Rozdział 2
Kelnerka postawiła na stole zamówione przez Kamieńskich dania, a potem zabrała tacę i odeszła.
- No cóż, śniadanie w Nad Brzegiem to to nie jest, ale smacznego, tato - mruknął Rafał.
Bernard z uśmiechem spojrzał na syna.
- A ja myślałem, że po kilku latach jedzenia ciągle w tym samym lokalu znudziły ci się nadmorskie posiłki.
Rafał ze śmiechem sięgnął po widelec.
- Ciesz się, że Amelia cię nie słyszy. Dopiero dałaby ci do wiwatu.
- Mam nadzieję, że nie zdradziłeś jej wielu tajników swojej pracy i nie zamontowała ci jeszcze w telefonie podsłuchu - zakpił ojciec.
- "Jeszcze" to dobre słowo w tej sytuacji.
- Ach, te kobiety - mruknął Bernard, po czym również wziął sztućce. - No to smacznego, synu. Wierz mi, jestem naprawdę rad, że mogę zjeść dziś śniadanie w twoim towarzystwie.
W restauracji mimo wczesnej pory było dość tłoczno. W sporej sali ustawiono wiele stolików, więc kelnerki i kelnerzy mieli pełne ręce roboty. Uwijali się, a w czarnych strojach nieco przypominali mrówki.
Bernard zarezerwował na spotkanie z synem stolik w jednym z najbardziej obleganych, gustownych lokali w mieście. Urządzono go ze smakiem w kolorach głębokiej zieleni i ciemnego drewna. Otwarta niedawno restauracja z dużym wyborem śniadań i lunchów od samego początku istnienia cieszyła się przed południem dużą popularnością. Nawet Rafał, który nie mieszkał już w stolicy, słyszał od znajomych o tutejszych bułeczkach, dżemach i daniach wytrawnych. Gdy ojciec podał mu miejsce spotkania, ucieszył się, że odwiedzi lokal. Z przyjemnością skusił się na pyszne pieczywo i pasty, których podobno nie dało się podrobić.
Posmarował sobie bułeczkę i spojrzał na ojca z ukosa.
- A więc mówisz, że stęskniłeś się za swoim synem?
- Nie zmuszaj mnie do tego, żebym zaczął być sentymentalny.
- Na starość i tak zrobiłeś się miękki.
- No wiesz ty co?
- Nie obrażaj się, wrażliwość nie jest już cechą niemęską. Świat pod pewnymi względami trochę się zmienił.
Bernard nie odpowiedział. Rafał patrzył przez chwilę na ojca delektującego się jajecznicą i pomyślał, że on też się za nim stęsknił. Odkąd przeprowadził się na Wybrzeże do ukochanej kobiety, nie spotykał się już często z rodziną. Pomimo tego, że żyli w epoce samochodów, pociągów i samolotów, ograniczał ich czas i Rafał ostatnio rzadko mógł wracać w rodzinne strony. Amelia, remont domu i kolejne zlecenia, które przyjmował, pochłaniały go bez reszty. Ojciec na szczęście całkiem nieźle się trzymał - mimo problemów ze zdrowiem. Kilka lat temu starszy Kamieński miał wypadek i przy okazji badań w szpitalu wyszło na jaw, że choruje na cukrzycę. Wciąż sprawiał wrażenie groźnego, ale dla dzieci zawsze miał serce na dłoni i właśnie za to Rafał go kochał. Ta miłość nie malała ani z upływem czasu, ani z odległością, która ich dzieliła.
Młodszy Kamieński odchrząknął i przyjął służbowy ton.
- To może powiesz mi w końcu, dlaczego ściągnąłeś mnie do Warszawy? Nie ukrywam, że twój ostatni telefon był dla mnie sporym zaskoczeniem. Zwłaszcza że do końca przyszłego tygodnia miałem obiecane wolne.
- Wiem, synu, wiem, ale mam pewien problem i potrzebuję twojej pomocy, by go rozwiązać.
Rafał zmarszczył brwi.
- Problemy ze zdrowiem, tato? - zapytał.
- Nie, skąd. Jestem zdrowy jak wół. Naprawdę moglibyście przestać z Kingą ciągle mnie o to pytać. Nic mi nie dolega. Ile razy mam to powtarzać?
- Polemizowałbym.
- Darujmy sobie ten temat. Ściągnąłem cię tu, bo chciałbym pomówić o sprawach agencji.
- W takim razie słucham. Co jest aż tak ważnego, że nie mogłeś powiedzieć mi o tym przez telefon?
Bernard odetchnął głęboko.
- Chodzi o Michała.
- Tego Michała? Syna twojej kuzynki, którego zatrudniłeś na jej prośbę kilka tygodni temu?
- Chciałem zrobić Helenie przysługę, ale od pewnego czasu mam wątpliwości, czy to była dobra decyzja - wyznał senior.
- Skąd te wątpliwości? Chłopak się nie sprawdza?
- Jak by to powiedzieć... On jest dość specyficzny. I ma osobliwe podejście do pracy. W ogóle do życia.
- Specyficzny? Osobliwe? Wybacz, tato, ale nic mi to nie mówi.
Bernard sięgnął po filiżankę z kawą.
- Dobrze, synu, nie będę owijał w bawełnę. Ten chłopak do niczego się nie nadaje. Nie wywiązuje się z obowiązków, jest złośliwy i uszczypliwy. Kilku klientów się na niego skarżyło. Obawiam się, że gdy dłużej u nas popracuje, to może źle wpłynąć na reputację agencji. Nie chcę, żeby jakiś smarkacz spieprzył wszystko, na co pracowaliśmy.
Rafał ugryzł kęs bułeczki i również napił się kawy.
- Nie rozumiem, w czym problem. Zwolnij go i już. Świetnie radzicie sobie z Damianem.
Bernard westchnął.
- Sęk w tym, że to nie takie proste.
- Niby dlaczego?
- Nie chcę zawieść Heleny. Tak bardzo prosiła, żebym go zatrudnił...
Rafał rozsiadł się wygodniej i popatrzył na ojca. Na jego pytające spojrzenie Bernard odchrząknął i powiedział:
- Rodzina zawsze była dla mnie ważna. Nie udawaj, że nie zauważyłeś.
Rafał odetchnął głęboko. No cóż, ojciec miał rację. Sprawy bliskich zawsze były dla niego na pierwszym miejscu i to nigdy nie podlegało dyskusji.
- Od dawna wiedziałem, że twoje dobre serce w końcu nas zgubi - mruknął z uśmiechem.
- Jak to mówią, lepiej w tę stronę.
- Zamiast prawić morały, powiedz, co zrobimy z tym całym Michałem.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział ojcu.
- Świetna odpowiedź.
- Poprosiłem cię o spotkanie, bo masz świeższy umysł. Na pewno wpadnie ci do głowy jakiś dobry pomysł.
- Chyba mnie przeceniasz.
- Nie sądzę - upierał się Bernard. - Myśl, myśl. Kto szuka, w końcu zawsze znajdzie rozwiązanie.
- Pokrzepiające. Nie zastanawiałeś się nad tym, by się przebranżowić i zająć coachingiem?
- Coachingiem? A co to w ogóle jest?
Rafał pokręcił głową, rozbawiony ignorancją ojca, który pod pewnymi względami utknął w poprzedniej epoce.
- Nieważne. A wracając do Michała: może po prostu znajdź mu inną robotę? Masz wielu znajomych, ktoś na pewno by go przygarnął.
Bernard zbliżył palce do ust i wyglądało na to, że rozważa podsunięte rozwiązanie.
- Nie, odpada - stwierdził w końcu.
- Niby dlaczego? - Rafał nie krył zdziwienia. - Moim zdaniem ten pomysł jest genialny.
- Synu, problem w tym, że nie mógłbym spać spokojnie, gdybym polecił jakiemuś koledze takiego pracownika.
- Jest aż tak źle?
- Wierz mi, nie widziałem większego lesera. Ten chłopak nawet w środku tygodnia potrafi przyjść do pracy na kacu. Nie zliczę, ile razy miałem ochotę mu powiedzieć, żeby poszedł gdzieś sobie i już nigdy nie wracał.
- No to nie wiem... Może podsuń go jakiemuś wrogowi?
- Wrogowi? Już widzę, jak ktoś, kto nie pała do mnie sympatią, zatrudnia osobę z mojego polecenia.
- Racja - zreflektował się Rafał. - Wybacz. To nie było zbyt mądre.
- Spokojnie, jesteś po długiej podróży, nie spodziewałem się, że znajdziesz rozwiązanie od razu.
- Dzięki, tato - mruknął młodszy Kamieński. - Dobrze wiedzieć, że we mnie wierzysz.
- Przecież wierzę w ciebie jak nikt inny! Gdyby tak nie było, to nie zakładałbym, że rozwiążesz mój problem.
- Też mi pocieszenie... Czasami się cieszę, że mieszkamy daleko od siebie.
Bernard się roześmiał i upił kolejny łyk kawy.
- Jak widać, wszystko ma swoje plusy i minusy, synu.
Rafał posmarował kolejną bułeczkę pyszną pastą, tym razem jajeczną, i znów się zamyślił. Przez chwilę się bał, że ojciec naprawdę go przecenia i on wcale nie wpadnie na lepszy pomysł, ale najwyraźniej Bernard znał go lepiej niż on sam siebie, bo nagle go olśniło.
- Chyba wiem, co możemy zrobić - oznajmił z uśmiechem.
Starszy Kamieński oparł łokcie o blat i nachylił się ku niemu.
- Mów, synu. Mów.