p

Mentalność zwycięzcy. Odblokuj moc swojego umysłu i żyj najlepszym życiem - Lewis Howes

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (38,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Recenzje

Książkę pole­cają:

Lewis napi­sał to, co musi teraz usły­szeć mnó­stwo osób. W świe­cie opa­no­wa­nym przez wypa­le­nie, stres i nie­po­kój ta książka pomaga czy­tel­ni­kom odna­leźć cel, odblo­ko­wać siłę wewnętrzną i wyko­rzy­stać wła­sne talenty, żeby popra­wić sytu­ację swo­ich spo­łecz­no­ści.

-?Arianna Huf­fing­ton, współ­za­ło­ży­cielka "The Huf­fing­ton Post" oraz zało­ży­cielka i pre­ze­ska firmy Thrive Glo­bal

Obser­wo­wa­nie przez te wszyst­kie lata, jak Lewis kon­se­kwent­nie prze­zwy­cięża prze­szkody i reali­zuje marze­nia dzięki swo­jemu nasta­wie­niu, było nie­sa­mo­wite. Jestem zachwy­cony, że poświę­cił czas na spi­sa­nie swo­ich zało­żeń, by rów­nież inne osoby zdo­łały uwie­rzyć w sie­bie i wieść speł­nione, bogate życie.

-?Jay Shetty, autor książki Zacznij myśleć jak mnich, która zajęła pierw­sze miej­sce na liście best­sel­le­rów "New York Timesa", i gospo­darz pod­ca­stu On Pur­pose

Nie­za­leż­nie od tego, co się w życiu robi, naj­waż­niej­szym ele­men­tem reali­zo­wa­nia marzeń jest odpo­wied­nie nasta­wie­nie men­talne. Lewis Howes w swo­jej cudow­nej książce przed­sta­wia prak­tyczne narzę­dzia, dzięki któ­rym można zwy­cię­żać w życiu.

-?dr Joe Dispenza, autor książki Efekt pla­cebo, która zna­la­zła się na liście best­sel­le­rów "New York Timesa"

Lewis potrafi opi­sy­wać trudne prawdy w spo­sób, który daje nam głę­boką wiarę we wła­sną spraw­czość. Pod­czas lek­tury niniej­szej książki poczu­je­cie się dostrze­żeni i dosta­nie­cie wspar­cie, by z odwagą zmie­rzyć się z wła­sną prawdą i powró­cić do naj­lep­szej wer­sji sie­bie. Gorąco pole­cam tę pozy­cję każ­dej oso­bie, która jest gotowa wynieść swoje życie na wyż­szy poziom.

-?Gabrielle Bern­stein, autorka książki Wszech­świat cię wspiera, która zajęła pierw­sze miej­sce na liście best­sel­le­rów "New York Timesa"

Prze­ko­na­nia ogra­ni­cza­jące hamują cię już zde­cy­do­wa­nie zbyt długo. Lewis Howes przy­bywa z pomocą. Zmień prze­ko­na­nia i odmień swoje życie.

-?Mel Rob­bins, autorka mię­dzy­na­ro­do­wych best­sel­le­rów Nawyk przy­bi­ja­nia piątki oraz Reguła 5 sekund

Prak­tyczne, poparte bada­niami nauko­wymi podej­ście Lewisa do poten­cjal­nie przy­tła­cza­ją­cych tema­tów jest odświe­ża­jące. Gorąco pole­cam niniej­szą książkę każ­dej oso­bie, która chce powró­cić do swo­jej wizji, odno­wić rela­cje albo odkryć sie­bie na nowo.

-?Tara Swart Bie­ber, M.D., Ph.D., neu­ro­nau­kow­czyni i pro­fe­sorka w MIT Sloan School of Mana­ge­ment

Rozdział 1. Dążenie do sukcesów

Roz­dział 1

Dąże­nie do suk­ce­sów

Miałem 23 lata, spa­łem na kana­pie w miesz­ka­niu mojej sio­stry w mie­ście Colum­bus w sta­nie Ohio i byłem total­nie spłu­kany. Życie wyda­wało mi się nie­śmiesz­nym żar­tem i można było powie­dzieć o nim wszystko, tylko nie to, że było mistrzow­skie.

Aż do tam­tej chwili defi­nio­wał je sport. Zna­la­złem się w gru­pie naj­lep­szych zawod­ni­ków dru­żyn uni­wer­sy­tec­kich w dzie­się­cio­boju, ale moją praw­dziwą pasją był fut­bol ame­ry­kań­ski, w któ­rym rów­nież otrzy­ma­łem wyróż­nie­nie All-Ame­ri­can. Pobi­łem rekord świata w licz­bie przy­jęć w poje­dyn­czym meczu fut­bolu (ze wszyst­kich dywi­zji w każ­dej fazie sezonu). Wresz­cie zre­ali­zo­wa­łem też swoje marze­nie: zaczą­łem grać zawo­dowo w Arena Foot­ball League i wal­czy­łem o moż­li­wość przej­ścia do Natio­nal Foot­ball League. Aż pew­nego razu, w trak­cie meczu, zła­ma­łem nad­gar­stek. I co teraz? Konieczna oka­zała się ope­ra­cja. Roz­cięli mi bio­dro, żeby wyciąć z niego kawa­łek kości i wsta­wić w nad­gar­stek. Cze­kało mnie sześć mie­sięcy w gip­sie, a potem kolejny rok reha­bi­li­ta­cji.

Już we wrze­śniu 2007 roku, gdy moja ręka była unie­ru­cho­miona dopiero od mie­siąca, zasta­na­wia­łem się, czy kie­dy­kol­wiek uda mi się wró­cić na boisko. Co gor­sza, rok wcze­śniej pod­czas podróży po Nowej Zelan­dii mój tata miał wypa­dek i doznał poważ­nego urazu mózgu. Po wielu mie­siącach w śpiączce wresz­cie odzy­skał świa­do­mość, ale było jasne, że od powrotu do pełni zdro­wia dzieli go daleka droga. Kiedy już wró­cił do Sta­nów, mogłem odwie­dzać go co tydzień, ale nie­zbyt pamię­tał ludzi, któ­rzy wcze­śniej byli dla niego bar­dzo ważni, i nic nie wska­zy­wało na to, że jego stan się popra­wił.

Nocami nękały mnie czarne myśli: "Co będzie, jeżeli nad­gar­stek mi się nie zro­śnie? Co będzie, jeżeli już ni­gdy nie będę mógł grać w fut­bol? Co, jeśli będę musiał porzu­cić swoje marze­nia? Kim wtedy będę? Co się sta­nie, jeżeli tata ni­gdy mnie sobie nie przy­po­mni? Co będzie, jeżeli nie uda mi się wymy­ślić, co dalej? Co, jeśli nikt mnie ni­gdy nie poko­cha? Co, jeśli spró­buję i mi się nie uda? Co sobie ludzie pomy­ślą? A co gor­sze, co będzie, jeżeli sam nie speł­nię wła­snych ocze­ki­wań?".

Wie­dzia­łem, że moje życie nie może się tak poto­czyć.

W cza­sie tych mrocz­nych dni wyda­wało mi się, że jedyne, co mogę robić, to ska­kać po kana­łach tele­wi­zyj­nych, oglą­dać powtórki seriali i reklamy infor­ma­cyjne. Jed­no­cze­śnie czu­łem, że szansa na suk­ces ucieka mi sprzed nosa w dzi­kim pędzie. Nie wie­dzia­łem, co myśleć, co czuć ani jak pora­dzić sobie z emo­cjami. Jakby tego było mało, na­dal uczy­łem się w col­lege'u. Nie mia­łem oszczęd­no­ści, a byłem cał­ko­wi­cie roz­bity fizycz­nie, emo­cjo­nal­nie oraz duchowo... Zasta­na­wia­łem się, co powi­nie­nem w tej sytu­acji zro­bić, i wyda­wało mi się, że jestem cał­kiem sam.

Wie­dzia­łem jed­nak, że moje życie nie może się tak poto­czyć i musi się w nim wyda­rzyć coś wię­cej. Byłem prze­ko­nany, że w moim wnę­trzu tkwi coś wyjąt­ko­wego, ale nie wie­dzia­łem, jak to odkryć. Głę­boko w sercu wie­rzy­łem jed­nak, że w końcu to wszystko roz­gryzę.

Nastawienie mentalne jest ważne

Może zna­la­złeś się już w takim punk­cie życia, w któ­rym masz świa­do­mość tej okrop­nej prawdy: sta­rasz się wyłącz­nie prze­trwać, wyro­bić ze wszyst­kim i tylko marzysz, aby pew­nego dnia wyda­rzyło się coś magicz­nego, co wszystko zmieni. Może masz jakieś marze­nie, które odkła­dasz na wieczne póź­niej, i jakoś nie potra­fisz się zabrać do jego speł­nia­nia.

Kiedy piszę te słowa, wiele osób zmaga się z para­li­żem, stre­sem i depre­sją wywo­ła­nymi przez pan­de­mię COVID-19. Oczy­wi­ście nie potrzeba aż pan­de­mii, żeby stre­so­wać się nie­prze­wi­dy­walną przy­szło­ścią. Zawsze coś się wyda­rza, takie już jest życie. Może w minio­nych latach i tobie przy­tra­fiło się coś nie­spo­dzie­wa­nego: utrata pracy, roz­wód bądź zawód miło­sny, śmierć kogoś bli­skiego czy ope­ra­cja, która prze­kre­śliła twoją karierę. Pew­nie czu­jesz się oszo­ło­miony i osłu­piały i nie wiesz, co dalej.

Masz wra­że­nie, że cze­goś bra­kuje, że pisane jest ci coś wię­cej.

A może już od dawna nie leżysz bez­czyn­nie na kana­pie życia, tylko pra­co­wi­cie robisz, co trzeba, gonisz za marze­niami, a przy tym dobrze wyglą­dasz. Być może udało ci się roz­wi­nąć inte­res pro­wa­dzony wcze­śniej doryw­czo albo prze­kuć pasję w karierę, ale gdzieś w głębi duszy czu­jesz, że to nie wystar­cza. Choć osią­gasz nie­złe wyniki, masz wra­że­nie, że cze­goś bra­kuje, że pisane jest ci coś wię­cej.

Jest dobrze, ale nie mistrzow­sko!

Nie­któ­rym oso­bom jest ciężko, ponie­waż łączą swoją toż­sa­mość z osią­ga­nymi wyni­kami. Może ty też nale­żysz do tej grupy. Ja z całą pew­no­ścią byłem jej czę­ścią. Stare powie­dze­nie gol­fi­stów mówi, że jest się tylko tak dobrym, jak dobre będzie następne ude­rze­nie. Nie­stety takie nasta­wie­nie może spra­wić, że będziemy się czuć nie­speł­nieni, jak­by­śmy ni­gdy nie mogli zro­bić wystar­cza­jąco dużo ani być wystar­cza­jąco dobrzy.

Jed­nym z naj­więk­szych wyzwań jest wyzwo­le­nie się z sytu­acji życio­wej, która jest "dobra, ale nie mistrzow­ska". Bar­dzo czę­sto sły­szę to stwier­dze­nie od osób, które zara­biają kwoty uwa­żane przez innych za spore, z pozoru mają nie tylko udaną karierę zawo­dową, ale także dzieci i rodzinę, na­dal jed­nak w głębi duszy cier­pią lub czują się nie­speł­nione. Pra­gną cze­goś wię­cej.

Utoż­sa­miasz się z tym?

Tylko nie zro­zum mnie źle. Nie twier­dzę, że w "dobrym" życiu jest coś złego. Bez wąt­pie­nia miliony ludzi na całym świe­cie chęt­nie by się z tobą zamie­niły. Pyta­nie jed­nak brzmi: Czy wła­śnie takiego życia dla sie­bie pra­gniesz? Czy wła­śnie taką histo­rię chcesz opo­wia­dać w przy­szło­ści?

Tego rodzaju pyta­nia zadają sobie świa­do­mie osoby, które wiele osią­gają. Jeżeli się do nich zali­czasz, nie chcę cię pomi­jać w tych roz­wa­ża­niach. Być może już teraz reali­zu­jesz swoje marze­nia, dążysz do osią­gnię­cia suk­cesu w biz­ne­sie, spo­rcie, sztuce, poli­tyce, dzia­łal­no­ści cha­ry­ta­tyw­nej i tak dalej. Wło­ży­łeś mnó­stwo wysiłku w świa­dome udo­sko­na­la­nie swo­jego nasta­wie­nia, ale wiesz, że zawsze coś można popra­wić. Chcesz zyskać dodat­kową prze­wagę, wciąż poszu­ku­jesz nowych spo­so­bów na opa­no­wa­nie mocy umy­słu. Dosko­nale to rozu­miem.

Bez względu na to, czy masz wra­że­nie, że utkną­łeś w życiu prze­cięt­nym - albo coś poszło nie tak i ledwo udaje ci się utrzy­mać na powierzchni, albo zda­niem innych wie­dziesz dobre życie, ale ty sam w głębi duszy czu­jesz się nie­speł­niony -?czy po pro­stu chcesz przejść na wyż­szy poziom i zyskać dodat­kową prze­wagę, zna­la­złeś się we wła­ści­wym miej­scu.

Czy wła­śnie takiego życia pra­gniesz?

Men­tal­ność zwy­cięzcy pomoże ci odna­leźć wła­sną istotną misję oraz poko­nać lęki i zwąt­pie­nie w sie­bie, dzięki czemu uda ci się odblo­ko­wać moc umy­słu i naresz­cie osią­gnąć cele i marze­nia, które od tak dawna ci się wymy­kają.

Naprawdę możesz napi­sać swoją prze­szłość na nowo, żeby stwo­rzyć sobie lep­szą przy­szłość, zamiast nie­ustan­nie prze­ży­wać dawne zda­rze­nia i pozwa­lać, by trzy­mały cię w miej­scu. Jak chcesz jed­nak napi­sać tę histo­rię przy­szło­ści? Kim chcesz być? Dokąd chcesz dotrzeć? Czy potra­fisz odpo­wie­dzieć na te pyta­nia? I jak, mając lep­sze wyobra­że­nie o tym, kim jesteś i kim chcesz się stać, zna­leźć w sobie odwagę, by poko­nać lęki i brak wiary w sie­bie oraz usta­lić plan reali­za­cji marzeń?

Nie­za­leż­nie od tego, jakie masz marze­nia, czy może w ogóle już o nich zapo­mnia­łeś, odpo­wiedz na pro­ste pyta­nie. Czy był­byś szczę­śliwy albo speł­niony, gdyby twoje marze­nie umarło razem z tobą? Jeśli nie, co zamie­rzasz z tym zro­bić?

Wielkie, niedoskonałe działanie

Na szczę­ście moja opo­wieść nie koń­czy się na kana­pie w miesz­ka­niu sio­stry. Zresztą sio­stra jasno dała mi do zro­zu­mie­nia, że nie pozwoli mi tak spę­dzić reszty życia. W końcu stwier­dziła, że mam się zacząć dokła­dać do czyn­szu albo zna­leźć inne miesz­ka­nie. Był to naj­wspa­nial­szy dar, jaki mogłem od niej dostać. Pouża­la­łem się nad sobą przez mie­siąc czy dwa, a potem wsta­łem z kanapy i nie­zdar­nie ruszy­łem naprzód.

Naprawdę można napi­sać swoją prze­szłość na nowo, żeby stwo­rzyć sobie lep­szą przy­szłość.

Zaczą­łem od tele­fonu do Ste­warta Jen­kinsa, dyrek­tora mojej byłej szkoły śred­niej i men­tora, któ­rego podzi­wia­łem. Zada­łem mu pierw­sze nasu­wa­jące mi się na myśl pyta­nie: co mogę zro­bić? Powie­dział, że podobno ludzie znaj­dują teraz pracę na nowo powsta­łej plat­for­mie cyfro­wej o nazwie Lin­ke­dIn. Ni­gdy wcze­śniej o niej nie sły­sza­łem, ale uzna­łem, że skoro on uważa to za dobry pomysł, to się z nią zapo­znam. W pełni zaan­ga­żo­wa­łem się w temat i zaczą­łem wręcz obse­syj­nie gro­ma­dzić wszel­kie infor­ma­cje na temat Lin­ke­dIn, na jakie natra­fia­łem.

Potem na Boże Naro­dze­nie dosta­łem pre­zent od brata. Mie­li­śmy taką rodzinną tra­dy­cję, że przed świę­tami urzą­dza­li­śmy loso­wa­nie, aby usta­lić, kto komu kupuje poda­ru­nek, i bratu tra­fi­łem się wła­śnie ja. Przy­niósł mi książkę i nawet jej nie zapa­ko­wał. Wrę­czył mi ją bez­po­śred­nio w foliówce z księ­garni. Był to egzem­plarz 4-godzin­nego tygo­dnia pracy autor­stwa Timo­thy'ego Fer­rissa, a moją uwagę szcze­gól­nie przy­kuł pod­ty­tuł: Uwol­nij się od sche­matu od 9 do 17, dołącz do nie­za­leż­nych finan­sowo. Pochło­ną­łem ją jesz­cze przed Nowym Rokiem, choć trzy­ma­nie jej i prze­wra­ca­nie stron tylko jedną ręką nie było zbyt wygodne. Książka ta otwo­rzyła przede mną cały świat moż­li­wo­ści obej­mu­ją­cych biz­nes cyfrowy, mar­ke­ting inter­ne­towy i robie­nie cze­goś zupeł­nie nowego. W ciągu następ­nego roku zaczą­łem czy­tać z zapa­łem wszyst­kie blogi pisane przez naj­więk­szych lide­rów tam­tych cza­sów i nawią­za­łem na Lin­ke­dI­nie kon­takt z każ­dym, z kim chcia­łem zbu­do­wać rela­cję.

W tam­tym okre­sie bar­dzo pomo­gły mi dwie kwe­stie. Po pierw­sze, głę­bo­kie zaan­ga­żo­wa­nie się w naukę salsy (o tym opo­wiem póź­niej). Po dru­gie, decy­zja o opa­no­wa­niu sztuki prze­mó­wień publicz­nych. Lęk powstrzy­my­wał mnie przed nimi przez całe życie, a teraz czu­łem, że muszę go poko­nać. Pozna­łem czło­wieka, który był zawo­do­wym mówcą, i powie­dzia­łem mu, że zupeł­nie nie potra­fię prze­ma­wiać, a chcę się tego nauczyć. Posta­wił mi kawę (ow­szem, na­dal nie było mnie stać, żeby samemu ją sobie kupić!) i dał złotą radę: "Musisz dołą­czyć do klubu Toa­st­ma­sters i przez rok co tydzień wygła­szać prze­mó­wie­nie". Uzna­łem, że z pew­no­ścią wie, co mówi, więc posta­no­wi­łem go posłu­chać.

Pod­czas spo­tka­nia Toa­st­ma­sters w Colum­bus w sta­nie Ohio wysłu­cha­łem genial­nego prze­mó­wie­nia. Kiedy wystą­pie­nie się skoń­czyło, posze­dłem na koniec sali. Aku­rat napcha­łem sobie usta prze­ką­skami i pako­wa­łem kolejne w ser­wetkę, kiedy ktoś mnie zapy­tał, co robię.

Zamar­łem, a potem odwró­ci­łem się, żeby spraw­dzić, kto pyta. To był ten sam czło­wiek, który wygło­sił nie­sa­mo­wite prze­mó­wie­nie! Pró­bo­wa­łem prze­łknąć jedze­nie, jed­no­cze­śnie zacho­wu­jąc się tak, jakby wpy­cha­nie sobie jedyną sprawną ręką dar­mo­wego jedze­nia do wszyst­kich posia­da­nych kie­szeni było cał­ko­wi­cie nor­mal­nym zacho­wa­niem.

"Eee, no, nie mam za bar­dzo pie­nię­dzy, więc zabie­ram sobie tro­chę tego na póź­niej".

Gdy­bym mógł się scho­wać pod sto­li­kiem, bez waha­nia bym to zro­bił, nie było jed­nak szans, żebym doko­nał tego nie­po­strze­że­nie. W końcu mam 193 cen­ty­me­try wzro­stu. Poza tym zgnió­tł­bym zacho­mi­ko­wane jedze­nie.

"Chodź, posta­wię ci lunch" -?odpo­wie­dział i odwró­cił się do wyj­ścia, jakby po każ­dym prze­mó­wie­niu spo­ty­kał głod­nych ludzi cho­wa­ją­cych prze­ką­ski po kie­sze­niach.

Nazy­wał się Frank Agin i był wła­ści­cie­lem firmy poma­ga­ją­cej oko­licz­nym przed­się­bior­com nawią­zy­wać kon­takty służ­bowe. To on zaczął uczyć mnie sztuki publicz­nego prze­ma­wia­nia. W miarę jak się lepiej pozna­wa­li­śmy, opo­wie­dzia­łem mu, że opa­no­wa­łem Lin­ke­dIna, i pomo­głem w uak­tu­al­nie­niu pro­filu. Wrę­czył mi za to czek na 100 dola­rów i stwier­dził, że to będzie punkt zwrotny dla jego firmy. Onie­mia­łem. Mam przez to rozu­mieć, że ludzie mi za coś takiego zapłacą? Po namo­wach Franka zaczą­łem poma­gać innym, któ­rzy rów­nież mi pła­cili. Praw­dzi­wymi pie­niędzmi!

Ale Frank nie pozwo­lił mi na tym poprze­stać. Nie­długo póź­niej miał dla mnie kolejne wyzwa­nie. "Powi­nie­neś napi­sać książkę o Lin­ke­dI­nie", powie­dział. Co? Nie mia­łem poję­cia, jak się coś takiego robi. Mia­łem dopiero 24 lata. Kto miałby mnie słu­chać? Zresztą w szkole śred­niej nie­mal obla­łem angiel­ski.

To go jed­nak nie znie­chę­ciło. Obie­cał mi pomóc. Sam napi­sał już kilka ksią­żek, więc uzna­li­śmy, że on zaj­mie się czę­ścią doty­czącą nawią­zy­wa­nia kon­tak­tów biz­ne­so­wych na żywo, a ja tą o uży­wa­niu Lin­ke­dIna do networ­kingu w sieci. Nasze dzieło nie było na miarę Pulit­zera, ale zostało wydane i nio­sło pewną war­tość dla czy­tel­ni­ków. Zanim się zorien­to­wa­łem, zosta­łem auto­rem książki, zara­bia­łem i par­łem do przodu.

Potem posze­dłem na spo­tka­nie użyt­kow­ni­ków Twit­tera i pomy­śla­łem, że być może mógł­bym zro­bić coś takiego na Lin­ke­dI­nie. W ten spo­sób w ciągu następ­nego roku, wyko­rzy­stu­jąc swoją sieć kon­tak­tów, zor­ga­ni­zo­wa­łem w całym kraju dwa­dzie­ścia spo­tkań networ­kin­go­wych, dzięki czemu mia­łem też wię­cej kon­sul­ta­cji, a osta­tecz­nie popro­wa­dzi­łem pierw­sze webi­na­rium i tra­fi­łem do świata biz­nesu cyfro­wego. Już ni­gdy nie obej­rza­łem się za sie­bie.

Czter­na­ście lat póź­niej nie tylko znowu upra­wia­łem sport. Od dzie­wię­ciu lat gra­łem w repre­zen­ta­cji USA w męskiej piłce ręcz­nej. W świe­cie biz­nesu mia­łem roz­ra­sta­jącą się firmę z rocz­nym przy­cho­dem w wyso­ko­ści kilku milio­nów dola­rów. Mój pod­cast, The School of Gre­at­ness, w któ­rym gosz­czę ludzi suk­cesu, liczy ponad 1200 odcin­ków. Został ścią­gnięty już pół miliarda razy i stale znaj­duje się bli­sko szczytu listy naj­po­pu­lar­niej­szych pod­ca­stów na całym świe­cie. Poza tym mam naj­lep­szy pro­gram doty­czący roz­woju oso­bi­stego na YouTu­bie i napi­sa­łem kilka kolej­nych ksią­żek, z któ­rych jedna tra­fiła na listę best­sel­le­rów "New York Timesa". Zosta­łem też zapro­szony do udziału w takich pro­gramach tele­wi­zyj­nych jak Ellen, Today i Good Mor­ning Ame­rica, a liczba osób obser­wu­ją­cych mnie w mediach spo­łecz­no­ścio­wych prze­kro­czyła 8 milio­nów.

Dzięki temu od dzie­się­ciu lat mogę wpły­wać na rze­czy­wi­stość, zasia­da­jąc w komi­te­tach dorad­czych orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych i słu­żąc spra­wom, które uwa­żam za ważne. Prze­ko­nuję sieć moich kon­tak­tów oso­bi­stych do prze­ka­zy­wa­nia milio­nów dola­rów na rzecz choćby Pen­cils of Pro­mise, Cha­rity: Water oraz Ope­ra­tion Under­gro­und Rail­road.1

W cza­sie tej podróży udało mi się zro­zu­mieć wiele rze­czy i dużo nauczyć od naj­wspa­nial­szych umy­słów z całego świata, od ludzi, któ­rzy dążą w swo­jej dzie­dzi­nie do mistrzo­stwa. Wie­dzia­łem jed­nak, że osta­tecz­nie muszę napi­sać tę książkę o odnaj­dy­wa­niu sensu, poko­ny­wa­niu lęków i two­rze­niu planu, który nada życiu zna­cze­nie i zapewni poczu­cie speł­nie­nia. Bo to wła­śnie satys­fak­cja towa­rzy­szy mi każ­dego dnia.

Ścieżka przed nami

Pod­czas naszej wspól­nej podróży dokład­niej opi­szę, w jaki spo­sób się roz­wi­ną­łem, także w ciągu ostat­nich lat. Suk­ces, zwy­cię­stwo czy mistrzo­stwo, to coś, co zgłę­biam i do czego dążę przez całe doro­słe życie. Musia­łem w tym cza­sie prze­zwy­cię­żyć wyzwa­nia psy­chiczne, fizyczne i emo­cjo­nalne w trzech naj­waż­niej­szych obsza­rach życia: zdro­wiu, rela­cjach oraz w moich przed­się­wzię­ciach i finan­sach. I nie było to łatwe. Na wszyst­kich pozio­mach naty­ka­łem się na lęki i obawy, ale z pomocą naj­wspa­nial­szych umy­słów świata poko­na­łem wiele z nich. Roz­ma­wiam z tymi mądrymi ludźmi -?i się od nich uczę. Zdo­ła­łem wyko­rzy­stać ich wie­dzę i prze­ko­nać się, w jaki spo­sób sami poko­nali ból, wyzwa­nia i traumy, po czym osią­gnęli nie­sły­chane rze­czy.

Możesz się jed­nak zasta­na­wiać, co mam na myśli, pisząc "suk­ces", "zwy­cię­stwo" lub "mistrzo­stwo".

Od czasu, kiedy wyko­na­łem tamto pierw­sze, wiel­kie, nie­do­sko­nałe dzia­ła­nie, do chwili obec­nej opra­co­wa­łem robo­czą defi­ni­cję:

Suk­ce­sem (zwy­cię­stwem, mistrzo­stwem) jest odkry­cie swo­ich wyjąt­ko­wych darów i talen­tów w celu reali­zo­wa­nia istot­nej misji i wywar­cia jak naj­więk­szego pozy­tyw­nego wpływu na ota­cza­ją­cych nas ludzi.

To nic skom­pli­ko­wa­nego. Cho­dzi o usta­le­nie, kim się jest i jak można w spo­sób auten­tyczny i wyjąt­kowy dla sie­bie spra­wić, żeby ota­cza­jący nas ludzie i cały świat stali się lepsi. Brzmi banal­nie, prawda? Co zatem powstrzy­muje tak wiele osób?

Jedną z głów­nych przy­czyn, dla któ­rych ludzie nie dążą do wiel­ko­ści, jest to, że na początku swo­jej drogi napo­ty­kają jej wroga: brak jasno spre­cy­zo­wa­nej istot­nej misji.

Cho­dzi o usta­le­nie, kim się jest i jak można w spo­sób auten­tyczny i wyjąt­kowy dla sie­bie spra­wić, żeby ota­cza­jący nas ludzie i cały świat stali się lepsi.

Kiedy nie wiesz, co tak naprawdę chcesz robić, trudno jest to reali­zo­wać. Zatem krok pierw­szy w niniej­szej książce to usta­le­nie swo­jego życio­wego celu. Jak powie­dział Vik­tor Frankl, który prze­żył Holo­kaust, a potem napi­sał książkę Czło­wiek w poszu­ki­wa­niu sensu: "Pierw­szą rze­czą, która nadaje życiu sens, jest pro­jekt, który wymaga two­jej uwagi"2. Bez niego po pro­stu włó­czysz się bez celu. Przed­sta­wię ci prak­tyczne wska­zówki, jak spre­cy­zo­wać swoją misję.

Brak jasno wyty­czo­nej ścieżki two­rzy w two­jej duszy próż­nię, którą natych­miast wypeł­niają lęki, smu­tek i pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym. Dla­tego tak ważny jest krok drugi tej książki, w któ­rym pokażę ci, jak poko­nać naj­pow­szech­niej­sze prze­szkody sto­jące na dro­dze do zwy­cię­stwa. Prze­pro­wa­dzę cię przez każdy z destruk­cyj­nych lęków: przed porażką, suk­ce­sem, tym, co myślą o tobie inni, i wresz­cie przed tym, co sam o sobie myślisz. Prawda jest taka, że lęki pozo­sta­wione same sobie pro­wa­dzą nas wszyst­kich do tego samego miej­sca: braku wiary w sie­bie i prze­ko­na­nia, że jeste­śmy nie­wy­star­cza­jący. Jedy­nym spo­so­bem na ich poko­na­nie i prze­kształ­ce­nie jest sta­wie­nie im czoła. W roz­dzia­łach zawar­tych w kroku dru­gim pokażę ci, jak tego doko­nać, a także przed­sta­wię prak­tyczny zestaw narzę­dzi do prze­kształ­ca­nia lęków.

W kroku trze­cim nauczysz się roz­wi­jać samą men­tal­ność zwy­cięzcy. Jej głów­nym ele­men­tem jest nie­za­chwiane prze­ko­na­nie, że jesteś wystar­cza­jący. Nie ozna­cza to, że dotar­łeś już do końca swo­jej podróży, osią­gną­łeś dosko­na­łość czy zro­bi­łeś w świe­cie mak­sy­mal­nie dużo dobrego. Ozna­cza to, że na­dal się roz­wi­jasz, na­dal idziesz naprzód, pró­bu­jesz, poty­kasz się, uczysz i jed­no­cze­śnie poma­gasz innym ludziom robić to samo.

Men­tal­ność zwy­cięzcy zaczyna nabie­rać kształ­tów, kiedy roz­po­czy­namy podróż ku uzdro­wie­niu z doświad­czo­nych w prze­szło­ści traum i cier­pie­nia. Dopóki się od nich nie uwol­nimy, będziemy zupeł­nie nie­świa­do­mie zda­wać się na ich łaskę. W dal­szych czę­ściach książki dokład­nie omó­wię psy­cho­lo­giczne i neu­ro­lo­giczne mecha­ni­zmy odpo­wie­dzialne za to, w jaki spo­sób nasza prze­szłość kształ­tuje nasze reak­cje w teraź­niej­szo­ści, a także wyja­śnię, jak wsłu­chi­wać się w głos wewnętrz­nego tre­nera zamiast kry­tyka.

Dopiero po roz­po­czę­ciu uzdra­wia­nia prze­szło­ści można doko­nać auten­tycz­nej oceny czte­rech klu­czo­wych ele­men­tów men­tal­no­ści zwy­cięzcy, które skła­dają się na coś, co nazy­wam sche­ma­tem men­tal­no­ści w dzia­ła­niu.

Toż­sa­mość. Jesteś co prawda boha­te­rem wła­snej przy­gody, ale praw­dzi­wymi boha­te­rami stają się wyłącz­nie ludzie, któ­rzy sta­wiają czoła wyzwa­niom i je poko­nują. Myśli. Twoje myśli, zwłasz­cza te nie­kon­tro­lo­wane, kształ­tują twoją rze­czy­wi­stość. Przyj­rzymy się więc, jak naj­now­sze odkry­cia neu­ro­nauki poma­gają zro­zu­mieć, co się dzieje w naszym mózgu. Emo­cje. Uczu­cia są bli­sko zwią­zane z two­imi myślami i cia­łem. W tym przy­padku neu­ro­nauka i psy­cho­lo­gia rów­nież dostar­czają prze­ło­mo­wych spo­strze­żeń. Paul Conti, autor dosko­na­łej pozy­cji Trauma: nie­wi­dzialna epi­de­mia, przy­po­mina o koniecz­no­ści uzdro­wie­nia bólu pocho­dzą­cego z prze­szło­ści, ponie­waż "trauma zmie­nia nasze emo­cje. A zmie­nione emo­cje wpły­wają na nasze decy­zje"3. Zacho­wa­nia. Za pomocą swo­ich dzia­łań wcie­lasz w życie wewnętrzną men­tal­ność. Prze­ana­li­zu­jemy rolę, jaką w pod­trzy­my­wa­niu nasta­wie­nia na suk­ces odgry­wają twoje nawyki i zwy­czaje.

I wresz­cie krok czwarty: potrze­bu­jesz planu docho­dze­nia do mistrzo­stwa. Poniż­sze sie­dem dzia­łań zapewni ci spraw­dzony plan opra­co­wany na pod­sta­wie mojego wła­snego doświad­cze­nia oraz ogrom­nej wie­dzy eks­per­tów, od któ­rych mia­łem moż­li­wość się uczyć.

Zada­waj odważne pyta­nia. Kiedy ośmie­lasz się sta­wiać sobie odważne pyta­nia, spra­wiasz, że nie­moż­liwe staje się moż­liwe. Daj sobie pozwo­le­nie. Kiedy drzwi zostaną już otwarte, musisz pozwo­lić sobie budzić się każ­dego dnia i przez nie prze­cho­dzić. Przyj­mij wyzwa­nie. Jeżeli chcesz stać się nie­ustra­szony, musisz z peł­nym zaan­ga­żo­wa­niem odda­wać się poko­ny­wa­niu lęków, dopóki nie znikną. Pokażę ci, jak w tym celu wyko­rzy­stać trzy­dzie­sto-, sześć­dzie­się­cio- bądź dzie­więć­dzie­się­cio­dniowe wyzwa­nie. Zde­fi­niuj cele roz­woju. Pokażę ci swój wła­sny, spraw­dzony pro­ces usta­na­wia­nia i osią­ga­nia celów, dzięki któ­remu poczu­jesz się sil­niej­szy, a nie przy­tło­czony. Pozy­skaj wspar­cie. Nie uda ci się osią­gnąć wszyst­kiego w poje­dynkę. Będziesz potrze­bo­wać pomocy pły­ną­cej z wnę­trza w postaci nawy­ków i rutyn, a także zewnętrz­nego wspar­cia zna­jo­mych, tre­ne­rów i innych osób, aby utrzy­mać się na wła­ści­wej dro­dze. Bierz się do pracy. Teraz jest czas na dzia­ła­nie. Przed­sta­wię ci spo­soby reali­zo­wa­nia zało­żeń i anga­żo­wa­nia się w istotne dzia­ła­nia, żeby przeć naprzód nie­za­leż­nie od wszyst­kiego. Doceń to! Wszystko to spro­wa­dza się do uzna­nia, że jesteś wystar­cza­jący, będąc auten­tycz­nym sobą, nie­za­leż­nie od osią­ga­nych wyni­ków.

Czy naprawdę tego pragniesz?

Na następ­nych stro­nach będę korzy­stać z porad eks­per­tów, któ­rzy byli moimi nauczy­cie­lami w ciągu ostat­nich dzie­się­ciu lat, i podzielę się z tobą wła­snymi spo­strze­że­niami. Nie mam wszyst­kich odpo­wie­dzi. Nikt z nas ich nie ma. Ale wspól­nie możemy osią­gnąć coś wię­cej, coś wspa­nial­szego, a może nawet praw­dziwy suk­ces.

Nie twier­dzę, że mnie się to już udało. By­naj­mniej. Moja podróż na­dal trwa. Ale... Jestem wystar­cza­jący. Nauczy­łem się kochać i akcep­to­wać sie­bie, a każ­dego dnia dowia­duję się cze­goś nowego i się roz­wi­jam. Uzmy­sło­wi­łem sobie, że ist­nieje droga do miej­sca, w któ­rym mogę reali­zo­wać swoją istotną misję i czuć głę­bo­kie speł­nie­nie oraz donio­słość życia.

Ostrze­gam, że dąże­nie do suk­cesu może się wią­zać z potknię­ciami i upad­kami. Czy jesteś gotowy pod­jąć to ryzyko? Kie­dyś, gdy uczy­łeś się cho­dzić, byłeś gotowy. Upa­da­łeś, i to czę­sto. Ale wytrwale wsta­wa­łeś i pró­bo­wa­łeś jesz­cze raz. I znowu. I ponow­nie. Aż opa­no­wa­łeś tę sztukę. Teraz już nawet o tym nie myślisz. Takiej postawy będziesz potrze­bo­wać. Musisz czuć się kom­for­towo z pró­bami, nie­po­wo­dze­niami i przy­swa­ja­niem pły­ną­cych z nich lek­cji, mając świa­do­mość, że porażka to jedyna droga do suk­cesu.

Czy jesteś gotowy odkryć swoje wyjąt­kowe dary i talenty, a potem w pełni zaan­ga­żo­wać się w ich roz­wi­ja­nie?

Będzie to wyma­gało zigno­ro­wa­nia kry­ty­ków oraz opi­nii wszyst­kich tych ludzi, któ­rzy wolą sie­dzieć na try­bu­nach, niż wyjść na boisko (łącz­nie z naj­gło­śniej­szym kry­ty­kiem sie­dzą­cym w two­jej gło­wie). Pod­czas swo­jej podróży nauczy­łem się, że z kry­tyką spo­tkamy się nie­za­leż­nie od wszyst­kiego. To cena, którą pła­cimy za moż­li­wość życia. Nie pozwa­laj jed­nak, żeby kry­tyka dyk­to­wała histo­rię two­jego życia.

Będzie to wyma­gało zna­le­zie­nia i słu­cha­nia tre­ne­rów, któ­rzy pomogą ci wyjść poza twoje lęki i roz­sze­rzyć wyobra­że­nie o tym, co może się wyda­rzyć w twoim życiu. Być może potrzebna będzie pomoc doświad­czo­nych pro­fe­sjo­na­li­stów bądź tera­peu­tów, któ­rzy pomogą ci uzdro­wić prze­szłość, żebyś mógł ruszyć naprzód. Nie twier­dzę, że dokład­nie wiem, jakiego kon­kret­nie wspar­cia będziesz potrze­bo­wać, ale wiem, że John C. Maxwell, eks­pert w zakre­sie przy­wódz­twa, ma rację: "Jeden to za mała liczba, żeby osią­gnąć zwy­cię­stwo"4.

Będziesz musiał dawać z sie­bie wszystko i podej­mo­wać odważne dzia­ła­nia, by potem nie przy­wią­zy­wać wagi do uzy­ska­nych wyni­ków. Mogą się one róż­nić od tych, jakich się spo­dzie­wa­łeś. Mogą być lep­sze. A mogą być po pro­stu inne. I to jest w porządku. Jeżeli na­dal będziesz reali­zo­wać swoją istotną misję i robić to, na co któ­re­goś dnia z pew­no­ścią spoj­rzysz z dumą, wyniki same się o sie­bie zatrosz­czą.

Pyta­nie, które chcę ci w tym momen­cie zadać -?odpo­wia­da­jąc na nie, bądź ze sobą cał­ko­wi­cie szczery, liczy się wyłącz­nie twoje zda­nie -?brzmi: Czy jesteś gotowy odkryć swoje wyjąt­kowe dary i talenty, w pełni zaan­ga­żo­wać się w ich roz­wi­ja­nie i dzięki temu wywie­rać jak naj­więk­szy wpływ na ota­cza­ją­cych cię ludzi?

Jeżeli twoja odpo­wiedź jest twier­dząca, uda ci się opa­no­wać men­tal­ność zwy­cięzcy i sko­ry­go­wać swoją opo­wieść w taki spo­sób, żebyś to nie ty gonił za mistrzo­stwem, ale by mistrzo­stwo goniło za tobą.

Rozdział 2. Sukces jako alternatywa

Roz­dział 2

Suk­ces jako alter­na­tywa

Trzy­na­sty wrze­śnia 2007 roku miał być dla porucz­nika mary­narki wojen­nej USA Jasona Red­mana jed­nym z ostat­nich dni służby w irac­kiej pro­win­cji Anbar. Nie­mal każ­dego wie­czoru wraz z towa­rzy­szami broni brał udział w misjach, które czę­sto prze­ra­dzały się w nie­bez­pieczne strze­la­niny. Był to naj­trud­niej­szy okres w jego pięt­na­sto­let­niej karie­rze woj­sko­wej. Jesz­cze tylko tydzień i w końcu miał wra­cać do domu, do żony i trojga małych dzieci na Hal­lo­ween.

Tam­tej nocy wywiad suge­ro­wał, że być może naresz­cie udało im się zlo­ka­li­zo­wać głów­nego przy­wódcę Al-Kaidy z tej pro­win­cji, który był rów­nież odpo­wie­dzialny za śmierć innego żoł­nie­rza mary­narki. Wia­domo było, że jego ochro­nia­rze wolą wysa­dzić się w powie­trze, niż się pod­dać.

Przy­go­to­wu­jąc się do misji, Jason uznał, że będzie musiał się szybko ruszać, więc już pra­wie zre­zy­gno­wał z bocz­nych płyt bali­stycz­nych -?nie chciał, żeby spo­wal­niał go ich cię­żar -?ale coś nie dawało mu spo­koju i kazało je zało­żyć. Zro­bił to i bez dal­szych namy­słów wsiadł do heli­kop­tera, któ­rym cały oddział pole­ciał na tery­to­rium wroga.

Kiedy dotarli na miej­sce, wska­zany dom był już opusz­czony. Zna­leźli w nim jed­nak broń i mate­riały wybu­chowe, nie­zbędne do pro­duk­cji bomb, więc na czas ich nisz­cze­nia oddział Jasona usiadł na ganku. Wtedy dostali infor­ma­cję, że nie­całe 150 metrów dalej zauwa­żono pięć osób bie­gną­cych z innego budynku ku gęstym zaro­ślom. Dzie­wię­ciu żoł­nie­rzy, wśród nich Jason, zostało wysła­nych do namie­rze­nia ich i prze­słu­cha­nia.

Idąc w mroku, poro­zu­mie­wali się ze wspar­ciem z powie­trza. Czy grupa jest uzbro­jona? Nie. Co dokład­nie robią? Nie widzimy ich. Kiedy zaczęli prze­dzie­rać się przez krzaki, szó­sty zmysł Jasona pod­po­wie­dział mu, że coś tu nie gra. Męż­czy­zna zrzu­cił to jed­nak na stres i dzia­łał dalej zgod­nie z tym, jak został prze­szko­lony.

I nagle sytu­acja dra­stycz­nie się zmie­niła. Woj­skowy sani­ta­riusz zna­lazł jed­nego z poszu­ki­wa­nych, dosłow­nie na niego nastę­pu­jąc. Led­wie widoczny czło­wiek prze­to­czył się po ziemi i wycią­gnął ku niemu ręce, a on otwo­rzył ogień i jed­no­cze­śnie sam został ranny. Nikt z oddziału nie wie­dział w tam­tej chwili, że tych pię­ciu śle­dzo­nych męż­czyzn to ostatni spo­śród pięt­na­stu ochro­nia­rzy-samo­bój­ców przy­wódcy Al-Kaidy, któ­rzy zasta­wili w zaro­ślach zasadzkę. Co gor­sza, sani­ta­riusz szedł na samym końcu, co ozna­czało, że Jason i pozo­stali zna­leźli się w jej środku.

Kiedy odcią­gali sani­ta­riu­sza za leżącą w pobliżu oponę cią­gnika, rów­nież zostali ostrze­lani. Idący na przo­dzie Jason zna­lazł się nie­całe pięt­na­ście metrów od dwóch kara­bi­nów maszy­no­wych mio­ta­ją­cych wiel­kimi poci­skami roz­świe­tla­ją­cymi oko­licę niczym wybu­cha­jące świe­tliki.

Jason natych­miast obe­rwał całą serią. Upa­da­jąc, czuł się tak, jakby trzy­stu­pięć­dzie­się­cio­ki­lowy goryl zdzie­lił go kijem do bejs­bola. Dostał w prawy łokieć i ból prze­szył go aż do czaszki. Się­gnął lewą ręką i nic nie zna­lazł, uznał więc, że stra­cił prawe ramię. Nie prze­sta­wał jed­nak strze­lać i wykrzy­ki­wać roz­ka­zów, przez co wróg sku­pił ogień na nim.

Kule spa­dały na jego hełm, roz­biły nok­to­wi­zor, odbi­jały się od broni. Jedna z nich tra­fiła go tuż przed pra­wym uchem i wyszła przez nos. Siła ude­rze­nia strza­skała mu szczękę, wszyst­kie kości wokół oka, odstrze­liła nos i pozba­wiła świa­do­mo­ści.

Kiedy odzy­skał przy­tom­ność, pró­bo­wał poukła­dać sobie w gło­wie, co się wyda­rzyło. "Nie mam ręki". Lewą dło­nią poma­cał się po policzku. "Nie mam twa­rzy". Kilka cen­ty­me­trów nad nim prze­le­ciały poci­ski smu­gowe. "Nie ruszaj się!"

Nie mógł dosię­gnąć opa­ski uci­sko­wej, żeby zata­mo­wać krwa­wie­nie, więc wezwał pomoc. Dopiero wtedy oddział się zorien­to­wał, że Jason jesz­cze żyje. Nagle kolejna seria tra­fiła w boczną płytę, którą miał zosta­wić w bazie. Mimo że ude­rze­nie było bar­dzo bole­sne, kule nie tra­fiły w nerkę i nie strza­skały krę­go­słupa.

Dowódcy oddziału jakimś cudem udało się prze­cią­gnąć Jasona za oponę. Nade­szło wezwane wspar­cie powietrzne, ale do czasu, gdy per­so­nel medyczny skoń­czył gorącz­kowo opa­try­wać rany Jasona, męż­czy­zna stra­cił około 40 pro­cent krwi.

Został prze­trans­por­to­wany do Bethesda Naval Hospi­tal w Mary­land, gdzie leka­rze na pod­sta­wie tomo­gra­fii wyko­nali trój­wy­mia­rowy model jego czaszki, żeby opra­co­wać plan jej rekon­struk­cji. Zdję­cia wyglą­dały tak, jakby męż­czy­zna obe­rwał w twarz sie­kierą. Prawe ramię na­dal było na miej­scu, jed­nak leka­rze roz­wa­żali jego ampu­ta­cję.

Mimo wszystko skala obra­żeń jesz­cze nie w pełni do niego docie­rała. Jako że w paź­dzier­niku tego samego roku zamie­rzał udać się na Wyspy Dzie­wi­cze na ślub sio­stry, w pew­nym momen­cie zapy­tał pisem­nie pie­lę­gniarkę, jak długo będą go skła­dać, żeby mógł wyjść ze szpi­tala na czas. Ona tylko spoj­rzała na niego z nie­do­wie­rza­niem i stwier­dziła, że poskła­da­nie go zaj­mie całe lata.

Pew­nej nocy, gdy leżał bez­czyn­nie i mógł się tylko zma­gać z wła­snymi myślami, usły­szał czyjś głos. Ktoś naj­wy­raź­niej wszedł do jego sali, myśląc, że Jason śpi, i zaczął mówić o tym, jak przy­tła­cza­jący jest pobyt w szpi­talu, jak okrop­nie muszą się czuć ci wszy­scy ranni żoł­nie­rze, któ­rzy ucier­pieli i już ni­gdy nie będą tacy sami. W końcu do Jasona dotarło, że ten ktoś mówi o nim.

Kiedy wygrywa wróg

Jeżeli kto­kol­wiek miał pre­tekst, żeby zre­zy­gno­wać z dąże­nia do roz­woju w życiu, to wła­śnie Jason Red­man. Ale jak się zaraz prze­ko­nasz, wybrał inną drogę.

Wielu nie­sa­mo­wi­tych ludzi wie­dzie życie pozba­wione suk­ce­sów, ponie­waż dzia­łają auto­ma­tycz­nie, a nie roz­myśl­nie. Pozwa­lają, by ogra­ni­czały ich lęki, nie­po­kój i cier­pie­nia z prze­szło­ści, zamiast przy­jąć nie­ogra­ni­cza­jące nasta­wie­nie men­talne przy­cią­ga­jące obfi­tość. Nie ozna­cza to, że ni­gdy nie mie­rzą się z trud­no­ściami. W tej czy innej for­mie tra­fiają się one nam wszyst­kim. Ale to nie zna­czy, że musimy przed nimi ucie­kać. Możesz posta­no­wić, że zaak­cep­tu­jesz wyzwa­nie i sta­wisz czoła lękom -?i będziesz się cie­szyć swoją podróżą!

Kiedy ludzie żyją w mroku lęku i nie­pew­no­ści, nie mają tego, co nazy­wam istotną misją: pod­sta­wo­wego celu, który nadaje praw­dziwą wagę temu, co robią. W efek­cie nie odczu­wają wewnętrz­nej wol­no­ści ani spo­koju pod­czas swo­jej życio­wej podróży. Nie­świa­do­mie pozwa­lają lękom kon­tro­lo­wać swoje decy­zje i wpły­wać na dostrze­gane moż­li­wo­ści wyboru. W rezul­ta­cie czują, że utknęli w obec­nym poło­że­niu, a nawet są w nim uwię­zieni, przez co czują się zagu­bieni bądź roz­ża­leni i źli na samych sie­bie oraz innych.

Taka wewnętrzna nie­pew­ność może powo­do­wać ogromny nie­po­kój, a ponie­waż ciało reaguje na te emo­cje, poja­wiają się przy­kre reak­cje fizjo­lo­giczne albo ataki paniki. W dzi­siej­szych cza­sach coraz czę­ściej widzimy prze­jawy tego nie­po­koju. Zabu­rze­nia lękowe sta­no­wią najczę­ściej dia­gno­zo­wane zabu­rze­nie psy­chiczne w USA: wpły­wają na 40 milio­nów doro­słych5. Według Cle­ve­land Cli­nic nawet 30 milio­nów Ame­ry­ka­nów każ­dego roku doświad­cza ataku paniki6. Naj­więk­sze trud­no­ści doty­kają czę­sto ludzi znaj­du­ją­cych się w sile wieku. Naro­dowy Insty­tut Zdro­wia Psy­chicz­nego (Natio­nal Insti­tute of Men­tal Health) donosi, że zabu­rze­nia lękowe doty­czą ponad 31 pro­cent osób w okre­sie dora­sta­nia, 22 pro­cent osób w wieku 18-44 lata i nieco ponad 20 pro­cent osób w wieku 45-59 lat7. Innymi słowy, żadna grupa wie­kowa nie jest od nich wolna.

Wzrost liczby osób odczu­wa­ją­cych nie­po­kój można przy­pi­sać wielu czyn­ni­kom, ale naj­waż­niej­szym jest nasi­la­jące się poczu­cie nie­pew­no­ści. Jak powie­działa w moim pro­gra­mie dok­tora Wendy Suzuki: "nie­pew­ność to główna przy­czyna wielu naszych obaw"8.

Czy kie­dy­kol­wiek odczu­wa­łeś nie­za­do­wo­le­nie ze swo­jego życia? Z pracy albo firmy? Ze związ­ków uczu­cio­wych, rodziny albo przy­ja­ciół? Albo, przede wszyst­kim, z samego sie­bie?

Ogólne poczu­cie roz­cza­ro­wa­nia może stać się regułą zamiast być wyjąt­kiem. Praw­do­po­dob­nie wła­śnie dla­tego widzimy zna­czący spa­dek odczu­wa­nego przez doro­słych Ame­ry­ka­nów szczę­ścia. Pro­wa­dzone przez ponad 40 lat (1973-2016) bada­nie opi­nii spo­łecz­nej wyka­zało, że ludzie są coraz mniej szczę­śliwi, a ten­den­cja ta pogłę­biła się zwłasz­cza w ciągu ostat­nich 20 lat9.

Nie­któ­rzy wyko­rzy­stują mecha­ni­zmy obronne przy­no­szące doraźną ulgę w stre­sie, takie jak spo­ży­wa­nie więk­szej ilo­ści pokar­mów z jed­no­cze­snym ogra­ni­cze­niem wysiłku fizycz­nego. Może to wyja­śniać, dla­czego według Naro­do­wego Insty­tutu Zdro­wia nie­mal 1 na 3 doro­słych Ame­ry­ka­nów ma nad­wagę, ponad 40 pro­cent jest oty­łych, a mniej wię­cej 1 osoba na 11 cierpi na ciężką oty­łość10. Nie­stety wszyst­kie te zacho­wa­nia to auto­sa­bo­taż, który nasila pro­blem, zamiast pro­wa­dzić do roz­wią­zań. Naszym zada­niem zaś jest namie­rzyć przy­czynę pro­blemu i zna­leźć zdrowe roz­wią­za­nia zapew­nia­jące roz­wój, obfi­tość i suk­ces.

Nie­kiedy ludzie podej­mują złe decy­zje finan­sowe w nadziei, że wyda­nie więk­szej sumy pie­nię­dzy w krót­kim cza­sie bądź naby­cie tej jed­nej magicz­nej rze­czy jakimś cudem da im poczu­cie speł­nie­nia. Kiedy nie osią­gają spo­dzie­wa­nego rezul­tatu, pró­bują jesz­cze raz. I znowu. Ten wzo­rzec postę­po­wa­nia jest zgubny zwłasz­cza dla osób, które i bez niego żyją od pierw­szego do pierw­szego. Może pro­wa­dzić do powsta­nia dłu­gów, które jesz­cze bar­dziej utrud­niają życie i tylko nasi­lają już wcze­śniej przy­tła­cza­jący stres.

Wzrost poziomu zadłu­że­nia widać bar­dzo wyraź­nie. Według Ame­ry­kań­skiego Depar­ta­mentu Miesz­kal­nic­twa i Roz­woju Miast w roku 2021 mediana docho­dów gospo­dar­stwa domo­wego w USA wyno­siła 79 900 dola­rów11. To nie­mal 35 tysięcy dola­rów wię­cej niż w roku 2000. Jed­nakże śred­nie zadłu­że­nie prze­cięt­nego gospo­dar­stwa domo­wego wynosi obec­nie 145 tysięcy dola­rów, co ozna­cza wzrost o ponad 94 tysiące dola­rów w tym samym okre­sie! Nie twier­dzę, że wszyst­kie długi są złe, ale to dodat­kowe obcią­że­nie finan­sowe tylko nasila stres. Zamiast popra­wiać ludziom samo­po­czu­cie, jedy­nie zwięk­sza pro­blem.

Nie­któ­rzy ludzie, żeby poczuć się lepiej i oczy­ścić umysł, cią­gle są czymś zajęci. Myślą, że jeśli tylko uda im się zro­bić wię­cej, wresz­cie poczują, że są war­to­ściowi, a podej­mo­wane przez nich dzia­ła­nia przy­czy­nią się do jakiejś zmiany w świe­cie. Zawsze jed­nak bra­kuje im czasu na upo­ra­nie się z tym, co trzeba zro­bić już teraz, nie ma więc co wspo­mi­nać o dodat­ko­wych przed­się­wzię­ciach. Minuty mijają, a wraz z ich upły­wem rośnie wra­że­nie przy­tło­cze­nia. Osoby te czują wtedy zna­jomy ucisk w klatce pier­sio­wej, cię­żar sie­dzą­cego na niej potwora, który utrud­nia oddy­cha­nie i myśle­nie.

Nie uda ci się zmie­nić kie­runku, w jakim zmie­rza twoje życie, jeżeli nie wiesz, gdzie znaj­du­jesz się w tym momen­cie.

Czują się wycień­czeni walką ze zbyt wie­loma sro­kami zła­pa­nymi za ogon. Wyczer­pani. Nie mogą z niczym nadą­żyć. Nie mają czasu na odpo­czy­nek. Na sen. Na rela­cje. Na ćwi­cze­nia fizyczne. Nie potra­fią speł­nić ocze­ki­wań przy­ja­ciół, rodziny, współ­pra­cow­ni­ków i spo­łe­czeń­stwa. Toną w obo­wiąz­kach. A to pociąga za sobą dole­gli­wo­ści fizyczne: bóle głowy i migreny, ucisk w gar­dle, pal­pi­ta­cje, pro­blemy z żołąd­kiem, bóle ple­ców... Do wyboru, do koloru. Ciało bije na alarm -?coś jest nie tak.

I im szyb­ciej kręci się to błędne koło, tym bar­dziej osoby takie czują się odizo­lo­wane i samotne. "Nikt nie rozu­mie, jak się czuję. Nie mogę o tym z nikim poroz­ma­wiać, bo tylko ja niczego nie ogar­niam, wszy­scy inni radzą sobie świet­nie". A skoro to prawda, to poja­wia się zgorzk­nia­łość. "Dla­czego ja? Dla­czego tylko ja mam pro­blemy emo­cjo­nalne, finan­sowe, rela­cyjne, duchowe (i wszel­kie inne)? Dla­czego wszystko i wszy­scy chcą mnie dopaść?" Nie wydaje mi się, że to tylko zbieg oko­licz­no­ści, iż nie­mal 20 pro­cent wszyst­kich Ame­ry­ka­nów doświad­czyło pro­ble­mów ze zdro­wiem psy­chicz­nym12 (a było to jesz­cze przed pan­de­mią!).

Pozwól, że coś ci wyja­śnię. Opi­sa­łem cały ten ból i nie­po­kój w trze­ciej oso­bie: oni czują, oni doświad­czają, oni się boją. Ale nie­jed­no­krot­nie ja sam odczu­wa­łem nie­mal wszystko z zamiesz­czo­nej wyżej listy. Może ty też tego doświad­czy­łeś. Już wspo­mi­na­łem o czę­ści trud­no­ści życio­wych, przez które prze­sze­dłem, a na kolej­nych stro­nach opi­szę je dokład­niej.

Trud zwią­zany z osią­ga­niem suk­cesu to część tego, co czyni nas ludźmi.

Zachę­cam cię do ponow­nej lek­tury powyż­szych opi­sów, tym razem jed­nak zmień osobę trze­cią na drugą. Ty czu­jesz. Ty doświad­czasz. Ty się boisz. A jeżeli naprawdę poważ­nie pod­cho­dzisz do dąże­nia do suk­cesu, zmień ją na pierw­szą. Ja czuję wyczer­pa­nie. Ja doświad­czam przy­tło­cze­nia. Ja się boję, że za mało robię albo że nie jestem wystar­cza­jący. Ja codzien­nie czuję tego bole­sne kon­se­kwen­cje.

Nie pró­buję przy­spa­rzać ci kolej­nych kło­po­tów. Chcę cię jedy­nie zachę­cić do bycia szcze­rym z samym sobą, ponie­waż nie uda ci się zmie­nić kie­runku, w jakim zmie­rza twoje życie, jeżeli nie wiesz, gdzie znaj­du­jesz się w tym momen­cie. Nie możesz mieć nadziei na dotar­cie do nowego miej­sca, jeżeli nie przy­zna­jesz przed sobą, w jakim poło­że­niu obec­nie się znaj­du­jesz. Jeśli chcesz się wspiąć na naj­wyż­szą górę, przyda ci się wie­dza, czy znaj­du­jesz się w poło­wie drogi na szczyt, tkwisz w bło­cie naj­głęb­szej doliny, a może jesteś tysiąc kilo­me­trów dalej na pust­ko­wiu.

Jeżeli któ­raś z tych sytu­acji wydaje ci się zna­joma, nie jesteś sam. By­naj­mniej! Jesteś nor­malny. Nie usi­łuję try­wia­li­zo­wać sto­ją­cych przed tobą wyzwań ani tego, że nie­któ­rzy ludzie mają bar­dziej bole­sną prze­szłość oraz mie­rzą się z więk­szymi prze­szko­dami i uprze­dze­niami niż inni. Pod­czas roz­mów z licz­nymi eks­per­tami z całego świata, lek­tury spo­strze­żeń wielu innych spe­cja­li­stów i roz­mów z ludźmi, któ­rzy po pro­stu sta­rają się wznieść swoje życie na wyż­szy poziom, nauczy­łem się, że trud zwią­zany z osią­ga­niem oso­bi­stego mistrzo­stwa to część tego, co czyni nas ludźmi. Zma­gać się zna­czy żyć.

Nie ozna­cza to jed­nak, że trzeba cier­pieć.

Każdy z nas ma poten­cjał do tego, żeby osią­gnąć coś wię­cej.

Nasza odpo­wiedź na trud życia jest ważna, ponie­waż każdy z nas ma poten­cjał do tego, żeby osią­gnąć coś wię­cej -?suk­ces. Z pew­no­ścią nie­raz odczu­jesz lęk. Na swo­jej dro­dze natra­fisz na wyzwa­nia. Wszystko zależy teraz od tego, co z nimi zro­bisz.

Nie­któ­rzy uwa­żają, że wróg mistrzo­stwa ujaw­nia się w nie­prze­wi­dy­wal­nych wybu­chach zło­ści. Takie zewnętrzne oznaki wewnętrz­nej rze­czy­wi­sto­ści nie­jed­no­krot­nie wydają się brać zni­kąd, nie wia­domo, co je wywo­łuje. Łatwo je lek­ce­wa­żyć, kiedy są drobne, ale z cza­sem mogą sta­wać się częst­sze i sil­niej­sze. Zazwy­czaj wyni­kają z nie­prze­pra­co­wa­nej traumy czy nie­uko­jo­nego bólu z przeszło­ści.

Uwiel­biam meta­forę z soczy­stą poma­rań­czą. Jeżeli ści­śniesz ten owoc, prze­ko­nasz się, że w jego wnę­trzu znaj­duje się sok. Kiedy czło­wiek znaj­dzie się pod pre­sją, to, co z niego wyj­dzie, zależy od jego wnę­trza. Jeżeli w swoim wnę­trzu masz spo­kój, miłość i cier­pli­wość, to wła­śnie one ujaw­nią się, gdy "przy­da­rzy ci się życie". Jeśli w swoim wnę­trzu masz złość, urazę, wstyd i stres i nie nauczy­łeś się prze­pra­co­wy­wać tego bólu, to wła­śnie one z cie­bie wypłyną, kiedy nie wszystko pój­dzie zgod­nie z twoim pla­nem.

Nie­któ­rzy nauczyli się dusić wszystko w sobie. Nauczyli się nie wyra­żać zło­ści czy fru­stra­cji. Ale to tylko spra­wia, że emo­cje te obja­wiają się w ich przy­padku w inny spo­sób.

Nie­ważne, co robimy, nasz wewnętrzny ból i tak się objawi.

Ja sam nosi­łem w sobie kie­dyś dużo lęku i zło­ści, które wycho­dziły ze mnie, kiedy życie dawało mi w kość w okre­ślony spo­sób. Nie wyglą­dało to dobrze. Podróż ku uzdro­wie­niu, którą pod­ją­łem, dopro­wa­dziła mnie jed­nak do miej­sca peł­nego spo­koju i zado­wo­le­nia.

Przeciwieństwo "niezłego": "niedobry"

W ciągu kilku lat od chwili, gdy wsta­łem z kanapy sio­stry i wkro­czy­łem do świata Lin­ke­dIna, zdo­ła­łem zbu­do­wać firmę z przy­cho­dem w wyso­ko­ści kilku milio­nów dola­rów rocz­nie. Przy­no­siła mi dużo pie­nię­dzy i poma­gała wielu oso­bom. I przez jakiś czas to wystar­czało. Ale powoli zaczęło do mnie docie­rać, że jeżeli jesz­cze raz będę musiał mówić o tym, w jaki spo­sób zop­ty­ma­li­zo­wać opis na pro­filu, to, cóż... pew­nie wybuchnę, jak to się wtedy zda­rzało.

Nie był to pierw­szy raz, gdy tra­ci­łem serce do cze­goś. Weźmy na przy­kład bejs­bol: od pią­tego roku życia gra­łem w niego z wielką przy­jem­no­ścią, aż w wieku lat sie­dem­na­stu uzna­łem, że to już nie dla mnie. Byłem w nim dobry -?nale­ża­łem do naj­lep­szych zawod­ni­ków w dru­ży­nie -?ale już za nim nie prze­pa­da­łem i nie wyobra­ża­łem sobie, dokąd miałby mnie dopro­wa­dzić w przy­szło­ści. Porzu­ci­łem go więc i sku­pi­łem się na fut­bolu, koszy­kówce i kon­ku­ren­cjach lek­ko­atle­tycz­nych. Dzięki takiemu posu­nię­ciu doko­na­nemu w ostat­niej kla­sie szkoły śred­niej mia­łem w col­lege'u czas, by roz­wi­nąć te umie­jęt­no­ści, prze­sze­dłem na wyż­szy poziom i dwu­krot­nie zdo­by­łem wyróż­nie­nie All-Ame­ri­can: w fut­bolu ame­ry­kań­skim i dzie­się­cio­boju.

Z firmą było podob­nie jak z bejs­bo­lem: byłem nią mocno pod­eks­cy­to­wany, a potem mi prze­szło. Nie wyko­rzy­sty­wa­łem w niej pełni swo­ich moż­li­wo­ści, cho­ciaż z dru­giej strony nie bar­dzo wie­dzia­łem, co innego mógł­bym robić. Osią­gnię­cie suk­cesu w biz­ne­sie było oczy­wi­ście miłe, a jesz­cze mil­sze było posia­da­nie pie­nię­dzy na kon­cie. Nic zatem dziw­nego, że moi kole­dzy byli w szoku, kiedy powie­dzia­łem im, że myślę o zmia­nie: "Co ty wypra­wiasz? Masz już firmę, która przy­nosi kupę pie­nię­dzy i pomaga wielu oso­bom. Dla­czego miał­byś cokol­wiek zmie­niać?".

Ja nato­miast wie­dzia­łem, że to nie jest mój punkt rado­ści (w następ­nym roz­dziale poroz­ma­wiamy o tym dokład­niej). Jak w przy­padku więk­szo­ści ludzi i moja misja ewo­lu­owała. Czu­łem, że już nie sku­piam się na tym, co sobie wcze­śniej zało­ży­łem. Nad­szedł czas na zmianę.

Posta­no­wi­łem odejść z tej roz­ra­sta­ją­cej się z każ­dym rokiem firmy i oznaj­mi­łem to mojemu wspól­ni­kowi. Już od jakie­goś czasu było dla mnie zresztą jasne, że on ma inną wizję jej pro­wa­dze­nia niż ja, ale się nie wychy­la­łem. Zabi­ja­łem się za to pracą do trze­ciej nad ranem, by wszystko dzia­łało. Choć obaj mie­li­śmy po poło­wie udzia­łów, ja wkła­da­łem w nią trzy-cztery razy wię­cej wysiłku. Odpo­wia­da­łem nie tylko za sprze­daż i mar­ke­ting, ale też two­rzy­łem tre­ści, nato­miast on odpo­wia­dał wyłącz­nie za kwe­stie tech­niczne. Kiedy prze­sta­łem pra­co­wać, wszystko zwol­niło. Gdy zapo­wie­dzia­łem, że chcę się wyco­fać, zobo­wią­zał się do prze­ję­cia czę­ści obo­wiąz­ków sprze­dażowych. Popro­wa­dził webi­na­rium, które wcze­śniej pro­wa­dzi­łem ja, i abso­lut­nie nic nie sprze­dał. Przed­sta­wił ten sam pro­dukt. Wygło­sił te same tre­ści. I nie przy­nio­sło to żad­nych efek­tów. Wie­dzia­łem, że czas zmie­nić kie­ru­nek.

Gwoli jasno­ści dodam, że nie byli­śmy wystar­cza­jąco doj­rzali ani nie posia­da­li­śmy odpo­wied­nich umie­jęt­no­ści, żeby w zdrowy spo­sób omó­wić całą sytu­ację. Podej­rze­wam, że każdy z nas był sfru­stro­wany tym dru­gim, a w dodatku byli­śmy mło­dzi i ego­cen­tryczni (sam z pew­no­ścią mogę się pod tymi sło­wami pod­pi­sać). Obwi­nia­li­śmy się wza­jem­nie i przez kilka mie­sięcy w zasa­dzie się do sie­bie nie odzy­wa­li­śmy.

Dopiero gdy zaczą­łem reali­zo­wać wła­sną istotną misję i uzdra­wiać swoją prze­szłość, mogłem wró­cić do niego z zupeł­nie innym nasta­wie­niem.

Kiedy znowu się do niego ode­zwa­łem, zro­bi­łem to z wdzięcz­no­ścią i spo­ko­jem. Był zaszo­ko­wany i zapy­tał, co mi się stało. Odpo­wie­dzia­łem po pro­stu, że jestem wdzięczny za to, że go spo­tka­łem i wspól­nie coś zbu­do­wa­li­śmy. Tym razem czu­łem uzna­nie, a nie fru­stra­cję. Pro­gram, który razem stwo­rzy­li­śmy, na­dal przy­no­sił zna­czące dochody, więc odsprze­da­łem mu swoje udziały za sied­mio­cy­frową kwotę i w pełni sku­pi­łem na roz­wi­ja­niu swo­jej istot­nej misji.

Co będzie, jeżeli się zatrzymasz?

Im wię­cej Jason Red­man myślał o tych przy­krych sło­wach, które usły­szał w szpi­talu, tym bar­dziej się zło­ścił. Ock­nął się i zdrową ręką napi­sał żonie, żeby nie przy­cho­dził do niego nikt, kto chciałby się nad nim uża­lać. Ni­gdy wię­cej. Popro­sił, żeby na drzwiach do jego sali wywie­siła ogło­sze­nie o nastę­pu­ją­cej tre­ści:

UWAGA

Do wszyst­kich wcho­dzą­cych:

Jeżeli chcesz tu wejść ze smut­kiem albo żeby lito­wać się nad moimi obra­że­niami, idź gdzieś indziej. Odnio­słem je, wyko­nu­jąc pracę, którą uwiel­biam, dla ludzi, któ­rych kocham, wspie­ra­jąc wol­ność kraju, który darzę głę­boką miło­ścią. Jestem nie­sa­mo­wi­cie twardy i odzy­skam pełną spraw­ność. Pełną, czyli jaką? Mak­sy­malną, jaką będzie w sta­nie osią­gnąć moje ciało. A potem dodam jesz­cze ze 20 pro­cent dzięki czy­stej psy­chicz­nej wytrwa­ło­ści. Sala, do któ­rej wcho­dzisz, to miej­sce zabawy, opty­mi­zmu i inten­syw­nej rege­ne­ra­cji. Jeżeli nie jesteś na to gotowy, idź gdzieś indziej.

Od kie­row­nic­twa13

Kiedy Jason posta­no­wił przy­jąć to opty­mi­styczne nasta­wie­nie, roz­po­czął powolny, bole­sny pro­ces zdro­wie­nia. Jego ogło­sze­nie nato­miast zro­biło furorę: pierw­sza dama Michelle Obama wspo­mniała o nim w dwóch tek­stach, a sekre­tarz obrony Robert Gates przy­to­czył je w cało­ści w swo­jej książce. Co wię­cej, zain­spi­ro­wało ono miliony ludzi sta­wia­ją­cych czoła przy­tła­cza­ją­cym wyzwa­niom do przy­ję­cia takiego samego nasta­wie­nia. Po latach pre­zy­dent Geo­rge W. Bush zapro­sił Jasona do Bia­łego Domu i zło­żył pod­pis na ogło­sze­niu, które wisi obec­nie w szpi­talu Bethesda, na kory­ta­rzu oddziału zaj­mu­ją­cego się ran­nymi żoł­nie­rzami, inspi­ru­jąc kolejne osoby, a sam Jason kon­ty­nu­uje swoją istotną misję.

Suk­ces nie wyda­rza się przez przy­pa­dek.

Oto co mi powie­dział: "Musimy kształ­to­wać bar­dziej odpor­nych psy­chicz­nie ludzi i pomóc im zro­zu­mieć, że cza­sami to oni sami będą musieli przyjść sobie na ratu­nek, nikt inny im nie pomoże. Wszystko zaczyna się od cie­bie. To ty musisz wstać i ruszyć naprzód. Decy­zja, by to zro­bić, sama w sobie daje już pewien poziom rezy­lien­cji"14. Innymi słowy, suk­ces nie wyda­rza się przez przy­pa­dek. Nikt się ni­gdy przy­pad­kowo nie pośli­zgnął i na niego nie wpadł. Jor­dan Peter­son, kana­dyj­ski dok­tor psy­cho­lo­gii, ostrzega nawet rodzi­ców przed zbyt­nim uła­twia­niem dzie­ciom życia, gdyż może to spo­wo­do­wać, że nie będą odporne psy­chicz­nie. Brak wyzwań w życiu może wręcz zaszko­dzić ich roz­wo­jowi15.

A co będzie, jeżeli zre­zy­gnu­jesz z dąże­nia do mistrzo­stwa i przy­ję­cia tego opty­mi­stycz­nego nasta­wie­nia? Jak będzie wtedy wyglą­dać twoje życie? Być może będziesz osią­gać róż­no­ra­kie wyniki, ale każdy z nich będzie się wią­zać z cier­pie­niem i smut­kiem bądź poczu­ciem osa­mot­nie­nia lub bycia ofiarą. Pozor­nie będzie się wyda­wać, że wie­dziesz mistrzow­skie życie - masz rodzinę, dzieci, samo­chody, łodzie, podró­żu­jesz czy robisz inne rze­czy, które twoim zda­niem są oznaką suk­cesu -?ale nie będzie w tym życiu praw­dzi­wego sensu.

Możesz na­dal tkwić w miej­scu, tyle że wtedy ni­gdy nie odkry­jesz, co naj­lep­szego mógł­byś dać światu.

John Glenn, jeden z pierw­szych Ame­ry­ka­nów, któ­rzy pole­cieli na orbitę Ziemi, przez wiele lat był sena­to­rem, a w 2012 roku dostał od pre­zy­denta Baracka Obamy Medal Wol­no­ści. Był też naj­star­szą osobą, która pole­ciała w kosmos: miał wtedy sie­dem­dzie­siąt sie­dem lat. Powie­dział kie­dyś: "Jeżeli w całym swoim życiu cze­goś się nauczy­łem, to tego, że naj­szczę­śliwsi i naj­bar­dziej speł­nieni są ci, któ­rzy poświę­cili się cze­muś więk­szemu i głęb­szemu od inte­resu wła­snego"16.

Możesz podą­żać ścieżką pasu­jącą do tego, co twoim zda­niem powi­nie­neś robić, ale nie­zgodną z twoim prze­zna­cze­niem. Albo taką, która była wła­ściwa przez jakiś czas, ale twoje życie ewo­lu­owało, a ty utkną­łeś w miej­scu i czu­jesz, że coś jest nie tak. Możesz na­dal w nim tkwić i robić to, czego ocze­kują od cie­bie inni, tyle że wtedy ni­gdy nie odkry­jesz, co naj­lep­szego mógł­byś dać światu.

Co gor­sza, to wszystko może cię w końcu sfru­stro­wać i zamiast odpo­wie­dzieć na wyzwa­nie tak, jak zro­bił to Jason Red­man, sta­niesz się zgorzk­niały i zły. Świat pełen jest ludzi, któ­rzy po napo­tka­niu wyzwań zostali zło­czyń­cami, a nie boha­te­rami wła­snych histo­rii, i zaczęli krzyw­dzić innych. Nikt z nas nie roz­po­czyna swo­jej podróży z takim zało­że­niem, a mimo wszystko część ludzi tak wła­śnie ją koń­czy.

Ja pra­gnę dla cie­bie cze­goś o wiele lep­szego -?cze­goś mistrzow­skiego. I skoro na­dal czy­tasz tę książkę, zakła­dam, że też tego chcesz. Poświęćmy więc wspól­nie chwilę na usta­le­nie, w jakim miej­scu obec­nie się znaj­du­jesz, zanim zaczniesz odkry­wać swoją istotną misję.

Ocena realizacji sukcesu

Osią­gnię­cie suk­cesu w życiu wymaga sku­pie­nia się na jego trzech róż­nych obsza­rach. Ja nazy­wam je trzema gra­czami. Są to praca, rela­cje i dobro­stan. Cza­sami kusi nas, żeby sku­pić się tylko na jed­nym bądź dwóch z nich, istotne jest jed­nak roz­wi­ja­nie wszyst­kich trzech.

W ramach pro­gramu Gre­at­ness Coaching poma­gamy naszym klien­tom oce­nić, jak dobrze radzą sobie w każ­dym aspek­cie tych trzech gra­czy. Poniż­szy for­mu­larz pomoże ci zro­zu­mieć swoje mocne i słabe strony, dzięki czemu zoba­czysz, co możesz popra­wić, żeby osią­gnąć suk­ces.

Oto skró­cona wer­sja for­mu­la­rza oceny, któ­rego uży­wamy w naszym pro­gra­mie:

Każde poniż­sze zda­nie oceń w skali od 1 do 10. (1 = "Zupeł­nie się nie zga­dzam", a 10 = "Cał­ko­wi­cie się zga­dzam"). W jakim stop­niu poniż­sze zda­nia opi­sują cię w chwili obec­nej?

Praca i kariera

Robię to, co uwiel­biam i czym chcę się zawo­dowo zaj­mo­wać. Zara­biam tyle, ile chcę, ade­kwat­nie do swo­ich kom­pe­ten­cji. Wysi­łek, jaki wkła­dam w pracę, wywiera korzystny wpływ na innych. Moje postępy na dro­dze do reali­za­cji celów zawo­do­wych są stałe i mie­rzalne. Mam prze­my­ślany plan na roz­wój zawo­dowy i finan­sowy na naj­bliż­sze trzy lata.

(Zsu­muj otrzy­mane punkty) Wynik ogólny w obsza­rze "praca i kariera": ____ (Podziel wynik ogólny przez 5) Śred­nia aryt­me­tyczna w obsza­rze "praca i kariera": ____

Relacje

Moje rela­cje rodzinne i/albo part­ner­skie są zdrowe, satys­fak­cjo­nu­jące i ade­kwatne do moich potrzeb. Biorę regu­larny udział w spo­tka­niach towa­rzy­skich. Inwe­stuję czas i ener­gię w rela­cje z człon­kami rodziny, part­ne­rem, przy­ja­ciółmi i współ­pra­cow­ni­kami. Szcze­rze mówię, w czym rzecz, nawet jeżeli temat roz­mowy jest nie­przy­jemny bądź trudny. Mam prze­my­ślany plan na roz­wój w rela­cjach na naj­bliż­sze trzy lata.

(Zsu­muj otrzy­mane punkty) Wynik ogólny w obsza­rze "rela­cje": ____ (Podziel wynik ogólny przez 5) Śred­nia aryt­me­tyczna w obsza­rze "rela­cje":____

Dobrostan

Cie­szę się dobrym zdro­wiem fizycz­nym i regu­lar­nie ćwi­czę. Na co dzień doko­nuję świa­do­mych decy­zji żywie­nio­wych. Sen jest dla mnie prio­ry­te­tem i dbam o jego jakość. Dbam o sie­bie i czę­sto wyko­rzy­stuję stra­te­gie opty­ma­li­zu­jące zdro­wie psy­chiczne. Mam prze­my­ślany plan na poprawę zdro­wia na naj­bliż­sze trzy lata.

(Zsu­muj otrzy­mane punkty) Wynik ogólny w obsza­rze "dobro­stan": ____ (Podziel wynik ogólny przez 5) Śred­nia aryt­me­tyczna w obsza­rze "dobro­stan": ____

Twoje wyniki

Suma śred­nich aryt­me­tycz­nych: ____ (Zsu­muj śred­nie z obsza­rów "praca i kariera", "rela­cje" i "dobro­stan", a następ­nie podziel wynik przez 3).

Jak ci poszło?

Wyko­rzy­staj poniż­szą tabelkę do okre­śle­nia, w jakim punk­cie swo­jego życia obec­nie się znaj­du­jesz:

ODBU­DOWA GWAŁ­TOWNY ROZ­WÓJ PIERW­SZE ZWY­CIĘ­STA DECY­DU­JĄCE STAR­CIE POZIOM MISTRZOW­SKI 2,0-4,4 4,5-5,9 6,0-7,4 7,5-8,9 9,0-10,0

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Orga­ni­za­cje zaj­mu­jące się kolejno budo­wa­niem szkół w kra­jach roz­wi­ja­ją­cych się, zapew­nia­niem wody pit­nej miesz­kań­com tych kra­jów oraz zwal­cza­niem han­dlu dziećmi w celach sek­su­al­nych (przyp. tłum.). [wróć]

2. Vik­tor E. Frankl, Czło­wiek w poszu­ki­wa­niu sensu, przeł. Alek­san­dra Wol­nicka, Czarna Owca, War­szawa 2014. [wróć]

3. Paul Conti, Trauma: Nie­wi­dzialna epi­de­mia: Jak ją oswoić, przeł. Bar­tło­miej Kotar­ski, Wydaw­nic­two Kobiece, Bia­ły­stok 2023, str. 169. [wróć]

4. John Maxwell, One Is Too Small a Num­ber, John Maxwell, 31 maja 2011, https://www.john­ma­xwell.com/blog/one-is-too-small-a-num­ber/. [wróć]

5. Anxiety Disor­ders -Facts & Sta­ti­stics, Anxiety & Depres­sion Asso­cia­tion of Ame­rica, 27 czerwca 2022, https://adaa.org/about-adaa/press-room/facts-sta­ti­stics. [wróć]

6. Panic Disor­der, Cle­ve­land Cli­nic, 12 sierp­nia 2020, https://my.cle­ve­landc­li­nic.org/health/dise­ases/4451-panic-disor­der. [wróć]

7. Any Anxiety Disor­der, Natio­nal Insti­tute of Men­tal Health, 25 stycz­nia 2022, https://www.nimh.nih.gov/health/sta­ti­stics/any-anxiety-disor­der. [wróć]

8. Wendy Suzuki, The Most Effec­tive Ways to Manage Stress & Anxiety w/Dr. Wendy Suzuki EP 1160, 8 wrze­śnia 2021, w pod­ca­ście The School of Gre­at­ness, https://lewi­sho­wes.com/pod­cast/the-most-effec­tive-ways-to-manage-stress-anxiety-with-dr-wendy-suzuki/. [wróć]

9. Jean M. Twenge, The Sad State of Hap­pi­ness w pod­ca­ście The Uni­ted Sta­tes and the Role of Digi­tal Media, World Hap­pi­ness Report, 20 marca 2019, https://worl­dhap­pi­ness.report/ed/2019/the-sad-state-of-hap­pi­ness-in-the-uni­ted-sta­tes-and-the-role-of-digi­tal-media/. [wróć]

10. Over­we­ight & Obe­sity Sta­ti­stics, Natio­nal Insti­tute of Dia­be­tes and Dige­stive and Kid­ney Dise­ases, wrze­sień 2021, https://www.niddk.nih.gov/health-infor­ma­tion/health-sta­ti­stics/over­we­ight-obe­sity. [wróć]

11. Bill Fay, Demo­gra­phics of Debt, Debt.org, 23 lutego 2022, https://www.debt.org/faqs/ame­ri­cans-in-debt/demo­gra­phics/#:~:text=The%20average%20American%20has%20%2490%2C460. [wróć]

12. The State of Men­tal Health in Ame­rica, Men­tal Health Ame­rica, 25 stycz­nia 2022, https://mha­na­tio­nal.org/issues/state-men­tal-health-ame­rica. [wróć]

13. Jason Red­man, Navy Seal's 3 Rules for Leader­ship, Over­co­ming Near Death Expe­rien­ces & Bre­aking The Vic­tim Men­ta­lity w/Jason Red­man EP 1175, 13 paź­dzier­nika 2021, w pod­ca­ście The School of Gre­at­ness, https://lewi­sho­wes.com/pod­cast/navy-seals-3-rules-for-leader­ship-over­co­ming-near-death-expe­rien­ces-bre­aking-the-vic­tim-men­ta­lity-w-jason-red­man/. [wróć]

14. Ibi­dem. [wróć]

15. Valu­eta­in­ment, Con­se­qu­en­ces of Over Pro­tec­ted Chil­dren -?Jor­dan Peter­son, YouTube, 8 sierp­nia 2019, https://www.youtube.com/watch?v=Ll0opgJ9_Ck. [wróć]

16. Tri­bute to John Glenn from the Glenn Family and the John Glenn School of Public Affa­irs, red. Brian Dun­bar, NASA, 8 grud­nia 2016, https://www.nasa.gov/feature/tri­bute-to-john-glenn-from-the-glenn-family-and-the-john-glenn-school-of-public-affa­irs/. [wróć]