Hud Riva, niski i masywny na tle wysokiego i szczupłego rodzeństwa, a latem poparzony na tle opalonego, był najmądrzejszy z całej gromadki. O wiele zbyt mądry, by nie rozumieć prawdziwych konsekwencji swoich czynów.
Znajdował się dziesięć kilometrów na południe od PCH i robił minetę byłej dziewczynie swojego brata, Ashley, w airstreamie zaparkowanym nielegalnie na Zuma Beach.
Ale on nie tak by to ujął. On powiedziałby, że się kochają. W każdym geście, w każdym oddechu było po prostu zbyt wiele serca, by nazwać to czymś mniejszym niż kochaniem.
Hud kochał dołeczek w policzku Ashley, jej złotozielone oczy i złoto-złote włosy. Kochał to, że nieznacznie sepleniła, zawsze pytała go, co słychać u Niny i Kit, i to, że jej ulubionym filmem był Szeregowiec Benjamin.
Kochał jej wystający ząb, który było widać tylko wtedy, gdy się śmiała. Kiedy przyłapywała Huda na tym, że patrzy, zasłaniała usta dłonią i śmiała się jeszcze bardziej. To też kochał.
W takich chwilach Ashley zdarzało się go pacnąć i powiedzieć: "Przestań, przez ciebie się krępuję", wciąż z błyskiem w oku. Kiedy to mówiła, wiedział, że ona też go kocha.
Ashley często mówiła mu, że kocha jego szerokie ramiona i długie rzęsy. Kochała to, jak troszczył się o rodzinę. Podziwiała jego talent - to, że świat w obiektywie jego aparatu wyglądał piękniej niż ten przed jej oczami. Podziwiała to, że wyruszał na niebezpieczne fale jak surferzy, ale pływał lub balansował na skuterze wodnym z ciężkim aparatem w rękach i w doskonałym świetle uwieczniał to, co Jay robił na desce.
Ashley uważała to za bardziej imponujący wyczyn. W końcu nie tylko Jay trzykrotnie trafił na okładkę "Surfer's Monthly". Hud też. Wszystkie najsławniejsze zdjęcia Jaya zrobił Hud. Grzywacz, deska przecinająca wodę, morska mgiełka, horyzont...
Może i Jay potrafił ujeżdżać fale, lecz to Hud sprawiał, że wyglądał przy tym pięknie. Hudson Riva był podpisany we wszystkich trzech numerach. Ashley wierzyła, że Jay potrzebował Huda tak samo, jak Hud potrzebował Jaya.
Dlatego gdy Ashley patrzyła na Huda Rivę, widziała cichego człowieka, który nie potrzebował uwagi ani uznania. Widziała człowieka, którego praca mówiła za siebie. Widziała mężczyznę, a nie chłopca.
I dzięki temu Hud czuł się mężczyzną bardziej niż kiedykolwiek.
Ashley oddychała coraz płycej, gdy Hud przyspieszył. Znał jej ciało, wiedział, czego potrzebowała. To nie był jego pierwszy, drugi ani dziesiąty raz.
Kiedy skończyli, Ashley przyciągnęła Huda, by położył się obok niej. W przyczepie było parno - pozamykali wszystkie drzwi i okna, zanim choćby się pocałowali, w obawie, że ktoś ich zobaczy, usłyszy albo nawet wyczuje. Teraz Ashley się podniosła i uchyliła okno obok łóżka, wpuszczając do środka bryzę. Owionęło ich słone powietrze.
Słyszeli ludzi na plaży, szum fal, ostry gwizd ratownika na najbliższej wieży. Duża część Malibu miała ograniczony dostęp do plaż, ale Zuma - szeroki pas drobnego piasku i niezmącone wybrzeże przy PCH - była dla wszystkich. W taki dzień jak ten przyciągała rodziny z całego Los Angeles, które chciały wycisnąć ostatni niezapomniany dzień wakacji.
- Hej - szepnęła nieśmiało Ashley i się uśmiechnęła.
- Hej - odszepnął zauroczony Hud.
Ujął lewą dłoń Ashley i splótł jej palce ze swoimi.
Mógłby się z nią ożenić. Wiedział to. Nigdy wcześniej nie czuł tego do nikogo innego, ale do niej tak. Miał wrażenie, jakby wiedział to od dnia swoich narodzin, choć zdawał sobie sprawę, że to niemożliwe.
Hud był gotów oddać Ashley całego siebie, wszystko, co miał, wszystko, co mógł dać. Wesele jej marzeń, ile tylko dzieci chciała. Co w tym trudnego, poświęcić się kobiecie? Przychodziło mu to naturalnie.
Hud miał dopiero dwadzieścia trzy lata, ale czuł się gotowy, by zostać mężem, założyć rodzinę, ułożyć sobie życie z Ashley.
Musiał tylko wykombinować, jak powiedzieć o tym Jayowi.
- Więc... w sprawie imprezy - zaczęła Ashley i wstała, żeby się ubrać. Włożyła żółte majtki od bikini i narzuciła biały T-shirt z niebiesko-złotym napisem UCLA na piersi.
- Zaczekaj - poprosił Hud. Poderwał się i niemal uderzył głową w sufit. Miał na sobie tylko granatowe szorty. Jego stopy były zapiaszczone. Zawsze były zapiaszczone. Tak wyglądało dzieciństwo rodzeństwa Riva: piasek na stopach, w autach, w torbach, w odpływach prysznicowych. - Proszę, zdejmij koszulkę. - Sięgnął po jeden ze swoich aparatów.
Ashley przewróciła oczami, ale oboje wiedzieli, że to zrobi.
Hud opuścił wizjer i spojrzał bezpośrednio na nią.
- Jesteś dziełem sztuki.
Ashely znów przewróciła oczami.
- Ale słaby tekst.
Uśmiechnął się.
- Wiem, ale przysięgam, że nigdy nie powiedziałem tego żadnej innej kobiecie. - Mówił prawdę.
Ashley skrzyżowała ręce, złapała za rąbek koszulki i ściągnęła ją przez głowę. Długie ciemnoblond włosy opadły kaskadą na ramiona. Hud przytrzymywał migawkę i uwieczniał Ashley na każdym etapie negliżu.
Wiedziała, że w jego obiektywie będzie wyglądać pięknie. W miarę jak cykał zdjęcia, czuła się coraz pewniej, rozkwitała na myśl, że Hud ją widzi. Powoli rozwiązała sznurki majtek i przytrzymała je. Trzy cyknięcia i majtki spadły.
Hud zamarł na jedną nieuchwytną sekundę, oszołomiony jej gotowością, jej inicjatywą, by rozebrać się przed aparatem bardziej, niż kiedykolwiek ją prosił. Usiadła na łóżku i skrzyżowała nogi. Zbliżał się do niej z aparatem.
- Rób zdjęcia - poleciła. - Rób zdjęcia, aż skończymy. - Ściągnęła mu szorty i wzięła go w usta, a on robił zdjęcia, dopóki nie skończyli. Wtedy ona podniosła wzrok i powiedziała: - Te są tylko dla ciebie. Musisz wywołać je sam, dobrze? Ale teraz będziesz miał je na zawsze. Bo cię kocham.
- Dobrze - zgodził się Hud, wciąż patrząc na nią oszołomiony. Była pełna niesamowitych sprzeczności. Wystarczająco pewna siebie, żeby być tak bezbronna. Hojna, ale stanowcza. Zawsze czuł się przy niej spokojny, nawet kiedy go podniecała.
Ashley wstała. Z przekonaniem zawiązała majtki na biodrach i włożyła T-shirt i szorty.
- Wracając do imprezy. - Spojrzała na Huda, by ocenić jego reakcję. - Myślę, że nie powinnam iść.
- Wydawało mi się, że postanowiliśmy... - odezwał się, ale mu przerwała:
- Twoja rodzina ma dość problemów. - Wsunęła nogi w sandały. - Nie sądzisz?
- Masz na myśli Ninę? - Podążył za nią do drzwi. - Nina sobie poradzi. Myślisz, że to najgorsze, co ją spotkało?
- To tylko dowodzi, że mam rację - stwierdziła Ashley i wyszła z airstreama. Dreptała po piasku i mrużyła oczy przed słońcem. Hud był o krok za nią. - Nie chcę robić afery. Twoja rodzina...
- Przyciąga dużo uwagi? - podsunął.
- Właśnie. A ja nie chcę dokładać problemów Ninie.
To właśnie troska Ashley o jego siostrę, choć spotkały się zaledwie kilka razy, od początku urzekła Huda w dziewczynie.
- Wiem, ale... musimy im powiedzieć - rzekł Hud, przyciągając Ashley do siebie. Objął ją i oparł brodę na jej głowie. Pocałował jej włosy. Pachniała olejkiem do opalania: sztucznym zapachem kokosa i banana. - Musimy powiedzieć Jayowi - uściślił.
- Wiem - przyznała. Wtuliła głowę w pierś Huda. - Po prostu nie chcę być tą osobą.
- Jaką osobą?
- Tą suką, rozumiesz? Która staje między braćmi.
- Hej - zaczął Hud. - To, że się w tobie zakochałem, to moja wina. Nie twoja. I to najlepsze, co w życiu zrobiłem.
Czasami los się myli. Do takiego wniosku doszedł Hud. Tak tłumaczył sobie wiele rzeczy, które przytrafiały mu się w życiu. Jakakolwiek ręka prowadziła go - prowadziła wszystkich - ku pewnej przyszłości... nie ma mowy, żeby nie popełniała błędów.
Czasami niewłaściwy brat pierwszy poznaje dziewczynę. To nie musi być bardziej skomplikowane. Hud i Ashley... po prostu poprawiali los.
- To nie ma sensu, że w ogóle byłam z Jayem - uznała Ashley. Odchyliła się, ale pozostała w jego objęciach.
- Właśnie to pomyślałem, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. "Ta dziewczyna nie jest stworzona dla Jaya".
- Myślałeś, że jestem stworzona dla ciebie?
Hud pokręcił głową.
- Nie, jesteś dla mnie o wiele za dobra.
- No, przynajmniej to widzisz.
Odchyliła się jeszcze bardziej i przeniosła ciężar ciała na pięty tak, by uścisk Huda był jedyną rzeczą, która nie pozwalała jej upaść. Hud potrzymał ją tak przez chwilę, a potem przyciągnął z powrotem.
- Powinnaś przyjść - powiedział. - Powiemy Jayowi i wszystko będzie dobrze.
Już wcześniej bez słów zawarli porozumienie, że to, co "powiedzą Jayowi", będzie kłamstwem. Półprawdą.
Zamierzali powiedzieć mu, że są razem. Nie zamierzali się przyznawać, że zaczęli sypiać ze sobą pewnej nocy pół roku temu, gdy wpadli na siebie na Venice Boardwalk. Kiedy Ashley jeszcze była z Jayem.
Ashley miała na sobie dżinsową kurtkę i koralową sukienkę, która unosiła się na wietrze. Hud miał na sobie białe szorty, niebieską koszulę z krótkim rękawem i znoszone mokasyny.
Oboje byli na drinkach z przyjaciółmi, kiedy wpadli na siebie przed sklepem z pamiątkami pokroju tanich okularów przeciwsłonecznych czy tank topów z tandetnymi sloganami.
Przystanęli, żeby się przywitać, i powiedzieli przyjaciołom, że za chwilę ich dogonią. Jednak ta "chwila" wciąż się przeciągała, aż zdali sobie sprawę, że nie dogonią przyjaciół.
Rozmawiali dalej, spacerując bulwarem, wchodząc do sklepów i barów. Hud przymierzył słomkowy kapelusz kowbojski i rozśmieszył Ashley. Ona żartobliwie chwyciła lasso Wonder Woman i udawała, że kręci nim w powietrzu. Po jej uśmiechu Hud poznał, że ta noc staje się czymś więcej, niż oboje sobie zamierzyli.
Kilka godzin później, po kilku drinkach za dużo, ścisnęli się w jednej z kabin w łazience baru Mad Dogs. "Zawsze pragnęłam ciebie" - wyszeptała mu do ucha Ashley. "Pragnęłam ciebie, nie jego".
Pragnęła Huda, nie Jaya.
Sekundę po tym, jak to powiedziała, Hud pocałował Ashley, podniósł ją i przyszpilił do ściany. Pachniała kwiatem, którego nie potrafił nazwać. Jej włosy były sypkie i miękkie pod jego palcami. Z nikim nigdy nie było mu tak dobrze, jak z nią tamtej nocy.
Kiedy skończyli, oboje czuli się wniebowzięci, nasyceni i lekcy, dopóki w ich żołądkach nie osiadł ciężar poczucia winy.
Hud lubił uważać się za miłego faceta. A jednak... miły facet nigdy nie przespałby się z dziewczyną swojego brata.
Na pewno nie więcej niż raz.
Ale po tej nocy przyszła kolejna, i jeszcze kolejna. Potem kolacja w restauracji cztery miasta dalej na wybrzeżu. A potem rozmowy o tym, jak dokładnie Ashley powinna zerwać z Jayem.
A potem to zrobiła.
Pięć miesięcy temu Ashley pojawiła się pod drzwiami airstreama Huda o jedenastej w nocy i oznajmiła: "Zerwałam z nim. I chyba powinieneś wiedzieć, że cię kocham".
Hud wciągnął ją do środka, ujął jej twarz w dłonie i odparł: "Ja też cię kocham. Kochałem cię, od... Nie wiem. Na długo przed tym, zanim powinienem".
A teraz tylko czekali na swój czas, próbowali stworzyć idealną okazję, żeby powiedzieć Jayowi półprawdę. Półprawdę między półbraćmi, choć Jay i Hud nigdy nie uważali się za przyrodnie rodzeństwo.
- Przyjdź na imprezę - poprosił Hud. - Jestem gotowy powiedzieć wszystkim.
- No nie wiem - mruknęła. Założyła białe okulary przeciwsłoneczne i wzięła klucze. - Zobaczymy.