Menexen - Platon
3.49 zł
2.86 zł
(2,86 zł najniższa cena z 30 dni)

p
Reflow text when sidebars are open.
Osoby Rozmowy:
Sokrates i Menexenos.
Sokrates. Z Rynku, czy zkądże to Menexenos? Menexen. Z Rynku, Sokratesie, i to z Rady. Sokr. Cóżeś ty w Radzie miał do czynienia? Albo też jawna, że sądzisz się już u kresu wykształcenia i miłośnictwa mądrości, i jako w tem dostatnio wyćwiczony ku większym sprawom zamyślasz się zwrócić i nad nami, o przedziwny, starszymi, w tym oto wieku jeszcze będący, rządy objąć kusisz się, ażeby wzdy nie podupadł dom wasz, zawsze jakiegoś opiekuna nad nami dostarczający? Menex. Jeżeli ty, Sokratesie, na to zezwalasz i radzisz, abym jął się rządów, będę się o nie ubiegał; jeżeli przeciwnie, zaniecham. Teraz wszakże przybyłem jedno na Radę wieścią wiedziony, iż zamierza wybrać męża, nad poległymi mówić mającego; boć wiesz, że gotują publiczne pogrzeby. Sokr. Owszem, ale kogoż wybrano? Menex. Nikogo, lecz odroczono do jutra; mniemam atoli że padnie los na Archina albo Diona. Sokr. Zaprawdę, Menexenie, piękną z wielu względów zdaje się poledz na wojnie. Bo i pięknego i wspaniałego dostępuje się pogrzebu, i choćby ktoś ubogim umarł, pochwałę zyskuje, gdyby nawet nikczemnym był, i to od mądrych i nie błacho wielbiących, ale w długim czasie mowy swe sposobiących, którzy nadto tak znamienicie sławią, że i to co jest i czego nie masz w każdym wynosząc a prześlicznie jakoś słowami zdobiąc czarują nasze dusze, i Miasto wraz zaszczytami udarzają na wszystkie sposoby: gdy nietylko poległych na wojnie, ale i przodków naszych wszystkich uprzednich i nas samych jeszcze żyjących chwalą; tak iż ja przynajmniéj, o Menexenie, wielbiony przez tych mężów, za każdą razą w nadzwyczajną zacność podrastam, i stoję zachwycony rozumiejąc, żem w téj chwili większym, szlachetniejszym i nadobniejszym stał się. A jak to po największéj części, towarzyszą mi i słuchają razem sprzymierzeńcy pewni gościnni, w obliczu których ja tedy wraz uroczystym się wydaję; bo i oni zdają mi się tak względem mnie jako względem reszty Miasta tego samego doznawać uczucia, iże większego je teraz podziwu godném sądzą jak pierwéj, a to wszystko przez krasomówcę. I to uczucie dumy pozostaje mi więcéj jak trzy dni i tak wrażliwie mowa i dźwięk mówcy wciska się w uszy, iż zaledwie czwartego lub piątego (dnia) dopiero przypominam się sam sobie i poznaję, w którém miejscu ziemi znajduję się, dotąd zaś mniemam nieledwo mieszkać na wyspach błogosławionych; takich to zręcznych mamy słów szafarzy. Men. Zawsze ty, Sokratesie, żartujesz sobie trochę z tych mówców. Wszakże tą razą mniemam sam, że wybranemu nie nader się powiedzie; zgoła bo raptownie ten wybór wypada, tak iż podobno zniewolonym będzie przyszły mówca prawić bez przygotowania. Sokr. Zkądżeż, mój dobry! Ma z nich każden w zapasie gotowe mowy, lubo i od ręki wyłonić coś podobnego nie tak trudna. Gdyby bowiem wypadało występować Ateńczykom w Peloponnezie, albo Peloponnezyjczykom w Atenach, tedyby dzielnego potrzeba mówcy, ażeby przekonał i zajaśniał; kiedy przecież ktoś między tymi tu w szranki wybiega, których oraz chwali, nic podobno wielkiego, prawić tutaj dobrze. Menex. Nietrudném myślisz, Sokratesie? Sokr. Bynajmniéj, na Zeusa! Menex. Czyż sądzisz się zdolnym mówić sam, gdyby wypadało i gdyby cię Rada wybrała? Sokr. I ja, nic dziwnego, Menexenie, gdybym potrafił mówić, który przecież mam wcale niepoślednią nauczycielkę wymowy, ale owszem która i innych i wielu ukształciła mówców, a jednego nad wszystkich Greków, Peryklesa syna Xantippa. Menex. Któraż to, alboż widna że Aspazja? Sokr. Tak jest, ona i Konnos, syn Metrobijosa: to bowiem moi dwaj mistrze, jeden w muzyce, druga w krasomówstwie. Tak tedy karmionemu mężowi żaden dziw, dzielnym być władzcą słowa. Ale i ten, któryby mniéj dobrze jak ja był wychowanym, w muzyce od Lamprosa ćwiczony, w krasomówstwie przez Antifonta Rhamnuzyjskiego, przecieżby zdolnym był sławiąc Ateńczyków w Atenach zebrać oklaski. Menex. I cóżbyś ty powiedział, Sokratesie, gdyby ci wypadło mówić? Sokr. Sam tak od siebie może nic, ale słuchałem jeszcze wczoraj Aspazją dokończającą pogrzebowéj mowy na tych tu poległych. Dowiedziała się bowiem tego co mówisz, to jest że Ateńczykowie zamierzają wybierać mówcę; zatem częścią bez przysposobienia zaraz prawiła przedemną, coby powiedzieć wypadało, częścią ułożone i wyćwiczone dawniéj ustępy, jak mi się zdaje, odłamki pewne z mowy pogrzebowéj Peryklesa wtedy pochwycone i w jedność znitowane powtarzała. Men. czy potrafiłbyś przypomnieć sobie, co mówiła Aspazja? Sokr. Jeżeli nie zawinię; boć od niéj saméj uczyłem się i zaledwo chłosty nie odebrałem, gdy tu i owdzie coś zapomniałem. Menex. Czemuż więc nie powtarzasz? Sokr. Ależ, żeby się nie gniewała mistrzyni, iże rozgłaszam jéj mowę. Men. Bynajmniéj, Sokratesie, tylko praw, bo bardzo mi dogodzisz, czy to Aspazji czy którego innego pracę mi podając, mów jedno. Sokr. Lecz może mnie wyśmiejesz, gdy ci już jako starzec wydam się bawić błahościami. Menex. Jak najmniéj, Sokratesie, tylko mów pod każdym względem. Sokr. Toć trzeba, a jeszcze ciebie zadowolnić, o mało bo niedogodziłbym ci, gdybyś mi kazał rozebrać się i tańczyć, skoro sami jesteśmy. Słuchaj więc. Podjęła tedy, jak mi się zdaje, słowo, poczynając od samych poległych w ten sposób. W uczynku tedy dzierżą ci oto tutaj, co im od nas przystało, czego dostąpiwszy udają się przeznaczoną przedwiecznemi wyroki drogą, uroczystym pochodem publicznie zaszczyceni przez miasto, i z osobna przez swoich; mową zaś oddać jeszcze ozdobę mężom, i prawo nakazuje i powinnością jest; z mowy bowiem nad dzieły dzielnie dokonanemi pięknie wypowiedzianéj pamięć i zaszczyt działaczom przybywa od słuchaczy. Potrzeba takiéj tutaj (mowy), która pomarłych wystarczająco uwielbi, żyjących przychylnie upomni, potomkom ich i braciom cnotę tychże naśladować poleci, ojców zaś i matki, i jeżeli którzy z starszych pozostają jeszcze, pocieszy. Zkądżeż nam taka mowa wyjawi się? Alboli zkądże to jak należy poczniemy sławić mężów dzielnych, którzy za życia ucieszali swą odwagą swoich, a śmierć za ocalenie żyjących zamienili? Wydaje mi się konieczną po konieczności rzeczy, jako dobrymi zrodzili się, tak i chwalić onychże: dobrymi zaś byli, ponieważ poczęcie z dobrych wzięli. Zacny ród ich tedy nasamprzód uwielbmy, następnie wychowanie i ćwiczenie, do tych dokonanie czynów przystósujemy okazując, jak piękném i godném tamtych je przedstawili. Do zacności więc rodu nasamprzód dopomógł im początek ojców nie przybyszowym będący, ani tychże potomków jako przesiedlonych w krainie, gdy sami zkądinąd przybyli, wskazujący, ale jako tubylców i po prawdzie w Ojczyznie zamieszkujących i żyjących, niekarmionych przez macoszą jak inni, ale przez macierzystą ziemię w któréj bytowali, a teraz po zgonie spoczywających w rodzinnych miejscach téj, która ich urodziła, wykarmiła i przyjęła. Najsłuszniéjszą zatem najprzód poczcić matkę samą, z tém bowiem łączy się poczczenie ich własnéj zacnorodności. Jest przecież godną ta kraina, ażeby od wszystkich ludzi uwielbianą była, nietylko od nas; tak z wielu innych względów, jako z tego pierwszego i najwalniejszego, że jest Bogom miłą. Świadczy naszéj mowie zwada i rozsąd bóstw, które o nią spór wiodły. Którą tedy Bogowie pochwalili, jakżeżby ta od przewszystkich ludzi sprawiedliwie sławioną nie była? Drugą przynależną jéj chwałą ta będzie podobno, że w czasie owym, w którym cała zienia wynurzyła, się na powierzchnią i różnorodne twory wydawała, zwierzęta dzikie i skoty, w tymże nasza niepłodzącą dzikich zwierząt i czystą od nich okazała się, wybrała zaś z istot i wyłoniła człowieka, który poznaniem przewyższa wszystkie inne i wyłącznie czci sprawiedliwość i Bogów. Wielkim dowodem twierdzenia, że ta kraina praojców tych poległych i naszych urodziła, w téj prawdzie, że wszelka rodzicielka dostatni dzierży pokarm, dla tego co na świat przyniosła. Czem wszakże wydaje się prawdziwa lub podrzucająca dziecię matka, niemająca zdrojów wyżywienia dla płodu. To też stawia ten dowód dostatecznie nasza ziemia i matka, jako rodzicielka ludzi: jedna bo z wszystkich i pierwsza w owych czasach strawę ludzką na jaw wyniosła w owocach pszenicy i jęczmienia, czem nawyborniéj i najlepiéj płuży rodzaj ludzki, jako istotna matka tego żywotworu. Wszakże bardziéj jeszcze na rzecz ziemi jak niewiasty te poznaki przyjmować przystoi; nie ziemia bowiem niewiastę, ale niewiasta ziemię naśladuje zachodzeniem w brzemienność i rodzeniem. Tego zatem owocu ziemia nasza nie zajrzała innym, lecz owszem udzieliła. Następnie twór oliwy, obronę znojów, wydobyła dla swoich dzieci. Wykarmiwszy je i w wzrost pomnożywszy aż do dojrzałości, na przewodników i nauczycieli, Bogów im sprowadziła, których imiona tutaj godzi się pominąć; wiemy bowiem, którzy to żywot nasz usposobili do codziennego bytu, pierwsi nas przyzwoitych sztuk wyuczywszy, a do straży nad krainą broni nabytek i jéj użycie wskazawszy. Zrodzeni i tak wychowani ojcowie tych tu, mieszkali sprawieni w ustawodawstwo, o którém stósowna wspomnieć po krótce.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.