p
Podziękowania
Chcielibyśmy wyrazić wdzięczność tym
wszystkim multiorgazmicznym mężczyznom i kobietom z całego świata,
którzy przyczynili się do powstania tej książki, szczerze opisując swoje
doświadczenia oraz praktyki seksualne. Pojawiające się tu cytaty
zaczerpnęliśmy bezpośrednio z wywiadów i ankiet, a jeżeli zmieniliśmy je
nieco, to jedynie dlatego, by uczynić je bardziej zrozumiałymi.
Szczególnie pragniemy podziękować instruktorom Uzdrawiającego Tao,
którzy wspierali nas mądrością, doświadczeniem, humorem i przyjaźnią. Są
to: Michael Winn, Marcia Kerwitt, B.J. Santerre, Masahiro Ouchi, Angela
Shen, Louis Shen, Walter Beckley, Stefan Siegrist i Karl Danskin. Wraz z wieloma innymi osobami latami pracowali nad uproszczeniem i udoskonaleniem opisanych tu technik. Wdzięczni jesteśmy także
seksuologom, którzy swoją pionierską pracą wzbogacili naszą wiedzę o wielokrotnych orgazmach mężczyzny i przyjemności seksualnej - tu
zasłużeni są zwłaszcza William Hartman, Marilyn Fithian, Bernie
Zilbergeld, Marion Dunn, Alan i Donna Bauerowie, Beverly Whipple, Alice
Kahn Ladis, John Perry, Lonnie Barbach, Barbara Keesling i oczywiście
Alfred Kinsey oraz William Masters i Virginia Johnson. Prócz tego
chcielibyśmy wyrazić uznanie licznym mistrzom i uczniom taoizmu, dzięki
którym mogliśmy wzbogacić swoją wiedzę na temat seksualnego kung-fu.
Należy do nich Douglas Wile, którego mistrzowskie dzieło Art of the
Bedchamber (Sztuka alkowy) stało się źródłem większości przykładów
zawartych w tej książce. Dziękujemy też Megory Andreson - za wszystko.
Dziękujemy również Heide Lange, naszej utalentowanej agentce. Jej
doświadczenie, intuicja i serdeczność były dla nas niewyczerpanym
źródłem otuchy podczas pisania tej książki. Wdzięczni jesteśmy Johnowi
Loudonowi, naszemu znakomitemu wydawcy, za to, że wierzył w tę książkę
od samego początku i wspierał pracę nad nią.
Naszą wdzięczność zaskarbili sobie także inni ludzie z Harper San
Francisco, którzy przeprowadzili tę książkę przez cały proces
powstawania, a potem wyprawili ją w świat. Są to w szczególności Karen
Levine, Joel Fotinos, Rosana Francescato, Carl Walesa, Ralph Fowler,
Laura Beers i Peter Evers.
Przede wszystkim dziękujemy swoim życiowym partnerkom i współautorkom
naszych książek, Maneewan Chia i Rachel Carlton Arava, dzięki którym
poznaliśmy sekret prawdziwego znaczenia tao.
Wstęp
Ponad trzy tysiące lat temu Chińczycy
odkryli, że mężczyźni mogą doświadczać wielokrotnych orgazmów,
opóźniając albo nawet powstrzymując wytrysk. Jest to możliwe, ponieważ
orgazm i ejakulacja to dwa oddzielne procesy, choć Zachód od dawna je ze
sobą utożsamia. Wprawdzie starożytnym Chińczykom brakowało precyzji
dzisiejszych naukowców, zapisywali oni jednak szczegółowo swoje odkrycia
z myślą o przyszłych pokoleniach badaczy sfer seksu i duchowościp1.
Na Zachodzie dopiero w latach czterdziestych ubiegłego wieku Alfred
Kinsey, pionier naukowego podejścia do seksu, donosił o podobnych
odkryciachp2. Mimo to dziś, kilkadziesiąt lat później, gdy
jego twierdzenia już wielokrotnie poparły wyniki badań laboratoryjnych,
większość mężczyzn pozostaje nieświadoma swojego multiorgazmicznego
potencjału. Pozbawieni tej wiedzy oraz nieznający konkretnych technik
mężczyźni nie są w stanie odczuć różnicy między crescendo orgazmu a salwą ejakulacji.
To błąd, że w kulturze Zachodu męska seksualność koncentruje się na
dążeniu do nieuchronnie rozczarowującego celu, jakim jest wytrysk
("spuszczenie się"), zamiast na dostarczającym orgazmicznej rozkoszy
procesie cielesnego obcowania ze sobą. Książka ta pokazuje mężczyznom,
jak mogą oddzielić w sobie orgazm od ejakulacji i zamienić ulotny moment
rozładowania napięcia seksualnego w serię niezliczonych wzlotów
ogarniających całe ciało. Jeden z multiorgazmicznych mężczyzn ujął to
tak: "Po zwyczajnym wytrysku moja przyjemność szybko mija. Zupełnie
inaczej jest z wielokrotnymi orgazmami. Osiągnięta dzięki nim rozkosz
przepełnia mnie cały dzień. Doznanie to zdaje się nie mieć granic.
Dodatkową korzyścią z tej praktyki jest przypływ sił witalnych, toteż
nigdy nie czuję się zmęczony. Teraz mogę uprawiać seks tak długo, jak
zechcę. Nie jest tak, że ciało panuje nade mną, to ja panuję nad ciałem.
Czegóż więcej mógłby żądać mężczyzna?".
Książka ta pokazuje również mężczyznom, jak mogą wykorzystać
multiorgazmiczny potencjał partnerek. Pewien człowiek, który przez trzy
miesiące stosował się do zawartych w niej porad, tak opisał swoje
doświadczenia: "Odkąd zacząłem praktykować te techniki, sypiałem z trzema kobietami. Wszystkie trzy oznajmiły, że byłem ich najlepszym
kochankiem. Dosłownie wprost powiedziały mi, że z nikim nie było im tak
dobrze".
Kobiety po przeczytaniu tej książki poznają tajniki męskiej
seksualności, z których niewiele osób płci obojga zdaje sobie sprawę.
Pary, które przeczytają ją razem, wzniosą się na taki poziom seksualnej
ekstazy i seksualnego zadowolenia, o jakim nawet im się nie śniło.
Partnerka pewnego multiorgazmicznego mężczyzny stwierdziła: "W łóżku
zawsze było nam dobrze, ale teraz, gdy każde z nas doświadcza wielu fal
rozkoszy, nasze pożycie stało się dużo bogatsze i bardziej wyważone.
Wielokrotne orgazmy są jednak tylko wstępem do głębszych zmian, które
owe praktyki wywołały w naszym związku. Nasza miłość jest teraz znacznie
głębsza i bardziej intymna".
Mężczyźni mogą doświadczać wielokrotnych orgazmów. Ten fakt jest dla
większości z nas tak zaskakujący, że aż trudno nam uwierzyć w jego
prawdziwość. Należy pamiętać, że wielokrotne orgazmy kobiet dopiero w ciągu ostatnich czterdziestu lat zostały uznane i zaakceptowane jako
"normalne". Jeszcze bardziej zadziwiające jest to, jak wiele kobiet
zaczęło ich doświadczać, kiedy powiedziano im, że są one możliwe. Od lat
pięćdziesiątych minionego stulecia, kiedy to Kinsey badał kobiecą
seksualność, liczba kobiet przeżywających wielokrotne orgazmy uległa
potrojeniu, z 14 do przeszło 50 procentp3! W latach
osiemdziesiątych dwudziestego wieku seksuolodzy William Hartman i Marilyn Fithian odkryli, że 12 procent mężczyzn będących obiektem ich
badań może doświadczać orgazmów wielokrotnych. Kiedy mężczyźni się
dowiedzieli, że mają ów potencjał, i opanowali kilka prostych technik,
ta liczba zaczęła wzrastać.
Autorzy tej książki czerpią ze starożytnych praktyk taoistycznych i z najnowszej wiedzy naukowej, aby pokazać czytelnikom, jak oddzielić
orgazm od ejakulacji, jak doznawać wielokrotnych orgazmów i jak poprawić
ogólny stan zdrowia. Pierwotnie taoiści byli w starożytnych Chinach
(około VI w. p.n.e.) grupą poszukiwaczy, którzy zgłębiali tajniki
zdrowia i duchowości. Chociaż opracowane przez nich metody mają już
ponad dwa tysiące lat, nie straciły swojej mocy. Opisane tu techniki
trafiły do świata Zachodu zaledwie piętnaście lat temu. Wywołały cichą
rewolucję seksualną wśród zwyczajnych mężczyzn, którzy je stosowali i dowiedli ich skuteczności. Autorzy żywią przekonanie, że jedynych
wiarygodnych dowodów dostarcza ciało każdego mężczyzny. Mają nadzieję,
że gdy czytelnik przyjmie lub odrzuci zawarte w tej książce informacje,
będzie bazował na swoich osobistych doświadczeniach.
Wielokrotny orgazm nie jest zarezerwowany wyłącznie dla dojrzewających
młodzieńców, cieszących się niebywałym szczęściem starszych panów albo
dla wyznawców określonych religii. Trzydziestoparoletni sprzedawca
programów komputerowych, który sam siebie nazwał "cynicznym i spiętym
nowojorczykiem", pewnego wieczoru zajął się ćwiczeniami opisanymi w tej
książce i przeżył sześć orgazmów z rzędu: "Orgazmy przychodziły jeden po
drugim i były coraz mocniejsze. Niczego podobnego dotychczas nie
doświadczyłem. Ale najbardziej zdumiewające było to, że właśnie
zaczynałem czuć się chory z przemęczenia, a następnego ranka obudziłem
się zdrowy i pełen energii jak nigdy dotąd". Zgodnie z zasadami
taoistycznych praktyk seksualnych przeżywanie wielokrotnych orgazmów bez
wytrysku zwykle pomaga mężczyźnie osiągnąć doskonały stan zdrowia, a nawet - możecie w to wierzyć albo nie - przedłuża mu życie.
Taoistyczna sztuka kochania, zwana również "Seksualnym kung-fu", kiedyś
była dziedziną chińskiej medycyny ("kung-fu" znaczy dosłownie
"mistrzostwo", zatem "Seksualne kung-fu" to po prostu "seksualne
mistrzostwo"). Starożytni taoiści byli lekarzami, zajmowali się
fizycznym stanem zdrowia i zaspokojeniem cielesnych pragnień. Seksualne
kung-fu pomaga mężczyznom nabrać sił witalnych i zyskać długowieczność,
bo pozwala im uniknąć wycieńczenia, następującego po ejakulacji -
powstrzymuje, w dosłownym sensie, utratę soków.
W rozdziale 1 przedstawimy pochodzące z kultur Wschodu i Zachodu dowody
na istnienie wielokrotnego orgazmu u mężczyzn. Omówimy także wyniki
najnowszych badań naukowych, potwierdzające przeświadczenie starożytnych
taoistów o znaczeniu szczytowania bez wytrysku. Prezentując to
zaskakujące odkrycie, "New York Times" podsumował: "Wytwarzanie spermy
jest o wiele trudniejsze, niż wyobrażali to sobie naukowcy, i angażuje
zasoby, które w innej sytuacji zapewniają mężczyźnie długie lata
zdrowia"p4.
Jednak teoria bez praktyki jest bezużyteczna. Dlatego w rozdziałach 2 i 3 znajdziesz "ćwiczenia solo", które możesz wykonywać, aby uwolnić w sobie multiorgazmiczny potencjał - niezależnie od tego, czy masz
partnerkę, czy nie. Wielu mężczyzn zaczyna doświadczać wielokrotnych
orgazmów po tygodniu lub dwóch, a większość jest w stanie opanować
przedstawione tu techniki w ciągu od trzech do sześciu miesięcy.
W rozdziałach 4 i 5 poznasz "ćwiczenia w parze", które pozwolą ci
podzielić się z partnerką tajnikami "Seksualnego kung-fu" i zapewnić jej
przyjemność, o jakiej nawet nie śniła.
Chociaż kobiety mogą wiele skorzystać na lekturze całej tej książki,
rozdział 6 napisaliśmy specjalnie dla nich. Wyjaśnia on, co powinny
wiedzieć, aby pomóc partnerom - a także sobie - w osiągnięciu
multiorgazmicznych uniesień.
Z kolei rozdział 7 napisaliśmy z myślą o gejach. Zaprezentowaliśmy tam
specjalne praktyki, które powinni opanować, aby wieść spełnione, zdrowe
życie seksualne i osiągać wielokrotne orgazmy.
Rozdział 8 odnosi się do męskich problemów seksualnych: przedwczesnego
wytrysku, impotencji i bezpłodności. Taoistyczna sztuka kochania zna
wiele sposobów na przezwyciężenie owych problemów.
I w końcu rozdział 9 zawiera porady, dzięki którym mężczyźni oraz ich
partnerki mogą całe życie cieszyć się seksualnymi uniesieniami. Zaczyna
się on fragmentem przeznaczonym dla mężczyzn w średnim wieku i starszych, często doświadczających osłabienia apetytu seksualnego oraz
spadku potencji. Prezentujemy wyniki badań z udziałem multiorgazmicznych
mężczyzn, które zadają kłam powszechnemu przeświadczeniu, że mężczyźni
osiągają punkt szczytowy możliwości seksualnych przed dwudziestym rokiem
życia, a potem z wolna je tracą. Taoiści zawsze wiedzieli, że jeśli
mężczyzna rozumie naturę swojej seksualności, to kiedy wkracza w wiek
dojrzały, jego seksualność staje się doskonalsza.
W tym rozdziale powiedzieliśmy również, jak mężczyzna może pomóc swojemu
synowi rozpocząć zdrowe i satysfakcjonujące życie seksualne. Gdyby tylko
nasi ojcowie o tym wiedzieli!
W Chinach powstały pierwsze - najbardziej wszechstronne i szczegółowe -
poradniki na temat seksu. Dzięki swojej książce chcemy kontynuować
wielowiekową tradycję ich pisania. Dajemy mężczyznom oraz ich partnerkom
przewodnik, który odmieni sferę ich seksualności.
Choć w taoizmie seksualność i duchowość pozostają w ścisłym związku,
zdajemy sobie sprawę, że jednych czytelników będą interesować wyłącznie
wskazówki praktyczne, podczas gdy drudzy zechcą dowiedzieć się czegoś
więcej na temat uświęconego wymiaru miłości cielesnej. Zaczynamy od
zaprezentowania podstawowych metod, z którymi musi zaznajomić się każdy,
by zacząć doświadczać wielokrotnych orgazmów, a później stopniowo
wprowadzamy techniki bardziej wyrafinowane. Są one przeznaczone dla tych
czytelników, którzy pragną wykorzystać swoją seksualność, by poprawić
swoje zdrowie i rozwijać się duchowo.
Warto wspomnieć, że nie jest to książka na temat taoizmu - jego
filozoficznego lub religijnego aspektu. Jeden z jej autorów, Mantak
Chia, ma w dorobku ponad dziesięć książek objaśniających niezwykle
drobiazgowo tajniki tej starożytnej tradycji. Pomogła mu ona opracować
wszechstronny system leczenia, zwany Uzdrawiającym Tao. W tej książce
prezentujemy techniki o skuteczności potwierdzonej badaniami naukowymi.
Kierujemy ją do tych czytelników, którym zależy na głębszym
doświadczaniu własnej seksualności, a nie do tych, którzy szukają nowej
religii.
Mamy nadzieję, że nasze dzieło zainicjuje dalsze poszukiwania naukowe,
mogące potwierdzić lub zweryfikować jego treść. Wierzymy, że czasy
izolacji i kulturowego szowinizmu bezpowrotnie minęły. Wschód i Zachód
mogą dzielić się wiedzą z pożytkiem dla wszystkich nowoczesnych
kochanków, którzy w tej epoce - epoce cielesnego chaosu - szukają
seksualnego spełnienia.
Rozdział 1
Dowód tkwi w twoich spodniach
Być może doświadczałeś już wielokrotnych
orgazmów. Choć wydaje się to zaskakujące, wielu mężczyzn jest do tego
zdolnych, zanim wkroczy w wiek dojrzewania i zacznie ejakulować. Z badania Kinseya wynika, że niemal połowa chłopców w wieku poprzedzającym
dojrzewanie jest zdolna do osiągnięcia drugiego orgazmu wkrótce po
pierwszym, a prawie jedna trzecia może przeżywać pięć lub więcej
orgazmów jeden po drugim. Doprowadziło to Kinseya do wniosku, że
"szczytowanie jest możliwe bez ejakulacji".
Wielokrotne orgazmy nie są zarezerwowane wyłącznie dla chłopców na progu
dojrzewania. Kinsey pisze: "Istnieją mężczyźni w bardziej zaawansowanym
wieku, nawet po trzydziestce i starsi, zdolni do takiej wydajności". W swojej książce Fundamentals of Human Sexuality (Podstawy ludzkiej
seksualności) doktor Herant Katchadourian zauważył: "Niektórzy mężczyźni
są w stanie powstrzymać wydzielanie nasienia, kiedy doświadczają
skurczów orgazmicznych - innymi słowy mają orgazm bez wytrysku
(bezejakulacyjny). Po takich orgazmach nie następuje okres refrakcji
(który wiąże się z utratą erekcji), co pozwala tym mężczyznom na
przeżywanie następujących po sobie lub wielokrotnych orgazmów - jak u kobiet".
Dlaczego większość mężczyzn traci zdolność przeżywania wielokrotnych
orgazmów? Być może ejakulacja jest dla wielu z nich doświadczeniem tak
silnym, że przyćmiewa orgazm. Poza tym siła tego doświadczenia sprawia,
że mężczyźni tracą zdolność rozgraniczenia między jednym a drugim.
Pewien multiorgazmiczny mężczyzna tak wspomina swoją pierwszą
ejakulację: "Wciąż pamiętam to dokładnie. Szczytowałem wtedy jak zwykle,
ale tym razem wytrysnął ze mnie biały płyn. Myślałem, że umieram.
Przyrzekłem Bogu, że nigdy więcej nie będę się masturbował. Oczywiście
wytrwałem w tym postanowieniu jeden dzień".
Ponieważ orgazm i ejakulację zwykle dzielą sekundy, łatwo je ze sobą
pomylićp5. Aby móc przeżywać orgazmy wielokrotne, musisz zyskać
(a niewykluczone, że odzyskać) zdolność rozgraniczania tych dwóch doznań
związanych ze stanem podniecenia. Pozwoli ci to rozkoszować się orgazmem
bez ejakulacji. Kiedy zrozumiesz, jak bardzo orgazm i ejakulacja różnią
się od siebie, łatwiej ci będzie rozróżniać je w twoim ciele.
Fale mózgowe i odruchy
Orgazm jest jednym z najbardziej intensywnych i satysfakcjonujących
ludzkich doznań. Jeżeli kiedykolwiek go przeżyłeś - a przeżyli go niemal
wszyscy mężczyźni - nie muszę ci tłumaczyć, na czym polega. U każdego
człowieka orgazm jest nieco inny. Zdarza się też, że jest nieco inny u tej samej osoby w różnych sytuacjach. Niemniej męskie orgazmy mają pewne
cechy wspólne: najpierw rytmiczne ruchy ciała, przyspieszone tętno i zwiększone napięcie mięśni, a potem gwałtowne rozluźnienie, obejmujące
skurcze w rejonie miednicy. One też są przyjemne. Trzynaste wydanie
dzieła Smith's General Urology (Urologia ogólna Smitha) zawiera
stwierdzenie: "Orgazm jest najsłabiej poznanym procesem seksualnym".
Zawiera również informację, że składają się na niego "niekontrolowane
rytmiczne skurcze zwieracza odbytu, hiperwentylacja (zwiększona
częstotliwość oddechu), tachykardia (przyspieszenie akcji serca) i wzrost ciśnienia krwi".
Opisy te dotyczą zmian, które zachodzą w całym ciele. Mimo to bardzo
długo orgazm był postrzegany - a przez wielu mężczyzn nadal jest
postrzegany - jako proces ograniczony do obszaru genitaliów. W świecie
Zachodu jako pierwszy Wilhelm Reich w swojej kontrowersyjnej książce
Funkcja orgazmu2 wykazał, że orgazm zachodzi w całym
cielep6. Na Wschodzie taoiści od dawna wiedzieli, że orgazm może
być doznaniem obejmującym całe ciało, i opracowali techniki pozwalające
spotęgować przyjemność, którą daje.
Orgazm, jak dowodzi wielu współczesnych naukowców zgłębiających tajniki
seksu, ma tak naprawdę więcej wspólnego z naszym mózgiem niż z naszymi
mięśniami. Badania fal mózgowych dały początek odkryciu, że orgazm
zachodzi przede wszystkim w mózgu. Można przeżyć orgazm we śnie, i to
bez udziału dotyku, co zdaje się potwierdzać tę teorię. Podobnego zdania
był Robert J. Heath, neurolog z Tulane University. Odkrył on, że pewne
części mózgu pobudzane elektrodami wywołują doznania seksualne takie
same, jak te będące efektem stymulacji fizycznej. Wielu terapeutów
seksuologów z lubością powtarza, że seks odbywa się w mózgu. W stwierdzeniu tym jest trochę prawdy, zwłaszcza jeśli chodzi o orgazm.
W przeciwieństwie do orgazmu, który jest szczytem doznań emocjonalnych i fizycznych, ejakulacja to po prostu odruch. Jak wyjaśnia Michael Winn,
mistrz Uzdrawiającego Tao i współautor książki Miłosny potencjał
mężczyzny3: "Wielu mężczyzn wpada w panikę na samą myśl o orgazmie bez wytrysku, gdyż uprawiają seks ejakulacyjny od długiego
czasu, często przez całe dekady. Przede wszystkim należy zatem
zdemaskować prawdziwe oblicze ejakulacji, która jest tylko mimowolnym
skurczem mięśni".
Dzięki ćwiczeniom jesteś w stanie nauczyć się doświadczać orgazmu bez
ejakulacji. W kolejnych dwóch rozdziałach wyjaśnimy dokładnie krok po
kroku, jak oddzielić orgazm od ejakulacji i jak rozprzestrzenić doznanie
orgazmu na całe ciało. Najpierw jednak przyjrzyjmy się dowodom na to, że
mężczyźni, podobnie jak kobiety, są zdolni doświadczać orgazmów
wielokrotnych.
Udowodnij to
Prawdopodobnie najbardziej rozległe badania laboratoryjne nad orgazmami
wielokrotnymi u mężczyzn przeprowadzili William Hartman i Marilyn
Fithian. Przebadali oni trzydziestu trzech mężczyzn, uważających się za
multiorgazmicznych - to znaczy takich, którzy są w stanie przeżyć dwa
orgazmy lub więcej, nie tracąc erekcji.
Rysunek 1. Wykres stanu pobudzenia multiorgazmicznego mężczyzny.
Źródło: Hartman i Fithian.
Mężczyźni ci w laboratorium uprawiali seks ze swoimi partnerkami, a Hartman i Fithian monitorowali akcję serca każdego z nich, gdyż uznali
to za najbardziej wiarygodną metodę rozpoznawania orgazmu. W stanie
spoczynku tętno człowieka wynosi przeciętnie 70 uderzeń na minutę,
podczas orgazmu niemal się podwaja (dochodzi do 120 uderzeń), a po
orgazmie wraca do wartości spoczynkowej (rys. 1). Obserwacji poddano
również u tych mężczyzn skurcze mięśni w rejonie miednicy (ich
najwyraźniejszym przejawem jest niekontrolowane zaciskanie zwieracza
odbytu), pokrywające się z przyspieszeniem tętna w trakcie orgazmu.
Wyniki były dosyć zaskakujące - wykresy stanu pobudzenia badanych
mężczyzn były identyczne jak wykresy pobudzenia multiorgazmicznych
kobiet.
Męska i kobieca seksualność mogą być bardziej podobne, niż się
powszechnie sądzi. Jest to zrozumiałe z anatomicznego punktu widzenia:
męskie i żeńskie genitalia wykształcają się w okresie płodowym z tych
samych tkanek. W swojej słynnej książce The G Spot and Other Recent
Discoveries About Human Sexualilty (Punkt G oraz inne najnowsze
odkrycia dotyczące seksualności człowieka) Alice Ladas, Beverly Whipple
i John Perry dowodzą, że męska i kobieca seksualność są niemal
identyczne. Wysunęli oni również tezę, że mężczyźni mogą doświadczać
wielokrotnych orgazmów podobnie jak ich partnerki. Poza tym sporo
miejsca poświęcili odkryciu punktu G u kobiet (więcej o punkcie G
napisaliśmy w rozdziale 4).
W trakcie eksperymentu Hartmana i Fithian badani mężczyźni osiągali
średnio cztery orgazmy. Kilku szczytowało co najmniej dwa razy, a jeden
aż szesnaście razy! Również Marion Dunn i Jan Trost przeprowadzili
badanie, w którym większość mężczyzn miała od dwóch do dziewięciu
orgazmów podczas jednego stosunkup7.
Warto wspomnieć, że w seksuologii taoistycznej chodzi nie o notowanie
wyników i bicie rekordów, ale o spełnienie i dążenie do doskonałości.
Możesz czuć się usatysfakcjonowany jednym orgazmem, trzema lub
szesnastoma orgazmami. Twój seksualny potencjał wrasta, kiedy stajesz
się bardziej świadomy swoich cielesnych doznań i doskonalisz umiejetność
intymnego obcowania z partnerką. Każdy człowiek jest inny i każde
doświadczenie seksualne jest inne, a "właściwa" liczba orgazmów zależy
od tego, na co ty i twoja partnerka w danej chwili macie ochotę. Kiedy
stajesz się zdolny do przeżywania orgazmów wielokrotnych, nie musisz się
martwić, jak długo wytrzymasz albo ile razy szczytowała twoja kochanka,
ponieważ oboje możecie mieć tyle orgazmów, ile tylko zechcecie.
Mała śmierć
Jako lekarze mistrzowie tao zajmowali się seksualnością, ponieważ była
dla nich jednym z elementów ogólnego stanu zdrowia człowieka.
Praktykowali "Seksualne kung-fu", bo odkryli, że wytrysk pozbawia
mężczyznę energii. Prawdopodobnie zauważyłeś u siebie spadek energii i ogólne zmęczenie po ejakulacji. Chociaż chcesz okazać zainteresowanie
seksualnymi i emocjonalnymi potrzebami partnerki, twoje ciało domaga się
wyłącznie snu. Jak ujął to pewien multiorgazmiczny mężczyzna: "Po
wytrysku poduszka wydaje mi się o wiele atrakcyjniejsza od mojej
dziewczyny".
Wizerunek niezaspokojonej kobiety, której partner dochodzi i z westchnieniem na nią opada, jest tak powszechny, że stał się przedmiotem
dowcipów. Ale wyczerpanie ogarniające mężczyznę po ejakulacji to
zjawisko równie wiekowe, jak pierwsze miłosne uniesienia. Peng Tsy,
który na dworze sławnego Żółtego Cesarza pełnił funkcję doradcy w sprawach seksu, tak oto pisał przed niemal pięcioma tysiącami lat: "Po
wytrysku mężczyzna jest zmęczony, w uszach mu szumi, powieki ma ciężkie
i chce mu się spać. Doskwiera mu pragnienie, a jego członki są
odrętwiałe i zesztywniałe. Cieszy się krótką chwilą uniesienia, ale
potem czekają go długie godziny wyczerpania".
Niektórzy ludzie Zachodu także przywiązują wagę do zachowania energii
seksualnej. Sportowcom znane jest uczucie osłabienia i apatii po
wytrysku, dlatego w noc poprzedzającą zawody powstrzymują się od seksu.
Podobnie postępują artyści - rezygnują z seksu przed występem. Muzyk
jazzowy Miles Davis tak to wyjaśnił w wywiadzie dla magazynu "Playboy":
Davis: Nie możesz najpierw szczytować, a potem walczyć lub grać. Nie
podołasz. Kiedy jestem gotowy, dochodzę, ale później nie jestem w stanie
grać.
Playboy: Wyjaśnij to dosłownie.
Davis: Zapytaj Muhammada Alego. Gdyby wcześniej miał wytrysk, nie
wytrzymałby na ringu dwóch minut. Kurczę, nawet mnie by nie podskoczył!
Playboy: Stanąłbyś do walki z Muhammadem Alim, żeby to udowodnić?
Davis: Tak, zmierzyłbym się z nim, tylko on musiałby obiecać, że
przedtem kogoś wydupczy. W przeciwnym razie nie walczę. Szczytując,
pozbywasz się całej energii. Tracisz ją bez reszty. Jeśli zamierzasz się
pieprzyć przed występem, jak potem dasz coś z siebie na scenie?
Miles Davis nie był zbyt romantyczny, ale też nie owijał w bawełnę. Jako
jeden z największych trębaczy świata zdawał sobie sprawę, że ejakulacja
pozbawia go energii, co odbija się na jego muzyce. Niestety, jak
większość mężczyzn nie wiedział, że mógłby uprawiać tyle seksu, ile
dusza zapragnie, a nawet przeżywać orgazmy przed każdym występem, o ile
nie towarzyszyłaby im ejakulacja. Mogłoby to nawet poprawić jego
wydajność na scenie.
Chociaż zawodowi muzycy i bokserzy bardziej odczuwają skutki wytrysku,
ostatecznie wszyscy mężczyźni doświadczają po nim takiego samego
osłabienia. Pewien multiorgazmiczny mężczyzna zauważył: "Jeżeli dochodzi
do wytrysku, tak naprawdę odczuwam to rano. Powłóczę nogami i jestem
zmęczony całe przedpołudnie. Kiedy przeżywam wielokrotny orgazm bez
ejakulacji, budzę się rześki i potrzebuję mniej snu". Inny mężczyzna,
który wracał do siebie po przewlekłej chorobie, stwierdził: "Zawsze
miałem silny popęd seksualny, więc ejakulowałem często, raz czy dwa razy
dziennie. A z każdym wytryskiem moje zdrowie się pogarszało, ponieważ
traciłem mnóstwo energii". Wielu mężczyzn, zwłaszcza młodych, może nie
zauważać tego osłabienia, dopóki nie dojdzie u nich do wytrysku w trakcie choroby albo po ciężkiej pracy.
Na Zachodzie przyjęło się, że ejakulacja to nieuchronne następstwo
podniecenia mężczyzny i że oznacza ona koniec stosunku seksualnego. W Chinach lekarze już dawno odkryli, że cena za przyjemność, to, co
Francuzi nazywają le petit mort (małą śmiercią) niebezpiecznie
uszczupla męskie siły witalne, ale na szczęście nie trzeba tej ceny
płacić.
Donżuani, mnisi i multiorgazmiczne robaki
Na pierwszej stronie "New York Timesa" z 3 grudnia 1992 roku pojawił się
artykuł poświęcony wstrząsającemu badaniu naukowemu. Zdawało się ono
potwierdzać pogląd starożytnych taoistów na to, jakim obciążeniem jest
dla organizmu mężczyzny produkcja nasienia. "Te wyniki są ostatnią
rzeczą, jakiej się spodziewałem, przystępując do tego eksperymentu" -
powiedział Wayne Van Voorhies z Uniwersytetu Stanu Arizona. "Były tak
zaskakujące, że powtórzyłem wszystko cztery razy, aby się upewnić, że
nie popełniłem błędu. Zasadniczo mówiły one wiele rzeczy, których nie
obejmują nasze z góry przyjęte wyobrażenia na temat męskiej
seksualności"p8.
Doktor Van Voorhies obserwował proste, lecz intrygujące bezkręgowce
zwane nicieniami. Zapytacie pewnie, co wspólnego z ludzką seksualnością
mogą mieć jakieś robaki. No cóż, różnią się one od innych robaków. "Geny
i procesy biochemiczne zachodzące w ich organizmach są takie same jak u człowieka oraz u innych ssaków" - wyjaśnił doktor Philip Anderson z Uniwersytetu Stanu Wisconsin. Dlatego w badaniach naukowych nicienie są
często wykorzystywane zamiast ludzi.
Doktor Van Voorhies poddał obserwacji trzy grupy osobników rodzaju
męskiego. Pierwsza grupa mogła kopulować do woli, co wymagało częstego
wytwarzania nasienia. Średnia długość życia wśród tych donżuanów
wynosiła 8,1 dnia. (Nicienie z reguły nie żyją zbyt długo). Robaki z drugiej grupy w ogóle nie miały dostępu do samic. Ci - nazwijmy ich tak
- mnisi dożywali przeciętnie 11,1 dnia. Najbardziej zdumiewające było
jednak to, że w trzeciej grupie, złożonej z osobników
multiorgazmicznych, które nie musiały ciągle produkować nasienia,
chociaż miały nieograniczoną możliwość kopulacji, średnia długość życia
sięgała prawie 14 dni. Była prawie o połowę dłuższa niż długość życia
nicieni, które nieprzerwanie zużywały swój zapas spermy.
"New York Times" podsumował: "Nowe odkrycie sugeruje, że nieustanna
produkcja nasienia ma swoją cenę, gdyż prawdopodobnie wymaga
zastosowania złożonych enzymów lub procesów biochemicznych, które
wywołują szkodliwe skutki uboczne". Autor artykułu sformułował
następujący wniosek: "[...] różnicę w długości życia między mężczyznami
a kobietami można powiązać z wytwarzaniem spermy. Kobiety żyją średnio
około sześciu lat dłużej niż mężczyźni". Istnieją inne teorie, które
tłumaczą tę różnicę odmiennym stylem życia i działaniem innych hormonów.
Niezależnie od tego, czy wytwarzanie nasienia faktycznie skraca twoje
życie, z całą pewnością nadwątla twoje siły.
Ponad dwa tysiące lat temu - na długo przed eksperymentem na nicieniach
- taoiści podkreślali, jak ważne jest powstrzymywanie się od ejakulacji.
Rozprawa o Najwyższym Tao pod Niebem głosi: "Jeżeli mężczyzna odbywa
stosunek, nie rozlewając swego nasienia, jego siły witalne ulegają
wzmocnieniu. Jeżeli postąpi tak dwa razy, jego słuch i zdolność widzenia
stają się przenikliwsze. Jeżeli trzy razy, znikają wszystkie jego
fizyczne dolegliwości. Za czwartym razem zacznie odczuwać wewnętrzny
spokój. Po piątym razie jego krew będzie żywiej krążyć. Po szóstym jego
genitalia zyskają nową jurność. Po siódmym jego uda i pośladki staną się
twarde. Po ósmym jego ciało będzie promieniowało zdrowiem. Po dziewiątym
wydłuży się jego życie". Autorzy starożytnych tekstów uciekali się do
przesady, aby wzmocnić swoje argumenty - jest mało prawdopodobne, że
wymienione wyżej korzyści następowały właśnie w takim porządku i czasie.
Niemniej nie ulega wątpliwości, że mistrzowie tao od dawna wiedzieli,
jak ważne jest oszczędzanie nasienia.
Płodzenie i przyjemność
Patrząc na proste liczby związane z produkcją nasienia, łatwiej
zrozumieć, dlaczego ejakulacja może być dla organizmu tak wyczerpująca.
Ejakulat zawiera przeciętnie od 50 do 250 milionów komórek nasiennych.
(Teoretycznie gdyby każdy plemnik był w stanie zapłodnić jakieś
jajeczko, to od jednego do pięciu wytrysków jednego mężczyzny
wystarczyłoby do podwojenia populacji Stanów Zjednoczonych!) Każda z tych komórek jest zdolna spowodować powstanie nowej istoty ludzkiej. A każda fabryka, w której powstaje od 50 do 250 milionów produktów,
potrzebuje surowca. W tym wypadku surowcem jesteś ty. Choć twój organizm
wytwarza codziennie niewielkie ilości nasienia, nie lekceważ jego
wartości. Gdybyś nie musiał uzupełniać tych zasobów, nie zużywałbyś
energii. Zgodnie z naukami tao mógłbyś spożytkować ją inaczej: wzmocnić
ciało i umysł. W praktyce taoistycznej energia ta polepsza zdrowie,
zwiększa kreatywność i stymuluje rozwój duchowy.
Kiedy dochodzi do ejakulacji, twoje ciało zakłada, że właśnie
przystąpiło do tworzenia nowego życia. Jak głosi tao, wszystkie twoje
organy i gruczoły wydzielają wtedy swoją najlepszą energię, noszącą
nazwę "energii orgazmicznej". Ciało zwierząt należących do wielu różnych
gatunków zaczyna marnieć po wydaleniu nasienia. Na przykład łosoś umiera
wkrótce po zapłodnieniu ikry. Każdy, kto zna się na ogrodnictwie, wie,
że rośliny obumierają lub popadają w stan uśpienia, kiedy wydadzą
nasiona. Rośliny, którym uniemożliwia się wydanie nasion, żyją dłużej.
Chociaż ludzie na szczęście nie umierają po ejakulacji, taoiści zdają
sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy częścią natury i podlegamy jej prawom.
Według dzieła Sexual Behavior in the Human Male (Zachowania seksualne
ludzkiego samca), znanego powszechnie jako "Raport Kinseya", przeciętny
mężczyzna w czasie całego swojego życia seksualnego (ten czas obejmuje
również chwile spędzone samotnie w łazience) ejakuluje około pięciu
tysięcy razy, wyrzucając z siebie trylion plemników. U niektórych liczby
te są dużo, dużo większe. Jeśli założymy, że do części tych ejakulacji
dochodzi podczas obcowania z kobietą, prawdopodobieństwo przekazania
kodu genetycznego jest całkiem spore. W większości wypadków kiedy
uprawiamy seks - nie dla przedłużenia gatunku, ale dla przyjemności -
nie ma potrzeby, byśmy trwonili nasienie i osłabiali swój organizm.
Jeżeli zatem idziesz z partnerką do łóżka tylko wtedy, kiedy chcecie
począć dziecko, niepotrzebne ci jest "Seksualne kung-fu". Jeżeli jednak
chcesz wieść zdrowe życie multiorgazmicznego mężczyzny, czytaj dalej.
Rozdział 2
Poznaj siebie
Odkrywanie swojego ciała i poznawanie
tempa swojego pobudzenia to podstawa, jeżeli chcesz posiąść sztukę
przeżywania wielokrotnych orgazmów. Najdoskonalsi kochankowie są
świadomi pragnień zarówno własnych, jak i swoich partnerek. W rozdziale
4 powiemy o tym, jak zaspokoić potrzeby partnerki, ale najpierw musisz
się nauczyć zaspokajać własne potrzeby. Ten rozdział zaczyna się od
krótkiego opisu podstawowych faktów związanych z twoją anatomią
seksualną, energią i ejakulacją, z twoim podnieceniem i orgazmem. W dalszej jego części znajdziesz kilka pomysłów na pełne wykorzystanie
swojego potencjału rozkoszy.
Twoje ciało
Penis
Kiedy mężczyźni myślą o swojej seksualności, większość z nich myśli o penisie. To logiczny punkt wyjścia, ponieważ penis stanowi najbardziej
wyrazistą część męskiej anatomii seksualnej. Co dziwne, z tym na pozór
prostym organem wciąż wiąże się mnóstwo niedomówień i mitów. Na początek
wyjaśnimy, że w twoim penisie nie ma żadnych kości ani mięśni. Zbudowany
jest on głównie z tkanki gąbczastej. Ponieważ nie ma w nim mięśni, nie
możesz go powiększać jak bicepsa - przykro nam bardzo. Niemniej jego
mająca od pięciu do siedmiu centymetrów część tkwi wewnątrz ciała
otoczona mięśniem łonowo-guzicznym, znanym również jako mięsień PC (od
łacińskiej nazwy pubococcygeus). Jak się dowiesz z następnego
rozdziału, jest możliwe wyćwiczenie tego mięśnia, co pozwala na
wzmocnienie erekcji, osiąganie silniejszych orgazmów i lepszą kontrolę
wytrysku.
Wielu mężczyzn przejmuje się rozmiarem swojego penisa, niektórzy nawet
poddają się operacji jego powiększenia. Należy więc poświęcić chwilę na
omówienie tej kwestii. Mężczyźni zawsze starali się przedłużyć swoją
męskość - nawet taoiści mają na to sposób, który opiszemy w rozdziale 8.
Prawda jest jednak taka, że wielkość twojej erekcji ma o wiele mniejsze
znaczenie niż jej moc i to, jak ją wykorzystasz. Praktykując "Seksualne
kung-fu", przekonasz się nie raz, że jesteś w stanie sprostać
oczekiwaniom każdej kobiety. Jeżeli rozmiar twojego penisa wciąż napawa
cię troską, wstrzymaj się z wizytą u chirurga plastycznego, dopóki nie
przeczytasz podrozdziału "Mógłbyś, Panie, obdarzyć mnie hojniej:
Powiększanie penisa" w rozdziale 8.
Jądra
Większość mężczyzn wie, że nasienie powstaje w jądrach, a może wie
również o tym, że normalna temperatura ciała jest zbyt wysoka dla
wytwarzania spermy. To dlatego noszenie ciasnej bielizny, która
przyciska jądra do ciała, może się przyczynić do obniżenia wartości
nasienia. Kiedy ma nastąpić ejakulacja, jądra chowają się do jamy
miednicy. Wyciąganie ich to stara technika opóźniania wtrysku, którą
opiszemy później.
Rysunek 2. Anatomia seksualna mężczyzny.
Nasieniowód jest rurką biegnącą od jąder do gruczołu prostaty (rys. 2).
Nasienie przedostaje się tą rurką ku górze i przed ejakulacją miesza się
z wydzielinami pęcherzyków nasiennych i prostaty. Wydzielina prostaty
stanowi jedną trzecią ejakulatu, odpowiada za jego białawy kolor.
Nasienie to tylko mała część ejakulatu, dlatego wazektomia nie wpływa na
zmniejszenie się jego objętości.
Prostata
To gruczoł leżący w samym środku miednicy, tuż za kością łonową, nad
kroczem. Większość mężczyzn słyszała o nim wyłącznie w związku z groźnym
i rozpowszechnionym nowotworem prostaty, który dotyka średnio jednego na
jedenastu Amerykanów. Dbanie o zdrowie prostaty pozwala uniknąć raka i zachować sprawność seksualną przez długi czas. Możesz się postarać, by
działała prawidłowo, i zmniejszyć prawdopodobieństwo zachorowania na
raka, uprawiając zalecane tutaj techniki "Seksualnego kung-fu" i regularnie ją masując. Jeżeli masz problemy z prostatą albo chcesz ich
uniknąć w przyszłości, zajrzyj do podrozdziału "Że niby co? Zapobieganie
problemom z prostatą i rozwiązywanie ich" w rozdziale 8.
Prostata, podobnie jak punkt G u kobiet, często jest bardzo wrażliwa na
stymulację seksualną. Nie bez przyczyny została nazwana "męskim punktem
G". Autorzy wspomnianej już książki The G Spot doszli do wniosku, że
"[...] do orgazmu u mężczyzn może dochodzić na skutek pobudzenia penisa
i pobudzenia prostaty". Sugerują, że różnica jest podobna jak między
orgazmem łechtaczkowym a pochwowym u kobiet. Mężczyźni przyznają, że
orgazm wywołany stymulacją prostaty jest zupełnie inny pod względem
emocjonalnym i fizycznym niż orgazm wywołany stymulacją penisa.
Im większe jest podniecenie mężczyzny i im bliżej do orgazmu, tym
bardziej wyczulona na bodźce erotyczne staje się prostata. To dlatego
badanie prostaty u lekarza i dotyk partnerki dostarczają zupełnie innych
wrażeń. (Kochankowie powinni pamiętać, że podniecenie rozchodzi się w ciele od przodu ku tyłowi, należy więc zaczekać, aż mężczyzna będzie
silnie pobudzony, i dopiero wtedy przystąpić do stymulowania prostaty).
Możecie to robić od zewnątrz, dotykając krocza w Punkcie Miliona Dolarów
(więcej o nim w dalszej części tego rozdziału) albo bardziej
bezpośrednio - przez odbyt. Jeżeli nie jesteś zbyt giętki, nie przyjdzie
ci to łatwo. Generalnie najlepiej ułożyć się na plecach z ugiętymi
kolanami i stopami opartymi o podłoże albo podciągnąć kolana do klatki
piersiowej. W takiej pozycji możesz wsunąć dobrze nawilżony palec do
odbytu i zagiąć go ku przodowi. Powinieneś poczuć coś w rodzaju orzecha
włoskiego o średnicy od dwóch i pół do pięciu centymetrów,
przylegającego do przedniej ściany jelita grubego - dotknąłeś prostaty.
Poruszając palcem w przód i w tył, delikatnie pocieraj ten gruczoł.
Możesz także naciskać go rytmicznie, różnicując tempo, czym pobudzisz
również bardzo wrażliwe nerwy otaczające odbyt. Jeżeli twoja partnerka
wyrazi chęć, może zrobić to samo. Jej będzie nieco wygodniej, upewnij
się tylko, czy ma krótkie paznokcie. Jeżeli oboje nie jesteście
zainteresowani zapuszczaniem się w głąb twojej odbytnicy, poprzestańcie
na dotykaniu krocza i zwieracza odbytu - to również stymuluje prostatę.
Kiedy pobudzanie prostaty doprowadzi cię do ejakulacji, płyn nasienny
raczej wypłynie, a nie wytryśnie. Miej na uwadze fakt, że taka
stymulacja jest głębsza i bardziej intensywna niż stymulacja genitalna,
dlatego może ci być o wiele trudniej zapanować nad podnieceniem. Działaj
powoli i staraj się nie doprowadzić samego siebie do szaleństwa.
Krocze (perineum)
Jest to dla seksu obszar o znaczeniu strategicznym, określany przez
taoistów mianem "Bramy życia i śmierci". Jego rola w zapobieganiu
ejakulacji to dobrze strzeżona tajemnica. W kroczu, tuż przed odbytem,
znajduje się Punkt Miliona Dolarów, nazywany tak ze względu na swą
wartość dla "Seksualnego kung-fu" (rys. 2). Pierwotnie był on znany jako
Punkt Miliona Sztuk Złota, gdyż prawdopodobnie tyle musiałbyś zapłacić w starożytnych Chinach, aby mistrz tao wskazał ci jego położenie.
(Mistrzowie tao byli świątobliwi, ale też musieli jakoś zarabiać na
życie). W następnym rozdziale będzie mowa o tym, jak za pomocą tego
punktu możesz zapanować nad ejakulacją.
Mięsień PC
Mięsień łonowo-guziczny, czyli PC (pubococcygeus) to grupa ważnych
włókien mięśniowych, biegnących od kości łonowej (łac. pubis) do
końcowego odcinka kręgosłupa, zwanego kością guziczną (łac. coccygis).
Mięsień ten jest podstawą twojego zdrowia seksualnego i ma zasadnicze
znaczenie dla twojej zdolności przeżywania wielokrotnych orgazmów. W następnym rozdziale znajdziesz ćwiczenia, które pozwolą ci wzmocnić ten
mięsień.
Jeżeli kiedykolwiek byłeś zmuszony pozostawać w łóżku przez dłuższy czas
albo nosić gips, miałeś okazję się przekonać, że mięśnie ulegają
zanikowi lub osłabieniu, kiedy nie pracują. Ta sama zasada dotyczy
twojego mięśnia seksu. Penis rzeczywiście może się cofnąć do wnętrza
ciała, jeśli nie jest regularnie używany. Doświadcza tego wielu
starszych mężczyzn, mających lata aktywności seksualnej za sobą. Taoiści
doskonale wiedzieli, że organy seksualne należy trenować tak samo jak
inne części ciała.
Odbyt
Bliskie sąsiedztwo prostaty i skupienie mnóstwa wrażliwych końcówek
nerwowych czyni z odbytu strefę wysoce erogenną, o czym miało okazję się
przekonać wielu mężczyzn - zarówno hetero-, jak i homoseksualnych.
Ludzie często się obawiają, że odbyt jest brudny, i uważają, że jego
stymulacja seksualna jest rzeczą nienaturalną. Po pierwsze zawsze
powinieneś się upewnić, że twój odbyt jest czysty, zanim go dotkniesz, a potem umyć wszystko, co miało z nim styczność (na przykład palce), zanim
przystąpisz do stymulowania pochwy partnerki, aby uniknąć przeniesienia
bakterii. A po drugie - po cóż odbyt miałby być tak wrażliwym seksualnie
miejscem, gdyby jego stymulacja była nienaturalna? Niejeden
heteroseksualny mężczyzna martwi się również, że jest gejem lub że
stanie się gejem, jeżeli będzie czerpał przyjemność z pobudzania odbytu.
Nie ma jednak żadnych dowodów wskazujących na powiązania między
wrażliwością tych okolic a homoseksualizmem. Homoseksualizm jest
orientacją, nie rodzajem praktyki seksualnej. Stymulowanie odbytu może
sprawiać przyjemność gejom i w nie mniejszym stopniu również
heteroseksualistom.
Sutki
Wielu mężczyzn ze zdumieniem odkrywa, że ich sutki są wrażliwe. Inni
mogą potrzebować regularnej stymulacji, aby rozbudzić znajdujące się w sutkach zakończenia nerwowe. Pieszczoty sutków to jedna z niedocenianych
i niepoznanych rozkoszy męskiej seksualności.
Twoja energia
Kiedy poznasz zasady przepływu energii w swoim organizmie, będziesz mógł
rozprzestrzeniać doznania orgazmu genitalnego na całe ciało, a także
dzięki energii seksualnej zwiększyć kreatywność i poprawić stan zdrowia.
Jak mówiliśmy we wstępie, "Seksualne kung-fu" wykształciło się jako
gałąź tradycyjnej medycyny chińskiej. Zasługą tej medycyny, jednego z najstarszych i najbardziej efektywnych systemów leczniczych świata, jest
wynalezienie tak sprawdzonych i skutecznych terapii jak akupunktura i akupresura. Według starożytnych chińskich lekarzy oprócz struktury
fizycznej masz również energię, która nieustannie krąży we wszystkich
komórkach twojego ciała.
Elektryka ciała
Odkąd zachodnie nauki przyrodnicze osiągnęły wyższy poziom, jesteśmy w stanie udowodnić, że nasze ciała są faktycznie wypełnione energią i ładunkami elektrycznymi. W magazynie "Discover" z lutego 1984 roku K.C.
Cole posłużył się następującym porównaniem: "Elektryczność jest niemal
na pewno najbardziej nieuchwytnym elementem naszej codzienności. Płynie
w ścianach naszych domów i kieruje życiem naszych komórek. Napędza
pociągi i nasze mózgi. Całe ciało ludzkie jest wielką machiną
elektryczną, a chemia organizmu, jak cała chemia, opiera się na
wiązaniach elektrycznych".
Podstawą diagnozy i leczenia w tradycyjnej medycynie chińskiej jest
zdolność człowieka do podtrzymania prawidłowego krążenia energii
bioelektrycznej w jego ciele. Jeżeli kiedykolwiek poddałeś się zabiegowi
akupunktury, doświadczyłeś w ciele krążenia tej energii, którą Chińczycy
nazywają qi. Jeżeli nie miałeś takiej sposobności, możesz poczuć swoje
własne qi dzięki prostemu eksperymentowi. Pocieraj jedną dłonią o drugą przez dziesięć sekund, a potem oddal je od siebie mniej więcej na
trzy centymetry. Jeżeli się skupisz, poczujesz przepływającą między nimi
energię.
Idea qi nie jest znana tylko w Chinach. John Mann i Larry Short,
autorzy książki The Body of Light (Substancja światła), naliczyli na
świecie czterdzieści dziewięć kultur, w których występuje słowo
stanowiące odpowiednik chi, na przykład prana w sanskrycie,
neyatoneyah w języku Indian Dakota, num - "punkt wrzenia" - w języku
Buszmenów z Kalahari. Zachód nie ma odpowiednika qi. W kulturze
Zachodu mówimy, że ktoś "czuje się naenergetyzowany" albo "ma niski
poziom energii", ale poza tym zwykle ignorujemy tę istotną część swojej
fizyczności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Po zapoznaniu się z tymi zapiskami Herant Katchadourian, autor klasycznego podręcznika Fundamentals of Human Sexuality, stwierdził: "Starożytni Chińczycy najwyraźniej znali różnicę między orgazmem ejakulacyjnym a bezejakulacyjnym. Ci, którzy opanowali sztukę osiągania tego drugiego, uniknęli przechodzenia przez okres refrakcji (nie tracili erekcji), co umożliwiało im odbywanie dłuższego stosunku i doświadczania wielu orgazmów bezejakulacyjnych". [wróć]
Prowadząc swoje słynne badania nad męską seksualnością, Kinsey odkrył, że "[...] orgazm może nastąpić bez wydzielania nasienia. Mężczyźni ci doświadczają prawdziwego orgazmu, który bez trudu rozpoznają, nawet jeżeli nie towarzyszy mu ejakulacja". Zob. A. Kinsey, Sexual Behavior in the Human Male, s. 158-159. [wróć]
W. Hartman, M. Fithian, Any Man Can, s. 157. [wróć]
Natalie Angier, "New York Times", 3 grudnia 1992. [wróć]
Wielu ludzi, którzy zaprzeczali temu, że mężczyzna może mieć orgazmy wielokrotne, myliło orgazm z ejakulacją. Pionierzy badań w dziedzinie seksu, William Masters i Virginia Johnson, zatytułowali jeden z rozdziałów swojej wydanej w 1966 roku książki "Orgazm mężczyzny (Ejakulacja)". Ustalili oni, że tylko nieliczni z badanych przez nich mężczyzn byli w stanie przeżyć powtórny orgazm po ejakulacji. Katchadourian wyjaśnia jednak: "Z bardziej aktualnych dowodów wynika, że wielokrotne szczytowanie nie jest taką rzadkością, jeżeli mężczyzna doświadcza orgazmu bez ejakulacji". Nawet Masters i Johnson ostatecznie wprowadzili rozróżnienie między orgazmem "[...] nagłymi rytmicznymi skurczami mięśni w rejonie miednicy oraz innych częściach ciała, które wyzwalają nagromadzone napięcie i którym towarzyszą doznania psychiczne" a ejakulacją, czyli "wydaleniem nasienia". Seksuologia taoistyczna zawsze nauczała mężczyzn, jak osiągać wielokrotne orgazmy, a nie wielokrotnie ejakulować. [wróć]
Szkoła psychoterapii Reicha wprowadza rozróżnienie między szczytowaniem (climax), czyli skurczami mięśni w rejonie genitaliów, a orgazmem, który określa jako skurcze rozprzestrzeniające się po całym ciele. Chociaż rozróżnienie to okazuje się przydatne w oddzielaniu szczytowania (i orgazmu) od ejakulacji, wydaje się zbyt sztywne. W sekwencji seksualnych przyjemności granica między szczytowaniem a orgazmem często bywa rozmyta. Dlatego na użytek tej książki będziemy traktować szczytowanie (czyli skurcze genitaliów) jako jeden z aspektów orgazmu. [wróć]
M.E. Dunn, J.E. Trost, Male Multiple Orgasms: A Descriptive Study, "Archives of Sexual Behavior", s. 382. [wróć]
Odkrycia te opublikowano w czasopiśmie "Nature". Voorhies pisze: "Seks i śmierć są dwoma fundamentalnymi, lecz słabo poznanymi aspektami życia. Często są ze sobą łączone, ponieważ reprodukcja pozbawia ciało ograniczonych zasobów niezbędnych do jego rozwoju i wypełniania funkcji życiowych. To zagarnięcie zasobów występujące u parzących się zwierząt, często zwane kosztami reprodukcji, zwykle przejawia się w ograniczeniu długości życia tych osobników. Ograniczenie długości życia samca jest spowodowane dodatkową produkcją nasienia, a nie aktywnością fizyczną towarzyszącą spółkowaniu. Wniosek ten znajduje poparcie w spostrzeżeniu, że zmutowany gen redukujący wytwarzanie spermy zwiększa o 65 procent przeciętną długość życia zarówno spółkujących samców, jak i obojnaków. Przeczy to tradycyjnemu przekonaniu, że produkcja dużych komórek jajowych jest bardziej kosztowna niż wytwarzanie małych plemników". Wayne A. Van Voorhies, Production of Sperm Reduces Nematode Lifespan, "Nature", nr 360, 3 grudnia 1992, s. 456-458. [wróć]