstawiać zakła­dy sportowe, i postawiłem zakłady o wartości niemal 2 mln dolarów. Chociaż nie zbiłem wcale kroci, okazałem się na tyle groźnym graczem, że DraftKings i kilku innych głównych amerykańskich buk­macherów zakazało mi obstawiania u nich jakichkolwiek większych kwot, wbrew ich reklamom błyszczącym na amerykańskich stadionach sportowych i ekranach telewizyjnych.

Chciałbym zostać waszym przyjaznym, kompetentnym - a czasami może nawet prowokującym - przewodnikiem po świecie Rzeki. Rzeczanie zaufali mi, że dobrze opowiem ich historie, ponieważ - nie ukrywajmy tego dłużej - jestem jednym z nich. Ich sposób myś­le­nia jest w dużej mierze taki jak mój.

Mam też nadzieję, że uda mi się pokazać niektóre błędy w ich rozumowaniu. Wybaczcie tak banalne i wyświechtane stwierdzenie, ale Rzeka to nie tylko zabawa i gry. Aktywności, co do których wszys­cy się zgadzają, że są Hazardem przez wielkie H - takie jak blackjack, automaty do gier, wyścigi konne, loterie, poker i zakłady sportowe - są tak naprawdę jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Zasadniczo nie różnią się one zbytnio od handlu opcjami na akcje lub tokenami kryptograficznymi, czy też od inwestowania w nowe start-upy technologiczne. Rzeka jest pełna dopływów czy nisz i nie wszyscy ludzie w Rzece określiliby się mianem hazardzistów. Jednak wszystkie te obszary Rzeki mają ze sobą wiele wspólnego, a do tego istnieją liczne powiązania między ludźmi z poszczególnych części tego środowiska: menadżerowie funduszy hedgingowych grający w pokera, bukmacherzy zakładający swoje biznesy, kryptomiliarderzy wczytujący się w filozofie rodem z Oksfordu, pozwalające badać zachowanie człowie­ka w ujęciu matematycznym.

Rzeka dysponuje również swoim kanonem wpływów i koncepcji, od teorii gier i równowagi Nasha po wartość oczekiwaną i użyteczność krańcową, które leżą u podstaw prawie wszystkich po­dejmowanych tam działań. Większość tych idei nie jest w zasadzie skomplikowana, może być jedynie wyrażana poprzez żargon i liczne odniesienia do innych branżowych terminów. Gdy słyszysz, jak Rzeczanin mówi o "aktualizowaniu szacunków pierwotnych" (updating their priors[1]), "określaniu wielkości swojej stawki" (sizing their bets) lub żartuje na temat spinaczy do papieru, wszystko to odnosi się do jakiejś części kanonu. Cóż, jeśli nie zadaliście sobie trudu, żeby nauczyć się tego żargonu, to przykro mi, ale oni nadal będą go używać i rozmawiać przy was niczym para na przyjęciu obrażająca wasz kunszt kucharski w języku obcym, ponieważ wie, że wówczas nic nie rozumiecie. Nauczę was zatem tyle z tego języka, ile tylko zdołam.

Tak więc zapnijcie pasy, jeśli chcecie, to weźcie ze sobą też kilka dolarów do gry - i nie mówcie nikomu, ale z tyłu autobusu dzieciaki grają w pokera - oto zaczynamy!

1 Optymalizacja

Nigdy nie będzie komputera, który zagra w pokera na światowym poziomie. To gra dla ludzi.

Doyle Brunson

Super/System to 608-stronicowy potwór, coś na kształt Biblii pokera. Książkę napisał w 1979 roku teksański hazardzista, dziesięciokrotny mistrz World Series of Poker, Doyle Brunson, który nadal uchodzi za jednego z najznamienitszych pokerzystów w historii. Książka ta wyprzedziła swoje czasy o całe dekady.

Autor wyjawia światu strategię, którą określa się mianem tight-aggressive (ostrożny / zdyscyplinowany i agresywny), czyli styl preferowany dziś przez większość najlepszych graczy na świecie. Poker - a w szczególności rozsławiona przez Brunsona odmiana tzw. No-Limit Texas Hold'em[22] - to gra, która nagradza agresję. "Spokojni gracze nie wygrywają pokerowych rozgrywek o wysokie stawki", pisał nieżyjący już Brunson. Dobry gracz "przede wszystkim jest ostrożny (tight), jeśli chodzi o wchodzenie do puli", ale "gdy już dołączy do licytacji, robi się agresywny" - starannie wybiera swoje bitwy, które toczy do samego końca.

Super/System zachęca również graczy do częstego blefowania. "Jeśli nigdy nie miałeś okazji zobaczyć prawdziwej gry no-limit, będziesz zaskoczony, widząc, jak wiele jest w niej blefu", napisał Brunson. Ta wskazówka jest równie ważna. Blefowanie jest nieodłącz­nym elementem pokera, który odróżnia go od innych gier karcianych.

Blefowanie nie jest opcjonalne. Na swoje blefy musicie stawiać duże pieniądze w grze przeciwko wszystkim graczom, może z wyjątkiem tych najsłabszych, a to po to, żeby ośmielić przeciwników, którzy dzięki temu zwrócą wam tę inwestycję z nawiązką, gdy w waszych rękach znajdzie się najsilniejsze rozdanie.

Brunson miał rację, że czynnik ludzki odgrywa w pokerze ogromną rolę. Jak przeczytamy w następnym rozdziale, obstawianie dziesiątek tysięcy dolarów na to, co znajduje się po drugiej stronie kawałka papieru o wymiarach 3,5 na 2,5 cala[23], bez wyjawienia przy okazji jakichś informacji, które zdradzą przeciwnikowi siłę waszych kart, nie jest czymś, co przychodzi większości ludzi naturalnie. Ale żeby od razu twierdzić, że komputer nigdy nie zagra w pokera na światowym poziomie? To mógł być najgorszy zakład, jaki Brunson kiedykolwiek zrobił.

- ? - ? - ? - ? -

0 Wprowadzenie

W Seminole Hard Rock Hotel & Casino w Hollywood na Flory­dzie można znaleźć klub nocny, siedem basenów, czternaście restauracji, kryty wodospad o wysokości trzydziestu stóp[2], dziesiątki olśniewających pamiątek z historii rock'n'rolla, dwieście stołów do gier, tysiąc dwieście siedemdziesiąt pięć pokoi gościnnych, trzy tysiące automatów do gier oraz błyszczący hotel w kształcie gitary, który strzela wiązkami neonowego niebieskiego światła dwadzieścia tysięcy stóp w niebo.

Podobnie jak większość kasyn - i jak niemal wszystko inne na południowej Florydzie - Hard Rock jest atakiem na wasze zmysły, który osłabia wszelkie zahamowania. Wyobraźcie sobie kasyno. Jeśli nie byliście nigdy w miejscu pokroju Hard Rock czy Wynn w Las Vegas, prawdopodobnie pomyślicie o obskurnej, cuchnącej od dymu papierosowego budzie z automatami do gry (slot barn) z labiryntem rzędów ćwierkających maszyn. Rzeczywiście, mogą to być jedne z najbardziej przygnębiających miejsc na Ziemi. Jednak w wysokiej klasy kurortach, takich jak Hard Rock, w godzinach pracy atmosfe­ra jest nader entuzjastyczna. Niewiele miejsc w Ameryce przyciąga szerszy przekrój społeczeństwa. Są tu dorośli w każdym wieku, ludzie wywodzący się z różnych ras, klas społecznych, grup etnicznych i orientacji politycznych. Seniorzy żyjący nadzieją, że trafią w końcu jackpota na automatach, są ziomeczkowie i grupki szczebioczących dziewcząt, jak również uczestnicy trzeciorzędnych konferencji orga­nizowanych przez różnej maści stowarzyszenia handlowe, rekompensujący sobie niedogodności tychże delegacji nadużywaniem alkoholu i blackjacka.

Pisząc tę książkę, spędziłem w kasynach mnóstwo czasu.

Nie trzeba chyba dodawać, że nawet te najbardziej oszałamiające przybytki z czasem zaczynają męczyć. Nierzadko miałem wrażenie, że jestem niczym zawodowy fotograf weselny - patrzyłem na ludzi bawiących się jak nigdy dotąd tego wyjątkowego dnia. Znałem jednak już wszystkie te wyświechtane motywy, wszystkie te powtarzające się postacie - kolesia próbującego ukryć przed swoimi kumplami przy stole do gry w kości, że gra powyżej swoich możliwości finansowych; najlepsze przyjaciółki z wieczoru panieńskiego przekomarzające się o najlepsze miejsce, z którego mogłyby przykuć uwagę przechodzącego obok atrakcyjnego kawalera; przyjazna para z Nebraski, do której los się w końcu uśmiechnął przy blackjacku, przegrywająca jednak do końca wieczoru dwa razy więcej niż wcześ­niej wygrała.

W kwietniu 2021 roku byłem na Florydzie na Seminole Hard Rock Poker Showdown, pierwszym naprawdę dużym turnieju pokerowym w Stanach Zjednoczonych od czasu pandemii. Na wszelki wypadek, bo jeszcze nie byłem zaszczepiony na COVID-19, byłem dość ostrożny i unikałem zatłoczonych zamkniętych pomieszczeń. Od 11 marca 2020 roku nie wsiadłem nawet do samolotu po tym, jak w połowie lotu dowiedziałem się, że Tom Hanks zachorował na koronawirusa, że NBA zawiesiła swój sezon, że prezydent Trump odwołał loty z Euro­py - i że ja i moi współpasażerowie wylądowaliśmy we wszechświecie o dużo wyższym poziomie ryzyka.

Minął jednak rok i nadszedł czas na hazard. Sądząc po tłumach w Hard Rock, wielu ludzi czuło podobnie. Pomimo legendarnej tolerancji dla ryzyka, na początku pandemii kasyna zostały w większości zamknięte. Nawet Las Vegas Strip na dwa i pół miesiąca zawiesiło działalność - a zawsze myślałem, że ono będzie akurat działać nawet podczas nuklearnej apokalipsy. W tym okresie przychody z gier kasynowych w całych Stanach Zjednoczonych spadły aż o 96 procent w porównaniu z rokiem poprzednim.

Ale kasyna odbiły sobie ten czas z nawiązką. Pomiędzy niepokojem spowodowanym doniesieniami o bezprecedensowej umieralności na koronawirusa a nudą wynikającą z bezprecedensowego braku interakcji społecznych rozkwitł apetyt Amerykanów na odrobinę YOLO (you only live once - żyje się tylko raz), który znalazł odzwierciedlenie we wszystkim: od nielegalnych pokazów sztucznych ogni, przez wypadki drogowe, po bańki kryptowalutowe (w ciągu roku po ogłoszeniu przez WHO pandemii COVID-19 cena bitcoina wzrosła prawie dziesięciokrotnie). I tak w kwietniu 2021 roku - nawet gdy w niektórych częściach kraju szkoły pozostawały nadal zam­knięte - amerykańskie kasyna zainkasowały od swoich klientów oszałamiające 4,6 mld dolarów przychodów z gier, o 26 procent więcej niż w tym samym miesiącu dwa lata wcześniej, przed pandemią.

Pokerzyści przybyli do Hard Rock niczym na pokaz siły. Przed koronawirusem, w kwietniu 2019 roku, w tym samym turnieju wzięło udział 1360 uczestników. Odsłona z 2021 roku przyciągnęła ich prawie dwa razy więcej - 2482 uczestników - pomimo że wciąż znajdowaliśmy się w środku pandemii i obowiązywał zakaz podróżowania, który dotknął większość pokerowego świata. Z łatwością mogło być nas więcej: popyt był tak wielki, że trzeba było czekać godzinami, aby móc wysupłać tych 3500 dolarów i zarejestrować się w turnieju. Były to najliczniejsze w historii zawody World Poker Tour, sponsora tego wydarzenia. Turniej ostatecznie wygrał Brek Schutten, pielęgniarz z oddziału intensywnej terapii w Grand Rapids w stanie Michigan, który wiele czasu spędził na oddziałach z pacjen­tami chorymi na koronawirusa.

Graliśmy w nietypowych warunkach. Obowiązywał nakaz nosze­nia maseczek i spodziewałem się, że będą przygody z egzekwowa­niem przepisów: pokerzyści są zarówno indywidualistami, jak i ludźmi wybuchowymi, a nie typem człowieka, który potulnie wykonuje rozkazy. Jednak większość z nich była na tyle szczęśliwa, że może znów zagrać w pokera, iż skarg było stosunkowo niewiele[3].

Większym ograniczeniem było to, że jako półśrodek przeciwko koronawirusowi stoły do pokera wyposażono w niezgrabne ośmioboczne przegrody z pleksiglasu. Wiązała się z tym zabawna uciążliwość: za każdym razem, gdy jakiś gracz został wyeliminowany z turnieju, obsługa oznajmiała jego odejście, z piskiem wycierając jego sekcję pleksiglasu, niczym chłopiec z ręcznikiem w NBA wycierający pot z parkietu po tym, jak Giannis Antetokounmpo wsadził piłkę do kosza nad głową jakiegoś nieszczęsnego skrzydłowego.

Jednak pleksiglas działał jak lustra w gabinecie śmiechu, utrudniając prawidłową obserwację przeciwników. Jasne, jeśli się skoncen­trowałem, wystarczająco wyraźnie widziałem pozostałych graczy. W przeciwieństwie do tego, o czym być może słyszeliście, większość pokerowych wskazówek nie płynie z otwartego wpatrywania się w przeciwnika i czytania w jego duszy. Są to bowiem subtelności na granicy świadomej obserwacji: ruch nadgarstka tu, przyspieszenie pulsu tam; przeciwniczka, którą szpiegujesz kątem oka, lekko prostuje się na krześle po pierwszym spojrzeniu na swoje karty (prawdopodobnie ma dobre rozdanie). Poker jest głównie grą matematyczną, jednak przewaga szans jest na tyle niewielka, że z wdzięcznością przyjmiesz wszystko, co możesz odczytać z zachowania przeciwnika.

Z całym tym pleksiglasem, maseczkami oraz czasem spędzonym w odizolowaniu od innych ludzi, czułem się, jakbym grał w pokera pod wodą. Moje ciało zdradzało niepokój. Nie tylko przyspieszało bicie mojego serca, gdy podejmowałem ważne decyzje, lecz bywały momenty podczas turnieju, gdy zaczynały mi drżeć ręce przy wykładaniu żetonów, co prawie nigdy wcześniej ani później mi się nie zdarzyło. Kiedy potem przeanalizowałem kilka rozdań z moim trenerem - tak, mam trenera pokera, tak jak niektórzy ludzie mają trenera osobistego - okazało się, że prawie za każdym razem przece­niałem swoje karty, zbyt dużo robiłem i kombinowałem, jakbym chciał nadrobić stracony podczas pandemii rok. Baza danych Hendon Mob Poker mówi, że ostatecznie zająłem sto sześćdziesiąte pierwsze miejsce w turnieju z wygraną 7465 dolarów, jednak tak naprawdę z tej całej wycieczki wyszedłem na minusie.

Mimo wszystko było to wspaniałe doświadczenie. Po izolacji w roku 2020, który był również rokiem wyborczym - podczas pandemii pracowałem zdalnie, a lata wyborów prezydenckich są dla mnie alienujące, o czym więcej zaraz - poczułem się mile widziany w świecie pokera. World Poker Tour wysłał mi nawet ze swojego konta @WPT gratulacje na Twitterze, czego zwykle nie robi się dla graczy kończących na sto sześćdziesiątym pierwszym miejscu.

Nie jestem pewien, czy już wtedy w pełni zdawałem sobie z tego sprawę, ale turniej był przedsmakiem kilku wglądów, których doznałem w trakcie pisania tej książki. Jednym z nich było to, że dzieje się coś ważnego, coś, co wykracza poza pokera. To, że turniej przyciągnął rekordową liczbę graczy - że ludzie tak agresywnie wracali do normalności w hiperrealistycznym i oczywiście mało sterylnym środowisku kasyna - wydawało się nie bez znaczenia. Ludzie zawsze mieli różną tolerancję na ryzyko, jednak często skrywało się to przed okiem opinii publicznej. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy osoba stojąca przede mną w kolejce w sklepie spożywczym planuje spędzić wieczór zwinięta w kłębek, oglądając Netfliksa, podczas gdy osoba tuż za mną szykuje się do całonocnej imprezy w klubie ze striptizem i kokainą - i prawdę mówiąc, wcale mnie to nie obchodzi.

Jednak koronawirus sprawił, że nasze preferencje dotyczące ryzyka stały się sprawą publiczną, nosiliśmy je jak na dłoni, tudzież dosłownie na twarzy. Dla wielu ludzi COVID-19 był Dzikim Zachodem, zmusił ich do zmierzenia się z ryzykiem i nagrodą, mając przy tym do dyspozycji niewielką ilość precedensów, na których mogliby się oprzeć, za to z wieloma wskazówkami ekspertów, bezustannie się zmieniającymi. Moje doświadczenie płynące z pracy nad tą książką jest takie, że ludzie są coraz bardziej podzieleni pod względem stopnia tolerancji ryzyka, co wpływa na całe ich życie, na to, z kim się spotykają i na kogo głosują. Być może fan Netfliksa i koneser klubów ze striptizem nie robią już dziś nawet zakupów w tym samym sklepie spożywczym: ten pierwszy przeprowadził się na wieś, aby nie musieć siedzieć w biurze, podczas gdy ten drugi przeniósł się do Miami - i prawdopodobnie grał przeciwko mnie w turnieju pokerowym.

Chcę być tutaj jednak ostrożny. W każdym rozkładzie statystycznym można znaleźć ludzi na obu krańcach krzywej dzwonowej[4], a ta publikacja skupia się często na tych ze skrajnie prawego ogona ryzyka. Skłonność do podejmowania ryzyka jest jednak słabo zbadaną cechą osobowości, a literatura naukowa jest podzielona co do tego, w jakim stopniu niektórzy ludzie są bardziej otwarci na ryzyko, a na ile podejmują ryzyko jedynie w określonych dziedzinach. Moim ulubionym przykładem osoby ryzykującej w określonej dziedzinie jest dr Ezekiel Emanuel, który zasiadał w radzie doradczej prezydenta Bidena ds. COVID-19. W felietonie z maja 2022 roku Emanuel napisał, że unika jedzenia w restauracjach, ponieważ obawia się długotrwałych następstw koronawirusa, jednocześnie chwaląc się jazdą na motocyklu. Wydaje się, że jest to dość szalona para preferencji dotyczących ryzyka (w przeliczeniu na każdą przejechaną milę, jazda na motocyklu wiąże się z około trzydziestokrotnie większym prawdopodobieństwem śmierci w wypadku niż jazda samochodem osobowym). Sam zresztą mogę wymienić wiele obszarów życia, na podstawie których moje preferencje dotyczące ryzyka trudno uznać za racjonalne czy spójne. Ludzie są skomplikowani i nawet wśród pokerzystów jest mnóstwo tych stawiających wszystko na jedną kartę degeneratów (degens) oraz wielu cykorów (nits[5]).

Wzrost przychodów kasyn w USA po pandemii COVID-19

Rzeczywiście większość z nas wydaje się wewnętrznie rozdarta w kwestii poziomu ryzyka, które chcemy podejmować w swoim życiu. Jednym z truizmów płynących z badań nad ryzykiem jest to, że młodsi ludzie są bardziej skorzy do podejmowania ryzyka niż osoby starsze. Jednak to może się zmienić. Nastolatki w Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachodnich znacznie rzadziej uciekają się do ryzykownych zachowań - takich jak narkotyki, alkohol, seks - niż jeszcze pokolenie temu.

A mimo wszystko hazard kwitnie w najlepsze. W 2022 roku w licencjonowanych kasynach i na stronach internetowych z hazardem Amerykanie przegrali około 60 mld dolarów, co stanowi rekordową kwotę nawet po uwzględnieniu inflacji. Stracili również około 40 mld dolarów w nielicencjonowanych grach hazardowych, w szarej strefie lub na czarnym rynku, i około 30 mld dolarów w loteriach stanowych. Dla jasności, jest to kwota, którą przegrali, a nie kwota, którą postawili - ta była prawie dziesięciokrotnie większa. Biorąc pod uwagę wszystkie formy hazardu, Amerykanie prawdopodobnie ryzy­kują ponad jednym bilionem dolarów rocznie.

Średnia długość życia a PKB na mieszkańca, 2021 rok, kraje OECD

A oto coś, co większości z nas prawdopodobnie spędzi sen z powiek: średnia długość życia Amerykanów uległa stagnacji. Podczas pandemii w rzeczywistości spadła z 78,8 lat w 2019 roku do 76,4 lat w 2021 roku. Dane dotyczące średniej długości życia podczas pande­mii mogą być mylące - zasadniczo zakładają, że utrzymamy tę samą liczbę zgonów z powodu koronawirusa w przyszłości, podczas gdy prawdopodobnie tak się nie stanie - i liczby te zaczęły w pewnym stopniu odbijać. Jeszcze przed koronawirusem amerykańscy mężczyźni stracili jedną dziesiątą roku średniej długości życia między 2014 (76,4 lat) a 2019 rokiem (76,3 lat).

Okazuje się, że Stany Zjednoczone są obecnie niechlubnym wyjątkiem pośród krajów wysoko rozwiniętych. Sądząc po naszym bardzo wysokim PKB, można by oczekiwać, że długość życia Amerykanów będzie o około pięć lat dłuższa niż jest w rzeczywistości. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone i składa się na nie mieszanka czynników kulturowych i politycznych, a także duże nierówności w kraju. Częś­ciowo odzwierciedlają one również większą skłonność Amerykanów do podejmowania ryzyka - lubimy szybką jazdę samochodem, zażywamy więcej opioidów, mamy więcej przypadków zachorowań na koronawirusa, więcej broni palnej - za to mniej skorzy jesteśmy do poświęcenia swojej wolności lub wzrostu gospodarczego na rzecz dłuższego życia.

- ? - ? - ? - ? -

Podczas lotu z Florydy uświadomiłem sobie, że ów świat pokerzystów i ludzi ich pokroju - świat skalkulowanego ryzyka - był rzeczywistoś­cią, do której pasowałem.

Nie ma zresztą co się dziwić, najwyraźniej mam to nawet we krwi. Chociaż moi rodzice nie przepadają za kartami ani kasynami, to już babcia ze strony ojca, Gladys Silver, świetnie grała w remika i brydża, słynęła też z braku litości dla nieostrożnych graczy: jeśli zdarzyło się wam nieopacznie odsłonić swoje karty, w pełni wykorzystała tę informację, aby dać wam nauczkę, byście następnym razem byli już bardziej uważni. Mój pradziadek Jacob Silver założył warsztat sa­mo­chodowy w Waterbury w stanie Connecticut, w którym co drugi piątek w dniu wypłaty organizował pokerowe rozgrywki - dopóki, jak głosi rodzinna legenda, żony mechaników nie zmusiły go do płacenia swoim pracownikom czekami a nie gotówką, ponieważ zbyt wielu mężów wracało do domu z pustymi portfelami. Drugi pradziadek, Ferdinand Thrun, był okrytym złą sławą podpalaczem, który wymyślił tak innowacyjne sposoby popełniania oszustw ubezpieczeniowych, że nie było paragrafów, na podstawie których można by go o cokolwiek oskarżyć. Innymi słowy Ferdinand potrafił nieźle blefować.

Podczas tak zwanego boomu pokerowego w latach 2004-2007 byłem zawodowym pokerzystą. Pokerowy boom rozpoczął się z powodu rosnącej dostępności pokera online i za sprawą Chrisa Money­makera, księgowego z Nashville, który przez internet zakwalifikował się do gry o 10 tys. dolarów na 2003 World Series of Poker, a następ­nie postawił swoją wygraną w głównej rozgrywce, na której zgarnął 2,5 mln dolarów.

Gdybyś poprosił ChatGPT o wskazanie osoby, która dostarczyła pokerowi największego zainteresowania poprzez wygranie WSOP, podałby nazwisko Moneymakera. Grzeczniutki, pulchniutki dwudziestoparolatek z nudną pracą w korpo był dokładnie tym typem klienta, do którego skierowane były strony internetowe z pokerem, był archetypem klepacza biurowego, który chciał wyr­wać się ze swojego boksu i zgarnąć wielką wygraną. Liczba uczestników głównego wydarzenia World Series of Poker eksplodowała z 839 w 2003 roku do 8773 zaledwie trzy lata później w 2006 roku, w dużej mierze za sprawą ludzi, którzy zdobyli swoje miejsca przez internet.

Byłem właśnie jedną z tych osób, które żyły marzeniami. Wkrótce przeszedłem na tryb nocny. W pokera najlepiej gra się późno w nocy, gdy przeciwnicy są pijani, niewyspani lub oszołomieni wielką wygraną bądź przegraną. Wracałem więc do domu, ucinałem sobie drzemkę, a następnie grałem w pokera online, czasami aż do rana, kiedy to szedłem do pracy i próbowałem jakoś przetrwać ten dzień. Nie trzeba chyba dodawać, że nie dało się tak żyć na dłuższą metę, a ponieważ znacznie więcej pieniędzy zarabiałem jako pokerzysta niż jako konsultant, po pół roku ostatecznie rzuciłem pracę w korporacji, aby móc skoncentrować się na grze w pokera. Nawiąza­łem również współpracę ze start-upem Baseball Prospectus zajmują­cym się statystykami baseballowymi.

Przez te trzy lata dobrze się z tego żyło, ale, jak to w hazardzie bywa, nie trwało to długo. Po części była to naturalna ewolucja gry: pokerowy boom przerodził się w stagnację, gdy przegrywający gracze albo splajtowali, albo zrezygnowali, albo stali się lepsi i sami zaczęli ogrywać jednego naiwniaka po drugim. Częściowo była to jednak także zasługa Kongresu Stanów Zjednoczonych. Pod koniec 2006 roku Kongres kierowany przez republikanów spragnionych głosów od "zdrowej moralnie większości wyborców" (szczególnie po tym, jak republikański kongresmen Mark Foley podał się do dymisji, gdy wyszło na jaw, że słał wiadomości o charakterze seksualnym do nieletnich podwładnych płci męskiej) przyjął Ustawę o egzekwowa­niu przepisów dotyczących nielegalnego hazardu w internecie (UIGEA). Ustawa nie zakazywała grania w pokera online jako takiego, ustano­wiła jednak przepisy, które zablokowały bramki płatnicze - a trudno jest grać w pokera, jeśli nie można wymienić gotówki na żetony. Niektóre portale zamknęły się dla amerykańskich graczy, podczas gdy inne pozostały otwarte, jednak operowały w cieniu nielegalności. Pojawiły się problemy z wpłacaniem i wypłacaniem pieniędzy, więc nowi niedoświadczeni gracze przestali dołączać do gier, a tym samym ich wygrywanie stało się jeszcze trudniejsze.

Sytuacja miała również swoją jasną stronę: UIGEA wzbudziła moje zainteresowanie polityką. Ustawę tę przepchnięto w szerszych ramach wdrażania niezwiązanych z tematem przepisów o bezpieczeństwie narodowym, które przegłosowano podczas ostatniej sesji przed feriami. Był to sprytny zabieg, a ponieważ w efekcie tego straciłem pracę, zapragnąłem, żeby ludzie odpowiedzialni za wprowa­dzenie tych ograniczeń też wylądowali na bruku. I tak też się stało: republikanie utracili zarówno Izbę Reprezentantów, jak i Senat, a ze swą posadą pożegnał się Jim Leach z Iowa, główny sponsor UIGEA, którego trzydziestoletnia kadencja zakończyła się częściowo za sprawą pokerzystów, sponsorujących kampanię jego przeciwnika.

Sześć miesięcy później, gdy strumień gier zaczął wysychać i trudno było utrzymać się z grania, rzuciłem pokera. Natomiast dzięki świeżo odkrytemu zainteresowaniu polityką i wolnemu czasowi na bezrobociu, w 2008 roku założyłem portal FiveThirtyEight. Bez fałszywej skromności FiveThirtyEight nagle zyskał ogromną popularność, urósł od początkowo kilkuset czytelników dziennie do setek tysięcy w dniu wyborów tego samego roku. Zanim się zorientowałem, miałem już dziesiątki milionów użytkowników, a w 2016 roku według serwisu analitycznego Chartbeat nasza strona z prognozami wyborczymi miała najbardziej angażujące treści w całym internecie.

Wartość oczekiwana: Co odróżnia Rzekę od reszty świata?

Jednak gdy dziesiątki milionów ludzi ogląda twoją prognozę, to wielu z nich jej nie zrozumie. Probabilistyczna prognoza wyborcza - np. przewidywanie, że demokratyczny senator Mark Kelly ma 66 pro­cent szans na reelekcję w Arizonie - jest produktem bardzo specyficznego sposobu myślenia. Dla byłego zawodowego pokerzysty jest to najnaturalniejsza rzecz na świecie, dla wielu innych ludzi będzie jednak czymś zupełnie niezrozumiałym.

Model statystyczny, który stworzyłem dla FiveThirtyEight, przewidywał 8 listopada 2016 roku 71 procent szans na wygraną Hillary Clinton i 29 procent szans na wygraną Donalda Trumpa. Warto przypomnieć, że ten szacunek szans Trumpa był wówczas uważany za nader wysoki. Inne modele statystyczne określały szanse Trumpa na poziomie od 15 procent do nawet mniej niż 1 procenta. Rynki bukmacherskie szacowały je na około 1 do 6 (czyli 17 procent). Trump oczywiście wygrał, zyskując przewagę w kilku stanach w Pasie Rdzy, w których żaden z kandydatów w wyborach prezydenckich nie miał znaczącej przewagi (swing states). Reakcja wielu osób ze świata polityki na tę prognozę była następująca: "Nate Silver jest debilem". Ale z mojego punktu widzenia - i według ludzi Rzeki, świata wykwalifikowanych hazardzistów i podobnie myślących ludzi, których przedstawiłem w prologu - była to cholernie dobra prognoza. Był to właściwy szacunek z jednego prostego powodu: gdybyś na niego postawił, zarobiłbyś mnóstwo pieniędzy. Jeśli model mówi, że szanse Trumpa wynoszą 29 procent, a cena rynkowa to 17 procent, właściwym zagraniem jest postawienie na Trumpa - i to dużych pieniędzy, ponieważ za każde 100 dolarów przeznaczonych na Trumpa można było oczekiwać zysku w wysokości 74 dolarów.

Swoją drogą, swój głos oddałem na Clinton. Wiele osób chętnie wam powie, jak powinniście zagłosować. Moim zadaniem jest jednak handicapowanie[6] wyścigu - doradzam wam, na kogo powinniście postawić pieniądze. Innymi słowy beznamiętnie oceniam prawdopodobieństwo.

Ludzie Rzeki powiedzieliby, że moja prognoza była +EV, co oznacza "dodatnią wartość oczekiwaną" (positive expected value) - wynik, który średnio spodziewacie się uzyskać w długim okresie. Na przykład w tym przypadku EV oblicza się w następujący sposób:

(0,71 × -100 dolarów) + (0,29 × +500 dolarów) = +74 dolary

W 71 procentach przypadków wygrywa Clinton, a ty tracisz swoje 100 dolarów. Ale w 29 procentach przypadków, gdy Trump wygrywa, otrzymujesz wypłatę po kursie 5:1[7], zamieniając swoje 100 dolarów w 500 dolarów.

To dobry, naprawdę dobry wynik. Gracze obstawiający zakłady sportowe często się cieszą, jeśli na pojedynczym zakładzie uda im się ugrać od 2 do 5 procent. Na giełdzie po uwzględnieniu inflacji oczekiwany zysk wynosi około 8 procent rocznie. Stawiając na Trumpa, można było oczekiwać 74-procentowego zysku z każdego zainwes­towanego dolara.

Wartość oczekiwana jest tak fundamentalną koncepcją w sposo­bie myślenia ludzi Rzeki, że rok 2016 niczym papierek lakmusowy pokazał mi, kto w moim życiu jest członkiem tego plemienia, a kto nie. Jeden typ ludzi się na mnie wściekał, a jednocześnie inni czuli dreszczyk ekscytacji, ponieważ mogli wykorzystać prognozę FiveThirtyEight, by postawić zwycięski zakład (do tej pory zdarza się, że pokerzyści fundują mi kolację za pieniądze, które wygrali dzięki moim prognozom z 2016 roku lub z innych lat).

Ów sposób myślenia może się wam wydać obcy. To nie problem. Jesteśmy dopiero na początku naszej przygody. Mamy za to pewne filozoficzne komplikacje do rozwikłania. Na przykład, co oznacza "średni wynik" w kontekście pozornie jednorazowego wydarzenia, jakim były wybory w 2016 roku? Chcę jednak, abyście zrozumieli, że wielu wpływowych ludzi i firm myśli w kategoriach wartości oczekiwanej właśnie - i na dłuższą metę wygrywają więcej niż tracą. Firmy takie jak Seminole Gaming, która zarządza Hard Rock, zarabiają miliardy dolarów rocznie, które pochodzą w dużej mierze od ludzi nierozumiejących EV.

Na początku chciałbym, żebyście spróbowali zacząć myśleć probabilistycznie. Kluczowym twierdzeniem w mojej pierwszej książce The Signal and the Noise[8] jest to, że prognozy probabilistyczne są oznaką pokory, a nie pychy. Świat jest skomplikowany. Niewielkie perturbacje mogą być brzemienne w skutki, od zabójstwa Franciszka Ferdynanda po cykl wydarzeń w Chinach, który doprowadził do powstania pierwszej wersji wirusa SARS-CoV-2. Czasami cała trajek­toria historii zdaje się zależeć od niemal losowych wydarzeń, takich jak źle zaprojektowana karta do głosowania w hrabstwie Palm Beach na Florydzie, która spowodowała, że niektórzy mieszkańcy Florydy omyłkowo zagłosowali na Pata Buchanana, co prawdopodobnie kosz­towało Ala Gore'a przegraną w wyborach prezydenckich z 2000 roku. Jeśli rozegracie tysiące rozdań pokerowych, obejrzycie setki wydarzeń sportowych, na których ważą się losy waszych pieniędzy, lub za­inwestujecie w dziesiątki start-upów, to szybko się przekonacie, że z powodu kaprysów losu i naszego niepewnego stanu wiedzy o świecie, niezwykle trudno jest mieć nawet mniej więcej rację. Prawdopo­dobieństwo jest zazwyczaj najlepsze, co może nas spotkać.

Ale to nie wszystko. Dla hazardzistów, traderów i twórców modeli statystycznych świat jest skomplikowany, stochastyczny i uwarunkowany. Zawzięcie walczymy o każdy punkt bazowy wartości. Jeśli nasze modele mogą mieć rację w 53,1 procentach przypadków zamiast 52,7 procentach, uznajemy to za ogromny krok naprzód. Zdajemy sobie sprawę, że trudno jest pokonać rynek - nie jest to niemożliwe, ale skomplikowane - czego dowodzą wyniesione z boju liczne blizny na naszym ciele.

Oczywiście jest wiele sytuacji, w których zwykli ludzie intuicyjnie rozumieją prawdopodobieństwo. Biorą ze sobą parasol, jeśli niebo się chmurzy. Kalkulują, czy warto przekroczyć dozwoloną prędkość o 15 mil na godzinę, gdy nieuchronnie zbliża się godzina odlotu ich samolotu. Będą nieświadomie klepać się po kieszeniach, sprawdzając, czy ciągle mają jeszcze swój telefon lub portfel, w miejscach, o których wiadomo, że grasuje w nich wielu kieszonkowców. Nawet jeśli chodzi o decyzje natury medycznej, gdzie stawka jest potencjalnie wysoka, nadal mogą grać na procentach. Na przykład pomimo wielu kontrowersji związanych ze szczepionkami przeciwko COVID-19, 93 procent amerykańskich seniorów - którzy byli narażeni na nieproporcjonalnie wyższe wskaźniki zgonów i ciężkich powikłań spowodowanych koronawirusem - przyjęło pierwsze dwie dawki, w tym około 85 procent nawet w bardzo republikańskich stanach, takich jak Alabama i Wyoming. Według ekspertów, z którymi rozmawiałem podczas pisania tej książki, nawet osoby uzależnione od hazardu niekoniecznie są naiwne w kwestii swoich szans na wygraną - zwykle wiedzą, że najprawdopodobniej przegrają, ale i tak stawiają swój zakład (więcej na ten temat w rozdziale 3).

Zauważyłem, że ludzie znacznie mniej denerwują się na moje sportowe przewidywania - powiedzmy, gdy Super Bowl zdobywa dru­żyna z zaledwie 29-procentową szansą na wygraną (w FiveThirty­Eight tworzyłem również probabilistyczne prognozy dla wydarzeń sportowych) - niż na moje prognozy wyborcze. Wynika to z dobrze wszystkim znanego uroku sportu: każdy kibic widział wystarczająco dużo rzutów karnych, które przelatywały nad bramką lub kopów na bramkę w futbolu amerykańskim, odbijających się od poprzeczki, żeby wiedzieć, że nie zawsze wygrywa ta lepsza drużyna. Sport jest bliższy codziennym problemom pokroju "powinienem wziąć parasol czy nie?".

Z kolei politycy i partie polityczne - zwłaszcza w wysoce spola­ryzowanym systemie dwupartyjnym, takim jak w Stanach Zjednoczonych - nie podzielają tego sposobu myślenia i naprawdę nie chcą, abyście tak rozumowali w kwestii wyborów. Zamiast tego, postrzegają swoje zwycięstwa jako właściwy wybór moralny - a nie jako odzwierciedlenie przypadkowych wydarzeń, takich jak afera z "motylkowymi kartami do głosowania"[9], rozkład głosów w Kolegium Elektorów[10] czy stopa inflacji[11]; wolą uznawać swoje zwycięstwo za dowód bycia "po właściwej stronie historii", a nawet ucieleśnienia woli bożej.

Postrzegają oni każde wybory jako wyjątkowe, egzystencjalnie ważne wydarzenie, ich osobisty, unikalny płateczek śniegu - a nie jakiś rozkład prawdopodobieństwa możliwych wyników, o czym mówi wartość oczekiwana. Nie chcą też zaprzątać sobie głowy licznymi niuansami, złożonościami ani pluralistycznym i probabilistycznym myśleniem - wystarczająco trudno jest już nie dopuścić do rozpadu koalicji, jako polityk nie chcesz więc, żeby ludzie w twojej drużynie kłócili się ze sobą na takie tematy. Zresztą ogólnie cały ten pomysł robienia zakładów bukmacherskich dotyczących kwestii politycznych postrzegają jako obraźliwy i moralnie podejrzany.

Ostrożnie używam tutaj terminu racjonalny, ponieważ jest to słowo, które będziemy musieli dokładniej zdefiniować w dalszej części książki. Dla większości filozofów racjonalny nie jest jedynie synonimem słowa rozsądny (przyjrzymy się temu w rozdziale 7). Pozwólcie jednak, że użyję tutaj słowa racjonalny raz nieformalnie: ludzie są naprawdę cholernie irracjonalni w kwestii swych politycznych wyborów. I jest to zrozumiałe. Wybory są bardzo podobne do koro­nawirusa: gra toczy się o wysoką stawkę, to stresujące doświadczenie, nad którym nie mamy zbytniej kontroli. Z drugiej strony natomiast probabilistyczna prognoza wyborcza jest produktem hiperracjonalistycznej tradycji intelektualnej. Powstaje w ten sposób nader dziwne zderzenie kulturowe.

Witamy w Rzece

Jestem jedną z tych osób, które mają słabą pamięć do imion - nie obstawiaj, że za pierwszym razem przypomnę sobie imię twojego szczeniaka - ale mam za to dobrą pamięć do miejsc. Kiedy utknę nad jakimś problemem, muszę wstać i pójść na spacer. Rozmyślając o treści tej książki, stworzyłem więc mentalną mapę krajobrazu Rzeki (the River).

Kiedy po raz pierwszy wyobraziłem sobie ten projekt, wymyśliłem inną nazwę dla tego metaforycznego miejsca: the Pool[12]. Pomyś­lałem, że to urocze. Pokerzyści i inni hazardziści uwielbiają metafory związane z wodą (kiepski gracz nazywany jest rybą - a fish), a samo słowo pool jest terminem dotyczącym hazardu, jak w przypadku puli zakładów.

Pool sugeruje jednak pewien rodzaj ekskluzywnego członkostwa[13], jak grono szczęśliwców z wstępem na basen przy siłowni czy członkostwo w elitarnym klubie golfowym, podczas gdy hazard jest stosunkowo demokratycznym wynalazkiem. Wyobraźcie sobie, że zapisujecie się na turniej koszykówki 3 na 3 i w pierwszym meczu gracie przeciwko LeBronowi Jamesowi, Stephowi Curry'emu i Luce Donči­ciowi. Tak to bowiem wygląda na turniejach pokerowych. Po uiszczeniu wpisowego możecie zagrać dosłownie z najlepszymi graczami na świecie - lub z celebrytą, którego w innym wypadku nigdy nie mielibyście szansy spotkać. Podczas jednego z turniejów 2022 World Series of Poker po mojej prawej stronie grał Neymar, znany Brazylijczyk, jeden z najlepszych piłkarzy na świecie (Neymar grał zbyt agresywnie z przeciętnymi kartami w ręku, wygrałem więc z nim dużą pulę. Strzelił też 79 goli dla reprezentacji Brazylii, a ja żadnego).

Tak więc na mojej mentalnej mapie Rzeka nie jest jakimś ukrytym zakątkiem świata, lecz ekosystemem ludzi i pomysłów. Mieszkańcy różnych części Rzeki niekoniecznie się znają, a wielu z nich nie uważa się za część jakiejś szerszej społeczności. Jednak ich więzi okazały się głębsze, niż się spodziewałem. Mówią do siebie tym samym językiem, używają takich wyrażeń, jak wartość oczekiwana, równowaga Nasha czy wnioskowanie bayesowskie.

Uważam, że Rzeka ma kilka regionów. Zacznijmy od tego, który będzie wymagał najwięcej wyjaśnień: Dobra Dzielnica. Wyobrażam sobie ową Dobrą Dzielnicę jako coś na kształt północnej Kalifornii z jej głównymi uniwersytetami badawczymi, pofałdowanymi wzgórzami i widokiem na ocean - ale także ekscentryczną i zdystansowa­ną, nie do końca pasującą do reszty kraju. Dobra Dzielnica to dziś przede wszystkim dwa powiązane ruchy intelektualne: racjonalizm i efektywny altruizm. Zdefiniuję te terminy bardziej szczegółowo w rozdziale 7, ponieważ są one przedmiotem wielu debat - racjonaliści i efektywni altruiści uwielbiają się ze sobą spierać. Chociaż pozornie obszar zainteresowań efektywnych altruistów jest węższy, jako że interesuje ich oparte na danych podejście do altruizmu i filantropii, w praktyce zarówno efektywni altruiści, jak i racjonaliści dzielą ów katolicki apetyt na angażowanie się we wszelkiego rodzaju kontrowersje.

* W 2021 roku grupa inwestorów sztucznie podniosła cenę akcji GameStop (GME), co wywołało ogromne wahania na giełdzie, a wezwanie do kupowania akcji tej spółki urosło do rangi symbolu podejmowania ryzyka w nadziei na szybki zysk, ale także z możliwością dużych strat - przyp. tłum.

Efektywny altruizm został poddany szczegółowej analizie w 2022 roku po implozji giełdy kryptowalut FTX. Sam Bankman-Fried, założyciel FTX - z którym kilkakrotnie rozmawiałem na potrzeby tej książki - zarówno przed bankructwem FTX, jak i po nim, co szczegółowo omawiam w rozdziałach 6, 7 i 8 - określał się jako efektywny altruista i za pośrednictwem Fundacji FTX obiecywał przeznaczyć setki milionów dolarów na cele charytatywne realizowane w duchu tej właśnie filozofii. Na własne oczy widziałem, że nie był to jedynie biznes między niezależnymi partnerami handlowymi. Kiedy oksfor­dzki filozof Will MacAskill, jeden z najwybitniejszych intelektualistów z grona efektywnych altruistów, w roku 2022 wydał swoją książkę What We Owe the Future[14], Bankman-Fried zorganizował dla niego spotkanie autorskie w Eleven Madison Park, bardzo drogiej wegańskiej restauracji w Nowym Jorku.

Dlaczego filozofowie z Oksfordu spotykają się z kryptowalutowymi miliarderami w trzygwiazdkowej restauracji Michelina? Jednym z powodów jest to, że efektywni altruiści badają, jak najefektywniej wydawać pieniądze na cele charytatywne, np. poprzez darowizny na zakup moskitier zapobiegających malarii w Afryce, uznawanych za wysoce wydajną interwencję - a Bankman-Fried miał mnóstwo pieniędzy.

Nie jest to jednak pełna odpowiedź. Innym powodem jest to, że w różnych częściach Rzeki znajdziemy wiele podobnie myślących osób, które naturalnie się ze sobą dogadują. Znajomy nazywa ten typ ludzi "maksymalizatorami EV" - są to ci, którzy zawsze starają się osiągnąć najwyższą wartość oczekiwaną w odniesieniu do konkretnego problemu, czy będzie to gra w pokera, czy też skuteczne przekazywanie darowizn na cele charytatywne. Nerdowskie posty na forum Efektywnego Altruizmu - zatytułowane, np. "Czy ChatGPT powinien obniżyć wagę naszej wiary w świadomość zwierząt innych niż ludzie?" albo "Czy amerykańska opinia publiczna popiera technologię napromieniowania bakteriobójczego ultrafioletem w celu zmniejszenia ryzyka związanego z patogenami?" - przywołują na myśl równie poważne dyskusje pokerzystów spierających się o nieprzeniknione subtelności poszczególnych rozdań kart.

Efektywni altruiści i racjonaliści mają również bliskie powiązania z sektorem technologicznym, a wielu liderów ruchu mieszka w Północnej Kalifornii. W ostatnich latach niektórzy efektywni altruiści mniej interesowali się tradycyjną filantropią, a bardziej rozwojem sztucznej inteligencji. Wielu efektywnych altruistów i racjonalistów uważa, że sztuczna inteligencja jest grą o niezwykle wysokiej stawce, jednym z najważniejszych wydarzeń w historii cywilizacji. Niektórzy twierdzą również, że sztuczna inteligencja, jeśli stanie się wystarczająco potężna, może zniszczyć lub głęboko zaszkodzić cywilizacji, stanowi więc egzystencjalne zagrożenie dla ludzkości. To zatem dobry czas, żeby napisać coś o tych zjawiskach. W cieniu ich tragicznych związków z Samem Bankmanem-Friedem z jednej strony, ze zdumiewającym rozwojem sztucznej inteligencji, np. programem ChatGPT z drugiej strony - postępem, który zresztą niektórzy efektywni altruiści celnie przewidzieli - ważne jest, aby zrozumieć ich sposób myślenia.

Dalej w dole rzeki leży Śródrzecze. Wyobrażam tam sobie wiele śródmiejskich, wysokich i kanciastych budynków, coś jak na Manhattanie. To tutaj ludzie wykorzystują zestaw umiejętności maksymalizatora EV, aby zarabiać mnóstwo pieniędzy, np. poprzez inwestowanie w kapitał wysokiego ryzyka i fundusze hedgingowe. W publikacji skupiam się jednak bardziej na Dolinie Krzemowej niż na Wall Street. Ludzie z Doliny Krzemowej są bardziej otwarci, chętniej afiszują się ze swoimi rzeczańskimi dziwactwami i pokazują środkowy palec establishmentowi ze Wschodniego Wybrzeża, a także wyraźniej działają w ramach ruchów takich jak racjonalizm. Ale nie zrozumcie mnie źle: na maksymalizacji EV w zawrotnym tempie zbijają swoje fortuny również biznesmeni z Wall Street.

Następnie jest Serce Rzeki, czyli region, o którym do tej pory rozmawialiśmy najwięcej. Serce Rzeki wyobrażam sobie jako połączenie Las Vegas z Nowym Orleanem: mnóstwo turystów i hazardu. To właśnie stąd pochodzi termin edge (przewaga), jak w angielskim tytule tej książki On the Edge[15]. W kontekście gier hazardowych jest to konsekwentne obstawianie zakładów +EV. W przypadku 99,99 procent klientów, którzy wchodzą na parkiet kasyna, jak i zdecydowanej większości zakładów sportowych[16], to kasyno ma przewagę. Nie powstrzymuje to jednak Rzeczan przed marzeniem o znalezieniu się w tej 0,01 procenta.

Chociaż gry takie jak poker mogą być świetną zabawą, to niosą ze sobą również spuściznę intelektualną, która bezpośrednio wypływa z podstawowych koncepcji w nauce, ekonomii i matematyce. Czasami wręcz gry hazardowe są siłą napędową dla osiągnięć nau­kowych! Blaise Pascal i Pierre de Fermat opracowali teorię prawdopo­dobieństwa w odpowiedzi na pytanie przyjaciela o najlepszą strate­gię w grze w kości. Algorytmy przetwarzania sygnałów w Bell Labs w latach pięćdziesiątych XX wieku zostały przygotowane równolegle z algorytmami, które podpowiadały, ile postawić na mecze futbolu uniwersyteckiego. W przełomowej książce na temat teorii gier Johna von Neumanna i Oskara Morgensterna z 1944 roku pod tytułem Theory of Games and Economic Behavior ("Teoria gier i zachowanie ekonomiczne", opublikowanej w czasie, gdy Von Neumann pracował z Robertem Oppenheimerem nad Projektem Manhattan) znaleźć można ponad sto odniesień do pokera. Jak przeczytamy w rozdziale 1, dzięki komputerowemu programowi Solver ("rozwią­zywacz") pokerzyści dosłownie stosują teorię gier w praktyce.

Wreszcie jest Archipelag, który wyobrażam sobie jako łańcuch przybrzeżnych wysp przylegających do Serca Rzeki, gdzie niemal wszystko jest dozwolone. Fizyczne kasyna amerykańskie są bardziej poprawnym biznesem, niż mogłoby się wydawać - nie są już kojarzo­ne z przestępczością zorganizowaną, są ściśle regulowane i w większości należą do dużych korporacji, takich jak MGM i Caesars, których symbole giełdowe można znaleźć na liście największych amerykańskich firm S&P 500. Jednak jeśli mieszkasz w Rzece, pokusy Archipelagu zawsze czekają tuż za rogiem - w internecie ciągle jeszcze istnieje duża szara strefa nielegalnego hazardu, takiego jak gra w pokera, zakłady sportowe czy kryptowaluty. Wytrawni hazardziści wiedzą, że należy unikać Archipelagu, zawsze czyha on jednak na najsłabszych ze stada.

Lud Rzeki jest moim plemieniem - i nie chciałbym, żeby było inaczej. Ale dlaczego moje rozmowy z ludźmi Rzeki przebiegały tak naturalnie, nawet jeśli dotyczyły tematów, których dopiero się uczyłem? Myślę, że sprowadza się to głównie do dwóch grup atrybutów, których potrzebujecie, aby odnieść sukces w tym środowisku.

KLASTER POZNAWCZY

KLASTER OSOBOWOŚCI

myślenie analityczne

abstrakcyjne

rozłączne

lubiący współzawodnictwo

krytyczny

niezależnie myślący (przekorny)

odporny na ryzyko

Po pierwsze, istnieje coś, co nazywam "klastrem poznawczym", czyli "Jak ludzie Rzeki myślą o świecie?". Wszystko zaczyna się od abstrakcyjnego i analitycznego rozumowania. Terminy te są w powszechnym użyciu, ważne jest więc, żeby zastanowić się, co dokładnie oznaczają. Podstawa słowotwórcza pojęcia analiza to rozbicie, rozluźnienie, podzielenie lub rozcięcie - tak więc analiza zasadniczo oznacza rozłożenie czegoś złożonego na prostsze elementy. Na przykład w analizie regresji - prawdopodobnie najczęściej stosowanej technice statystycznej w nauce o danych - celem jest przypisanie złożonego zestawu obserwacji do stosunkowo prostych przyczyn źródłowych. Restauracja serwująca grillowane potrawy w Austin może spojrzeć na swoje wyniki sprzedaży i przeprowadzić analizę regresji, aby dostosować się do czynników, takich jak dzień tygodnia, pogoda albo ważny mecz piłki nożnej na mieście.

Naturalnym towarzyszem myślenia analitycznego jest myślenie abstrakcyjne, czyli próba wyprowadzenia ogólnych reguł lub zasad z rzeczy obserwowanych w świecie. Można to określić również mianem budowania modeli. Modele mogą być formalne, jak w przypadku modelu statystycznego lub nawet modelu filozoficznego[17].

Mogą być również nieformalne, jak w przypadku modelu mentalnego lub zestawu heurystyk (reguł praktycznych, sprawdzonych zasad), które dobrze wpasowują się w nowe sytuacje. W pokerze np. istnieją miliony permutacji tego, jak dane rozdanie może się potoczyć i niemożliwe jest zaplanowanie każdego scenariusza wydarzeń. Potrzeba więc pewnych ogólnych zasad, np. "Nie próbuj blefować przeciwników, którzy włożyli już dużo pieniędzy do puli". Zasady te nie są idealne, ale w miarę zdobywania doświadczenia możesz je również dopracowywać ("Nie próbuj blefować przeciwników, którzy już włożyli dużo pieniędzy do puli, chyba że prawdopodobne jest, że liczyli na kolor, ale nie udało im się go uzyskać").

Analiza i abstrakcja są podstawowymi zabiegami podczas prób wyciągania wniosków z danych statystycznych. Rzeczywisty świat jest nieuporządkowany, najpierw więc używamy analizy, żeby usunąć szum i rozbić problem na możliwe do ogarnięcia komponenty; następnie stosujemy abstrakcję, aby z powrotem złożyć świat w formie modelu, który odzwierciedla jego najważniejsze cechy i relacje. Na przykład we wspomnianej restauracji z grillem być może podnieśliście w sierpniu ceny i chcecie ocenić wpływ tego na sprzedaż. Ku waszemu zaskoczeniu pomimo podwyżki cen, sprzedaż wzrosła. Co się stało? Czy chodzi może o nową mieszankę przypraw? Być może. Prawdopodobnie było to związane z tym, że w sierpniu do miasta wracają studenci Uniwersytetu Teksańskiego. Analiza statystyczna wcześniejszych wzorców sprzedaży potencjalnie może to wyjaśnić. Nie jest to jednak takie proste, jakby się mogło wydawać, łatwo jest za to popełnić tu wiele najróżniejszych błędów (zasadniczo jest to tematyka książki The Signal and the Noise). Jednak prawie wszystkie zawody w Rzece, również te bardziej filozoficzne rodem z Dobrej Dzielnicy, wiążą się z próbami budowania modeli.

Ostatni termin w klastrze poznawczym - myślenie rozłączne (decoupling) - jest prawdopodobnie najmniej znany. Jest to tak naprawdę ten sam proces myślowy, który stosuje się do idei filozoficznych lub politycznych. Jak ujmuje to Sarah Constantin, rozłączność to "zdolność do blokowania kontekstu [...] przeciwieństwo myślenia holistycznego. Jest to zdolność do oddzielania się, postrzegania rzeczy abstrakcyjnie, grania adwokata diabła". Psycholog Keith Stanovich odkrył, że zdolność do myślenia rozłącznego koreluje z wynikami w testach z logicznego i statystycznego rozumowania, czyli rodzaju inteligencji, który jest wysoko w Rzece ceniony.

Myślę o rozłączności jako tendencji do formułowania stwierdzeń typu "Tak, ale...". Pozwól, że podam ci delikatnie pikantny przykład stwierdzenia "Tak, ale...". Wyobraźcie sobie, że ktoś mówi coś takiego:

Tak, nie zgadzam się ze stanowiskiem dyrektora generalnego Chick-fil-A w sprawie małżeństw homoseksualnych, ale robią cholernie dobre kanapki z kurczakiem.

To jest rozłączność. Zauważcie, że osoba to mówiąca niekoniecznie zamierza w ogóle jeść w Chick-fil-A. W następnym zdaniu może wręcz wyjawić, że bojkotuje tę sieć restauracji, pomimo ich pysznych kanapek. Mówi jedynie, że polityka prezesa nie ma nic wspólnego z jakością jedzenia; rozłącza te dwie sprawy. Ten rodzaj myślenia przychodzi naturalnie ludziom w Rzece. Jest to jednak rzadkość w przypadku większości dyskusji na tematy polityczne - szczególnie amerykańska lewica ma tendencję do dodawania kontekstu, a nie usuwania go na podstawie tożsamości rozmówcy, historycznego pochodzenia idei i tak dalej. Podobnie w mediach zapanowała tendencja do kontekstualizowania wszystkiego - "New York Times" nie jest już tylko po to, żeby podawać fakty, jest dziś "soczystą kolekcją wielkich narracji", jak opisał to Ben Smith. Właśnie dlatego ludzie siedzący w polityce uważają ludzi Rzeki za prymitywów - i vice versa.

Następnie mamy "klaster osobowości". Te cechy są już bardziej oczywiste. Ludzie Rzeki próbują pokonać rynek. W zakładach sportowych przeciętny gracz traci pieniądze, ponieważ bukmacher pobiera prowizję od każdego zakładu. Jeśli więc podążacie za konsen­susem, w końcu zbankrutujecie. Inwestowanie jest bardziej wyrozu­miałe, chociażby zainwestowanie pieniędzy w fundusze indeksowe[18] ma dodatnią wartość oczekiwaną. Mimo to, profesjonalni traderzy starają się osiągać wyniki lepsze niż średnia rynkowa.

Tak więc część pracy ludzi Rzeki nieodłącznie wiąże się z krytyką myślenia większości, często działają wbrew ogólnemu konsensusowi. Szczególnie Dolina Krzemowa jest dumna ze swojego kontrarianizmu - chociaż, jak przeczytamy w rozdziale 5, jest ona na swój sposób konformistyczna. Niektórzy ludzie Rzeki potrafią wyłączyć te cechy w kontaktach międzyludzkich, a inni mogą mieć z tym pewne trudności[19]. To nie przypadek, że wielu mieszkańców Rzeki lubi wdawać się w kłótnie o politykę w internecie.

W związku z tym, ludzie w Rzece zwykle uwielbiają współzawodnictwo. Do tego stopnia wręcz, że podejmują decyzje, które mogą być irracjonalne, ryzykowne, nawet gdy są już zasadniczo ustawieni do końca życia (pomyśl o decyzji Elona Muska o zakupie Twittera, gdy był już najbogatszym człowiekiem na świecie i wówczas również jednym z najbardziej podziwianych). Omówimy to dokładniej w dalszej części książki. Jeśli jednak nie graliście nigdy przeciwko innym ludziom, muszę powiedzieć wam jedno: może to być nader stymulujące doświadczenie. Wygrywanie pieniędzy jest przyjemne, poczucie, że przechytrzyło się przeciwnika, jest przyjemne, a kiedy te dwie rzeczy się zbiegają, mózg zostaje dosłownie zalany dopaminą. Nic dziwnego, że ludzie gonią za tym zastrzykiem emocji, czasem ku swojej zgubie.

W klastrze tym umieściłem również tolerancję ryzyka, ponieważ - niezależnie od tego, czy w innych obszarach życia ludzie ci są zdegenerowanymi hazardzistami czy cykorami - chęć oderwania się od stada i pójścia wbrew opinii większości z pewnością nie jest najbezpieczniejszą ścieżką zawodową. Przedsiębiorcy mają zazwyczaj wysoki poziom otwartości na doświadczenia i niski poziom neurotyzmu, czyli cechy osobowości z Wielkiej piątki[20], które najlepiej korelują z tolerancją na ryzyko.

Rzeka kontra Wioska

Jest też inna społeczność, która rywalizuje z Rzeką o wpływy i władzę. Nazywam ją Wioską. Wioskę wyobrażam sobie jako średniej wielkości miasto, takie jak Waszyngton czy Boston, miejsce na tyle małe, że wszyscy się znają i są tego nawet odrobinę świadomi. Mieszkają w niej ludzie, którzy pracują w rządzie, w większości mediów i części środowiska akademickiego (choć może z wyłączeniem niektórych dziedzin akademickich posługujących się ilościowymi metodami badań, takich jak ekonomia). Wierzą w wyraźnie lewicową politykę kojarzoną z Partią Demokratyczną.

Za ich konflikt odpowiedzialne są po części zwykłe różnice charakteru - pamiętajmy, że Rzeczanie uwielbiają rozłączność, podczas gdy Wieśniacy jej nie znoszą - jednak społeczności te są ze sobą coraz bardziej zantagonizowane. Relacje w mediach są dziś znacznie bardziej wrogie wobec sektora technologicznego i ogólnie sceptyczne wobec ruchów takich jak efektywny altruizm i racjonalizm. Jednak animozje przebiegają w obu kierunkach: ludzie w Rzece pragną większych wpływów politycznych. Sam Bankman-Fried w pewnym momencie stał się poważnym graczem politycznym: otwarcie przeka­zywał miliony dolarów demokratom... a republikanom potajemnie. Natomiast w 2022 roku zakup Twittera przez Elona Muska został uznany za kwestię życia i śmierci zarówno przez ludzi z Wioski, jak i tych z Rzeki. Myślę, że reakcja ta nie była za mądra, pokazuje jednak stopień, w jakim społeczności te uznają siebie za rywali i gotowe są ruszyć do walki. Do 2023 roku zimna wojna między tymi plemionami przerodziła się w otwarty konflikt, gdy miliarderzy z funduszy hedgingowych doprowadzili do wyrzucenia rektorów z uniwersytetów Ivy League, a "New York Times" pozwał OpenAI. Podjazdy na terytorium wroga są traktowane z niepokojem, jak na przykład wtedy, gdy model sztucznej inteligencji Google Gemini został ostro skrytykowany przez Rzeczan za to, że wyraźnie okazywał postawy polityczne charakterystyczne dla mieszkańców Wioski.

Osobiście mam dość nietypowy punkt widzenia człowieka, który podróżuje tam i z powrotem pomiędzy tymi światami. Nie twierdzę przy tym wcale, że jestem bezstronnym obserwatorem. Ludzie Rzeki są - ze wszystkimi ich zaletami i wadami - moimi ludźmi. Do tego nigdy tak naprawdę nie polubiłem Wioski i często czułem, że media informowały o mnie i FiveThirtyEight w tendencyjny sposób, szczególnie po wyborach w 2016 roku.

Dochodzą jednak do mnie liczne pretensje, które społeczności te mają do siebie nawzajem. Nie sądzę przy tym, by zawsze były one właściwie formułowane. Nawet ja, jako Rzeczanin, mam sporo krytycznych uwag pod adresem Rzeki i uważam, że przydałby się jej osąd, który częściej trafiałby w cel. Zgodnie z zasadą wielkoduszności (principle of charity) - ulubioną techniką efektywnych altruistów i racjonalistów - spróbuję nakreślić ich argumentację. Tak zwany steelmanning (stalowa krytyka) polega tu na zbudowaniu solidnej i dobrze sformułowanej wersji stanowiska drugiej strony (w przeciwieństwie do słomianej strategii stracha na wróble - strawmanning), nawet jeśli się z nią nie zgadzacie. Zacznijmy od krytyki Wioski przez Rzeczan, ponieważ z tym stanowiskiem naturalnie jestem skłonny sympatyzować.

Stalowa krytyka Wioski

Powszechnym zarzutem ze strony Rzeczan pod adresem mieszkańców Wioski jest to, że są oni "zbyt upolitycznieni".

Co to dokładnie oznacza? To, że mieszkańcy Wioski łączą, kiedy powinni rozłączać. Mieszkańcy Rzeki obawiają się, że coraz trudniej oddzielić akademickie, naukowe czy dziennikarskie kompetencje Wieśniaków od ich lewicowej stronniczości politycznej.

Rzeczanie z natury nie ufają partiom politycznym, szczególnie w systemie dwupartyjnym, takim jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie są one koalicjami zrzeszającymi osoby wyznające różne, niezwiązane ze sobą, a niejednokrotnie sprzeczne wartości. Mieszkańcy Rzeki uważają, że partyjna stronniczość często jest uproszczeniem zastępującym bardziej zniuansowaną i rygorystyczną analizę, którą intelektualiści powinni demonstrować w sferze publicznej. Uważają oni, że problemy te były szczególnie widoczne podczas pandemii COVID-19, kiedy to Wieśniacy przyjmowali jawnie stronnicze stanowiska - od poparcia publicznych zgromadzeń podczas protestów po śmierci George'a Floyda, aż po namawianie ludzi przez długie tygodnie, aby pozostawali w domach, i po naciski na Pfizera, by pod przykrywką ekspertyzy naukowej nie ogłaszał danych na temat skuteczności szczepionek do czasu wyborów prezydenckich w 2020 roku.

Mieszkańcy Rzeki uważają również, że ludzie Wioski są zbyt konformistyczni i nie zdają sobie sprawy ze stopnia, w jaki na ich poglądy wpływa efekt potwierdzenia oraz polityczne i społeczne mody w ich społecznościach. Posiadanie dyplomu uczelni wyższej jest niepisanym wymogiem wstępnym przy rekrutacji na najbardziej prestiżowe stanowiska w Wiosce, czyli na uczelni, w rządzie i w mediach. W miarę jak wyborcy ustawiają się według linii politycznych podziałów i rośnie polaryzacja edukacyjna, społeczność Wioski staje się coraz bardziej jednorodna politycznie. W 2020 roku w 25 najbardziej wykształconych hrabstwach Stanów Zjednoczonych Joe Biden zdobył nad Trumpem średnio 44 punkty procentowe przewagi, znacznie więcej niż siedemnastopunktowy margines, z jakim Al Gore wygrał tam z Georgem W. Bushem w 2000 roku. Innymi słowy, zmiana ta nastąpiła niedawno, a środowiska akademickie i media - które w przeszłości kultywowały tradycję bezpartyjności - próbują się do niej dostosować.

A pamiętacie, jak bardzo mieszkańcy Rzeki lubią współzawodnictwo? Cóż, Rzeczanie martwią się, że Wieśniacy tłumią konkurencję, coraz bardziej koncentrując się na równości wyników, a nie na równości szans. Mieszkańcy Rzeki zazwyczaj wyznają klasycznie kapitalistyczne przekonanie, że wolny rynek lepiej niż centralne planowanie zadecyduje o tym, kto ma znaleźć się w gronie zwycięzców, a kto w grupie przegranych. Co więcej, wierzą, że konkurencja rynkowa jest korzystna dla całego społeczeństwa, ponieważ skutkuje innowacjami technologicznymi, rozwojem gospodarczym oraz podnosi standard życia. Mogą również przytoczyć przykłady, kiedy mieszkańcy Wioski odeszli od merytokracji. Na przykład elitarne uczelnie i programy dla absolwentów szkół wyższych zaczęły w coraz większym stopniu ignorować wyniki standardowych testów - nawet jeśli większość badań pokazuje, że pochodzenie społeczne ma mniejszy wpływ na wyniki standardowych testów niż na inne sposoby rekrutacji kandydatów.

Naturalnie mieszkańcy Rzeki uznają ludzi Wioski za zbyt pater­nalistycznych, zbyt neurotycznych i niechętnych ryzyku. Daleko idące środki ostrożności związane z COVID-19, nałożone na uczniów szkół wyższych, średnich i podstawowych są tu tylko jednym z dobitnych przykładów. Mieszkańcy Rzeki postrzegali je jako oblany sprawdzian z analizy kosztów i korzyści, jako że młodzi ludzie byli znacznie mniej narażeni na poważne skutki COVID-19 niż ogół populacji, a wywołane w ten sposób zakłócenia w systemie edukacji spowodowały ogromny spadek poziomu nauczania.

Wreszcie, mieszkańcy Rzeki są zagorzałymi orędownikami wolności słowa, nie tylko jako prawa konstytucyjnego, ale także jako normy kulturowej. Należy pamiętać, że Rzeczanie żyją w świecie abstrakcji, dlatego też dbają o zasady. Wierzą również, że na rynku idei wygrają najlepsze pomysły, a próby regulacji swobody wypowiedzi podejmowane przez mieszkańców Wioski są hipokryzją i często przynoszą efekt przeciwny do zamierzonego. Mieszkańcy Rzeki niekoniecznie są anti-woke[21] - to znaczy niektórzy są, jak np. Elon Musk - a być może nawet większość z nich ma raczej lewicowe poglądy. Wszystkie te wojny kulturowe mieszkańców Wioski uważają jednak za irytujące odwrócenie uwagi od spraw, na których napraw­dę im zależy.

Stalowa krytyka Rzeki

Mieszkańcy Wioski również mogą przedstawić kilka mocnych kontrargumentów przeciwko Rzeczanom. Jednym z nich jest sceptycyzm wobec dzikiego kapitalizmu oraz uwielbienia, jakim Rzeczanie darzą "bezwzględny indywidualizm". Rzeczanie rzeczywiście lubią współzawodnictwo. Nie bez pewnej racji jednak mieszkańcy Wioski uważają, że dzieje się tak dlatego, ponieważ zawody są często ustawiane na korzyść Rzeczan. Według wszelkich obiektywnych miar, Rzeczanie czerpią profity z istniejących hierarchii społecznych, raczej siedzą przy stoliku, niż próbują go przewrócić, jak czasami zdają się twierdzić. Nie trzeba być wyjątkowo woke, aby zauważyć, że większość Rzeczan jest bardzo biała, bardzo męska i bardzo zamożna.

Co więcej, mieszkańcy Wioski są sceptyczni co do tego, czy Rzeczanie faktycznie podejmują tak wielkie ryzyko, jak uważają. Jasne, pokerzyści lub właściciele małych firm może i rzeczywiście ryzykują własną skórą. Ale jeśli chodzi o wielki biznes obracający na przykład kapitałem wysokiego ryzyka, to tu założyciele i inwestorzy mogą kilkakrotnie ponieść porażkę i tak czy owak bezpiecznie wylądować na czterech łapach. Na przykład powszechnie wiadomo, że w wyniku kiepskiego zarządzania firmą WeWork przez jej współzałożyciela Adama Neumanna, straciła około 90 procent swojej wartości rynkowej, a mimo to otrzymał on setki milionów wsparcia w postaci kapitału wysokiego ryzyka dla swojej nowej firmy, Flow.

Wioska obawia się również tzw. pokusy nadużycia. Oznacza to, że w różnych kwestiach - od niepodejmowania środków ostrożności w związku z COVID-19, po dokonywanie wysoce lewarowanych inwestycji - mieszkańcy Wioski zastanawiają się, czy to osoby podej­mujące ryzyko rzeczywiście ponoszą konsekwencje swoich działań. Na przykład podczas globalnego kryzysu gospodarczego w latach 2007-2008 podejmowanie nadmiernego ryzyka w sektorze finansowym odbiło się negatywnie na całej gospodarce, jednak kadrze kierowniczej uczestniczącej w tych ryzykownych przedsięwzięciach generalnie uszło to na sucho.

Mieszkańcy Wioski zastanawiają się również, czy najnowsze innowacje technologiczne faktycznie przynoszą pożytek społeczeństwu. Geekowie z Doliny Krzemowej mogą rozwodzić się nad rakie­tami wysyłanymi na Marsa czy ratującymi życie technologiami medycznymi, tymczasem jednymi z ich kluczowych inwestycji są media społecznościowe, które obwinia się dziś o wszystko, od odrodzenia nacjonalistycznych rządów, po depresję wśród nastolatków. Jednocześnie średnia długość życia w Stanach Zjednoczonych zatrzymała się w miejscu.

Mieszkańcy Wioski sądzą, że Rzeczanie są naiwni w kwestii tego, jak działa polityka i co tak naprawdę dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim uważają, że Donald Trump i Partia Republikańska mają znamiona ruchu faszystowskiego, i ich moralnym obowiązkiem jest zjednoczyć się przeciwko tym siłom zła. Mieszkańcy Wioski głoszą, że mają rację w obecnie najważniejszych z szerszej perspektywy kwestiach, od zmian klimatycznych, po prawa gejów i transseksualistów. Gdy Rzeczanie wytykają błędy w ich argumentacji i jedynie zadają pytania, jest to dla mieszkańców Wioski w najlepszym wypadku strata czasu, a potencjalnie woda na młyn ludzi działających w złej wierze i różnej maści bigotów.

Mieszkańcy Wioski generalnie nie podzielają zainteresowania Rzeczan abstrakcyjną filozofią moralną. Według nich niektóre kwestie można rozwiązać za pomocą zdrowego rozsądku, polityka jest z natury transakcyjna i nie wszystko musi być poddawane deba­cie lub analizie kosztów i korzyści. Wątpią również, czy mieszkańcy Rzeki są naprawdę tak niezależni i otwarci na krytykę, jak twierdzą. Od Sama Bankmana-Frieda przez Elona Muska, po "akceleracjonistów" sztucznej inteligencji, w Rzece rozwinęło się wiele kultów jednostek.

Dziękujemy za zakup! - Oto plan podróży dla lotu OTE001

Kusi mnie, by przeanalizować te stanowiska z czerwonym długopisem w ręku i ogłosić wszem i wobec, z którymi argumentami się zgadzam, a które bym zdecydowanie odrzucił. Chciałbym, żeby to było tak proste, jak wyliczenie średniej moralności mieszkańców Wioski i Rzeki. Czasami jednak Rzeka i Wioska uruchamiają w sobie nawzajem to, co najgorsze. Czytając tę książkę, pamiętajcie również, że obie te społeczności składają się z nielicznych elit, które mają niewiele wspólnego z przeciętnym amerykańskim wyborcą. Widać to na przykładzie zjawiska zwanego przechwytem ustawodawczym: Wioska tworzy naiwne przepisy, aby wypełnić swoje zobowiązania polityczne, które następnie potężne firmy z Rzeki wykorzystują na swoją korzyść. Obie grupy osiągają swoje cele, a cenę za to zapłacić muszą zwykli obywatele i drobny biznes.

Ale o wszystkim tym przeczytamy za chwilę. Pozostała część publikacji składa się z dziewięciu rozdziałów w dwóch częściach - Hazard i Ryzyko - oraz dwóch rozdziałów podsumowujących. Trasa, którą wybrałem, biegnie w górę Rzeki - naszą wycieczkę zaczynamy od świata hazardu, by następnie popłynąć w górę Rzeki w stronę bardziej abstrakcyjnych idei.

Część 1: Hazard

Rozdział 1. Optymalizacja, jest pierwszym z dwóch rozdziałów poświęconych pokerowi. W tej książce dużo piszę o pokerze, zarówno dlatego, że był to mój osobisty punkt wejścia do Rzeki, jak i jest to jej archetypowa aktywność - czyste zastosowanie rozumowania Rzeczan, w którym nie ma miejsca na nieuporządkowane komplikacje świata rzeczywistego. Rozdział 1 koncentruje się na walce człowieka z maszyną i pojawieniu się rozwiązań komputerowych, które zrewolucjonizowały pokera. Owe solvery funkcjonują na podstawie teorii gier, którą w tym rozdziale obszernie omawiam, ponieważ podobnie jak wartość oczekiwana, teoria gier jest jednym z najważniejszych pojęć w Rzece. Tymczasem w rozdziale 2, zatytułowanym Percepcja, dowia­dujemy się, że niektóre z tych nieporządnych komplikacji w świecie rzeczywistym mają jednak zastosowanie w poke­rze. Podczas pisania tej książki, światem wielkiego pokera wstrząsnęły głośne oskarżenia o oszustwa, którym dokładnie się przyjrzymy. Przedstawię wam również sylwetki kilku najlepszych pokerzystów na świecie i pomogę wam zrozumieć, dlaczego wygrywają oraz jak wykorzystać ich przykład do zilustrowania, jak podejmowanie ryzyka wpływa na ciało człowieka i jak rozpoznać, że ktoś blefuje - lub oszukuje. Rozdział 3. Konsumpcja, to dogłębne spojrzenie na współczesny biznes kasynowy i to, jak Las Vegas ewoluowało z pustynnej dziury do epicentrum ogromnego przemysłu, który odzwierciedla amerykański kapitalizm w jego najczystszej formie. Poznasz kilku hazardzistów, którzy pokonali Vegas - chociaż w zdecydowanej większości to się nie udaje. Tutaj Rzeczna mentalność wypływa od samego kasyna, ponieważ korporacje coraz częściej wykorzystują algorytmy, żeby zachęcić swoich klientów do jeszcze większego hazardu. Rozdział 4. Współzawodnictwo, dotyczy zakładów sporto­wych, w tym sensacyjnych informacji znanych mi od kuchni, tłumaczących, jak to się potoczyło, że nagle stały się one w Stanach Zjednoczonych tak wszechobecne. Zakłady sportowe to wyższy poziom gry w kotka i myszkę, w której zarów­no obstawiający, jak i bukmacherzy wykorzystują połą­czenie wiedzy statystycznej i sprytu ulicznego, żeby przechytrzyć się nawzajem - to znaczy, jeśli bukmacherzy w ogóle pozwolą ci obstawiać. Poznacie kilku światowej klasy bukmacherów i hazardzistów, którzy przekazali mi informacje, których ujawnienie niekoniecznie leży w ich interesie. Jest to również najbardziej praktyczny rozdział - na własnej skórze nauczyłem się podstaw tej branży podczas eksperymentu, w którym postawiłem prawie 2 mln dolarów na NBA w sezonie sportowym 2022-2023.

Przerwa

Rozdział 13. Inspiracja, jest odpowiednikiem występu artystycznego Halftime Show w przerwie meczu podczas fina­łu mistrzostw w futbolu amerykańskim Super Bowl. I nie, numer rozdziału nie jest pomyłką - odnosi się do tego, co nazywam Trzynastoma Nawykami Wysoce Skutecznych Ryzykantów. Nawyki te są często wspólne dla Rzeczan ryzykujących kwantytatywnie, jak i dla ludzi, którzy podejmują ryzyko fizyczne: poznacie między innymi astronautę, eksploratora i zawodowego futbolistę. Znalazłem między nimi niespodziewane podobieństwa, co potwierdza jedynie mój pogląd, że ludzie, którzy szukają ryzyka i skutecznie sobie z nim radzą, mają to po prostu we krwi.

Część 2: Ryzyko

Rozdział 5. Przyspieszenie, dotyczy branży venture capital (VC). Pomimo wielu oczywistych wad, Dolina Krzemowa odnosi niezwykłe sukcesy i to na własnych warunkach. Z rozmów z niektórymi spośród ludzi mających największe na świecie sukcesy w obracaniu kapitałem wysokiego ryzyka, a także z ich najostrzejszymi krytykami, dowiecie się, co sprawia, że przedsiębiorcy tacy jak Elon Musk zachowują się tak, jak się zachowują, dlaczego kapitał wysokiego ryzyka i Wioska są naturalnymi wrogami oraz w jaki sposób czołowe firmy VC zasadniczo mogą zagwarantować sobie zysk bez konieczności podejmowania większego ryzyka. Rozdział 6. Iluzja, jest pierwszym z trzech rozdziałów, które można traktować jako książkę w książce, przedstawienie teatralne w pięciu aktach. Nominalnie, tematem sztuki jest Sam Bankman-Fried (SBF). Spotkałem go wielokrotnie, a także wiele blisko związanych z nim osób. Sam jestem Rzeczani­nem, myślę więc, że potrafię go zrozumieć i być może lepiej widzę jego kłamstwa i ściemy. Skupiło się na nim wiele tematów, którymi żyje Rzeka: od VC przez kryptowaluty, po skuteczny altruizm. Jak przeczytacie, idee wyznawane w Rzece mogą stać się bardziej niebezpieczne, gdy przejdziemy od wąskich dziedzin, takich jak poker, do szerszych i bardziej otwartych problemów. Plan wydarzeń przedstawia się następująco: Akt 1: Wyspa New Providence, Bahamy, grudzień 2022 roku. Spotykam się z SBF wkrótce po implozji FTX i badam jego sposób myślenia w zaciemnionym penthousie w momencie, gdy spektakularnie zamienił majątek wyceniany na 26,5 mld dolarów potencjalnie na perspektywę wieloletniego wyroku więzienia. Akt 2: Miami, Floryda, listopad-grudzień 2021 roku. Flashback z imprezy w szczęśliwszych czasach w branży kryptowalutowej, kiedy ceny były bliskie ówczesnych szczytów wszech czasów. Wyjaśnię tu teorię gier i socjologię stojącą za tym, dlaczego kryptowalutowych inwestorów tak łatwo było oszukać, przedstawię wam też tych kilku spryciarzy, którzy mimo wszystko nie dali się zrobić w balona. Rozdział 7. Kwantyfikacja Akt 3: Flatiron District, Manhattan, Nowy Jork, sierpień 2022 roku. Chociaż zaczynamy toastem, który na kolacji w Eleven Madison Park SBF wzniósł za nową książkę skutecznego altruisty MacAskilla, to pierwsze skrzypce w tym akcie zagrają sami efektywni altruiści. Jak przeczytacie, mam co do tej idei mieszane uczucia. Akt 4: Berkeley, Kalifornia, wrzesień 2023 roku. Akcja tego aktu rozgrywa się na konferencji Manifest poświęconej rynkom predykcyjnym - gdzie spotkasz każdego, od racjonalistki i byłej modelki na OnlyFans, po człowieka, który zarobił setki tysięcy dolarów, stawiając na Bidena i to po tym, gdy Biden już wygrał. W tym akcie zbadamy racjonalizm, kuzyna efektywnego altruizmu. Prześledzę intelektualny rodowód EA i racjonalizmu oraz wyjaśnię, dlaczego interesują się ryzykiem egzysten­cjalnym i możliwością zniszczenia cywilizacji przez niekontrolowaną sztuczną inteligencję - nawet jeśli pod każdym innym względem tworzą nader dziwną parę. Rozdział 8. Błąd w obliczeniach Akt 5: Dolny Manhattan, październik-listopad 2023 roku. Na nowojorskiej sali sądowej ponownie spotykam SBF, który po raz kolejny stawia na złego konia. Może bez spoilerów, ale rozdział kończy się z hukiem. Rozdział ?. Zakończenie, jest pierwszym z dwuczęściowe­go podsumowania. Przedstawię ci innego Sama, dyrektora naczelnego OpenAI Sama Altmana i pozostałe osoby stoją­ce za rozwojem programu ChatGPT i innych dużych modeli językowych. W przeciwieństwie do rządowego Projektu Manhattan, szarża na granice sztucznej inteligencji jest prowadzona przez techno-optymistów z Doliny Krzemowej z ich typowym dla ludzi Rzeki podejściem do ryzyka i nagrody. Nawet jeśli według niektórych wskaźników świat wkroczył w erę stagnacji, zarówno optymiści AI, tacy jak Altman, jak i zwiastujący zagładę doomerzy AI uważają, że cywilizacja znajduje się na krawędzi punktu zwrotnego, na jakim nie była od czasu wynalezienia bomby atomowej, i że AI jest technologicznym hazardem na kapitale egzystencjalnym. Wreszcie, rozdział 1776. Fundament, odnosi się do trzech podstawowych zasad - sprawczości, pluralizmu i wzajemności - które stanowią mariaż między najsilniejszymi wartościami ludzi Rzeki a ideami leżącymi u podstaw sięgającej XVIII wieku liberalnej demokracji i gospodarki rynkowej. Będę argumentować, że koniecznie potrzebujemy tych wartości, aby przetrwać ów niebezpieczny dla naszej cywilizacji okres, a czy tego chcemy, czy nie, w tej "grze" wszyscy możemy przegrać lub wygrać.

Aaaaale... co, jeśli po prostu nie przepadam za hazardem?

Te fragmenty nazywamy z moim redaktorem szarą ramką. Napotkacie je co jakiś czas w trakcie lektury. Możecie je traktować jak punkt widokowy - przerwę w podróży głównym szlakiem. Moim zdaniem najciekawsze informacje w książce znajdują się czasami właśnie w tych ramkach, ale są to fragmenty, które możesz spokojnie pominąć lub wrócić do nich później, jeśli chcesz szybko przejść do sedna. Są one często też kierowane do konkretnej grupy czytelników - czasami do tych, którzy potrzebują dodatkowego wyjaśnienia jakiegoś pojęcia, albo przeciwnie, do tych, chcących zgłębić temat w bardziej techniczny i szczegółowy sposób.

Ta konkretna szara ramka jest informacją dla czytelników, którzy uważają, że druga część książki brzmi ciekawiej niż pierwsza - czytelników, których interesuje ryzyko lub wpływ Rzeki na świat, ale nie za bardzo zaciekawionych Hazardem przez duże H. Moja rada dla nich brzmi następująco: spróbujcie przebrnąć przez tę część tak daleko jak się da, zanim nie przeskoczycie dalej. Książka ma charakter kumulatywny, co oznacza, że stopniowo wprowadzam kluczowe terminy i pojęcia, aby powoli budować słowniczek języka Rzeki. Natomiast przyznaję, że najwięcej istotnych pojęć pojawia się już na początku części pierwszej - szczególnie w rozdziale 1 dotyczącym pokera i teorii gier - w rozdziałach 3 i 4 jest ich mniej. Na końcu publikacji znajduje się również szczegółowy słowni­czek, na wypadek gdybyście zagubili się gdzieś po drodze.

Wstęp do polskiego wydania

Ryzyko brzmi groźnie. Kojarzy się z hazardem, utratą pieniędzy i błędami, które potem długo bolą. Jednak bez tego samego ryzyka nie byłoby innowacji, odkryć i - o ironio - bezpieczeństwa finansowego.

Trudno wyobrazić sobie inwestowanie, prowadzenie biznesu czy nawet zwykłe życie rodzinne bez gotowości do tego, żeby stanąć na krawędzi i powiedzieć: "Spróbuję".

Nate Silver pokazuje, że umiejętność życia z ryzykiem to nie jest wyłącznie domena szaleńców czy hazardzistów, ale tych, którzy chcą świadomie poruszać się w pełnym niepewności świecie.

Dlatego ta książka przyda się zarówno inwestorowi analizującemu kolejny raport kwartalny, jak i osobie, która zastanawia się, czy wziąć kredyt, zmienić pracę, czy po prostu odważyć się na coś nowego.

Dlatego że ryzyko jest wszędzie. Gdy wchodzimy na giełdę i kupujemy akcje, to podejmujemy ryzyko, że jutro świat się zmieni i nasz plan legnie w gruzach. Ale gdy chowamy pieniądze pod materac, też ryzykujemy inflacją i utratą wartości. Nawet brak decyzji jest w istocie decyzją obarczoną ryzykiem. To paradoks, przed którym nie uciekniemy.

Autor podsuwa nam narzędzia, by oswoić to, co nieprzewidywalne. Nie chodzi tutaj o magiczną receptę na sukces, ale o zrozumienie, jak myślą osoby, które zawodowo, niemal codziennie funkcjonują na mocnej granicy niepewności i ryzyka.

Pokerzyści, inwestorzy, przedsiębiorcy - ich świat bywa o wiele bardziej ekstremalny, ale zasady, które rządzą ich codziennością, są zaskakująco uniwersalne. Umiejętność kalkulacji prawdopodobień­stwa, panowanie nad emocjami, odporność na presję czy zdolność do uczenia się na błędach to kompetencje, które można przełożyć na każdy obszar życia.

W polskich realiach ta lekcja jest wyjątkowo cenna. Żyjemy w kraju, który przez dekady przyzwyczajał się do myślenia zachowawczego. Do przedkładania bezpieczeństwa nad innowację, do chęci stabilizacji zamiast ryzykowania.

Świat się jednak zmienia. Nasza codzienność coraz bardziej przypomina nowoczesne rynki finansowe. Jest nieprzewidywalna, szybka, pełna zwrotów akcji. Zmienna inflacja, kryzysy energetyczne, nagłe przełomy technologiczne, to wszystko nie jest abstrakcją z Wall Street, tylko otoczeniem, w którym każdy z nas musi podejmować decyzje.

Niniejsza książka nie jest kolejnym podręcznikiem inwestowania ani biografią wielkich graczy. To raczej opowieść o tym, jak myśleć, gdy nic nie jest pewne. Silver dzieli świat na tych, którzy wolą bezpieczną Wioskę - stabilność i przewidywalność, oraz tych, którzy wybierają Rzekę, czyli ciągły nurt zmian i ryzyko. Nie chodzi o to, by od razu rzucać się w rwący potok, ale by rozumieć, że stojąc na brzegu, również coś tracimy.

Tu tkwi największa wartość tej lektury. Nie namawia ona do lekkomyślności. Raczej zachęca do odwagi. Do traktowania ryzyka nie jak wroga, ale jak narzędzia. Takiego, które odpowiednio użyte potrafi dać przewagę zarówno na giełdzie, jak i w zwykłym życiu.

Dlatego Na krawędzi jest książką aktualną i potrzebną. Pomaga zrozumieć, jak działa świat, który nie zamierza zwalniać. Daje język i perspektywę, dzięki którym chaos staje się mniej groźny, a decyzje bardziej świadome. To nie jest lektura dla wybranych. To podręcznik dla każdego, kto chce żyć odważniej, mądrzej i bardziej świadomie.

Piotr Cymcyk

Ekonomista, makler i pasjonat rynków kapitałowych, który od lat pokazuje, że finanse mogą być zrozumiałe i ciekawe. Prowadzi popularny kanał "Merytorycznie o Finansach" na YouTubie, a jako twórca DNA Rynków regularnie analizuje gospodarkę i inwestycje.

Przekłada zawiły język finansów na praktyczne wskazówki dla inwestorów i zwykłych oszczędzających. Wierzy, że świadome podejście do pieniędzy to jedna z najważniejszych współczesnych umiejętności.