WPROWADZENIE
Ferdinand Tönnies po przeczytaniu w 1873 roku Narodzin tragedii (niem. Die Geburt der Tragödie) Friedricha Nietzschego znalazł się pod przemożnym urokiem tego tekstu, czując, że doznał "niemal czegoś w rodzaju objawienia"1. W następnych latach Tönnies potajemnie uznawał Nietzschego, który w owym czasie jako profesor filologii klasycznej wykładał na uniwersytecie w Bazylei, za swojego spiritus rector, swojego własnego, osobistego duchowego mistrza i guru. W wyobraźni Tönnies odbywał długie rozmowy z tym geniuszem i jednocześnie swoim wyimaginowanym mentorem. Po przyjeździe do miasta, w którym mieszkał Nietzsche, Tönnies śledził go, obserwował ze sporej odległości, był jednak zbyt nieśmiały, by się zbliżyć i spróbować porozmawiać. Pisane przez niego od czasu do czasu w wyobraźni listy do Nietzschego nigdy nie trafiały na papier i nie były wysyłane do adresata. Dla Tönniesa Nietzsche stał się kimś obdarzonym zbyt wieloma cechami bóstwa, został przez niego wyniesiony na Olimp, był całkowicie nieosiągalny i niedostępny2.
Można powiedzieć, że w tym okresie cześć, jaką Tönnies oddawał boskiemu herosowi Nietzschemu, była jego "osobistą religią". W tym sensie osobista religia jest dokładnie tym, co w 1841 roku Thomas Carlyle zdefiniował jako prawdziwą istotę kultu herosów: przydawanie boskich cech żyjącej lub legendarnej postaci przez zwykłego śmiertelnika, który nie dostrzega (lub jeszcze nie dostrzega) świętej iskry "geniuszu" w swojej własnej osobowości. Takie "pospolite" indywiduum, które wprawdzie mogło wykształcić w sobie jakiś talent, lecz nie urodziło się obdarzone "geniuszem", może w sferze prywatnej lub społecznej oddawać się "kultowi geniusza" czy też boskiego herosa oraz zaświadczając o tym nie tylko słowem, lecz także czynem, stawiać tę swoją osobistą religię ponad wyznawaną przez siebie nominalnie zinstytucjonalizowaną wiarę. Ale najlepiej oddajmy głos samemu Carlyle'owi:
Za prawdę uważam pod każdym względem, że najważniejsza ze wszystkiego, co się tyczyć może pojedynczego człowieka lub całego narodu, jest jego religia. Pod słowem "religia" rozumiem tu nie credo kościoła, do którego należy on urzędowo, ani też różne dogmaty wiary, które zechce stwierdzić podpisem, słowem lub jakimkolwiek innym sposobem: jest to niezupełnie to, a czasem zgoła całkiem nie to. Widzimy przecież, że ludzie wyznający rozmaite wiary mogą sięgnąć w każdej z nich, bez różnicy, wszelkich stopni zasługi lub występku. Nie, religią nazywam nie to wyznanie czy twierdzenie, które jest dla człowieka czymś zewnętrznym lub tym, co najgłębiej wypływa z dziedziny jego rozumowań; religię tworzy dla mnie to, w co człowiek wierzy rzeczywiście i czynnie (często nie wypowiadając tego w twierdzeniach nie tylko dla innych, lecz nawet dla siebie samego), co rzeczywiście i czynnie bierze do serca i uważa za pewnik w swych życiowych związkach z tajemniczym Wszechświatem, w swoich obowiązkach i swoim przeznaczeniu: to jest właśnie najważniejsze ze wszystkiego, co go dotyczy, to jest w nim stworzycielem i przyczyną wszystkiego innego. W tym tkwi jego religia lub też być może bezwzględny sceptycyzm i nie-religijność: jeśli mi powiecie, jak taki człowiek czuje się związany z niewidzialną Istotą lub Nie-istnością - dowiem się bardzo dokładnie, czym on jest i czego w życiu dokona3.
A jednak, wraz z tym jak zmieniał się zamysł i styl dzieł Nietzschego, zmieniała się również wiara Tönniesa w jego boskiego bohatera. Nietzsche z okresu Narodzin tragedii (1872) nie był Nietzschem z okresu Tako rzecze Zaratustra (1892)4. W przeszłość odszedł apolliński kulturowy idealista, miłośnik pierwiastka dionizyjskiego w muzycznych tragediach Wagnera. Teraz Nietzsche był Dionizosem, pogańskim bogiem irracjonalności, "wyzwolicielem", "zrywającym więzy", katalizatorem nagłej zmiany, uwodzicielem, oszałamiającym nagłym wybuchem kakofonicznych dźwięków i równie nagłym zapadnięciem kompletnej ciszy, ikonoklastą, który potrafił obwieścić śmierć judeochrześcijańskiego boga i śmiał obalić pomnik swojego własnego ukochanego "Boskiego Herosa", Richarda Wagnera: taki właśnie wizerunek Nietzschego jako Dionizyjskiego Herosa przyjęły za swój poszczególne osoby i całe ugrupowania poszukujące Lebensform ("formy życiowej"), czy to o charakterze duchowym, czy politycznym. Ponowne odkrycie dzieł Nietzschego po tym, jak w 1889 roku popadł on w szaleństwo, a następnie, w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku i pierwszych latach XX wieku, ukazały się jego późniejsze, bardziej radykalne dzieła, przyczyniło się do wzniecenia ognia jego kultu5. Mimo że jeszcze pokolenie wcześniej Tönnies niezmiernie podziwiał i wielbił Nietzschego, to jednak nie dał się całkowicie porwać i zachował dystans.
W 1897 roku ukazała się, dziś prawie całkowicie zapomniana, książka Tönniesa poświęcona "kultowi Nietzschego"6 Praca Der Nietzsche-Kultus: Eine Kritik stanowiła socjologiczną rozprawę na temat wewnętrznych sprzeczności między "filozofią wyzwolenia" nietzscheanizmu głoszonego przez wyznawców kultu Nietzschego a rzeczywistymi funkcjami, jakie spełniały idee nietzscheanizmu. Doktryna nietzscheanizmu miała silny uwodzicielski urok. Obiecywała wyzwolenie kreatywnych mocy geniuszu w jednostce, odwagę niczym nieskrępowanego wyrażania siebie oraz odrzucania wszelkiego autorytetu, a także konwencjonalnych norm moralnych i społecznych. Poprzez swoje czyny człowiek mógł w pełni stać się tym, kim naprawdę jest, a być może nawet osiągnąć symboliczną nieśmiertelność. Jednak nietzscheańska wiara to również wywyższanie się i panowanie wybitnych jednostek nad resztą społeczeństwa, nowa arystokracja złożona z nieustannie samoregenerujących się osobników, którzy mieli wytyczać drogę i przewodzić masom. Tönnies twierdził, że zamiast promować powszechne wyzwolenie, idee nietzscheańskie wykorzystywane były do utrzymywania dominującej pozycji w społeczeństwie przedstawicieli klas konserwatywnych, a zwłaszcza elitarystycznych - a więc dokładnie tych osób i wartości, które nietzscheańskie kulty miały rzekomo odrzucać. Dla nietzscheanistów rozczarowanie z powodu stałego zwiększania się roli biurokracji i elitaryzmu w hierarchicznej strukturze władzy rządowej i religijnej nie stanowiło najwyraźniej sprzeczności z wiarą w konieczność istnienia arystokratycznej elity. W rzeczy samej, nietzscheaniści aktywnie działali na rzecz stworzenia tego rodzaju elity, czegoś w rodzaju awangardy, która dokonałaby przemiany świata zgodnie z wyznawanymi przez siebie "wyższymi" wartościami społecznymi i "wyższą" prawdą. Wielce niepokojące było przy tym to, że nietzscheaniści potrafili przyswajać sobie te "prawdy", wykazując bardzo znikomą lub zgoła żadną świadomość leżących u ich podstaw elitarystycznych implikacji. Biorąc to wszystko pod uwagę, Tönnies uważał, że wewnętrzne sprzeczności między głoszoną na zewnątrz wiarą a rzeczywistym zachowaniem członków nietzscheańskich ugrupowań są potencjalnie bardzo niebezpieczne.
Jak przenikliwie zauważa historyk Steven Aschheim w kontekście wielu "odmian religii nietzscheańskiej", jakie zaczęły bujnie się rozwijać w Europie na przełomie XIX i XX wieku, "nietzscheanizm był po części sprawcą, a po części beneficjentem ogólnej erozji tradycyjnej wiary oraz utraty zaufania do zinstytucjonalizowanego kościoła. W wypadku wielu osób wynikające stąd niezadowolenie i frustracja, zamiast raz na zawsze ugasić pragnienie wszelkiej religijności, stały się tym silniejszym impulsem religijnym"7.
To rzeczywiście paradoksalne, że na europejską duchowość XX wieku wywarł tak wielki wpływ - w rzeczy samej, doprowadzając do jej ponownego ożywienia - człowiek, który wieścił śmierć Boga i który określał się mianem Antychrysta. Jednak Nietzschego "młot" pytań i wątpliwości bywa unoszony do góry od czasu do czasu przez współczesnych poszukiwaczy duchowych, których droga została zablokowana przez zapory konwencji i dogmatu i którzy czują się w obowiązku, by zainicjować niekonwencjonalne akty osobistego zbawienia, powodowani tęsknotą za nowym nektarem, który ugasiłby bardzo stare pragnienie.
Kiedy wiek później przyglądamy się duchowemu krajobrazowi świata Zachodu, odnajdujemy szerokie kulturowe zainteresowanie ruchem, którego początków należy szukać pośród tych nietzscheańskich prądów rozwijających się bujnie w końcu XIX i na początku XX wieku. Jest to międzynarodowy ruch skupiony wokół transcendentalnych idei oraz wyidealizowanej osoby Carla Gustava Junga (1875-1961), szwajcarskiego psychiatry, psychoanalityka i założyciela szkoły psychologii analitycznej. Jung jest dziś najbardziej znany jako niewdzięczny uczeń Sigmunda Freuda, który w 1913 roku zerwał ze swoim mistrzem, żeby podążać dalej własną drogą i założyć swój ruch. Legendę tę prezentuje się dodatkowo w kontekście poglądów Junga, który głosił prymat esencjonalnie duchowej natury człowieka nad wąskim, z gruntu seksualnym jej ujęciem przez Freuda, który, jak sam to przyznawał, był "bezbożnym żydem". Ci, którzy czytują Junga oraz uczestniczą w ruchu jungowskim, należą zwykle do grona osób, które starają się rozwijać swoje poczucie "uduchowienia".
Większość osób, które uważają się za jungistów, nie zdaje sobie sprawy, że na przestrzeni lat idee Junga ulegały znacznej zmianie. Na przykład pod koniec 1909 roku Jung zaczął po raz pierwszy wysuwać hipotezę, zgodnie z którą nieświadomy umysł ma głębszą, "filogenetyczną" czy też rasową warstwę, poza sferą pamięci doświadczeń osobniczych, i że to właśnie z tych esensjonalnie witalistyczno-biologicznych pokładów wyłaniał się i wyłania przedchrześcijański, pogański, mitologiczny materiał zawarty w marzeniach sennych, fantazjach, a zwłaszcza psychotycznych stanach umysłu. Ostateczne teorie Junga na temat transpersonalnej nieświadomości zbiorowej (1916) i jej archetypów (1919) stanowią w istocie odejście od wątpliwej zgodności z twierdzeniami nauk biologicznych XX wieku i powrót do idei popularnych w okresie życia jego dziadka - w epoce Goethego.
Do tamtego czasu wykształciła się również w pełni obecna we wczesnej myśli Junga metafizyczna idea, zgodnie z którą wszelka materia, zarówno ożywiona, jak i nieożywiona, ma rodzaj "pamięci". Jak na ironię to właśnie z tego rodzaju starożytnych idei Jung jest dziś najlepiej znany jako ten, który zaprezentował światu szereg nowoczesnych innowacji. W rzeczy samej, tego rodzaju zasadniczo transcendentalne koncepcje zostały tak szeroko rozpowszechnione w naszej kulturze za sprawą ich związków z praktyką psychoterapeutyczną, duchowością New Age i neopogaństwem, że stanowią one wciąż temat niezliczonych warsztatów i seminariów, programów telewizyjnych, książkowych bestsellerów i kaset wideo, a także tworzą grunt, na którym wyrosła cała nowa gałąź psychoterapii, solidna marka mająca własną nazwę handlową: analiza jungowska8.
Choć dla wykształconej elity końca XX wieku Freud może być nadal tym geniuszem, ku któremu najczęściej kieruje ona swój wzrok, to nie ulega wątpliwości, że, biorąc pod uwagę same tylko suche liczby, to Jung jest tym, kto okazał się zwycięzcą w tej wojnie kulturowej i którego dzieła są dziś częściej czytane, a także komentowane i omawiane w kulturze popularnej naszych czasów. Nie ma czegoś takiego jak oddolny ruch freudowski, który mógłby się równać pod względem wielkości i zasięgu z tym ruchem międzynarodowym, jaki skupia się wokół symbolicznej postaci Junga. Popadnięcie w niełaskę Freuda, czcigodnej ikony kulturowej modernizmu, ma tak głęboki charakter, że nawet magazyn "Time" poczuł potrzebę wniesienia w górę młota Nietzschego i wyartykułowania na stronie tytułowej wydania z 29 listopada 1993 roku pytania: "Czy Freud umarł?".
Jeśli poddać go badaniu z perspektywy historycznej, okazuje się, że współczesny fenomen jungizmu zawiera w sobie wiele paradoksów. O ile jego praktycy i teoretycy uznają go za solidną podstawę, na której rozwinęła się wielce owocna teoria psychologiczna oraz profesja psychoterapeutyczna, to znacznie większą liczbę członków ruchu, którzy nie są profesjonalistami, pociąga w jungizmie przede wszystkim jego "duchowość". Kasta profesjonalnych psychoterapeutów - analityków jungowskich - głosi cnotę eklektyzmu, podkreślając jednocześnie wagę i znaczenie odrębnej tożsamości jungowskiej, jeśli chodzi o stosowane przez siebie teorie i techniki. Jako zinstytucjonalizowane przedsiębiorstwo kapitalistyczne jungizm to nie tylko rozsiane po całym świecie instytuty szkoleniowe (na zasadzie podobnej do systemu freudowskiego), lecz także setki lokalnych klubów psychologicznych (które nie mają swoich freudowskich odpowiedników), sponsorujących różnego rodzaju programy i warsztaty mające związki z duchowości New Age i neopogaństwem. Nawet większość ośrodków szkoleniowych analizy jungowskiej, w których kładzie się nacisk na profesjonalny trening kliniczny oraz dba o wysoki poziom kształcenia naukowego w dziedzinie psychologii i medycyny, znanych jest z tego, że oferuje praktyczne kursy i programy nauki takich przedmiotów, jak astrologia, I Ching, chiromancja oraz inne podobne dziedziny okultystyczne.
Paradoksem wprawiającym nas w największe zakłopotanie jest jednak zapewne to, jak powinniśmy postrzegać samego Junga, który był uznanym psychopatologiem eksperymentalnym, psychiatrą i psychoanalitykiem, w kontekście historii nauki i historii psychiatrii. Kim, w rzeczy samej, był C.G. Jung? Dziś Jung jest postrzegany przez pryzmat kultu jego osoby, bardzo podobnego do kultu herosów, o którym pisał Carlyle, przy czym wyłaniający się stąd obraz prawie zupełnie przesłania postać historycznego Junga. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że fenomen jungizmu podążał i podąża nieco innym szklakiem niż ten charakterystyczny dla innych przypadków unieśmiertelniania znanych lekarzy czy naukowców.
Na przykład twórca metody pośredniego osłuchiwania pacjenta i wynalazca stetoskopu, René-Théophile-Hyacinthe Laennec, który zmarł w 1826 roku w wieku 45 lat i za życia nie zdobył sobie większego uznania ze strony swoich kolegów po fachu, w 1870 roku został uznany za wielkiego bohatera francuskiej medycyny i obdarzony licznymi oficjalnymi honorami. Reputacja Laenneca jako największego francuskiego lekarza XIX wieku była wynikiem zbiorowych negocjacji oraz politycznych manewrów podjętych przez co bardziej znaczących członków francuskiego establishmentu medycznego, jak to przedstawia George Weisz9. Choć jest to znacznie skromniej udokumentowane, z podobnym rodzajem inflacji reputacji medycznej za sprawą zbiorowych negocjacji, których uczestnicy kierowali się instytucjonalnymi motywami o charakterze politycznym i ekonomicznym, mamy do czynienia w przypadku Benjamina Rusha (1745-1813), który w połowie XIX wieku został uznany za znakomitość i wyniesiony na piedestał przez społeczność amerykańskich psychiatrów10. Zarówno w przypadku Laenneca, jak i Rusha dodatkową siłą motywującą był oczywiście nacjonalizm.
Nawet Freud cieszy się uprzywilejowaną pozycją w panteonie medycyny za sprawą włączenia, począwszy od lat dwudziestych XX wieku, wiedzy na temat jego idei do programów nauczania amerykańskich wyższych uczelni medycznych na specjalizacji psychiatria. Niemały wpływ miało na to wczesne nawrócenie się na teorie freudowskie Williama Alansona White'a (1870-1937). White (a także wielu innych freudystów) odegrał kluczową rolę w sformalizowaniu szkolenia medycznego przyszłych psychiatrów w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze całkiem niedawno najstarsze i najbardziej "oficjalne" stowarzyszenie psychoanalizy freudowskiej w Ameryce Północnej dopuszczało do szkolenia psychoanalitycznego wyłącznie amerykańskich lekarzy, którzy ukończyli jedną z uprzednio wyselekcjonowanych wyższych szkół medycznych. W ten sposób, za sprawą udzielania imprimatur przez szacowne instytucje naukowe, a także dzięki faktowi, że spisywaniem historii psychiatrii zajmowali się głównie absolwenci tych instytucji - reputacja Freuda w kołach medycznych i naukowych nieustannie rosła przez większość XX wieku, kiedy to centrum edukacji naukowej i medycznej przemieszczało się stopniowo coraz bardziej z Niemiec, Anglii i Francji do Stanów Zjednoczonych w okresie po pierwszej, a z pewnością po zakończeniu drugiej wojny światowej11.
We wszystkich powyższych przypadkach nieśmiertelność była instytucjonalnie przyznawana i gwarantowana przez uznane profesjonalne instytucje medyczne i naukowe. Jednak tego rodzaju mechanizm nie leży u podstaw jungizmu, jako że Jung wraz ze swoimi teoriami pozostawał i pozostaje poza sferą uznanych profesjonalnych instytucji świata nauki i medycyny, ponieważ uważa się go, całkiem słusznie, za nieprzystającego do ram obowiązującego w XX wieku paradygmatu naukowego. Poza tym teorie Junga nigdy nie cieszyły się większą uwagą ze strony przedstawicieli dyscyplin psychologii akademickiej. W rzeczy samej, choć w większości amerykańskich podręczników dla studentów pierwszego roku psychologii kilka zdań poświęca się zwykle Jungowi, a wiele podręczników, w których omawia się "teorie osobowości" zawiera kilka akapitów lub nawet cały rozdział na temat Junga i jego idei, to jednak prezentacje tego rodzaju są znacznie skromniejsze i pobieżne w porównaniu z zamieszczanymi w tych samych podręcznikach, bardziej pełnymi i wnikliwymi omówieniami idei oraz biografii Freuda. Tak więc coś innego musi sprawiać, że Jung cieszy się dziś tak wielką popularnością - ale co?
Być może uda nam się odpowiedzieć na to pytanie, kiedy zbadamy osobliwą relację między teorią a historią, jaka daje się zauważyć w większości opracowań na temat Junga, a także, idąc dalej, rolę owej relacji w fenomenie socjologicznym o nazwie jungizm. Relacja między historią a teorią w historiografii nauk psychologicznych stała się w ostatnich latach przedmiotem ożywionej debaty12. Nie licząc stosunkowo krótkiego okresu, w którym pozostawał on pod znaczącym wpływem Freuda i jego idei (1906-1912), Jung daje się scharakteryzować jako twórca sześciu odrębnych, choć wzajemnie powiązanych ze sobą, teorii:
Teoria kompleksów (ok. 1902).
Teoria typów psychologicznych (1913, 1921).
Witalistyczna teoria mającej głównie biologiczne podstawy nieświadomości filogenetycznej (1909, zrewidowana po 1916).
Teoria nieświadomości zbiorowej.
Teoria dominant (1917) czy też archetypów (1919) nieświadomości zbiorowej.
Zasada indywiduacji (1916).
W dalszej części książki zajmiemy się głównie przedstawieniem relacji między tymi czterema ostatnimi teoriami Junga z powyższej listy a historią.
Podczas gdy główne psychologiczne idee jungizmu (zwłaszcza Junga teorie nieświadomości zbiorowej i jej archetypów) są na ogół szeroko znane, to ich historyczne pochodzenie oraz ich aktualne znaczenie i wykorzystanie "nie tylko... przez, ale także dla i ze względu na osoby o określonych preferencjach i zainteresowaniach", jak ujmuje to Kurt Danziger, warto z pewnością ustalić i wyjaśnić. Dodałbym jeszcze, podążając dalej za Danzigerem, że "tylko wtedy, kiedy zrozumiemy historyczne tło i kontekst narodzin specyficznych psychologicznych idei i praktyk, będziemy w stanie formułować inteligentne pytania na temat ich możliwych historycznych implikacji o charakterze transcendentalnym"13.
1 Harry Liebersohn, Fate and Utopia in German Sociology, 1870-1923 (Cambridge, Mass.: MIT Press, 1988), ss. 23-24. Tönnies z wolna stawał się coraz bardziej znaczącą postacią w świecie wczesnej niemieckiej myśli socjologicznej końca XIX wieku, począwszy od opublikowania w 1887 roku swojej najbardziej znanej książki Gemeinschaft und Gesellschaft (wyd. pol. pt. Wspólnota i stowarzyszenie, Warszawa 1988)..
2 . Tönnies znalazł w końcu sposób na to, by zbliżyć się do Nietzschego, zaprzyjaźniając się z jego bliskimi znajomymi, Lou Andreas-Salome (1861-1937) i Paulem Ree (1849-1901). Ree i Andreas-Salome byli w latach osiemdziesiątych XIX wieku gospodarzami chętnie odwiedzanego berlińskiego salonu przy Unter der Linden; do ich częstych gości należał nie tylko Tönnies, lecz także historyk Hans Delbrück (1848-1929), filolog Paul Deussen (1845-1919) i psycholog eksperymentalny Hermann Ebbinghaus (1850-1909). Jak zauważa Helga Sprung, tego rodzaju salony "odgrywały wielką pozytywną rolę w emancypacji kobiet", ponieważ "stwarzały kobietom możliwość bezpośredniego uczestnictwa w życiu intelektualnym swoich czasów". Patrz: Helga Sprung, "Bourgeois Berlin Salons: Meeting Places for Culture and the Sciences" w: W.R. Woodward i R.S. Cohen, red., World Views and Scientific Discipline Formation (Dordrecht: Kluwer, 1991), s. 302.
3 . Thomas Carlyle, On Heroes, Hero-Worship and the Heroic in History (Chicago: A.C. McClurg & Co., 1891 [1841]), ss. 8-9 [wyd. pol. Thomas Carlyle, Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii, Kraków 2006, brak nazwiska tłumacza, na podstawie wyd. I z 1892]. Pożytecznym opracowaniem, w którym omawia się wiele obiektów kultu herosów wspomnianych w tej książce (choć w poważnym stopniu zabarwionych tragedią nazizmu) jest książka Erica Russella Bentleya A Century of Hero Worship: A Study of the Idea of Heroism in Carlyle and Nietzsche, with Notes on Wagner, Spengler, Stefan George, and D.H. Lawrence, wyd. II (Boston: Beacon, 1957). Twierdzenie autora, że wspólny dla tych wszystkich ważnych postaci wątek, jakim był "heroiczny witalizm", nie powinien być uważany za rodzaj protonazizmu, stanowi znaczący odpowiednik podnoszonego przez historyków argumentu (prezentowanego również w opracowaniu, o którym tu mowa), że nie wszystkie volkistowskie idee i ugrupowania miały z konieczności charakter protonazistowski.
4 Książka Also sprach Zarathustra (Tak rzekł Zaratustra) Nietzschego została wydana w czterech oddzielnych częściach w latach 1883-1885, jednak w bardzo niewielkim nakładzie. Wszystkie części razem zostały wydane po raz pierwszy dopiero w 1892 roku w tomie, który zdobył dużą popularność wśród czytelników oraz wywarł znaczący wpływ na europejską kulturę lat dziewięćdziesiątych XIX wieku.
5 Były to następujące dzieła: Der Fall Wagner (Przypadek Wagnera) w 1888 roku; Die Götzen-Dämmerung (Zmierzch bożyszcz) w 1889 roku; Der Antichrist (Antychryst, także: Antychrześcijanin) w 1895 roku; Nietzsche contra Wagner (Nietzsche kontra Wagner) w 1895 roku; oraz dzieło autobiograficzne Ecce Homo (Ecce Homo) w 1908 roku.
6 Ferdinand Tönnies, Der Nietzsche-Kultus: Eine Kritik (Leipzig: O.R. Reisland, 1897).
7 . Steven Aschheim, The Nietzsche Legacy in Germany, 1890-1990 (Berkeley i Los Angeles: University of California Press, 1992), s. 201.
8 Choć rzadko pamięta się o tym, że to właśnie Jung stanowił inspirację do stworzenia w 1988 roku niezwykle popularnego telewizyjnego serialu dokumentalnego prezentującego rozmowy ze światowej sławy znawcą mitów Josephem Campbellem (1904-1987), to był on niewątpliwie wielką promocją jungowskich transcendentalnych idei nieświadomości zbiorowej i jej archetypów, wypracowanych na podstawie analizy życia (a zwłaszcza marzeń sennych) ludzi nam współczesnych. Zapis tych rozmów został następnie wydany w formie książki - Joseph Campbell i Bill Moyers, The Power of Myth (New York: Doubleday, 1988) [wyd. pol. Potęga mitu. Rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem, Kraków 1994]. W efekcie wielokrotnej emisji tych programów na różnych kanałach telewizyjnych doszło do znacznego wzmożenia zainteresowania jungizmem, co oczywiście nie uszło uwagi mediów - patrz: wielostronicowy artykuł, jaki ukazał się 7 grudnia 1992 roku na łamach "U.S. News and World Report"; patrz także: artykuł "Interest in Carl Jung Experiences Revival as Some Embrace Wider View of Psychodynamics" zamieszczony 7 lutego 1992 roku na łamach "Psychiatric News", specjalistycznego czasopisma American Psychiatric Association.
9 George Weisz, "The Posthumous Laennec: Creating a Modern
Medical Hero, 1826-1870", "Bulletin of the History of Medicine"
61 (1987): ss. 541-62
10 Richard Shryock, "The Medical Reputation of Benjamin Rush", "Bulletin of the History of Medicine" 45 (1971): ss. 507-52.
11 . Jeśli chodzi o omówienie tych przemian w historii psychologii, a także innych związanych z tym kwestii, patrz: Roy Porter i Mark Micale, "Reflections on Psychiatry and Its Histories" w: Mark Micale i Roy Porter, red., Discovering the History of Psychiatry (New York: Oxford University Press, 1994), ss. 3-36. W tym miejscu chciałbym podziękować Markowi Micale'owi za dostarczenie mi odbitek tego ważnego artykułu jeszcze przed jego opublikowaniem. Jeśli chodzi o przesuwanie się centrum badań naukowych w kierunku Stanów Zjednoczonych, patrz: Roger Geiger, To Advance Knowledge: The Growth of American Research Universities, 1900-1940 (New York: Oxford University Press, 1990).
12 Kwestia ta jest tematem ukazującego się raz w roku wyboru artykułów pod redakcją Hansa Rapparda, P.J. Van Striena, L.P. Moss i Williama Bakera w "Annals of Theoretical Psychology" 8 (1993).
13 Kurt Danziger, "Psychological Objects, Practice, and History", "Annals of Theoretical Psychology" 8 (1993): s. 43. Warto się również zapoznać z: Kurt Danziger, "Social Context and Investigative Practice in Early Twentieth-Century Psychology" w: Mitchell Ash i W.R. Woodward, red., Psychology in Twentieth-Century Thought and Society (Cambridge: Cambridge University Press, 1987), ss. 13-34.