Rozdział 2: Niszczycielskie zwątpienie: scalenie i rozwidlenie
Wobec prawd Wiedzy Duchowej niektórzy ludzie poprzestają na przybraniu postawy pełnej niedomówień mówiąc: ,,Ja wątpię... jestem sceptyczny", jakby ten sceptycyzm zrodził się z kilkudziesięciu lat pogłębionej refleksji. W rzeczywistości pokazują coś przeciwnego, jak bardzo są umysłowo ograniczeni: nie studiowali, nie chcą studiować, a więc uważają za wygodne przyjęcie stanowiska, które pozwala im uniknąć prawdziwej refleksji i daje im złudzenie, iż są wielkimi myślicielami. Kto mówi o sobie, że jest sceptyczny pokazuje jedynie, że nigdy niczego poważnie nie studiował; tak, nie osiągnął żadnej pewności, gdyż nigdy nie poszedł wystarczająco daleko w swoich poszukiwaniach. I oznacza to również, że jest pretensjonalny, bowiem nie uznaje wartości wiedzy nabytej przez innych.
Sceptyk podobny jest do kogoś, kto twierdzi, że zawsze ,,poszukuje prawdy". Ma sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat, i od czasu, kiedy poszukuje prawdy, jeszcze jej nie znalazł. Powtarza to w rozmowach, by pokazać, jak bardzo jest wybredny, wymagający w dziedzinie idei. Jaki z niego wielki myśliciel...! W rzeczywistości niczego nie szuka, a raczej poszukuje wszystkiego oprócz prawdy, bo gdyby naprawdę szukał, od dawna by znalazł. Szuka po prostu powodów, by nie wykonywać pracy duchowej.
Iluż ludzi utrzymuje w ten sposób w sobie stan wiecznego niezdecydowania! Kiedy ktoś mówi: ,,Nie, nie wierzę", wyraża przynajmniej jakieś przekonanie. Ale wątpić, to dać się przerzucać z prawa do lewa: jednego dnia podąża się w danym kierunku, nazajutrz w innym, i w chwili działania działanie to odkłada się za każdym razem na później: ,,Czy mam rację, że się angażuję...? Czy nie powinienem raczej robić czegoś innego?" Godne pożałowania! Można zadawać sobie pytania, można wahać się, tak, i nawet jest to bardzo pożyteczne, ale nie powinno to trwać całe życie. Przychodzi moment, gdy trzeba nabrać pewności, podjąć decyzję i działać. Wątpliwość rozprasza nasze siły, zakłóca nasze myśli i uczucia. A gdy myśl i uczucia są zakłócone, osłabiona jest również nasza wola i niemożliwe jest dołożenie koniecznych wysiłków.
Wątpliwości paraliżują i dzielą. ,,dom podzielony przeciwko sobie nie może przetrwać", mówił Jezus. A któż nie zna powiedzenia ,,dziel i rządź"? Wszyscy wiedzą, że aby osłabić grupę ludzi i podporządkować ich sobie, wystarczy ją podzielić. A zresztą tylko to się widzi: w rządach, przedsiębiorstwach, wszelkich typach stowarzyszeń a skończywszy na rodzinach, gdy ktoś nie umie zaistnieć dzięki swym zaletom czy kompetencjom, instynktownie ma tendencję do wprowadzenia podziału w grupie.
Zgubne skutki podziałów w dziedzinie politycznej, społecznej, zawodowej, rodzinnej są więc dobrze znane. Natomiast w dziedzinie wewnętrznej skutki te nie zostały jeszcze wystarczająco zbadane. Człowiek, który wątpi wprowadza podział w sobie samym, to tak jakby chciał udać się jednocześnie w dwóch przeciwstawnych kierunkach: może tylko się zachwiać. Powiecie: ,,Ale nie zawsze łatwo jest uzyskać pewność, by wiedzieć, co należy robić!" Wiem, ale jest na to metoda, by uciec od niszczących wątpliwości, a ta metoda polega na wzniesienie się na plan wyższy mówiąc sobie: ,,Oczywiście, jestem niedoskonały, nie posiadam intuicji i przenikliwości potrzebnych do poznania całkowicie rzeczywistości, ale to nie powinno mnie ani zaniepokoić, ani obezwładnić. Wiarę moją pokładam w dobro, w światło i będę nadal działał z uczciwością, bezinteresownością i odwagą".
Jeśli umiecie się utrzymać w tym stanie ducha, odniesiecie zwycięstwo nad wszystkimi wątpliwościami, które mogą was dopaść. Jeśli nie, jesteście jak drzewo, które ściął drwal. Jak się do tego zabiera, by je obalić? Ponieważ tak łatwo nie przyjdzie mu zaatakować je siekierą, wydrąża zagłębienie w pniu, by je podzielić. Sami więc wyciągnijcie wniosek: jeśli każdego dnia pozwolicie na drążenie w was szczeliny, staniecie się ofiarą wszystkich siekier, które w was uderzą i was rozwalą. Gdy myśl, uczucie zaczyna dzielić wasz pień, powoli udaje im się rozproszyć waszą energię psychiczną i duchową. A więc co z was pozostaje? Jesteście w strzępach. A przecież któż nie zna powiedzenia ,,w jedności siła..."? Zna się je, stosuje, ale rzadko tam, gdzie byłoby to najbardziej konieczne.
Ta kwestia wątpliwości i wiary wychodzi daleko poza domenę religii, dotyczy wszystkich aspektów egzystencji zarówno w odniesieniu do wierzących jak i niewierzących. Wiara skupia, łączy, a wątpliwość dzieli, tnie, powoduje rozwidlenia. Ważne, abyście nie tolerowali tego stanu rozdarcia, gdy dwie sprzeczne myśli, dwa sprzeczne pragnienia przejawiają się w tym samym czasie i was ostrzeliwują pozostawiając w zamieszaniu i rozdarciu. Aby uniknąć tego rozbicia, musicie stworzyć w was jedność.
,,Jedność" oznacza, że wszystkie części peryferyjne są harmonijnie połączone z centrum, aby utrzymać równowagę konieczną do podtrzymania i zachowania życia. Ta jedność jest prawem życia: atomy, cząsteczki, organy, członki, jednostki, kraje, wszyscy, na różnych poziomach muszą zdążać do centrum, wszyscy muszą połączyć się z centrum i nawet mocno je uchwycić, by nie zostali porwani przez prądy przeciwne. W nas to centrum może być nazwane Bogiem, ale może być także wzniosłym ideałem, powołaniem. Kto zaniedbuje łączność z centrum dzięki swoim myślom, uczuciom i czynom, stwarza rozstajne drogi, nawet jeśli na krótko, pociągną one za sobą zaburzenie, przeciwstawienie, rozbicie.
Być rozdwojonym, to chcieć jednocześnie służyć Bogu i mamonie, to znaczy mocom Nieba, ducha, a jednocześnie mocom ziemi, materii. Jak podwójni agenci służący swemu krajowi a w tym samym czasie krajowi wrogiemu: sądzą, że niezależnie od przebiegu wypadków, i tak będą mieli zapewnione bezpieczne schronienie. A w ilu przedsiębiorstwach obserwuje się ludzi pracujących dla swego szefa a zarazem dla jego konkurentów! Takie postępowanie jest bardzo szkodliwe dla krajów i przedsiębiorstw, ale również dla samego człowieka, który w rzeczywistości naraża się na odrzucenie przez obie strony. W życiu duchowym takie rozdwojenie jest śmiertelnym zagrożeniem. I niestety w takiej sytuacji w większym czy mniejszym stopniu znajduje się większość ludzi.
A więc za każdym razem, gdy staniecie wobec dokonania wyboru, dobrze się zastanówcie, i gdy już właściwy kierunek jawi wam się wyraźnie, zdecydujcie się, działajcie...! Jeśli zaczniecie sobie mówić: ,,Ale może tutaj czeka mnie zbyt wielki wysiłek... Może nie leży to w moim interesie, bo spotkam się z niechęcią takiej czy innej osoby", otwieracie drzwi ciemnym siłom, które was rozsadzą. W życiu psychicznym tak jak w życiu fizycznym nic nie pozostaje bez konsekwencji: kto szuka pretekstu by nie wykonać tego, co zdrowy rozsądek lub intuicja mu dyktują utraci w końcu swoje cnoty, gdyż nie sposób stale widzieć jasno drogi, którą należy iść, gdy jednocześnie pod pretekstem, że to trudne, tej drogi się nie obiera. Taki jest rezultat wątpliwości i rozdwojenia: w końcu traci się zdolność oceny.
Kiedy wie się, gdzie leży dobro nie należy zwlekać. Oczywiście nie chodzi o to, by rzucać się głową do przodu bez zachowania ostrożności i bez rozróżnienia. Ale nie trzeba akceptować tego stanu niezdecydowania, gdy sprzeczne tendencje walczą o swe miejsce, inaczej sytuacja przypominać będzie w końcu puste mieszkanie, do którego wszelkiego typu intruzi próbować będą się wprowadzić, by korzystać i żyć na koszt właściciela.
Gdy muszą chwilowo opuścić swój dom, niektórzy zapraszają czasem przyjaciół, by w nim zamieszkali i go strzegli. Na planie fizycznym wie się doskonale, co należy zrobić, ale jeśli chodzi o świat wewnętrzny, nie sądzi się, że trzeba również podjąć środki ostrożności. A więc gdy nie czujecie się zbyt pewni siebie zatroszczcie się o ulokowanie, choćby na jakiś czas, lokatorów we wszystkich waszych mieszkaniach; przywołajcie świetlistych przyjaciół świata niewidzialnego i powiedzcie im: ,,Boję się, że niepożądane istoty zjawią się u mnie, a więc zapraszam was do zamieszkania przez pewien czas w moim domostwie, proszę was o to". Później nie będziecie już chcieli pozwolić odejść tym inteligentnym, dobrym, czujnym przyjaciołom, i zatrzymacie ich na zawsze.
Niezdecydowanie zawsze przynosi w końcu opłakane skutki. A więc kiedy zdacie sobie sprawę, że ten stan was ogarnia, naprawcie od razu sytuację zaczynając od poszukiwania przyczyny. Bo taki stan musi mieć przyczynę: gdy już do niego doszło, oznacza, że w jakimś momencie popełniliście błąd i teraz oczywiście nie bardzo wiecie, co się z wami dzieje ani co powinniście zrobić. Jedynym lekarstwem jest połączenie się z centrum, odtworzenie jedności w sobie wokół pożytecznego działania, by obrać właściwy kierunek.
Wątpliwość powstrzymuje ruch, wstrzymuje postęp. Lekkie wątpliwości i jest się sparaliżowanym. Zaobserwujcie, co odczuwacie, kiedy zaczynacie wątpić, na przykład w lojalność przyjaciela: nie wiecie już jak interpretować jego gesty i słowa, wszystko w nim zaczyna wydawać wam się podejrzane, jakby coś zaczynało się rozpadać w waszej głowie i sercu. Powiecie, że czasami wątpliwość można uzasadnić, gdyż przyjaciele nie zawsze okazują się wierni. Tak, oczywiście, ale przytoczyłem ten przykład, bo na pewno wszyscy tego doświadczyliście i to może wam pomóc zrozumieć, co się dzieje w chwili, kiedy dopuszczacie do siebie wątpliwość, co do rzeczy najistotniejszej: podstawy waszej egzystencji, jej sensu i kierunku do obrania. Tu także powoli wszystko się rozpada.
Jedność jest warunkiem stabilności i każdej konstruktywnej działalności. Kiedy odczuwacie, że was ogarnia jakiś stan rozchwiania, rozkojarzenia, zatrzymajcie się, skupcie się i usiłujcie dotknąć jedynego centrum waszej istoty. Jedną z najskuteczniejszych metod osiągnięcia tego centrum jest połączenie się ze słońcem. Ponieważ słońce jest centrum naszego wszechświata, ustanawiając z nim więź ustanawiacie także więź z centrum w was samych. Wokół tego centrum zorganizują się harmonijnie wszystkie prądy, które przez was przebiegają, i niezależnie od okoliczności poczujecie, jak w was umiejscawia się równowaga, której nic nie może wam odebrać.
Równowaga... Cóż jest ważniejszego dla naszego życia fizycznego i psychicznego? Ale zacznijmy od omówienia równowagi fizycznej. Cóż z nami by było, gdybyśmy nie posiadali tego centrum, które pozwala nam przemieszczać się i wykonywać wszelkiego rodzaju ruchy bez upadku? Jest dla nas całkiem naturalne, że możemy wstać, usiąść, chodzić nie przechylając się na boki, a jednak w rzeczywistości potrzeba tak niewiele, by stracić równowagę i upaść! Równowaga jest zwycięstwem w każdym momencie odniesionym nad siłami przeciwnymi, dlatego jest stale zagrożona. Trzeba nauczyć się panować nad tymi siłami, a żeby nad nimi panować, trzeba widzieć to jasno, być uważnym i zdecydowanym. Jeśli w momencie stawiania kroku do przodu przechylimy się na bok, znajdziemy się na ziemi.
Często wam mówiłem, że lubię oglądać akrobatów w cyrku, bo tak trudne i niebezpieczne figury, jakie wykonują są obrazem tego, co my powinniśmy, my także, realizować w naszym życiu psychicznym. Mimo że tak uzdolnieni, muszą pracować latami, powtarzać tysiące razy te same ćwiczenia. Dzięki długoletniemu ćwiczeniu mogą rzucić się w przepaść będąc pewni, że w ostatniej chwili się uratują, czy tańczyć na linie kilka metrów nad ziemią z ufnością, że nie spadną.
Może się czasem jednak zdarzyć, że akrobaci ulegną wypadkowi. Powtarzali ciągle te niebezpieczne skoki, ale oto któregoś dnia spadają. Dlaczego? Bo nagle stanęli wobec nigdy dotąd nie napotkanych warunków: albo na planie fizycznym, albo na planie psychicznym zaszło coś absolutnie nieoczekiwanego. Być może kilka dni wcześniej przeżyli jakieś wydarzenia, które nimi zachwiały; być może warunki, w których zawsze pracowali i odnosili sukcesy nie były już tak dobre i stracili tę pewność siebie...Zostało to potwierdzone przez tych, którzy przeżyli wypadek. Stwierdzili, że mieli przeczucia, nie czuli się pewni siebie. Nie zawsze wiedzieli dlaczego, ale ich stan świadomości nie był już tak harmonijny, jakby zakradła się jakaś wątpliwość. Ponieważ nie pracowali już z wiarą porażka była nieunikniona. Kiedy przestaje się pracować z wiarą, której właściwością jest mobilizacja i zjednoczenie wszystkich energii, tak czy inaczej zmierza się ku porażce.
To prawo odnosi się do wszystkich aspektów naszego życia wewnętrznego. W tym przedsięwzięciu długoterminowym, jakim jest praca duchowa, praca nad samym sobą, może się również zasiać wątpliwość i wprowadzić podział. Wobec ogromu zadania, długości drogi do przebycia i przeszkód do pokonania, stawia się czasem pytania, w jaką przygodę się rzuciło i czy rzeczywiście posiada się cnoty niezbędne do osiągnięcia jakiegokolwiek rezultatu. Powiecie: ,,Och, jakie to prawdziwe, wiemy coś o tym!" A więc jeśli dobrze zrozumieliście, jakie właściwości posiada wiara, wiecie też, że musicie wszystko zrobić, by nie pozwolić wątpliwościom zagnieździć się w was, bo są one synonimem destrukcji.
W jakimś momencie życia każdy jest wystawiony na to straszne zwątpienie w siebie, które powoli może go unicestwić. Ja także często wątpię w siebie, ale stosuję metodę, aby to zwątpienie nie miało niszczących skutków: wzmacniam moją wiarę w tę istotę we mnie, która jest samą Boskością, bo nie jest możliwe wątpienie w istotę będącą światłem, miłością, siłą. A więc dlaczego wy nie moglibyście podobnie postąpić?
Niezależnie, jakie są przyczyny zwątpienia w siebie, jedyna rzecz pozwoli wam uniknąć zniszczenia przez tę truciznę, to świadomość, że mieszka w was wszechmocna istota, wszystkowiedząca i będąca cała miłością, i że łącząc się z nią, wspierając się na niej możecie wszystko odbudować. Z chłodem walczy się ciepłem, z ciemnością światłem, ze zwątpieniem wiarą, wiarą w rzeczywistość obecności bożej w sobie samym.
Zdarza się, że w obliczu jakichś porażek, ktoś dochodzi do wniosku, że jest ,,nieudacznikiem, słabym, biednym, nic niewartym". Zgoda, dobrze, jest istotnie nieudacznikiem, słabym itp., ale nie może na tym poprzestawać, bo to niebezpieczne. Jeśli zdarza wam się przeżywać takie stany, pokażcie, że jesteście mimo wszystko trochę inteligentni i starajcie się myśleć: ,,Dobrze, nic nie jestem wart; ale istnieją na świecie istoty bogate, piękne, mądre itp., mogę się do nich przyłączyć, by korzystać z ich zalet i cnót".
Tak, jeśli uważacie, że połączenie z Panem jest trudne, bo wydaje On wam się daleki, niedostępny, możecie jednak wejść w kontakt z tymi wszystkimi, którzy w historii wyróżnili się swoją wielkością, siłą charakteru i talentem... Ale oczywiście, jeśli możecie, połączcie się raczej z Panem, uświadamiając sobie, że w rzeczywistości Pan jest także w was. I spróbujcie jednocześnie przypomnieć sobie wszystkie chwile wypełnione pokojem, światłem, natchnieniem, które już przeżyliście, bo już je przeżyliście, nie mogą więc zostać wymazane. Uchwyćcie się tych chwil i powoli wiara powróci.
Wasza wiara nic wam nie da, i wasze zwątpienie zresztą też nie, jeśli nie posiadacie metod, które pozwolą wam ustawić je na właściwym miejscu. Podobnie wątpić w Boga to wątpić w samego siebie, wątpić w siebie to wątpić w Boga i to jest poważny błąd. A więc nie pozwólcie nigdy, by wślizgnęła się tu najmniejsza wątpliwość, co do istnienia tej iskry bożej, która w was zamieszkuje, bo jest to prawda, ona naprawdę w was mieszka.