p

Mężczyzna multiorgazmiczny. Jak mężczyzna może ulepszyć swoje życie seksualne - Mantak Chia, Douglas Carlton Abrams

Kup ebooka

39.99 zł
30.79 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Podziękowania

Chcie­li­by­śmy wyra­zić wdzięcz­ność tym wszyst­kim mul­tior­ga­zmicz­nym męż­czy­znom i kobie­tom z całego świata, któ­rzy przy­czy­nili się do powsta­nia tej książki, szcze­rze opi­su­jąc swoje doświad­cze­nia oraz prak­tyki sek­su­alne. Poja­wia­jące się tu cytaty zaczerp­nę­li­śmy bez­po­śred­nio z wywia­dów i ankiet, a jeżeli zmie­ni­li­śmy je nieco, to jedy­nie dla­tego, by uczy­nić je bar­dziej zro­zu­mia­łymi.

Szcze­gól­nie pra­gniemy podzię­ko­wać instruk­to­rom Uzdra­wia­ją­cego Tao, któ­rzy wspie­rali nas mądro­ścią, doświad­cze­niem, humo­rem i przy­jaź­nią. Są to: Michael Winn, Mar­cia Ker­witt, B.J. San­terre, Masa­hiro Ouchi, Angela Shen, Louis Shen, Wal­ter Bec­kley, Ste­fan Sie­grist i Karl Dan­skin. Wraz z wie­loma innymi oso­bami latami pra­co­wali nad uprosz­cze­niem i udo­sko­na­le­niem opi­sa­nych tu tech­nik. Wdzięczni jeste­śmy także sek­su­olo­gom, któ­rzy swoją pio­nier­ską pracą wzbo­ga­cili naszą wie­dzę o wie­lo­krot­nych orga­zmach męż­czy­zny i przy­jem­no­ści sek­su­al­nej - tu zasłu­żeni są zwłasz­cza Wil­liam Hart­man, Mari­lyn Fithian, Ber­nie Zil­ber­geld, Marion Dunn, Alan i Donna Bau­ero­wie, Beverly Whip­ple, Alice Kahn Ladis, John Perry, Lon­nie Bar­bach, Bar­bara Keesling i oczy­wi­ście Alfred Kin­sey oraz Wil­liam Masters i Vir­gi­nia John­son. Prócz tego chcie­li­by­śmy wyra­zić uzna­nie licz­nym mistrzom i uczniom tao­izmu, dzięki któ­rym mogli­śmy wzbo­ga­cić swoją wie­dzę na temat sek­su­al­nego kung-fu. Należy do nich Douglas Wile, któ­rego mistrzow­skie dzieło Art of the Bed­cham­ber (Sztuka alkowy) stało się źró­dłem więk­szo­ści przy­kła­dów zawar­tych w tej książce. Dzię­ku­jemy też Megory Andre­son - za wszystko.

Dzię­ku­jemy rów­nież Heide Lange, naszej uta­len­to­wa­nej agentce. Jej doświad­cze­nie, intu­icja i ser­decz­ność były dla nas nie­wy­czer­pa­nym źró­dłem otu­chy pod­czas pisa­nia tej książki. Wdzięczni jeste­śmy Joh­nowi Loudo­nowi, naszemu zna­ko­mi­temu wydawcy, za to, że wie­rzył w tę książkę od samego początku i wspie­rał pracę nad nią.

Naszą wdzięcz­ność zaskar­bili sobie także inni ludzie z Har­per San Fran­ci­sco, któ­rzy prze­pro­wa­dzili tę książkę przez cały pro­ces powsta­wa­nia, a potem wypra­wili ją w świat. Są to w szcze­gól­no­ści Karen Levine, Joel Foti­nos, Rosana Fran­ce­scato, Carl Walesa, Ralph Fow­ler, Laura Beers i Peter Evers.

Przede wszyst­kim dzię­ku­jemy swoim życio­wym part­ner­kom i współ­au­tor­kom naszych ksią­żek, Mane­ewan Chia i Rachel Carl­ton Arava, dzięki któ­rym pozna­li­śmy sekret praw­dzi­wego zna­cze­nia tao.

Wstęp

Ponad trzy tysiące lat temu Chiń­czycy odkryli, że męż­czyźni mogą doświad­czać wie­lo­krot­nych orga­zmów, opóź­nia­jąc albo nawet powstrzy­mu­jąc wytrysk. Jest to moż­liwe, ponie­waż orgazm i eja­ku­la­cja to dwa oddzielne pro­cesy, choć Zachód od dawna je ze sobą utoż­sa­mia. Wpraw­dzie sta­ro­żyt­nym Chiń­czy­kom bra­ko­wało pre­cy­zji dzi­siej­szych naukow­ców, zapi­sy­wali oni jed­nak szcze­gó­łowo swoje odkry­cia z myślą o przy­szłych poko­le­niach bada­czy sfer seksu i ducho­wo­ścip1.

Na Zacho­dzie dopiero w latach czter­dzie­stych ubie­głego wieku Alfred Kin­sey, pio­nier nauko­wego podej­ścia do seksu, dono­sił o podob­nych odkry­ciachp2. Mimo to dziś, kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej, gdy jego twier­dze­nia już wie­lo­krot­nie poparły wyniki badań labo­ra­to­ryj­nych, więk­szość męż­czyzn pozo­staje nie­świa­doma swo­jego mul­tior­ga­zmicz­nego poten­cjału. Pozba­wieni tej wie­dzy oraz nie­zna­jący kon­kret­nych tech­nik męż­czyźni nie są w sta­nie odczuć róż­nicy mię­dzy cre­scendo orga­zmu a salwą eja­ku­la­cji.

To błąd, że w kul­tu­rze Zachodu męska sek­su­al­ność kon­cen­truje się na dąże­niu do nie­uchron­nie roz­cza­ro­wu­ją­cego celu, jakim jest wytrysk ("spusz­cze­nie się"), zamiast na dostar­cza­ją­cym orga­zmicz­nej roz­ko­szy pro­ce­sie cie­le­snego obco­wa­nia ze sobą. Książka ta poka­zuje męż­czy­znom, jak mogą oddzie­lić w sobie orgazm od eja­ku­la­cji i zamie­nić ulotny moment roz­ła­do­wa­nia napię­cia sek­su­al­nego w serię nie­zli­czo­nych wzlo­tów ogar­nia­ją­cych całe ciało. Jeden z mul­tior­ga­zmicz­nych męż­czyzn ujął to tak: "Po zwy­czaj­nym wytry­sku moja przy­jem­ność szybko mija. Zupeł­nie ina­czej jest z wie­lo­krot­nymi orga­zmami. Osią­gnięta dzięki nim roz­kosz prze­peł­nia mnie cały dzień. Dozna­nie to zdaje się nie mieć gra­nic. Dodat­kową korzy­ścią z tej prak­tyki jest przy­pływ sił wital­nych, toteż ni­gdy nie czuję się zmę­czony. Teraz mogę upra­wiać seks tak długo, jak zechcę. Nie jest tak, że ciało panuje nade mną, to ja panuję nad cia­łem. Cze­góż wię­cej mógłby żądać męż­czyzna?".

Książka ta poka­zuje rów­nież męż­czy­znom, jak mogą wyko­rzy­stać mul­tior­ga­zmiczny poten­cjał part­ne­rek. Pewien czło­wiek, który przez trzy mie­siące sto­so­wał się do zawar­tych w niej porad, tak opi­sał swoje doświad­cze­nia: "Odkąd zaczą­łem prak­ty­ko­wać te tech­niki, sypia­łem z trzema kobie­tami. Wszyst­kie trzy oznaj­miły, że byłem ich naj­lep­szym kochan­kiem. Dosłow­nie wprost powie­działy mi, że z nikim nie było im tak dobrze".

Kobiety po prze­czy­ta­niu tej książki poznają taj­niki męskiej sek­su­al­no­ści, z któ­rych nie­wiele osób płci obojga zdaje sobie sprawę. Pary, które prze­czy­tają ją razem, wzniosą się na taki poziom sek­su­al­nej eks­tazy i sek­su­al­nego zado­wo­le­nia, o jakim nawet im się nie śniło. Part­nerka pew­nego mul­tior­ga­zmicz­nego męż­czy­zny stwier­dziła: "W łóżku zawsze było nam dobrze, ale teraz, gdy każde z nas doświad­cza wielu fal roz­ko­szy, nasze poży­cie stało się dużo bogat­sze i bar­dziej wywa­żone. Wie­lo­krotne orga­zmy są jed­nak tylko wstę­pem do głęb­szych zmian, które owe prak­tyki wywo­łały w naszym związku. Nasza miłość jest teraz znacz­nie głęb­sza i bar­dziej intymna".

Męż­czyźni mogą doświad­czać wie­lo­krot­nych orga­zmów. Ten fakt jest dla więk­szo­ści z nas tak zaska­ku­jący, że aż trudno nam uwie­rzyć w jego praw­dzi­wość. Należy pamię­tać, że wie­lo­krotne orga­zmy kobiet dopiero w ciągu ostat­nich czter­dzie­stu lat zostały uznane i zaak­cep­to­wane jako "nor­malne". Jesz­cze bar­dziej zadzi­wia­jące jest to, jak wiele kobiet zaczęło ich doświad­czać, kiedy powie­dziano im, że są one moż­liwe. Od lat pięć­dzie­sią­tych minio­nego stu­le­cia, kiedy to Kin­sey badał kobiecą sek­su­al­ność, liczba kobiet prze­ży­wa­ją­cych wie­lo­krotne orga­zmy ule­gła potro­je­niu, z 14 do prze­szło 50 pro­centp3! W latach osiem­dzie­sią­tych dwu­dzie­stego wieku sek­su­olo­dzy Wil­liam Hart­man i Mari­lyn Fithian odkryli, że 12 pro­cent męż­czyzn będą­cych obiek­tem ich badań może doświad­czać orga­zmów wie­lo­krot­nych. Kiedy męż­czyźni się dowie­dzieli, że mają ów poten­cjał, i opa­no­wali kilka pro­stych tech­nik, ta liczba zaczęła wzra­stać.

Auto­rzy tej książki czer­pią ze sta­ro­żyt­nych prak­tyk tao­istycz­nych i z naj­now­szej wie­dzy nauko­wej, aby poka­zać czy­tel­ni­kom, jak oddzie­lić orgazm od eja­ku­la­cji, jak dozna­wać wie­lo­krot­nych orga­zmów i jak popra­wić ogólny stan zdro­wia. Pier­wot­nie tao­iści byli w sta­ro­żyt­nych Chi­nach (około VI w. p.n.e.) grupą poszu­ki­wa­czy, któ­rzy zgłę­biali taj­niki zdro­wia i ducho­wo­ści. Cho­ciaż opra­co­wane przez nich metody mają już ponad dwa tysiące lat, nie stra­ciły swo­jej mocy. Opi­sane tu tech­niki tra­fiły do świata Zachodu zale­d­wie pięt­na­ście lat temu. Wywo­łały cichą rewo­lu­cję sek­su­alną wśród zwy­czaj­nych męż­czyzn, któ­rzy je sto­so­wali i dowie­dli ich sku­tecz­no­ści. Auto­rzy żywią prze­ko­na­nie, że jedy­nych wia­ry­god­nych dowo­dów dostar­cza ciało każ­dego męż­czyzny. Mają nadzieję, że gdy czy­tel­nik przyj­mie lub odrzuci zawarte w tej książce infor­ma­cje, będzie bazo­wał na swo­ich oso­bi­stych doświad­cze­niach.

Wie­lo­krotny orgazm nie jest zare­zer­wo­wany wyłącz­nie dla doj­rze­wa­ją­cych mło­dzień­ców, cie­szą­cych się nie­by­wa­łym szczę­ściem star­szych panów albo dla wyznaw­ców okre­ślo­nych reli­gii. Trzy­dzie­sto­pa­ro­letni sprze­dawca pro­gra­mów kom­pu­te­ro­wych, który sam sie­bie nazwał "cynicz­nym i spię­tym nowo­jor­czy­kiem", pew­nego wie­czoru zajął się ćwi­cze­niami opi­sa­nymi w tej książce i prze­żył sześć orga­zmów z rzędu: "Orga­zmy przy­cho­dziły jeden po dru­gim i były coraz moc­niej­sze. Niczego podob­nego dotych­czas nie doświad­czy­łem. Ale naj­bar­dziej zdu­mie­wa­jące było to, że wła­śnie zaczy­na­łem czuć się chory z prze­mę­cze­nia, a następ­nego ranka obu­dzi­łem się zdrowy i pełen ener­gii jak ni­gdy dotąd". Zgod­nie z zasa­dami tao­istycz­nych prak­tyk sek­su­al­nych prze­ży­wa­nie wie­lo­krot­nych orga­zmów bez wytry­sku zwy­kle pomaga męż­czyź­nie osią­gnąć dosko­nały stan zdro­wia, a nawet - może­cie w to wie­rzyć albo nie - prze­dłuża mu życie.

Tao­istyczna sztuka kocha­nia, zwana rów­nież "Sek­su­al­nym kung-fu", kie­dyś była dzie­dziną chiń­skiej medy­cyny ("kung-fu" zna­czy dosłow­nie "mistrzo­stwo", zatem "Sek­su­alne kung-fu" to po pro­stu "sek­su­alne mistrzo­stwo"). Sta­ro­żytni tao­iści byli leka­rzami, zaj­mo­wali się fizycz­nym sta­nem zdro­wia i zaspo­ko­je­niem cie­le­snych pra­gnień. Sek­su­alne kung-fu pomaga męż­czy­znom nabrać sił wital­nych i zyskać dłu­go­wiecz­ność, bo pozwala im unik­nąć wycień­cze­nia, nastę­pu­ją­cego po eja­ku­la­cji - powstrzy­muje, w dosłow­nym sen­sie, utratę soków.

W roz­dziale 1 przed­sta­wimy pocho­dzące z kul­tur Wschodu i Zachodu dowody na ist­nie­nie wie­lo­krot­nego orga­zmu u męż­czyzn. Omó­wimy także wyniki naj­now­szych badań nauko­wych, potwier­dza­jące prze­świad­cze­nie sta­ro­żyt­nych tao­istów o zna­cze­niu szczy­to­wa­nia bez wytry­sku. Pre­zen­tu­jąc to zaska­ku­jące odkry­cie, "New York Times" pod­su­mo­wał: "Wytwa­rza­nie spermy jest o wiele trud­niej­sze, niż wyobra­żali to sobie naukowcy, i anga­żuje zasoby, które w innej sytu­acji zapew­niają męż­czyź­nie dłu­gie lata zdro­wia"p4.

Jed­nak teo­ria bez prak­tyki jest bez­u­ży­teczna. Dla­tego w roz­dzia­łach 2 i 3 znaj­dziesz "ćwi­cze­nia solo", które możesz wyko­ny­wać, aby uwol­nić w sobie mul­tior­ga­zmiczny poten­cjał - nie­za­leż­nie od tego, czy masz part­nerkę, czy nie. Wielu męż­czyzn zaczyna doświad­czać wie­lo­krot­nych orga­zmów po tygo­dniu lub dwóch, a więk­szość jest w sta­nie opa­no­wać przed­sta­wione tu tech­niki w ciągu od trzech do sze­ściu mie­sięcy.

W roz­dzia­łach 4 i 5 poznasz "ćwi­cze­nia w parze", które pozwolą ci podzie­lić się z part­nerką taj­ni­kami "Sek­su­al­nego kung-fu" i zapew­nić jej przy­jem­ność, o jakiej nawet nie śniła.

Cho­ciaż kobiety mogą wiele sko­rzy­stać na lek­tu­rze całej tej książki, roz­dział 6 napi­sa­li­śmy spe­cjal­nie dla nich. Wyja­śnia on, co powinny wie­dzieć, aby pomóc part­ne­rom - a także sobie - w osią­gnię­ciu mul­tior­ga­zmicz­nych unie­sień.

Z kolei roz­dział 7 napi­sa­li­śmy z myślą o gejach. Zapre­zen­to­wa­li­śmy tam spe­cjalne prak­tyki, które powinni opa­no­wać, aby wieść speł­nione, zdrowe życie sek­su­alne i osią­gać wie­lo­krotne orga­zmy.

Roz­dział 8 odnosi się do męskich pro­ble­mów sek­su­al­nych: przed­wcze­snego wytry­sku, impo­ten­cji i bez­płod­no­ści. Tao­istyczna sztuka kocha­nia zna wiele spo­so­bów na prze­zwy­cię­że­nie owych pro­ble­mów.

I w końcu roz­dział 9 zawiera porady, dzięki któ­rym męż­czyźni oraz ich part­nerki mogą całe życie cie­szyć się sek­su­al­nymi unie­sie­niami. Zaczyna się on frag­men­tem prze­zna­czo­nym dla męż­czyzn w śred­nim wieku i star­szych, czę­sto doświad­cza­ją­cych osła­bie­nia ape­tytu sek­su­al­nego oraz spadku poten­cji. Pre­zen­tu­jemy wyniki badań z udzia­łem mul­tior­ga­zmicz­nych męż­czyzn, które zadają kłam powszech­nemu prze­świad­cze­niu, że męż­czyźni osią­gają punkt szczy­towy moż­li­wo­ści sek­su­al­nych przed dwu­dzie­stym rokiem życia, a potem z wolna je tracą. Tao­iści zawsze wie­dzieli, że jeśli męż­czyzna rozu­mie naturę swo­jej sek­su­al­no­ści, to kiedy wkra­cza w wiek doj­rzały, jego sek­su­al­ność staje się dosko­nal­sza.

W tym roz­dziale powie­dzie­li­śmy rów­nież, jak męż­czy­zna może pomóc swo­jemu synowi roz­po­cząć zdrowe i satys­fak­cjo­nu­jące życie sek­su­alne. Gdyby tylko nasi ojco­wie o tym wie­dzieli!

W Chi­nach powstały pierw­sze - naj­bar­dziej wszech­stronne i szcze­gó­łowe - porad­niki na temat seksu. Dzięki swo­jej książce chcemy kon­ty­nu­ować wie­lo­wie­kową tra­dy­cję ich pisa­nia. Dajemy męż­czy­znom oraz ich part­ner­kom prze­wod­nik, który odmieni sferę ich sek­su­al­no­ści.

Choć w tao­izmie sek­su­al­ność i ducho­wość pozo­stają w ści­słym związku, zda­jemy sobie sprawę, że jed­nych czy­tel­ni­ków będą inte­re­so­wać wyłącz­nie wska­zówki prak­tyczne, pod­czas gdy dru­dzy zechcą dowie­dzieć się cze­goś wię­cej na temat uświę­co­nego wymiaru miło­ści cie­le­snej. Zaczy­namy od zapre­zen­to­wa­nia pod­sta­wo­wych metod, z któ­rymi musi zazna­jo­mić się każdy, by zacząć doświad­czać wie­lo­krot­nych orga­zmów, a póź­niej stop­niowo wpro­wa­dzamy tech­niki bar­dziej wyra­fi­no­wane. Są one prze­zna­czone dla tych czy­tel­ni­ków, któ­rzy pra­gną wyko­rzy­stać swoją sek­su­al­ność, by popra­wić swoje zdro­wie i roz­wi­jać się duchowo.

Warto wspo­mnieć, że nie jest to książka na temat tao­izmu - jego filo­zo­ficz­nego lub reli­gij­nego aspektu. Jeden z jej auto­rów, Man­tak Chia, ma w dorobku ponad dzie­sięć ksią­żek obja­śnia­ją­cych nie­zwy­kle dro­bia­zgowo taj­niki tej sta­ro­żyt­nej tra­dy­cji. Pomo­gła mu ona opra­co­wać wszech­stronny sys­tem lecze­nia, zwany Uzdra­wia­ją­cym Tao. W tej książce pre­zen­tu­jemy tech­niki o sku­tecz­no­ści potwier­dzo­nej bada­niami nauko­wymi. Kie­ru­jemy ją do tych czy­tel­ni­ków, któ­rym zależy na głęb­szym doświad­cza­niu wła­snej sek­su­al­no­ści, a nie do tych, któ­rzy szu­kają nowej reli­gii.

Mamy nadzieję, że nasze dzieło zaini­cjuje dal­sze poszu­ki­wa­nia naukowe, mogące potwier­dzić lub zwe­ry­fi­ko­wać jego treść. Wie­rzymy, że czasy izo­la­cji i kul­tu­ro­wego szo­wi­ni­zmu bez­pow­rot­nie minęły. Wschód i Zachód mogą dzie­lić się wie­dzą z pożyt­kiem dla wszyst­kich nowo­cze­snych kochan­ków, któ­rzy w tej epoce - epoce cie­le­snego cha­osu - szu­kają sek­su­al­nego speł­nie­nia.

Roz­dział 1

Dowód tkwi w twoich spodniach

Być może doświad­cza­łeś już wie­lo­krot­nych orga­zmów. Choć wydaje się to zaska­ku­jące, wielu męż­czyzn jest do tego zdol­nych, zanim wkro­czy w wiek doj­rze­wa­nia i zacznie eja­ku­lo­wać. Z bada­nia Kin­seya wynika, że nie­mal połowa chłop­ców w wieku poprze­dza­ją­cym doj­rze­wa­nie jest zdolna do osią­gnię­cia dru­giego orga­zmu wkrótce po pierw­szym, a pra­wie jedna trze­cia może prze­ży­wać pięć lub wię­cej orga­zmów jeden po dru­gim. Dopro­wa­dziło to Kin­seya do wnio­sku, że "szczy­to­wa­nie jest moż­liwe bez eja­ku­la­cji".

Wie­lo­krotne orga­zmy nie są zare­zer­wo­wane wyłącz­nie dla chłop­ców na progu doj­rze­wa­nia. Kin­sey pisze: "Ist­nieją męż­czyźni w bar­dziej zaawan­so­wa­nym wieku, nawet po trzy­dzie­stce i starsi, zdolni do takiej wydaj­no­ści". W swo­jej książce Fun­da­men­tals of Human Sexu­ality (Pod­stawy ludz­kiej sek­su­al­no­ści) dok­tor Herant Kat­cha­do­urian zauwa­żył: "Nie­któ­rzy męż­czyźni są w sta­nie powstrzy­mać wydzie­la­nie nasie­nia, kiedy doświad­czają skur­czów orga­zmicz­nych - innymi słowy mają orgazm bez wytry­sku (bez­e­ja­ku­la­cyjny). Po takich orga­zmach nie nastę­puje okres refrak­cji (który wiąże się z utratą erek­cji), co pozwala tym męż­czy­znom na prze­ży­wa­nie nastę­pu­ją­cych po sobie lub wie­lo­krot­nych orga­zmów - jak u kobiet".

Dla­czego więk­szość męż­czyzn traci zdol­ność prze­ży­wa­nia wie­lo­krot­nych orga­zmów? Być może eja­ku­la­cja jest dla wielu z nich doświad­cze­niem tak sil­nym, że przy­ćmiewa orgazm. Poza tym siła tego doświad­cze­nia spra­wia, że męż­czyźni tracą zdol­ność roz­gra­ni­cze­nia mię­dzy jed­nym a dru­gim. Pewien mul­tior­ga­zmiczny męż­czyzna tak wspo­mina swoją pierw­szą eja­ku­la­cję: "Wciąż pamię­tam to dokład­nie. Szczy­to­wa­łem wtedy jak zwy­kle, ale tym razem wytry­snął ze mnie biały płyn. Myśla­łem, że umie­ram. Przy­rze­kłem Bogu, że ni­gdy wię­cej nie będę się mastur­bo­wał. Oczy­wi­ście wytrwa­łem w tym posta­no­wie­niu jeden dzień".

Ponie­waż orgazm i eja­ku­la­cję zwy­kle dzielą sekundy, łatwo je ze sobą pomy­lićp5. Aby móc prze­ży­wać orga­zmy wie­lo­krotne, musisz zyskać (a nie­wy­klu­czone, że odzy­skać) zdol­ność roz­gra­ni­cza­nia tych dwóch doznań zwią­za­nych ze sta­nem pod­nie­ce­nia. Pozwoli ci to roz­ko­szo­wać się orga­zmem bez eja­ku­la­cji. Kiedy zro­zu­miesz, jak bar­dzo orgazm i eja­ku­la­cja róż­nią się od sie­bie, łatwiej ci będzie roz­róż­niać je w twoim ciele.

Fale mózgowe i odruchy

Orgazm jest jed­nym z naj­bar­dziej inten­syw­nych i satys­fak­cjo­nu­ją­cych ludz­kich doznań. Jeżeli kie­dy­kol­wiek go prze­ży­łeś - a prze­żyli go nie­mal wszy­scy męż­czyźni - nie muszę ci tłu­ma­czyć, na czym polega. U każ­dego czło­wieka orgazm jest nieco inny. Zda­rza się też, że jest nieco inny u tej samej osoby w róż­nych sytu­acjach. Nie­mniej męskie orga­zmy mają pewne cechy wspólne: naj­pierw ryt­miczne ruchy ciała, przy­spie­szone tętno i zwięk­szone napię­cie mię­śni, a potem gwał­towne roz­luź­nie­nie, obej­mu­jące skur­cze w rejo­nie mied­nicy. One też są przy­jemne. Trzy­na­ste wyda­nie dzieła Smith's Gene­ral Uro­logy (Uro­lo­gia ogólna Smi­tha) zawiera stwier­dze­nie: "Orgazm jest naj­sła­biej pozna­nym pro­ce­sem sek­su­al­nym". Zawiera rów­nież infor­ma­cję, że skła­dają się na niego "nie­kon­tro­lo­wane ryt­miczne skur­cze zwie­ra­cza odbytu, hiper­wen­ty­la­cja (zwięk­szona czę­sto­tli­wość odde­chu), tachy­kar­dia (przy­spie­sze­nie akcji serca) i wzrost ciśnie­nia krwi".

Opisy te doty­czą zmian, które zacho­dzą w całym ciele. Mimo to bar­dzo długo orgazm był postrze­gany - a przez wielu męż­czyzn na­dal jest postrze­gany - jako pro­ces ogra­ni­czony do obszaru geni­ta­liów. W świe­cie Zachodu jako pierw­szy Wil­helm Reich w swo­jej kon­tro­wer­syj­nej książce Funk­cja orga­zmu2 wyka­zał, że orgazm zacho­dzi w całym cielep6. Na Wscho­dzie tao­iści od dawna wie­dzieli, że orgazm może być dozna­niem obej­mu­ją­cym całe ciało, i opra­co­wali tech­niki pozwa­la­jące spo­tę­go­wać przy­jem­ność, którą daje.

Orgazm, jak dowo­dzi wielu współ­cze­snych naukow­ców zgłę­bia­ją­cych taj­niki seksu, ma tak naprawdę wię­cej wspól­nego z naszym mózgiem niż z naszymi mię­śniami. Bada­nia fal mózgo­wych dały począ­tek odkry­ciu, że orgazm zacho­dzi przede wszyst­kim w mózgu. Można prze­żyć orgazm we śnie, i to bez udziału dotyku, co zdaje się potwier­dzać tę teo­rię. Podob­nego zda­nia był Robert J. Heath, neu­ro­log z Tulane Uni­ver­sity. Odkrył on, że pewne czę­ści mózgu pobu­dzane elek­tro­dami wywo­łują dozna­nia sek­su­alne takie same, jak te będące efek­tem sty­mu­la­cji fizycz­nej. Wielu tera­peu­tów sek­su­olo­gów z lubo­ścią powta­rza, że seks odbywa się w mózgu. W stwier­dze­niu tym jest tro­chę prawdy, zwłasz­cza jeśli cho­dzi o orgazm.

W prze­ci­wień­stwie do orga­zmu, który jest szczy­tem doznań emo­cjo­nal­nych i fizycz­nych, eja­ku­la­cja to po pro­stu odruch. Jak wyja­śnia Michael Winn, mistrz Uzdra­wia­ją­cego Tao i współ­au­tor książki Miło­sny poten­cjał męż­czy­zny3: "Wielu męż­czyzn wpada w panikę na samą myśl o orga­zmie bez wytry­sku, gdyż upra­wiają seks eja­ku­la­cyjny od dłu­giego czasu, czę­sto przez całe dekady. Przede wszyst­kim należy zatem zde­ma­sko­wać praw­dziwe obli­cze eja­ku­la­cji, która jest tylko mimo­wol­nym skur­czem mię­śni".

Dzięki ćwi­cze­niom jesteś w sta­nie nauczyć się doświad­czać orga­zmu bez eja­ku­la­cji. W kolej­nych dwóch roz­dzia­łach wyja­śnimy dokład­nie krok po kroku, jak oddzie­lić orgazm od eja­ku­la­cji i jak roz­prze­strze­nić dozna­nie orga­zmu na całe ciało. Naj­pierw jed­nak przyj­rzyjmy się dowo­dom na to, że męż­czyźni, podob­nie jak kobiety, są zdolni doświad­czać orga­zmów wie­lo­krot­nych.

Udowodnij to

Praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej roz­le­głe bada­nia labo­ra­to­ryjne nad orga­zmami wie­lo­krot­nymi u męż­czyzn prze­pro­wa­dzili Wil­liam Hart­man i Mari­lyn Fithian. Prze­ba­dali oni trzy­dzie­stu trzech męż­czyzn, uwa­ża­ją­cych się za mul­tior­ga­zmicz­nych - to zna­czy takich, któ­rzy są w sta­nie prze­żyć dwa orga­zmy lub wię­cej, nie tra­cąc erek­cji.

Rysu­nek 1. Wykres stanu pobu­dze­nia mul­tior­ga­zmicz­nego męż­czy­zny. Źró­dło: Hart­man i Fithian.

Męż­czyźni ci w labo­ra­to­rium upra­wiali seks ze swo­imi part­ner­kami, a Hart­man i Fithian moni­to­ro­wali akcję serca każ­dego z nich, gdyż uznali to za naj­bar­dziej wia­ry­godną metodę roz­po­zna­wa­nia orga­zmu. W sta­nie spo­czynku tętno czło­wieka wynosi prze­cięt­nie 70 ude­rzeń na minutę, pod­czas orga­zmu nie­mal się podwaja (docho­dzi do 120 ude­rzeń), a po orga­zmie wraca do war­to­ści spo­czyn­ko­wej (rys. 1). Obser­wa­cji pod­dano rów­nież u tych męż­czyzn skur­cze mię­śni w rejo­nie mied­nicy (ich naj­wy­raź­niej­szym prze­ja­wem jest nie­kon­tro­lo­wane zaci­ska­nie zwie­ra­cza odbytu), pokry­wa­jące się z przy­spie­sze­niem tętna w trak­cie orga­zmu. Wyniki były dosyć zaska­ku­jące - wykresy stanu pobu­dze­nia bada­nych męż­czyzn były iden­tyczne jak wykresy pobu­dze­nia mul­tior­ga­zmicz­nych kobiet.

Męska i kobieca sek­su­al­ność mogą być bar­dziej podobne, niż się powszech­nie sądzi. Jest to zro­zu­miałe z ana­to­micz­nego punktu widze­nia: męskie i żeń­skie geni­ta­lia wykształ­cają się w okre­sie pło­do­wym z tych samych tka­nek. W swo­jej słyn­nej książce The G Spot and Other Recent Disco­ve­ries About Human Sexu­alilty (Punkt G oraz inne naj­now­sze odkry­cia doty­czące sek­su­al­no­ści czło­wieka) Alice Ladas, Beverly Whip­ple i John Perry dowo­dzą, że męska i kobieca sek­su­al­ność są nie­mal iden­tyczne. Wysu­nęli oni rów­nież tezę, że męż­czyźni mogą doświad­czać wie­lo­krot­nych orga­zmów podob­nie jak ich part­nerki. Poza tym sporo miej­sca poświę­cili odkry­ciu punktu G u kobiet (wię­cej o punk­cie G napi­sa­li­śmy w roz­dziale 4).

W trak­cie eks­pe­ry­mentu Hart­mana i Fithian badani męż­czyźni osią­gali śred­nio cztery orga­zmy. Kilku szczy­to­wało co naj­mniej dwa razy, a jeden aż szes­na­ście razy! Rów­nież Marion Dunn i Jan Trost prze­pro­wa­dzili bada­nie, w któ­rym więk­szość męż­czyzn miała od dwóch do dzie­wię­ciu orga­zmów pod­czas jed­nego sto­sunkup7.

Warto wspo­mnieć, że w sek­su­olo­gii tao­istycz­nej cho­dzi nie o noto­wa­nie wyni­ków i bicie rekor­dów, ale o speł­nie­nie i dąże­nie do dosko­na­ło­ści. Możesz czuć się usa­tys­fak­cjo­no­wany jed­nym orga­zmem, trzema lub szes­na­stoma orga­zmami. Twój sek­su­alny poten­cjał wra­sta, kiedy sta­jesz się bar­dziej świa­domy swo­ich cie­le­snych doznań i dosko­na­lisz umie­jet­ność intym­nego obco­wa­nia z part­nerką. Każdy czło­wiek jest inny i każde doświad­cze­nie sek­su­alne jest inne, a "wła­ściwa" liczba orga­zmów zależy od tego, na co ty i twoja part­nerka w danej chwili macie ochotę. Kiedy sta­jesz się zdolny do prze­ży­wa­nia orga­zmów wie­lo­krot­nych, nie musisz się mar­twić, jak długo wytrzy­masz albo ile razy szczy­to­wała twoja kochanka, ponie­waż oboje może­cie mieć tyle orga­zmów, ile tylko zechce­cie.

Mała śmierć

Jako leka­rze mistrzo­wie tao zaj­mo­wali się sek­su­al­no­ścią, ponie­waż była dla nich jed­nym z ele­men­tów ogól­nego stanu zdro­wia czło­wieka. Prak­ty­ko­wali "Sek­su­alne kung-fu", bo odkryli, że wytrysk pozba­wia męż­czy­znę ener­gii. Praw­do­po­dob­nie zauwa­ży­łeś u sie­bie spa­dek ener­gii i ogólne zmę­cze­nie po eja­ku­la­cji. Cho­ciaż chcesz oka­zać zain­te­re­so­wa­nie sek­su­al­nymi i emo­cjo­nal­nymi potrze­bami part­nerki, twoje ciało domaga się wyłącz­nie snu. Jak ujął to pewien mul­tior­ga­zmiczny męż­czy­zna: "Po wytry­sku poduszka wydaje mi się o wiele atrak­cyj­niej­sza od mojej dziew­czyny".

Wize­ru­nek nie­za­spo­ko­jo­nej kobiety, któ­rej part­ner docho­dzi i z wes­tchnie­niem na nią opada, jest tak powszechny, że stał się przed­mio­tem dow­ci­pów. Ale wyczer­pa­nie ogar­nia­jące męż­czy­znę po eja­ku­la­cji to zja­wi­sko rów­nie wie­kowe, jak pierw­sze miło­sne unie­sie­nia. Peng Tsy, który na dwo­rze sław­nego Żół­tego Cesa­rza peł­nił funk­cję doradcy w spra­wach seksu, tak oto pisał przed nie­mal pię­cioma tysią­cami lat: "Po wytry­sku męż­czy­zna jest zmę­czony, w uszach mu szumi, powieki ma cięż­kie i chce mu się spać. Doskwiera mu pra­gnie­nie, a jego członki są odrę­twiałe i zesztyw­niałe. Cie­szy się krótką chwilą unie­sie­nia, ale potem cze­kają go dłu­gie godziny wyczer­pa­nia".

Nie­któ­rzy ludzie Zachodu także przy­wią­zują wagę do zacho­wa­nia ener­gii sek­su­al­nej. Spor­tow­com znane jest uczu­cie osła­bie­nia i apa­tii po wytry­sku, dla­tego w noc poprze­dza­jącą zawody powstrzy­mują się od seksu. Podob­nie postę­pują arty­ści - rezy­gnują z seksu przed wystę­pem. Muzyk jaz­zowy Miles Davis tak to wyja­śnił w wywia­dzie dla maga­zynu "Play­boy":

Davis: Nie możesz naj­pierw szczy­to­wać, a potem wal­czyć lub grać. Nie podo­łasz. Kiedy jestem gotowy, docho­dzę, ale póź­niej nie jestem w sta­nie grać.

Play­boy: Wyja­śnij to dosłow­nie.

Davis: Zapy­taj Muham­mada Alego. Gdyby wcze­śniej miał wytrysk, nie wytrzy­małby na ringu dwóch minut. Kur­czę, nawet mnie by nie pod­sko­czył!

Play­boy: Sta­nął­byś do walki z Muham­ma­dem Alim, żeby to udo­wod­nić?

Davis: Tak, zmie­rzył­bym się z nim, tylko on musiałby obie­cać, że przed­tem kogoś wydup­czy. W prze­ciw­nym razie nie wal­czę. Szczy­tu­jąc, pozby­wasz się całej ener­gii. Tra­cisz ją bez reszty. Jeśli zamie­rzasz się pie­przyć przed wystę­pem, jak potem dasz coś z sie­bie na sce­nie?

Miles Davis nie był zbyt roman­tyczny, ale też nie owi­jał w bawełnę. Jako jeden z naj­więk­szych trę­ba­czy świata zda­wał sobie sprawę, że eja­ku­la­cja pozba­wia go ener­gii, co odbija się na jego muzyce. Nie­stety, jak więk­szość męż­czyzn nie wie­dział, że mógłby upra­wiać tyle seksu, ile dusza zapra­gnie, a nawet prze­ży­wać orga­zmy przed każ­dym wystę­pem, o ile nie towa­rzy­szy­łaby im eja­ku­la­cja. Mogłoby to nawet popra­wić jego wydaj­ność na sce­nie.

Cho­ciaż zawo­dowi muzycy i bok­se­rzy bar­dziej odczu­wają skutki wytry­sku, osta­tecz­nie wszy­scy męż­czyźni doświad­czają po nim takiego samego osła­bie­nia. Pewien mul­tior­ga­zmiczny męż­czy­zna zauwa­żył: "Jeżeli docho­dzi do wytry­sku, tak naprawdę odczu­wam to rano. Powłó­czę nogami i jestem zmę­czony całe przed­po­łu­dnie. Kiedy prze­ży­wam wie­lo­krotny orgazm bez eja­ku­la­cji, budzę się rześki i potrze­buję mniej snu". Inny męż­czy­zna, który wra­cał do sie­bie po prze­wle­kłej cho­ro­bie, stwier­dził: "Zawsze mia­łem silny popęd sek­su­alny, więc eja­ku­lo­wa­łem czę­sto, raz czy dwa razy dzien­nie. A z każ­dym wytry­skiem moje zdro­wie się pogar­szało, ponie­waż tra­ci­łem mnó­stwo ener­gii". Wielu męż­czyzn, zwłasz­cza mło­dych, może nie zauwa­żać tego osła­bie­nia, dopóki nie doj­dzie u nich do wytry­sku w trak­cie cho­roby albo po cięż­kiej pracy.

Na Zacho­dzie przy­jęło się, że eja­ku­la­cja to nie­uchronne następ­stwo pod­nie­ce­nia męż­czy­zny i że ozna­cza ona koniec sto­sunku sek­su­al­nego. W Chi­nach leka­rze już dawno odkryli, że cena za przy­jem­ność, to, co Fran­cuzi nazy­wają le petit mort (małą śmier­cią) nie­bez­piecz­nie uszczu­pla męskie siły witalne, ale na szczę­ście nie trzeba tej ceny pła­cić.

Donżuani, mnisi i multiorgazmiczne robaki

Na pierw­szej stro­nie "New York Timesa" z 3 grud­nia 1992 roku poja­wił się arty­kuł poświę­cony wstrzą­sa­ją­cemu bada­niu nauko­wemu. Zda­wało się ono potwier­dzać pogląd sta­ro­żyt­nych tao­istów na to, jakim obcią­że­niem jest dla orga­ni­zmu męż­czy­zny pro­duk­cja nasie­nia. "Te wyniki są ostat­nią rze­czą, jakiej się spo­dzie­wa­łem, przy­stę­pu­jąc do tego eks­pe­ry­mentu" - powie­dział Wayne Van Voor­hies z Uni­wer­sy­tetu Stanu Ari­zona. "Były tak zaska­ku­jące, że powtó­rzy­łem wszystko cztery razy, aby się upew­nić, że nie popeł­ni­łem błędu. Zasad­ni­czo mówiły one wiele rze­czy, któ­rych nie obej­mują nasze z góry przy­jęte wyobra­że­nia na temat męskiej sek­su­al­no­ści"p8.

Dok­tor Van Voor­hies obser­wo­wał pro­ste, lecz intry­gu­jące bez­krę­gowce zwane nicie­niami. Zapy­ta­cie pew­nie, co wspól­nego z ludzką sek­su­al­no­ścią mogą mieć jakieś robaki. No cóż, róż­nią się one od innych roba­ków. "Geny i pro­cesy bio­che­miczne zacho­dzące w ich orga­ni­zmach są takie same jak u czło­wieka oraz u innych ssa­ków" - wyja­śnił dok­tor Phi­lip Ander­son z Uni­wer­sy­tetu Stanu Wiscon­sin. Dla­tego w bada­niach nauko­wych nicie­nie są czę­sto wyko­rzy­sty­wane zamiast ludzi.

Dok­tor Van Voor­hies pod­dał obser­wa­cji trzy grupy osob­ni­ków rodzaju męskiego. Pierw­sza grupa mogła kopu­lo­wać do woli, co wyma­gało czę­stego wytwa­rza­nia nasie­nia. Śred­nia dłu­gość życia wśród tych don­żu­anów wyno­siła 8,1 dnia. (Nicie­nie z reguły nie żyją zbyt długo). Robaki z dru­giej grupy w ogóle nie miały dostępu do samic. Ci - nazwijmy ich tak - mnisi doży­wali prze­cięt­nie 11,1 dnia. Naj­bar­dziej zdu­mie­wa­jące było jed­nak to, że w trze­ciej gru­pie, zło­żo­nej z osob­ni­ków mul­tior­ga­zmicz­nych, które nie musiały cią­gle pro­du­ko­wać nasie­nia, cho­ciaż miały nie­ogra­ni­czoną moż­li­wość kopu­la­cji, śred­nia dłu­gość życia się­gała pra­wie 14 dni. Była pra­wie o połowę dłuż­sza niż dłu­gość życia nicieni, które nie­prze­rwa­nie zuży­wały swój zapas spermy.

"New York Times" pod­su­mo­wał: "Nowe odkry­cie suge­ruje, że nie­ustanna pro­duk­cja nasie­nia ma swoją cenę, gdyż praw­do­po­dob­nie wymaga zasto­so­wa­nia zło­żo­nych enzy­mów lub pro­ce­sów bio­che­micz­nych, które wywo­łują szko­dliwe skutki uboczne". Autor arty­kułu sfor­mu­ło­wał nastę­pu­jący wnio­sek: "[...] róż­nicę w dłu­go­ści życia mię­dzy męż­czy­znami a kobie­tami można powią­zać z wytwa­rza­niem spermy. Kobiety żyją śred­nio około sze­ściu lat dłu­żej niż męż­czyźni". Ist­nieją inne teo­rie, które tłu­ma­czą tę róż­nicę odmien­nym sty­lem życia i dzia­ła­niem innych hor­mo­nów. Nie­za­leż­nie od tego, czy wytwa­rza­nie nasie­nia fak­tycz­nie skraca twoje życie, z całą pew­no­ścią nad­wą­tla twoje siły.

Ponad dwa tysiące lat temu - na długo przed eks­pe­ry­men­tem na nicie­niach - tao­iści pod­kre­ślali, jak ważne jest powstrzy­my­wa­nie się od eja­ku­la­cji. Roz­prawa o Naj­wyż­szym Tao pod Nie­bem głosi: "Jeżeli męż­czy­zna odbywa sto­su­nek, nie roz­le­wa­jąc swego nasie­nia, jego siły witalne ule­gają wzmoc­nie­niu. Jeżeli postąpi tak dwa razy, jego słuch i zdol­ność widze­nia stają się prze­ni­kliw­sze. Jeżeli trzy razy, zni­kają wszyst­kie jego fizyczne dole­gli­wo­ści. Za czwar­tym razem zacznie odczu­wać wewnętrzny spo­kój. Po pią­tym razie jego krew będzie żywiej krą­żyć. Po szó­stym jego geni­ta­lia zyskają nową jur­ność. Po siód­mym jego uda i pośladki staną się twarde. Po ósmym jego ciało będzie pro­mie­nio­wało zdro­wiem. Po dzie­wią­tym wydłuży się jego życie". Auto­rzy sta­ro­żyt­nych tek­stów ucie­kali się do prze­sady, aby wzmoc­nić swoje argu­menty - jest mało praw­do­po­dobne, że wymie­nione wyżej korzy­ści nastę­po­wały wła­śnie w takim porządku i cza­sie. Nie­mniej nie ulega wąt­pli­wo­ści, że mistrzo­wie tao od dawna wie­dzieli, jak ważne jest oszczę­dza­nie nasie­nia.

Płodzenie i przyjemność

Patrząc na pro­ste liczby zwią­zane z pro­duk­cją nasie­nia, łatwiej zro­zu­mieć, dla­czego eja­ku­la­cja może być dla orga­ni­zmu tak wyczer­pu­jąca. Eja­ku­lat zawiera prze­cięt­nie od 50 do 250 milio­nów komó­rek nasien­nych. (Teo­re­tycz­nie gdyby każdy plem­nik był w sta­nie zapłod­nić jakieś jajeczko, to od jed­nego do pię­ciu wytry­sków jed­nego męż­czy­zny wystar­czy­łoby do podwo­je­nia popu­la­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych!) Każda z tych komó­rek jest zdolna spo­wo­do­wać powsta­nie nowej istoty ludz­kiej. A każda fabryka, w któ­rej powstaje od 50 do 250 milio­nów pro­duk­tów, potrze­buje surowca. W tym wypadku surow­cem jesteś ty. Choć twój orga­nizm wytwa­rza codzien­nie nie­wiel­kie ilo­ści nasie­nia, nie lek­ce­waż jego war­to­ści. Gdy­byś nie musiał uzu­peł­niać tych zaso­bów, nie zuży­wał­byś ener­gii. Zgod­nie z naukami tao mógł­byś spo­żyt­ko­wać ją ina­czej: wzmoc­nić ciało i umysł. W prak­tyce tao­istycz­nej ener­gia ta polep­sza zdro­wie, zwięk­sza kre­atyw­ność i sty­mu­luje roz­wój duchowy.

Kiedy docho­dzi do eja­ku­la­cji, twoje ciało zakłada, że wła­śnie przy­stą­piło do two­rze­nia nowego życia. Jak głosi tao, wszyst­kie twoje organy i gru­czoły wydzie­lają wtedy swoją naj­lep­szą ener­gię, noszącą nazwę "ener­gii orga­zmicz­nej". Ciało zwie­rząt nale­żą­cych do wielu róż­nych gatun­ków zaczyna mar­nieć po wyda­le­niu nasie­nia. Na przy­kład łosoś umiera wkrótce po zapłod­nie­niu ikry. Każdy, kto zna się na ogrod­nic­twie, wie, że rośliny obumie­rają lub popa­dają w stan uśpie­nia, kiedy wyda­dzą nasiona. Rośliny, któ­rym unie­moż­li­wia się wyda­nie nasion, żyją dłu­żej. Cho­ciaż ludzie na szczę­ście nie umie­rają po eja­ku­la­cji, tao­iści zdają sobie sprawę, że wszy­scy jeste­śmy czę­ścią natury i pod­le­gamy jej pra­wom.

Według dzieła Sexual Beha­vior in the Human Male (Zacho­wa­nia sek­su­alne ludz­kiego samca), zna­nego powszech­nie jako "Raport Kin­seya", prze­ciętny męż­czy­zna w cza­sie całego swo­jego życia sek­su­alnego (ten czas obej­muje rów­nież chwile spę­dzone samot­nie w łazience) eja­ku­luje około pię­ciu tysięcy razy, wyrzu­ca­jąc z sie­bie try­lion plem­ni­ków. U nie­któ­rych liczby te są dużo, dużo więk­sze. Jeśli zało­żymy, że do czę­ści tych eja­ku­la­cji docho­dzi pod­czas obco­wa­nia z kobietą, praw­do­po­do­bień­stwo prze­ka­za­nia kodu gene­tycz­nego jest cał­kiem spore. W więk­szo­ści wypad­ków kiedy upra­wiamy seks - nie dla prze­dłu­że­nia gatunku, ale dla przy­jem­no­ści - nie ma potrzeby, byśmy trwo­nili nasie­nie i osła­biali swój orga­nizm. Jeżeli zatem idziesz z part­nerką do łóżka tylko wtedy, kiedy chce­cie począć dziecko, nie­po­trzebne ci jest "Sek­su­alne kung-fu". Jeżeli jed­nak chcesz wieść zdrowe życie mul­tior­ga­zmicz­nego męż­czy­zny, czy­taj dalej.

Roz­dział 2

Poznaj siebie

Odkry­wa­nie swo­jego ciała i pozna­wa­nie tempa swo­jego pobu­dze­nia to pod­stawa, jeżeli chcesz posiąść sztukę prze­ży­wa­nia wie­lo­krot­nych orga­zmów. Naj­do­sko­nalsi kochan­ko­wie są świa­domi pra­gnień zarówno wła­snych, jak i swo­ich part­ne­rek. W roz­dziale 4 powiemy o tym, jak zaspo­koić potrzeby part­nerki, ale naj­pierw musisz się nauczyć zaspo­ka­jać wła­sne potrzeby. Ten roz­dział zaczyna się od krót­kiego opisu pod­sta­wo­wych fak­tów zwią­za­nych z twoją ana­to­mią sek­su­alną, ener­gią i eja­ku­la­cją, z twoim pod­nie­ce­niem i orga­zmem. W dal­szej jego czę­ści znaj­dziesz kilka pomy­słów na pełne wyko­rzy­sta­nie swo­jego poten­cjału roz­ko­szy.

Twoje ciało

Penis

Kiedy męż­czyźni myślą o swo­jej sek­su­al­no­ści, więk­szość z nich myśli o peni­sie. To logiczny punkt wyj­ścia, ponie­waż penis sta­nowi naj­bar­dziej wyra­zi­stą część męskiej ana­to­mii sek­su­al­nej. Co dziwne, z tym na pozór pro­stym orga­nem wciąż wiąże się mnó­stwo nie­do­mó­wień i mitów. Na począ­tek wyja­śnimy, że w twoim peni­sie nie ma żad­nych kości ani mię­śni. Zbu­do­wany jest on głów­nie z tkanki gąb­cza­stej. Ponie­waż nie ma w nim mię­śni, nie możesz go powięk­szać jak bicepsa - przy­kro nam bar­dzo. Nie­mniej jego mająca od pię­ciu do sied­miu cen­ty­me­trów część tkwi wewnątrz ciała oto­czona mię­śniem łonowo-guzicz­nym, zna­nym rów­nież jako mię­sień PC (od łaciń­skiej nazwy pubo­coc­cy­geus). Jak się dowiesz z następ­nego roz­działu, jest moż­liwe wyćwi­cze­nie tego mię­śnia, co pozwala na wzmoc­nie­nie erek­cji, osią­ga­nie sil­niej­szych orga­zmów i lep­szą kon­trolę wytry­sku.

Wielu męż­czyzn przej­muje się roz­mia­rem swo­jego penisa, nie­któ­rzy nawet pod­dają się ope­ra­cji jego powięk­sze­nia. Należy więc poświę­cić chwilę na omó­wie­nie tej kwe­stii. Męż­czyźni zawsze sta­rali się prze­dłu­żyć swoją męskość - nawet tao­iści mają na to spo­sób, który opi­szemy w roz­dziale 8. Prawda jest jed­nak taka, że wiel­kość two­jej erek­cji ma o wiele mniej­sze zna­cze­nie niż jej moc i to, jak ją wyko­rzy­stasz. Prak­ty­ku­jąc "Sek­su­alne kung-fu", prze­ko­nasz się nie raz, że jesteś w sta­nie spro­stać ocze­ki­wa­niom każ­dej kobiety. Jeżeli roz­miar two­jego penisa wciąż napawa cię tro­ską, wstrzy­maj się z wizytą u chi­rurga pla­stycz­nego, dopóki nie prze­czy­tasz pod­roz­działu "Mógł­byś, Panie, obda­rzyć mnie hoj­niej: Powięk­sza­nie penisa" w roz­dziale 8.

Jądra

Więk­szość męż­czyzn wie, że nasie­nie powstaje w jądrach, a może wie rów­nież o tym, że nor­malna tem­pe­ra­tura ciała jest zbyt wysoka dla wytwa­rza­nia spermy. To dla­tego nosze­nie cia­snej bie­li­zny, która przy­ci­ska jądra do ciała, może się przy­czy­nić do obni­że­nia war­to­ści nasie­nia. Kiedy ma nastą­pić eja­ku­la­cja, jądra cho­wają się do jamy mied­nicy. Wycią­ga­nie ich to stara tech­nika opóź­nia­nia wtry­sku, którą opi­szemy póź­niej.

Rysu­nek 2. Ana­to­mia sek­su­alna męż­czy­zny.

Nasie­nio­wód jest rurką bie­gnącą od jąder do gru­czołu pro­staty (rys. 2). Nasie­nie prze­do­staje się tą rurką ku górze i przed eja­ku­la­cją mie­sza się z wydzie­li­nami pęche­rzy­ków nasien­nych i pro­staty. Wydzie­lina pro­staty sta­nowi jedną trze­cią eja­ku­latu, odpo­wiada za jego bia­ławy kolor. Nasie­nie to tylko mała część eja­ku­latu, dla­tego wazek­to­mia nie wpływa na zmniej­sze­nie się jego obję­to­ści.

Prostata

To gru­czoł leżący w samym środku mied­nicy, tuż za kością łonową, nad kro­czem. Więk­szość męż­czyzn sły­szała o nim wyłącz­nie w związku z groź­nym i roz­po­wszech­nio­nym nowo­two­rem pro­staty, który dotyka śred­nio jed­nego na jede­na­stu Ame­ry­ka­nów. Dba­nie o zdro­wie pro­staty pozwala unik­nąć raka i zacho­wać spraw­ność sek­su­alną przez długi czas. Możesz się posta­rać, by dzia­łała pra­wi­dłowo, i zmniej­szyć praw­do­po­do­bień­stwo zacho­ro­wa­nia na raka, upra­wia­jąc zale­cane tutaj tech­niki "Sek­su­al­nego kung-fu" i regu­lar­nie ją masu­jąc. Jeżeli masz pro­blemy z pro­statą albo chcesz ich unik­nąć w przy­szło­ści, zaj­rzyj do pod­roz­działu "Że niby co? Zapo­bie­ga­nie pro­ble­mom z pro­statą i roz­wią­zy­wa­nie ich" w roz­dziale 8.

Pro­stata, podob­nie jak punkt G u kobiet, czę­sto jest bar­dzo wraż­liwa na sty­mu­la­cję sek­su­alną. Nie bez przy­czyny została nazwana "męskim punk­tem G". Auto­rzy wspo­mnia­nej już książki The G Spot doszli do wnio­sku, że "[...] do orga­zmu u męż­czyzn może docho­dzić na sku­tek pobu­dze­nia penisa i pobu­dze­nia pro­staty". Suge­rują, że róż­nica jest podobna jak mię­dzy orga­zmem łech­tacz­ko­wym a pochwo­wym u kobiet. Męż­czyźni przy­znają, że orgazm wywo­łany sty­mu­la­cją pro­staty jest zupeł­nie inny pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym i fizycz­nym niż orgazm wywo­łany sty­mu­la­cją penisa.

Im więk­sze jest pod­nie­ce­nie męż­czy­zny i im bli­żej do orga­zmu, tym bar­dziej wyczu­lona na bodźce ero­tyczne staje się pro­stata. To dla­tego bada­nie pro­staty u leka­rza i dotyk part­nerki dostar­czają zupeł­nie innych wra­żeń. (Kochan­ko­wie powinni pamię­tać, że pod­nie­ce­nie roz­cho­dzi się w ciele od przodu ku tyłowi, należy więc zacze­kać, aż męż­czy­zna będzie sil­nie pobu­dzony, i dopiero wtedy przy­stą­pić do sty­mu­lo­wa­nia pro­staty).

Może­cie to robić od zewnątrz, doty­ka­jąc kro­cza w Punk­cie Miliona Dola­rów (wię­cej o nim w dal­szej czę­ści tego roz­działu) albo bar­dziej bez­po­śred­nio - przez odbyt. Jeżeli nie jesteś zbyt giętki, nie przyj­dzie ci to łatwo. Gene­ral­nie naj­le­piej uło­żyć się na ple­cach z ugię­tymi kola­nami i sto­pami opar­tymi o pod­łoże albo pod­cią­gnąć kolana do klatki pier­sio­wej. W takiej pozy­cji możesz wsu­nąć dobrze nawil­żony palec do odbytu i zagiąć go ku przo­dowi. Powi­nie­neś poczuć coś w rodzaju orze­cha wło­skiego o śred­nicy od dwóch i pół do pię­ciu cen­ty­me­trów, przy­le­ga­ją­cego do przed­niej ściany jelita gru­bego - dotkną­łeś pro­staty. Poru­sza­jąc pal­cem w przód i w tył, deli­kat­nie pocie­raj ten gru­czoł. Możesz także naci­skać go ryt­micz­nie, róż­ni­cu­jąc tempo, czym pobu­dzisz rów­nież bar­dzo wraż­liwe nerwy ota­cza­jące odbyt. Jeżeli twoja part­nerka wyrazi chęć, może zro­bić to samo. Jej będzie nieco wygod­niej, upew­nij się tylko, czy ma krót­kie paznok­cie. Jeżeli oboje nie jeste­ście zain­te­re­so­wani zapusz­cza­niem się w głąb two­jej odbyt­nicy, poprze­stań­cie na doty­ka­niu kro­cza i zwie­ra­cza odbytu - to rów­nież sty­mu­luje pro­statę.

Kiedy pobu­dza­nie pro­staty dopro­wa­dzi cię do eja­ku­la­cji, płyn nasienny raczej wypły­nie, a nie wytry­śnie. Miej na uwa­dze fakt, że taka sty­mu­la­cja jest głęb­sza i bar­dziej inten­sywna niż sty­mu­la­cja geni­talna, dla­tego może ci być o wiele trud­niej zapa­no­wać nad pod­nie­ce­niem. Dzia­łaj powoli i sta­raj się nie dopro­wa­dzić samego sie­bie do sza­leń­stwa.

Krocze (perineum)

Jest to dla seksu obszar o zna­cze­niu stra­te­gicz­nym, okre­ślany przez tao­istów mia­nem "Bramy życia i śmierci". Jego rola w zapo­bie­ga­niu eja­ku­la­cji to dobrze strze­żona tajem­nica. W kro­czu, tuż przed odby­tem, znaj­duje się Punkt Miliona Dola­rów, nazy­wany tak ze względu na swą war­tość dla "Sek­su­al­nego kung-fu" (rys. 2). Pier­wot­nie był on znany jako Punkt Miliona Sztuk Złota, gdyż praw­do­po­dob­nie tyle musiał­byś zapła­cić w sta­ro­żyt­nych Chi­nach, aby mistrz tao wska­zał ci jego poło­że­nie. (Mistrzo­wie tao byli świą­to­bliwi, ale też musieli jakoś zara­biać na życie). W następ­nym roz­dziale będzie mowa o tym, jak za pomocą tego punktu możesz zapa­no­wać nad eja­ku­la­cją.

Mięsień PC

Mię­sień łonowo-guziczny, czyli PC (pubo­coc­cy­geus) to grupa waż­nych włó­kien mię­śnio­wych, bie­gną­cych od kości łono­wej (łac. pubis) do koń­co­wego odcinka krę­go­słupa, zwa­nego kością guziczną (łac. coc­cy­gis). Mię­sień ten jest pod­stawą two­jego zdro­wia sek­su­al­nego i ma zasad­ni­cze zna­cze­nie dla two­jej zdol­no­ści prze­ży­wa­nia wie­lo­krot­nych orga­zmów. W następ­nym roz­dziale znaj­dziesz ćwi­cze­nia, które pozwolą ci wzmoc­nić ten mię­sień.

Jeżeli kie­dy­kol­wiek byłeś zmu­szony pozo­sta­wać w łóżku przez dłuż­szy czas albo nosić gips, mia­łeś oka­zję się prze­ko­nać, że mię­śnie ule­gają zani­kowi lub osła­bie­niu, kiedy nie pra­cują. Ta sama zasada doty­czy two­jego mię­śnia seksu. Penis rze­czy­wi­ście może się cof­nąć do wnę­trza ciała, jeśli nie jest regu­lar­nie uży­wany. Doświad­cza tego wielu star­szych męż­czyzn, mają­cych lata aktyw­no­ści sek­su­al­nej za sobą. Tao­iści dosko­nale wie­dzieli, że organy sek­su­alne należy tre­no­wać tak samo jak inne czę­ści ciała.

Odbyt

Bli­skie sąsiedz­two pro­staty i sku­pie­nie mnó­stwa wraż­li­wych koń­có­wek ner­wo­wych czyni z odbytu strefę wysoce ero­genną, o czym miało oka­zję się prze­ko­nać wielu męż­czyzn - zarówno hetero-, jak i homo­sek­su­al­nych. Ludzie czę­sto się oba­wiają, że odbyt jest brudny, i uwa­żają, że jego sty­mu­la­cja sek­su­alna jest rze­czą nie­na­tu­ralną. Po pierw­sze zawsze powi­nie­neś się upew­nić, że twój odbyt jest czy­sty, zanim go dotkniesz, a potem umyć wszystko, co miało z nim stycz­ność (na przy­kład palce), zanim przy­stą­pisz do sty­mu­lo­wa­nia pochwy part­nerki, aby unik­nąć prze­nie­sie­nia bak­te­rii. A po dru­gie - po cóż odbyt miałby być tak wraż­li­wym sek­su­al­nie miej­scem, gdyby jego sty­mu­la­cja była nie­na­tu­ralna? Nie­je­den hete­ro­sek­su­alny męż­czyzna mar­twi się rów­nież, że jest gejem lub że sta­nie się gejem, jeżeli będzie czer­pał przy­jem­ność z pobu­dza­nia odbytu. Nie ma jed­nak żad­nych dowo­dów wska­zu­ją­cych na powią­za­nia mię­dzy wraż­li­wo­ścią tych oko­lic a homo­sek­su­ali­zmem. Homo­sek­su­alizm jest orien­ta­cją, nie rodza­jem prak­tyki sek­su­al­nej. Sty­mu­lo­wa­nie odbytu może spra­wiać przy­jem­ność gejom i w nie mniej­szym stop­niu rów­nież hete­ro­sek­su­ali­stom.

Sutki

Wielu męż­czyzn ze zdu­mie­niem odkrywa, że ich sutki są wraż­liwe. Inni mogą potrze­bo­wać regu­lar­nej sty­mu­la­cji, aby roz­bu­dzić znaj­du­jące się w sut­kach zakoń­cze­nia ner­wowe. Piesz­czoty sut­ków to jedna z nie­do­ce­nia­nych i nie­po­zna­nych roz­ko­szy męskiej sek­su­al­no­ści.

Twoja energia

Kiedy poznasz zasady prze­pływu ener­gii w swoim orga­ni­zmie, będziesz mógł roz­prze­strze­niać dozna­nia orga­zmu geni­tal­nego na całe ciało, a także dzięki ener­gii sek­su­al­nej zwięk­szyć kre­atyw­ność i popra­wić stan zdro­wia. Jak mówi­li­śmy we wstę­pie, "Sek­su­alne kung-fu" wykształ­ciło się jako gałąź tra­dy­cyj­nej medy­cyny chiń­skiej. Zasługą tej medy­cyny, jed­nego z naj­star­szych i naj­bar­dziej efek­tyw­nych sys­te­mów lecz­ni­czych świata, jest wyna­le­zie­nie tak spraw­dzo­nych i sku­tecz­nych tera­pii jak aku­punk­tura i aku­pre­sura. Według sta­ro­żyt­nych chiń­skich leka­rzy oprócz struk­tury fizycz­nej masz rów­nież ener­gię, która nie­ustan­nie krąży we wszyst­kich komór­kach two­jego ciała.

Elektryka ciała

Odkąd zachod­nie nauki przy­rod­ni­cze osią­gnęły wyż­szy poziom, jeste­śmy w sta­nie udo­wod­nić, że nasze ciała są fak­tycz­nie wypeł­nione ener­gią i ładun­kami elek­trycz­nymi. W maga­zy­nie "Disco­ver" z lutego 1984 roku K.C. Cole posłu­żył się nastę­pu­ją­cym porów­na­niem: "Elek­trycz­ność jest nie­mal na pewno naj­bar­dziej nie­uchwyt­nym ele­men­tem naszej codzien­no­ści. Pły­nie w ścia­nach naszych domów i kie­ruje życiem naszych komó­rek. Napę­dza pociągi i nasze mózgi. Całe ciało ludz­kie jest wielką machiną elek­tryczną, a che­mia orga­ni­zmu, jak cała che­mia, opiera się na wią­za­niach elek­trycz­nych".

Pod­stawą dia­gnozy i lecze­nia w tra­dy­cyj­nej medy­cy­nie chiń­skiej jest zdol­ność czło­wieka do pod­trzy­ma­nia pra­wi­dło­wego krą­że­nia ener­gii bio­elek­trycz­nej w jego ciele. Jeżeli kie­dy­kol­wiek pod­da­łeś się zabie­gowi aku­punk­tury, doświad­czy­łeś w ciele krą­że­nia tej ener­gii, którą Chiń­czycy nazy­wają qi. Jeżeli nie mia­łeś takiej spo­sob­no­ści, możesz poczuć swoje wła­sne qi dzięki pro­stemu eks­pe­ry­men­towi. Pocie­raj jedną dło­nią o drugą przez dzie­sięć sekund, a potem oddal je od sie­bie mniej wię­cej na trzy cen­ty­me­try. Jeżeli się sku­pisz, poczu­jesz prze­pły­wa­jącą mię­dzy nimi ener­gię.

Idea qi nie jest znana tylko w Chi­nach. John Mann i Larry Short, auto­rzy książki The Body of Light (Sub­stan­cja świa­tła), nali­czyli na świe­cie czter­dzie­ści dzie­więć kul­tur, w któ­rych wystę­puje słowo sta­no­wiące odpo­wied­nik chi, na przy­kład prana w san­skry­cie, ney­ato­neyah w języku Indian Dakota, num - "punkt wrze­nia" - w języku Busz­me­nów z Kala­hari. Zachód nie ma odpo­wied­nika qi. W kul­tu­rze Zachodu mówimy, że ktoś "czuje się naener­ge­ty­zo­wany" albo "ma niski poziom ener­gii", ale poza tym zwy­kle igno­ru­jemy tę istotną część swo­jej fizycz­no­ści.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Po zapo­zna­niu się z tymi zapi­skami Herant Kat­cha­do­urian, autor kla­sycz­nego pod­ręcz­nika Fun­da­men­tals of Human Sexu­ality, stwier­dził: "Sta­ro­żytni Chiń­czycy naj­wy­raź­niej znali róż­nicę mię­dzy orga­zmem eja­ku­la­cyj­nym a bezeja­ku­la­cyj­nym. Ci, któ­rzy opa­no­wali sztukę osią­ga­nia tego dru­giego, unik­nęli prze­cho­dze­nia przez okres refrak­cji (nie tra­cili erek­cji), co umoż­li­wiało im odby­wa­nie dłuż­szego sto­sunku i doświad­cza­nia wielu orga­zmów bez­e­ja­ku­la­cyj­nych". [wróć]

Pro­wa­dząc swoje słynne bada­nia nad męską sek­su­al­no­ścią, Kin­sey odkrył, że "[...] orgazm może nastą­pić bez wydzie­la­nia nasie­nia. Męż­czyźni ci doświad­czają praw­dzi­wego orga­zmu, który bez trudu roz­po­znają, nawet jeżeli nie towa­rzy­szy mu eja­ku­la­cja". Zob. A. Kin­sey, Sexual Beha­vior in the Human Male, s. 158-159. [wróć]

W. Hart­man, M. Fithian, Any Man Can, s. 157. [wróć]

Nata­lie Angier, "New York Times", 3 grud­nia 1992. [wróć]

Wielu ludzi, któ­rzy zaprze­czali temu, że męż­czy­zna może mieć orga­zmy wie­lo­krotne, myliło orgazm z eja­ku­la­cją. Pio­nie­rzy badań w dzie­dzi­nie seksu, Wil­liam Masters i Vir­gi­nia John­son, zaty­tu­ło­wali jeden z roz­dzia­łów swo­jej wyda­nej w 1966 roku książki "Orgazm męż­czy­zny (Eja­ku­la­cja)". Usta­lili oni, że tylko nie­liczni z bada­nych przez nich męż­czyzn byli w sta­nie prze­żyć powtórny orgazm po eja­ku­la­cji. Kat­cha­do­urian wyja­śnia jed­nak: "Z bar­dziej aktu­al­nych dowo­dów wynika, że wie­lo­krotne szczy­to­wa­nie nie jest taką rzad­ko­ścią, jeżeli męż­czy­zna doświad­cza orga­zmu bez eja­ku­la­cji". Nawet Masters i John­son osta­tecz­nie wpro­wa­dzili roz­róż­nie­nie mię­dzy orga­zmem "[...] nagłymi ryt­micz­nymi skur­czami mię­śni w rejo­nie mied­nicy oraz innych czę­ściach ciała, które wyzwa­lają nagro­ma­dzone napię­cie i któ­rym towa­rzy­szą dozna­nia psy­chiczne" a eja­ku­la­cją, czyli "wyda­le­niem nasie­nia". Sek­su­olo­gia tao­istyczna zawsze nauczała męż­czyzn, jak osią­gać wie­lo­krotne orga­zmy, a nie wie­lo­krot­nie eja­ku­lo­wać. [wróć]

Szkoła psy­cho­te­ra­pii Reicha wpro­wa­dza roz­róż­nie­nie mię­dzy szczy­to­wa­niem (cli­max), czyli skur­czami mię­śni w rejo­nie geni­ta­liów, a orga­zmem, który okre­śla jako skur­cze roz­prze­strze­nia­jące się po całym ciele. Cho­ciaż roz­róż­nie­nie to oka­zuje się przy­datne w oddzie­la­niu szczy­to­wa­nia (i orga­zmu) od eja­ku­la­cji, wydaje się zbyt sztywne. W sekwen­cji sek­su­al­nych przy­jem­no­ści gra­nica mię­dzy szczy­to­wa­niem a orga­zmem czę­sto bywa roz­myta. Dla­tego na uży­tek tej książki będziemy trak­to­wać szczy­to­wa­nie (czyli skur­cze geni­ta­liów) jako jeden z aspek­tów orga­zmu. [wróć]

M.E. Dunn, J.E. Trost, Male Mul­ti­ple Orga­sms: A Descrip­tive Study, "Archi­ves of Sexual Beha­vior", s. 382. [wróć]

Odkry­cia te opu­bli­ko­wano w cza­so­pi­śmie "Nature". Voor­hies pisze: "Seks i śmierć są dwoma fun­da­men­tal­nymi, lecz słabo pozna­nymi aspek­tami życia. Czę­sto są ze sobą łączone, ponie­waż repro­duk­cja pozba­wia ciało ogra­ni­czo­nych zaso­bów nie­zbęd­nych do jego roz­woju i wypeł­nia­nia funk­cji życio­wych. To zagar­nię­cie zaso­bów wystę­pu­jące u parzą­cych się zwie­rząt, czę­sto zwane kosz­tami repro­duk­cji, zwy­kle prze­ja­wia się w ogra­ni­cze­niu dłu­go­ści życia tych osob­ni­ków. Ogra­ni­cze­nie dłu­go­ści życia samca jest spo­wo­do­wane dodat­kową pro­duk­cją nasie­nia, a nie aktyw­no­ścią fizyczną towa­rzy­szącą spół­ko­wa­niu. Wnio­sek ten znaj­duje popar­cie w spo­strze­że­niu, że zmu­to­wany gen redu­ku­jący wytwa­rza­nie spermy zwięk­sza o 65 pro­cent prze­ciętną dłu­gość życia zarówno spół­ku­ją­cych sam­ców, jak i oboj­na­ków. Prze­czy to tra­dy­cyj­nemu prze­ko­na­niu, że pro­duk­cja dużych komó­rek jajo­wych jest bar­dziej kosz­towna niż wytwa­rza­nie małych plem­ni­ków". Wayne A. Van Voor­hies, Pro­duc­tion of Sperm Redu­ces Nema­tode Life­span, "Nature", nr 360, 3 grud­nia 1992, s. 456-458. [wróć]