p
Rozdział 6
Kolacja trwała w najlepsze. W towarzystwie Piotrka czas płynął zbyt szybko. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, gdy niespodziewanie mężczyzna spoważniał.
- Opowiedz mi coś o sobie - poprosił. - Chciałbym cię lepiej poznać... Wiem, że mamy niewiele czasu, ale dobrze by było, gdybyśmy wiedzieli o sobie jak najwięcej... - zawiesił głos.
Byliśmy w trakcie głównego dania. Ja zamówiłam polędwiczki, a on steka. Oboje lubiliśmy dobre jedzenie.
Nastrój zrobił się nieco zbyt romantyczny, i w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że to wygląda jak randka.
Ciekawe, czy on jest świadomy tego, jak na mnie działa? - zastanawiałam się patrząc w jego piękne, brązowe oczy.
Magnetyczne, hipnotyzujące oczy.
O tak, zdecydowanie, coś w sobie miały. Jakąś tajemnicę, głębię, coś mnie do nich ciągnęło...
Piotrek patrzył na mnie wyczekująco, więc odłożyłam widelec na stół, po czym wzięłam głębszy oddech i zaczęłam opowiadać:
- Jestem jedynaczką. Byłam późnym dzieckiem, jak to się mówi. Mama urodziła mnie tuż przed czterdziestką. Moje dzieciństwo okazało się bardzo szczęśliwe. Nie czułam się samotna, nie mając rodzeństwa. Kiedy trochę podrosłam, rodzice zaczęli posyłać mnie na różne zajęcia, żebym mogła zapełnić czymś czas po szkole. Nie miałam konkretnych zainteresowań, więc najpierw chodziłam na pianino, a gdy mi się to znudziło, zapisałam się na naukę jazdy konnej. Niestety nie było to moje ulubione zajęcie, więc wkrótce zrezygnowałam. Później zaczęłam uczyć się języków obcych, bo rodzicie stwierdzili, że w przyszłości bardzo może mi się to przydać, więc zaczęłam chodzić na dodatkowy angielski i niemiecki. W szkole średniej radziłam sobie świetnie, byłam prymuską - zaśmiałam się na to wspomnienie; był to gorzki śmiech. - Przez to, że bardzo dobrze się uczyłam, reszta klasy nazywała mnie kujonką. Nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Dlatego dużo czytałam, książki to był cały mój świat. Dopiero na studiach nawiązałam bliższe znajomości i do tej pory utrzymuję kontakt z kilkoma koleżankami. Ciężko mi komuś zaufać na tyle, by się przed nim otworzyć. To chyba przez to, że kilka razy już się zawiodłam na osobach, które uważałam z godne zaufania, i które były mi bardzo bliskie... - zawiesiłam głos. W gardle mi zaschło, więc sięgnęłam po kieliszek i upiłam z niego łyk wina.
Piotrek uważnie wpatrywał się w moją twarz, przez co czułam się niepewnie.
Dodatkowo krępował mnie fakt, że tak wiele przed nim odkryłam, że tak się otworzyłam, choć z drugiej strony miał prawo wiedzieć o mnie jak najwięcej.
W końcu był moim narzeczonym.
Co z tego, że udawanym?
Jeśli nasz plan miał wypalić, musieliśmy dobrze się poznać.
Nikt nie może mieć wątpliwości, że łączy nas głębokie uczucie - myślałam.
- A rodzice? Pewnie mogłaś na nich liczyć w każdej sytuacji? - zapytał niespodziewanie, dziwnym tonem.
Coś się za tym kryło i podejrzewałam, że jego relacje z rodzicami musiały być nie najlepsze.
A intuicja rzadko mnie myliła.
- Owszem. Rodzice wspierali mnie w każdej decyzji, jaką podejmowałam, choć nie zawsze się zgadzali z tym, co robię. Jestem im bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobili, bo dzięki nim jestem teraz tym, kim chciałam być - przyznałam.
- Czym się zajmują twoi rodzice? - spytał, sięgając po szklankę z wodą mineralną. Upił z niej łyk i na mnie spojrzał.
Odwzajemniłam jego spojrzenie.
- Mama jest nauczycielką, a tata architektem. Jednak oboje są już na emeryturze.
- Pewnie przenieśli się na wieś? - dociekał.
- No właśnie nie. - Uśmiechnęłam się lekko. - Mieszkają za granicą, a dokładnie w Monachium. Przez jakiś czas mieszkałam z nimi w Niemczech, ale nie mogłam się tam odnaleźć i wróciłam do Polski. Brakuje mi ich, bardzo, dlatego staram się przynajmniej raz na dwa, trzy miesiące ich odwiedzać.
Spojrzał na mnie z troską.
- Pewnie musisz czuć się samotna... Doskonale cię rozumiem - przyznał, gdy lekko skinęłam głową. - Moja mama zmarła, gdy miałem pięć lat, prawie jej nie pamiętam. Ojciec był tak zapracowany, że praktycznie go nie widywałem. Wychowywali mnie dziadkowie, a później, gdy tata się ożenił po raz drugi, macocha. A kiedy już pogodziłem się z tym, że Waleria zastąpiła moją matkę w sercu mojego ojca, i gdy zacząłem ją traktować jak przyjaciółkę, rozwiedli się. A teraz ojciec żeni się po raz trzeci... - wyznał nieco drżącym głosem, który aż kipiał od emocji. - Nie rozumiem jego decyzji o małżeństwie, ale nie chcę się z nim kłócić, bo stosunki między nami wciąż są napięte i w każdej chwili mogą ulec pogorszeniu. Tym bardziej teraz, gdy ojciec...
Nagle zreflektował się, jakby zdał sobie sprawę z tego, że zbytnio się odkrył.
Zdawałam sobie sprawę, że Piotrek był moim udawanym narzeczonym, i że nie musiał mi się zwierzać, a jednak zaniepokoiłam się. To, że mi nie zaufał nie był to dobrym znakiem na przyszłość.
Jak widać oboje mieliśmy problem z zaufaniem, co tylko jeszcze bardziej komplikowało nasz "związek".
Przez chwilę oboje pogrążeni byliśmy w milczeniu zajęci deserem. Fondant czekoladowy, który zamówiłam był przepyszny. Rozkoszowałam się jego smakiem, całkowicie zapominając o towarzyszącym mi mężczyźnie.
- A twoje związki? Nawet nie zapytałem, czy z kimś się spotykasz - stwierdził niespodziewanie Piotrek, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek.
Zarumieniłam się i lekko schrypniętym głosem powiedziałam:
- Jestem sama od dwóch lat. Mój poprzedni związek okazał się katastrofą. - Policzki pokrył mi jeszcze większy rumieniec, gdy przypomniałam sobie byłego chłopaka.
Tylko tym razem był to rumieniec złości.
- Nie układało się wam? - chciał wiedzieć Piotrek.
- To nie o to chodzi. - Pokręciłam głową. - Byliśmy w sobie zakochani i bardzo szczęśliwi. Jak się jednak później okazało, tak mi się tylko wydawało. Pozory mogą mylić niestety. Zakochany człowiek jest ślepy - rzekłam z goryczą.
- To prawda, że miłość zaślepia. A co konkretnie się stało? Jeśli mogę wiedzieć... - zawiesił głos.
- Dowiedziałam się, że Marcin prowadzi podwójne życie, i że oprócz mnie spotyka się z inną kobietą, z którą będzie miał dziecko - wyznałam cichym głosem.
Wróciły tamte emocje, z trudem udało mi się zachować spokój i nie rozpłakać.
- Ta kobieta jakoś mnie znalazła i poprosiła bym nie odbierała dziecku ojca. Byłam zdruzgotana, to wtedy zawalił mi się świat. Z Marcinem natychmiast zerwałam, ale długo nie mogłam się pozbierać, wciąż mam do niego żal o to, co się stało, i że mnie oszukał.
Mój dobry nastrój minął.
- Bardzo mi przykro, że cię to spotkało - powiedział, patrząc na mnie z troską. - Dla mnie szczerość i wierność to podstawy w związku. Dlatego doskonale cię rozumiem, bo też zostałem kiedyś zraniony. I zrobię, co będę mógł, żebyś zapomniała o tych przykrych doświadczeniach - mówiąc to uśmiechnął się, jego wzrok był pełen czułości. Piotrek ujął moją dłoń, poczułam przyjemne ciepło, gdy stykaliśmy się palcami. To było takie ujmujące, miłe...
Może dzięki niemu uda mi się zapomnieć? - pomyślałam z nadzieją.
Zapatrzona w jego magnetyczne spojrzenie z emocji nie mogłam wydobyć głosu.
Tylko, co będzie, gdy on zniknie z mojego życia? Jak uda mi się o nim zapomnieć? - zastanawiałam się. - A może to właśnie dzięki niemu uda mi się zapomnieć o tym, co było? - myślałam wpatrując się w piękne oczy Piotrka.
Przy takim mężczyźnie można było zapomnieć nie tylko o złamanym sercu, ale i o całym świecie.
Rozdział 7
Po kolacji Piotrek odwiózł mnie do domu. Wieczór w jego towarzystwie okazał się bardzo romantyczny. Zauroczyłam się i nawet nie wiedziałam, w którym dokładnie momencie to się stało. W dodatku była między nami niesamowita chemia, i napięcie które z każdą chwilą robiło się coraz większe.
To wszystko dzieje się za szybko. To jakieś wariactwo, ale może właśnie tego mi było potrzeba? - zastanawiałam się, gdy zatrzymaliśmy się przed domem.
Piotrek zgasił auto i spojrzał mi głęboko w oczy, nie wiem, co z nich wyczytał, ale z zaskoczeniem, niczym w zwolnionym tempie zobaczyłam, jak mężczyzna nachyla się w moją stronę i bierze w posiadanie moje usta...
W pierwszej chwili nie zareagowałam, niezdolna wykonać najmniejszego ruchu, pozwalałam się całować, czując ciepło jego warg. Jego smak oszałamiał...
Jeśli chciałam zachować zdrowe zmysły, musiałam przerwać ten pocałunek.
Natychmiast.
Zdecydowanym ruchem odepchnęłam go od siebie.
- Co ty robisz? - wychrypiałam, nerwowo odgarniając włosy i unikając jego spojrzenia.
Czułam je na sobie, przez co jeszcze bardziej byłam zdenerwowana.
- Myślałem, że też tego chcesz ...
Słysząc jego szept, zadrżałam.
- To dla mnie za szybko, przepraszam.
Piotrek popatrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
Aż za dobrze wiedziałam, że robię z siebie idiotkę, dając sprzeczne sygnały. Sama go sprowokowałam, więc nic dziwnego, że tak zareagował.
Przecież ten pocałunek był jak spełnienie snów.
Problem w tym, iż czułam, że nie potrafię zaufać żadnemu mężczyźnie.
Nawet takiemu, który sprawiał, że nogi mi miękły, gdy na mnie patrzył i że robiło mi się gorąco, gdy mnie całował.
A Piotrek właśnie tak na mnie działał...
- Kinga, o co chodzi? Zrobiłem coś nie tak? - dociekał.
- Nie, ty jesteś wspaniały. To ja jestem do niczego - zaczęłam się usprawiedliwiać, czując, jak się pogrążam coraz bardziej.
- Dlaczego tak mówisz? Jesteś piękną kobietą, pełną tajemnic, które z przyjemnością chciałbym odkrywać. Intrygujesz mnie. I nie mówię tego tylko po to, by cię uwieść. Coś między nami zaiskrzyło i nie uwierzę, że tego nie poczułaś.
Jego słowa były niczym balsam na moje złaknione komplementów serce.
- Poczułam. I tego właśnie się boję. Przeraża mnie to, co dzieje się ze mną, gdy mnie dotykasz.
- A co się dzieje, gdy cię dotykam? - Uśmiechnął się, wiedząc doskonale, jak działa na moje zmysły jego bliskość.
- Nie chcesz tego wiedzieć. - Odwzajemniłam uśmiech, czując, jak motyle wirują mi w brzuchu.
Nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś je poczuję. A tymczasem wystarczyła chwila w objęciach tego niesamowitego mężczyzny bym się zauroczyła.
Jak zwykle rozsądek przegrywał z sercem, a romantyczna natura brała górę nad rozwagą.
Piotrek ujął moją dłoń z niezwykłą czułością i pocałował jej wnętrze, patrząc mi głęboko w oczy.
Natychmiast poczułam, jak robi mi się gorąco i oblałam się rumieńcem. Serce zabiło mi gwałtownie. Z wrażenia oddech uwiązł mi w gardle. Siedziałam jak otumaniona, uświadamiając sobie, jaką władzę ma nade mną ten mężczyzna.
- To był niezwykle miły wieczór - stwierdził Piotrek, wyrywając mnie z zadumy. - Widzimy się jutro w pracy, a później zabieram cię do centrum handlowego - przypomniał. - Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania?
- Nie zmieniłam. Ja też ci dziękuję za kolację. Była wyśmienita. Myślisz, że znajomi twojego ojca uwierzyli w to, że jesteśmy parą?
- Każdy, kto nas dzisiaj widział, nie mógł mieć wątpliwości. Wypadliśmy bardzo przekonująco. - Uśmiechnął się znacząco i nachylił w moją stronę.
Znów poczułam jego oszałamiający zapach i przymknęłam na chwilę oczy, chcąc uspokoić rozszalałe zmysły.
A wtedy Piotrek mnie pocałował i wszystko odpłynęło.
Stałam się lekkim obłokiem wznoszącym się nad ziemią. Słodycz tego pocałunku sprawiła, że chciało mi się płakać i śmiać jednocześnie. Z radości, ze szczęścia, z pożądania.
Nigdy czegoś podobnego nie czułam.
Zdałam sobie sprawę, że odwzajemniam pocałunki z takim samym ogniem. Objęłam go za szyję, wsuwając palce w jego miękkie włosy i wtulając się w niego.
On przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i pogłębił pocałunek.
Odczucie było obezwładniające, jakby wciągało mnie tornado. Wirowało mi w głowie, a wszelkie logiczne myśli wyparowały.
Nie wiem, jakby się to skończyło, ale uratował mnie przed popełnieniem głupstwa dzwoniący telefon.
- Nie odbieram, nic nie zepsuje nam tej chwili - wyszeptał mi do ucha Piotrek.
Z trudem oddychał. Jego oczy płonęły pożądaniem.
- Odbierz, może to coś ważnego - powiedziałam, jednocześnie czując, jak wraca mi zdrowy rozsądek.
Telefon wciąż natrętnie dzwonił.
Zrezygnowany Piotrek odebrał.
- Halo? Ach, to ty, tato... Co się stało? Dobrze, rozumiem. Będę za pięć minut. Do zobaczenia. - Szybko zakończył rozmowę i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby właśnie zabrano mu sprzed nosa ulubione ciastko.
- Przepraszam, ale muszę jechać. Mam tylko nadzieję, że nie zapomnisz, w którym miejscu skończyliśmy, bo nie ukrywam, że chciałbym kontynuować to, co zaczęliśmy...
Jego spojrzenie było ogniste, dotyk palił.
Zadrżałam, wciąż ogarnięta pożądaniem, które rozpalił we mnie jego pocałunek.
- Zastanowię się - szepnęłam, wiedząc, że moje spojrzenie wyraża to, co dzieje się w moim wnętrzu, że płonie z pożądania.
Rozbudzone zmysły nie chciały się uspokoić, gdy on był blisko mnie, całe ciało wrzało, a umysł się wyłączał.
Było to uczucie niebezpieczne, bo trudne do okiełznania.
Kiedy sobie to uświadomiłam, wiedziałam, że popełniłam błąd, zgadzając się na udawanie jego narzeczonej.
Tylko czy zauroczenie się mężczyzną, który nie czuje do mnie nic poza pożądaniem, to dobry pomysł?
Nie mogąc dłużej wytrzymać napięcia, spuściłam wzrok i, kryjąc rumieniec za kaskadą włosów, rzuciłam:
- Muszę iść. Jeszcze raz dziękuję ci za ten wyjątkowy wieczór.
I, nie czekając na odpowiedź, wysiadłam z auta, zatrzaskując za sobą drzwi i szybko wbiegłam po schodach.
Otwierając drzwi wejściowe, usłyszałam warkot silnika odjeżdżającego samochodu.
Wtedy dopiero odetchnęłam z ulgą.
Jednak wiedziałam, że nie ucieknę przed przeznaczeniem. Nawet jeśli będę nie wiadomo jak długo się opierała, ono i tak prędzej czy później mnie dopadnie.
Rozdział 8
Następnego dna widziałam się z Piotrkiem tylko na chwilę, bo miał ważne spotkania i prawie nie było go w firmie, ale myślałam o nim nieustannie.
W dodatku byłam dziwnie podenerwowana i niespokojna. Nie wiedziałam, czemu mam to przypisać. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogłam skupić się na raporcie.
Jakby tego było mało, Oliwia raczyła mnie, czy tego chciałam czy nie, najnowszymi biurowymi plotkami.
Na początku wcale jej nie słuchałam, ale w pewnym momencie, gdy po raz kolejny usłyszałam imię Piotrek, kryjąc zaciekawienie, podniosłam wzrok znad komputera i spojrzałam w jej stronę.
Miała na sobie mikroskopijną sukienkę z dekoltem do pępka, jej biust wylewał się na biurko, platynowe włosy były roztrzepane, jakby dopiero co wstała z łóżka.
Pewnie myślała, że to seksowne. Dla mnie było to co najmniej wulgarne. Nie mówiąc już o tym, że nieprzyzwoite do granic możliwości.
Brr, okropność. Jak można się tak ubierać do pracy? Bez gustu i wyzywająco, co ten szef widzi w takim pustaku? - zastanawiałam się, podczas gdy do moich uszu zaczęły dobiegać słowa wyrzucane przez Oliwię z prędkością karabinu maszynowego.
Ciężko było rozmówcy wydobyć z tego chaosu cokolwiek, ale ja, pracując z nią w jednym pokoju od prawie roku, potrafiłam z tej jej paplaniny zrozumieć każde zdanie.
- ...i podobno pokazał się wreszcie z tą swoją narzeczoną, którą tak skrzętnie ukrywał. Uwierzysz? Ciekawa jestem, jak ona wygląda - zastanawiała się na głos. - Na pewno musi być zjawiskowo piękna, skoro udało jej się zdobyć serce takiego przystojniaka. Przecież dla niej to jak wygrana na loterii. W dodatku Piotrek jest obłędnie bogaty i pochodzi z dobrej rodziny. Zazdroszczę jej - paplała przejęta, aż na policzki wystąpiły jej rumieńce ekscytacji.
- O kim ty mówisz? - wtrąciłam, czując, jak pocą mi się ręce ze zdenerwowania.
- O Piotrku, naszym prawniku. Nie słyszałaś, że najlepsza partia w firmie nie jest już do wzięcia? - Mówiąc to, popatrzyła na mnie jak na kosmitkę. - Czy ty w ogóle zauważasz, co się dzieje wokół ciebie? Ostatnio jesteś jakaś inna, chodzisz zamyślona i ...
- Mam problemy natury osobistej - wtrąciłam, po raz kolejny tłumiąc irytację. - Nic, o czym musiałabyś wiedzieć.
- Jasne, nie chcesz, to nie mów... - rzuciła niedbale Oliwia.
Ale i tak wiedziałam, że czuje się urażona moją odpowiedzią.
- A wracając do Piotrka, może ty coś więcej wiesz? Nie słyszałaś niczego w pokoju socjalnym? - zainteresowała się.
W jej głosie dało się wyczuć podejrzliwość. I może mi się tylko wydawało, ale również i zazdrość.
Czyżby Oliwia widziała mnie z Piotrkiem? A jeśli nawet, to, czemu ją interesuje to, z kim się spotykam?
- Nie - ucięłam - wiesz, że plotki mnie nie interesują.
W tym przypadku kłamałam. Interesowały mnie aż nadto. Zwłaszcza, że dotyczyły Piotrka.
- Wspomniałaś coś o tym, że jest obłędnie bogaty i pochodzi z dobrej rodziny. A wiesz coś o jego ojcu?
- Kinga, chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz, kto jest ojcem naszego biurowego ciacha? Przecież wszyscy to wiedzą.
- A powinnam?
Oliwia popatrzyła na mnie jak na osobę o niskim ilorazie inteligencji i przewróciła oczami.
- Tadeusz Korczyński jest milionerem. Od lat działa w branży farmaceutycznej, a jego firma jest jedną z najlepszych w kraju. Podobno Piotrek ma przejąć po nim schedę nie dłużej niż za trzy lata. Senior rodu Korczyńskich jest w coraz gorszej formie i podupada na zdrowiu. Ostatnio leczył się w prywatnej klinice kardiologicznej, podobno ma słabe serce i przeszedł lekki udar czy zawał, nie pamiętam dokładnie, i nie może się przemęczać.
- Nie rozumiem jednego - wtrąciłam zamyślona - skoro Piotrek ma przejąć firmę po ojcu, to czemu pracuje u nas?
- Byli z ojcem pokłóceni, ale gdy syn dowiedział się o chorobie ojca, pogodzili się. I teraz pewnie Piotrek się zwolni i przejmie obowiązki w firmie.
- Dużo wiesz - stwierdziłam z zazdrością, której nie udało mi się ukryć. - Słyszałaś o ślubie? - zapytałam, mając nadzieję, że zaprzeczy.
Niestety rozczarowałam się.
- Ja bym nie wiedziała? - Wzruszyła ramionami i posłała mi spojrzenie z tych mówiących "ale jesteś głupia". - To jest dopiero sensacja. Podobno ojciec Piotrka żeni się ze swoją pielęgniarką. Zakochał się w niej na zabój. A że to młoda i piękna dziewczyna, to trudno mu się dziwić. Od zawsze wiadomo, że gdy mężczyzna przechodzi kryzys wieku średniego, a tym bardziej podupada na zdrowiu, chcąc się dowartościować i pokazać otoczeniu i sobie, że mimo wszystko nadal jest pełnowartościowym mężczyzną, znajduje sobie młódkę. Taką najmniej dwadzieścia lat młodszą i najlepiej z niskim IQ. Myślę, że ta pielęgniarka musi być niegłupia, skoro tak omotała staruszka. Na pewno tylko po to, żeby dorwać się do jego kasy - dodała zadowolona ze swojej opinii.
Nie mierz innych swoją miarą - pomyślałam o Oliwii
Nie podobały mi się słowa koleżanki. Nie zgadzałam się z nią, ale nie zamierzałam przyznawać tego głośno.
Postanowiłam jednak wyciągnąć z niej jeszcze kilka informacji o Piotrku.
W końcu był moim narzeczonym.
Co z tego, że udawanym?
Skoro mieliśmy udawać parę, trzeba było się czegoś dowiedzieć o jego rodzinie. Zwłaszcza o ojcu i przyszłej żonie.
W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że znowu popełniam ten sam błąd.
Ufałam mężczyźnie, nie znając jego prawdziwych intencji. O Piotrku wiedziałam niewiele, jeszcze mniej o jego ojcu. A przecież musiałam spotkać się nie tylko z rodziną "narzeczonego", ale też z opinią otoczenia, które szybko mnie pewnie osądzi jako zwykłą materialistkę.
Uświadomiłam sobie, że dzieli nas przepaść.
Słowa Oliwii wyrwały mnie z chwilowego zamyślenia.
- Ponoć na początku syn chciał mu wyperswadować ten ślub, ale Tadeusz pozostał nieugięty - kontynuowała - ożeni się i już. A skoro to stary Korczyński trzyma całą kasę, rodzina musi go słuchać. Nie sprzeciwią mu się, choć nie podzielają jego poglądów. Teraz podobno wszyscy żyją w zgodzie. Ciekawe tylko, na jak długo... - zastanawiała się na głos.
- A skąd ty tyle o nim wiesz?
Poczułam kolejne ukłucie irracjonalnej zazdrości, wyobrażając sobie Oliwię, która dorwała w swoje szpony Piotrka.
Ta harpia nikomu nie przepuści - pomyślałam.
Chyba był to dobry moment na to, aby wreszcie przyznać przed samą sobą, że zależało mi na Piotrku bardziej, niż mi się wydawało, sądząc po tym, jakie miałam mordercze myśli dotyczące potencjalnej rywalki, która nią nawet nie była.
- Moja przyjaciółka Marcelina jest sekretarką w firmie Korczyńskiego. Często się z nią widuję. To od niej wszystkiego się dowiedziałam - pochwaliła się Oliwia, wyrywając mnie z chwilowego zamyślenia. - Ona jest skarbnicą wiedzy o Piotrku i jego ojcu. Dzięki niej przynajmniej się nie nudzę i zawsze mam świeże plotki. A skoro zainteresowały one nawet ciebie, naszą anty-plotkarę, to muszę od tej pory zdobywać ich jeszcze więcej. Dowiem się, kim jest tajemnicza narzeczona Piotrka - zapowiedziała.
Słysząc nieugiętość w jej głosie, zbladłam, zabrakło mi tchu. Jednak dość szybko się opanowałam i wzięłam głęboki oddech, ale wciąż unikałam jej wzroku.
Myślałam gorączkowo, co robić. Serce waliło mi głucho w piersi, chcąc wyskoczyć. Ręce drżały.
- Weź się w garść, Kinga - polecił mój wewnętrzny głos.
Ona nie może się dowiedzieć, że to ja jestem jego narzeczoną. I to tylko taką na niby. To byłaby katastrofa!
Poderwałam się z krzesła tak gwałtownie, że Oliwia popatrzyła na mnie podejrzliwie.
Już po tobie Kinga - odezwał się ponownie mój wewnętrzny głos. - Gdy ona pozna prawdę, będzie źle, bardzo źle. Ona zrobi wszystko, żeby cię zniszczyć.
Nie chciałam narazić się Oliwii, wiedząc, że kobieta była zdolna do wszystkiego.
- Wiesz, przypomniało mi się coś ważnego. Muszę na chwilę wyjść załatwić pilną sprawę. - I, nie czekając na jej odpowiedź, chwyciłam torebkę i wybiegłam z pokoju.
Rozdział 9
Kiedy znalazłam się na korytarzu i zaczęłam gorączkowo myśleć, co zrobić w zaistniałej sytuacji, z pokoju socjalnego wyszła nasza sekretarka Marta - wysoka, szczupła blondynka - niosąc kubek kawy.
Zagadnęłam ją, czy nie widziała gdzieś Piotrka. Przecząco pokręciła głową i, nie zatrzymując się, poszła do sekretariatu.
Westchnęłam i wyciągnęłam z torebki telefon. Szybko wystukałam numer.
Po trzech sygnałach Piotrek odebrał, bo to do niego dzwoniłam.
- Gdzie jesteś? - wyrzuciłam z siebie jednym tchem. - Muszę się z tobą zobaczyć, natychmiast. To bardzo ważne! - dodałam z naciskiem na ostatnie zdanie.
- Miałem coś do załatwienia na mieście. Kinga, stało się coś? Wydajesz się być zdenerwowana.
- Jeszcze nie, ale stanie się, jeśli natychmiast się nie spotkamy!
- Dobrze, czekam na ciebie w kawiarni w centrum handlowym.
- Będę za kwadrans. Do zobaczenia - pożegnałam się szybko i rozłączyłam.
Wcisnęłam telefon do torby i odetchnęłam, chcąc się nieco uspokoić, bo wiedziałam, że najgorsze dopiero mnie czeka.
Z firmy wybiegłam, jakby mnie goniło stado dzikich psów, nie zważając na to, że miałam na nogach dziesięciocentymetrowe szpilki i że wychodzę w trakcie godzin pracy. Miałam nadzieję, że szef się o tym nie dowie.
A gdyby się tak stało, zdecydowałam, że wcisnę mu jakąś bajeczkę o sprawie życia i śmierci, którą musiałam załatwić.
Do galerii dojechałam "dziesiątką".
Były to raptem trzy przystanki, ale jak na złość trafiłam na godziny szczytu, więc zamiast piętnastu minut zajęło mi to pół godziny.
Truchtem ruszyłam chodnikiem i odruchowo spojrzałam na zegarek. Modliłam się w duchu, żeby Piotrek czekał na mnie w kawiarni, a z drugiej strony bałam się rozmowy z nim.
Znając go podejrzewałam, że to, co chcę mu powiedzieć, nie zostanie przyjęte zbyt przychylnie, a wybuch gniewu, jaki nastąpi, zmiecie mnie z powierzchni ziemi.
Ale nie miałam innego wyjścia.
Wjechałam ruchomymi schodami na samą górę i skręciłam w lewo.
Po chwili znalazłam się w przytulnym wnętrzu kawiarni.
Rozejrzałam się i przy jednym ze stolików dostrzegłam Piotrka.
Nie zauważył mnie, bo sprawdzał coś na swoim laptopie. Miałam chwilę na to, żeby przypomnieć sobie, jaki jest przystojny, a serce aż mi się ścisnęło na widok jego ciemnych włosów i szczupłej, silnej sylwetki. Czułam emanującą od niego pewność siebie, energię i męskość.
Piotrek chyba wyczuł na sobie moje spojrzenie, bo przerwał swoje zajęcie i podniósł wzrok prosto na mnie.
Zarumieniłam się, czując się jak przyłapana na gorącym uczynku.
Ruszyłam w jego stronę, a on podniósł się i, ominąwszy stolik, wyszedł mi na spotkanie.
- Cześć, miło znów cię zobaczyć - rzekł na powitanie i, nim zdołałam coś odpowiedzieć, przytulił mnie i pocałował.
Był to krótki pocałunek na powitanie, ale zdołał rozpalić we mnie ogień.
Kolejny raz zdałam sobie sprawę, że przy tym mężczyźnie jestem bezbronna jak dziecko. Wszystkie moje mechanizmy obronne przestawały działać.
Nawet mój wewnętrzny głos milkł przy Piotrku.
- Cześć - zdołałam wyjąkać i uśmiechnęłam się nerwowo, czując na sobie jego badawcze spojrzenie.
Dostrzegłam w nim zaciekawienie z nutką rozbawienia. Chyba zdawał sobie sprawę z tego, jaki ma wpływ na moje zmysły. Mężczyźni przeważnie wiedzą takie rzeczy.
W jego przypadku nie mogło być inaczej.
Był błyskotliwy i inteligentny.
A ja byłam zbyt marną aktorką, by ukryć przed nim cokolwiek.
- Czego się napijesz? - zapytał, uśmiechając się do mnie ciepło.
Wyraźnie był w dobrym humorze, a ja za chwilę miałam to zepsuć. Nienawidziłam się za to, ale musiałam to zrobić.
- Wodę z cytryną poproszę.
Piotrek skinął na kelnera i złożył zamówienie.
Ja w tym czasie zbierałam siły na to, co miało za chwilę nastąpić.
- A zatem powiesz mi, co się stało? Przez telefon byłaś bardzo zdenerwowana.
Patrzył na mnie z niepokojem.
Czyżbym dojrzała troskę w jego oczach? Martwił się o mnie, a ja miałam za chwilę wbić nóż w jego serce - pomyślałam.
- Kinga? Nad czym się tak zamyśliłaś? Co się dzieje?
- Wybacz, ale nie mam innego wyjścia. Wiem, że mnie za to znienawidzisz i masz do tego absolutne prawo...
- Mów - przerwał mi zdecydowanym tonem i spojrzał na mnie takim wzrokiem, że aż ciarki przebiegły mi po plecach.
Jednak nie mogłam się już wycofać.
- Nie pójdę z tobą na ślub ojca. Zapomnij, proszę, o naszej umowie. - Mój głos był stanowczy.
Sama się zdziwiłam, że ani na chwilę mi nie zadrżał. Nie miałam wątpliwości, co do mojej decyzji.
- Co proszę? To jakiś żart? Chyba nie mówisz tego poważnie. - Piotrek podniósł głos. Był wyraźnie zaskoczony moimi słowami. - Nie możesz się teraz wycofać, Kinga, rozumiesz? - Jego oczy zapłonęły.
- A właśnie, że mogę! - wykrzyczałam, zaciskając dłoń w pięść. - Nie pójdę z tobą i już! Musisz znaleźć kogoś innego. Do ślubu łącznie z sobotą zostały cztery dni. Masz jeszcze czas na znalezienie innej partnerki. Z twoim urokiem osobistym nie będzie to trudne.
- Podaj mi choć jeden sensowny powód, dla którego tak nagle zmieniłaś zdanie. - Głos Piotrka stał się nagle chłodny i opanowany.
Brązowe oczy spoczęły na mnie i patrzyły uważnie.
Poczułam, jak panika chwyta mnie za gardło.
Co miałam mu powiedzieć? Że wystraszyłam się Oliwii? I tego, co zrobi, jak się dowie o mojej mistyfikacji?
Przecież Piotrek mnie wyśmieje.
Trudno, i tak byłam stracona w jego oczach. To, że się pogrążę jeszcze bardziej, nie miało znaczenia.
I nagle oświeciło mnie. Już wiedziałam, co mam zrobić.
- Dobrze, powiem ci prawdę - zaczęłam - nie chcę udawać twojej narzeczonej. Ja chcę nią być naprawdę - dokończyłam jednym tchem.
Projektant okładki Marianna Góralska
Ilustrator www.canva.com
Korektor J. Łyszczyński
Redaktor M. Góralska J. Łyszczyński
? Marianna Góralska, 2020
? Marianna Góralska, projekt okładki, 2020
? www.canva.com, ilustracje, 2020
Kiedy Kinga zgadza się udawać narzeczoną Piotrka, nawet nie podejrzewa, jak dalekosiężne będzie miało to skutki. Nie ułatwia jej tego ani sam uwodzicielski Piotrek, ani Oliwia, jego była partnerka, ani nawet ... jej własne uczucia.
Miłość, namiętność, obsesja, zbrodnia to główne elementy składowe tej historii, która pokazuje, że każdy z nas nosi w sobie więcej, niż widać na pozór.
ISBN 978-83-8221-059-0
Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero