PROLOG
Dziewczyna była niesamowita! Dokładnie taka, jakiej zleceniodawca potrzebował, jaką zamówił: piękna, młoda, bystra i... chętna. O tak, widać było po sposobie, w jaki splata długie, opalone nogi, w jaki oblizuje niby mimochodem pełne usta pociągnięte pomadką w odważnym kolorze, w jaki przechyla głowę, by kosmyk włosów barwy dojrzałego kasztana spadał zalotnie na czoło i wreszcie... jak przyszła na to spotkanie ubrana - mógłby przysiąc, że pod obcisłą sukienką nie ma majtek, bo stanika nie miała na pewno - po tym wszystkim widać było, że jest urodzoną uwodzicielką, choć wbrew pozorom nie dziwką. Co do tego również nie miał wątpliwości: pochodziła ze zbyt dobrej rodziny i otrzymała zbyt dobre wykształcenie, by się puszczać za pieniądze.
Poprawiła się leniwym ruchem na krześle, założyła noga na nogę - dokładnie tak jak Sharon Stone w pewnym znanym filmie - i zyskał pewność: nie miała majtek. Mimo że panował nad sobą w stu procentach, teraz musiał przełknąć ślinę i poprawić krawat.
Uśmiechnęła się leciutko. W jej zadziwiających oczach, barwy ni to zielonej, ni niebieskiej, które okalały długie, gęste rzęsy, ujrzał politowanie, niepasujące do tak młodej osoby. Żachnął się w duchu, podniósł jej CV i zagłębił się w lekturze. Czekała, nadal unosząc kącik ust w uśmiechu, w pełni świadoma, że on nie szuka ani sekretarki, ani pomocy domowej.
- Do czego jest pani zdolna się posunąć, by osiągnąć cel? - zapytał, nie podnosząc oczu znad zadrukowanych kartek.
- A czego pan oczekuje? - Ten bezczelny uśmieszek i prowokacyjny ton.
- Pozwoli pani, że ja będę zadawał pytania. - Zmarszczył brwi, choć wiedział, że jej tym nie zdeprymuje. - Zadanie, jakie chciałbym pani powierzyć, jest wyjątkowo delikatne.
- Tak delikatne, jak to, co ma pan między nogami?
Wciągnął głośno powietrze, wstał i podszedł do okna, skąd miał wspaniały widok na panoramę Warszawy, by nieco ostudzić zmysły.
Andżelika Herman była... bezczelna i arogancka! Nie takiej dziewczyny poszukiwał zleceniodawca! Ten, którego obrano za cel, przejrzy natychmiast zbyt jawną prowokację! Chociaż... obiekt był stuprocentowym mężczyzną, samcem, a ta młoda samica była doprawdy grzechu warta. Obrzucił dziewczynę uważnym spojrzeniem, tym razem oceniając ją nie jako facet, a jako pracodawca - może od początku tak powinien na nią patrzeć - i pokręcił wolno głową.
Uśmieszek znikł.
- Nie, jednak nie mam pani nic do zaproponowania. Dziękuję za poświęcony mi czas.
Wstał i wyciągnął do dziewczyny rękę. Ona wstała również. Poważna i skupiona. I nagle, bez tych uśmieszków i prowokacyjnych spojrzeń wydała się słodka i niewinna. Dokładnie taka, jak trzeba.
- Panie Robercie, ja mam wiele twarzy. Jestem dobrą aktorką. Potrafię wpasować się w każdą rolę, jaką mi pan wyznaczy - powiedziała cichym, ale pewnym głosem.
Długo mierzyli się spojrzeniem, wreszcie on kiwnął głową. Usiedli z powrotem po przeciwnych stronach dębowego biurka.
- Obiektem pani starań byłby ten człowiek. - Przesunął ku dziewczynie zdjęcie.
Ujęła je w dwa palce. Oooch...! Mężczyzna na fotografii był piękny, po prostu piękny! Cudne męskie ciacho do schrupania! Odetchnęła w duchu, bo już zaczęła się obawiać, że ma uwieść jakiegoś obleśnego starucha...
- Raul de Luca - przeczytała półgłosem podpis z drugiej strony fotografii. - Francuz?
- Jego ojciec był Francuzem.
Andżelika uśmiechnęła się szeroko. Miłość francuska... miodzio, po prostu miodzio!
Ale jej rozmówca był poważny.
- Proszę się tak nie cieszyć. On jest bystry i inteligentny. W sekundę odkryje każdy podstęp. Nie wystarczy wskoczyć mu do łóżka. Musi go pani w sobie rozkochać i zyskać jego zaufanie, a to nie będzie łatwe.
- Sądzę, że dam sobie radę - odparła.
- Chciałbym, żeby zdała sobie pani sprawę, jak niebezpieczny jest to człowiek...
- Domyślam się, że nie zajmuje się hodowlą kotów. - Brzmiało to żartobliwie, ale przez twarz mężczyzny nie przemknął nawet cień uśmiechu.
- Bez skrupułów zniszczy każdego, kto mu w jakikolwiek sposób zagrozi. Fizycznie zniszczy. - Nie chciał użyć słowa "zabije", by jej nie wystraszyć.
Skinęła tylko głową.
- Jeżeli sprosta pani zadaniu, wynagrodzenie będzie co najmniej zadowalające.
- To znaczy?
Na odwrocie zdjęcia napisał kwotę, która rzeczywiście była zadowalająca. Teraz to dziewczyna musiała wciągnąć powietrze. Ile ciuchów sobie za to kupi! Ile kosmetyków! Wystarczy jej na to forsy do końca życia!
- Biorę to zlecenie. - Zdecydowanym ruchem sięgnęła po zdjęcie i w następnej chwili uczyniła coś, czym mu zaimponowała: wyciągnęła zapalniczkę i podpaliła fotografię wraz z ceną za "usługę", trzymając za rożek dotąd, aż płomień zaczął parzyć w palce.
Rozparł się na fotelu, patrząc na swoją nową podopieczną z prawdziwą satysfakcją. Odpowiedziała swym irytującym, bezczelnym uśmieszkiem.
- Czy może pani, droga Andżeliko, na dobry początek zaprezentować swoje umiejętności?
- Oczywiście.
Wstała, obeszła biurko, uklękła między jego kolanami i sięgnęła do rozporka, jednym ruchem smukłej dłoni uwalniając nabrzmiałą, gotową do działania męskość. Uśmiechnęła się, wymruczała z zadowoleniem: "Jak ja to lubię..." i bez zbędnych ceregieli wzięła członek w usta, po czym zaczęła z dużym oddaniem pracować językiem i karminowymi od pomadki wargami.