Rozdział I w którym poznajemy się z Kubusiem Puchatkiem i z pszczołami, i tu zaczyna się
opowiadanie
Przedstawiam wam Misia Puchatka, który właśnie
w tej chwili schodzi po schodach. Tak-tuk, tuk-tuk, zsuwa się
Puchatek na grzbiecie, do góry nogami, w tyle za Krzysiem, który go
ciągnie za przednią łapkę. Odkąd Puchatek siebie pamięta, jest to
jedyny sposób schodzenia ze schodów, choć Miś czuje czasami, że
mógłby to robić zupełnie inaczej, gdyby udało mu się przestać
tuktać choćby na jedną chwilę i dobrze się nad tym zastanowić.
A potem znów mu się zdaje, że chyba nie ma na to innego sposobu. Tak
czy siak, Miś zjechał już na dół i gotów jest zapoznać się
z wami. Proszę bardzo: oto jest Kubuś Puchatek.
Kubuś Puchatek lubi od czasu do czasu najrozmaitsze
zabawy, a czasem znów lubi siąść spokojnie przed kominkiem
i posłuchać jakiejś ciekawej historyjki. Tego wieczoru...
- A jakiej historyjki? - spytał Krzyś. - Czy
mógłbyś opowiedzieć Kubusiowi którąś z nich?
- Myślę, że tak - odrzekłem. - A jak ci
się zdaje, jakie historyjki Kubuś lubi najbardziej?
- O sobie samym. Bo to już jest taki Miś.
- Aha, rozumiem.
- Więc opowiesz mu?
- Spróbuję.
No i spróbowałem.
* * *
Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej
w zeszły piątek, mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupełnie sam w lesie
pod nazwiskiem pana Woreczko.
- A co to znaczy pod nazwiskiem? - zapytał
Krzyś.
- To znaczy, że na drzwiach na tabliczce miał
wypisane złotymi literami nazwisko, a mieszkał pod nim.
- Kubuś Puchatek nie wiedział dobrze, jak to jest
- powiedział Krzyś.
- Ale teraz już wiem - odezwał się mrukliwy
głos.
- Więc słuchaj dalej - powiedziałem. -
Otóż pewnego dnia Puchatek wyszedł na spacer i zaszedł na polankę
w środku lasu, a pośrodku tej polanki rósł wielki dąb i z samego
jego wierzchołka dochodziło głośne bzykanie.
Kubuś Puchatek usiadł sobie pod tym dębem, podparł
głowę na łapkach i zaczął rozmyślać.
Z początku powiedział do siebie samego:
- To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie
nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś
bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki ja znam, to ten, że się jest
pszczołą.
Potem znów pomyślał dłuższą chwilę
i powiedział:
- A jedyny powód, żeby być pszczołą, to ten,
żeby robić miód.
Po czym wstał i powiedział:
- A jedyny powód robienia miodu to ten, żebym JA
go jadł. - I zaczął włazić na drzewo.
Właził, właził coraz wyżej, coraz wyżej, coraz
wyżej, a gdy wreszcie wlazł na górę, prawie do połowy drzewa,
taką sobie pioseneczkę-mruczaneczkę Miś zaśpiewał:
Dziwny jest niedźwiedzi ród,
Że tak bardzo lubi miód,
Bzyk-bzyk-bzyk, ram-pam-pam,
Co to znaczy? Nie wiem sam.
Potem wlazł jeszcze wyżej... i jeszcze wyżej... i jeszcze trochę wyżej. Gdy tak właził, ułożył sobie inną piosenkę:
Gdyby Pszczołami były
Niedźwiadki,
Nisko na ziemi miałyby
chatki,
A że tak nie jest, oto
przyczyna,
Że się musimy na drzewa
wspinać.
Był coraz bardziej zmęczony, więc zaśpiewał
Żałosną Piosenkę. Już, już dobrał się prawie do miodu, gdy
naraz...
Trach!
- Ratunku! - zawołał Puchatek, zlatując
na gałąź o pół łokcia niżej. - Gdybym zamiast tego... -
powiedział i nie skończył, bo zleciał na następną gałąź o dwa
łokcie niżej. - Domyślacie się chyba, co miałem zamiar zrobić -
wyjaśnił Puchatek, fikając koziołka i zlatując na łeb na szyję
na inną gałąź o trzy łokcie niżej. - Oczywiście, że to było
z mojej strony raczej... - przyznał, spadając na następne sześć
gałęzi. - A wszystko to, moim zdaniem, przez to - powiedział,
opuszczając ostatnią gałąź i fikając przy tym trzy koziołki -
wszystko to przez to, że zanadto lubię miodek. Ratunku! - zawołał,
padając z wdziękiem w krzaki jałowca.
Wylazł z zarośli, wyjął z nosa kłujące igły
i znów zaczął rozmyślać, i pierwszą osobą, o jakiej pomyślał,
był Krzyś.
- O mnie? - zapytał Krzyś drżącym ze wzruszenia
głosem.
- Tak, o tobie.
Krzyś nic nie mówił, tylko jego oczy stawały się
coraz większe i większe, a policzki coraz czerwieńsze.
Otóż Kubuś Puchatek poszedł do swego przyjaciela
Krzysia, który mieszkał za zielonymi drzewami na drugim krańcu
Lasu.
- Dzień dobry, Krzysiu! -
powiedział Puchatek.
- Dzień dobry, Kubusiu
Puchatku! - powiedziałeś.
- Chciałbym wiedzieć, czy masz
pod ręką coś w rodzaju balonika.
- Balonika?
- Tak. Idąc do ciebie, tak sobie mówiłem:
"Ciekaw jestem, czy też Krzyś ma pod ręką coś w rodzaju
balonika?". Właśnie tak sobie mówiłem, myśląc o balonikach.
- A na co ci balonik? - spytałeś.
Kubuś Puchatek rozejrzał się dokoła, czy nikt nie
słucha, położył łapkę na pyszczku i powiedział ledwo dosłyszalnym
szeptem:
- Miód!
- Ale co ma balonik do miodu?
- Ma - odparł Puchatek.
Otóż właśnie tak się zdarzyło, że poprzedniego
dnia byłeś na zabawie u twojego przyjaciela, Prosiaczka, i na tej
zabawie dostaliście wszyscy baloniki, i tyś dostał duży, zielony
balonik, a jeden z krewnych-i-znajomych Królika dostał duży,
niebieski balonik i zapomniał zabrać go z sobą do domu, ponieważ
był doprawdy za młody, żeby chodzić na zabawy; a ty przyniosłeś
ze sobą do domu i zielony, i niebieski balonik.
- A który wolisz? - zapytałeś Puchatka.
- Widzisz, to jest tak - odpowiedział
Puchatek. - Kiedy się idzie po miód z balonikiem, to trzeba się
starać, żeby pszczoły nie wiedziały, po co się idzie. Więc jeśli ma
się z sobą zielony balonik, pszczoły mogą pomyśleć, że jest się
częścią drzewa, i wcale nie zauważyć tego, kto idzie, a jeżeli ma
się niebieski balonik, mogą pomyśleć, że jest się tylko kawałkiem
nieba, i też nie spostrzec tego, kto idzie. A teraz chodzi o to, jaki
balonik wybrać.
- A powiedz, czy pszczoły nie mogą cię zauważyć
pod balonikiem? - spytałeś.
- Mogą albo nie mogą - odparł Kubuś
Puchatek. - Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. - Pomyślał przez
chwilę i powiedział: - Postaram się wyglądać jak mała ciemna
chmurka. To je powinno zmylić.
- Wobec tego lepiej, żebyś miał niebieski balonik
- powiedziałeś, i tak się też stało.
Więc poszliście obydwaj z niebieskim balonikiem,
a ty wziąłeś z sobą fuzję, tak tylko na wszelki wypadek, jak to zwykle
robisz, a Kubuś Puchatek poszedł w jedno bardzo błotniste miejsce,
które znał, zaczął się w nim okropnie tarzać i tarzać, aż zrobił
się całkiem czarny. I potem, kiedy balonik został porządnie nadmuchany
i stał się bardzo, bardzo duży, Puchatek wziął w obydwie łapki
sznurek, uwiesił się na nim i z wdziękiem uleciał w powietrze.
I bardzo szybko znalazł się na wysokości drzewa, całkiem bliziutko
nieba.
- Hura! - krzyknąłeś.
- Prawda, że to cudowne? - zawołał Kubuś
Puchatek do ciebie z góry. - Jak ja wyglądam z dołu?!
A ty mu odpowiedziałeś:
- Wyglądasz jak niedźwiedź uczepiony do
balonika.
- A nie - zapytał Puchatek zatroskany - a nie
jak mała czarna chmurka na niebieskim niebie?
- Nie bardzo.
- Ale może tam, w górze, to wygląda troszkę
inaczej. Już ci raz mówiłem, że z pszczołami nigdy nic nie
wiadomo.
Nie było wiatru, który by poniósł go w stronę
drzewa, tak że Miś wisiał nieruchomo w powietrzu. Mógł widzieć
miód, mógł wąchać miód, ale nie mógł dotknąć miodu.
Po krótkiej chwili zawołał w dół do ciebie:
- Krzysiu!
- Co?
- Zdaje mi się, że pszczoły coś
ZWĄCHAŁY.
- A co takiego?
- Nie wiem, ale mam wrażenie, że one się czegoś
DOMYŚLAJĄ.
- Może myślą, że chcesz się dobrać do ich
miodu?
- Może. Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo.
Znowu na chwilę zapadło milczenie, po czym Kubuś
Puchatek zawołał na ciebie z góry:
- Krzysiu!
- Co?
- Czy masz w domu parasol?
- Mam, a bo co?
- Chciałbym, żebyś go przyniósł i przechadzał
się z nim tam i z powrotem, i mówił: "Aj-aj-aj, zanosi się na
deszcz"... Myślę, że to będzie świetny sposób na pszczoły.
A ty pomyślałeś w duchu: "Głupi, poczciwy
Misiu!" - ale nie powiedziałeś tego głośno, bo za bardzo go
lubisz, tylko poszedłeś do domu po parasol.
- Ach, jesteś nareszcie! - zawołał z góry
Kubuś Puchatek, kiedy tylko wróciłeś pod drzewo. - Byłem już
o ciebie niespokojny. Jestem zupełnie pewien, że pszczoły stanowczo
coś PODEJRZEWAJĄ.
- Czy mam otworzyć parasol? - zapytałeś.
- Tak, tylko poczekaj chwilkę. Musimy być
rozsądni. Najważniejsza pszczoła, jaką mamy zmylić, to
Królowa. Czy potrafisz odróżnić z dołu Królową Pszczół od
innych?
- Nie.
- Szkoda. Ale trudno. Musimy sobie radzić
inaczej. Teraz, kiedy ty będziesz przechadzał się tam i z powrotem
pod parasolem i mówił: "Aj-aj-aj, zanosi się na deszcz",
ja znów zaśpiewam Piosenkę Chmurek, taką, jaką tylko Chmurka może
zaśpiewać. A ty sobie spaceruj!
No i wtedy, kiedyś ty przechadzał się tam i z powrotem i myślał, czy będzie deszcz, czy nie będzie, Kubuś Puchatek
zaśpiewał taką piosenkę:
Jak to miło Chmurką być,
Niebem płynąć jak po
wodzie.
Mała Chmurka na dzień dobry
Taką piosnkę śpiewa co
dzień:
- Jak to miło Chmurką
być,
Niebem płynąć jak po
wodzie
I od rana na dzień dobry
Taką piosnkę śpiewać co
dzień:
- Jak to miło Chmurką
być...
Pszczoły bzykały podejrzliwie, jak to one mają
w zwyczaju. Kilka z nich naprawdę wyfrunęło z gniazda i zaczęło
unosić się dokoła Chmurki, gdy Chmurka właśnie śpiewała drugą
zwrotkę swojej piosenki. I nawet jedna z pszczół usiadła na chwilę
na nosie Chmurki, ale zaraz odfrunęła.
- Krzysiu, aj, Krzysiu! - wrzasnęła
Chmurka.
- Co?
- Myślę i myślę, i teraz już wiem na pewno,
że to jest bardzo zły gatunek pszczół.
- Tak ci się zdaje?
- Zupełnie zły gatunek. I myślę, że one chyba
robią kiepski miód. I zdaje się, że ja chyba zejdę na dół. A co
ty o tym myślisz?
- Ale jak?! - zapytałeś.
Kubuś Puchatek nie pomyślał o tym. Gdyby wypuścił
sznurek z łapki, zleciałby na ziemię, a to mu się nie bardzo
uśmiechało. Myślał więc dość długo, wreszcie powiedział:
- Krzysiu, musisz strzelić w balonik. Czy masz
z sobą fuzję?
- Ma się rozumieć - odpowiedziałeś. - Ale
jeśli to zrobię, balonik będzie do niczego - powiedziałeś.
- Tak, ale jeśli tego nie zrobisz - rzekł
Puchatek - ja będę do niczego.
Wobec tego wycelowałeś bardzo ostrożnie w balonik
i wystrzeliłeś.
- Ojej! - wrzasnął Puchatek.
- Czy nie trafiłem? - zapytałeś, Krzysiu.
- Trafić trafiłeś - odpowiedział Puchatek
- ale nie w balonik.
- Bardzo mi przykro - powiedziałeś i jeszcze
raz strzeliłeś, ale tym razem już w balonik, z którego powolutku
wyszło powietrze, i Kubuś Puchatek opuścił się na ziemię.
Ale miał tak zesztywniałe łapki od ściskania
sznurka, że przez cały tydzień trzymał je wyciągnięte w górę. Ile
razy mucha siadła mu na nosie, nie mógł odpędzić jej łapką, tylko
zdmuchiwał ją o tak: "puch, puch, puch!". I zdaje mi się, choć nie
jestem tego pewien, że i dlatego jeszcze nazwano Misia Puchatkiem.
* * *
- Czy to już koniec historyjki? - zapytał
Krzyś.
- Tak, to koniec tej historyjki. Ale są jeszcze
inne.
- O Puchatku i o mnie?
- I o Króliku, i o Prosiaczku, i o was
wszystkich. Czy już ich nie pamiętasz?
- Pamiętam, tylko kiedy chcę je sobie przypomnieć,
to zapominam.
- O tym, jak Puchatek i Prosiaczek polowali na
Słonia...
- No i nie złapali go, prawda?
- Nie.
- Puchatek nie mógł, bo jest głupiutki. A czy
ja go złapałem?
- O tym jest właśnie w tej historyjce.
Krzyś kiwnął główką.
- Przypominam sobie - powiedział Krzyś
- tylko Puchatek już dobrze nie pamięta. I Puchatek chciałby,
żeby mu ją znowu opowiedzieć, bo on lubi prawdziwe historie, a nie
wymyślone.
- I ja tak myślę - powiedziałem.
Krzyś westchnął głęboko, wziął Misia za
łapkę i, ciągnąc go za sobą, poszedł w stronę drzwi. Przy drzwiach
odwrócił się i powiedział:
- Czy możesz przyjść do mnie, jak będę się
kąpał?
- Mogę - odpowiedziałem.
- Ale ja go nie skaleczyłem, kiedy strzeliłem
z fuzji, prawda?
- Nic a nic.
Krzyś kiwnął główką i wyszedł, a po chwili
usłyszałem: tuk--tuk-tuk-tuk.
To Kubuś Puchatek wchodził za
Krzysiem na górę po schodach.
Ciąg dalszy w wersji pełnej