p
Recenzje
Książkę polecają:
Lewis napisał to, co musi teraz usłyszeć mnóstwo osób. W świecie
opanowanym przez wypalenie, stres i niepokój ta książka pomaga
czytelnikom odnaleźć cel, odblokować siłę wewnętrzną i wykorzystać
własne talenty, żeby poprawić sytuację swoich społeczności.
-?Arianna Huffington, współzałożycielka "The Huffington Post" oraz
założycielka i prezeska firmy Thrive Global
Obserwowanie przez te wszystkie lata, jak Lewis konsekwentnie
przezwycięża przeszkody i realizuje marzenia dzięki swojemu nastawieniu,
było niesamowite. Jestem zachwycony, że poświęcił czas na spisanie
swoich założeń, by również inne osoby zdołały uwierzyć w siebie i wieść
spełnione, bogate życie.
-?Jay Shetty, autor książki Zacznij myśleć jak mnich, która zajęła
pierwsze miejsce na liście bestsellerów "New York Timesa", i gospodarz
podcastu On Purpose
Niezależnie od tego, co się w życiu robi, najważniejszym elementem
realizowania marzeń jest odpowiednie nastawienie mentalne. Lewis Howes w swojej cudownej książce przedstawia praktyczne narzędzia, dzięki którym
można zwyciężać w życiu.
-?dr Joe Dispenza, autor książki Efekt placebo, która znalazła się na
liście bestsellerów "New York Timesa"
Lewis potrafi opisywać trudne prawdy w sposób, który daje nam głęboką
wiarę we własną sprawczość. Podczas lektury niniejszej książki
poczujecie się dostrzeżeni i dostaniecie wsparcie, by z odwagą zmierzyć
się z własną prawdą i powrócić do najlepszej wersji siebie. Gorąco
polecam tę pozycję każdej osobie, która jest gotowa wynieść swoje życie
na wyższy poziom.
-?Gabrielle Bernstein, autorka książki Wszechświat cię wspiera, która
zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów "New York Timesa"
Przekonania ograniczające hamują cię już zdecydowanie zbyt długo. Lewis
Howes przybywa z pomocą. Zmień przekonania i odmień swoje życie.
-?Mel Robbins, autorka międzynarodowych bestsellerów Nawyk przybijania
piątki oraz Reguła 5 sekund
Praktyczne, poparte badaniami naukowymi podejście Lewisa do potencjalnie
przytłaczających tematów jest odświeżające. Gorąco polecam niniejszą
książkę każdej osobie, która chce powrócić do swojej wizji, odnowić
relacje albo odkryć siebie na nowo.
-?Tara Swart Bieber, M.D., Ph.D., neuronaukowczyni i profesorka w MIT
Sloan School of Management
Rozdział 1. Dążenie do sukcesów
Rozdział 1
Dążenie do sukcesów
Miałem 23 lata, spałem na kanapie w mieszkaniu mojej siostry w mieście Columbus w stanie Ohio i byłem
totalnie spłukany. Życie wydawało mi się nieśmiesznym żartem i można
było powiedzieć o nim wszystko, tylko nie to, że było mistrzowskie.
Aż do tamtej chwili definiował je sport. Znalazłem się w grupie
najlepszych zawodników drużyn uniwersyteckich w dziesięcioboju, ale moją
prawdziwą pasją był futbol amerykański, w którym również otrzymałem
wyróżnienie All-American. Pobiłem rekord świata w liczbie przyjęć w pojedynczym meczu futbolu (ze wszystkich dywizji w każdej fazie sezonu).
Wreszcie zrealizowałem też swoje marzenie: zacząłem grać zawodowo w Arena Football League i walczyłem o możliwość przejścia do National
Football League. Aż pewnego razu, w trakcie meczu, złamałem nadgarstek.
I co teraz? Konieczna okazała się operacja. Rozcięli mi biodro, żeby
wyciąć z niego kawałek kości i wstawić w nadgarstek. Czekało mnie sześć
miesięcy w gipsie, a potem kolejny rok rehabilitacji.
Już we wrześniu 2007 roku, gdy moja ręka była unieruchomiona dopiero od
miesiąca, zastanawiałem się, czy kiedykolwiek uda mi się wrócić na
boisko. Co gorsza, rok wcześniej podczas podróży po Nowej Zelandii mój
tata miał wypadek i doznał poważnego urazu mózgu. Po wielu miesiącach w śpiączce wreszcie odzyskał świadomość, ale było jasne, że od powrotu do
pełni zdrowia dzieli go daleka droga. Kiedy już wrócił do Stanów, mogłem
odwiedzać go co tydzień, ale niezbyt pamiętał ludzi, którzy wcześniej
byli dla niego bardzo ważni, i nic nie wskazywało na to, że jego stan
się poprawił.
Nocami nękały mnie czarne myśli: "Co będzie, jeżeli nadgarstek mi się
nie zrośnie? Co będzie, jeżeli już nigdy nie będę mógł grać w futbol?
Co, jeśli będę musiał porzucić swoje marzenia? Kim wtedy będę? Co się
stanie, jeżeli tata nigdy mnie sobie nie przypomni? Co będzie, jeżeli
nie uda mi się wymyślić, co dalej? Co, jeśli nikt mnie nigdy nie
pokocha? Co, jeśli spróbuję i mi się nie uda? Co sobie ludzie pomyślą? A co gorsze, co będzie, jeżeli sam nie spełnię własnych oczekiwań?".
Wiedziałem, że moje życie nie może się tak potoczyć.
W czasie tych mrocznych dni wydawało mi się, że jedyne, co mogę robić,
to skakać po kanałach telewizyjnych, oglądać powtórki seriali i reklamy
informacyjne. Jednocześnie czułem, że szansa na sukces ucieka mi sprzed
nosa w dzikim pędzie. Nie wiedziałem, co myśleć, co czuć ani jak
poradzić sobie z emocjami. Jakby tego było mało, nadal uczyłem się w college'u. Nie miałem oszczędności, a byłem całkowicie rozbity
fizycznie, emocjonalnie oraz duchowo... Zastanawiałem się, co powinienem w tej sytuacji zrobić, i wydawało mi się, że jestem całkiem sam.
Wiedziałem jednak, że moje życie nie może się tak potoczyć i musi się w nim wydarzyć coś więcej. Byłem przekonany, że w moim wnętrzu tkwi coś
wyjątkowego, ale nie wiedziałem, jak to odkryć. Głęboko w sercu
wierzyłem jednak, że w końcu to wszystko rozgryzę.
Nastawienie mentalne jest ważne
Może znalazłeś się już w takim punkcie życia, w którym masz świadomość
tej okropnej prawdy: starasz się wyłącznie przetrwać, wyrobić ze
wszystkim i tylko marzysz, aby pewnego dnia wydarzyło się coś
magicznego, co wszystko zmieni. Może masz jakieś marzenie, które
odkładasz na wieczne później, i jakoś nie potrafisz się zabrać do jego
spełniania.
Kiedy piszę te słowa, wiele osób zmaga się z paraliżem, stresem i depresją wywołanymi przez pandemię COVID-19. Oczywiście nie potrzeba aż
pandemii, żeby stresować się nieprzewidywalną przyszłością. Zawsze coś
się wydarza, takie już jest życie. Może w minionych latach i tobie
przytrafiło się coś niespodziewanego: utrata pracy, rozwód bądź zawód
miłosny, śmierć kogoś bliskiego czy operacja, która przekreśliła twoją
karierę. Pewnie czujesz się oszołomiony i osłupiały i nie wiesz, co
dalej.
Masz wrażenie, że czegoś brakuje, że pisane jest ci coś więcej.
A może już od dawna nie leżysz bezczynnie na kanapie życia, tylko
pracowicie robisz, co trzeba, gonisz za marzeniami, a przy tym dobrze
wyglądasz. Być może udało ci się rozwinąć interes prowadzony wcześniej
dorywczo albo przekuć pasję w karierę, ale gdzieś w głębi duszy czujesz,
że to nie wystarcza. Choć osiągasz niezłe wyniki, masz wrażenie, że
czegoś brakuje, że pisane jest ci coś więcej.
Jest dobrze, ale nie mistrzowsko!
Niektórym osobom jest ciężko, ponieważ łączą swoją tożsamość z osiąganymi wynikami. Może ty też należysz do tej grupy. Ja z całą
pewnością byłem jej częścią. Stare powiedzenie golfistów mówi, że jest
się tylko tak dobrym, jak dobre będzie następne uderzenie. Niestety
takie nastawienie może sprawić, że będziemy się czuć niespełnieni,
jakbyśmy nigdy nie mogli zrobić wystarczająco dużo ani być wystarczająco
dobrzy.
Jednym z największych wyzwań jest wyzwolenie się z sytuacji życiowej,
która jest "dobra, ale nie mistrzowska". Bardzo często słyszę to
stwierdzenie od osób, które zarabiają kwoty uważane przez innych za
spore, z pozoru mają nie tylko udaną karierę zawodową, ale także dzieci
i rodzinę, nadal jednak w głębi duszy cierpią lub czują się
niespełnione. Pragną czegoś więcej.
Utożsamiasz się z tym?
Tylko nie zrozum mnie źle. Nie twierdzę, że w "dobrym" życiu jest coś
złego. Bez wątpienia miliony ludzi na całym świecie chętnie by się z tobą zamieniły. Pytanie jednak brzmi: Czy właśnie takiego życia dla
siebie pragniesz? Czy właśnie taką historię chcesz opowiadać w przyszłości?
Tego rodzaju pytania zadają sobie świadomie osoby, które wiele osiągają.
Jeżeli się do nich zaliczasz, nie chcę cię pomijać w tych rozważaniach.
Być może już teraz realizujesz swoje marzenia, dążysz do osiągnięcia
sukcesu w biznesie, sporcie, sztuce, polityce, działalności
charytatywnej i tak dalej. Włożyłeś mnóstwo wysiłku w świadome
udoskonalanie swojego nastawienia, ale wiesz, że zawsze coś można
poprawić. Chcesz zyskać dodatkową przewagę, wciąż poszukujesz nowych
sposobów na opanowanie mocy umysłu. Doskonale to rozumiem.
Bez względu na to, czy masz wrażenie, że utknąłeś w życiu przeciętnym -
albo coś poszło nie tak i ledwo udaje ci się utrzymać na powierzchni,
albo zdaniem innych wiedziesz dobre życie, ale ty sam w głębi duszy
czujesz się niespełniony -?czy po prostu chcesz przejść na wyższy poziom
i zyskać dodatkową przewagę, znalazłeś się we właściwym miejscu.
Czy właśnie takiego życia pragniesz?
Mentalność zwycięzcy pomoże ci odnaleźć własną istotną misję oraz
pokonać lęki i zwątpienie w siebie, dzięki czemu uda ci się odblokować
moc umysłu i nareszcie osiągnąć cele i marzenia, które od tak dawna ci
się wymykają.
Naprawdę możesz napisać swoją przeszłość na nowo, żeby stworzyć sobie
lepszą przyszłość, zamiast nieustannie przeżywać dawne zdarzenia i pozwalać, by trzymały cię w miejscu. Jak chcesz jednak napisać tę
historię przyszłości? Kim chcesz być? Dokąd chcesz dotrzeć? Czy
potrafisz odpowiedzieć na te pytania? I jak, mając lepsze wyobrażenie o tym, kim jesteś i kim chcesz się stać, znaleźć w sobie odwagę, by
pokonać lęki i brak wiary w siebie oraz ustalić plan realizacji marzeń?
Niezależnie od tego, jakie masz marzenia, czy może w ogóle już o nich
zapomniałeś, odpowiedz na proste pytanie. Czy byłbyś szczęśliwy albo
spełniony, gdyby twoje marzenie umarło razem z tobą? Jeśli nie, co
zamierzasz z tym zrobić?
Wielkie, niedoskonałe działanie
Na szczęście moja opowieść nie kończy się na kanapie w mieszkaniu
siostry. Zresztą siostra jasno dała mi do zrozumienia, że nie pozwoli mi
tak spędzić reszty życia. W końcu stwierdziła, że mam się zacząć
dokładać do czynszu albo znaleźć inne mieszkanie. Był to najwspanialszy
dar, jaki mogłem od niej dostać. Poużalałem się nad sobą przez miesiąc
czy dwa, a potem wstałem z kanapy i niezdarnie ruszyłem naprzód.
Naprawdę można napisać swoją przeszłość na nowo, żeby stworzyć sobie
lepszą przyszłość.
Zacząłem od telefonu do Stewarta Jenkinsa, dyrektora mojej byłej szkoły
średniej i mentora, którego podziwiałem. Zadałem mu pierwsze nasuwające
mi się na myśl pytanie: co mogę zrobić? Powiedział, że podobno ludzie
znajdują teraz pracę na nowo powstałej platformie cyfrowej o nazwie
LinkedIn. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałem, ale uznałem, że skoro on
uważa to za dobry pomysł, to się z nią zapoznam. W pełni zaangażowałem
się w temat i zacząłem wręcz obsesyjnie gromadzić wszelkie informacje na
temat LinkedIn, na jakie natrafiałem.
Potem na Boże Narodzenie dostałem prezent od brata. Mieliśmy taką
rodzinną tradycję, że przed świętami urządzaliśmy losowanie, aby
ustalić, kto komu kupuje podarunek, i bratu trafiłem się właśnie ja.
Przyniósł mi książkę i nawet jej nie zapakował. Wręczył mi ją
bezpośrednio w foliówce z księgarni. Był to egzemplarz 4-godzinnego
tygodnia pracy autorstwa Timothy'ego Ferrissa, a moją uwagę szczególnie
przykuł podtytuł: Uwolnij się od schematu od 9 do 17, dołącz do
niezależnych finansowo. Pochłonąłem ją jeszcze przed Nowym Rokiem, choć
trzymanie jej i przewracanie stron tylko jedną ręką nie było zbyt
wygodne. Książka ta otworzyła przede mną cały świat możliwości
obejmujących biznes cyfrowy, marketing internetowy i robienie czegoś
zupełnie nowego. W ciągu następnego roku zacząłem czytać z zapałem
wszystkie blogi pisane przez największych liderów tamtych czasów i nawiązałem na LinkedInie kontakt z każdym, z kim chciałem zbudować
relację.
W tamtym okresie bardzo pomogły mi dwie kwestie. Po pierwsze, głębokie
zaangażowanie się w naukę salsy (o tym opowiem później). Po drugie,
decyzja o opanowaniu sztuki przemówień publicznych. Lęk powstrzymywał
mnie przed nimi przez całe życie, a teraz czułem, że muszę go pokonać.
Poznałem człowieka, który był zawodowym mówcą, i powiedziałem mu, że
zupełnie nie potrafię przemawiać, a chcę się tego nauczyć. Postawił mi
kawę (owszem, nadal nie było mnie stać, żeby samemu ją sobie kupić!) i dał złotą radę: "Musisz dołączyć do klubu Toastmasters i przez rok co
tydzień wygłaszać przemówienie". Uznałem, że z pewnością wie, co mówi,
więc postanowiłem go posłuchać.
Podczas spotkania Toastmasters w Columbus w stanie Ohio wysłuchałem
genialnego przemówienia. Kiedy wystąpienie się skończyło, poszedłem na
koniec sali. Akurat napchałem sobie usta przekąskami i pakowałem kolejne
w serwetkę, kiedy ktoś mnie zapytał, co robię.
Zamarłem, a potem odwróciłem się, żeby sprawdzić, kto pyta. To był ten
sam człowiek, który wygłosił niesamowite przemówienie! Próbowałem
przełknąć jedzenie, jednocześnie zachowując się tak, jakby wpychanie
sobie jedyną sprawną ręką darmowego jedzenia do wszystkich posiadanych
kieszeni było całkowicie normalnym zachowaniem.
"Eee, no, nie mam za bardzo pieniędzy, więc zabieram sobie trochę tego
na później".
Gdybym mógł się schować pod stolikiem, bez wahania bym to zrobił, nie
było jednak szans, żebym dokonał tego niepostrzeżenie. W końcu mam 193
centymetry wzrostu. Poza tym zgniótłbym zachomikowane jedzenie.
"Chodź, postawię ci lunch" -?odpowiedział i odwrócił się do wyjścia,
jakby po każdym przemówieniu spotykał głodnych ludzi chowających
przekąski po kieszeniach.
Nazywał się Frank Agin i był właścicielem firmy pomagającej okolicznym
przedsiębiorcom nawiązywać kontakty służbowe. To on zaczął uczyć mnie
sztuki publicznego przemawiania. W miarę jak się lepiej poznawaliśmy,
opowiedziałem mu, że opanowałem LinkedIna, i pomogłem w uaktualnieniu
profilu. Wręczył mi za to czek na 100 dolarów i stwierdził, że to będzie
punkt zwrotny dla jego firmy. Oniemiałem. Mam przez to rozumieć, że
ludzie mi za coś takiego zapłacą? Po namowach Franka zacząłem pomagać
innym, którzy również mi płacili. Prawdziwymi pieniędzmi!
Ale Frank nie pozwolił mi na tym poprzestać. Niedługo później miał dla
mnie kolejne wyzwanie. "Powinieneś napisać książkę o LinkedInie",
powiedział. Co? Nie miałem pojęcia, jak się coś takiego robi. Miałem
dopiero 24 lata. Kto miałby mnie słuchać? Zresztą w szkole średniej
niemal oblałem angielski.
To go jednak nie zniechęciło. Obiecał mi pomóc. Sam napisał już kilka
książek, więc uznaliśmy, że on zajmie się częścią dotyczącą nawiązywania
kontaktów biznesowych na żywo, a ja tą o używaniu LinkedIna do
networkingu w sieci. Nasze dzieło nie było na miarę Pulitzera, ale
zostało wydane i niosło pewną wartość dla czytelników. Zanim się
zorientowałem, zostałem autorem książki, zarabiałem i parłem do przodu.
Potem poszedłem na spotkanie użytkowników Twittera i pomyślałem, że być
może mógłbym zrobić coś takiego na LinkedInie. W ten sposób w ciągu
następnego roku, wykorzystując swoją sieć kontaktów, zorganizowałem w całym kraju dwadzieścia spotkań networkingowych, dzięki czemu miałem też
więcej konsultacji, a ostatecznie poprowadziłem pierwsze webinarium i trafiłem do świata biznesu cyfrowego. Już nigdy nie obejrzałem się za
siebie.
Czternaście lat później nie tylko znowu uprawiałem sport. Od dziewięciu
lat grałem w reprezentacji USA w męskiej piłce ręcznej. W świecie
biznesu miałem rozrastającą się firmę z rocznym przychodem w wysokości
kilku milionów dolarów. Mój podcast, The School of Greatness, w którym
goszczę ludzi sukcesu, liczy ponad 1200 odcinków. Został ściągnięty już
pół miliarda razy i stale znajduje się blisko szczytu listy
najpopularniejszych podcastów na całym świecie. Poza tym mam najlepszy
program dotyczący rozwoju osobistego na YouTubie i napisałem kilka
kolejnych książek, z których jedna trafiła na listę bestsellerów "New
York Timesa". Zostałem też zaproszony do udziału w takich programach
telewizyjnych jak Ellen, Today i Good Morning America, a liczba
osób obserwujących mnie w mediach społecznościowych przekroczyła 8
milionów.
Dzięki temu od dziesięciu lat mogę wpływać na rzeczywistość, zasiadając
w komitetach doradczych organizacji charytatywnych i służąc sprawom,
które uważam za ważne. Przekonuję sieć moich kontaktów osobistych do
przekazywania milionów dolarów na rzecz choćby Pencils of Promise,
Charity: Water oraz Operation Underground Railroad.1
W czasie tej podróży udało mi się zrozumieć wiele rzeczy i dużo nauczyć
od najwspanialszych umysłów z całego świata, od ludzi, którzy dążą w swojej dziedzinie do mistrzostwa. Wiedziałem jednak, że ostatecznie
muszę napisać tę książkę o odnajdywaniu sensu, pokonywaniu lęków i tworzeniu planu, który nada życiu znaczenie i zapewni poczucie
spełnienia. Bo to właśnie satysfakcja towarzyszy mi każdego dnia.
Ścieżka przed nami
Podczas naszej wspólnej podróży dokładniej opiszę, w jaki sposób się
rozwinąłem, także w ciągu ostatnich lat. Sukces, zwycięstwo czy
mistrzostwo, to coś, co zgłębiam i do czego dążę przez całe dorosłe
życie. Musiałem w tym czasie przezwyciężyć wyzwania psychiczne, fizyczne
i emocjonalne w trzech najważniejszych obszarach życia: zdrowiu,
relacjach oraz w moich przedsięwzięciach i finansach. I nie było to
łatwe. Na wszystkich poziomach natykałem się na lęki i obawy, ale z pomocą najwspanialszych umysłów świata pokonałem wiele z nich. Rozmawiam
z tymi mądrymi ludźmi -?i się od nich uczę. Zdołałem wykorzystać ich
wiedzę i przekonać się, w jaki sposób sami pokonali ból, wyzwania i traumy, po czym osiągnęli niesłychane rzeczy.
Możesz się jednak zastanawiać, co mam na myśli, pisząc "sukces",
"zwycięstwo" lub "mistrzostwo".
Od czasu, kiedy wykonałem tamto pierwsze, wielkie, niedoskonałe
działanie, do chwili obecnej opracowałem roboczą definicję:
Sukcesem (zwycięstwem, mistrzostwem) jest odkrycie swoich wyjątkowych
darów i talentów w celu realizowania istotnej misji i wywarcia jak
największego pozytywnego wpływu na otaczających nas ludzi.
To nic skomplikowanego. Chodzi o ustalenie, kim się jest i jak można w sposób autentyczny i wyjątkowy dla siebie sprawić, żeby otaczający nas
ludzie i cały świat stali się lepsi. Brzmi banalnie, prawda? Co zatem
powstrzymuje tak wiele osób?
Jedną z głównych przyczyn, dla których ludzie nie dążą do wielkości,
jest to, że na początku swojej drogi napotykają jej wroga: brak jasno
sprecyzowanej istotnej misji.
Chodzi o ustalenie, kim się jest i jak można w sposób autentyczny i wyjątkowy dla siebie sprawić, żeby otaczający nas ludzie i cały świat
stali się lepsi.
Kiedy nie wiesz, co tak naprawdę chcesz robić, trudno jest to
realizować. Zatem krok pierwszy w niniejszej książce to ustalenie
swojego życiowego celu. Jak powiedział Viktor Frankl, który przeżył
Holokaust, a potem napisał książkę Człowiek w poszukiwaniu sensu:
"Pierwszą rzeczą, która nadaje życiu sens, jest projekt, który wymaga
twojej uwagi"2. Bez niego po prostu włóczysz się bez celu.
Przedstawię ci praktyczne wskazówki, jak sprecyzować swoją misję.
Brak jasno wytyczonej ścieżki tworzy w twojej duszy próżnię, którą
natychmiast wypełniają lęki, smutek i problemy ze zdrowiem psychicznym.
Dlatego tak ważny jest krok drugi tej książki, w którym pokażę ci, jak
pokonać najpowszechniejsze przeszkody stojące na drodze do zwycięstwa.
Przeprowadzę cię przez każdy z destrukcyjnych lęków: przed porażką,
sukcesem, tym, co myślą o tobie inni, i wreszcie przed tym, co sam o sobie myślisz. Prawda jest taka, że lęki pozostawione same sobie
prowadzą nas wszystkich do tego samego miejsca: braku wiary w siebie i przekonania, że jesteśmy niewystarczający. Jedynym sposobem na ich
pokonanie i przekształcenie jest stawienie im czoła. W rozdziałach
zawartych w kroku drugim pokażę ci, jak tego dokonać, a także
przedstawię praktyczny zestaw narzędzi do przekształcania lęków.
W kroku trzecim nauczysz się rozwijać samą mentalność zwycięzcy. Jej
głównym elementem jest niezachwiane przekonanie, że jesteś
wystarczający. Nie oznacza to, że dotarłeś już do końca swojej podróży,
osiągnąłeś doskonałość czy zrobiłeś w świecie maksymalnie dużo dobrego.
Oznacza to, że nadal się rozwijasz, nadal idziesz naprzód, próbujesz,
potykasz się, uczysz i jednocześnie pomagasz innym ludziom robić to
samo.
Mentalność zwycięzcy zaczyna nabierać kształtów, kiedy rozpoczynamy
podróż ku uzdrowieniu z doświadczonych w przeszłości traum i cierpienia.
Dopóki się od nich nie uwolnimy, będziemy zupełnie nieświadomie zdawać
się na ich łaskę. W dalszych częściach książki dokładnie omówię
psychologiczne i neurologiczne mechanizmy odpowiedzialne za to, w jaki
sposób nasza przeszłość kształtuje nasze reakcje w teraźniejszości, a także wyjaśnię, jak wsłuchiwać się w głos wewnętrznego trenera zamiast
krytyka.
Dopiero po rozpoczęciu uzdrawiania przeszłości można dokonać
autentycznej oceny czterech kluczowych elementów mentalności zwycięzcy,
które składają się na coś, co nazywam schematem mentalności w działaniu.
Tożsamość. Jesteś co prawda bohaterem własnej przygody, ale
prawdziwymi bohaterami stają się wyłącznie ludzie, którzy stawiają
czoła wyzwaniom i je pokonują.
Myśli. Twoje myśli, zwłaszcza te niekontrolowane, kształtują
twoją rzeczywistość. Przyjrzymy się więc, jak najnowsze odkrycia
neuronauki pomagają zrozumieć, co się dzieje w naszym mózgu.
Emocje. Uczucia są blisko związane z twoimi myślami i ciałem. W tym przypadku neuronauka i psychologia również dostarczają
przełomowych spostrzeżeń. Paul Conti, autor doskonałej pozycji
Trauma: niewidzialna epidemia, przypomina o konieczności
uzdrowienia bólu pochodzącego z przeszłości, ponieważ "trauma
zmienia nasze emocje. A zmienione emocje wpływają na nasze
decyzje"3.
Zachowania. Za pomocą swoich działań wcielasz w życie wewnętrzną
mentalność. Przeanalizujemy rolę, jaką w podtrzymywaniu nastawienia
na sukces odgrywają twoje nawyki i zwyczaje.
I wreszcie krok czwarty: potrzebujesz planu dochodzenia do mistrzostwa.
Poniższe siedem działań zapewni ci sprawdzony plan opracowany na
podstawie mojego własnego doświadczenia oraz ogromnej wiedzy ekspertów,
od których miałem możliwość się uczyć.
Zadawaj odważne pytania. Kiedy ośmielasz się stawiać sobie
odważne pytania, sprawiasz, że niemożliwe staje się możliwe.
Daj sobie pozwolenie. Kiedy drzwi zostaną już otwarte, musisz
pozwolić sobie budzić się każdego dnia i przez nie przechodzić.
Przyjmij wyzwanie. Jeżeli chcesz stać się nieustraszony, musisz
z pełnym zaangażowaniem oddawać się pokonywaniu lęków, dopóki nie
znikną. Pokażę ci, jak w tym celu wykorzystać trzydziesto-,
sześćdziesięcio- bądź dziewięćdziesięciodniowe wyzwanie.
Zdefiniuj cele rozwoju. Pokażę ci swój własny, sprawdzony proces
ustanawiania i osiągania celów, dzięki któremu poczujesz się
silniejszy, a nie przytłoczony.
Pozyskaj wsparcie. Nie uda ci się osiągnąć wszystkiego w pojedynkę. Będziesz potrzebować pomocy płynącej z wnętrza w postaci
nawyków i rutyn, a także zewnętrznego wsparcia znajomych, trenerów i innych osób, aby utrzymać się na właściwej drodze.
Bierz się do pracy. Teraz jest czas na działanie. Przedstawię ci
sposoby realizowania założeń i angażowania się w istotne działania,
żeby przeć naprzód niezależnie od wszystkiego.
Doceń to! Wszystko to sprowadza się do uznania, że jesteś
wystarczający, będąc autentycznym sobą, niezależnie od osiąganych
wyników.
Czy naprawdę tego pragniesz?
Na następnych stronach będę korzystać z porad ekspertów, którzy byli
moimi nauczycielami w ciągu ostatnich dziesięciu lat, i podzielę się z tobą własnymi spostrzeżeniami. Nie mam wszystkich odpowiedzi. Nikt z nas
ich nie ma. Ale wspólnie możemy osiągnąć coś więcej, coś wspanialszego,
a może nawet prawdziwy sukces.
Nie twierdzę, że mnie się to już udało. Bynajmniej. Moja podróż nadal
trwa. Ale... Jestem wystarczający. Nauczyłem się kochać i akceptować
siebie, a każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego i się rozwijam.
Uzmysłowiłem sobie, że istnieje droga do miejsca, w którym mogę
realizować swoją istotną misję i czuć głębokie spełnienie oraz
doniosłość życia.
Ostrzegam, że dążenie do sukcesu może się wiązać z potknięciami i upadkami. Czy jesteś gotowy podjąć to ryzyko? Kiedyś, gdy uczyłeś się
chodzić, byłeś gotowy. Upadałeś, i to często. Ale wytrwale wstawałeś i próbowałeś jeszcze raz. I znowu. I ponownie. Aż opanowałeś tę sztukę.
Teraz już nawet o tym nie myślisz. Takiej postawy będziesz potrzebować.
Musisz czuć się komfortowo z próbami, niepowodzeniami i przyswajaniem
płynących z nich lekcji, mając świadomość, że porażka to jedyna droga do
sukcesu.
Czy jesteś gotowy odkryć swoje wyjątkowe dary i talenty, a potem w pełni
zaangażować się w ich rozwijanie?
Będzie to wymagało zignorowania krytyków oraz opinii wszystkich tych
ludzi, którzy wolą siedzieć na trybunach, niż wyjść na boisko (łącznie z najgłośniejszym krytykiem siedzącym w twojej głowie). Podczas swojej
podróży nauczyłem się, że z krytyką spotkamy się niezależnie od
wszystkiego. To cena, którą płacimy za możliwość życia. Nie pozwalaj
jednak, żeby krytyka dyktowała historię twojego życia.
Będzie to wymagało znalezienia i słuchania trenerów, którzy pomogą ci
wyjść poza twoje lęki i rozszerzyć wyobrażenie o tym, co może się
wydarzyć w twoim życiu. Być może potrzebna będzie pomoc doświadczonych
profesjonalistów bądź terapeutów, którzy pomogą ci uzdrowić przeszłość,
żebyś mógł ruszyć naprzód. Nie twierdzę, że dokładnie wiem, jakiego
konkretnie wsparcia będziesz potrzebować, ale wiem, że John C. Maxwell,
ekspert w zakresie przywództwa, ma rację: "Jeden to za mała liczba, żeby
osiągnąć zwycięstwo"4.
Będziesz musiał dawać z siebie wszystko i podejmować odważne działania,
by potem nie przywiązywać wagi do uzyskanych wyników. Mogą się one
różnić od tych, jakich się spodziewałeś. Mogą być lepsze. A mogą być po
prostu inne. I to jest w porządku. Jeżeli nadal będziesz realizować
swoją istotną misję i robić to, na co któregoś dnia z pewnością
spojrzysz z dumą, wyniki same się o siebie zatroszczą.
Pytanie, które chcę ci w tym momencie zadać -?odpowiadając na nie, bądź
ze sobą całkowicie szczery, liczy się wyłącznie twoje zdanie -?brzmi:
Czy jesteś gotowy odkryć swoje wyjątkowe dary i talenty, w pełni
zaangażować się w ich rozwijanie i dzięki temu wywierać jak największy
wpływ na otaczających cię ludzi?
Jeżeli twoja odpowiedź jest twierdząca, uda ci się opanować mentalność
zwycięzcy i skorygować swoją opowieść w taki sposób, żebyś to nie ty
gonił za mistrzostwem, ale by mistrzostwo goniło za tobą.
Rozdział 2. Sukces jako alternatywa
Rozdział 2
Sukces jako alternatywa
Trzynasty września 2007 roku miał być dla
porucznika marynarki wojennej USA Jasona Redmana jednym z ostatnich dni
służby w irackiej prowincji Anbar. Niemal każdego wieczoru wraz z towarzyszami broni brał udział w misjach, które często przeradzały się w niebezpieczne strzelaniny. Był to najtrudniejszy okres w jego
piętnastoletniej karierze wojskowej. Jeszcze tylko tydzień i w końcu
miał wracać do domu, do żony i trojga małych dzieci na Halloween.
Tamtej nocy wywiad sugerował, że być może nareszcie udało im się
zlokalizować głównego przywódcę Al-Kaidy z tej prowincji, który był
również odpowiedzialny za śmierć innego żołnierza marynarki. Wiadomo
było, że jego ochroniarze wolą wysadzić się w powietrze, niż się poddać.
Przygotowując się do misji, Jason uznał, że będzie musiał się szybko
ruszać, więc już prawie zrezygnował z bocznych płyt balistycznych -?nie
chciał, żeby spowalniał go ich ciężar -?ale coś nie dawało mu spokoju i kazało je założyć. Zrobił to i bez dalszych namysłów wsiadł do
helikoptera, którym cały oddział poleciał na terytorium wroga.
Kiedy dotarli na miejsce, wskazany dom był już opuszczony. Znaleźli w nim jednak broń i materiały wybuchowe, niezbędne do produkcji bomb, więc
na czas ich niszczenia oddział Jasona usiadł na ganku. Wtedy dostali
informację, że niecałe 150 metrów dalej zauważono pięć osób biegnących z innego budynku ku gęstym zaroślom. Dziewięciu żołnierzy, wśród nich
Jason, zostało wysłanych do namierzenia ich i przesłuchania.
Idąc w mroku, porozumiewali się ze wsparciem z powietrza. Czy grupa jest
uzbrojona? Nie. Co dokładnie robią? Nie widzimy ich. Kiedy zaczęli
przedzierać się przez krzaki, szósty zmysł Jasona podpowiedział mu, że
coś tu nie gra. Mężczyzna zrzucił to jednak na stres i działał dalej
zgodnie z tym, jak został przeszkolony.
I nagle sytuacja drastycznie się zmieniła. Wojskowy sanitariusz znalazł
jednego z poszukiwanych, dosłownie na niego następując. Ledwie widoczny
człowiek przetoczył się po ziemi i wyciągnął ku niemu ręce, a on
otworzył ogień i jednocześnie sam został ranny. Nikt z oddziału nie
wiedział w tamtej chwili, że tych pięciu śledzonych mężczyzn to ostatni
spośród piętnastu ochroniarzy-samobójców przywódcy Al-Kaidy, którzy
zastawili w zaroślach zasadzkę. Co gorsza, sanitariusz szedł na samym
końcu, co oznaczało, że Jason i pozostali znaleźli się w jej środku.
Kiedy odciągali sanitariusza za leżącą w pobliżu oponę ciągnika, również
zostali ostrzelani. Idący na przodzie Jason znalazł się niecałe
piętnaście metrów od dwóch karabinów maszynowych miotających wielkimi
pociskami rozświetlającymi okolicę niczym wybuchające świetliki.
Jason natychmiast oberwał całą serią. Upadając, czuł się tak, jakby
trzystupięćdziesięciokilowy goryl zdzielił go kijem do bejsbola. Dostał
w prawy łokieć i ból przeszył go aż do czaszki. Sięgnął lewą ręką i nic
nie znalazł, uznał więc, że stracił prawe ramię. Nie przestawał jednak
strzelać i wykrzykiwać rozkazów, przez co wróg skupił ogień na nim.
Kule spadały na jego hełm, rozbiły noktowizor, odbijały się od broni.
Jedna z nich trafiła go tuż przed prawym uchem i wyszła przez nos. Siła
uderzenia strzaskała mu szczękę, wszystkie kości wokół oka, odstrzeliła
nos i pozbawiła świadomości.
Kiedy odzyskał przytomność, próbował poukładać sobie w głowie, co się
wydarzyło. "Nie mam ręki". Lewą dłonią pomacał się po policzku. "Nie mam
twarzy". Kilka centymetrów nad nim przeleciały pociski smugowe. "Nie
ruszaj się!"
Nie mógł dosięgnąć opaski uciskowej, żeby zatamować krwawienie, więc
wezwał pomoc. Dopiero wtedy oddział się zorientował, że Jason jeszcze
żyje. Nagle kolejna seria trafiła w boczną płytę, którą miał zostawić w bazie. Mimo że uderzenie było bardzo bolesne, kule nie trafiły w nerkę i nie strzaskały kręgosłupa.
Dowódcy oddziału jakimś cudem udało się przeciągnąć Jasona za oponę.
Nadeszło wezwane wsparcie powietrzne, ale do czasu, gdy personel
medyczny skończył gorączkowo opatrywać rany Jasona, mężczyzna stracił
około 40 procent krwi.
Został przetransportowany do Bethesda Naval Hospital w Maryland, gdzie
lekarze na podstawie tomografii wykonali trójwymiarowy model jego
czaszki, żeby opracować plan jej rekonstrukcji. Zdjęcia wyglądały tak,
jakby mężczyzna oberwał w twarz siekierą. Prawe ramię nadal było na
miejscu, jednak lekarze rozważali jego amputację.
Mimo wszystko skala obrażeń jeszcze nie w pełni do niego docierała. Jako
że w październiku tego samego roku zamierzał udać się na Wyspy Dziewicze
na ślub siostry, w pewnym momencie zapytał pisemnie pielęgniarkę, jak
długo będą go składać, żeby mógł wyjść ze szpitala na czas. Ona tylko
spojrzała na niego z niedowierzaniem i stwierdziła, że poskładanie go
zajmie całe lata.
Pewnej nocy, gdy leżał bezczynnie i mógł się tylko zmagać z własnymi
myślami, usłyszał czyjś głos. Ktoś najwyraźniej wszedł do jego sali,
myśląc, że Jason śpi, i zaczął mówić o tym, jak przytłaczający jest
pobyt w szpitalu, jak okropnie muszą się czuć ci wszyscy ranni
żołnierze, którzy ucierpieli i już nigdy nie będą tacy sami. W końcu do
Jasona dotarło, że ten ktoś mówi o nim.
Kiedy wygrywa wróg
Jeżeli ktokolwiek miał pretekst, żeby zrezygnować z dążenia do rozwoju w życiu, to właśnie Jason Redman. Ale jak się zaraz przekonasz, wybrał
inną drogę.
Wielu niesamowitych ludzi wiedzie życie pozbawione sukcesów, ponieważ
działają automatycznie, a nie rozmyślnie. Pozwalają, by ograniczały ich
lęki, niepokój i cierpienia z przeszłości, zamiast przyjąć
nieograniczające nastawienie mentalne przyciągające obfitość. Nie
oznacza to, że nigdy nie mierzą się z trudnościami. W tej czy innej
formie trafiają się one nam wszystkim. Ale to nie znaczy, że musimy
przed nimi uciekać. Możesz postanowić, że zaakceptujesz wyzwanie i stawisz czoła lękom -?i będziesz się cieszyć swoją podróżą!
Kiedy ludzie żyją w mroku lęku i niepewności, nie mają tego, co nazywam
istotną misją: podstawowego celu, który nadaje prawdziwą wagę temu, co
robią. W efekcie nie odczuwają wewnętrznej wolności ani spokoju podczas
swojej życiowej podróży. Nieświadomie pozwalają lękom kontrolować swoje
decyzje i wpływać na dostrzegane możliwości wyboru. W rezultacie czują,
że utknęli w obecnym położeniu, a nawet są w nim uwięzieni, przez co
czują się zagubieni bądź rozżaleni i źli na samych siebie oraz innych.
Taka wewnętrzna niepewność może powodować ogromny niepokój, a ponieważ
ciało reaguje na te emocje, pojawiają się przykre reakcje fizjologiczne
albo ataki paniki. W dzisiejszych czasach coraz częściej widzimy
przejawy tego niepokoju. Zaburzenia lękowe stanowią najczęściej
diagnozowane zaburzenie psychiczne w USA: wpływają na 40 milionów
dorosłych5. Według Cleveland Clinic nawet 30 milionów
Amerykanów każdego roku doświadcza ataku paniki6. Największe
trudności dotykają często ludzi znajdujących się w sile wieku. Narodowy
Instytut Zdrowia Psychicznego (National Institute of Mental Health)
donosi, że zaburzenia lękowe dotyczą ponad 31 procent osób w okresie
dorastania, 22 procent osób w wieku 18-44 lata i nieco ponad 20 procent
osób w wieku 45-59 lat7. Innymi słowy, żadna grupa wiekowa nie
jest od nich wolna.
Wzrost liczby osób odczuwających niepokój można przypisać wielu
czynnikom, ale najważniejszym jest nasilające się poczucie niepewności.
Jak powiedziała w moim programie doktora Wendy Suzuki: "niepewność to
główna przyczyna wielu naszych obaw"8.
Czy kiedykolwiek odczuwałeś niezadowolenie ze swojego życia? Z pracy
albo firmy? Ze związków uczuciowych, rodziny albo przyjaciół? Albo,
przede wszystkim, z samego siebie?
Ogólne poczucie rozczarowania może stać się regułą zamiast być
wyjątkiem. Prawdopodobnie właśnie dlatego widzimy znaczący spadek
odczuwanego przez dorosłych Amerykanów szczęścia. Prowadzone przez ponad
40 lat (1973-2016) badanie opinii społecznej wykazało, że ludzie są
coraz mniej szczęśliwi, a tendencja ta pogłębiła się zwłaszcza w ciągu
ostatnich 20 lat9.
Niektórzy wykorzystują mechanizmy obronne przynoszące doraźną ulgę w stresie, takie jak spożywanie większej ilości pokarmów z jednoczesnym
ograniczeniem wysiłku fizycznego. Może to wyjaśniać, dlaczego według
Narodowego Instytutu Zdrowia niemal 1 na 3 dorosłych Amerykanów ma
nadwagę, ponad 40 procent jest otyłych, a mniej więcej 1 osoba na 11
cierpi na ciężką otyłość10. Niestety wszystkie te zachowania to
autosabotaż, który nasila problem, zamiast prowadzić do rozwiązań.
Naszym zadaniem zaś jest namierzyć przyczynę problemu i znaleźć zdrowe
rozwiązania zapewniające rozwój, obfitość i sukces.
Niekiedy ludzie podejmują złe decyzje finansowe w nadziei, że wydanie
większej sumy pieniędzy w krótkim czasie bądź nabycie tej jednej
magicznej rzeczy jakimś cudem da im poczucie spełnienia. Kiedy nie
osiągają spodziewanego rezultatu, próbują jeszcze raz. I znowu. Ten
wzorzec postępowania jest zgubny zwłaszcza dla osób, które i bez niego
żyją od pierwszego do pierwszego. Może prowadzić do powstania długów,
które jeszcze bardziej utrudniają życie i tylko nasilają już wcześniej
przytłaczający stres.
Wzrost poziomu zadłużenia widać bardzo wyraźnie. Według Amerykańskiego
Departamentu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast w roku 2021 mediana dochodów
gospodarstwa domowego w USA wynosiła 79 900 dolarów11. To niemal
35 tysięcy dolarów więcej niż w roku 2000. Jednakże średnie zadłużenie
przeciętnego gospodarstwa domowego wynosi obecnie 145 tysięcy dolarów,
co oznacza wzrost o ponad 94 tysiące dolarów w tym samym okresie! Nie
twierdzę, że wszystkie długi są złe, ale to dodatkowe obciążenie
finansowe tylko nasila stres. Zamiast poprawiać ludziom samopoczucie,
jedynie zwiększa problem.
Niektórzy ludzie, żeby poczuć się lepiej i oczyścić umysł, ciągle są
czymś zajęci. Myślą, że jeśli tylko uda im się zrobić więcej, wreszcie
poczują, że są wartościowi, a podejmowane przez nich działania
przyczynią się do jakiejś zmiany w świecie. Zawsze jednak brakuje im
czasu na uporanie się z tym, co trzeba zrobić już teraz, nie ma więc co
wspominać o dodatkowych przedsięwzięciach. Minuty mijają, a wraz z ich
upływem rośnie wrażenie przytłoczenia. Osoby te czują wtedy znajomy
ucisk w klatce piersiowej, ciężar siedzącego na niej potwora, który
utrudnia oddychanie i myślenie.
Nie uda ci się zmienić kierunku, w jakim zmierza twoje życie, jeżeli nie
wiesz, gdzie znajdujesz się w tym momencie.
Czują się wycieńczeni walką ze zbyt wieloma srokami złapanymi za ogon.
Wyczerpani. Nie mogą z niczym nadążyć. Nie mają czasu na odpoczynek. Na
sen. Na relacje. Na ćwiczenia fizyczne. Nie potrafią spełnić oczekiwań
przyjaciół, rodziny, współpracowników i społeczeństwa. Toną w obowiązkach. A to pociąga za sobą dolegliwości fizyczne: bóle głowy i migreny, ucisk w gardle, palpitacje, problemy z żołądkiem, bóle pleców...
Do wyboru, do koloru. Ciało bije na alarm -?coś jest nie tak.
I im szybciej kręci się to błędne koło, tym bardziej osoby takie czują
się odizolowane i samotne. "Nikt nie rozumie, jak się czuję. Nie mogę o tym z nikim porozmawiać, bo tylko ja niczego nie ogarniam, wszyscy inni
radzą sobie świetnie". A skoro to prawda, to pojawia się zgorzkniałość.
"Dlaczego ja? Dlaczego tylko ja mam problemy emocjonalne, finansowe,
relacyjne, duchowe (i wszelkie inne)? Dlaczego wszystko i wszyscy chcą
mnie dopaść?" Nie wydaje mi się, że to tylko zbieg okoliczności, iż
niemal 20 procent wszystkich Amerykanów doświadczyło problemów ze
zdrowiem psychicznym12 (a było to jeszcze przed pandemią!).
Pozwól, że coś ci wyjaśnię. Opisałem cały ten ból i niepokój w trzeciej
osobie: oni czują, oni doświadczają, oni się boją. Ale niejednokrotnie
ja sam odczuwałem niemal wszystko z zamieszczonej wyżej listy. Może ty
też tego doświadczyłeś. Już wspominałem o części trudności życiowych,
przez które przeszedłem, a na kolejnych stronach opiszę je dokładniej.
Trud związany z osiąganiem sukcesu to część tego, co czyni nas ludźmi.
Zachęcam cię do ponownej lektury powyższych opisów, tym razem jednak
zmień osobę trzecią na drugą. Ty czujesz. Ty doświadczasz. Ty się boisz.
A jeżeli naprawdę poważnie podchodzisz do dążenia do sukcesu, zmień ją
na pierwszą. Ja czuję wyczerpanie. Ja doświadczam przytłoczenia. Ja się
boję, że za mało robię albo że nie jestem wystarczający. Ja codziennie
czuję tego bolesne konsekwencje.
Nie próbuję przysparzać ci kolejnych kłopotów. Chcę cię jedynie zachęcić
do bycia szczerym z samym sobą, ponieważ nie uda ci się zmienić
kierunku, w jakim zmierza twoje życie, jeżeli nie wiesz, gdzie
znajdujesz się w tym momencie. Nie możesz mieć nadziei na dotarcie do
nowego miejsca, jeżeli nie przyznajesz przed sobą, w jakim położeniu
obecnie się znajdujesz. Jeśli chcesz się wspiąć na najwyższą górę,
przyda ci się wiedza, czy znajdujesz się w połowie drogi na szczyt,
tkwisz w błocie najgłębszej doliny, a może jesteś tysiąc kilometrów
dalej na pustkowiu.
Jeżeli któraś z tych sytuacji wydaje ci się znajoma, nie jesteś sam.
Bynajmniej! Jesteś normalny. Nie usiłuję trywializować stojących przed
tobą wyzwań ani tego, że niektórzy ludzie mają bardziej bolesną
przeszłość oraz mierzą się z większymi przeszkodami i uprzedzeniami niż
inni. Podczas rozmów z licznymi ekspertami z całego świata, lektury
spostrzeżeń wielu innych specjalistów i rozmów z ludźmi, którzy po
prostu starają się wznieść swoje życie na wyższy poziom, nauczyłem się,
że trud związany z osiąganiem osobistego mistrzostwa to część tego, co
czyni nas ludźmi. Zmagać się znaczy żyć.
Nie oznacza to jednak, że trzeba cierpieć.
Każdy z nas ma potencjał do tego, żeby osiągnąć coś więcej.
Nasza odpowiedź na trud życia jest ważna, ponieważ każdy z nas ma
potencjał do tego, żeby osiągnąć coś więcej -?sukces. Z pewnością nieraz
odczujesz lęk. Na swojej drodze natrafisz na wyzwania. Wszystko zależy
teraz od tego, co z nimi zrobisz.
Niektórzy uważają, że wróg mistrzostwa ujawnia się w nieprzewidywalnych
wybuchach złości. Takie zewnętrzne oznaki wewnętrznej rzeczywistości
niejednokrotnie wydają się brać znikąd, nie wiadomo, co je wywołuje.
Łatwo je lekceważyć, kiedy są drobne, ale z czasem mogą stawać się
częstsze i silniejsze. Zazwyczaj wynikają z nieprzepracowanej traumy czy
nieukojonego bólu z przeszłości.
Uwielbiam metaforę z soczystą pomarańczą. Jeżeli ściśniesz ten owoc,
przekonasz się, że w jego wnętrzu znajduje się sok. Kiedy człowiek
znajdzie się pod presją, to, co z niego wyjdzie, zależy od jego wnętrza.
Jeżeli w swoim wnętrzu masz spokój, miłość i cierpliwość, to właśnie one
ujawnią się, gdy "przydarzy ci się życie". Jeśli w swoim wnętrzu masz
złość, urazę, wstyd i stres i nie nauczyłeś się przepracowywać tego
bólu, to właśnie one z ciebie wypłyną, kiedy nie wszystko pójdzie
zgodnie z twoim planem.
Niektórzy nauczyli się dusić wszystko w sobie. Nauczyli się nie wyrażać
złości czy frustracji. Ale to tylko sprawia, że emocje te objawiają się
w ich przypadku w inny sposób.
Nieważne, co robimy, nasz wewnętrzny ból i tak się objawi.
Ja sam nosiłem w sobie kiedyś dużo lęku i złości, które wychodziły ze
mnie, kiedy życie dawało mi w kość w określony sposób. Nie wyglądało to
dobrze. Podróż ku uzdrowieniu, którą podjąłem, doprowadziła mnie jednak
do miejsca pełnego spokoju i zadowolenia.
Przeciwieństwo "niezłego": "niedobry"
W ciągu kilku lat od chwili, gdy wstałem z kanapy siostry i wkroczyłem
do świata LinkedIna, zdołałem zbudować firmę z przychodem w wysokości
kilku milionów dolarów rocznie. Przynosiła mi dużo pieniędzy i pomagała
wielu osobom. I przez jakiś czas to wystarczało. Ale powoli zaczęło do
mnie docierać, że jeżeli jeszcze raz będę musiał mówić o tym, w jaki
sposób zoptymalizować opis na profilu, to, cóż... pewnie wybuchnę, jak to
się wtedy zdarzało.
Nie był to pierwszy raz, gdy traciłem serce do czegoś. Weźmy na przykład
bejsbol: od piątego roku życia grałem w niego z wielką przyjemnością, aż
w wieku lat siedemnastu uznałem, że to już nie dla mnie. Byłem w nim
dobry -?należałem do najlepszych zawodników w drużynie -?ale już za nim
nie przepadałem i nie wyobrażałem sobie, dokąd miałby mnie doprowadzić w przyszłości. Porzuciłem go więc i skupiłem się na futbolu, koszykówce i konkurencjach lekkoatletycznych. Dzięki takiemu posunięciu dokonanemu w ostatniej klasie szkoły średniej miałem w college'u czas, by rozwinąć te
umiejętności, przeszedłem na wyższy poziom i dwukrotnie zdobyłem
wyróżnienie All-American: w futbolu amerykańskim i dziesięcioboju.
Z firmą było podobnie jak z bejsbolem: byłem nią mocno podekscytowany, a potem mi przeszło. Nie wykorzystywałem w niej pełni swoich możliwości,
chociaż z drugiej strony nie bardzo wiedziałem, co innego mógłbym robić.
Osiągnięcie sukcesu w biznesie było oczywiście miłe, a jeszcze milsze
było posiadanie pieniędzy na koncie. Nic zatem dziwnego, że moi koledzy
byli w szoku, kiedy powiedziałem im, że myślę o zmianie: "Co ty
wyprawiasz? Masz już firmę, która przynosi kupę pieniędzy i pomaga wielu
osobom. Dlaczego miałbyś cokolwiek zmieniać?".
Ja natomiast wiedziałem, że to nie jest mój punkt radości (w następnym
rozdziale porozmawiamy o tym dokładniej). Jak w przypadku większości
ludzi i moja misja ewoluowała. Czułem, że już nie skupiam się na tym, co
sobie wcześniej założyłem. Nadszedł czas na zmianę.
Postanowiłem odejść z tej rozrastającej się z każdym rokiem firmy i oznajmiłem to mojemu wspólnikowi. Już od jakiegoś czasu było dla mnie
zresztą jasne, że on ma inną wizję jej prowadzenia niż ja, ale się nie
wychylałem. Zabijałem się za to pracą do trzeciej nad ranem, by wszystko
działało. Choć obaj mieliśmy po połowie udziałów, ja wkładałem w nią
trzy-cztery razy więcej wysiłku. Odpowiadałem nie tylko za sprzedaż i marketing, ale też tworzyłem treści, natomiast on odpowiadał wyłącznie
za kwestie techniczne. Kiedy przestałem pracować, wszystko zwolniło. Gdy
zapowiedziałem, że chcę się wycofać, zobowiązał się do przejęcia części
obowiązków sprzedażowych. Poprowadził webinarium, które wcześniej
prowadziłem ja, i absolutnie nic nie sprzedał. Przedstawił ten sam
produkt. Wygłosił te same treści. I nie przyniosło to żadnych efektów.
Wiedziałem, że czas zmienić kierunek.
Gwoli jasności dodam, że nie byliśmy wystarczająco dojrzali ani nie
posiadaliśmy odpowiednich umiejętności, żeby w zdrowy sposób omówić całą
sytuację. Podejrzewam, że każdy z nas był sfrustrowany tym drugim, a w dodatku byliśmy młodzi i egocentryczni (sam z pewnością mogę się pod
tymi słowami podpisać). Obwinialiśmy się wzajemnie i przez kilka
miesięcy w zasadzie się do siebie nie odzywaliśmy.
Dopiero gdy zacząłem realizować własną istotną misję i uzdrawiać swoją
przeszłość, mogłem wrócić do niego z zupełnie innym nastawieniem.
Kiedy znowu się do niego odezwałem, zrobiłem to z wdzięcznością i spokojem. Był zaszokowany i zapytał, co mi się stało. Odpowiedziałem po
prostu, że jestem wdzięczny za to, że go spotkałem i wspólnie coś
zbudowaliśmy. Tym razem czułem uznanie, a nie frustrację. Program, który
razem stworzyliśmy, nadal przynosił znaczące dochody, więc odsprzedałem
mu swoje udziały za siedmiocyfrową kwotę i w pełni skupiłem na
rozwijaniu swojej istotnej misji.
Co będzie, jeżeli się zatrzymasz?
Im więcej Jason Redman myślał o tych przykrych słowach, które usłyszał w szpitalu, tym bardziej się złościł. Ocknął się i zdrową ręką napisał
żonie, żeby nie przychodził do niego nikt, kto chciałby się nad nim
użalać. Nigdy więcej. Poprosił, żeby na drzwiach do jego sali wywiesiła
ogłoszenie o następującej treści:
UWAGA
Do wszystkich wchodzących:
Jeżeli chcesz tu wejść ze smutkiem albo żeby litować się nad moimi
obrażeniami, idź gdzieś indziej. Odniosłem je, wykonując pracę, którą
uwielbiam, dla ludzi, których kocham, wspierając wolność kraju, który
darzę głęboką miłością. Jestem niesamowicie twardy i odzyskam pełną
sprawność. Pełną, czyli jaką? Maksymalną, jaką będzie w stanie osiągnąć
moje ciało. A potem dodam jeszcze ze 20 procent dzięki czystej
psychicznej wytrwałości. Sala, do której wchodzisz, to miejsce zabawy,
optymizmu i intensywnej regeneracji. Jeżeli nie jesteś na to gotowy, idź
gdzieś indziej.
Od kierownictwa13
Kiedy Jason postanowił przyjąć to optymistyczne nastawienie, rozpoczął
powolny, bolesny proces zdrowienia. Jego ogłoszenie natomiast zrobiło
furorę: pierwsza dama Michelle Obama wspomniała o nim w dwóch tekstach,
a sekretarz obrony Robert Gates przytoczył je w całości w swojej
książce. Co więcej, zainspirowało ono miliony ludzi stawiających czoła
przytłaczającym wyzwaniom do przyjęcia takiego samego nastawienia. Po
latach prezydent George W. Bush zaprosił Jasona do Białego Domu i złożył
podpis na ogłoszeniu, które wisi obecnie w szpitalu Bethesda, na
korytarzu oddziału zajmującego się rannymi żołnierzami, inspirując
kolejne osoby, a sam Jason kontynuuje swoją istotną misję.
Sukces nie wydarza się przez przypadek.
Oto co mi powiedział: "Musimy kształtować bardziej odpornych psychicznie
ludzi i pomóc im zrozumieć, że czasami to oni sami będą musieli przyjść
sobie na ratunek, nikt inny im nie pomoże. Wszystko zaczyna się od
ciebie. To ty musisz wstać i ruszyć naprzód. Decyzja, by to zrobić, sama
w sobie daje już pewien poziom rezyliencji"14. Innymi słowy,
sukces nie wydarza się przez przypadek. Nikt się nigdy przypadkowo nie
poślizgnął i na niego nie wpadł. Jordan Peterson, kanadyjski doktor
psychologii, ostrzega nawet rodziców przed zbytnim ułatwianiem dzieciom
życia, gdyż może to spowodować, że nie będą odporne psychicznie. Brak
wyzwań w życiu może wręcz zaszkodzić ich rozwojowi15.
A co będzie, jeżeli zrezygnujesz z dążenia do mistrzostwa i przyjęcia
tego optymistycznego nastawienia? Jak będzie wtedy wyglądać twoje życie?
Być może będziesz osiągać różnorakie wyniki, ale każdy z nich będzie się
wiązać z cierpieniem i smutkiem bądź poczuciem osamotnienia lub bycia
ofiarą. Pozornie będzie się wydawać, że wiedziesz mistrzowskie życie -
masz rodzinę, dzieci, samochody, łodzie, podróżujesz czy robisz inne
rzeczy, które twoim zdaniem są oznaką sukcesu -?ale nie będzie w tym
życiu prawdziwego sensu.
Możesz nadal tkwić w miejscu, tyle że wtedy nigdy nie odkryjesz, co
najlepszego mógłbyś dać światu.
John Glenn, jeden z pierwszych Amerykanów, którzy polecieli na orbitę
Ziemi, przez wiele lat był senatorem, a w 2012 roku dostał od prezydenta
Baracka Obamy Medal Wolności. Był też najstarszą osobą, która poleciała
w kosmos: miał wtedy siedemdziesiąt siedem lat. Powiedział kiedyś:
"Jeżeli w całym swoim życiu czegoś się nauczyłem, to tego, że
najszczęśliwsi i najbardziej spełnieni są ci, którzy poświęcili się
czemuś większemu i głębszemu od interesu własnego"16.
Możesz podążać ścieżką pasującą do tego, co twoim zdaniem powinieneś
robić, ale niezgodną z twoim przeznaczeniem. Albo taką, która była
właściwa przez jakiś czas, ale twoje życie ewoluowało, a ty utknąłeś w miejscu i czujesz, że coś jest nie tak. Możesz nadal w nim tkwić i robić
to, czego oczekują od ciebie inni, tyle że wtedy nigdy nie odkryjesz, co
najlepszego mógłbyś dać światu.
Co gorsza, to wszystko może cię w końcu sfrustrować i zamiast
odpowiedzieć na wyzwanie tak, jak zrobił to Jason Redman, staniesz się
zgorzkniały i zły. Świat pełen jest ludzi, którzy po napotkaniu wyzwań
zostali złoczyńcami, a nie bohaterami własnych historii, i zaczęli
krzywdzić innych. Nikt z nas nie rozpoczyna swojej podróży z takim
założeniem, a mimo wszystko część ludzi tak właśnie ją kończy.
Ja pragnę dla ciebie czegoś o wiele lepszego -?czegoś mistrzowskiego. I skoro nadal czytasz tę książkę, zakładam, że też tego chcesz. Poświęćmy
więc wspólnie chwilę na ustalenie, w jakim miejscu obecnie się
znajdujesz, zanim zaczniesz odkrywać swoją istotną misję.
Ocena realizacji sukcesu
Osiągnięcie sukcesu w życiu wymaga skupienia się na jego trzech różnych
obszarach. Ja nazywam je trzema graczami. Są to praca, relacje i dobrostan. Czasami kusi nas, żeby skupić się tylko na jednym bądź dwóch
z nich, istotne jest jednak rozwijanie wszystkich trzech.
W ramach programu Greatness Coaching pomagamy naszym klientom ocenić,
jak dobrze radzą sobie w każdym aspekcie tych trzech graczy. Poniższy
formularz pomoże ci zrozumieć swoje mocne i słabe strony, dzięki czemu
zobaczysz, co możesz poprawić, żeby osiągnąć sukces.
Oto skrócona wersja formularza oceny, którego używamy w naszym
programie:
Każde poniższe zdanie oceń w skali od 1 do 10.
(1 = "Zupełnie się nie zgadzam", a 10 = "Całkowicie się zgadzam").
W jakim stopniu poniższe zdania opisują cię w chwili obecnej?
Praca i kariera
Robię to, co uwielbiam i czym chcę się zawodowo zajmować.
Zarabiam tyle, ile chcę, adekwatnie do swoich kompetencji.
Wysiłek, jaki wkładam w pracę, wywiera korzystny wpływ na innych.
Moje postępy na drodze do realizacji celów zawodowych są stałe i mierzalne.
Mam przemyślany plan na rozwój zawodowy i finansowy na najbliższe
trzy lata.
(Zsumuj otrzymane punkty)
Wynik ogólny w obszarze "praca i kariera": ____
(Podziel wynik ogólny przez 5)
Średnia arytmetyczna w obszarze "praca i kariera": ____
Relacje
Moje relacje rodzinne i/albo partnerskie są zdrowe,
satysfakcjonujące i adekwatne do moich potrzeb.
Biorę regularny udział w spotkaniach towarzyskich.
Inwestuję czas i energię w relacje z członkami rodziny, partnerem,
przyjaciółmi i współpracownikami.
Szczerze mówię, w czym rzecz, nawet jeżeli temat rozmowy jest
nieprzyjemny bądź trudny.
Mam przemyślany plan na rozwój w relacjach na najbliższe trzy lata.
(Zsumuj otrzymane punkty)
Wynik ogólny w obszarze "relacje": ____
(Podziel wynik ogólny przez 5)
Średnia arytmetyczna w obszarze "relacje":____
Dobrostan
Cieszę się dobrym zdrowiem fizycznym i regularnie ćwiczę.
Na co dzień dokonuję świadomych decyzji żywieniowych.
Sen jest dla mnie priorytetem i dbam o jego jakość.
Dbam o siebie i często wykorzystuję strategie optymalizujące zdrowie
psychiczne.
Mam przemyślany plan na poprawę zdrowia na najbliższe trzy lata.
(Zsumuj otrzymane punkty)
Wynik ogólny w obszarze "dobrostan": ____
(Podziel wynik ogólny przez 5)
Średnia arytmetyczna w obszarze "dobrostan": ____
Twoje wyniki
Suma średnich arytmetycznych: ____
(Zsumuj średnie z obszarów "praca i kariera", "relacje" i "dobrostan", a następnie podziel wynik przez 3).
Jak ci poszło?
Wykorzystaj poniższą tabelkę do określenia, w jakim punkcie swojego
życia obecnie się znajdujesz:
ODBUDOWA
GWAŁTOWNY ROZWÓJ
PIERWSZE ZWYCIĘSTA
DECYDUJĄCE STARCIE
POZIOM MISTRZOWSKI
2,0-4,4
4,5-5,9
6,0-7,4
7,5-8,9
9,0-10,0
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Organizacje zajmujące się kolejno budowaniem szkół w krajach rozwijających się, zapewnianiem wody pitnej mieszkańcom tych krajów oraz zwalczaniem handlu dziećmi w celach seksualnych (przyp. tłum.). [wróć]
2. Viktor E. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, przeł. Aleksandra Wolnicka, Czarna Owca, Warszawa 2014. [wróć]
3. Paul Conti, Trauma: Niewidzialna epidemia: Jak ją oswoić, przeł. Bartłomiej Kotarski, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2023, str. 169. [wróć]
4. John Maxwell, One Is Too Small a Number, John Maxwell, 31 maja 2011, https://www.johnmaxwell.com/blog/one-is-too-small-a-number/. [wróć]
5. Anxiety Disorders -Facts & Statistics, Anxiety & Depression Association of America, 27 czerwca 2022, https://adaa.org/about-adaa/press-room/facts-statistics. [wróć]
6. Panic Disorder, Cleveland Clinic, 12 sierpnia 2020, https://my.clevelandclinic.org/health/diseases/4451-panic-disorder. [wróć]
7. Any Anxiety Disorder, National Institute of Mental Health, 25 stycznia 2022, https://www.nimh.nih.gov/health/statistics/any-anxiety-disorder. [wróć]
8. Wendy Suzuki, The Most Effective Ways to Manage Stress & Anxiety w/Dr. Wendy Suzuki EP 1160, 8 września 2021, w podcaście The School of Greatness, https://lewishowes.com/podcast/the-most-effective-ways-to-manage-stress-anxiety-with-dr-wendy-suzuki/. [wróć]
9. Jean M. Twenge, The Sad State of Happiness w podcaście The United States and the Role of Digital Media, World Happiness Report, 20 marca 2019, https://worldhappiness.report/ed/2019/the-sad-state-of-happiness-in-the-united-states-and-the-role-of-digital-media/. [wróć]
10. Overweight & Obesity Statistics, National Institute of Diabetes and Digestive and Kidney Diseases, wrzesień 2021, https://www.niddk.nih.gov/health-information/health-statistics/overweight-obesity. [wróć]
11. Bill Fay, Demographics of Debt, Debt.org, 23 lutego 2022, https://www.debt.org/faqs/americans-in-debt/demographics/#:~:text=The%20average%20American%20has%20%2490%2C460. [wróć]
12. The State of Mental Health in America, Mental Health America, 25 stycznia 2022, https://mhanational.org/issues/state-mental-health-america. [wróć]
13. Jason Redman, Navy Seal's 3 Rules for Leadership, Overcoming Near Death Experiences & Breaking The Victim Mentality w/Jason Redman EP 1175, 13 października 2021, w podcaście The School of Greatness, https://lewishowes.com/podcast/navy-seals-3-rules-for-leadership-overcoming-near-death-experiences-breaking-the-victim-mentality-w-jason-redman/. [wróć]
15. Valuetainment, Consequences of Over Protected Children -?Jordan Peterson, YouTube, 8 sierpnia 2019, https://www.youtube.com/watch?v=Ll0opgJ9_Ck. [wróć]
16. Tribute to John Glenn from the Glenn Family and the John Glenn School of Public Affairs, red. Brian Dunbar, NASA, 8 grudnia 2016, https://www.nasa.gov/feature/tribute-to-john-glenn-from-the-glenn-family-and-the-john-glenn-school-of-public-affairs/. [wróć]