p

Mój bodyguard - Sonia Rosa

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

 

1.

 

 

 

 

 

Zawsze lubiłam seks, a każdy mój związek był gorący i mocno oparty na fizyczności. Jednak dopiero w ramionach Huberta zrozumiałam, co to znaczy kompletnie stracić dla kogoś głowę. Chemia, która między nami była, dosłownie zwalała mnie z nóg, obezwładniała... Jego nagi tors, płaski brzuch, umięśnione ramiona i zgrabny tyłek - nie potrafiłam oderwać od nich wzroku, pożerałam je spojrzeniem, chcąc na długie lata zapisać w pamięci ten obraz samca doskonałego... Ciało miał idealne, uwielbiałam oglądać go nagiego. Dokładnie tak jak teraz, kiedy wyszedł spod prysznica i przeczesując palcami wciąż lekko wilgotne, modnie obcięte ciemnoblond włosy, oparł się o framugę, przypatrując się mojej coraz bardziej gorączkowej krzątaninie.

- To bielizna ode mnie? - zapytał, przyglądając mi się, kiedy w pośpiechu przesuwałam w szafie wieszaki, szukając odpowiedniej sukienki.

- Owszem. - Uśmiechnęłam się kokieteryjnie, a on podszedł do mnie, objął mnie od tyłu i całując po szyi, wsunął palce w miseczki koronkowego biustonosza w kobaltowym odcieniu, delikatnie pieszcząc moje sutki.

- Hubert, przestań, zaraz wychodzimy - zaprotestowałam, ale jedna z jego dłoni już wślizgnęła się w moje majteczki.

- Zrobimy to szybko - obiecał, zsuwając je z moich bioder.

Później zdjął mój stanik, który dosłownie przed momentem założyłam po wyjściu spod prysznica, i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w moje nagie ciało, a jego oczy błyszczały, jakby nigdy wcześniej nie widział niczego równie pięknego. Kiedy ponownie wepchnął dłoń między moje nogi, cicho jęknęłam i oparta plecami o ścianę, dałam się ponieść fali przyjemności, nie myśląc już o niczym, nawet o tym, że za pół godziny powinniśmy być w zupełnie innej części miasta.

- Kiedy widzę cię nagą, cały świat mógłby przestać istnieć - powiedział Hubert, hipnotyzując mnie spojrzeniem swoich pięknych ciemnoszarych oczu. - Zostalibyśmy tylko we dwoje i nigdy nie wychodzilibyśmy z łóżka - dodał, a ja wspięłam się na palce i wsunęłam zwinny języczek pomiędzy jego rozchylone pełne wargi.

Kiedy się całowaliśmy, pieścił dłońmi moje piersi, aż zrobiłam się jeszcze bardziej mokra i gotowa na dalsze igraszki. Po chwili kochaliśmy się na sofie, pośród moich sukienek i jego koszul, a w ciszy mojego mieszkania słychać było jedynie nasze przyspieszone oddechy. Doszłam kilka sekund po nim i chociaż miałabym ochotę jeszcze się do niego poprzytulać, znowu zaciągnęłam go pod prysznic i kwadrans później w szaleńczym pośpiechu wypadliśmy z mieszkania i tak już będąc mocno spóźnieni...

W restauracji nie dano nam jednak odczuć, że nie przyjechaliśmy na czas, wręcz przeciwnie - powitano nas uśmiechem i półmiskiem przygotowanych do degustacji ciast.

"To jedna z tych chwil, na którą czeka każda młoda kobieta" - pomyślałam, kiedy w moich ustach rozpłynęła się waniliowa masa proponowanego nam weselnego tortu.

- Za słodki. - Hubert lekko się skrzywił i odłożył na stół mały porcelanowy talerzyk z niewielką porcją deseru.

- A ten? - zapytałam, dając mu spróbować kawałeczek tortu na niewielkim posrebrzanym widelczyku z logo jednej z najmodniejszych warszawskich restauracji.

- Ten jest wyśmienity. - Mój narzeczony z uznaniem pokiwał głową, ale już kosztował coś innego. - Poprosimy ten - zdecydował, a ja dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie zapytał mnie o zdanie.

Nie przejęłam się tym jednak jakoś szczególnie, bo sama myśl, że właśnie organizujemy nasze wesele, wydawała mi się niemal euforyczna.

- Nasz weselny tort, dasz wiarę? - Uśmiechnęłam się, kiedy wychodziliśmy z restauracji, a Hubert objął mnie w talii i pocałował w usta.

- Nie mogę się doczekać nocy poślubnej - wymruczał.

- Mówisz, jakbyś nie dobrał się do słodkości znacznie wcześniej - zażartowałam.

- Fakt, w łóżku przerobiliśmy już to i owo. - Zaśmiał się i lekko uszczypnął mnie w pośladek.

- I z czego rechoczesz? Wolałbyś się ożenić z jakąś nietkniętą dziewicą? - Szturchnęłam go łokciem, a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy.

- Tylko z tobą mogę się ożenić, maleńka. Jesteś dla mnie stworzona. - Puścił mi oczko i wyjął z kieszeni kluczyki.

Kiedy wsiedliśmy do jego porsche, położył mi dłoń na kolanie, a zaraz potem wsunął ją pod moją sukienkę, delikatnie muskając palcami moją opaloną skórę.

- Za kilka miesięcy będziemy małżeństwem, wyobrażasz sobie? - Uśmiechnął się, kciukiem pieszcząc wnętrze moich ud.

Chwilę później cofnął rękę, bo odezwała się jego komórka.

- Hofman, słucham - rzucił do telefonu oficjalnym tonem, momentalnie poważniejąc.

Kiedy rozmawiał, przyglądałam się jego zadbanym dłoniom, nieskazitelnie czystemu wnętrzu jego samochodu i szytemu na miarę garniturowi mojego faceta. Absolwent jednej z najbardziej prestiżowych brytyjskich uczelni, mimo młodego wieku wzięty prawnik, przystojniak i mój narzeczony. "Jak to możliwe, że trafił mi się taki skarb?" - zastanawiałam się, leciutko głaszcząc go po karku, u nasady krótko przyciętych ciemnoblond włosów. "Tak bardzo cię kocham" - pomyślałam, mimowolnie przysłuchując się prowadzonej przez niego rozmowie.

Kiedy skończył, dotarliśmy w okolice mojego mieszkania i pieszo ruszyliśmy w stronę Wisły, chcąc złapać odrobinę słońca - tegoroczny wrzesień był ciepły i słoneczny, ale chłodne, mgliste poranki nieuchronnie zwiastowały nadejście jesieni.

- Jak sukienka? Dotarłaś wczoraj na przymiarki? - zapytał mnie Hubert, kiedy szliśmy wzdłuż rzeki. - Zdecydowałaś się na tę pracownię czy szukasz dalej?

- Szukam dalej. Suknia źle leżała i gryzła mnie pod pachami.

- Gryzła cię?

- Gorset był wyszywany grubą srebrną nicią, która wpijała mi się w ciało. Kiecka nie była może najbrzydsza, ale za taką szokującą cenę chciałabym jeszcze czuć się w niej komfortowo. Mój ojciec zapłaci majątek za nasze wesele i chcę, żeby wszystko było idealne. - Uśmiechnęłam się.

- Moja ty tatusiowa księżniczko - mruknął, wyraźnie rozbawiony. - Mam nadzieję, że uda mi się zapewnić ci życie na równie wysokim poziomie - dodał, a ja aż przystanęłam, zaskoczona jego obawami o finanse.

- Skończyłam socjologię, mam własną firmę i pomysły na kolejne biznesy, więc chyba nie musisz się obawiać, że zabraknie nam na chleb? - rzuciłam odrobinę zbyt kąśliwym tonem, a on głośno się roześmiał.

- W mojej laleczce obudziła się feministka?

- Żebyś wiedział - rzuciłam, odrobinę na niego zła o to, że czasem traktował mnie jak jakiegoś rozpuszczonego pustaka z dwiema lewymi rękoma.

Kiedy pocałował mnie w usta, szybko zmiękłam.

- No już, nie dąsaj się. Chciałem tylko powiedzieć, że trudno mi będzie dorównać twojemu ojcu, bo to genialny strateg i świetny biznesmen.

- Zgadzam się, ale pamiętaj, że mój ojciec też nie urodził się milionerem. Do wielu rzeczy doszedł sam, ciężką pracą. Okej, miał też spory fart i szczęście do wspólników, ale oświadczając się mojej mamie, był jedynie skromnym inżynierem budownictwa.

- Może i był skromnym inżynierem, ale za to z zajebiście dużymi aspiracjami. - Mrugnął do mnie.

- Aspiracje nic nie kosztują. - Wzruszyłam ramionami, a on złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wody.

- Dość o twoim tatku. Cieszmy się spacerem, bo, jak wiesz, jutro bladym świtem lecę do Hamburga. - Skrzywił się, najwyraźniej średnio podekscytowany wizją kolejnego służbowego wyjazdu.

- Już tęsknię - powiedziałam, gładząc go po plecach.

- Ja też. - Hubert pocałował mnie w szyję i przez dłuższą chwilę staliśmy przy brzegu, zapatrzeni w płynącą rzekę. - Wprowadź się do mnie - poprosił nagle, niespodziewanie poruszając temat, którego od dawna nie wałkowaliśmy. - Za kilka miesięcy i tak będziemy małżeństwem. Twoje mieszkanie się sprzeda, a ty będziesz w końcu miała wielki ogród, kryty basen i ciszę.

- Hubert, rozmawialiśmy o tym setki razy.

- I...?

- Chcę poczekać do ślubu i zamieszkać z tobą dopiero jako twoja żona.

- Bo? Możesz mi wyjaśnić, skąd ten twój upór? Naprawdę wystarczają ci do szczęścia trzy pokoje na Powiślu? Mam wielki dom, który bez ciebie jest pusty. Wytłumacz mi, proszę, dlaczego nie chcesz w nim zamieszkać już teraz?

- Bo tak będzie bardziej romantycznie - powiedziałam, patrząc mu w oczy. - Przeniesiesz mnie przez próg, jako panią domu.

- Kurwa, Olga, ty mówisz poważnie?! Nie miałem pojęcia, że jesteś aż taką konserwatystką! - Hubert poczerwieniał ze złości, moja odmowa najwyraźniej go uraziła.

Czy byłam konserwatystką? Wolne żarty! Tak naprawdę zwlekałam z przeprowadzką, chcąc wykorzystać ostatnie chwile wolności. Kochałam mojego narzeczonego, ale lubiłam też moje mieszkanie, widok z okien, sąsiadkę z dołu, z którą wieczorami wyskakiwałam na drinka, jej kota i myśl, że kiedy Huberta nie ma w Polsce, mogę robić, co chcę, i cieszyć się nocnym życiem Warszawy. Kiedy dam się wywieźć na te przerażająco snobistyczne peryferia, pozwolę mu się zamknąć w złotej klatce i na dobre stracę wolność. Tak, wiem, za kilka miesięcy zostanę jego żoną, ale nadchodzącą jesień, zimę i wczesną wiosnę chciałabym jeszcze przeszaleć w towarzystwie Matyldy i jej znajomych.

"Ślub dopiero na początku czerwca, mam jeszcze trochę czasu" - powiedziałam sobie, jednocześnie wciskając Hubertowi kity o moich romantycznych wizjach zamieszkania u niego dopiero po weselu. Czy go oszukiwałam? Nie patrzyłam na to w ten sposób. W każdym związku, nawet najlepszym, zdarzają się drobne kłamstewka czy niedomówienia. Kochałam Huberta, ale z trudem godziłam się z wizją utraty beztroskiego studenckiego życia, które uwielbiałam. I tak, wiem, nie byłam już studentką. Jednak w wieku dwudziestu sześciu lat chciałabym jeszcze trochę zaszaleć...

 

 

 

 

 

 

2.

 

 

 

 

 

Tę noc Hubert spędził w moim mieszkaniu. Nie przepadał za tym i zazwyczaj wolał, żebym to ja sypiała u niego - zawsze powtarzał, że dusi się w ciasnocie trzypokojowego wnętrza, ale w końcu uległ moim namowom i zasnęliśmy wtuleni w siebie, na szerokim łóżku z pikowanym zagłówkiem.

Obudził mnie deszcz. Ulewa bębniła o parapet, z minuty na minutę się wzmagając. Hubert spał nago, leżąc na plecach. Jego cichy spokojny oddech stanowił miły kontrast dla chlupoczącej w rynnie wody - na poddaszu, gdzie mieszkałam, każda gwałtowniejsza ulewa była przerysowanie, wręcz teatralnie głośna. Stojący na nocnym stoliku zegar z fikuśnie wygiętymi drewnianymi nóżkami wskazywał czwartą czterdzieści osiem nad ranem i zdałam sobie sprawę, że chcąc zdążyć na poranny lot do Hamburga, mój narzeczony musi wstać najpóźniej za pół godziny. Postanowiłam więc urządzić mu pobudkę znacznie czulszą niż budzik i zaczęłam masować jego penisa.

- Co robisz, kotku? - wychrypiał półprzytomny, wyrwany ze snu Hubert, a ja pochyliłam się i pocałowałam go w usta.

- A jak myślisz? - wymruczałam, wciąż pieszcząc go dłonią.

Chwilę później zdjęłam prześwitującą krótką haleczkę, w której lubiłam sypiać, i dosiadłam mojego gotowego do akcji ogiera.

- Miła pobudka. - Hubert zacisnął palce na moich piersiach, a ja mocniej rozkołysałam biodra, dając się ponieść rozkoszy.

Kiedy ścisnął mój sutek, krzyknęłam, a moje podbrzusze zalała fala zbliżającego się orgazmu. On skończył sekundę później, tryskając w moje gorące wnętrze, a kiedy doszłam i ja, opadłam na plecy i przez dłuższą chwilę leżeliśmy w milczeniu, skupieni na własnych ciałach i ciągle pulsującym w nich uczuciu spełnienia. W końcu Hubert pocałował mnie w usta, penetrując językiem ich wnętrze, a jego palce wślizgnęły się w moją mokrą od soków cipkę.

- Lubię, kiedy przejmujesz inicjatywę - powiedział, gdy już oderwał ode mnie wargi. - To cholernie seksowne - dodał, a ja złapałam go za nadgarstek i cofnęłam jego dłoń, wiedząc, że lada moment rozlegnie się natarczywy dźwięk budzika.

- Idź pod prysznic. Ja jeszcze się zdrzemnę. - Obróciłam się na brzuch i wtuliłam policzek w poduszkę.

Hubert wsunął dłoń między moje uda, przesuwając palcami po nabrzmiałej łechtaczce i wślizgując się nimi w moją szparkę.

- Żal wyjeżdżać, zostawiając cię tak rozgrzaną - wymruczał, po czym niespodziewanie przerwał pieszczoty, lekko klepnął mnie w pośladek i wstał.

Budzik zadzwonił kilka sekund później, ale Hubert szybko go uciszył.

- Idę pod prysznic. Zaparzysz mi kawę? - zapytał.

- Nie - wymruczałam, wciąż z wciśniętym w poduszkę policzkiem, a on pochylił się, żeby cmoknąć mnie w plecy i rzucił coś, co zabrzmiało: "żenię się z egoistką".

- Nie zapominaj, kto ci dziś zrobił dobrze! - rzuciłam w ślad za nim, ale chyba nie usłyszał, bo był już w łazience.

Wstałam, kiedy się ubierał i, siedząc w fotelu pod oknem, przyglądałam się, jak zakładał jeden ze swoich ulubionych garniturów, który zostawił w mojej szafie już dwa dni wcześniej, wiedząc, że rano może wyjeżdżać na lotnisko ode mnie.

- Gdybym umiała malować, uwieczniłabym cię właśnie takiego... W samych czarnych slipkach, z lekko wilgotnymi włosami, na tle ściany deszczu za oknem. - Uśmiechnęłam się, a on sięgnął po prążkowaną koszulę w maklerskim stylu, pochylił się i pocałował mnie w czubek głowy.

- Gdybym ja umiał malować, stworzyłbym twój akt i byłoby to czyste porno, dziecinko. Leżałabyś na łóżku, całkiem naga, z szeroko rozłożonymi udami, rozchylając palcami cipkę, a twoja wilgotna szparka lśniłaby od soków.

- Świnia! - Zaśmiałam się, a on zdjął z wieszaka ciemnoszare spodnie i zakładając je, mruknął, że po prostu go kręcę.

- Będę o tobie myślał w samolocie - obiecał mi, zapinając suwak.

- Jasne, bo uwierzę. W samolocie będziesz się pewnie modlić, żeby już dolecieć, bo zawsze szczasz po nogach ze strachu, zwłaszcza podczas startu i lądowania. - Uśmiechnęłam się złośliwie, a Hubert lekko się skrzywił.

- To też - zgodził się ze mną i założył krawat.

Kiedy go wiązał, podziwiałam jego odbicie w lustrze, napawając się widokiem jego świetnie zbudowanej, wyćwiczonej sylwetki, zgrabnych pośladków, na których doskonale leżały szyte na miarę spodnie od garnituru, i zadbanych dłoni. Na palcu jego prawej ręki widniał złoty sygnet, który dostał od dziadka - niegdyś człowieka przez lata należącego do politycznych kręgów stolicy, a obecnie śliniącego się, pogrążonego w pogłębiającej się demencji starca, który jedną nogą stał w grobie, ale wciąż jeszcze oddychał.

- Uważaj na siebie. - Zakładając marynarkę, Hubert puścił mi oczko i dodał, żebym nie włóczyła się po nocach.

- Co rozumiesz przez "włóczenie się?" - Posłałam mu niewinny uśmieszek.

- Twoje nocne rajdy po klubach, dziwkarskie kiecki na grzbiecie, ociekające tuszem rzęsy i morze alkoholu - sprecyzował, a ja parsknęłam śmiechem.

- Okej, przekażę Matyldzie, że tym razem balujemy mniej intensywnie. - Zaśmiałam się, ale Hubert spochmurniał.

- Mówię poważnie, Olga. Nie włócz się po klubach, kiedy mnie nie ma - rzucił mało sympatycznym tonem, który mocno podniósł mi ciśnienie.

- Czekaj, bo chyba czegoś nie ogarniam... Jesteś moim ojcem czy moim facetem?! Mam siedzieć w mieszkaniu i robić ci na drutach skarpety, z utęsknieniem czekając na twój powrót?! - Podniosłam głos i tym razem to Hubert się zaśmiał.

- To nie byłaby wcale taka zła opcja. - Mrugnął do mnie, zakładając zegarek.

- Jesteś zaborczy, zazdrosny i konserwatywny, a to są trzy cechy, których w facetach po prostu nie znoszę - syknęłam, kiedy przeszliśmy do kuchni.

- A ty jesteś leniwa, egoistyczna i próżna - odciął mi się, włączając czajnik. - I, z tego, co widzę, przerasta cię nawet zaparzenie mi kawy.

- A czemu miałabym parzyć ci kawę?! Wyglądam ci, kurwa, na gosposię?! Kiedy miesiąc temu to ja leciałam służbowo do Madrytu, ty tylko przewróciłeś się na drugi bok, gdy wstawałam przed piątą! - wypomniałam mu.

- Dobra, niech ci będzie. Jesteśmy kwita. - Hubert sięgnął po cukierniczkę i nerwowo zerknął na zegarek. - Mam dziesięć minut do przyjazdu taksówki, więc powiem ci jeszcze jedno... Małżeństwo ze mną nie będzie jedną wielką niekończącą się zabawą, jeśli tak ci się wydaje.

- Skąd pomysł, że taką właśnie mam wizję małżeństwa? - rzuciłam zaczepnie.

- Bo taki masz styl życia, kochanie. Zakupy, zabawa, siłownia, zakupy...

- Poważnie? Tylko tyle we mnie widzisz, taką pustą lalkę?!

- Czasem tak.

- Wow... Dzięki za szczerość. - Skrzywiłam się, a on zalał kawę wrzątkiem i dodał, że nie chciał mnie obrazić.

- Po prostu mówię, że oczekuję poważnego związku, bez twoich fochów, ciągłego kaca i klubowych szaleństw.

- Mam przestać chodzić do klubów, bo będę miała na palcu obrączkę?

- Nie. Bo zmienią się nam priorytety.

- Tak? A na jakie, jeśli można wiedzieć?!

- Olga, myślałem, że już to sobie wyjaśnialiśmy... - Nagle Hubert stracił ochotę na przerzucanie się argumentami. - Podjechała taryfa, muszę lecieć - powiedział tylko, cmoknął mnie w nos i w pośpiechu wyszedł z mojego mieszkania.

Kiedy wsiadał do taksówki, przyglądałam mu się z okna.

Nie, nie miałam żadnych wątpliwości, co do niego czuję. Kochałam go, szalałam za nim i chciałam spędzić z nim resztę życia, ale ton, jakim do mnie przemówił, i to dosłownie chwilę po tym, jak się kochaliśmy, średnio przypadł mi do gustu...

 

* * *

 

Przed południem odwiedziłam mieszkającą w tej samej kamienicy Matyldę - kilka lat ode mnie starszą tłumaczkę, z którą wieczorami chadzałyśmy na balety.

- Masz dziś ochotę wyskoczyć na drinka? - zapytałam, kiedy mi otworzyła.

Mimo że dochodziła jedenasta czterdzieści, Mati nadal była w koszuli nocnej, zapewne oderwana od tłumaczenia jakiejś ulotki kremu lub leku czy powieści. Ostatnio nawiązała współpracę z jednym z największych warszawskich wydawnictw i ciągle siedziała z nosem w literaturze.

- Hej, Olga. Wchodź. - Wpuściła mnie do swojego mieszkania, ziewnęła i zamknęła za mną frontowe drzwi. - Dziś się nie wyrwę, tłumaczę wyjątkowy gniot autorstwa amerykańskiej pisarki, którego koślawa fabuła obraca się głównie wokół pieprzenia, jedzenia pizzy i jazdy motocyklami.

- Głębokie. - Zaśmiałam się, a ona mi zawtórowała.

- Bardzo. Czekaj, odczytam ci jeden z fragmentów, który przed momentem tak mnie rozśmieszył, że dostałam czkawki. - Matylda odrzuciła w tył ogniście rude włosy, sięgnęła po okulary w bordowych oprawkach i usiadła przed laptopem. - Słuchaj, umrzesz ze śmiechu: "Tiffany dosiadła Johna i zaczęła go ujeżdżać, a jej piersi podskakiwały rytmicznie, niczym dwie dmuchane piłeczki. Twój kutas jest taki twardy, wyjęczała, wijąc się z rozkoszy, a penis jej kochanka rozrastał się w jej cipce, pęczniał i rozrywał ją od środka, skazując na piekielną mękę nieuchronnie zbliżającego się orgazmu. - Rżnij mnie mocniej! - krzyknęła, wijąc się na nim niczym kobra, a on wbił palce w jej pośladki i zalał jej piczkę gorącą lawą spermy". Koniec cytatu. - Czytając fragment, sąsiadka popłakała się ze śmiechu, a ja zagryzłam wargi na wspomnienie naszego gorącego świtu. - Co masz taką minę? - Przyjaciółka od razu zauważyła grymas na mojej twarzy.

- Nie, nic... Po prostu dziś rano odstawiliśmy z Hubertem podobną akcję - wyjaśniłam i obie zachichotałyśmy.

- Ale chyba nie zalał ci mieszkania gorącą lawą spermy? - Zarechotała.

- Aż tak to nie...

- Kamień z serca. Chodź, mam ciasto i całkiem dobre wino. Skoro wieczorem nie ruszamy na miasto, wychylmy chociaż kieliszek - zdecydowała.

- Boję się tego ślubu, Mati. Cholera, kocham go, ale małżeństwo... - wyrwało mi się, kiedy Matylda wyjmowała wino z lodówki.

- Nie zadręczaj się tym aż tak, co? Chyba każdy ma jakieś obawy na kilka miesięcy przed weselem.

- Mati, ale ja się panicznie boję - szepnęłam. - Bo nagle do mnie dotarło, że zmieni się całe moje życie. To już nie będzie dolce vita... On mnie chyba chce zamienić w jakąś snobistyczną matronę z bogatych przedmieść...

- No proszę, twój mózg chyba właśnie się otrząsa z pierwszego miłosnego zaślepienia. Jasne, że zamieni cię w typową żonkę z nudnych przedmieść, a czego się po nim spodziewałaś? To konserwatysta, nudziarz i pedant. Straszne cechy u faceta. - Matylda lekko się skrzywiła i podała mi kieliszek. - Napij się, może odzyskasz humor.

- Mati, ja naprawdę go kocham, rozumiesz? Kocham go tak, jak nikogo wcześniej nie kochałam, ale ten zbliżający się wielkimi krokami ślub... Mam dopiero dwadzieścia sześć lat, czy to już pora na dozgonne deklaracje przed ołtarzem?

- Więc jednak się wahasz... Olga, jeśli tego nie czujesz, to przełóż wesele.

- Żartujesz? Ojciec by mnie zabił! Wpłaciliśmy część zaliczek, kupiłam mnóstwo biżuterii, zamówiłam...

- Olga, to krok na długie lata. Nie powiem, że na całe życie, bo na szczęście to już nie dziewiętnasty wiek i zawsze możesz się rozwieść, ale błagam, nie podejmuj pochopnych decyzji. Wiesz, że nigdy nie lubiłam Huberta, prawda? Wyczuwam w nim jakiś fałsz, nie ufam mu...

- Daj spokój. Nie zaczynajmy tej dyskusji. - Skrzywiłam się, a moja przyjaciółka upiła kilka łyków wina i spojrzała mi w oczy.

- Uważam, że nie jesteś gotowa na małżeństwo. Albo inaczej, nie jesteś gotowa na małżeństwo z Hubertem. Może gdyby w grę wchodził luzacki ślub w jednej z weselnych kaplic w Las Vegas i inny koleś, byłoby inaczej, ale Hubert... Wiem, że go kochasz, ale on jest...

- Kocham go i za niego wyjdę - weszłam przyjaciółce w słowo. - Mówię tylko, że trochę się boję, nie róbmy z tego nie wiadomo czego.

- Ty nie boisz się trochę, ty sikasz po nogach ze strachu. Stracisz wszystko, nie rozumiesz? On każe ci sprzedać to mieszkanie, odseparuje cię od przyjaciół, ograniczy wieczorne wyjścia, wtłoczy w sztywne schematy bycia potulną żonką i...

- Kurwa, bez przesady - mruknęłam, lekko urażona jej opinią. - Nie jest przecież potworem.

- Jasne, wybacz. Rób, co chcesz. Skoro go kochasz, może się wam poukłada? - Sąsiadka dolała mi wina i obiecała, że gdy tylko upora się z tłumaczeniem gniota o podlewanych gorącą spermą losach Tiffany, da mi znać, kiedy może wyskoczyć na miasto.

- Pamiętasz, że w czwartek lecimy z Hubertem do Nowego Jorku?

- Jasne, przecież gadasz o tym od tygodni. Zresztą obiecałaś mi przywieźć magnes ze Statuą Wolności albo jakiś inny durny gadżet za kilka dolców - przypomniała mi.

- Przywiozę - obiecałam jej. - Bywałam już w Stanach, wiesz? Ale zawsze latałam tam z tatą. Podróż z Hubertem wydaje mi się inna, bardziej ekscytująca, jakbym odkrywała USA na nowo. - Uśmiechnęłam się.

- I tego ci trochę zazdroszczę - przyznała szczerze Matylda. - Mnie jak dotąd żaden facet nie zabrał do Stanów ani nawet do Włoch. Moi kochasie spędzali urlopy na Mazurach, i to w najlepszym wypadku.

- Może jeszcze wszystko przed tobą? - pocieszyłam ją.

- Może. A może tyle zarobię na tłumaczeniu dalszych losów rozpustnej Tiffany, że zafunduję sobie taką podróż na trzydziestkę? - Zaśmiała się.

- I tego ci życzę. Gdybyś chciała pożyczyć trochę kasy albo...

- Wiem, dzięki.

- Pójdę już, mam dziś trochę na głowie - powiedziałam, odsuwając kieliszek z niedopitym winem. - Miłego dnia, piękna.

- I tobie. - Przyjaciółka przesłała mi w locie buziaka, odprowadziła mnie do drzwi i zapewne wróciła przed laptop.

Weszłam więc do siebie, na poddasze, sprawdziłam, czy nie mam żadnego esemesa od Huberta i zajęłam się odpowiadaniem na maile. Firma wysyłkowa, którą prowadziłam, obiecująco się ostatnio rozrosła, co sprawiało, że spędzałam mnóstwo czasu przed komputerem i pod telefonem.

"Muszę zatrudnić kogoś do pomocy" - obiecałam sobie po raz kolejny, zamykając pocztę.

Kilka minut przed trzynastą Hubert wysłał mi ememes z fotką swojego penisa i dość żenującym tekstem: "On już za Tobą tęskni".

"A Ty nie?" - odpisałam.

Nie odpowiedział. Pewnie miał jakieś spotkanie, poleciał w końcu do Hamburga w interesach, ale i tak przez dłuższą chwilę było mi przykro...

 

* * *

 

Wieczorem, już będąc w hotelu, Hubert zaproponował seks przez telefon. Bolała mnie głowa, ale kiedy zaczął mówić, gdzie wsunąłby mi język, rozłożyłam się wygodnie na łóżku, wsunęłam palce pod koronkę bladoróżowych majteczek i zaczęłam się pieścić.

- Lizałbym twoją szparkę, aż zrobiłaby się całkiem mokra, a później wyruchałbym cię tak mocno, że zapiszczałabyś...

- Piszczą myszy - rzuciłam bezrefleksyjnie, a on urwał w pół zdania i przez chwilę słyszałam tylko jego ciężki oddech.

- Dobrej nocy - rzucił w końcu, cichym, zduszonym głosem, kiedy, jak podejrzewałam, zrobił już sobie dobrze.

Rozłączył się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

"Dziwny dzień" - pomyślałam, wyciszając komórkę. Rano się pokłóciliśmy, aż tak ostro chyba po raz pierwszy, a teraz też coś zazgrzytało. "Może to moja wina?" - zastanawiałam się przez chwilę, ale szybko dałam sobie spokój z obwinianiem się. Każda para ma swoje upadki i wzloty. Nawet najbardziej zakochani mają prawo mieć gorszy moment.

 

 

 

 

 

 

3.

 

 

 

 

 

- Dla ciebie. - Po powrocie z Hamburga Hubert wręczył mi aksamitne puzderko z nieznanym mi logo salonu jubilerskiego. Zapewne błyskotkę upolował w centrum miasta bądź w jednym ze sklepów na lotnisku. - Wyjazd okazał się całkiem udany. - Mrugnął do mnie.

- I z tej okazji kupiłeś mi diamentowe kolczyki? - Posłałam mu kokieteryjny uśmiech i przyłożyłam je do uszu. - Są piękne.

- Dokładnie tak jak ty. - Mój narzeczony wyjął mi z ręki złote cacka zdobione najbardziej pożądanymi kamieniami świata, pocałował mnie w usta i rozsunął boczny zamek mojej sukienki. - Myślałem o tobie w samolocie - wymruczał, całując mnie po szyi.

- Tak? A może jednak flirtowałeś z jakąś stewardessą? - droczyłam się z nim.

- Nie. Żadna nie była tak atrakcyjna jak ty. - Hubert rozpiął mi stanik, uwolnił moje piersi i pochylił się, żeby wziąć do ust jeden z sutków, a ja cicho jęknęłam z rozkoszy i oparłam się plecami o lodowato zimną ścianę.

Kiedy zsuwał z moich bioder nowe stringi z malinowej koronki, zamknęłam oczy i pozwoliłam mu włożyć w siebie palce. Pieścił mnie przez dłuższą chwilę, później odwrócił twarzą do ściany, w pośpiechu opuścił spodnie razem z bokserkami i wbił się we mnie mocnym, zdecydowanym ruchem.

- Jesteś taka gorąca w środku, taka cudownie ciasna - szeptał, ruszając się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu przeciągle jęknął i skończył w moim wnętrzu. - Tęskniłem - powiedział, wciąż wtulony w moje plecy.

Kiedy ze mnie wyszedł, pomyślałam, że jest coś rozczulająco pierwotnego w sposobie, w jaki witał mnie, wracając z zagranicznych wyjazdów. Ja miałabym ochotę przytulić się do niego i wspólnie zalec na sofie, ale on zawsze szukał wtedy seksu - intensywnego, mocnego, zdecydowanego, bez dłuższej gry wstępnej czy przeciągających się pocałunków, jakby chciał mi pokazać, że jestem jego kobietą, samicą i suką. Okej, może z tą suką lekko się zapędziłam, ale niemal każdy nasz seks po jego powrotach z lotniska bywał ostry, szybki i inicjowany przez niego - wejście we mnie i naznaczenie mnie swoim nasieniem uważał za jedną z pierwszych czynności po przekroczeniu progu mojego mieszkania. Jakby przez te miesiące, które razem spędziliśmy, taka forma powitania stała się naszym rytuałem.

- Tęskniłaś? - zapytał, podnosząc z podłogi moją bieliznę.

- Oczywiście, że tak - powiedziałam cicho.

- Może następnym razem polecisz ze mną?

- O ile będę mogła. Wiesz, że czasem muszę poświęcić trochę czasu pracy. - Uśmiechnęłam się przepraszająco, a on pocałował mnie w ramię i ujął moją twarz w dłonie.

- Kiedy za mnie wyjdziesz, nie będziesz musiała pracować - powiedział. - Już teraz nieźle zarabiam, a kiedy wejdę w spółkę z...

- Czekaj, stój! Jeszcze na studiach założyłam własną firmę, poświęciłam jej czas, oszczędności i mnóstwo energii. Zatrudniam sześć osób, a ty mi mówisz, że mam to wszystko olać, bo ty dobrze zarabiasz?!

- Co w tym złego? Miałabyś więcej czasu dla siebie.

- Pogięło cię?! Byłabym kurą domową! - wrzasnęłam, a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował w usta.

- Najpiękniejszym kurczaczkiem świata - wymruczał, błądząc rękoma po moich pośladkach.

- Zapomnij! - warknęłam.

- Okej, nie było tematu, ale idę o zakład, że jeszcze zmienisz zdanie. Zwłaszcza gdy już zajdziesz w ciążę...

- Nie planuję zostawać matką przed trzydziestką! - wycedziłam, a on szyderczo się zaśmiał.

- Nie? A co planujesz? Ciążę geriatryczną, jak wszystkie te paniusie z kretyńskich amerykańskich komedii? - parsknął.

- Mówiłam ci już, że nie chcę...

- Ćśśś, mniejsza z tym - wszedł mi w słowo Hubert. - Muszę wziąć prysznic, za dwie godziny gram w tenisa z Radkiem Wolskim. A ty jeszcze zmienisz zdanie, króliczku.

- Wątpię. I nie jestem pieprzonym króliczkiem!

- Nie? A kto cię właśnie wypieprzył? - Hubert pocałował mnie w usta i dodał, żebym się rozchmurzyła, bo złość piękności szkodzi.

- Kurwa, czy ty sobie zdajesz sprawę, jakim dupkiem czasem bywasz?! - syknęłam, kiedy zdejmował spodnie.

- Dupkiem, za którym szalejesz. - Puścił mi oczko.

- Może i szaleję. - Uśmiechnęłam się krzywo. - Ale zapamiętaj sobie jedno, bo zdania na pewno nie zmienię! Nie chcę zachodzić w ciążę przed trzydziestką i z całą pewnością nie spieszy mi się do pieluch!

- Okej. Skoro tak, zrobię dziecko naszej gosposi. Urodzi mi syna, a ja za twoimi plecami obsypię ją diamentami i będzie tak, jak w jednej z tych wenezuelskich telenowel, w których... Aua, nie bij mnie, kobieto! - Kiedy walnęłam go pięścią w ramię, Hubert przyciągnął mnie do siebie i mimo malującej się na mojej twarzy wściekłości pocałował mnie w usta. - Kocham cię, maleńka, przecież wiesz. I obiecuję, że nie zrobię dziecka gosposi. Tylko już mnie nie bij. - Zarechotał, zanim zrzucił resztę ciuchów i nago przeszedł do łazienki.

Kiedy zostałam sama w salonie, założyłam zmiętą sukienkę i zerknęłam na komórkę narzeczonego. Leżała na ławie i przygryzłam wargę na myśl o tym, że najchętniej przejrzałabym wszystkie jego zdjęcia i wiadomości tekstowe. Problem polegał jednak na tym, że nie znałam PIN-u, a na dobrowolne pobranie od niego odcisku palca raczej nie mogłam liczyć...

Przeszłam więc do kuchni i popijając sok, wyglądałam przez okno, kiedy zadzwoniła Oliwia, starsza ode mnie o trzy lata nowa dziewczyna mojego ojca, której nie trawiłam równie mocno, jak od dzieciństwa nie znoszę szpinaku.

- Hej, Olga, i jak? Idziemy dziś na te zakupy? - zaszczebiotała do słuchawki, a ja rzuciłam w duchu kilka naprawdę soczystych przekleństw, bo na śmierć zapomniałam, że jesteśmy umówione.

Na szczęście miałam jeszcze półtorej godziny do wyjścia, więc na odczepnego i po to, żeby zrobić przyjemność tacie, rzuciłam krótkie:

- Jasne.

- Kto dzwonił? - zapytał Hubert, wyłaniając się z łazienki.

- Wytrzyj stopy z łaski swojej, bo znowu zamoczysz parkiet - mruknęłam, a on pogardliwie się zaśmiał.

- Ile razy mam ci mówić... Znajdź w końcu jakąś dobrą sprzątaczkę. Zachowujesz się jak moja matka, co bywa naprawdę wkurwiające.

- To ciekawe, bo z kolei ty miewasz gadki jak mój ojciec!

- Znowu chcesz się kłócić? - zapytał, wycierając mokre włosy w ręcznik.

- Nie. Wystarczy mi fakt, że idę dziś na kawę i shopping z Oliwią.

- O, macoszka się za tobą stęskniła?

- Nie nazywaj jej tak! Nie jest nawet zaręczona z moim ojcem!

- Może i nie, ale to chyba kwestia czasu. Wygląda na to, że twój staruszek dostał kompletnego pierdolca na jej punkcie.

- Zakochał się. - Wzięłam ojca w obronę, a Hubert się roześmiał.

- Daj spokój, nie nazywałbym tego miłością. To są po prostu ostatnie podrygi prawie sześćdziesięcioletniej fujary.

- Ojciec ma pięćdziesiąt sześć lat i wcale na tyle nie wygląda. Mógłby jeszcze mieć niejedną, niekoniecznie tę chirurgicznie stuningowaną pustą lalkę.

- Może i mógłby, ale jest jak jest i to Oliwia wieczorami grzeje mu łóżko. Swoją drogą, czy to jej prawdziwe imię?

- Nie mam pojęcia, w dowód jej nie zaglądałam - mruknęłam, otwierając szafę.

- Załóż tę. - Wśród wieszaków z moimi sukienkami Hubert wyłowił obcisłą małą czarną ze skórzanymi wstawkami przy dekolcie. - Zwalisz Oksanę, przepraszam, Oliwię, z nóg.

- Tę biorę do Nowego Jorku. - Uśmiechnęłam się na myśl, że za dwie doby będziemy lecieć gdzieś wysoko nad oceanem.

- Okej, to może ta?

- Zbyt dziwkarska. - Skrzywiłam się, odwieszając z powrotem czerwoną mini z dość odważnym dekoltem, którą zakładałam raczej na wieczorne drinkowanie niż na wyjście z dziewczyną ojca.

- Ta? - Ostatnim wyborem Huberta była ciemnogranatowa prosta w kroju sukienka z dekoltem w łódkę.

- Nie, tej nie lubię.

- Kotku, decyzja, bo jednak coś musisz na siebie założyć. Chyba że chcesz odegrać rolę współczesnej Lady Godivy i przeparadować przez miasto nago?

- Niby w jakim celu miałabym to robić? Ty, o ile mi wiadomo, nie masz na tyle władzy, żeby komukolwiek obniżyć podatki - wbiłam mu szpilę.

- Auć... - Mrugnął do mnie. - Kocham ten twój cięty języczek.

- Bardziej niż mój jędrny tyłeczek?

- Trudne pytanie...

- Więc się skup i dobrze przemyśl odpowiedź - poradziłam mu, wyjmując z głębi szafy turkusowozieloną wąską sukienkę z odkrytymi plecami, którą rok wcześniej kupiłam w Wenecji i jeszcze ani razu nie założyłam.

- Wow, tej jeszcze nie widziałem. - Hubertowi najwyraźniej spodobał się mój wybór.

- Nie odpowiedziałeś.

- Cóż, kotku... Twój zwinny języczek wiele potrafi, ale jeśli już mam wybierać...

- Kurwa, ty naprawdę jesteś dupkiem. - Zaśmiałam się, ściągając kieckę z wieszaka. - Idź do przedpokoju i znajdź mi te złote sandałki, które kupiłam w Maroku - poleciłam mu. - Ja idę pod prysznic.

- Poważnie? Wierzysz, że wśród zalegających na dnie szafy pudeł znajdę buty z Maroka? Kiciu, przy tobie wpadłaby w kompleksy nawet stonoga.

- Stonoga nie zarabia na tyle, żeby kupować dziesiątki par butów rocznie. I idę o zakład, że nie ma aż tak nadzianego tatuśka. - Uśmiechnęłam się triumfalnie i, zrzucając po drodze niedawno założone ciuchy, przeszłam do łazienki. - Cholera, Hubert! Naprawdę uważasz, że podłoga jest odpowiednim miejscem dla mokrego ręcznika?! - wrzasnęłam, zanim zamknęłam się w środku.

Mój facet nie odpowiedział i przez chwilę podejrzewałam, że wydaje właśnie ostatnie tchnienie, przygnieciony toną pudełek z moimi butami...

- To te? - Zjawił się w łazience, kiedy wchodziłam do kabiny.

- Nie. Te kupiłam w Paryżu.

- To może jakoś je oznaczaj, co?

- A może po prostu daj już sobie spokój z szukaniem? - Odpuściłam mu. - W zamian pozamykaj wszystkie okna i podlej kwiaty. Tylko ich nie przelej - pouczyłam go. - No co? Będziesz tak stać?

- Cieszę wzrok widokiem nagiej laski. - Wyszczerzył się.

Chwilę później klepnął mnie w tyłek i z sandałkami w ręku wyszedł z łazienki.

 

 

 

Copyright ? by Sonia Rosa, 2021

Copyright ? by Wydawnictwo FILIA, 2021

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2021

 

Projekt okładki: ? PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Zdjęcie na okładce: ? LightFieldStudios

 

Redakcja: Anna Seweryn-Sakiewicz

Korekta: Marta Akuszewska

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

"DARKHART"

Dariusz Nowacki

[email protected]

 

eISBN: 978-83-8195-791-5

 

 

Wydawnictwo Filia

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

 

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.