Manipulator. Rozpoznaj, kto Tobą manipuluje, i naucz się przed tym bronić - Jarosław Gibas
54.90 zł

p
54.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
...osoba, która uznaje, że najlepszym i najkorzystniejszym dla niej sposobem funkcjonowania w społeczeństwie jest wywieranie wpływu na innych i stosowanie na nich manipulacji - wbrew ich interesom, prawom oraz dobremu samopoczuciu[1]. Co więcej, tendencja do manipulacji czy też manipulacyjny styl postrzegania rzeczywistości nie odnosi się jedynie do głoszonych poglądów lub idei, którymi dana jednostka się kieruje. Ma również wymiar behawioralny, co oznacza, że makiawelista nie tylko ufa manipulacji jako skutecznemu narzędziu wywierania wpływu na innych, lecz także z zapałem i oddaniem konsekwentnie posługuje się taktykami manipulacyjnymi. To też osoba, która jest zawsze gotowa zarówno do poparcia działań manipulacyjnych, jak i do osobistego ich użycia, kiedy tylko uzna je za korzystne - niezależnie od ich wymiaru moralnego czy szkodliwości społecznej. Bo - co już wiemy dzięki tezom Machiavellego - cel uświęca środki. Czy możemy założyć, że manipulator najpierw manipuluje innymi, by osiągnąć ten swój uświęcony cel, a potem siedzi w kąciku, pochlipuje i jest mu przykro z powodu tego, co narobił? Otóż nie - jedną z kluczowych cech odróżniających makiawelistę (manipulatora) od manipulanta (zgodnie z tezą cytowanego wcześniej Mirosława Karwata[2]) jest brak lub niski poziom wyrzutów sumienia[3], z którymi miałby się zmagać.
I tutaj na chwilę się zatrzymajmy, bo ta właśnie cecha jest jedną z decydujących, w odpowiedzi na pytanie, czy makiawelistę można zmienić - w myśl życzeniowych zaklęć wielu partnerów i partnerek wchodzących w związek lub pozostających w związku z manipulatorem. Biorąc pod uwagę moje doświadczenie w pracy z ludźmi, których spotkałem na swojej ścieżce, z całą odpowiedzialnością odpowiadam: "Otóż tak, ale". Przy czym słowo "tak" w poprzednim zdaniu proszę traktować w mikroskopijnej perspektywie, zaś słowo "ale" w wersji makro. Wynika to z prostego faktu, w którym uznajemy, że takie emocje jak wstyd czy poczucie winy pojawiające się w efekcie dokonania jakiegoś czynu lub aktywności są kluczowe w procesie zmiany. To właśnie od nich proces zmiany się zaczyna i w swej początkowej fazie na nich bazuje - kiedy orientujemy się co do wartości informacyjnej tych emocji. Pojawiają się bowiem w systemie nie tylko po to, by nas ukarać za popełniony niecny czyn, ale przede wszystkim po to, by nas poinformować, że to, co zrobiliśmy, raczej nie powinno się znaleźć pośród pamiątek po wielkich dokonaniach na naszej prywatnej ścianie chwały. Informacja zawarta we wstydzie oraz w poczuciu winy jest emisariuszem zmiany: skoro czujemy te emocje, to jest to dla nas sygnał, że nie powinniśmy się ponownie zachować tak, jak się zachowaliśmy i czego się wstydzimy lub co sprawia, że czujemy się winni za to zachowanie. Teraz wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy w obliczu naszych złych, niewłaściwych czy też krzywdzących czynów i zachowań nie odczuwali ani wstydu, ani poczucia winy. Otóż w takim przypadku nie istniałaby najmniejsza przesłanka do tego, by podobnego czynu nie popełnić ponownie. To tak, jakby ktoś nam wyłączył magiczny hamulec, który powstrzymuje nas przed ponownym złym uczynkiem. Tymczasem makiawelista - co wykazały badania Paulhusa i Wiliamsa - po swoich czynach właściwie nie doświadcza poczucia winy. Po co miałby więc swoje zachowania zmieniać? Skoro nie tylko prowadzą go do osiągania zamierzonych celów, lecz także nie wywołują w nim emocjonalnego dyskomfortu? W tym miejscu - co słusznie zauważają wspomniani badacze - makiawelista z psychopatą mogliby sobie podać rękę, bo to cecha łączna dla tych dwóch zaburzeń osobowości. A więc zmiana makiawelisty w niemakiawelistę teoretycznie jest możliwa (choć wielu badaczy by temu zaprzeczyło), jednak musiałby być spełniony następujący warunek: manipulator musiałby uznawać swoje czyny za nieodpowiednie, żałować tego, że się ich dopuścił, i samemu z siebie chcieć w tym względzie dokonać trwałej zmiany. Przyznam szczerze, że jak dotąd nie spotkałem się z takim przypadkiem.
Kolejną cechą łączną w mrocznej triadzie obejmującej psychopatę, narcyza i manipulatora, jak zauważa Douglas Kenrick w książce Racjonalne zwierzę[4], jest umiejętność wywoływania pozytywnego wrażenia poprzez swój nieskrywany ekstrawertyzm i towarzyskość. To z kolei niezwykle ważne dla makiawelisty w zdobyciu nad innymi przewagi niezbędnej do przeprowadzenia manipulacji, która zazwyczaj zasadza się na dwóch fundamentach. Pierwszym jest jakiś rodzaj zależności, którą daje na przykład władza. Stąd szef czy szefowa spod znaku Machiavellego będą wykorzystywali swoją przewagę nad innymi w celu wywierania na nich manipulacyjnego wpływu (do czego jeszcze w tym opracowaniu wrócimy). Drugi fundament jest skonstruowany na bazie zdobytego zaufania. Bo przecież dużo łatwiej jest manipulować tymi, którzy ufają manipulatorowi, niż tymi, którzy biorą zdecydowaną poprawkę na wszystko, co mówi, i nie dość, że nie kupiliby od niego samochodu, to jeszcze woleliby z kimś innym stracić niż z manipulatorem zyskać. Zatem towarzyskość i umiejętność wywoływania dobrego wrażenia jest manipulatorowi niezbędna jak powietrze, którym oddycha, bo bez tego wiele jego manipulacyjnych zabiegów mogłoby spalić na panewce. Zatem jeśli właśnie, Drogi Czytelniku, rozglądasz się na boki w poszukiwaniu manipulatora w swoim otoczeniu, to nie odrzucaj z automatu tych, którym ufasz, bo możesz się kiedyś mocno zdziwić. Kenrick stawia tu śmiałą tezę, że to właśnie powód, dla którego tak wielu manipulatorów znakomicie czuje się w środowisku tzw. "białych kołnierzyków" - wśród finansjery, managementu czy polityków. Działa tu prosta zasada - jeśli idziemy ulicą i nagle zorientujemy się, że ktoś nam rąbnął portfel, to jesteśmy bardziej skłonni oskarżyć o to przechodzącego obok obwiesia niż eleganckiego dżentelmena w nienagannie skrojonym garniturze, sponad którego wystaje wspomniany biały kołnierzyk. Doktor Kenrick wymienia tutaj przykład Bernarda Madoffa, który - tu zacytujmy: "awansował do kierownictwa nowojorskiej giełdy tylko po to, by wykorzystać swoją pozycję do wyłuskania swoich inwestorów z setek milionów dolarów"[5].
Warto też zwrócić uwagę na koncepcję dr. Dale'a Hartleya, emerytowanego profesora psychologii, autora co najmniej kilkudziesięciu artykułów na temat makiawelizmu oraz autora książki Machiavellians: Gulling the Rubes, zgodnie z którą wszyscy mamy tendencję do używania manipulacji, kiedy znajdujemy się w sytuacji, w której uznajemy takie zachowanie za uzasadnione lub konieczne, ale nie przekraczamy w tym ani społecznych norm, ani nie krzywdzimy innych. Stosujemy więc takie zachowania w ramach jakiejś odpowiedzialności za nie i w granicach stawianych przez moralność, prawo czy wręcz poczucie przyzwoitości. Manipulatorzy nie odczuwają takich ograniczeń, bo dla nich manipulacyjna "intryga to powietrze, którym oddychają"[6]. Hartley zwraca jednak dodatkowo uwagę na konkretne zaburzenia osobowości, które powodują, że cierpiące na nie osoby wykazują skłonności do manipulacji innymi, wypracowane jako strategie radzenia sobie w interakcjach społecznych. Wymienia tutaj m.in. antyspołeczne zaburzenie osobowości - znane również u nas pod nazwą "osobowość asocjacyjna" - cechujące się lekceważeniem praw innych, tendencją do łamania norm społecznych, niskim lub znikomym poczuciem odpowiedzialności, skłonnościami do kłamstwa i impulsywności. To właśnie przedstawiciele tego zaburzenia osobowości częściej od innych wchodzą w konflikt z prawem[7] i wykorzystują manipulowanie innymi, by uniknąć kary, odpowiedzialności czy prawnych konsekwencji swoich działań. Dalej Hartley wymienia tu również zaburzenie osobowości pogranicza popularnie zwane borderline, w którym kruchy i zmienny obraz siebie oraz lęk przed odrzuceniem mogą stać się predyktorami manipulacji działającej w tym przypadku jako mechanizm redukujący napięcie lub strategia zabezpieczająca przed domniemanym odrzuceniem. Następne w kolejce jest zaburzenie afektywne dwubiegunowe (występujące również pod nazwami takimi jak psychoza maniakalno-depresyjna lub cyklofrenia), w którym to zaburzeniu (w zdecydowanej większości jego podtypów) manipulacja może być sposobem na osiągnięcie zakładanych form współpracy czy współegzystowania z innymi wobec pojawiającej się po drugiej stronie potrzeby izolacji i ratowania własnego, wyczerpanego systemu emocjonalnego. W takich sytuacjach osoba z tym zaburzeniem właśnie w manipulacji może szukać taktyk zapewniających jej utrzymanie relacji czy też zabezpieczenie się przed jej rozpadem. Na ostatnim miejscu tej listy Hartley umieszcza osobowość anankastyczną - bardziej znaną jako obsesyjno-kompulsywne zaburzenie osobowości. Pogrążona w nim osoba doświadcza powracających natrętnych myśli (lub czynności), z którymi nie potrafi się uporać i które niejako przejmują kontrolę nad sposobem jej myślenia i zachowania oraz którym "trudno się oprzeć, ponieważ próba powstrzymania się od nich wiąże się z narastającym lękiem, niepokojem, napięciem, cierpieniem"[8]. To z kolei powoduje, że - jak wskazuje wielu psychologów[9] - osoby z tym zaburzeniem często żyją w przekonaniu, że wszystko, co robią, musi zostać zrobione bez najmniejszych błędów i to w najdrobniejszych szczegółach. By zaś ukryć napięcie wynikające z rozbieżności pomiędzy tą postawą a rzeczywistymi efektami swojej aktywności, uciekają się do technik manipulacyjnych. W myśl zasady: "jeśli tak wiele wymagam od siebie oraz innych, to na tym perfekcyjnym obrazku nie może się pojawić najmniejsza skaza".
Jak więc widzimy, tendencje do manipulacji nie są jedynie domeną pełnej krwi makiawelistów, którzy uczynili z niej główną strategię swojej aktywności i osiągania zamierzonych rezultatów, ale mogą też występować zarówno w konkretnych przykładach zaburzeń osobowości, jak i (zgodnie z tezą dr. Hartleya) w nas wszystkich. Jednak różnica jak zwykle tkwi w szczegółach. O ile bowiem przedstawiciel danego zaburzenia osobowości sięga po manipulację, by osiągnąć konkretny cel, o tyle już makiawelista nie sięga po manipulację - on się w niej pławi, lubuje i zachwyca nie tylko jej efektami, lecz także tym, że daje mu ona konkretną społeczną przewagę nad innymi. To nie jest jego strategia obronna czy też strategia przetrwania. To w jego przypadku hodowana z zamiłowaniem strategia na wszystko, czyniąca go w jego przekonaniu kimś lepszym, mądrzejszym, bardziej sprytnym i przebiegłym od innych. W czym oczywiście się głęboko myli.