Nosimy na co dzień trampki. Czy wygoda jest dla nas najważniejsza?
Tak, nosimy, w naszym środowisku, które obejmuje 8 procent inteligenckiej populacji. Był u mnie niedawno biznesmen z mniejszego miasta zamówić wykład. Miał na sobie bardzo dobre, angielskie buty. I widziałem, że nie może oderwać wzroku od moich trampek. Przyjechał do autorytetu.
No właśnie, a autorytet w trampkach.
Ten pan musiał sobie poradzić z sytuacją. Może każe żonie kupić trampki, zainspirowany moim wyglądem? Żyjemy w społeczeństwach, które są bardzo klasowe. Polskie społeczeństwo ma odwagę już badać, jak bardzo jest klasowe. Jest taka klasa społeczna, w której trampki są trendy.
One są trendy między innymi dlatego, że są wygodne.
Tak, są wygodne, ale kosztowały dwieście funtów. Są oznaką mojej przynależności do pewnego środowiska ponadkulturowego, związanego z nowoczesnym designem i fashion. Są pewnego rodzaju wyrazem szacunku dla moich junior mentorów, dla 30-latków, którzy projektowali to biuro. Są wyrazem mojego snobizmu. Są też po to, żeby 40-letnie kobiety (które zawsze mnie interesowały) pisały, że profesor Santorski jest nieśmiertelny, żeby pisały "ale trampki" na fejsie. Te trampki służą mi do mnóstwa funkcji, a przy okazji są wygodne. Stać mnie na to, żeby pośród trampek, które spełniają moje cele ego, moje cele przynależności, moje cele wizerunkowe, moje cele wpływowe, żeby wybrać te wygodne. Aczkolwiek hierarchia potrzeb Maslowa jest coraz częściej podważana, ale przed potrzebą wygody jest potrzeba bezpieczeństwa, statusu, przynależności i mnóstwo innych.
Potrzeba wygody jest na samym szczycie piramidy Maslowa?
Z jednej strony potrzeba wygody jest potrzebą wojownika, który ma przetrwać. Człowiek, który żyje z datków, wybierze buty najbardziej wygodne z tych, które są w zasięgu jego możliwości. Czyli może to być potrzeba pierwotna, jeśli czyimś celem życiowym jest po prostu przetrwanie. Natomiast potem sytuacja się zmienia. Obserwuję kobiety, które się autostereotypizują i na wyjazd służbowy z dwiema przesiadkami zakładają szpilki. Narzekają później na bezdusznych facetów, którzy każą im wystąpić jeszcze wieczorem na raucie, kiedy są już czternastą godzinę w szpilkach. Przecież ta kobieta mogłaby sobie kupić buty Polliniego na płaskim obcasie i wyglądać jeszcze lepiej. Jednak ona dla swojego wyobrażenia statusu, przewagi wybierze niewygodę. Moda w większości służy ego, a nie wygodzie. Na ego składa się przynależność i władza. Na pewnym etapie może tak być, że atrybutem władzy jest wygoda i te dwa porządki spotykają się.
My, kobiety, miałyśmy wdrukowane, że szpilki są atrybutem wojownika. Jednak okazało się, że wojownik w szpilkach daleko nie pobiegnie. Czy nie uważa pan, że płaski obcas dla kobiet to w pewnym sensie wynik feminizmu?
Zależy, o jakim feminizmie rozmawiamy. Feminizm może być głęboki i mądry, a może być feminizm discopolowy. Są kursy "feministyczne", które uczą, jak rzucać "kurwami" i jak być agresywną seksualnie w stosunku do mężczyzn. Kobiety mają mieć głęboki dekolt i wysokie szpilki i mają za zadanie "wykastrować" mężczyznę. Później jest feminizm ofiar, a dopiero później feminizm oświecony.
Ubranie to jest pewnego rodzaju kod. Kiedyś te kody były bardziej sformalizowane i łatwiejsze do zrozumienia.
To jest wielowymiarowe i związane po pierwsze z atrybutami przynależności do określonej grupy, subkultury, np. szalik kibica albo te trampki, które czynią mnie przynależnym do ponadnarodowej i ponadgenderowej grupy. Z drugiej strony są one atrybutem prestiżu i władzy. Ja mam nie byle jakie, markowe buty. Moja żona, z domu arystokratka, z epizodem modelki u Grażyny Hase, umie mi podpowiedzieć, co jest dobre i gustowne. Więc ja wiem, że to jest bardzo klasowy wyraz władzy i mocy.
Projektant Demna Gvasalia zaprojektował szaliki dla domu mody Balenciaga, przypominające te dla kibiców. Czyli on czerpie z kultury kibolskiej.
On przy okazji adresuje to do takiej pierwotnej potrzeby, to jest takie Gombrowiczowskie "do parobka". Robi coś, co jest elementem wyrafinowanego designu, czerpiąc z czegoś, co jest prostackie. Tu się bardzo ładnie spotyka wyższa i niższa kultura czy wyższy i niższy poziom świadomości i nieświadomości w jednym projekcie. Jeśli jednak w to się nie trafi, powstaje kicz, ale jak się trafi w sedno, to jest sexy.
Demna zaprojektował też bluzy z kapturem dla własnej marki Vetements. Czy on z nas się nie śmieje, proponując nam bluzy za tysiąc euro?
Tak, śmieje się z nas, ale śmieje się też do nas. Ja lubię swój snobizm, stać mnie na to i mogę się śmiać razem z nim.
Czy takie rzeczy mają szansę w dzisiejszej Polsce?
Dzisiejsza Polska jest w większości folwarczna, postproletariacka, postfeudalna, post- komunistyczna i my mówimy o małych grupach oraz o prozelitach, którzy do tych grup aspirują, którym się wszystko miesza i robią z siebie nie wiadomo co. Jakieś dziesięć lat temu Joanna Klimas była ze mną na przyjęciu w bardzo zacnej, z punktu widzenia osiągnięć biznesowych i społecznych, rodzinie, w jednym z miast Polski. To było przyjęcie dla kilkudziesięciu osób. Joanna zadała mi pytanie: "Jacek, wytłumacz mi, dlaczego te kobiety, które stać na zakupy w Harrodsie czy na Rue St Honore, dlaczego one wszystkie, oprócz pani Pendereckiej, są tak fatalnie ubrane?". Jako psycholog biznesu zajmuję się folwarkiem w firmach, XVI-wiecznymi regułami hierarchii, raportowania, zniewolenia, które Skandynawia zmienia, a Polacy przywracają. Estetyką folwarku był jarmark i te panie z wielkim wysiłkiem wybrały z Harrodsa to, co do siebie nie pasuje, ale tworzy ten jarmark. W Polsce jesteśmy na jarmarku.
Wracając do wygody - to cały czas jest kwestia hierarchii? Czy dopiero będąc na szczycie, mogę myśleć o wygodzie, bo wcześniej muszę myśleć o kodzie?
Mam szczęście, jeżeli wygoda jest elementem kodu, do którego aspiruję albo nieszczęście, jeśli ten kod to jest umowny gorset szpilek. Trzeba jednak pamiętać, że tam, gdzie jest stereotypizacja, jest też autostereotypizacja. Prowadzę studia post MBA dla kobiet i mężczyzn, jak być autorytetem i przy tym być sobą. Dr Sylwia Bedyńska z SWPS-u jest wybitną statystyczką, zajmuje się badaniami nad stereotypizacją i autostereotypizacją i prowadzi u nas wykłady. Z jej badań wynika, że jeśli chodzi o cechy przywódczo-biznesowe, to kobiety nie są ani lepsze, ani gorsze od mężczyzn. Po prostu są dobre albo marne, tak samo jak mężczyźni, a w stylu różnią się dużo mniej, niż im się przypisuje. Natomiast stereotyp dla kobiety jest bardzo ograniczający, bardzo degradujący - kobieta jest albo twarda, skuteczna i profesjonalna, albo kobieca, zmysłowa, ciepła. Jeżeli masz być rozpoznawana jako mocna, twarda partnerka dla facetów, masz być zimną suką. Jeżeli zdecydujesz się na swoją kobiecość, to pierwsze drzwi otworzą się przed tobą szybciej, ale następne już nie i będziesz całowała klamkę. To się przekłada na oprawę, sposób noszenia się i na ubiór. Kobiety mogą to połączyć. Mogą być kobiece, jednocześnie będąc twarde w biznesie. Siłą jest połączenie tych cech i nieuleganie stereotypom. Stereotyp jest taki, że mężczyzna może być męski i kobiecy, a kobieta musi się zdecydować.
To co możemy zrobić, żeby nie ulegać tym stereotypom?
Samoświadomość, otwarty umysł. Możemy bronić się przed dogmatyzmem, nietolerancją, przed wszystkimi cechami zamkniętego umysłu. W świecie podatnym na stereotypy, na populistyczne narracje, na tabloidalne narracje, jest takie zjawisko, które nazywa się skąpstwem lub lenistwem umysłowym. Człowiek gdy nie musi, to nie myśli, tylko wrzuca swoje doświadczenie w szufladki. Jesteśmy społeczeństwem superzaawansowanym technologicznie, a z punktu widzenia społecznego światem rządzą trzy rzeczy, o których Budda powiedział, że są źródłem cierpienia: gniew, chciwość i ignorancja. Łamanie zasad, tworzenie nowych, nawet w modzie - to buduje nową rzeczywistość, buduje nowoczesność, otwiera głowy.